TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Widzę niebo, nie myślę

"Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie." ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 430
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Widzę niebo, nie myślę

Post autor: Kompot » 30 lipca 2013, 00:00

Prawie dokładnie o to. XD Też smarkam ze śmiechu jak to czyta. Za każdym razem.
Obrazek

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1462
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Widzę niebo, nie myślę

Post autor: Kanterial » 31 lipca 2013, 10:07

SpoilerShow
Inseminacja trwa od zarania dziejów. Skrapla się na czubeczku wzgórza i pędzi szybciej niż światło ku płatom, zakorzenia się w nich jak endopasożyt. Kontemplując nieskończoność procesów i nadnaturalność swoistych reprezentacji, unikalnych jak odcisk palca na pleksiglasie, masturbuję się w rytm jaki nadaje ego. Kiedyś egzystencja była prostsza, lecz wraz z napływającą boleścią i ssaniem na terenach nieuświadomionych, kontrola monstrualnej strzygi zbędny staje się niemożliwa.
Układ limbiczny strzela iskrami, pawie pióropusze eksplodują przedwczesną erekcją. Miętoszę, muskam, szarpię, drapię, rysuję, kalkuję białą gładziznę, aż nie nabierze kongruentnego wymiaru pod naciskiem rapieru. Gargantuiczne kulfony są jednocześnie manifestacją geniuszu i tańcem z tanatosem. Kompletną w każdym calu walką tytana z miernotą.
Zaciskam wargi w orgazmicznym uniesieniu. Jeszcze dwa, jeszcze jeden. Będąc bliżej, pragnę jak najszybszego spełnienia, a zatem zjadam co smakowitsze kąski, tratuje Ę pierś płodnej matki, która do tej pory nie szczędziła mi swego laktacyjnego nektaru, profanuję truchło zasuszonej semiotyki w poszukiwaniu świętych Graali. Nie jednego, lecz milionów, całych skarp czekających na mnie precjozów. Jak Zygfryd zmagam się z doskonałością, mnożąc progeniturę kolejnych fałszywych tez, dziedzica Frankensteina, łączącego w całość pocerowane zlepki nibyprzypadków.
Plaga teorii ad hoc szerzy się, rozlewając kleistą plamą, przypominającą do złudzenia tę z Zatoki Meksykańskiej. Będzie trzeba dużo masła lub mydła przecinek by wcisnąć. Żal lubrykantów, więc liczę, że ktoś będzie na tyle złakniony, by pochłonąć eklektycznego suchara bez zwilżenia.
Perturbacje napawają optymizmem, a ekshibicjonistyczne cacuszko wymuskane do granic logiki, krzyczy o poklask. Wstrzymywać nie można, to tworzy kryształy moczanowe na równi w mózgu i nerkach. Surrealistyczna fatamorgana pęka jak zbyt pochopnie kształtowane boniowanie. Fantazmagoria z samego środka wychodka *No ej, Kompocie, coś Ty. Chyba myślimy o tym samym wyrazie i chyba obie wiemy, że odmienia się go inaczej, "wychodku" a nie "wychodka". Nie podciągaj tego pod rym, lasko*.
Kazirodcze spółkowanie w brzuchu matki zbędny zmienia się szybko w regularną bitwę, lecz nie poddaję się, odkrywając na nowo czarne lądy, ciemną stronę słońca, której jeszcze przed chwileczką nie było i być nie mogło. Założenia wybrzuszają się, łuszczą, pękają jak gigantyczna brzoskwinia, ściekają sokiem lepiąc dłonie. Wróg okazał się wrażliwy mniej niż pancernik zakleszczony w puszce po kukurydzy.
Rapier w dłoni zamienia się w zwiędły pręcik, smętny zwis między palcami. Wydaje się narządem i przyczyną apokaliptycznej zawieruchy. Zapieram się, krztuszę, opluwam toksyczną wydzieliną ZBĘDNY krytykancką niedojdę, która miast podniety, przyprawiła mnie o niepłodność. Nie, bo nie.
Kompocie...
Dobrze, że się już trochę znamy i mogę sobie pozwolić na pisanie z serca, wiedząc, że się nie obruszysz. Zupełnie mi się ten tekst nie podobał. Widzę, czego chcesz, dostrzegam to, co chciałaś "ruszyć", to dążenie do przedstawienia czegoś. Miałaś (według mnie) pstryknąć czytelnika w nos, nakierować na pewne tory i trochę podrażnić w pozytywny sposób - niecodziennymi, "słownikowymi" wyrazami, skojarzeniami, tym, że tak naprawdę trzeba rozszyfrowywać, nie czytać. I chciałabym wytłumaczyć Ci, jak to odebrałam, ale pewnie mi się nie uda. Tak więc próbuję:
1) Mnie nie śmieszy zupełnie żadne z, czasem wręcz perfidnych, podobieństw wyrazowych i co za tym idzie skojarzeń ze stosunkiem seksualnym. To mnie męczyło przez cały czas, bo owszem, już na początku wyczułam, że będą takie chwyty, ale liczyłam, że będą też inne - sama rozumiesz, coś więcej, że wykorzystasz umiejętność zamykania w niepozornych i niby niepasujących wyrazach treści, którą chcesz przekazać. I pewnie, że było kilka skojarzeń "nie sprośnych" ale zupełnie je przytłumił ten zniesmaczający wydźwięk pozostałych "zdań-zagadek". Dla mnie to zbyt wiele, przesadziłaś, nie wiem, jak inaczej to opisać. Pewnie, że to ja czytam, myślę i interpretuję - to ja myślę o danych czynnościach, odbierając tekst. Ale obie wiemy, że pisząc, właśnie to chciałaś uzyskać. Czytam komentarz Joi i nie wiem, pojęcia nie mam, co ją rozśmieszyło. A może nie chodzi wcale o wydźwięk dwuznaczny, tylko zabawność całości, o to, że jest pisana nieadekwatnym i przesadzonym językiem? Kurde, Kompocie. Gdyby to było bardziej satyryczne, takie z hakiem, nie wiem, takie "chwytające" pomysłowością, te opisy seksopodobne, to tak, wtedy bym powiedziała, że znany autory by się nie powstydził. Ale tej wersji jeszcze czegoś brakuje. Wiem, że bełkoczę.
2) Umiem docenić włożoną w to pracę, tekst krótki, ale jaki (mam nadzieję) przemyślany, czasochłonny może nawet, bo (przynajmniej ja bym tak zrobiła) stawiam, że upewniałaś się co do znaczenia niektórych wyrazów, zerkając w słownik, żeby nie palnąć gafy, alby myślałaś długo, jak zawrzeć inny sens w tym lub tamtym sformułowaniu. Widzę to, podoba mi się chęć Twoja, zapał, to, że stworzyłaś coś nowego dla siebie i nietypowego (to z pewnością). piszesz, że próbujesz, eksperymentujesz. Chwali Ci się.
3) Odrzucam od siebie to, co jest wg mnie minusem, czyli skojarzenia wynikające z tekstu, bo mnie nie satysfakcjonują. I co widzę? Moja interpretacja - pycha. Pewność siebie, nieuzasadniona, trochę może zgaszona zrządzeniem losu lub przypadkiem, ale jednak. Przeceniamy swoje możliwości, nie planujemy tylko zakładamy, że coś się uda, pójdzie po naszej myśli, ale pryska szczęście, motywacja, chwila, cokolwiek - i zostajemy tacy udupieni, gapiąc się w jeden punkt z miną wyrażającą bardzo głębokie i pełne zawodu "DAFUQ". Nie tylko w tworzeniu, ale i kontaktach międzyludzkich, codziennym życiu. Pewnie nie o tym pisałaś, ale ja jestem tylko małym, grubym, zezowatym wąpierzem Rustym, co ja mogę wiedzieć o Twoich literackich zamiarach.

4) Chyba pierwszy raz poszła ode mnie taka krytyka w Twoją stronę - właściwie nieuzasadniona. Ale mam nadzieję, że zrozumiesz mnie, uszanujesz moje zdanie i że może w jakikolwiek sposób Ci pomogę tym niecodziennym komentarzem. Bo ja, nie wiem czy wiesz, staram się być pomocna. Właściwie prawie zawsze.
SpoilerShow
...chyba że piszę komentarz dla Joi, wtedy tylko myślę jak jej dosrać żeby się poskładała, ale potem udaję, że wcale nie, i robię takie przykre "OCH NIE CHCIAŁAM" na gadu, żeby się nie domyśliła, albo zgrywam beton, że niby nie wiem o co kaman
Obrazek
hehe, te małe przyjemności. Tak. Wracając do Twojego tekstu...
Kompocie, eksperyment możesz uznać za udany, jeśli chciałaś mnie "ruszyć". Na pewno przesiedziałam tu dłużej, niż planowałam, dłużej, niż miałam w zamiarze, na pewno też zirytowałam się tym, że nie pamiętam (a w dwóch przypadkach nawet nie wiem) co dane słowo znaczy, jak powinnam je odebrać. Zostanie mi to w głowie, Twój pomysł, próba. Chcę wiedzieć, co miałaś na myśli, więc napisz, zgodnie z zapowiedzią. A tymczasem żegnam, czekam na kolejne teksty od Ciebie.
Bo wbrew pozorom trochę Cię lubię. Bez szaleństw ale odrobinkę. *smyr smyr smyr*
За поворотом, в глубине
Лесного лога,
Готово будущее мне
Верней залога.


"Minę miał poważną, nieomal posągową, a twarz, choć przystojną, dającą do zrozumienia, że jej właściciel został przejechany pociągiem towarowym życia."

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Widzę niebo, nie myślę

Post autor: Joa » 31 lipca 2013, 13:15

Ano, śmiałam się, bo wyszło Kompotowi, to, co zamierzała napisać - tekst pseudointeligentny, w którym główną rolę odgrywają "inteligentne" słowa. Od razu przyszło mi wtedy na myśl, że niektórzy moi znajomi chętnie, by go cytowali, bo przecież są zdania, które wyglądają na mądre, czyli tekst musi takowy być.
To był eksperyment. Udany, bo rozbolała mnie głowa. ._.

I tak Kan, ja czytam spoilery, tak, teraz już wiem, że to spisek, wszystko przeciw mnie.

*Joa też nie lubi podtekstów seksualnych - tak, to prawda*

Gdybym nie znała genezy, to bym się nie śmiała, byłabym zniesmaczona i pewnie zrugałabym Kąpota, więc to nie moje spaczone poczucie humoru (jeju, ja przecież śmieję się z takich rzeczy jak hindus mówiący "jello" T~T), a raczej to, że miałam pojęcie co skłoniło, dlaczego Kąpot napisała to i co chciała uzyskać.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1462
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Widzę niebo, nie myślę

Post autor: Kanterial » 31 lipca 2013, 14:20

Rozumiem więc, że ominął mnie jakiś temat albo rozmowa, ale trzeba pamiętać, że przecież piszemy dla wszystkich, często nie wtajemniczonych w aktualne nastroje/poglądy nasze. Rozumiem, tym bardziej chętnie dowiem się, co powodowało tym pisaniem ^ ^

No widzisz, Joa.
За поворотом, в глубине
Лесного лога,
Готово будущее мне
Верней залога.


"Minę miał poważną, nieomal posągową, a twarz, choć przystojną, dającą do zrozumienia, że jej właściciel został przejechany pociągiem towarowym życia."

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 430
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Widzę niebo, nie myślę

Post autor: Kompot » 01 sierpnia 2013, 16:57

Bardzo wam wszystkim dziękuję. Kan tobie tym serdeczniej! Wierz lub nie, ale ja się uśmiechałam czytając twój komentarz. Nie cynicznie, nie jako ktoś kto wie lepiej, nie z mi tylko znanych powodów. Zwyczajnie był przjemny i feedback też mi się podobał.

"Umiem docenić włożoną w to pracę, tekst krótki, ale jaki (mam nadzieję) przemyślany, czasochłonny może nawet, bo (przynajmniej ja bym tak zrobiła) stawiam, że upewniałaś się co do znaczenia niektórych wyrazów, zerkając w słownik, żeby nie palnąć gafy, alby myślałaś długo, jak zawrzeć inny sens w tym lub tamtym sformułowaniu." - Kan, muszę cię rozczarować. Tekst napisałam w piętnaście minut, używając tylko słów które znam i których znaczenia byłam pewna. Jest przemyślany pod względem adekwatności każdego zdania. Starałam się by w tak krótkiej impresji zawrzeć tylko tyle ile uważam za konieczne. Eksperyment i jego idea powstała po wpływem impulsu, więc sam tekst jest właśnie o tym impulsie, tworzeniu i jest reakcją na impuls jednocześnie. Ostatnie akapity są o niezrozumieniu i właśnie tego się spodziewała po "publiczności". Liczyłam na to, że większość osób mnie zjedzie za tekst, co potwierdziłoby moje hipotezy z tekstu. Niestety ta potwierdziła się w nikłym procencie, albo też (tu nowa hipoteza) tekst brzmiał tak hipstersko, że ludzie nie chcieli się przyznać, że im się nie podobał. Zwłaszcza, że mój nick jest wyróżniony, a to wzbudza podziw nie?????????????? Dobra, nie.

Zamieszczam wyjaśnienia, bo uważam eksperyment za udany i zakończony.

Co do skojarzeń seksualnych. Już taka jestem, że wszystko u mnie się kręci wokół jednego. Ci co są zniesmaczeni mogą tacy pozostać, ale ja tych słów wykorzystywałam z wielką precyzja :P Znam ich znaczenie nie tylko seksualne i stąd ich użycie. Nie przeczę, że był to zabieg, który miał oburzyć, zniesmaczyć i ogólnie zaburzyć proces odszyfrowywania, bo zdaję sobię sprawę, że seksualne znaczenie zawsze wygra.
Przykład: "- Kasiu, zrób mi loda - poprosił Marek."
Z pewnością mogłam napisać tekst bez nich, ale po co skoro właśnie takie słowa uwielbiam.

Wytłumaczenie z słów "brzydkich":

"Inseminacja trwa" - Zasiewanie. Można interpretować jako zasiewanie myśli i ich kiełkowanie, ale ja wolałabym by całe zdanie interpretować, jako proces, który dotyczy każdego kto kiedykolwiek tworzył. Więc mimo, że tekst odnosi się głównie do mnie, zaznaczam na wstępie, że dotyczy wszystkich istot twórczych. Nie szkodzi, że tak nie zinterpretowaliście, dziwne by było gdyby każdy pomyślał o tym o czym ja pomyślałam.

"Skrapla się na czubeczku wzgórza i pędzi szybciej niż światło ku płatom, zakorzenia się" - Jako, że myśl, to musi być też mózg, stąd wzgórza i rozchodzenie się informacji związanych z bodźcem do kolejnych płatów.


"masturbuję się w rytm jaki nadaje ego." - Łechtanie ego, to chyba oczywiste. Niewiem może tylko mi ten zwrot kojarzy się seksualnie. Czy łechatanie, pieszczenie to nie coś bliskoznacznego masturbacji?

"pawie pióropusze eksplodują przedwczesną erekcją": - Erekcja, hmmmm... Przypomina mi się odpowiedź na pytanie "Co by pani zrobiła gdyby pani sąsiadem był homo erectus?". To zwyczajne prężenie się, stanie. Zresztą w przypadku pawi taka jest właściwa nazwa czynności rozstawiania ogona.

"Kazirodcze spółkowanie w brzuchu matki," - Przytoczę tu cytat z wikipedii, bo on pomoże mi dalej wytłumaczyć. Id jest jedną ze struktur osobowości w modelu psychoanalitycznym, obok ego oraz superego. Id jest rodzajem "brzucha matki", w którym dochodzi do ukształtowania ego i superego. Czyli pławienie się tych dwóch braciszków, właśnie w pierwotnych odczuciach, reakcjach, potrzebach.

"Rapier w dłoni zamienia się w zwiędły pręcik, smętny zwis między palcami." - Czy impotencja twórcza brzmi seksualnie? Impotenca - niemożność. Sono impotente - jestem bezradny, nie mam siły przebicia. Potentat - ktoś kto ma siłę, wiedzie prym.

"miast podniety, przyprawiła mnie o niepłodność." - podnieta czyli właśnie pogratulowanie wiedzy, komunikat i reakcja pozytywna na twór.

WNIOSKI Z EKSPERYMENTU:

1. Tekst o czymś banalnym, wypełniony"trudnymi" słowami napisać jest łatwiej, niż napisać tekst o czymś niebanalnym, ale za to tak żeby każdy zrozumiał.
2. W pewnym sensie im bardziej autor niezrozumiany, a jego inteligencja "poparta" wyszukanym słownictwem, tym większa przyjemność i pewność siebie/swojego.
3. W 90% nikt nie zrozumiał co dokładnie autor miał na myśli... chociaż starał się, by było jak najjaśniej ;P Ci którzy byli bliko i tak nie znali wszystkich szczegółów, bo na to nie ma rady. Im prostszy komunikat, tym większe szanse zrozumienia. To oczywiste.
4. Użycie słów, których jednym ze znaczeń ma odnosić się do seksualności, erotyzmu, sprawia, że ludzie reagują skrajnie. Obrzydzenie, zdegustowanie są tutaj kluczowe.

Chciałabym dodać na koniec, że mam swoje przemyślenia na temat tekstu, ale nie zawarłam ich w hipotezach, więc znajdą miejsce pod wnioskami. To, że używamy słów "trudnych" nie oznacza, że tekst staje się bardziej wartościowy. Każdy ma dostęp do słownika i jak Kan napisała, mogłam trudne słówka wygooglować. Każdy student wie, że w procesie nauczania wyższego zdobywa się pewne skille, które sprawiają, że zaczynamy mówić w języku dość kastycznym i typowym dla zawodu, a człowiek z innego wydziału/kierunku większości nie zrozumie komunikatu. Wystarczy więc zastosować słownictwo, którego wyuczyliśmy się w drodze zapoznawania z przyszłym zawodem, a otrzymamy właśnie eklektycznego suchara podobnego do tego, który ja popełniłam.
Ja jestem przekonana o tym, że wolałabym by zrozumiała mnie masa niż nikły procent, który i tak nie skuma do końca. Zgadzam się z Sullivanem: Im bardziej skomplikowana fabuła, tym język powinien być prostszy... No może nie dosłownie, ale wiadomo o co chodzi.
Obrazek

Awatar użytkownika
maikhaodjai

Re: Widzę niebo, nie myślę

Post autor: maikhaodjai » 04 sierpnia 2013, 04:34

Wiedziałem, że to nie jest na serio i że chcesz się zabawić kosztem czytelników, ale trzeba być totalnie chorą cieczą, żeby napisać tekst o pisaniu tegoż tekstu, a w szczególności o tym, jak kiepski jest jego odbiór. XD

Faktycznie, czytając teraz ten tekst, po zamieszczeniu "didaskaliów", wydaje się on gargantuicznie zabawny. Wcześniej raczej wydawał się być narzędziem sadystki.
Zasłużyłaś na nagrodę złotego prącia. :]

P.s. Jesteś pokręcona. XD

Awatar użytkownika
somnambulik

Re: Widzę niebo, nie myślę

Post autor: somnambulik » 07 sierpnia 2013, 22:13

Wiem, że już trochę po fakcie, ale mimo to czuję potrzebę skomentowania tego - niech będzie - eksperymentu.

Sam tekst bardzo mi się nie podobał. Uważam, że pomimo użycia trudnych słów i całkiem niezłej sprawności językowej, wcale nie zachwyca. Czytając pierwsze zdanie nastawiłam się na to, że forma przerośnie treść i nie pomyliłam się, nie uważam żeby sam przerost formy nad treścią był zły, jako narzędzie w ręku artysty może być piękne i wartościowe, niestety, Twoja miniaturka nie była piękna. Chodzi mi ogólnie o walory estetyczne, tak jak Paulo Coelho złote myśli, tak Ty nabijasz trudne słówka(no, chociaż ich trudność zależy od tego, kto czyta, choć przyznam szczerze, że dzięki Tobie poznałam nowe słówko!), niespecjalnie ze sobą związane, dajmy na to; "Kiedyś egzystencja była prostsza, lecz wraz z napływającą boleścią i ssaniem na terenach nieuświadomionych, kontrola monstrualnej strzygi, staje się niemożliwa." - egzystencja, tereny nieuświadomione, strzyga - pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego, choć mogą mieć za pomocą sprytnego połączenia. Tego w tym zdaniu po prostu nie ma, brakuje mi jakiegoś określenia, powiązania, coś, co nadawałoby sensu odpowiedzi. Zapewne mogłabyś mi wyjaśnić ten tok rozumowania i udowodnić, że to ma jednak sens, aczkolwiek moje wrażenie, to moje wrażenie, tak to odebrałam.

Co do interpretacji, od razu nasunęła mi się myśl, że tekst jest o kobiecie, która starając się zajść w ciążę, traktuje swojego faceta jak wibrator. Ten obraz z kolei uznałam za symbol niemocy twórczej.
Pozwolę sobie jeszcze skomentować Twoje punkty:
1. Uważam, że tekst o czymś "banalnym" napisany - nie trudnymi słowami, a pięknymi - ma wartość sam w sobie, określa to np. Twój nietypowy pogląd na zwykłą rzecz, bądź zjawisko i nie sądzę, żeby był łatwiejszy do napisania, niż coś treściwego. Treściwość też jest kwestią umowną, niektórzy uważają książki za treściwe, jeżeli mają zwartą fabułę, inni jak są dobrze napisane, inni jak niesie ze sobą konkretną treść i dobrze jej broni. Dla mnie w tekście przede wszystkim liczą się emocje jakie wywołuje. Jeżeli tekst wzrusza - i nieważne, czy się go rozumie w 90%, czy w 10% - musi być dobry.
2. Masz rację, że to wpływa na samoocenę, aczkolwiek inteligencja nie objawia się używaniem wyszukanego słownictwa, a raczej sprawnością, za pomocą której to słownictwo nabiera kształtu.
3. W żadnej książce nie można odgadnąć, co dokładnie autor miał na myśli! To wie tylko sam autor i sam najlepiej zna znaczenie słów i kontekstów jakimi się posługuje. Każda interpretacja jest inna i każda może być dobra, jeśli jest poparta jakimiś dowodami. Wiem, że poloniści w szkole bardzo lubią obalać tę teorię, ale będę ją głosić i strzelać do ludzi, którzy będą sądzili inaczej. Generalnie, opisujesz swoją myśl, po swojemu. Jeśli zależy Ci na tym, żeby wszyscy bez wyjątku zrozumieli tę idee, musisz dostosować język do możliwości KAŻDEGO, a więc najlepiej wypowiadać się jak najjaśniej. Jeżeli zależy Ci na wielu ścieżkach interpretacji, możesz pisać bardziej zawile, to już zależy od Twoich indywidualnych preferencji. Mimo to, nawet najdobitniej opisana idea może być interpretowana inaczej, nie wiesz, kto dostanie w ręce Twój tekst i co z niego wykmini. Styl jest zabawą z czytelnikiem, ale także i ze sobą, to od niego właśnie zależy odbiór opowiadania; pretensjonalny styl przypisuje się prozie współczesnej, prosty literaturze ogólnie uznanej itd.
4. To prawda, ludzie często reagują emocjonalnie na erotykę, nierzadko z obrzydzeniem, czy oburzeniem, dlatego łatwo użyć erotyki jako narzędzia do zszokowania. Szokowanie dla samego szokowania zawsze napawa mnie obrzydzeniem - mówię tu o wstręcie do twórcy, że zrobił coś tak prymitywnego, za to jestem zachwycona, kiedy taki typowy "lemon" niesie ze sobą jakiś przekaz. Chyba uodporniłam się na perwersję w literaturze, dlatego zawsze patrzę na to z dystansem. W Twoim opowiadaniu nie zwróciłam na nie szczególnej uwagi, chociaż ogólnie rzecz biorąc porównanie twórczości do seksu bardzo mi się podoba.

A teraz, słowem podsumowania, co mnie najbardziej zabolało. Własna interpretacja tekstu! Czy pisząc, nie możesz założyć, że każdy będzie interpretował tekst po swojemu? Co w tym złego? Czy nie ciekawiej poznawać zdanie innych ludzi, niż narzucać im jakiś kanon, jak w szkole? W ogóle tłumaczenie treści we własnym opowiadaniu jest jak lizanie swoich jąder, eksperyment eksperymentem, ale jak już wspominałam od stylu zależy odbiór tekstu i należy mieć to na uwadze.

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 430
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Widzę niebo, nie myślę

Post autor: Kompot » 08 sierpnia 2013, 01:58

Dziękuję ci bardzo serdecznie za komentarz. Bardzo się cieszę, że zechciałaś poświęcić mej pracy tyle uwagi, należy ci się za to całus, ale że nie ma takiej możliwości, to może bardziej wymierny będzie w tej sytuacji punkcik reputacji.
"A teraz, słowem podsumowania, co mnie najbardziej zabolało. Własna interpretacja tekstu! Czy pisząc, nie możesz założyć, że każdy będzie interpretował tekst po swojemu? Co w tym złego? Czy nie ciekawiej poznawać zdanie innych ludzi, niż narzucać im jakiś kanon, jak w szkole? W ogóle tłumaczenie treści we własnym opowiadaniu jest jak lizanie swoich jąder, eksperyment eksperymentem, ale jak już wspominałam od stylu zależy odbiór tekstu i należy mieć to na uwadze."
- Ależ o tym był właśnie eksperyment. Pisałam już, że właśnie kiedy piszesz w tak zawiły sposób, z pewnością sam się "narażasz" na różnorakie interpretacje, które nie będą miały nikły związek, lub wręcz będą całkiem oddalone od tego co się zamierzało przekazać i nie ma tu miejsca dla pretensji do czytelnika. Można powiedzieć, że tekst to rozmowa autora z czytelnikiem, im przekaz bardziej chaotyczny, zagmatwany, upstrzony dziwnym słownictwem, tym przekaz bardziej zaburzony. Tłumaczenia miały uzasadnić użycie słów powiedzmy erotycznie nacechowanych i do tego pokazywały jak można "błędnie" rozumieć przekaz. Jakby się nie pisało to właśnie powinno mieć sens, który w miarę da się ogarnąć... a tu moim zadaniem było odwrócenie i zrobienie z tego lekkiej satyry z tekstów przesadnie wystylizowanych. Przykro mi, ale takie mnie troszke drażnią i zwyczajnie dałam upust... zresztą dałam tu upust wielu moim chciejstwom.
"Jeżeli tekst wzrusza - i nieważne, czy się go rozumie w 90%, czy w 10% - musi być dobry."
- No ja piszę po to, żeby mnie zrozumiano przynajmniej w 80% i ten tekst jest ewenementem w mojej "karierze" i dla mnie zrozumienie,także jako dla czytelnika, jest kuczowe. Przykład z życia. Nie potrafię się wzruszyć czytając wiersz napisany po francusku, mimo że kumam część słów.
"inteligencja nie objawia się używaniem wyszukanego słownictwa, a raczej sprawnością, za pomocą której to słownictwo nabiera kształtu."
- całkowicie się z tobą zgadzam i sprzecznych z twoim zdaniem wniosków nie wysnułam (może jednak powinnam była zaznaczyć, że to był bardziej żart nie winiosek), pisałam tylko o korelacji "wzrostu" samoceny (oczywiście to przełożone na polski, bo to przecież potoczne ujęcie problemu) :D
" W żadnej książce nie można odgadnąć, co dokładnie autor miał na myśli! To wie tylko sam autor i sam najlepiej zna znaczenie słów i kontekstów jakimi się posługuje. Każda interpretacja jest inna i każda może być dobra, jeśli jest poparta jakimiś dowodami."
- Problem pojawia się wtedy, gdy to samo zdanie można iterpretować jako opis powiewającego szalika lub powiewajacych włosów. Jeśli przekaz jest na tyle niejasny, że tylko autor ma do niego prawdziwy klucz i tylko on wie o co mu chodziło, to moim zdaniem tekst jest bezwartościowy i tyle.
"porównanie twórczości do seksu bardzo mi się podoba."
- ależ to nie było porównanie.

W większości zgadzam się z twoim całym komentarzem i kiwałam głową czując połączenie, a moje neurony lustrzane aż się śliniły. Jeszcze raz bardzo dziękuję, za uczestnictwo w eksperymencie.
Obrazek

Awatar użytkownika
somnambulik

Re: Widzę niebo, nie myślę

Post autor: somnambulik » 08 sierpnia 2013, 13:38

Przykład z życia. Nie potrafię się wzruszyć czytając wiersz napisany po francusku, mimo że kumam część słów.
Oczywiście nie mówiłam tutaj o językach obcych, bo to zupełnie inna kategoria; każdy język obcy rządzi się własnymi prawami; logiką, środkami wyrazu itd., więc ciężko byłoby się zachwycić francuskim wierszem, kumając tylko część słów. Poza tym, nawet po wielu latach nauki języka, ciężko jest załapać logikę obcego języka i ciężko wyłapać niuanse w brzmieniu. Np. można człowieka nazwać "bałwanem" albo "idiotą" i znaczenie będzie takie samo, ale wydźwięk się zmieni, "idiota" brzmi dosadniej i bardziej wulgarnie, ale dla obcokrajowca oba mogą brzmieć tak samo. Ponadto myślę, że prawdziwy sens słów można poznać tylko w swoim ojczystym języku. To co powiedziałam, odnosiłam do tekstów, które są np. pięknie napisane, ale pozornie nie mają sensu, często takie teksty po prostu się odczuwa, a nie rozumie.
Problem pojawia się wtedy, gdy to samo zdanie można iterpretować jako opis powiewającego szalika lub powiewajacych włosów. Jeśli przekaz jest na tyle niejasny, że tylko autor ma do niego prawdziwy klucz i tylko on wie o co mu chodziło, to moim zdaniem tekst jest bezwartościowy i tyle.
To zabawne, ale ja w tekstach szukam właśnie tej wieloznaczności, jeżeli coś jest zbyt oczywiste, jestem rozczarowana i czuję się znużona. Jestem człowiekiem, który doszukuje się podtekstów wszędzie, nawet jeżeli to jest amerykański horror komediowy.

I oczywiście, dziękuję za punkcik!

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 430
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Widzę niebo, nie myślę

Post autor: Kompot » 08 sierpnia 2013, 13:53

Hah, jednak chyba się nie rozumiemy. XD
Obrazek

Awatar użytkownika
czarownica

Re: Widzę niebo, nie myślę

Post autor: czarownica » 21 września 2013, 12:05

Przepraszam bardzo, pozwolę sobie wyrazić opinię prostej, tępej, wiejskiej baby. Przyznaję ze skruchą, że nic a nic z tego tekstu nie zrozumiałam. Nawet następujące po nim komentarze nie zdołały przebić się przez moją głupotę. Jedyny mój wniosek jest taki: kiedyś pan Tuwim i pan Słonimski (tak, tak! TEN Tuwim i TEN Słonimski) popełnili taką małą, cienką książeczkę, quasi-antologię pt. "W oparach absurdu". Jeśli ktoś nie zna, to polecam. Przedmiotowy tekst, zresztą wraz z komentarzami pasuje do tego dzieła jak nic. Zaznaczam, że nie chcę nikogo urazić. Ot, takie luźne skojarzenie.
Pozdrawiam szczególnie serdecznie.

ODPOWIEDZ