TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Wpisy z mojego życia

"Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie." ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
oficerpavlo
Posty: 154
Rejestracja: 22 maja 2011, 20:06
Lokalizacja: Pyskowice
Kontaktowanie:

Wpisy z mojego życia

Post autor: oficerpavlo » 28 listopada 2012, 18:31

Witam, ponownie was po długiej przerwie. Na prawdę długiej przerwie, w której było tak wiele niechęci do pisania.. głównie z powodu tego, że wszystko co próbowałem pisać, mi za nic w świecie nie wychodziło. Ale w końcu udało mi się zacząć coś, co mogę uznać za naprawdę dobre.. w moim mniemaniu. Chciałem powrócić do "Akcji ratunkowej", nawet zacząłem (praktycznie od podstaw wszystko przebudowałem, tzn. miejsce, cel misji) ale dalej już nie było tak kolorowo, i na razie projekt jest zawieszony, ale widziałem, że w waszej opinii było to najlepsze z tych wszystkich co zamieściłem, dlatego mam obowiązek do tego wrócić, ale dopiero później. Muszę nabrać na nowo siły i znów uwierzyć w siebie.
Dzisiaj natomiast zamieszczam coś co napisałem w przeciągu ostatnich 2 tygodni, o chwilowo tytule roboczym "Wpisy z mojego życia". Tytuł na pewno się zmieni, ale na razie bez pomysłów.
A więc po długim wstępie, zapraszam do czytania.

17 maja 2039 Góry Kałbińskie, Kazachstan
[/p]Przedzieraliśmy się przez góry Kałbińskie położone na wschodzie Kazachstanu, do stacji radiolokacyjnej. Góry wchodzą w skład pasma Ałtajskiego, który rozciera się na terenie, aż czterech krajów. Takich dużych jak Rosja i Chiny oraz Kazachstan i Mongolia. Od pięciu lat prowadzone są tu potyczki zbrojne, pomiędzy państwami wchodzącymi w skład Północy a tymi z Zachodniego Paktu Wyzwolenia. Głównym celem, są bardzo bogate w diamenty złoża, które technologia wojskowa (w porównaniu do przynajmniej tego co było jeszcze piętnaście lat temu), wykorzystuje do swoich celów. Dotychczas w tym regionie świata, diamenty były wydobywane na terenie Rosji, w Jakucji, Uralu i na Półwyspie Kola, ale do nich żadne państwo z zewnątrz się nie dowalało. Lecz teraz produkcja - nie tylko Rosjan, ale całego paktu Północy, mogła polecieć w statystykach w górę, o nawet sto dwadzieścia procent. Jakiś czas temu, nikt by nie powiedział - nawet z ręką na sercu -, że diamenty będą używane do produkcji jednych z najlepszych osprzętów wojskowych. Ale w końcu, nie tylko świat idzie z duchem czasu, ale również postęp technologiczny. Chociaż on idzie już od samego początku, od Adama i Ewy.
[/p]To już nie jest ten sam świat, który człowiek znał jeszcze ćwierć wieku temu. Teraz coraz większą rolę odgrywa cyfryzacja i elektronika. Choć tak się dzieje, na polu walki nadal bezkonkurencyjny jest ludzki umysł i jego wyszkolenie. Wyszkolenie, którego nie jest wstanie zastąpić obecnie najnowszej generacji robot wywodzący się z Japonii. Na razie tylko jeden, ale prawdopodobnie to kwestia tygodni jak wejdzie do produkcji masowej. Robot, który w swoich możliwościach, które może wykonywać (nawet do pięciu jednocześnie), ma ich tak dużo, że nie będę się bawił tutaj w speca i nie wymienię ani jednej z jego cech. Nie łatwo jest wymienić je wszystkie, przy tym nie popełniając błędu powtórzenia. Owszem, roboty pomagają w wielu sytuacjach, nie raz ratują życie, nie raz ostrzegają przed atakiem - nie tylko armii wroga, ale też matki natury. Ale gdy przychodzi do ważniejszych i bardziej złożonych w wiele zadań misji, robot nadal nie jest w stanie zastąpić (nawet w 80%) człowieka. A więc czy obawy, że ludzkość zostanie wyparta przez roboty, są słuszne? I jak niedaleka może to być przyszłość?

1 stycznia 2012 Salome, Stany Zjednoczone/Arizona
[/p]Przesiadywałem wtedy na dwutygodniowej przepustce świątecznej. Trzy tygodnie wcześniej, wróciłem zaledwie z XII zmiany w Afganistanie. Spędziłem w bazie jeszcze tydzień w ramach wartownika, w najbardziej wysuniętej na zachód wartowni. wraz z żółtodziobem z rejonu „C”. Dzieciak, nie mający pojęcia o wojnie, z oddziału pod dowództwem majora Clovisa. Byłem co prawda nie wiele od niego starszy, ale w raz z moim starzeniem, przybywało mi rozumu oraz wyszkolenia. Niestety mu nie. Zaciągnął się do wojska bo myślał, że pole bitwy przypomina te z gier komputerowych, ale się mylił. Przekonał się o tym, zostając na kolejnej zmianie rannym, a następnie trzy dni później umierając w szpitalu polowym.
[/p]Przepustka kończyła mi się tydzień później, ósmego stycznia. Wróciłem wtedy do bazy i dalej przechodziłem szkolenia - jeszcze podstawowe, potem wyrabiałem sobie specjalistyczne pod to co chcę robić i te, które doprowadziły mnie tam gdzie doprowadziły. Czyli do gór Kałbańskich w paśmie Ałtaj na terenie Kazachstanu w 2039 roku. Odkąd sięgam pamięcią, od dziecka dziadek wszczepiał we mnie miłość do ojczyzny, poczucie patriotyzmu i by nie bać się wylać każdej kropli krwi dla wolności swojego narodu. Przed śmiercią opowiedział mi jak służył podczas II Wojny Światowej, jakie widział okropności na froncie.

17 maja 2039 Góry Kałbińskie, Kazachstan
[/p]Za tym jak na złość sypiącym śniegiem, jedyne co mogę w tej sytuacji powiedzieć – satelita stacji badawczej bardzo ładnie się prezentuje. Ale przecież nie chodzi o wygląd, jak to zajebiście się prezentuje tylko o to w jakim celu tutaj została postawiona i do czego jest używana. A tego nie wiemy; sztab uważa, że im mniej wiemy, tym lepiej. Ale jebie mnie to. Cisnę po wąskiej ścieżce, krótkiej, że w łbie mi się zaraz zakręci do cholery, wraz ze swoim oddziałem, będąc na jej dowodzeniu, sztab siedzi bezpiecznie na dopiero co przejętym kompleksie budynków w zachodniej części Pakistanu, a ja gówno wiem. Gówno, poza tym, że mam przejąć kontrolę na tym zasranym terytorium.
[/p]Idę na samym przodzie, za mną kaemista Jeyden, za nim nasi snajperzy Rocco i Jefferson, a na samym końcu, łamiąc wszystkie stereotypy o „arabach terrorystach”, Mohamedt. Spec od ładunków wybuchowych.
[/p]Dostał się do naszej elity, gdy wysadził gubernatorstwo dwadzieścia trzy kilometry na południowy-zachód od stolicy Kuwejtu. Było to 11 lat temu, gdy wykonywaliśmy nocną akcję. Wtedy okazał się zdrajcom naszych przeciwników. Baliśmy się, że wobec nas też nie będzie lojalny, ale zamazał wszystkie te obawy swoimi czynami w wszystkich kolejnych misjach. M.in.; w Libii 2030r. i 2033r., Egipcie w 2031r., Arabii Saudyjskiej 2035r. oraz w Boliwii podczas naszej ostatniej nieudanej misji w 2037r. A to tylko te, które miały największy priorytet, do tego dochodzi setki innych o mniejszym znaczeniu strategicznym.
[/p]Jesteśmy jak bracia, każdy jest jak brat, przyjaciel, który ratuje dupę z nieciekawej opresji, a ty mu się potem tym samym odwdzięczasz gdy masz okazję. Wojsko jest jak jedno, wielkie, zgrane państwo podzielone na rodziny, które najczęściej spotykają się na froncie, gdzie nie dążą do wyeliminowania się, nie dąży do rozbicia jej, a co najważniejsze wspiera w boju.
[/p]Za to właśnie kurwa kocham wojsko.

7 stycznia 2012 Salome, Stany Zjednoczone/Arizona
[/p]Choć spędzenie świąt z najbliższymi jest całą magią tego wszystkiego, ja tego wcale nie czułem.. A teraz nie koniecznie tego żałuję, do teraz nie czuję tej magii. Jeszcze mniej, nie mam już ich z kim spędzać. Byłem już cholernie stęskniony za służbą, za wojskową „rodziną”. Ale wiecie co? Miałem to, kurwa gdzieś. Nigdy nie byłem typem rodzinnego przydupasa, nie byłem typem imprezowicza i nie doceniałem ciepła rodzinnego. Tak było i tak jest dalej. Mogę tego żałować, ale nie mam sobie za złe podjętych decyzji. Bo były przemyślane. Robiłem to w imię dziadka i swojego narodu.
[/p]Byłem rok po wojskowym „ślubie”. Ślubowałem swoją wierność i że będę walczył za swój kraj do ostatnich moich posranych dni życia. Byłem pewny swojej decyzji i dzięki niej czuję się teraz sobą, w duszy jestem z siebie zadowolony i spełniony. Niektórzy postawieni w obliczu zła, wysłani na front, stając oko w oko z przeciwnikiem, po prostu się rozklejają i proszą, modlą się o powrót. Nie tylko do bazy, ale do domu, by już tam nie wracać. Tak się działo i tak się dzieje po dzień dzisiejszy. Poznają smak czystego zła diabła i im się odechciewa. Ale nie mnie. Nie chcą tam już nigdy wracać, a ja chcę, za każdym pierdolonym razem. Siada im to na psychice i ich wyniszcza od środka. Mnie nie, mnie jeszcze bardziej umacnia. Chcę tam wracać i walczyć w imię dobra, bo ono zwycięży zawsze.

17 maja 2039 Góry Kałbińskie, Kazachstan
[/p]Zatrzymuje swoją drużynę gestem ręki, klękając na stromym zboczu. Śnieg trochę ustał, ale dalej przeszkadza w dostrzeżeniu jakiegokolwiek żywego celu. Ale i na to mamy sposób, włączamy podczerwień w naszych celownikach nahełmowych rodem tych z załóg lotniczych.
[/p]Celowniki nahełmowe z zamontowanymi na specjalne życzenie klienta modułami to już mająca parę lat technologia wprowadzona w drugim kwartale roku trzydziestego czwartego, przez amerykańską firmę PBW. Bardzo dobrze spisuje się na polu walki, całkowicie pozbawiając uzbrojenia celowników. Dzięki wiązkom przekazywanym z broni do satelity a następnie do hełmu, prawie wcale nie musimy angażować swoje ciało w walce, a przy tym ograniczając liczbę rannych do minimum. Pod tym względem przewyższamy siły Północy lecz i oni mają się czym pochwalić.
[/p]Ruchem ręki nakazałem drużynie zająć swoje pozycje i powolnym krokiem zaczęliśmy pokonywać ostatnie metry tego stromego odcinka, na końcu którego znajdowały się na nasze szczęście sporej wielkości głazy. Ukryjemy się za nimi, a nasi niezawodni snajperzy będą mogli zająć pozycje i pozbawić życia parę dusz. Rocco i Jefferson są w tym perfekcyjni, a dochodzi do tego nahełmowy zoom o możliwości 32x krotnego przybliżenia obrazu. Z taką perfekcją i możliwością sprzętową oraz zamontowanymi tłumikami ognia i hałasu, możemy całkowicie oczyścić teren z zewnątrz bez ruszania się z miejsca.

8 stycznia 2012 Salome, Stany Zjednoczone/Arizona
[/p]Była godzina czwarta nad ranem. Nie spałem już od paru minut, zdążyłem wziąć ciepły szybki prysznic i przygotować sobie jedzenie. Skromne, parę jajek na miękko i kromki chleba. Za oknem, tak jak teraz pruszył lekko śnieg, lampa oświetlała ganek nadając temu wszystkiemu bajeczną atmosferę. Ale nie u mnie. Nie umiałem kurwa doceniać takich momentów. Tak było i w pewnym sensie choć lekko zatarte, jest nadal. W ręku trzymałem jedną z nakładu tysiąca paru sztuk gazet informacyjnych, darmowo rozdawanych przez nastoletnich mieszkańców miasteczka. Raczej ich z super dokładnością nie czytałem, ale miałem słabość do rubryk sportowych, politycznych, horoskopu i umieszczanej na końcu krzyżówki. No i cholernie szkoda było mi, by ci jeszcze nie pełnoletni mieszkańcy stali na mieście w tym mrozie nic nie zyskując. Gazeta nie była jakoś super rozrywana, nie była jedną z tych, którą byś czytał w każdym miejscu. Raczej tą do podcierania dupy.
[/p]Do przyjechania sierżanta, który miał mnie odwieźć do bazy, pozostała jeszcze godzina. Miałem czas się pożegnać z rodziną (choć nie lubiłem tego) oraz na inne mniejsze sprawy.

17 maja 2039 Góry Kałbińskie, Kazachstan
[/p]Skryliśmy się za skałami. Jefferson i Rocco rozstawili się przy najmniejszym z nich. Zaczęli wyszukiwać cele. Trzech ochroniarzy przy bramie, po jednym na wieżach strażniczych i dwóch przy głównym wejściu do stacji. Podczerwień w celownikach nahełmowych działa cuda, ja gówno widzę, przez ten sypiący śnieg. Jak na obszar, który chronią, bardzo mało ochroniarzy. Ale co się im dziwić, sypiący śnieg przy minus piętnastu stopniach - poprawka, minus siedemnaście. Ewenement, tak niska temperatura przy sypiącym śniegu, komu matko naturo jesteś na korzyść? Jesteś chyba sprawiedliwa, nam dałaś skały im pogodę. Ale my posiadamy przewagę zaskoczenia i obiecuję z ręką na sercu, że wszystkie cele wyeliminujemy. Ale komu to obiecuję? Tobie matko naturo? Tobie sztabie? Tobie mamo? Tobie tato? Tobie Boże? Nie, sobie i swoim ludziom.
[/p]Celowniki nahełmowe nacelowane na cele, broń odbezpieczona, przygotowana do strzału. Pal. Dwóch mniej. Kolejnych dwóch. Wieże i wejście odbezpieczone. Pozostała brama. Jest ich trzech, naszych dwóch, zaskoczymy ich i wypróbujemy nasze wyszkolenie do walk wręcz i ataku z zaskoczenia. W ruch pójdą bagnety.

8 stycznia 2012 Salome, Stany Zjednoczone/Arizona
Była godzina siódma dwadzieścia. Równo, co do minuty. Sierżant podjechał po mnie, ostatnie pożegnania z rodziną i znikłem w otchłani samochodu. Spokojnie, bez pośpiechu udaliśmy się do bazy.

ROZDZIAŁ I

17 maja 2039 Góry Kałbińskie, Kazachstan
[/p]Mohamedt zakłada ładunki wybuchowe na drzwiach do stacji radiolokacyjnej, zaraz je wysadzi, a my będziemy mogli dalej wykonywać nasze zadanie. Które do tej pory poszło bezszelestnie i bez żadnych najmniejszych kłopotów. No może pomijając tę pierdoloną pogodę i to, że z minuty na minutę robi się coraz bardziej ciemno. Ale nam to zbytnio nie przeszkadza, bo dodaje nam, tak myślę, tylko kolejne punkty do zaskoczenia. Nawet jeżeli posiadają gogle noktowizyjne, nie mają prawa nas wykryć. Posiadamy specjalne zagłuszające sygnału przekazu obrazu chipy, porozmieszczane w trzech różnych częściach naszego ciała. Są tak doskonałym przykładem technologii lat trzydziestych dwudziestego pierwszego wieku, że samego mnie zaskakują. Tak małe, że prawie nie widoczne, tak małe, że prawie nie odczuwalne. Jakby ich wcale nie było.
[/p]- Mohamedt, możemy wkraczać do akcji.
[/p]Stoimy po obu stronach drzwi, trzech po prawej, dwóch po lewej (obecnie tylko ja po tej stronie przebywam). Jefferson trzyma w ręku granat zaczepny błyskowy i czeka na wysadzenie. Mohamedt ustawia zegar na ładunku i ustawia się za mną po lewej. 3.. 2.. 1.. Wchodzimy, zdejmując przeciwników jednym, dwoma celnymi trafieniami w głowę. Nieprzyjemna śmierć od pocisków dum-dum. Dodatkowo, jeden z nich leży przygnieciony ciężkimi żelaznymi przeciwpancernymi drzwiami na swoim ciele. Zostawiamy go i kierujemy się dalej - niech kurwa zdycha.

29 lipca 1899, Haga
Deklaracja o zakazie używania na wojnie kul rozszerzających się lub rozpłaszczających
Haga, 29 lipca 1899
Niżej podpisani Pełnomocnicy państw reprezentowanych na Międzynarodowej
Konferencji Pokojowej w Hadze, należycie do tego upoważnieni przez swoje Rządy,
kierując się uczuciami, które znalazły wyraz w Deklaracji Petersburskiej z 29
listopada/11 grudnia 1868 roku,
Oświadczają:
Umawiające się Państwa ustanawiają zakaz używania kul, które rozszerzają się lub
rozpłaszczają łatwo w ciele ludzkim takich, jak kule o twardej powłoce zewnętrznej nie
osłaniającej całkowicie jądra bądź pokrytej nacięciami (...).

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Wpisy z mojego życia

Post autor: wołszebnik » 12 grudnia 2012, 12:37

Na szybko i z adnotacją "ja tu jeszcze wrócę", zmieniło się formatowanie na forum, jak pewnie zauważyłeś nie generuje już akapitu, akapit musisz domknąć [ /p] (bez spacji), lub użyć tag z dolnego paska menu.
SpoilerShow
Góry wchodzą w skład pasma Ałtajskiego, który rozciera się na terenie, aż czterech krajów. Takich dużych jak Rosja i Chiny oraz Kazachstan i Mongolia

w skład pasma, które
raczej nie "rozciera", a "rozciąga"
Z tego zdania wynika, że wspomniane pasmo rozciąga się na granicy czterech krajów (prawda), które są tak wielkie jak Rosja i Chiny bądź Kazachstan i Mongolia (nieprawda, bo w istocie w tym paśmie górskim przebiegają granice właśnie Chin, Kazachstanu, Rosji i Mongolii, a nie jakichś innych, dużych jak one).
Hyh, i niby rzec możesz, że mówisz o roku 2039, ale czy dla odbiorcy z tego roku będzie czytelne posługiwanie się porównaniami sprzed ćwierćwiecza? O.o

ok, lecimy dalej:

(w porównaniu do przynajmniej tego co było jeszcze piętnaście lat temu), wykorzystuje do swoich celów.

przecinek po 'tego'

Dotychczas w tym regionie świata, diamenty były wydobywane na terenie Rosji, w Jakucji, Uralu i na Półwyspie Kola, ale do nich żadne państwo z zewnątrz się nie dowalało.

Ok, to relacja z pierwszej osoby, więc nie czepiam się zbytnio :roll: acz jednak, czy "dowalanie" to odpowiedni termin dla utworu literackiego?


Lecz teraz produkcja - nie tylko Rosjan, ale całego paktu Północy,


produkcja diamentów? czy wydobycie?

Jakiś czas temu, nikt by nie powiedział - nawet z ręką na sercu -, że diamenty będą używane do produkcji jednych z najlepszych osprzetów wojskowych.


Ale wkońcu, nie tylko świat idzie z duchem czasu,


Teraz coraz większą rolę odgrywa cyfryzacja i elektronika.

Bałabym się stawiać taką tezę odnośnie roku 2039. Cyfryzacja i elektronika napędzają rozwój teraz, naprawdę przez ćwierć wieku nic się w trendach nie zmieni? Może nie... ale bałabym się stawiać taką tezę.

Choć tak się dzieje, na polu walki nadal bezkonkurencyjny jest ludzki umysł i jego wyszkolenie. Wyszkolenie, którego nie jest wstanie zastąpić obecnie najnowszej generacji robot wywodzący się z Japonii.

w stanie.
Wyszkolenie umysłu? *krzywi się*

Na razie tylko jeden, ale prawdopodobnie to kwestia tygodni jak wejdzie do produkcji masowej. Robot, który w swoich możliwościach, które może wykonywać

robot, który może wykonywać możliwości?

Nie łatwo jest wymienić je wszystkie,

a może niełatwo?

I jak niedaleka moze to być przyszłość?

może?


Trzy tygodnie wczesniej, wróciłem zaledwie z XII zmiany w Afganistanie.

wcześniej
i chciałam zauważyć, że takie błędy to zwyczajne niechlujstwo.
Jeśli decydujesz się na pierwszoosobową relację, to raczej nie mówi się cyframi rzymskimi.


Spędziłem w bazie jeszcze tydzień w ramach wartownika,

co to znaczy spędzić czas w ramach wartownika?


w najbardziej wysuniętej na zachód wartowni. wraz z żółtodziobem


Dzieciak, nie mający pojęcia o wojnie, z oddziału pod dowódctwem majora Clovisa.

dowództwem


Byłem co prawda nie wiele od niego starszy,

niewiele

ale w raz z moim starzeniem,

z czym? :eek:

przybywało mi rozumu oraz wyszkolenia.

szczerze mówiąc, określenia, że komuś brakło rozumu, używa się raczej kpiąco, stąd wymowa zdania w zapisie jakiego użyłeś, też niezbyt dobrze się kojarzy.

Niestety mu nie.

Obrazek


Zaciągnął się do wojska bo myślał, że pole bitwy przypomina te z gier komputerowtch, ale się mylił.

albo 'to pole', albo 'te pola', komputerowych.


Przekonał się o tym, zostając na kolejnej zmianie rannym, a następnie trzy dni później umierając w szpitalu polowym.

W roku 2012, niezależnie od tego, o której (cywilizowanej) armii mówisz, to przekonałby się raczej w trakcie wstępnych testów, gdy otrzymałby dokument opatrzony pieczątką 'rejected'.
Ja wiem, że wśród byłych i nawet aktywnych wojskowych zdarzają się odpały i dziwne akcje, co nie zmienia faktu, że nabór do armii zawodowej odbywa się według dość surowych kryteriów.



Przepusta kończyła mi sie tydzień później,

to chyba taka ciut większa przepustka była, nie? O.o
i się.

że w łbie mi się zaraz zakręci do cholery,

we łbie

wraz ze swoim oddziałem, będąc na jej dowodzeniu,

O.o to raczej nie po gramatycznemu...

Gówno, poza tym, że mam przejąć kontrolę na tym zasranym terytorium.

i jako dowódca oddziału nie masz rozpracowanego terenu? O.o Nie wiesz na co/kogo działającego w pobliżu możesz się natknąć?
No to rzeczywiście sztab do dupy, jeśli stać ich na potencjalne zakładanie utraty całego oddziału, bo leziecie tam w roli mięsa armatniego


Wtedy okazał się zdrajcom naszych przeciwników.

kim? :facepalm:


ale zamazał wszystkie te obawy swoimi czynami w wszystkich kolejnych misjach.

we


do tego dochodzi setki innych o mniejszym znaczeniu strategicznym.

gramatyka ssie

Jesteśmy jak bracia, każdy jest jak brat, przyjaciel, który ratuje dupę z nieciekawej opresji,

opresja z definicji jest nieciekawa (przynajmniej w prezentowanym znaczeniu terminu 'nieciekawy')

Wojsko jest jak jedno, wielkie, zgrane państwo podzielone na rodziny, które najczęściej spotykają się na froncie, gdzie nie dążą do wyeliminowania się, nie dąży do rozbicia jej, a co najważniejsze wspiera w boju.

Gramatyka ma wakacje.....

Choć spędzenie świąt z najbliższymi jest całą magią tego wszystkiego, ja tego wcale nie czułem.. A teraz nie koniecznie tego żałuję, do teraz nie czuję tej magii.

Wielokropek, czy kropka? Bo chyba nie mogłeś podjąć decyzji ;)
niekoniecznie.

w duszy jestem z siebei zadowolony i spełniony.


Niektórzy postawieni w obliczu zła, wysłani na front, stając oko w oko z przeciwnikioem, poprostu się rozklejają i proszą,


modlą się o powrót. Nie tylko do bazy, ale do domu, by już tam nie wracać.

gdzie nie wracać? Gramatyka nie wskazuje jednoznacznie

Poznawają smak czystego zła diabła i im się odechciewa.

Nie chcą tam juz nigdy wracać,

już

bo ono zwycieży zawsze.

zwycięży

Zatrzymuje swoją drużynę gestem ręki, klękając na stromym zboczu.

zatrzymuję
Wyobraziłam sobie jednoczesny akt klękania i wznoszenia ręki do gestu wstrzymania idących z tyłu... nieciekawie wyszło. Tak mi się wydaje, że najpierw jest owo uniesienie dłoni, wszyscy zatrzymują się, zaraz potem przyklękam. Nie?

Śnieg troche ustał, ale dalej przeszgadza w dostrzeżeniu jakiegokolwiek żywego celu. Ale i na to mamy sposón, włączamy podczerwień w naszych celownikach nahełmowych rodem tych z załóg lotniczych.

Orty, sam je sobie znajdź, bo kłują w ślepia z daleka, więc widać.


Dzięki wiązkom przekazywanym z broni do satelity a następnie do hełmu, prawie wcale nie musimy angażować swoje ciało w walce,

swoich ciał



Za oknem, tak jak teraz pruszył lekko śnieg,

prószył... gdy edytor podkreśla coś na czerwono, to zwykle dlatego, że sugeruje błąd, a nie po to, by robiło się weselej.

W ręku trzymałem jedną z nakładu tysiąca paru sztuk gazet informacyjnych, darmowo rozdawanych przez nastoletnich mieszkańców miasteczka. Raczej ich z super dokładnością nie czytałem

czytać nastoletnich mieszkańców? O.o


nie pełnoletni mieszkańcy

niepełnoletni

stali na mieście

O.o jak wygląda to ciekawe zjawisko?


Mohamedt zakłada ładunki wybuchowe na drzwiach do stacji radiolokacyjnej, zaraz je wysadzi, a my będziemy mogli dalej wykonywać nasze zadanie. Które do tej pory poszło bezszelestnie i bez żadnych najmniejszych kłopotów.

wiesz, drażni mnie w tym momencie narracja pierwszoosobowa teraźniejsza. To chwila pełna napięcia, koleś zakłada ładunki, zaraz będą zabijać, albo zginą, a narrator pie***li trzy po trzy. No nie leży mi ta forma do takiego opisu.


że prawie nie widoczne, tak małe, że prawie nie odczuwalne. Jakby ich wcale nie było.

niewidoczne, nieodczuwalne

- Mohamedt, możemy wkraczać do akcji.
Stoimy po obu stronach drzwi, trzech po prawej, dwóch po lewej (obecnie tylko ja po tej stronie przebywam). Jefferson trzyma w ręku granat zaczepny błyskowy i czeka na wysadzenie. Mohamedt ustawia zegar na ładunku i ustawia się za mną po lewej. 3.. 2.. 1.. Wchodzimy, zdejmując przeciwników jednym, dwoma celnymi trafieniami w głowę. Nieprzyjemna śmierć od pocisków dum-dum. Dodatkowo, jeden z nich leży przygnieciony ciężkimi żelaznymi przeciwpancernymi drzwiami na swoim ciele. Zostawiamy go i kierujemy się dalej - niech kurwa zdycha.

ziew... cóż za napięcie: wchodzimy, pacamy, wychodzimy, byliśmy cool, nie? No właśnie nie! Czy tu nie powinno być nieco akcji?


Chciałabym powiedzieć coś o ogóle, ale w natłoku błędów ginie wszystko inne i po przeczytaniu w pamięci pozostały mi właśnie tylko te językowe lapsusy.
Jeśli masz więcej lat niż ja, to odrobinę mogę usprawiedliwić nieznajomość zasad pisowni "nie" z przymiotnikami. Tylko odrobinę.
Strasznie irytuje u Ciebie niskość stylu, która nie sprawia wrażenia kreowanej. Zresztą, jeśli nawet kreowana była (ot, stworzyłeś bohatera, co to tylko językowo mięchem rzuca), to może lepiej było wybrać inny rodzaj narracji? Narrator nie musiałby być tak pierwotny, jaki jest bohater.
Często zmieniasz czasy i to także nie wygląda na zabieg celowy. W niektórych miejscach widać, jak gnasz, byle tylko skończyć fabułę i marnotrawisz te punkty, które powinny być największym atutem takiego tekstu (ot akcja przejmowania stanowiska wroga, przecież wszystko do niej zmierza, to powinien być punkt kulminacyjny, rozpisany długo, lecz z rozmachem, to powinno działać na wyobraźnię, więc czemu tak nie jest?).
Jesteś dość dziwnym autorem, który, kurka, ma pomysły, ale po prostu nie przykłada się do realizacji. Totalnie leży u Ciebie technika, poczynając od durnych błędów, które nie powinny się zdarzać, po dziwaczne konstrukcje gramatyczne.
Ok, nie znęcam się dalej. Czytaj, dużo czytaj.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Wpisy z mojego życia

Post autor: pierdoła saska » 13 grudnia 2012, 08:36

Jeju, co ja właśnie przeczytałam?
Scenki są powyrywane z jakiegokolwiek kontekstu. W dodatku są wewnętrznie niespójne; raz jest coś w czasie teraźniejszym, raz w przeszłym i to w jednym zdaniu. Ilość błędów i błędzików jest tak duża, że trudno nawet próbować samemu rozkminić o co mogło chodzić. Ja rozumem chęć składania większej historii z małych kawałków, ale to trzeba umieć robić tak, aby czytelnik mógł się w tym połapać. A ty jeden watek zaczynasz, zbaczasz na inny, a pięć linijek dalej jest już w ogóle inna dekada i nijak się ona ima tej poprzedniej. Jak piszesz krótkie scenki, to niech one same w sobie przedstawiają jakąś małą zamkniętą historię, nawet jeśli ma być to historia potknięcia się o kamień. Nie skacz z kwiatka na kwiatek jak oszalały, bo kończy się to tak, że mimo najlepszych chęci ja z tekstu zapamiętałam tylko, że bohaterem jest jakiśtam żołnierz z zaburzeniami percepcji czasu siedzący gdzieś w Azji.
Jednym słowem: CHAOS.
W sumie tak naprawdę podobał mi się tylko kawałek zaznaczony w spoilerze na zielono, a i on nie jest idealny. :/

Podsumowując… tyś to czytał przed wstawieniem? Bo naprawdę czyta się to, delikatnie mówiąc, ciężko. I to od strony technicznej jak i fabularnej.
► Pokaż Spoiler
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Lilith

Re: Wpisy z mojego życia

Post autor: Lilith » 13 grudnia 2012, 13:01

Niestety nie przypadło mi do gustu
Czyta się ciężko.
Napisane jest chaotycznie, niezrozumiale xD
Mylisz czasy jak już to było wspomniane
Wgl nie za bardzo zrozumiałam treść, którą chciałeś przedstawić
To przed rozdziałem to prolog?' Miejmy nadzieję że nie.

Weny
Pozdrawiam
Xoxo
Vickie

Awatar użytkownika
A. Mo'zart
Posty: 162
Rejestracja: 05 lipca 2012, 22:07
Lokalizacja: Dom
Kontaktowanie:

Re: Wpisy z mojego życia

Post autor: A. Mo'zart » 14 stycznia 2013, 17:13

Jakby to... tego... Dora, waląc z grubej rury powiem, że tego nie da się czytać. Strasznie mnie to wymęczyło. Taki przecietnej długości tekst a czuję sie, jakbym przedzierał się conajmniej przez "Potop" i to jeszcze jakąś rozszerzoną wersję autorską.
Napisałeś to strasznie topornie, aż zacząłem sie zastanawiać czy to ciągle opowiadanie, czy jakiś podręcznik od historii napisany przez nadętego profesora, co to książki w życiu w ręku nie miał. Przynudzasz. I mówię to z czystym sumieniem. To akcja wojskowa, ludzie walczą o życie, a Ty przedstawiłeś to niczym relację ze zjazdu PZPr, choć tam prawdopodobnie było ciekawiej, zwłaszcza jak sobie popili.

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Wpisy z mojego życia

Post autor: wołszebnik » 16 stycznia 2013, 19:27

A ja się zastanawiam, czy nie byłoby dla Ciebie dobrym rozwiązaniem znaleźć sparring-writera (sorry za anglicyzm :roll: ). Masz pomysły, masz koncepcje, tego nie można Ci odmówić. Ale w każdym kolejnym tekście legniesz na kwestiach warsztatowo-technicznych. Może pomogłoby Ci, gdyby to ktoś inny, mający dystans, którego Tobie względem własnej pracy chyba trochę brak, segregował i nadawał szlif pierwowzorom?
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
oficerpavlo
Posty: 154
Rejestracja: 22 maja 2011, 20:06
Lokalizacja: Pyskowice
Kontaktowanie:

Re: Wpisy z mojego życia

Post autor: oficerpavlo » 12 lutego 2013, 11:27

Prawda, ten tekst jest chyba jedną z największych pomyłek jakie zamieściłem na literce. Tekst, jak dostanę siły na niego, zostanie poprawiony, tak więc, nie ma co załamywać rąk i wierzyć, że tekst zostanie w miarę ogarnięty i poprawiony od piwnicy po strych, czy nawet od piekła po niebo. Ale na razie muszę zająć się tekstem ważniejszym dla siebie.
Dzięki wszystkim za udzielanie swojego zdania na ten temat.

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Wpisy z mojego życia

Post autor: wołszebnik » 12 lutego 2013, 11:32

Czy "jedną z największych pomyłek"... cóż, to znów rozbija się o szczegóły.

Koncepcja by połączyć jakimś ciągiem logicznym akcje z dwóch różnych epok, a przyczynę odnaleźć w jeszcze innej płaszczyźnie, jest co najmniej ciekawa. Z tym, że objętościowo to jest pomysł na co najmniej dłuższe opowiadanie, jeśli nie powieść.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
oficerpavlo
Posty: 154
Rejestracja: 22 maja 2011, 20:06
Lokalizacja: Pyskowice
Kontaktowanie:

Re: Wpisy z mojego życia

Post autor: oficerpavlo » 12 lutego 2013, 11:41

W pierwotnym pomyśle, miało być to dłuższe niż to co zostało tutaj zamieszczone, tak więc nie ma obaw, że sam tekst będzie dłuższy, jednak muszę na to zebrać sił. Bo łączenie jak to ładnie ujęłaś: "akcje z dwóch różnych epok, a przyczynę odnaleźć w jeszcze innej płaszczyźnie", jest dla mnie mega trudne. Ale bardzo mnie takie coś ekscytuje, dlatego na pewno się za to zabiorę.

Mówiąc, że "jedna z największych pomyłek", miałem na myśli, że chyba nawet: "Afganistan: Ziemia terrorystów" zostało lepiej przyjęte niż to ;)

ODPOWIEDZ