TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Wśród olch i brzóz

"W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną." ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

Wśród olch i brzóz

Post autor: Ghar'Amel » 18 stycznia 2014, 21:34

Napisałam toto w ramach "powrotu do pisania i odstawienia gier". Zmotywowana przez Marę ruszam do boju z piórem w łapie i pokornie przyjmę wszystko na klatę.


Wśród olch i brzóz
- To wcale nie kłamstwo – powtórzył Marl, kiedy ponownie szedł leśną ścieżką.
Ostatnimi czasy przemierzał ją nadzwyczaj często, ale nigdy nie mógł trafić do celu, bo głos za którym tak wiernie podążał, cichł, a te wszystkie cienie, które – jak sądził – wskazywały mu drogę, znikały nagle. I znowu zostawał sam wśród ciemności i drzew, błąkał się, nie mogąc trafić do domu ani na choćby ślad ludzkiej obecności.
Ale tym razem było inaczej i on tym wiedział, czuł to całym ciałem! Wiatr znów zaszumiał cicho, niosąc za sobą nieludzką pieśń wyśpiewywaną głosem zbyt idealnym, by mógł należeć do jakiegokolwiek człowieka na ziemi. Dziesięcioletni Marl zamarł w bezruchu i wstrzymał oddech, by żadna nuta mu nie uciekła. To była zaklęta melodia, ale chłopiec nie mógł o tym wiedzieć. Była dla niego piękniejsza niż wszystko inne, a serce płakało, gdy tylko nie mógł jej usłyszeć. Ilekroć mówił o tym matce, ta zerkała na niego groźnie i mówiła, by nie opowiadał kłamstw i bzdur, lub by zaczął bawić się w takie głupstwa z rodzeństwem. Im również próbował o tym opowiadać, ale oni śmiali się z niego i tylko najstarszy brat Marla potraktował to poważnie i poradził bratu, by zaczął ignorować melodię, że to Król Olch chce go porwać i woła do siebie. Według rady brata, chłopiec miał również trzymać się z dala od lasu.
Nie posłuchał, mimo że naprawdę się starał. Chciał słuchać tej pieśni wciąż i wciąż! I, co wydawało mu się najistotniejsze, musiał w końcu zrozumieć słowa. Właśnie dlatego wybierał się do lasu raz za razem i szedł, podążając tropem cichej melodii, nasłuchując zwrotek i wersów pieśni. Pragnął również dowiedzieć się, co jest na jej końcu, któż to tak wspaniale śpiewa, że słychać go w całym lesie i jego okolicach!
Tego wieczoru zaszedł o wiele dalej niż zwykle. Drżał z podniecenia niby trawiony gorączką. Ledwo szedł, bo nogi uginały się pod nim i nie mógł też zachować równowagi, dlatego opierał się ciężko o drzewa, lecz brnął dalej, mimo że same rośliny starały się go powstrzymać, chwytając za nogawki, owijając nogi cienkimi korzeniami czy zagradzając drogę gałęziami. Bez skutku. Marl uparcie szedł naprzód, a ciągnąca go w dal pieśń rozbrzmiewała coraz głośniej i wyraźniej, melodia nabierała tempa i stawała się coraz bardziej gorączkowa, jakby i śpiewak nie mógł doczekać się chwili, w której chłopiec padnie zdyszany u jego stóp.
Rozpoznawał już słowa, ale ich nie rozumiał. Przebiegały przez jego głowę, lecz nie zostawiały po sobie najmniejszego śladu. Makabryczna piosenka o krwi, szale i śmierci była coraz głośniejsza i powtarzało się w niej tylko jedno hasło: „chodź do mnie”. I jedynie te dwa wyrazy potrafiły zagnieździć się w głowie otumanionego chłopca, wyłącznie je rozumiał i tylko ich słuchał, machinalnie brnął wciąż do przodu i dalej w las.
Aż wypadł na polanę. Zmęczony i ociekający potem upadł na kolana, bo nie potrafił ustać prosto bez podpory, którą były drzewa. Lecz mimo to zaczął czołgać się w stronę siedzącej na samym środku postaci. Nie… nie siedzącej. Istota, która go wołała, po prostu wyrastała z ziemi. Była porośnięta mchem i paprocią, a na policzkach zamiast skóry miała ciemną i chropowatą korę. Długie białe dłonie pokryte brązowymi pasami wyciągnęła ku górze, a długie i zielone włosy owijały się wokół nich, kiedy szaleńczo tańczyły na wietrze.
Marl zamarł ogłupiały i pozbawiony własnej woli. Mógł tylko patrzeć na to stworzenie, jednocześnie piękne i szkaradne, straszne i łagodne. Serce prawie mu pękło z wysiłku, płuca piekły, a z oczu płynęły łzy, ale chłopiec niczego już nie czuł. Moc pieśni przeniknęła go na wskroś i nad nim zapanowała.
Melodia ucichła. Istota powoli opuściła dłonie i zwróciła zimne oczy na leżące przed nią dziecko. Wraz z końcem piosenki, wrócił i rozum Marla, który półżywy zamrugał szybko. Nie rozumiał, czemu jest taki wyczerpany, czemu czuje taki potworny ból w piersi, ani czemu leży bezwładnie na trawie, nie mogąc się poruszyć. Podniósł ostatkiem sił głowę i napotkał spokojne, lecz lodowate spojrzenie. Było beznamiętne i puste, jakby tak naprawdę na nic nie patrzyło. Łączyło w sobie wszystkie rodzaje zieleni i brązu, miały kolor… lasu. Chłopiec zadrżał i wtulił twarz w trawę. Był przerażony, chciał wrócić do domu, bo nie wiedział, co tu robi i dlaczego. Ani, tym bardziej, czym jest ten straszliwy potwór przed nim.
- Przyszedłeś w końcu w ten głuchy las. Ciesz się, bom wołał ostatni już raz – zanuciła istota tym samym jedwabistym głosem i odwróciła się w stronę chłopca. Przyklęknęła przed nim, a towarzyszył temu dźwięk skrzypiącego drzewa.
Marl nie podniósł głowy, nie powiedział niczego. Cały czas szlochał, drżał z zimna i przerażeni. Był zbyt przerażony, by powiedzieć cokolwiek, zbyt zmęczony by uciec, za mały by choćby próbować się bronić. Mógł tylko płakać. Był jedynie dzieckiem.
- Mój kochany, urzekłeś mnie. Lecz nie musiałem porywać cię. Przyszedłeś do mnie, tak całkiem sam. Zarzekam, czas szybko upłynie nam – szepnęła istota, a jej wzrok uciekł do góry, prosto na księżyc, który odbił się w tych szklanych i pustych oczach. – Na dworze Króla Olch cię witam. Niech rozbawi nas muzyka!
Król Olch, bo właśnie nim była ta istota, klasnął głośno w dłonie, aż posypały się iskry, które zatańczyły na trawie i wciąż świecąc oraz migocząc, zmieniły się w drobne, pokraczne stworzenia o długich szponach i ostrych, spiczastych zębach. Wszystkie, niczym jeden mąż, poczęły śpiewać. Wirowały, a ich pomieszane głosy zmieniły się w okrutną kakofonię. Marl zasłonił uszy drżącymi dłońmi i zapłakał jeszcze głośniej, a Król Olch roześmiał się perliście i pogładził chłopca po głowie zimnymi dłońmi.
Klasnął w dłonie jeszcze raz, ale tym razem spomiędzy jego palców posypała się chmara liści, które – niczym żywe! – obróciły przerażonego chłopca na plecy. Nie miał sił, by ruszyć choćby palcem, wszystko w nim płonęło, jakby jego wnętrzności się topiły. Płakał i otworzył usta, lecz nie potrafił wydać z siebie najcichszego dźwięku. Szlochał, bezgłośnie krzycząc, a w myślach błagał o pomoc.
Straszliwa i blada twarz Króla Olch pochyliła się nad nim. Zielony włosy przysłoniły cały świat, nie istniało już nic, tylko to przerażające oblicze i zieleń wokół niego.
- Marl, Marl, Marl – wyszeptał potwór, szczerząc długie kły.
Chłopiec zacisnął mocno powieki, był to jedyny gest, na jaki było go stać.
- Marl! Marl! – znów to słyszał, lecz głos był inny, bardziej znajomy. Ludzki. Kojący. Otworzył zapuchnięte oczy i spojrzał prosto w twarz ojca. Rozwarł poranione usta, by coś powiedzieć, lecz nie zdążył. Odetchnął po raz ostatni, ukołysany słodkim bezpieczeństwem z dala od łapsk straszliwego potwora.
Gdzieś w głębi lasu Król Olch rozłożył szeroko ręce i wyśpiewał ostatni wers swojej piosenki.
- Utulił dziecko, nie wiedząc już, że chłopiec skonał wśród olch i brzóz.



Tradycyjnie: tekst bez błędów i literówek to nie mój tekst! :D
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Wśród olch i brzóz

Post autor: Joa » 18 stycznia 2014, 21:50

SpoilerShow
To była zaklęta melodia, ale chłopiec nie mógł o tym wiedzieć. Była dla niego piękniejsza niż wszystko inne, a serce płakało, gdy tylko nie mógł jej usłyszeć. Ilekroć mówił o tym matce, ta zerkała na niego groźnie i mówiła, by nie opowiadał kłamstw i bzdur, lub by zaczął bawić się w takie głupstwa z rodzeństwem. Im również próbował o tym opowiadać, ale oni śmiali się z niego i tylko najstarszy brat Marla potraktował to poważnie i poradził bratu, by zaczął ignorować melodię, że to Król Olch chce go porwać i woła do siebie. Według rady brata, chłopiec miał również trzymać się z dala od lasu.
Powtórzenia i niepotrzebny przecinek.
Wraz z końcem piosenki, wrócił i rozum Marla, który półżywy zamrugał szybko.
Rozum Marla zamrugał szybko? O>O
Cały czas szlochał, drżał z zimna i przerażenia. Był zbyt przerażony, by powiedzieć cokolwiek, zbyt zmęczony by uciec, za
mały by choćby próbować się bronić.
Zielony włosy przysłoniły cały świat, nie istniało już nic, tylko to przerażające oblicze i zieleń wokół niego.
Huh. Cieszę się, że obie z Marą coś wstawiłyście, że powoli wracacie - niemrawo niestety - na forum. Jeju, laski, jak Wy piszecie. Zawsze mnie to dołuje, bo Wy naprawdę umiecie pisać, piszecie lepiej ode mnie, bardziej kreatywnie, lepiej po prostu, ale przestałyście nagle. I co by z Was było, gdybyście pisały cały czas? Wolę nie wiedzieć.
Dobra, do tekstu.
Podobało mi się. Początkowo myślę - cholera, jak krótko - ale ta długość jest całkowicie uzasadniona. Ta historyjka była naprawdę przyjemna, Marl całkiem przyjemny, cała atmosfera bardzo przyjemnie stworzona. Mogłabyś z tego wycisnąć na pewno więcej, Amel, ale wiesz... Było dobrze.
Dobry nowy początek.
Czytało się okropnie szybko i płynnie, chciało się dobrnąć do końca, a to naprawdę trudna rzecz.

Pisz dalej, będę męczyć i Ciebie, i Marę. Masz pisać, Amel.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Wśród olch i brzóz

Post autor: wołszebnik » 19 stycznia 2014, 21:29

Goethe... no, no, wysoko postawiona poprzeczka, a wyszło doprawdy świetnie. Nie musiałaś nawet pisać wprost i tak właśnie jest dobrze.
Częściej, Amel, jeśli mogę prosić ;)
SpoilerShow
wrócił i rozum Marla, który półżywy zamrugał szybko.
podmioty poszalały, mimo wszystko to chyba Marl zamrugał ;)
Cały czas szlochał, drżał z zimna i przerażeni. Był zbyt przerażony, by powiedzieć cokolwiek
literówka plus powtórzenie
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

Re: Wśród olch i brzóz

Post autor: Ghar'Amel » 20 stycznia 2014, 16:16

Amen :bag:
Bałam się, że pójdzie o wiele gorzej, niż optymistycznie zakładałam na początku. Miałam diabelnie długą przerwę w pisaniu i jakoś tak... no. Było mi dziwnie i trochę ciężko skupić się na jednym wątku, by oddać wszystko mniej więcej tak, jak mi się w głowie narysowało. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo podniosły mnie na duchu te komentarze i zaprawiły do dalszego boju.
I będzie częściej! Obiecuję poprawę, taką zdecydowaną. Lubię pisać, ale trochę się martwię, że jeśli takie przerwy będą mi się zdarzały ciężej, zapomnę jak to się robi. I dlaczego, co gorsza. Dziękuję w każdym razie, uspokoję serducho i błędy poprawię! :D
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1474
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Wśród olch i brzóz

Post autor: Kanterial » 22 stycznia 2014, 00:54

Było beznamiętne i puste, jakby tak naprawdę na nic nie patrzyło. Łączyło w sobie wszystkie rodzaje zieleni i brązu, miały kolor… lasu.
miały - chyba o oczach, ale podmiotem jest spojrzenie

Cały czas szlochał, drżał z zimna i przerażeni.
przerażenia


Amelu O_O

Pamiętam jak piszesz i nic się nie zmieniło - więc czuj się spokojna, jeśli obawiałaś się o jakiś zjazd formy. Jest tak samo, poznaję Cię w tekście i niezmiennie uważam, że piszesz już na swoim - dobrym - poziomie. Właściwie nawet się wzruszyłam na to ostatnie zdanie o literówkach, choć te dwie wyżej musiałam wypisać, wybacz.

Nie wiem na ile tekst jest ważny fabularnie - czy spędziłaś sporo czasu na obmyślaniu tego, czy chciałaś coś zawrzeć bardzo, czy to tylko rozgrzewka przed pisaniem, w każdym razie walory widzę tu wszystkie chyba, poza tym właśnie fabularnym. Jest technicznie git, Ty w ogóle piszesz dobrze, dlatego od razu chciałoby się wymagać, by i akcja dała kopa i porwała. Mnie nie ruszyło, w takim sensie, że końcówka (uznajmy, słusznie chyba, że punkt kulminacyjny) nie zmieniła moich emocji i uczuć, nie zaskoczyła aż tak, żebym jeszcze kilka minut posiedziała i podumała. Swoją drogą, klimat jest, Marl żyje i obrazowość też, opisy, w ogóle pomysł - taki niespodziewany jak dla mnie, jednak rzadko widuję w fantastyce jakieś nowości (standardowe elfy mnie już tak męczą, że jak zobaczyłam króla olch, to aż mi się ciepło na sercu zrobiło). No cóż mogę więcej powiedzieć?

Ty naprawdę umiesz pisać, ten tekst nie jest moim ulubionym, bo go nie czułam, ale to tylko nietrafiona w moje gusta próba Twoich umiejętności, czekam więc na kolejne, na nowości, na kontynuacje, na pisanie. Może Ty coś wreszcie skończysz?! *kojarzy, że większość tekstów Amela się zaczęła i NIE SKOŃCZYŁA*

najlepszy fragment:
Król Olch, bo właśnie nim była ta istota, klasnął głośno w dłonie, aż posypały się iskry, które zatańczyły na trawie i wciąż świecąc oraz migocząc, zmieniły się w drobne, pokraczne stworzenia o długich szponach i ostrych, spiczastych zębach. Wszystkie, niczym jeden mąż, poczęły śpiewać. Wirowały, a ich pomieszane głosy zmieniły się w okrutną kakofonię. Marl zasłonił uszy drżącymi dłońmi i zapłakał jeszcze głośniej, a Król Olch roześmiał się perliście i pogładził chłopca po głowie zimnymi dłońmi.
За поворотом, в глубине
Лесного лога,
Готово будущее мне
Верней залога.


"Minę miał poważną, nieomal posągową, a twarz, choć przystojną, dającą do zrozumienia, że jej właściciel został przejechany pociągiem towarowym życia."

Awatar użytkownika
Kadans

Re: Wśród olch i brzóz

Post autor: Kadans » 16 marca 2014, 01:07

Nigdy wcześniej nie czytałem żadnej Twojej pracy, gdyż jestem tu od dzisiejszego dnia. Mam pewne ramy prac. Jedne odcinają ode mnie wszystko co się dzieje wokół mnie, oraz te które czytam godzinami, byle dokończyć z nadzieją że koniec będzie ciekawszy. Tutaj pojawia się natomiast " Przeczytałem. Gdzie jest kolejna cześć? "

Co do błędów - wytykać ich nie będę, bo nawet nie wiem czy są. Sam popełniam ich wiele, więc nie wypada by osoba popełniająca liczne błędy poprawiała innych, prawda? ;)

Zapewne odwiedzę inne Twoje prace, gdy będę miał chwilę. Jednak oczekuję też że będziesz nadal pisać :)

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 430
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Wśród olch i brzóz

Post autor: Kompot » 17 marca 2014, 13:08

SpoilerShow
"Ale tym razem było inaczej i on (o) tym wiedział, czuł to całym ciałem! Wiatr znów zaszumiał cicho, niosąc za sobą nieludzką pieśń wyśpiewywaną głosem zbyt idealnym, by mógł należeć do jakiegokolwiek człowieka na ziemi. Dziesięcioletni Marl zamarł w bezruchu i wstrzymał oddech, by żadna nuta mu nie uciekła. To była zaklęta melodia, ale chłopiec nie mógł o tym wiedzieć. Była dla niego piękniejsza niż wszystko inne, a serce płakało, gdy tylko nie mógł jej usłyszeć. Ilekroć mówił o tym matce, ta zerkała na niego groźnie i mówiła, by nie opowiadał kłamstw i bzdur, lub by zaczął bawić się w takie głupstwa z rodzeństwem. Im również próbował o tym opowiadać, ale oni śmiali się z niego i tylko najstarszy brat Marla potraktował to poważnie i poradził bratu, by zaczął ignorować melodię, że to Król Olch chce go porwać i woła do siebie (chce porwać więc woła sam do siebie?). Według rady brata, chłopiec miał również trzymać się z dala od lasu.[/p]
Nie posłuchał, mimo że naprawdę się starał. Chciał słuchać tej pieśni wciąż i wciąż! I, co wydawało mu się najistotniejsze, musiał w końcu zrozumieć słowa. Właśnie dlatego wybierał się do lasu raz za razem i szedł, podążając (szedł podążając? :bag: ) tropem cichej melodii, nasłuchując zwrotek i wersów pieśni. Pragnął również dowiedzieć się, co jest na jej końcu, któż to tak wspaniale śpiewa, że słychać go w całym lesie i jego okolicach!
Tego wieczoru zaszedł o wiele dalej niż zwykle. Drżał z podniecenia niby trawiony gorączką. Ledwo szedł, bo nogi uginały się pod nim i nie mógł też zachować równowagi, dlatego opierał się ciężko o drzewa, lecz brnął dalej, mimo że same rośliny starały się go powstrzymać, chwytając za nogawki, owijając nogi cienkimi korzeniami czy zagradzając drogę gałęziami. Bez skutku. Marl uparcie szedł naprzód, a ciągnąca go w dal pieśń rozbrzmiewała coraz głośniej i wyraźniej, melodia nabierała tempa i stawała się coraz bardziej gorączkowa, jakby i śpiewak nie mógł doczekać się chwili, w której chłopiec padnie zdyszany u jego stóp.
Rozpoznawał już słowa, ale ich nie rozumiał. Przebiegały przez jego głowę, lecz nie zostawiały po sobie najmniejszego śladu. Makabryczna piosenka o krwi, szale i śmierci była coraz głośniejsza i powtarzało się w niej tylko jedno hasło: „chodź do mnie”. I jedynie te dwa wyrazy potrafiły zagnieździć się w głowie otumanionego chłopca, wyłącznie je rozumiał i tylko ich słuchał, machinalnie brnął wciąż do przodu i dalej w las.
Aż wypadł na polanę. Zmęczony i ociekający potem upadł na kolana, bo nie potrafił ustać prosto bez podpory, którą były drzewa. Lecz mimo to zaczął czołgać się w stronę siedzącej na samym środku postaci. Nie… nie siedzącej. Istota, która go wołała, po prostu wyrastała z ziemi. Była porośnięta mchem i paprocią, a na policzkach zamiast skóry miała ciemną i chropowatą korę. Długie białe dłonie pokryte brązowymi pasami wyciągnęła ku górze, a długie i zielone włosy owijały się wokół nich, kiedy szaleńczo tańczyły na wietrze.
Marl zamarł ogłupiały i pozbawiony własnej woli. Mógł tylko patrzeć na to stworzenie, jednocześnie piękne i szkaradne, straszne i łagodne. Serce prawie mu pękło z wysiłku, płuca piekły, a z oczu płynęły łzy (dobrze, że nie z nosa mu płynęły.), ale chłopiec niczego już nie czuł. Moc pieśni przeniknęła go na wskroś i nad nim zapanowała.
Melodia ucichła. Istota powoli opuściła dłonie i zwróciła zimne oczy na leżące przed nią dziecko. Wraz z końcem piosenki, wrócił i rozum Marla, który półżywy zamrugał szybko (ten rozum zamrugał czy koniec piosenki, bo chyba nie mogę się zdecydować). Nie rozumiał, czemu jest taki wyczerpany, czemu czuje taki potworny ból w piersi, ani czemu leży bezwładnie na trawie, nie mogąc się poruszyć. Podniósł ostatkiem sił głowę i napotkał spokojne, lecz lodowate spojrzenie. Było beznamiętne i puste, jakby tak naprawdę na nic nie patrzyło. Łączyło w sobie wszystkie rodzaje zieleni i brązu, miały kolor… lasu. Chłopiec zadrżał i wtulił twarz w trawę. Był przerażony, chciał wrócić do domu, bo nie wiedział, co tu robi i dlaczego. Ani, tym bardziej, czym jest ten straszliwy potwór przed nim.
- Przyszedłeś w końcu w ten głuchy las. Ciesz się, bom wołał ostatni już raz – zanuciła istota tym samym jedwabistym głosem i odwróciła się w stronę chłopca. Przyklęknęła przed nim, a towarzyszył temu dźwięk skrzypiącego drzewa.
Marl nie podniósł głowy, nie powiedział niczego (czyli powiedział coś.). Cały czas szlochał, drżał z zimna i przerażeni. Był zbyt przerażony, by powiedzieć cokolwiek, zbyt zmęczony by uciec, za mały by choćby próbować się bronić. Mógł tylko płakać. Był jedynie dzieckiem.
- Mój kochany, urzekłeś mnie. Lecz nie musiałem porywać cię. Przyszedłeś do mnie, tak całkiem sam. Zarzekam, czas szybko upłynie nam – szepnęła istota, a jej wzrok uciekł do góry, prosto na księżyc, który odbił się w tych szklanych i pustych oczach. – Na dworze Króla Olch cię witam. Niech rozbawi nas muzyka!
Król Olch, bo właśnie nim była ta istota, klasnął głośno w dłonie, aż posypały się iskry, które zatańczyły na trawie i wciąż świecąc oraz migocząc, zmieniły się w drobne, pokraczne stworzenia o długich szponach i ostrych, spiczastych zębach. Wszystkie, niczym jeden mąż, poczęły śpiewać. Wirowały, a ich pomieszane głosy zmieniły się w okrutną kakofonię. Marl zasłonił uszy drżącymi dłońmi i zapłakał jeszcze głośniej, a Król Olch roześmiał się perliście i pogładził chłopca po głowie zimnymi dłońmi.
Klasnął w dłonie jeszcze raz, ale tym razem spomiędzy jego palców posypała się chmara liści, które – niczym żywe! – obróciły przerażonego chłopca na plecy. Nie miał sił, by ruszyć choćby palcem, wszystko w nim płonęło, jakby jego wnętrzności się topiły. Płakał i otworzył usta, lecz nie potrafił wydać z siebie najcichszego dźwięku. Szlochał, bezgłośnie krzycząc, a w myślach błagał o pomoc.
Straszliwa i blada twarz Króla Olch pochyliła się nad nim. Zielony włosy przysłoniły cały świat, nie istniało już nic, tylko to przerażające oblicze i zieleń wokół niego.
- Marl, Marl, Marl – wyszeptał potwór, szczerząc długie kły.
Chłopiec zacisnął mocno powieki, był to jedyny gest, na jaki było go stać.
- Marl! Marl! – znów to słyszał, lecz głos był inny, bardziej znajomy. Ludzki. Kojący. Otworzył zapuchnięte oczy i spojrzał prosto w twarz ojca. Rozwarł poranione usta, by coś powiedzieć, lecz nie zdążył. Odetchnął po raz ostatni, ukołysany słodkim bezpieczeństwem z dala od łapsk straszliwego potwora.
Gdzieś w głębi lasu Król Olch rozłożył szeroko ręce i wyśpiewał ostatni wers swojej piosenki.
- Utulił dziecko, nie wiedząc już, że chłopiec skonał wśród olch i brzóz.[/interlina]
Przeczytałam i chyba tyle mogę powiedzieć. W zeszłym roku czytała pewną książkę, w której też zaczynało się od tajemniczego nawoływania, zewu i od chłopca, który na niego odpowiedział. Polecam "W kręgu Światowida". Pewnie ciekawie ci się zestawi z twoim pomysłem. No błędy są, ale to chyba nie jest najpoważniejsza wada tego teksu. Moim zdaniem gdyby się wywaliło większość powtarzających się zdań, zostałaby mniej niż połowa tekstu. Chłopiec ciągle bezsilny, a to się wspiera, a to opiera. Jęczy, płacze, bezgłośnie szlocha. Problem w tym, że opisujesz to suchutko i ja nie widzę właściwie nic. Nie wiem czy moje przypuszczenia są trafne, ale wybrałaś sobie scenkę, znałaś początek i koniec, ale już wypełnienie nie było tak istotne. Mogę ci polecić metodę wykreślania każdego zdania bez, którego tekst i tak utrzyma swój sens. Nie mówię, że tak powinno się pisać, ale może takie ćwiczenie wycinanek pozwoli ci określić natężenie znaczenia danych części tekstu. Pozdrówki.
Obrazek

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 489
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie

Re: Wśród olch i brzóz

Post autor: Krin » 23 marca 2014, 12:37

Cóż... Widzę, że nawiązujesz do "Króla Olch" Goethego (czy jak to się tam piszę). Nie czytałam innych twoich prac, ponieważ jestem na forum dopiero od kilku dni i nie wiem czy robisz tak często, ale pomysł na ćwiczenie i rozgrzewkę całkiem dobry. Jednak moim zdaniem tylko na ćwiczenie lub jakiś bardzo krótki tekst.
Co do samego tekstu w sobie to bardzo zdziwiło mnie tak częste powtarzanie przez ciebie słowa "i". Uwierały mnie też trochę te twoje troszeczkę zbyt długie zdania, ale to zarzucam prawie każdemu z sobą samą włącznie.
Dla mnie po prostu średni. Zawieszony gdzieś pomiędzy dobrym a słabym. W komentarzach wyżej widzę jednak opinię, że jesteś jednym z lepiej piszących ludzi na forum, więc z chęcią dokopie się w wolnej chwili do starszych tekstów. Być może jeszcze będę czytać twoje pracę z wypiekami na twarzy i domagać się więcej.
"Gdy na ramionach zamiast kruków zaczęły przysiadać mu foki, nazwano go Foczarzem. Jego moc stała się wówczas straszliwa i tylko dzielni przedstawiciele wiary katolickiej zapobiegli jego inwazji na Karpacz i zachodnie Niemcy."
- Kanterialus, "Żywot Kruczarza"

Zablokowany