TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Jestem Narcyz

"W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną." ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
StuGraMP

RE:

Post autor: StuGraMP » 30 marca 2012, 21:49

Czytam i sprawdzam na bieżąco.
Oto moje sugestie:
Prolog
SpoilerShow
Ghar'Amel pisze: Ze stoickim spokojem wymalowany (wymalowanym – już ktoś wcześniej zwrócił na to uwagę) na kamiennych twarzach przeszli obłok złotowłosego młodzieńca, (…)
(...) by chwilę później wkroczyć do środka z szerokim uśmiechem na twarzy, który zamarł chwilę później (uśmiech zamarł? – to trochę dziwne zestawienie), gdy jego wzrok zatrzymał się na scenie odgrywającej się pośrodku pomieszczenia. Zakapturzony mężczyzna trzymał za gardło tęgiego (tu są dwie spacje) karczmarza, którego twarz (powtórzenie) powoli przybierała siny kolor.
Wszystko (przecinek) co robicie (przecinek) nią jest!
Pod kapturem błysnęło groźne spojrzenie, a w następnej chwili karczmarz zwalił się na ziemię (przecinek) dysząc ciężko.
Po prostu odwrócił się w stronę najciemniejszego kąta w pomieszczeniu, gdzie zasiadywał (zasiadywał – co to za nowe słowo; chyba lepiej będzie 'przesiadywał', 'zasiadł' lub 'zasiadał') trzeci uczestnik ich wyprawy – Craven. Chcąc, nie chcąc, (oba przecinki zbędne) Narcyz skierował się za nim smętnym krokiem, czując na swoim karku lodowate spojrzenia innych osób, (zbędny przecinek) przebywających w karczmie.
(...) oraz liche bukiety ziół, (zbędny przecinek) mające odstraszać złe duchy i nieumartych.
– Nie. Wszyscy wiedzą (przecinek) jaki ludzie mają stosunek do elfów (Tak w ogóle, to zły szyk. Powinno być: Wszyscy wiedzą, jaki stosunek mają ludzie do elfów. Ale ponieważ jest to wypowiedź bohatera... Oni mają prawo mówić niestylistycznie.)
Stanął pomiędzy Reanem, (zbędny przecinek) a mężczyznami, przodem do tych drugich.
Ujrzał swoją wciąż dziecięcą i jasną twarz, (zbędny przecinek) obsypaną kilkoma złotymi piegami.
Rozdział 1
SpoilerShow
Ghar'Amel pisze: Młodzieniec stał w rzece po pas, dzierżąc w drugiej dłoni prowizoryczną sieć, (zbędny przecinek) zrobioną z giętkich gałązek wierzby. W sieci szamotały się dwie,(zbędny przecinek) nieduże ryby o brązowych i żółtych łuskach.
(...) rzucił, unosząc głowę wyżej, jakby tym (tu są dwie spacje) samym ukazując swoją wyższość.
— oznajmił Narcyz, (zbędny przecinek) wyraźnie nieświadomy napięcia między swymi towarzyszami.
Jedyne czym musiał się martwić, to to, by sieć była naprawiona (przecinek) a nóż ostry.
— Nie mogę zrozumieć (przecinek) jak ktoś taki jak ty, (zbędny przecinek) znalazł się tak daleko od Varentalu
(...) jednak odkąd władzę objęła królowa Ellene D’eroline, zostały wprowadzone przepustki, które zezwalały (Już ktoś zwrócił uwagę, że dziwnie brzmi to zdanie. Proponuję zmienić odpowiedni fragment na „przepustki i jedynie one zezwalały”) posiadaczowi na przekroczenie granicy.
Jednak bardzo łatwo można było znaleźć różnice między światem śmiertelnych, (zbędny przecinek) a światem Reana i Cravena.
(...) był za ledwie (zaledwie) dwa lata starszy od szesnastoletniego Narcyza, (…)
Wbił wzrok w tańczące płomienie ogniska, (zbędny przecinek i zły szyk) całkowicie nieświadomie.
Rean spojrzał na swojego towarzysza kątem oka, jednocześnie bawiąc się końcówką swoich długich włosów, (zbędny przecinek) związanych rzemieniem.
Usiadł obok towarzysza, naprzeciw Cravena, który przyglądał im się lawendowymi oczyma, (zbędny przecinek) z obojętną miną.
Nie pochodził z nizin, (zbędny przecinek) ani tutejszych okolic, tylko z gór, co wyraźnie podkreślał nietypowy kolor jego włosów oraz oczu. Tubylcy zwykle traktowali takich gości, (zbędny przecinek) jak wrogów lub trędowatych.
Przez twarz Cravena przemknął pusty uśmiech, (zbędny przecinek) nie obejmujący oczu.
Jednak… on nigdy nie tęsknił za podróżami, (zbędny przecinek) czy przygodami, nie mówiąc już o pragnieniu wyjazdu ze swojego małego świata, (…)
— Chcemy nocleg (mam nadzieję, że wiesz, iż to niegramatycznie; Chcemy noclegu – ale bohaterowie mogą mówić z błędami)
Fabuła bardzo dobrze prowadzona. Postacie przedstawione z rozmachem. Świetnie się czyta.
Warto popracować nad gramatyką.

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Ghar'Amel » 31 marca 2012, 09:58

Dziękuję za wytknięcie tych niedociągnięć. Wszystkie zostały już poprawione.
Ale...
Ghar'Amel pisze: Młodzieniec stał w rzece po pas, dzierżąc w drugiej dłoni prowizoryczną sieć, (zbędny przecinek) zrobioną z giętkich gałązek wierzby. W sieci szamotały się dwie,(zbędny przecinek) nieduże ryby o brązowych i żółtych łuskach.
Drugi przecinek powinien być, bo oba słowa opisują wygląd ryby.
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Ghar'Amel » 31 marca 2012, 10:23

Wiecznie mnie uczyli, że określenia należy oddzielać przecinkami, więc stąd się wziął. Przynajmniej taką zasadą się kierowałam ^^.
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: pierdoła saska » 31 marca 2012, 10:23

Mogę się mylić, ale jeśli wymienia się tylko dwie cechy, to przecinek jest dozwolony, ale nieobowiązkowy. Więc wyszłoby, że obie wersje byłby poprawne.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Ghar'Amel » 31 marca 2012, 16:34

Hm. Racja... liczebnik. Mój błąd ^^. Jakoś nielogicznie sobie to obmyślałam.
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE:

Post autor: Ghar'Amel » 13 kwietnia 2012, 18:17

Dzisiejszy rozdział sponsoruje Marsza xD Obrazek Rozdział 2 Na twarzy Reana pojawił się niebezpieczny grymas, zupełnie jakby już zastanawiał się, jak najszybciej zabić karczmarza. Skośne, kocie oczy zwęziły się niebezpiecznie, a nozdrza zadrgały mu niczym u dzikiego zwierzęcia. Wąskie usta zacisnęły się, tworząc cienką linię.
— Coś ci się nie podoba?! — krzyknął, opierając się o blat. Drewno zaprotestowało z trzaskiem.
— Rean… — zaczął Narcyz, chwytając towarzysza za ramię. Tamten odwrócił głowę z niespotykaną szybkością i spojrzał na chłopaka z dzikim szałem. Puścił blat, powoli obracając się w stronę Narcyza. Młodzieniec szybko cofał się, wyciągając przed siebie dłonie w obronnym geście.
Rean wypuścił powietrze z płuc ze złowrogim sykiem, mrużąc oczy. Przykucnął, cały czas wodząc wzrokiem za chłopcem. Uniósł górną wargę, ukazując zęby. Skoczył, przemieniając się w locie. Ludzkie dłonie zmieniły się w łapy bestii. Twarz i całe ciało porosło czarną, szczeciniastą sierścią. Narcyz z impetem uderzył o przeciwległą ścianę odepchnięty przez kogoś. Potrząsnął głową i rozejrzał się nieprzytomnie, patrząc na dwie walczące bestie. W karczmie wybuchła panika. Przerażeni mieszkańcy zerwali się ze swoich miejsc, szukając jak najszybszej drogi ucieczki.
Olbrzymi, górski kot syczał wściekle na rudego basiora, ignorując resztę ludzi. Odrętwiały ze strachu Narcyz zaczął czołgać się w stronę najbliższego kąta, wciąż uważnie obserwując oba zwierzęta. Skulił się, mając nadzieję, że zaraz nastąpi koniec.
Ognistorudy wilk zawarczał cicho, patrząc ze spokojem na górskiego kota, który ponownie szykował się do skoku na przeciwnika, jednocześnie wodząc spojrzeniem wokół. Skoczył. Wbrew pozorom nie w stronę basiora, tylko prosto w stronę kąta, w którym skulił się Narcyz. Młodzieniec krzyknął, nie mając nawet najmniejszej szansy na ucieczkę.
***

— Narcyzie, obudź się.
Młodzieniec, mimo że dobrze usłyszał kierowane do niego słowa, nie zareagował. Czuł dotkliwy ból w prawym ramieniu, klatce piersiowej i tyle głowy. Nie chciał, by ktokolwiek go dotykał w tej chwili.
— Wciąż się nie budzi? — spytał ktoś cichym, zachrypniętym głosem.
— A jak myślisz? — syknął Craven. Narcyz, mimo otępiania, rozpoznał jego głos. — Na Otchłań, musiałeś tracić nad sobą kontrolę? Teraz do Gadelren będziemy mogli wrócić za co najmniej kilka lat.
— Jakbyś chciał tam wracać…
Narcyz otworzył oczy, krzywiąc się, gdy oślepiło go światło. Przymknął powieki i zamrugał kilka razy, by przywyknąć do jasności. Jego wzrok od razu zatrzymał się na Cravenie. Na bladej twarzy towarzysza dostrzegł zmęczenie i coś na kształt irytacji, jednak uśmiechnął się słabo, ledwo unosząc do góry kąciki ust. W momencie, gdy to zrobił, jego twarz nabrała zupełnie innego wyrazu. Ostre rysy twarzy złagodniały, a fioletowe oczy w kształcie migdałów błysnęły osobliwie.
— Witaj wśród żywych — oznajmił spokojnie z pewną nutką ironii w głosie.
— Wiesz co, Craven… Zamknij się — syknął Rean zachrypniętym głosem. Odkaszlnął.
Narcyz powoli podniósł głowę, starając się nie zwracać uwagi na ból, by móc w spokoju rozejrzeć się po okolicy. Myślał, że znajdują się na jakiejś polanie, czy u wejścia jaskini, jednak nie spodziewał się tego, że zatrzymali się na werandzie jakiegoś domu. Któryś z mieszkańców udzielił im schronienia?
Dom bardziej przypominał strażnicę lub niską wieżę, niż normalne domostwo. Na dodatek budynek został zbudowany z jasnych, doskonale ociosanych kamieni. Weranda została wykonana z tego samego materiału. Narcyzowi przemknęło przez myśl, że ktoś musiał wyrzeźbić balustrady, które były zdobione misternymi kwiatami. Zaskoczył go również fakt, że dookoła całego budynku są posadzone różnokolorowe kwiaty.
— Gdzie jesteśmy? — spytał słabo, czując zawroty głowy.
— To Warownia. Nie ruszaj się — odpowiedział spokojnie Craven, wstając z miejsca. Narcyz dopiero teraz zauważył, że leży na kilku warstwach rozmaitych skór.
— W zasadzie powinieneś wiedzieć, że nie podchodzi się do rozwścieczonego zmiennokształtnego — burknął Rean. Młodzieniec spojrzał na niego przymrużonymi oczyma.
Towarzysz siedział na balustradzie z rękoma założonymi na piersi, uśmiechając się krzywo. Na prawym policzku miał długą ranę, ciągnącą się od skroni niemal do kącika ust.
— Jeżeli to są wyjaśnienia, to jesteś w tym fenomenalny — mruknął Craven ironicznym tonem, na co Rean zaśmiał się cicho.
— Na Otchłań, robisz się coraz gorszy — odparł, jednak zaraz spoważniał. — Cóż, gdybym przeprosił, to wychodziłoby na to, że to moja wina. A akurat w tym wypadku zawinił tylko i wyłącznie Craven. Gdyby wtedy się nie odezwał, to nikt nie zwróciłby na niego uwagi. Gdyby nikt nie zwrócił na niego uwagi, to nikt nie domyśliłby się, kim jesteśmy. Gdyby nikt nie domyślił się, kim jesteśmy, to nie straciłbym kontroli. Proste.
Craven uniósł do góry jedną brew, mając na twarzy taką minę, jakby uważał kompana za idiotę.
— Patrząc z tej perspektywy, to równie dobrze możesz winić mojego ojca za to, że w ogóle mnie spłodził. Albo matkę mojego ojca, za to, że wydała go na świat — oznajmił szorstko.
— Nie. Nie bierz tego do siebie, ale ich nie mogę uderzyć — westchnął Rean.
— Głupiec. Prawie zabiłeś Narcyza i teraz chcesz obrócić wszystko w żart? Nie usłyszałem od ciebie choćby jednego słowa, które wyrażałoby skruchę — syknął Craven, patrząc na towarzysza z irytacją.
Narcyz westchnął cicho, kładąc głowę z powrotem na zwiniętych skórach, jednak nie spuszczając wzroku z kompanów. Nie dość, że był cały obolały, to na dodatek miał dość tego wszystkiego – całej tej podróży, nawet swoich towarzyszy… pobratymców. Wszystkiego.
— Och, daj spokój… Twoje dzieciątko jest bezpieczne i żywe — prychnął obcesowo Rean, mrużąc kocie oczy.
Craven obrzucił go lodowatym spojrzeniem, zaciskając usta. Wyglądał na kogoś, kto usilnie stara się nad sobą zapanować i stłumić gniew.
— Nie takie do końca moje — odparł cicho.
Rean zesztywniał, wbijając w towarzysza spojrzenie przepełnione zdumieniem i gniewem.
— Bądźcie ciszej — szepnął Narcyz łamiącym się głosem. Stracił przytomność.
***

— Przemądrzały, nadęty głupiec. Zadufany w sobie hipokryta i cholerny pyszałek. Obłudnik — mruczał Rean, świdrując wzrokiem siedzącego nieopodal Cravena, który zdążył uodpornić się na towarzysza.
— Gadaj zdrów — odpowiedział spokojnym tonem, uśmiechając się ledwo widocznie. Jednocześnie przeniósł spojrzenie z trzymanej w dłoni książki na Narcyza — wciąż nieprzytomnego. Zaczynał martwić go fakt, że organizm chłopaka regeneruje się tak… powoli. Niemal jak u człowieka. Mimowolnie spojrzał na Reana, który z naburmuszoną miną bawił się swoimi ciemnymi włosami sięgającymi pępka. Rana na jego twarzy zmieniła się w różową, powoli zanikającą bliznę. Nie widział jego boku, lecz był niemal pewien, że ślady po olbrzymich pazurach również znikają bez śladów.
Craven powoli wypuścił powietrze z płuc, starając się wyrzucić uporczywe myśli z głowy. Nie powinien się martwić… W ogóle nie powinien odczuwać uczuć wyższych. Żadnych uczuć…
— Czuję się, jakby ktoś wypruł mi wnętrzności — westchnął Rean, wyrywając kompana z letargu.
— Szkoda, że do tej pory nikt nie wpadł na taki wspaniały pomysł i tego nie zrobił.
— Nie będę żałował, gdy już wrócimy…
Craven milczał przez chwilę.
— Powiesz mu? — spytał, zniżając głos niemalże do szeptu. Rean odwrócił wzrok na bok, przypatrując się ścianie. Milczał.
— Nie — odpowiedział w końcu. — Czy to ma jakieś znaczenie? — syknął zirytowanym głosem.
— Zrobisz to, co uznasz za słuszne — odpowiedział Craven, wzruszając ramionami w jakby lekceważącym geście. — Jak zawsze — dodał.
Żaden z nich nie powiedział niczego więcej tego wieczoru.
***

Narcyz otworzył oczy. Wprawdzie czuł się znacznie lepiej, lecz to nijak miało się do jego zwykłego stanu. W tej chwili czuł bolesne pulsowanie w kościach i jednocześnie miał wrażenie, że ktoś wbija mu kołki w głowę. Westchnął cicho, obracając twarz w prawo, krzywiąc się, gdy zmusił zesztywniałe mięśnie do ruchu.
Wzrok młodzieńca od razu padł na ogromne lustro, w którym odbijało się całe pomieszczenie. Na ścianach wyłożonych zielonym materiałem wisiały oprawione w ramy zwierzęce głowy – od saren, przez wilki aż do niedźwiedzi jaskiniowych. W pokoju znajdowało się również biurko, a przy nim wyściełany aksamitem fotel oraz kilka półek z książkami, co nadawało sali wygląd domowej biblioteczki.
Narcyz powoli, starając się ignorować protesty kości i stawów, zaczął podnosić się do pozycji siedzącej. Jęknął mimowolnie, czując paraliżujący ból w klatce piersiowej, jednak po chwili zreflektował się i ponownie zaczął się podnosić. Nie lubił tak marnować czasu, leżąc w łóżku, nawet gdy był ranny. Ze zdumieniem spojrzał na swoje lustrzane odbicie. Wokół klatki piersiowej miał ciasno zawinięte bandaże, dziwił się sam sobie, że wcześniej nie zwrócił na nie uwagi, a na szyi niemal zagojoną ranę, bardzo wyraźnie zostawioną przez łapę wielkiego zwierzęcia. Narcyz zamarł na chwilę całkowicie zbity z tropu. Jak długo spał?
Wstał i ruszył w stronę drzwi, zataczając się i podpierając mebli, by uniknąć spotkania z twardą, drewnianą podłogą. Powoli nacisnął klamkę, po drodze zabierając swoją koszulę przewieszoną przez fotel. Znalazł się w pustym korytarzu, którego wystrój niewiele odbiegał od tego w pokoju. Ściany były wyłożone identyczną wykładziną.
Gdy z oddali udało mu się usłyszeć stłumione i niewyraźne ludzkie głosy, bezzwłocznie ruszył w tamtym kierunku, wciąż podpierając się ściany i potykając się o własne stopy, wcześniej z trudem nakładając na siebie koszulę. Nie mógł zrozumieć, dlaczego właściwie czuje się tak zmęczony, skoro musiał naprawdę długo spać. A przynajmniej tak sobie wszystko tłumaczył, patrząc na niemal zagojone rany.
— … tutaj. Oni na… ukrywacie… możecie! — Do uszu Narcyza dobiegł strzępek rozmowy prowadzonej na zewnątrz. Zacisnął zęby, starając się ignorować ból najprawdopodobniej połamanych żeber i wciąż posuwał się na przód, usilnie chcąc dotrzeć do kogoś żywego. Kogoś, kto mógłby właściwie mu wyjaśnić, gdzie jest.
— Nikogo nie ukrywamy.
— Taaa? My możemy żądać ich wydania! Mamy prawo do zadośćuczynienia! Przestańcie ich ukrywać!
— Już mówiłam, że nikogo nie ukrywamy. Oni mają prawo przebywać w Warowni, tak samo jak i my.
Narcyz dopadł w końcu do drzwi, otwierając je z trudem. Na zewnątrz zobaczył kilkunastu mieszkańców wioski, którzy w dłoniach dzierżyli widły, a niektórzy szable. Przed nimi na schodach stała trójka ludzi ubranych w lekkie, skórzane kaftany, wśród nich znajdowała się jedna kobieta. Wszystkie spojrzenia mimowolnie skierowały się na młodzieńca stojącego w drzwiach.
Jeden z wieśniaków wysunął się na przód, wskazując Narcyza drżącym palcem.
— N… na Otchłań! — wykrztusił. — Oni go zabili! Zabili tego chłopaka!
Narcyz otworzył usta, słysząc ten okrzyk i dopiero po kilku chwilach je zamknął. Z dziwnych przyczyn wydało mu się to… komiczne. Roześmiał się mimowolnie, czując jeszcze uciążliwszy ból w żebrach.
— Przysięgam! Przysięgam on nie żył! Leżał cały we krwi! Był martwy, na Otchłań! MARTWY! — wrzeszczał mężczyzna, zamaszyście wymachując rękoma.
— Uspokój się — warknęła na niego kobieta, odwracając głowę w stronę Narcyza. Była kobietą w średnim wieku o szarych, skośnych oczach i wąskim podbródku. Brwi ułożone w gwałtowne łuki nadawały jej twarzy srogiego wyglądu. Całość dopełniały ciemne włosy, miejscami przetykane srebrem oraz drobne zmarszczki w kącikach oczu i ust oraz na czole.
— Narcyzie, wróć do środka — syknęła, mrużąc oczy. Młodzieniec mimowolnie stwierdził, że jej wygląd zewnętrzny kojarzy mu się z Reanem.
— Ale… — tylko tyle udało mu się wykrztusić, starając się zapanować nad śmiechem.
— W tej chwili — wycedziła kobieta.
W momencie, w którym chciała z powrotem odwrócić się w stronę wieśniaków, jeden z nich cisnął w nią kamieniem. Na jej twarzy pojawił się niebezpieczny grymas, a dwóch jej towarzyszy dobyło mieczy. Mieszkańcy zaszumieli gniewnie.
— Nie widzieli wy, co oni umieją zrobić? Wyrżną nas w kilka minut — szepnął ktoś, na co tłum sposępniał i mieszkańcy powoli zaczęli się wycofywać. Zmiennokształtni wciąż trzymali broń w gotowości. Jedynie kobieta stała z pochyloną głową, zaciskając dłonie w pięści.
Gdy wieśniacy zniknęli wśród drzew, a ich gniewne głosy umilkły, jeden z mężczyzn szybkim ruchem schował miecz do pochwy i położył dłoń na ramieniu kobiety.
— Sav… — zaczął powoli, jednak ta zrzuciła jego dłoń, odwracając się zamaszyście w stronę budynku. Na jej twarzy pojawiła się furia.
— REAN! — krzyknęła wściekle, a jej oczy miotały błyskawice.
Rean pojawił się chwilę później, jednak zatrzymał się, patrząc ze zdumieniem na Narcyza.
— A ten co tu robi? — spytał ostro.
— Lepiej się zamknij i ciesz, że nie pozwoliłam im rozerwać twojej głupiej gęby — wycedziła Sav, zaciskając i otwierając nerwowo dłonie, jakby kogoś dusiła.
— Och, daj spokój. Nie zrobiłabyś tego — burknął Rean, mijając osłupiałego Narcyza, który czuł się coraz bardziej zmęczony.
— Ty głupi łajnojadzie, jeśli jeszcze raz zrobisz coś głupiego, osobiście cię zabiję i nie będę czekała na innych — syknęła.
— Savarenna…
— Savarenna, Savarenna — przedrzeźniała go grubym głosem. — Zbierajcie się. Może i to banda głupich wieśniaków, ale wysłali jakiegoś innego głupka po gwardię. W tej sytuacji mają pełne prawo, by was zatrzymać. Złamaliście postanowienie traktatu o nietykalności — mruknęła Sav, zakładając ręce na piersi. Zmarszczyła brwi, wciąż patrząc na Reana z irytacją.
— Przecież Narcyz nie jest człowiekiem — mruknął tamten, patrząc na młodzieńca z ukosa.
— Ale oni o tym nie wiedzą. — To ucięło dyskusję.
***

— To bezpieczne? — spytał niepewnie Craven, patrząc z powątpiewaniem na trasę, którą wskazała im Sav. Kobieta prychnęła lekceważąco, odrzucając długi warkocz na plecy.
— Oczywiście, że nie. Ale to najszybsza droga — burknęła. Rean uśmiechnął się krzywo, przechylając głowę w prawo. Już zdążył wygodnie usadowić się na swoim wierzchowcu i teraz dość niecierpliwie czekał na kompanów.
— Bezpieczna droga byłaby nudna — roześmiał się, jednak zaraz umilkł, gdyż Savarenna zgromiła go wzrokiem.
— Ruszcie się — syknęła.
— Tak, no jedźmy już — oznajmił Narcyz, uśmiechając się blado. Starał się zamaskować to, jak bardzo uciążliwy jest ból żeber, jednak bezskutecznie.
— Dasz radę? — spytał spokojnie Craven, delikatnie mrużąc lawendowe oczy.
— E tam. No jasne, że dam! — odpowiedział dziarsko młodzieniec, uśmiechając się szeroko.
— Uważajcie — mruknęła cicho Sav. Ruszyli.
__________________________
Znając mnie, to jest pewno cała masa literówek i tak dalej... No i od następnego rozdziału (który pojawi się Jeden-Bóg-Wie-Kiedy) akcja ruszy w końcu :P
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Gasp » 15 kwietnia 2012, 11:09

Hmmm...
Kolejny fragment rozwijający naszą wiedzę o świecie, bardo podobny w tonacji do poprzednich - przyjemny. Trochę brakuję dynamiki, ale prawdopodobnie nie czuję się tego przy czytaniu całości.
Do tego garstka rzeczy, które wpadła mi w oczy.
Ghar'Amel pisze: Twarz i całe ciało porosło czarną, szczeciniastą sierścią. Narcyz z impetem uderzył o przeciwległą ścianę odepchnięty przez kogoś.
Sugeruje, że nie jest ważne przez kogo został odepchnięty, ot ktoś z tłumu, a przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie, przez co dalszy fragment był dla mnie przez moment niejasny, musiałem przeczytać je kilka razy, żebym zobaczył w całości tę sytuację.
Ghar'Amel pisze: Narcyzowi przemknęło przez myśl, że ktoś musiał wyrzeźbić balustrady, które były zdobione misternymi kwiatami. Zaskoczył go również fakt, że dookoła całego budynku są posadzone różnokolorowe kwiaty.
Powtórzenie, poza tym pierwsze zdanie ma jakiś dziwny rytmy, nie lepiej brzmiałoby wrzucenie uwagi o zdobieniach jako określenie balustrady w drugim członie?
Ghar'Amel pisze: — Głupiec. Prawie zabiłeś Narcyza i teraz chcesz obrócić wszystko w żart? Nie usłyszałem od ciebie choćby jednego sowa, które wyrażałoby skruchę — syknął Craven, patrząc na towarzysza z irytacją.
Literówka, więcej nie znalałem
Ghar'Amel pisze: — Nikogo nie ukrywamy.
— Taaa? My możemy żądać ich wydania! Mamy prawo do zadośćuczynienia! Przestańcie ich ukrywać!
Brzmi, jakby chciała podkreślić, że to "ich" nie będzie, nie wiem czy zamierzenie.
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Maradine » 21 kwietnia 2012, 21:25

W pomieszczeniu znajdowało się również biurko, a przy nim wyściełany aksamitem fotel oraz kilka półek z książki,
W sensie półek zrobionych z książki? xDD <3

No tak, w sumie nie dzieje się na razie nic porywającego, ale jednak COŚ. I mnie tam pasuje xD
Kiedy napisałaś, że skojarzyła mu się ta kobita z Reanem, to pomyślałam od razu że to jego matka. A ciekawe, czy mam rację xD Craven jest jakiś dziwnie miły, to przerażające xD I ws sumie nie wiem, co jeszcze można napisać Czekam na ciąg dalszy!

Nie daj się zaszantażować!
Obrazek

Awatar użytkownika
StuGraMP

RE:

Post autor: StuGraMP » 24 kwietnia 2012, 19:25

Czytam tekst od razu w edytorze, więc zacznę od poprawek.
SpoilerShow
Ghar'Amel pisze: — Coś ci się nie podoba?! — krzyknął, opierając się o blat. (wcięcie akapitu w środku wiersza?)Drewno zaprotestowało z trzaskiem.
— Rean… — zaczął Narcyz, chwytając towarzysza za ramię. (i znowu - wcięcie akapitu w środku wiersza?)Tamten odwrócił głowę z niespotykaną szybkością, patrząc na chłopaka z dzikim szałem.
Odrętwiały ze strachu Narcyz, (zbędny przecinek) zaczął czołgać się w stronę ściany, wciąż uważnie obserwując oba zwierzęta.
Narcyz, mimo otępiania (skoro to ma być wtrącenie to i tu wstaw przecinek) rozpoznał jego głos.
W momencie, gdy to zrobił (przecinek) jego twarz nabrała zupełnie innego wyrazu.
— Wiesz co, Craven… (optowałbym za tym, żeby po tym wielokropku pisać dużą literą) zamknij się — syknął Rean zachrypniętym głosem.
— Och, daj spokój… twoje (dużą literą) dzieciątko jest bezpieczne i żywe — prychnął obcesowo Rean, mrużąc kocie oczy.
Obłudnik — mruczał Rean, świdrując wzrokiem siedzącego nieopodal Craven (Cravena), który zdążył uodpornić się na towarzysza.
(...) bawił się swoimi ciemnymi włosami, (zbędny przecinek) sięgającymi pępka.
Nie powinien się martwić… w (dużą literą) ogóle nie powinien odczuwać uczuć wyższych. Żadnych uczuć…
— Czuję się (przecinek) jakby ktoś wypruł mi wnętrzności — westchnął Rean, wyrywając kompana z letargu.
Czy to ma jakieś znaczenie? – (a tu jest dywiz zamiast pułpauzy) syknął zirytowanym głosem.
(...), a przy nim wyściełany aksamitem fotel oraz kilka półek z książki (książkami), co nadawało pokojowi wygląd domowej biblioteczki.
Znalazł się na pustym (a nie raczej "w pustym"?) korytarzu, (...)
Gdy z oddali udało mu się usłyszeć stłumione i niewyraźne, (zbędny przecinek) ludzkie głosy, bezzwłocznie ruszył w tamtym kierunku, (...)
Na jej twarzy pojawił się niebezpieczny grymas, a dwóch jej towarzyszy dobyli (dobyło) mieczy, do tej pory ukrytych w futerałach.
— Lepiej się zamknij i ciesz, że nie wyrzuciłam cię tym ludziom (sory, ale to zdanie mi nie leży)
— Ty głupi łajnojadzie, jeśli jeszcze raz zrobisz cos (coś) głupiego, osobiście cię zabiję i nie będę czekała na innych
— mruknęła Sav, zakładając ręce na piersi. (po co wcięcie akapitu w środku?) Zmarszczyła brwi, wciąż patrząc na Reana z irytacją.
Jak widać, jest trochę tego. Ale wszystko rekompensuje bardzo dobra fabuła. Przeczytałem więc tekst z dużym zainteresowaniem i przyjemnością. Czekam na dalsze.
Maradine pisze:
Kiedy napisałaś, że skojarzyła mu się ta kobita z Reanem, to pomyślałam od razu że to jego matka. A ciekawe, czy mam rację
A to ciekawe. Ja raczej pomyślałem o starszej siostrze. :)

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

RE:

Post autor: pierdoła saska » 26 kwietnia 2012, 09:25

Dalej rozbudowujesz relacje w kreowanym przez siebie świecie, co mi się podobuje. Zwłaszcza, że robisz to wydarzeniami, a nie narratorskim stwierdzaniem faktów. Zwłaszcza ta przedostatnia scena dużo wniosła i ciekawa jestem, co z informacji w niej zawartych wyjdzie w przyszłości. :) A jak jeszcze obiecujesz więcej akcji, to nu nu :) Będę czekała na koleją część, bo fabularnie mi się podoba, a w dodatku jest całkiem nieźle napisane (choć pomyślałabym o zredukowaniu liczby imiesłowów; masz całą masę zdań na nutę "ten i ten zrobił cośtam, robiąc cośtam" i ten kawałek z imiesłowem jest taki króciuchny na końcu zdania i czasami aż się prosi, aby go odimiesłowić i gdzie indziej w zdaniu dać... a przynajmniej mnie się tak wydaje :P)
Zdawaj te egzaminy i pisz dalej :D


————————————————————

Było słodzenie, a teraz się bój, Amel, bo kilka zdań wyszło ci wielce ciekawych ]:->

„Tamten odwrócił głowę z niespotykaną szybkością, patrząc na chłopaka z dzikim szałem”
Wiem o co ci chodziło, ale wymagało to zastanowienia się. Trochę mi przy czytaniu wyszło, że to nie Rean patrzył z szałem w ślepiach na Narcyza, ale ze Narcyz jakiś dziki szał miał/trzymał... XD Plus imiesłów sugeruje, że Rean cały czas patrzył na Narcyza gdy odwracał głowę, co jest wykonalne, jak ktoś ma szeroki kąt widzenia, ale mam wrażenie, ze nie o to ci chodziło.
„Tamten z niespotykaną szybkością odwrócił głowę i spojrzał na chłopaka...” Nie wiem co z tym szałem zrobić, dziki szał jakoś nie idzie mi w parze ze spojrzeniem xD Ale to co kto lubi :)

„Narcyz z impetem uderzył o przeciwległą ścianę odepchnięty przez kogoś.”+„Odrętwiały ze strachu Narcyz, zaczął czołgać się w stronę ściany”= To on się od tej ściany jakoś odbił jak od trampoliny, czy chodziło ci o inną ścianę, czy może o kąt, o którym piszesz dalej?

„Myślał, że znajdują się na jakiejś polania”
Literówka: polanie

„Na dodatek budynek został wykonany z jasnych”
Może to kwestia upodobań, ale "wykonany" nijak nie pasuje mi w kontekście tego z czego zbudowano budynek ^^""

„Narcyz westchnął cicho, kładąc głowę z powrotem, jednak nie spuszczając wzroku z kompanów.”
Przy tej konstrukcji zdania trochę brakuje mi gdzie on tę głowę z powrotem położył.

„uśmiechając się lewo widocznie. ”
Literówka: ledwo

„że ślady po olbrzymich pazurach również znikają bez śladów. ”
Tak, to ma sens, ale ślady znikające bez śladu brzmi dla mnie zabawnie xD

„W tej chwili czuł bolesne pulsowanie w kościach, mając wrażenie, że ktoś wbija mu kołki w głowę.”
Znowu nie podoba mi się użycie imiesłowu. Niby tu ma ono sens, ale całe zdanie jakoś dziwnie wypada :/ Opowiedziałabym się za zmianą na "[...] w kościach i jednocześnie miał wrażenie, że[...]" ale to takie moje wrażenie xD

„Wzrok młodzieńca od razu padł na ogromne lustro zawieszone na ścianie, w którym odbijało się całe pomieszczenie. Na ścianach1 wyłożonych zielonym materiałem wisiały oprawione w ramy zwierzęce głowy – od saren, przez wilki aż do niedźwiedzi jaskiniowych. W pomieszczeniu2 znajdowało się również biurko, a przy nim wyściełany aksamitem fotel oraz kilka półek z książki3, co nadawało pokojowi wygląd domowej biblioteczki. ”
1. powtórzonko raczej brzydkie
2. tu tyż
3. a to w sumie mara już wymieniła :P

„Na klatce piersiowe miał ciasno zawinięte bandaże”
Literówka: piersiowej
Poza tym nie lepiej by było, że nie na niej, a wokół niej?

„by uniknąć spotkania z twardą, drewniana podłogą”

„Narcyz dopadł w końcu do drzwi, otwierając je z trudem.”
On otwierał je z trudem i wtedy ich dopadł, czy jednak dopadł i dopiero wtedy zaczął próbować otwierać?

„Młodzieńcowi opadła szczęka, słysząc ten okrzyk”
de gustibus non disputandum est, ale nie podoba mi się to opadanie szczęki w tej scenie.

„Brwi zakończone gwałtownymi łukami nadawały jej twarzy srogi wygląd.”
1. skłaniałabym się ku "srogiego"
2. nie wiem jak inni, ale mnie te gwałtowne łuki doprowadziły do głupawki i to dwa razy. Raz przy czytaniu tekstu wczoraj i drugi dziś, gdy pisałam komentarz xD

„a dwóch jej towarzyszy dobyli mieczy”
Dobyło
lub
dwaj jej towarzysze dobyli (choć tego to pewna w sumie nie jestem)

„ukrytych w futerałach. ”
Futerały mi się tu nie podobają. xD
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Maradine » 26 kwietnia 2012, 18:09

„Młodzieńcowi opadła szczęka, słysząc ten okrzyk”
de gustibus non disputandum est, ale nie podoba mi się to opadanie szczęki w tej scenie.
Nie wiem czemu,a le to zwróciło moją uwagę i doprowadziło do ataku śmiechu xDDDD
Przypomniało mi się podobne zdanie jako przykładowy błąd w tego typu zdaniu, z którego wynikałoby, że szczęka usłyszała okrzyk, więc opadła xDDD I właściwie chyba tak wynika z tego XDDDDDDD Może bezpieczniej będzie "Młodzieńcowi opadła szczęka, gdy usłyszał ten okrzyk" xDDDDD

*zgon ze śmiechu z powodu głupaffki*
Obrazek

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: pierdoła saska » 26 kwietnia 2012, 18:17

Mnie w ogóle nie leży połączenie słowa "młodzieniec", które ciutkę myszką trąci i w ogóle, z bardzo współczesnym i należącym do kolokwialnego końca spektrum "opadem szczeny" (już pomińmy, że w sumie to jest opad żuchwy, bo przyjęło się, że szczęki i tyla :D)
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Zablokowany