TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Jestem Narcyz

"W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną." ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

Jestem Narcyz

Post autor: Ghar'Amel » 14 marca 2012, 22:11

Jak tego opowiadania nie skończę, to po prostu przestanę pisać...
Prolog – Dlaczego to właśnie ja musiałem pilnować koni? – spytał Narcyz z nutką urazy w głosie.
Nikt nie kwapił się, by mu odpowiedzieć. W zasadzie dwaj towarzysze zignorowali jego osobę, nie obdarzywszy go nawet jednym, przelotnym spojrzeniem. Ze stoickim spokojem wymalowanym na kamiennych twarzach przeszli obłok złotowłosego młodzieńca, kierując się do karczmy znajdującej się zaraz za nim po drugiej stronie drogi.
– Tutaj nocujemy? – zagadał wesoło Narcyz, jednak i tym razem napotkał na mur milczenia.
Westchnął cicho, by tamci przypadkiem go nie usłyszeli – nie powinien okazywać takich uczuć – i z trudem zaczął ciągnąć trzy konie w stronę budynku. Młodzieniec zdziwił się nieco, gdy po raz pierwszy usłyszał, że mają się zatrzymać w zwykłej, ludzkiej karczmie. Jego towarzysze raczej unikali takich miejsc, na ogół kryjąc się w jaskiniach i w lasach niczym złodzieje, mordercy lub dezerterzy.
Przywiązał zwierzęta do ogrodzenia tuż przy drzwiach, by chwilę później wkroczyć do środka z szerokim uśmiechem na ustach, który zniknął chwilę później, gdy jego wzrok zatrzymał się na scenie odgrywającej się pośrodku pomieszczenia. Zakapturzony mężczyzna trzymał za gardło tęgiego karczmarza, którego twarz powoli przybierała siny kolor.
– Cóżeś powiedział? – spytał zamaskowany cichym, zachrypniętym głosem, jakby jego właściciel nie zwykł do używania go. Karczmarz wycharczał coś w odpowiedzi, nie mogąc wydobyć z siebie głosu.
– Ejże, Rean, co ty wyprawiasz?! – krzyknął Narcyz, podbiegając do obu mężczyzn.
Na twarzy młodzieńca pojawiła się mieszanina zdumienia, lęku i gniewu, gdy chwycił za zaciśniętą na gardle karczmarza dłoń zakapturzonego mężczyzny, próbując rozprostować jego palce.
– To nie twoja seeze* – oznajmił cierpko tamten.
– To tylko człowiek! – krzyczał Narcyz, z przerażeniem patrząc na czerwoną twarz karczmarza i jego wybałuszone oczy. – To moja seeze! Wszystko, co robicie, nią jest!
Pod kapturem błysnęło groźne spojrzenie, a w następnej chwili karczmarz zwalił się na ziemię, dysząc ciężko. Dwóch pryszczatych wyrostków zrobiło dwa kroki w jego stronę, jednak zamarli, przyglądając się ze strachem zakapturzonemu. Rean powoli skinął głową, a tamci dopadli do leżącego mężczyzny i zaczęli odciągać go na bok, patrząc na przybysza ze źle ukrywanym strachem.
Narcyz westchnął cicho, jednak zaraz uśmiechnął się promiennie do Reana, jakby to zdarzenie przed chwilą nigdy nie miało miejsca.
– No i co teraz? – zapytał swoim lekkim, śpiewnym głosem.
Rean nie odpowiedział. Po prostu odwrócił się w stronę najciemniejszego kąta w pomieszczeniu, gdzie zasiadał trzeci uczestnik ich wyprawy – Craven. Chcąc nie chcąc Narcyz skierował się za nim smętnym krokiem, czując na swoim karku lodowate spojrzenia innych osób przebywających w karczmie. Młodzieniec doskonale rozumiał ich postawę.
Zamknął oczy, starając się wyczuwać atmosferę w całej karczmie. Cedrowe ściany budynku były przesiąknięte gniewnym wzburzeniem tłumu i strachem przed nieznanymi przybyszami.
Narcyz otworzył oczy i rozejrzał się ciekawie po sali. Wcześniej, gdy był zajęty Reanem i karczmarzem, nie zdążył porządnie się przypatrzeć, a zawsze lubił wiedzieć, którędy można uciec w razie potrzeby. Ot, stary, lecz niekiedy szalenie przydatny nawyk.
Sala była dostatecznie duża, by co najmniej dwadzieścia osób mogło biesiadować w niej bez obaw o ścisk. Jej ściany zdobiły nieudolne atrapy broni wykonane z najlżejszych trzcin nizinnych oraz liche bukiety ziół mające odstraszać złe duchy i nieumartych. Niemal wszystkie stoły i ławy dla gości zostały ustawione na środku pomieszczenia, jedynie kilka porozmieszczano po kątach izby.
Narcyz z zainteresowaniem spojrzał na swoich towarzyszy, którzy właśnie zrzucili kaptury z głów, ukazując swoje twarze. Rean był młodym mężczyzną o chorobliwie białej cerze, co potęgowały jego długie, kruczoczarne włosy związane rzemieniem. Na ustach igrał mu drapieżny uśmiech, a żółte, kocie oczy wodziły niespokojnie po izbie, jakby szukając odpowiedniej zdobyczy.
Craven był inny. Przypatrywał się blatowi stołu swoim zwykłym, niczego nie wyrażającym spojrzeniem lawendowych oczu, a jego twarz zmieniła się w kamienną maskę. Płomienna czupryna zaciekle kłóciła się z kolorem jego tęczówek.
– Powinniśmy używać języka Shelani**? – spytał nagle Rean, przenosząc swoje świdrujące spojrzenie na Cravena.
Narcyz drgnął zaskoczony, patrząc ze zdumieniem na towarzysza. Zwykle to on mówił, a oni zmuszeni byli wysłuchiwać jego niekończących się monologów i ignorowali wszystkie próby wciągnięcia ich do dyskusji. Mówili rzadko i mało, zwykle były to jedynie krótkie, lakoniczne stwierdzenia. Nigdy nie były to pytania.
– Nie. Wszyscy wiedzą, jaki ludzie mają stosunek do elfów – odparł spokojnie Craven, nieustępliwie przypatrując się pociętemu blatowi.
– „Ku uciesze ogólnej, mowy używaj wspólnej…” – zanucił Narcyz, przymykając swe błękitne oczy i delikatnie kołysząc się na boki w rytm piosenki.
– Jak daleko do świątyni? – burknął Rean, przeciągając się niczym kot.
Narcyz zdążył zauważyć, że im dłużej podróżowali, tym ukazywali więcej prawdziwych emocji, a ich wykute z kamienia maski zaczynały powoli opadać, jakby czekając na odpowiednią chwilę. Gdy spotkał ich po raz pierwszy i dowiedział się, że to właśnie z nimi ma podróżować, nie wypowiedzieli nawet słowa. Kapłan Tionast zdradził mu ich imiona, by wiedział w jaki sposób się do nich zwracać.
– Miesiąc drogi głównym szlakiem. Naszą trasą, niecałe dwa – odpowiedział cicho Craven, podnosząc wzrok. – O co chodzi? – spytał uprzejmie, patrząc na kilku wysokich mężczyzn, którzy ciasno otoczyli ich stolik.
Narcyz przełknął ślinę, czując, jak żołądek podchodzi mu do gardła. Tak bardzo chciałby tego uniknąć. Wiedział, kim byli ci ludzie. Wystarczyło jedno, krótkie spojrzenie, by móc stwierdzić, iż byli porządnymi i pracującymi ludźmi. Widać to było po ich pooranych dłoniach i opalonych karkach, jak u większości rolników.
– Chcemy, by się wyniosły stąd wasze czaromiotne mordy – warknął jeden z nich, zdecydowanie najwyższy, a reszta zamruczała z aprobatą.
– Nie jesteśmy czarodziejami – odpowiedział uprzejmie Craven, lecz można było dostrzec minimalny ruch jego dłoni, gdy ułożył ją tak, by w razie potrzeby mieć najszybszy dostęp do miecza, który spoczywał oparty o jego krzesło.
– A co nas to? – warknął w odpowiedzi mężczyzna. – Wynoście się, nie chcą was tu.
Rean uśmiechnął się szorstko i przesadnie powoli podniósł się ze swojego miejsca.
– Wcale nie zamierzamy was słuchać, wellrali*** – oznajmił bezbarwnym tonem, lecz jego kocie oczy zalśniły złowieszczo, a dłoń zacisnęła się na rękojeści miecza.
– NIE! – krzyknął Narcyz, zrywając się ze swojego miejsca. Stanął pomiędzy Reanem a mężczyznami, przodem do tych drugich. – My nie będziemy sprawiać kłopotów. Chcemy tylko odpocząć przed dalszą podróżą, nic więcej. Rano wyniesiemy się, nie czyniąc wam najmniejszej krzywdy czy szkody. Proszę, pozwólcie nam tutaj zostać – powiedział, patrząc na nich swoimi niewinnymi, błękitnymi oczyma. W źrenicach rolnika widział swoje własne odbicie. Ujrzał swoją wciąż dziecięcą i jasną twarz obsypaną kilkoma złotymi piegami.
Mężczyzna cofnął się o krok, a za nim reszta jego gromady.
– Pozostańcież – burknął, ruszając z powrotem na swoje miejsce, jednak odwracając się i patrząc na Narcyza jakby ze zdumieniem.
Rean prychnął, po czym opadł z powrotem na swoim miejscu z bardzo wyraźną frustracją malującą się na jego twarzy.
– Zepsułeś wszystko, szczeniaku – oznajmił zimno, krzyżując ręce na piersi.
– Kim ty jesteś, dzieciaku? – spytał cicho Craven, patrząc na chłopca spod rzęs z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
– Jestem Narcyz. Po prostu Narcyz.

*seeze - sprawa
**Shelani - elfy
***wellrali - pogardliwe określenie człowieka
________
Znając życie, to jest tam cała masa literówek, których nie znalazłam. Ale, jak ktoś kiedyś powiedział - tekst bez literówek, to nie mój tekst.
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Gasp » 14 marca 2012, 23:44

Literówek nie znalazłem, ale przyznam się, że nie jestem osobą, która widzi literówki - taka uroda. Natomiast tutaj:
Ghar'Amel pisze: Zamknął oczy, starając się wczuwać w atmosferę całej karczmy. Cedrowe ściany budynku były przesiąknięte gniewnym wzburzeniem tłumu i strachem przed nieznanymi przybyszami.

Z kontekstu wynika raczej, że chciał wyczuć atmosfere - bohater widzi te emocje, wczuwanie oznaczałoby chyba, że stają się jego udziałem. Szczerze mówiąc nie jestem pewny, ale wydaję się, że miałaś na myśli pierwsze zjawisko.
Ghar'Amel pisze: – Nie jesteśmy czarodziejami – odpowiedział uprzejmie Craven, lecz można było dostrzec minimalny ruch jego dłoni, gdy ułożył ją tak, by w razie potrzeby mieć najszybszy dostęp do miecza przypasanego do jego boku

Nie trzymałem nigdy w dłoni miecza, więc nawet nie wiem, na ile niewygodne jest siedzenie z nim przy stoliku. Nie odpieli by ich i oparli o stół? Jak pisałem, nie mam doświadczenia w obchodzeniu się z bronią, szczególnie białą, ale coś mnie w tym opisie ukuło.

I to tyle po pierwszym czytaniu.
Wrażenia raczej pozytywne, błędów brak, Narcyz przesympatyczny. Szkoda, że scena jest bardzo "stereotypowa", ale to przecież dopiero prolog. Czekam na ciąg dalszy.
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

RE:

Post autor: pierdoła saska » 15 marca 2012, 10:20

Przyjemny początek. Gasp ma rację, że nieco stereotypowy, jeśli patrzeć po wydarzeniach, ale mnie zainteresował, a o to chodzi. Krótkawe nawet się wydało. Miło byłby poczytać już teraz to, co się wydarzy dalej. :) Będę czekała na ciąg dalszy, bo zwłaszcza sama końcówka rozbudziła we mnie ciekawość co do tego kim są bohaterowie. :)
Weny życzę :D

Co do literówek, to było raczej ok :)

„Ze stoickim spokojem wymalowany na kamiennych twarzach przeszli obłok złotowłosego młodzieńca”
Literówka

„– To nie twoja seeze* – oznajmił cierpko tamten. ”
„To moja seeze! Wszystko co robicie nią jest!”
„*sheeze - sprawa”
Gdzieś tu chyba też jakaś jest.

„Zamknął oczy, starając się wczuwać w atmosferę całej karczmy. Cedrowe ściany budynku były przesiąknięte gniewnym wzburzeniem tłumu i strachem przed nieznanymi przybyszami.
Narcyz otworzył oczy i rozejrzał się ciekawie po karczmie. Wcześniej, gdy był zajęty Reanem i karczmarzem, nie zdążył porządnie się rozejrzeć, a zawsze lubił wiedzieć, którędy można uciec w razie potrzeby.”

Trochę za dużo tych słów w tak małym kawałku ^^"

„dwadzieścia osób mogło biesiadować w niej bez obaw”
Może to rzecz względna, ale aż się prosi o dodanie obaw o co? Albo zamiast obaw powinno być, że bez problemu.

„Przypatrywał się blatowi stołu swoim zwykłym, niczego nie wyrażającym spojrzeniem lawendowych oczu z kamienną twarzą.”
Dla mnie z tego wynika, że oczy miały twarz. Ale może to tylko moje poranne nieogarnięcie xD

„Zwykle to on mówił, a oni zmuszeni były wysłuchiwać ”
Byli. Literówka.

„Nigdy
– Nie. Wszyscy ”

Coś ci zjadło.

„tym ukazywali więcej prawdziwych odczuć”
Jednak skłaniałabym się ku uczuciom lub emocjom a nie odczuciom.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Ghar'Amel » 15 marca 2012, 17:15

Gasp: Dzięki, już poprawiłam. Masz rację, raczej niewygodnie byłoby im siedzieć z mieczami przepasanymi do boków. Miecze zostały odpięte. Dzięki za przeczytanie. Zdaję sobie sprawę z tego, że początek zaczyna się jak typowa opowieść fantasy, ale raczej taka całkiem typowa nie jest, a przynajmniej tak sądzę, bo mam pomysł na caluśką fabułę.

Marsza: Również dziękuję. Poprawione. Nowa część pojawi się w przyszłym tygodniu, tak jak w regulaminie napisane. Dzięki ^^
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE:

Post autor: Ghar'Amel » 21 marca 2012, 16:03

Rozdział 1

— Hej, Rean! — krzyknął Narcyz, machając entuzjastycznie prawą ręką.
Młodzieniec stał w rzece po pas, dzierżąc w drugiej dłoni prowizoryczną sieć zrobioną z giętkich gałązek wierzby. W sieci szamotały się dwie nieduże ryby o brązowych i żółtych łuskach. Narcyz uśmiechał się szeroko, nie zrażając się zimną wodą. Ruszył w stronę brzegu, pokonując powolny nurt rzeki. Chłopak w końcu wyszedł z wody, a mokre ubranie przylgnęło do jego ciała.
— Złapałem dwie ryby! — zawołał żarliwie, a jego błękitne oczy płonęły samozadowoleniem.
Rean przez chwilę przyglądał się młodzieńcowi, po czym bezceremonialnie podszedł do brzegu. Wbił wzrok we wzburzoną taflę rzeki. Zmrużył oczy, a jego nozdrza drgały delikatnie, niczym u polującego zwierzęcia. W ułamku sekundy wydobył sztylet zza cholewy długiego, skórzanego buta i cisnął nim w wodę. Na jego ustach pojawił się krzywy, lecz tryumfujący uśmiech.
— Zabierz stamtąd mój sztylet. I to, co przy okazji się na niego nabiło — rzucił, unosząc głowę wyżej, jakby tym samym ukazując swoją wyższość.
Narcyz westchnął cicho, kładąc swoją sieć na brzegu rzeki. Wprawdzie powinien do tego przywyknąć, ale wrodzona duma czasami dawała mu się we znaki, gwałtownie protestując przed wykonywaniem rozkazów. Z pewnym ociąganiem wskoczył do wody, ponownie czując na skórze jej chłód. Zanurkował, przez chwilę szukając sztyletu. Zauważył srebrne ostrze wbite w sporą rybę, której łuski mieniły się przeróżnymi kolorami. Wyprostował się, biorąc wdech, by chwilę później ponownie zanurzyć się w wodzie. Chwycił rękojeść i wynurzył się z rzeki. Odgarnął z twarzy mokre, złote włosy, które obficie przykleiły się do jego młodzieńczej twarzy i ruszył w stronę brzegu, unosząc do góry sztylet z nabitą nań rybą.
— Wykorzystujesz go — stwierdził ponuro Craven, patrząc na Reana swoimi przenikliwymi oczyma. Mężczyzna w odpowiedzi wzruszył ramionami i posłał towarzyszowi krzywy uśmiech.
— I tak był przemoczony. Co mu zaszkodzi wleźć do wody jeszcze raz? — spytał, krzyżując ręce na piersi w obronnym geście. Przez chwilę obaj patrzyli na siebie, a cisza wokół nich zdawała się rosnąć. Wyglądali jak dzikie zwierzęta gotowe lada moment skoczyć sobie z pazurami do gardeł.
— To będzie nasz pierwszy normalny obiad, odkąd opuściliśmy Królestwo Hareena — oznajmił Narcyz wyraźnie nieświadomy napięcia między swymi towarzyszami. Był zbyt pochłonięty oprawianiem ryb. Ułożył je na pniu starego drzewa, wcześniej oczyszczając go z ziemi i mchu. Wprawnymi ruchami rozcinał ryby i wyrzucał na bok niepotrzebne wnętrzności.
Craven przeniósł na niego swoje lawendowe, obojętne oczy i przekrzywił głowę w lewo.
— Gdzieś się tego nauczył? — spytał szorstko, z pewną dozą zdumienia patrząc na Narcyza. Młodzieniec uśmiechnął się do niego w odpowiedzi.
— No bo widzisz, gdy wyrzucili mnie z huty, to musiałem szukać innej pracy. No i przyjął mnie taki jeden rybak i nauczył tego i owego — odpowiedział lekkim, niemal beztroskim tonem.
Zawsze z radością wspominał tamte czasy. Jedyne czym musiał się martwić, to to, by sieć była naprawiona, a nóż ostry. Codziennie rano witało go morze i skrzeczenie mew, które tak bardzo lubił.
Oczywiście, zdawał sobie sprawę, że czas wyciera złe i nieszczęśliwe wspomnienia, zostawiając tylko to, co było dobre. Przestał pamiętać o ciągłym głodzie, zimnie i niekończącej się biedzie.
Młodzieniec westchnął mimowolnie, uśmiechając się lekko do siebie.
— Nie mogę zrozumieć, jak ktoś taki jak ty znalazł się tak daleko od Varentalu — mruknął Rean, siadając przy ognisku, które wcześniej rozpalił Craven.
Cała trójka zatrzymała się na skraju lasu, zaraz po przekroczeniu wschodniej granicy Królestwa Harrena. Rozbili obozowisko, mając nadzieję, że straż graniczna nie będzie patrolować tutejszych terenów. Dawniej można było spokojnie przemieszczać się pomiędzy jednym krajem a drugim, jednak odkąd władzę objęła królowa Ellene D’eroline, zostały wprowadzone przepustki i jedynie one zezwalały posiadaczowi na przekroczenie granicy. Nawet zwykli kupcy musieli starać się o glejty, co bardzo często ich opóźniało.
Narcyz wzruszył ramionami, nie odrywając wzroku od ryby.
— Nie wiem. Ale przecież mnie znaleźliście, prawda? — rzucił swoim beztroskim tonem.
— Co wcale nie zmienia faktu, że nie powinno cię tam być — burknął Rean, mrużąc oczy w zastanowieniu.
— Wszystko ma swoją przyczynę — wtrącił cicho Craven, wertując niedużą książkę, która do tej pory spoczywała w sakwie u boku jego wierzchowca. — Może jego rodzina została napadnięta, a on uprowadzony. A może jest podrzutkiem, którego nie chciano. Nie wykluczam też zwykłego przypadku. Jednak to tylko spekulacje — mruknął, wzdychając ciężko. Rean prychnął, a jego kocie oczy zwęziły się niebezpiecznie.
— Bredzisz. Tam musi być ich więcej. Może wcale nie stoimy na krawędzi wymarcia! Może jest dla nas… — zaczął, jednak zaraz urwał, gdy jego głos nabrał zbyt porywczego tonu. Odchrząknął, odwracając wzrok.
Nawet Narcyz oderwał się od swojego zajęcia i z zaskoczeniem przyglądał się towarzyszowi. Młodzieniec wiedział, jakie szkolenie przeszli jego kompani. Znał zasady, które były im wpajane od samego początku – nie odczuwać emocji. Czując, można robić rzeczy nie dla własnego dobra, lecz dla cudzego, co kłóciło się z ich wewnętrznymi przekonaniami.
— To wcale nie musi być nasz koniec — burknął w końcu Rean, pochylając głowę, jakby tym samym chcąc okazać skruchę.
— Nie. Jest nas za mało, by odbudować naszą rasę. To niewykonalne — stwierdził Craven, a przez jego twarz przemknął drobny cień zrezygnowania, a nawet żalu wymieszanego z bólem. — To przez nasze zasady. Niszczymy sami siebie — dodał cicho.
Jego słowa zawisły w powietrzu, brzęcząc w umysłach pozostałej dwójki. Narcyz z uwagą przyglądał się swoim towarzyszom. Współczuł im. On, mimo że należał do tego samego gatunku co oni, to żył w świecie ludzi. Pozornie bezpiecznym i lekkim, wypełnionym emocjami. Jednak bardzo łatwo można było znaleźć różnice między światem śmiertelnych a światem Reana i Cravena.
Craven, ten poważny i chłodny człowiek, który swoim niezłomnym spokojem potrafił bez najmniejszego problemu wyprowadzić ludzi z równowagi, był zaledwie dwa lata starszy od szesnastoletniego Narcyza, a mimo to życie zdążyło go już nauczyć bardzo wiele. Stary, doświadczony duch w młodym ciele.
— Jak daleko do przełęczy? — spytał Rean z na pozór kamienną twarzą, jednak wprawny obserwator mógł zauważyć drobne oznaki zdenerwowania w ułożeniu jego ust i wyrazie oczu.
— Kilka dni drogi — odpowiedział cicho Craven, odkładając książkę na bok. Wbił wzrok w płomienie ogniska całkowicie nieświadomie. Nawet na ogół rozmowny Narcyz wolał nie naciskać swoich kompanów i nie zmuszać ich do rozmowy. Rzadko się zdarzało, by którykolwiek z nich pozwalał sobie na takie luksusy jak uczucia, więc młodzieniec uważał, że i im to się należy. Jak każdej innej żywej istocie.
Narcyz, skończywszy oprawiać ostatnią rybę, z cichym westchnieniem ukrył wszystkie trzy w swojej torbie, zawijając je w szary papier, przedtem doprawiając je specjalnym wywarem, który wstrzymywał proces zepsucia. O ile wcześniej był pewien, że potrafiłby zjeść konia z kopytami, tak teraz nie miał siły nawet myśleć o jedzeniu. Samo wspomnienie o tym przyprawiało go o mdłości i gwałtowny ucisk w żołądku.
— Jesteś pewien, że Narcyz ma dostateczną moc? — spytał Rean, wskazując głową Narcyza, który mimowolnie podniósł wzrok, gdy tylko usłyszał swoje imię. Wprawdzie przyzwyczaił się już, że niekiedy rozmawiano o nim tak, jakby przebywał w innym pomieszczeniu, jednak automatycznie wsłuchiwał się w rozmowę, słysząc, że o nim mowa.
— Nie wiem — odpowiedział prosto Craven, nie odrywając wzroku od ogniska. — W Varentalu będą w stanie to określić. Ja nie.
Rean spojrzał na swojego towarzysza kątem oka, jednocześnie bawiąc się końcówką swoich długich włosów związanych rzemieniem. Jego twarz nie wyrażała zbyt wiele.
— A jeżeli nie ma? Jeśli cała nasza wyprawa poszła na marne? — pytał dalej, mrużąc oczy, wyraźnie prowokując kompana do rozmowy.
— Wtedy to nie będzie już nasza sprawa. Oni się tym zajmują. My wykonujemy nasze obowiązki i odsuwamy się na bok, gdy jest już po wszystkim — odparł cierpliwie Craven, przymykając oczy. Jego czerwone włosy mieniły się na pomarańczowo w świetle ogniska, co nadawało mu niemal nierzeczywisty wygląd.
— Hej, Rean, a jakie ty masz, ten no, zdolności? — wtrącił Narcyz, również chcąc dołączyć do rozmowy. Usiadł obok towarzysza, naprzeciw Cravena, który przyglądał im się lawendowymi oczyma z obojętną miną.
— Chyba sobie żartujesz — prychnął w odpowiedzi Rean, uśmiechając się krzywo.
— Nie, wcale nie. Jestem ciekaw po prostu — odpowiedział lekko Narcyz, nie zrażając się oschłym tonem towarzysza. Rean spojrzał na niego z politowaniem, a na jego twarzy pojawiła się mina, jakby chciał westchnąć: „Człowieku, gdzieżeś się wychował…”, jednak nie powiedział nic.
— W Varentalu za takie pytanie odcięliby ci język — odpowiedział Craven. — Coś takiego uznawane jest za najgorszą zniewagę wśród nas. Proszę, Narcyzie, gdy dotrzemy na miejsce, to trzymaj język za zębami. *** — Szlag by to — warknął Rean, patrząc ze złością na oddalających się wieśniaków. Wjechali do pewnej niedużej osady, jednak zostali zmuszeni do samodzielnego szukania miejsca na nocleg, gdyż ilekroć zbliżali się do któregokolwiek z mieszkańców, taki natychmiast odchodził, rzucając pod nosem jakieś obelgi.
— Witamy w bajecznej wiosce Gadelren. Słynącej z gościnnych mieszkańców i wspaniałego wina — mruknął cicho Craven.
Jego oczy błyszczały delikatnie w cieniu kaptura. Akurat on musiał zakrywać swoją twarz. Nie pochodził z nizin ani tutejszych okolic, tylko z gór, co wyraźnie podkreślał nietypowy kolor jego włosów oraz oczu. Tubylcy zwykle traktowali takich gości jak wrogów lub trędowatych.
— Aleś się zrobił dowcipny — prychnął Rean ironicznie, patrząc z wyższością na wieśniaków. — Kto podejrzewałby cię o takie poczucie humoru?
Przez twarz Cravena przemknął pusty uśmiech, nie obejmujący oczu.
— A teraz wyobraź sobie, że to dopiero początek — odpowiedział równie cicho, tym razem z pewną nieznaczną nutą rozbawienia w głosie.
— Dlaczego wszyscy tak na was patrzą? No zrobiliście im coś? Czy oni tak na każdego, bo to, no nie jest normalne — wtrącił Narcyz, marszcząc brwi w geście niezrozumienia.
Wydawało mu się, że jego towarzysze są kimś szanowanym i poważanym poza granicami Królestwa Harrena, lecz zmienił zdanie, gdy jakieś obdarte dzieciaki zaczęły rzucać w nich kamieniami, dopóki Rean nie przegonił ich mieczem. Nie wspominając już o mieszkańcach, którzy na razie ograniczali się do ostentacyjnego ignorowania przybyszów.
— Można powiedzieć, że nasi pobratymcy nie są tutaj mile widziani — mruknął Rean, krzywiąc się z niezadowoleniem.
— A ja posunę się nawet do stwierdzenia, że mile widziani są jedynie w Varentalu — dodał Craven obojętnie, jakby to go wcale nie dotyczyło, ale kogoś innego.
— Przecież ich bronicie! — krzyknął Narcyz z niedowierzaniem, na co Rean zaśmiał się szyderczo.
— I co z tego? Naprawdę sądzisz, że to może w jakikolwiek sposób przeszkadzać im w uważaniu nas za mutantów? Czy jesteś aż tak głupi i ograniczony, Narcyzie? — spytał kpiąco.
— To nie jego wina. On wychował się w innym otoczeniu niżeli my — zgromił go Craven swoim chłodnym i wyważonym głosem.
— Byłoby lepiej, gdyby zaczął się przyzwyczajać. Jest taki jak my — warknął w odpowiedzi Rean, odwracając wzrok.
Pomiędzy trójką zapadła ciężka cisza, której nawet Narcyz nie chciał przerywać. Z niepokojem przyglądał się grzywie swojego konia, rozmyślając o tym, co spotkało go w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Dowiedział się, że nie jest zwykłym człowiekiem, że pochodzi z legendarnego Varentalu i musi tam wrócić, inaczej nigdy nie zazna spokoju ducha. Jednak… on nigdy nie tęsknił za podróżami, czy przygodami, nie mówiąc już o pragnieniu wyjazdu ze swojego małego świata, który składał się z pracowania dla biednych kupców, których nie stać było na wynajmowanie prawdziwych przewoźników, beztroskiego życia oraz nauki w szkole świątynnej. Aż nagle do jego życia wtargnęli Rean i Craven. Wciąż pamiętał to zaskoczenie, gdy kapłan Tionast powiedział mu, że musi z nimi odejść. Na jego twarzy malował się czysty wstręt i pogarda, gdy na niego patrzył, choć jeszcze dzień wcześniej kazał mu być ostrożnym i nazywał synem. Narcyz westchnął mimowolnie. Tęsknił za starymi czasami.
— Tam jest gospoda — oznajmił Rean, wskazując dłonią wysoki budynek, zdecydowanie jeden z największych w okolicy. Podobnie jak inne budowle w wiosce, ta również była zbudowana z jasnego drewna, a dach został pokryty drewnianymi listwami. Nad drzwiami wisiał szyld „Czarci Jar”, wymalowany czarną, odrobinę wyblakłą farbą.
— Wchodzimy? — spytał lekko Narcyz, odrywając się od swoich przemyśleń. Wiedział, że nie powinien rozpamiętywać tego, co minęło. To i tak nie mogło już wrócić.
— Alternatywą jest spanie w lesie pod gołym niebem. Co wybierasz? — spytał obcesowo Rean, zeskakując ze swojego karego wierzchowca. Koń parsknął cicho i zastrzygł uszami, gdy jego właściciel bezceremonialnie pociągnął go w stronę budynku. Narcyz poszedł w ślady towarzysza, jedynie Craven przez chwilę się wahał, po czym podjechał kłusem do karczmy. Zeskoczył z konia, wciąż nie odsłaniając swojej twarzy. Z wyraźnym ociąganiem przywiązywał zwierzę do balustrady, rozglądając się uważnie wokół.
W tym czasie Rean wkroczył do środka, wysoko unosząc głowę, posyłając na wszystkie strony dumne i wręcz pogardliwe spojrzenia. Podszedł do blatu, za którym rezydował starszawy, łysiejący karczmarz. Narcyz wszedł powoli do pomieszczenia, a zaraz za nim próg przekroczył Craven, zaciskając dłoń na rękojeści miecza.
— Chcemy noclegu — oznajmił chłodno Rean tonem nieznoszącym sprzeciwu i kamienną twarzą.
— Skąd żeście? — spytał podejrzliwie karczmarz, a Narcyz mimochodem zauważył, że brakuje mu kliku zębów.
— Z Królestwa Harrena — odparł spokojnie Rean, tym samym tonem. Oberżysta zmierzył przybysza wzrokiem, a na widok sakiewki u jego boku, oblizał usta.
— Dokąd? — dopytywał się dalej, przenosząc wzrok z powrotem na twarze swoich przyszłych gości.
— Jest miejsce, czy nie? — warknął Craven, tracąc cierpliwość. Karczmarz spojrzał na niego, widząc błyszczące w mroku kaptura oczy, cofnął się pod ścianę, sycząc wściekle.
— NIE MA! — krzyknął, patrząc na przybysza ze wściekłością i szczerą nienawiścią. Rean posłał towarzyszowi zirytowane spojrzenie.
— Ależ, proszę pana, jedziemy z dala, no i potrzebujemy noclegu. Długo nie zabawimy i znikniemy, no równie szybko, jak przekroczyliśmy ten próg! — wtrącił Narcyz rozpaczliwie.
Mężczyzna pokręcił energicznie głową, wypuszczając powietrze z płuc ze złowrogim sykiem.
— Nie wierzę wam! — krzyknął, a miejscowi zaczęli spoglądać z przestrachem w stronę blatu. — Zwierzołaki!
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Joa » 24 marca 2012, 13:47

Aa, podoba mi się! Czekam na część dalszą, bo jestem ciekawa co wydarzy się dalej.
Bardzo lubię bohaterów - nie tylko Narcyza, który jest przesłodki, ale także Reana i Cravena (tego to już w szczególności :P).
Gdzieś widziałam literówkę, zamiast "zimna" było "ziemno" o ile pamiętam, jednak tylko tyle moje niewprawne oko zdążyło zauważyć.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Ghar'Amel » 24 marca 2012, 14:05

Ależ miałaś wyczucie. Właśnie poprawiłam tekst, więc owej literówki już nie ma. ^^
Oczywiście, ślicznie dziękuję za komentarz i uznanie. To chyba moje pierwsze samodzielne dzieło, z którego jestem szczerze zadowolona.
Narcyza nie da się nie polubić. On jest taki... sympatyczny, naiwny i dobroduszny, że po prostu tylko miłośnicy zatwardziałych postaci mogą nie czuć do niego choćby namiastek sympatii.
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Joa » 24 marca 2012, 14:09

Aż chciałoby się go zadusić z miłości! To chyba znak, ze bardzo ładnie skonstruowałaś tą postać, bo czasem trudno nie przesadzić.
I czekam do 28 niecierpliwie :)
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

RE:

Post autor: pierdoła saska » 24 marca 2012, 18:44

No to tak. Trochę ten fragment wyjaśnił, jeszcze więcej zamotał. Starasz się podawać informacje partiami i wyjaśnianie spraw powierzasz bohaterom, co sobie cenię :) Zawsze to jakoś ciekawiej, niż jakby się jedynie narrator produkował niczym ciocia wikipedia. Świat który tam kreujesz powolutku ciekawi mnie. Nieco przeszłości Narcyza i tego co pozostała dwójka mówiła nakreśla interesujące stosunki. Jedni nie lubią drugich, a ci drudzy bronią przed kimś pierwszych i tak... hymmm. Intrygujące. Z bohaterami jest ten mały problem że Rean i Craven (z przyczyn różnych notorycznie mi z tego imienia wychodzi cavern x] znaczit jaskinia) trochę niewyraźni wychodzą. Zwłaszcza ze sobą nawzajem mi się zlewają jeśli chodzi o charaktery, chociaż w tym rozdziale poszedł pewien rozłam w tym i liczę, że jest on zapowiedzią rozwinięcia obu tych postaci. :)
Technicznie jest raczej ok. Czytało się miło, chociaż chwilami, jak dla mnie, przekombinowujesz i dziwne rzeczy wychodzą, ale o tym będzie w cytatach niżej :)

Weny życzę :D
Cytaty różne

„ zawołał żarliwie, a jego błękitne oczy płonęły samozadowoleniem z wykonanej czynności.”
Ta wykonana czynność brzmi jak usilna próba uniknięcia powtórzenia. W ogóle ona tam zresztą niepotrzebna, bo z kontekstu wynika, czemu chłopak mógł być zadowolony z siebie.

„W ułamek sekundy wydobył sztylet zza cholewy długich, skórzanych butów”
1. W ułamku sekundy,
2. Z tego zdania wynika, że dwa buty miały jedną cholewę ^^"""""

„Z pewnym ociąganiem wskoczył do wody, ponownie czując na skórze jej”
To jest trochę zaskakujące czytelnika, bo ostatnim razem chłopak był jeszcze w wodzie.

„Wyprostował się, biorąc wdech, by chwilę później ponownie zanurzyć się w wodzie. Chwycił rękojeść i wynurzył się z wody.”

„ Wyglądali jak dzikie zwierzęta gotowe w jednej chwili rzucić się na siebie z pazurami, by rozszarpać swoje gardła.”
A to niby jest ok, a niby wychodzi, że każdy sobie to gardło rozszarpie we własnym zakresie. Nie prościej by było "...gotowe lada moment skoczyć sobie z pazurami do gardeł" czy coś na tę nutę?

„Ułożył je na pniu jakiegoś starego drzewa”
To "jakiegoś" można wywalić.

Wprawionymi ruchami rozcinał”
Wprawiać można się w czymś lub coś w coś. Chłopak mógł za to robić to wprawnymi ruchami, jak już.

„ Jedyne czym musiał się martwić, to naprawiona sieć i ostry nóż.”
Raczej o to musiał się troszczyć. Trochę z tego wynika, że naprawiona sieć była powodem do zmartwień. A przynajmniej ja to tak odebrałam.

„Codziennie rano witało go morze i skrzeczenie mew. Jednak zawsze zdawał sobie sprawę, że czas wyciera złe i nieszczęśliwe wspomnienia, zostawiając tylko to, co było dobre.”
Z tego z kolei płynie wniosek, że morze i skrzeczenie mew to wspomnienie pełne nieszczęścia.

„Rozbili obozowisko, mając nadzieję, że straż graniczna nie będzie patrolować tamtejszych terenów.”
Tych terenów, skoro tam są. Tamte sugeruje, ze chodzi o jakieś inne niż te, w których przebywają bohaterowie.

„ Odkąd władzę objęła królowa Ellene D’eroline, zostały wprowadzone przepustki, dzięki którym można było przekraczać granice kraju.”
Wychodzi, ze wcześniej w ogóle nie dało się tych granic przekraczać i wydaje mi się, że nie o to ci chodziło.

„ Nawet Narcyz oderwał się od swojego zajęcia i z zaskoczeniem przyglądał się towarzyszowi. Młodzieniec wiedział jakie szkolenie przeszli jego towarzysze.”
I chyba przecinek przed "jakie", ale to ja się nie znam.

„przez jego twarz przemknął drobny cień rezygnacji”
Taka kosmetyka, ale "zrezygnowania" brzmiałoby lepiej w tym kontekście.

„który swoim niezłomny spokojem potrafił bez ”
niezłomnym

„obserwator mógł zauważyć drobne oznaki zdenerwowania w kącikach jego ust i w oczach.”
Ije? oznaki tam siedziały i machały przyjaźnie do obserwatora, czy chodziło o jakiś ruch tych kącików ust i ogólnie wyraz jego twarzy?

„Jego wzrok utkwił w tańczących płomieniach ogniska, całkowicie nieświadomie.”
Ktoś mu wziął ten wzrok i go tam utkwił? ^^" Chyba ci się koncepcja zdania w pół drogi zmieniła.

„ Nawet na ogół rozmowny Narcyz wolał nie naciskać swoich kompanów.”
A mógłby. Bo pojęcia nie mam w jakiej to sprawie on mógłby ich naciskać. Wychodzi mi, że w sprawie tego jak daleko jest do przełęczy… Znaczy chyba wiem o co miało chodzić, ale w pierwszej chwili się zdziwiłam :/ Ale może to ja taka nieuważna.

„Narcyz, skończywszy oprawiać ostatnią rybę, z cichym westchnieniem ukrył wszystkie trzy w swojej torbie, zawijając je w szary papier.”
Surowe? To mu przecież zaczną robić za broń biologiczną w godzinę x_X!?

„wyraźnie prowokując rozmowę.”
To chyba dobry zwrot, chociaż... on prowokował tego drugiego do rozmowy, a nie rozmowę samą w sobie prowokował.

„ — Wtedy to nie będzie nasza sprawa.”
Brakuje mi tu "już" w którymś miejscu.

„Proszę, Narcyz , gdy dotrzemy na miejsce, to trzymaj język za zębami.”
Ja wiem, że wołacz to przypadek na wymarciu, ale "Narcyzie" brzmiałoby tu o pół nieba lepiej.

„ Czy jesteś aż tak głupi i ograniczony, Narcyz?”
Tu też

„ — Tam jest jakaś gospoda — oznajmił Rean, wskazując dłonią jakiś wysoki budynek”
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Ghar'Amel » 24 marca 2012, 19:16

Craven, Marsza, Craven, a nie Carven czy Cavern.
Co do tych ryb... nijak nie wiedziałam jak to zmienić i wpierw miał je wyrzucić, ale jego praca poszłaby na marne i jego pierwsze działania byłyby... ot, głupie po prostu i niepotrzebne.
Tak najlepiej poznaje się bohaterów. Z tego, jakie mają podejście do niektórych spraw i jak na nie patrzy. Wszak dzięki jego osobistej opinii można mniej więcej wywnioskować, jaki jest. A Rean i Craven pierwotnie mieli być dokładnie tacy sami. Obaj zimni, obojętni - ot, bez emocji żadnych. Jednak stwierdziłam, że byliby zbyt nudni, więc nadałam im parę cech, coby ich rozróżnić :D.
Chyba poprawione.
Dziękuję ślicznie ^^.
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Gasp » 25 marca 2012, 11:19

Mogę tylko potówrzyć za poprzednikami - czyta się naprawdę przyjemnie.
Ze skrawków informacji wyłania się coraz ciekawszy obraz świata, zaczynają nurtować pytania, robi się naprawdę interesująco, mimo że fabuła prawie nie idzie naprzód.
Brakuje mi trochę opisów, pusto jest. Co prawda, nie bardzo to przeszkadza podczas czytania, wciągnąłem się, ale kiedy spojrzałem drugi raz na tekst, to chciałoby się zobaczyć ten las, tę wioskę. Złapałem się tez na tym, że nie do końca wiem, jak wyobrazić sobie głownych bohaterów.
Poza tym, w dialogach zdarza Ci się podwajać niepotrzebnie imiona -

tutaj:
"Przez twarz Cravena przemknął pusty uśmiech, nie obejmujący oczu.
— A teraz wyobraź sobie, że to dopiero początek — odpowiedział równie cicho Craven, tym razem z pewną nieznaczną nutą rozbawienia w głosie."

i tu:
"— Jest miejsce, czy nie? — warknął Craven, tracąc cierpliwość. Karczmarz spojrzał na niego, widząc błyszczące w mroku kaptura oczy, cofnął się pod ścianę, sycząc wściekle.
— NIE MA! — krzyknął, patrząc na Cravena ze wściekłością i szczerą nienawiścią."
na przykład.
Ot, zakłuło w oczy.
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE: "Jestem Narcyz"

Post autor: Ghar'Amel » 26 marca 2012, 01:49

Co do tych opisów... jakoś kiepskawa w nich jestem, więc je minimalizuję, ale jak widać nie da się tak na dłuższą metę. Oczywiście, poprawę obiecuję i w następnym rozdziale szczegółowe opisy powinny się pojawić. O ile uda mi się je sensownie sklecić, coby nie wychodziło mi tam masło maślane.
A sama akcja niedługo już ruszy normalnym torem, tylko najpierw chciałabym odrobinę przybliżyć świat i to, co się w nim dzieje, bo jakoś nie wyobrażam sobie, żeby najpierw jechać z akcja i wydarzeniami, a dopiero później objaśniać co i jak. Ot, taka maniera.
Dziękuję ślicznie ^^.
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Zablokowany