UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Strzeżcie się (nie)ludzi sympatycznych

PUBLICYSTYKA
A kto powiedział, że publicystyka ma być nudna? Nudną robią ci, którzy nie potrafią robić interesującej. ~ Irena Dziedzic
Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1822
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Strzeżcie się (nie)ludzi sympatycznych

Post autor: Kruffachi » 29 marca 2018, 14:02

Strzeżcie się (nie)ludzi sympatycznych.
Albo "Świat w pudełku" Katarzyny Rupiewicz



ObrazekPrawdopodobnie piszący są najgorszymi czytelnikami świata, a pół oczka wyżej znajdują się tylko piszący redaktorzy (kłaniam się). Nie jest łatwo startować z pozycji, z której widzisz rzeczy, o jakich wiesz, że są tylko elementem rusztowania niknącym w ogóle z pola widzenia, jeśli tylko patrzy się pod innym kątem. Nie jest łatwo, kiedy w większości nawet bardzo dobrych tekstów dostrzegasz miejsca, gdzie ręka autora zadrżała, porwały go emocje albo zwyczajnie kocyk okazał się za krótki i zabrakło umiejętności lub doświadczenia. To potrafi zepsuć całą przyjemność z lektury i mi zabiera ją bardzo często - coraz częściej. Dlatego jak pustynia na deszcz czekam na pozycje pozwalające to brzemię choć na chwilę zrzucić i niedokładające kolejnych rozczarowań do pokaźnej kolekcji zawiedzionych nadziei.
Nie pamiętam już, kiedy po raz ostatni raz czytałam książkę, która pozwoliła mi zanurzyć się w świecie przedstawionym na tyle, bym przestała widzieć rusztowania. To chyba już we mnie mechanizm zbyt głęboko zakorzeniony, żebym miała się go pozbyć nawet wzięta w obroty przez najlepsze pióro. Ale czasem zdarza się, że widok bebechów wcale mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - staje się wartością dodaną.
"Świat w pudełku" Katarzyny Rupiewicz z pewnością wpisuje się w ten ostatni przypadek. Lektura powieści przyniosła mi dużo przyjemności, a spory procent z niej dostarczyły mi właśnie kwestie formalne - kompozycja, wybór narracji, sposób prowadzenia fabuły i precyzja słowa. Nie uświadczycie tu zbędnych scen i zbędnych opisów, nie będzie wodolejstwa. Każdy kolejny akapit prowadzi czytelnika wprost do wyznaczonego celu, co - przyznaję - nie zawsze uznaję za zaletę, niemniej w tym wypadku sprawdziło się doskonale.
Potrafię sobie wyobrazić, że dla części odbiorców będzie to problem: taka skondensowana, surowa forma i taka perspektywa. Narracja - prowadzona pierwszoosobowo z perspektywy postaci, o której bodaj od drugiej strony wiemy, że nie jest człowiekiem, a w związku z tym nie ma ludzkich emocji i sposobu rozumowania - tylko z pozoru jest jednak sucha i chropowata. A, główna bohaterka, jest po prostu... uczuciowo niemalże przeźroczysta (tu pytanie, czy strach to emocja, czy jednak tylko fizjologia), ale dzięki temu czytelnik obserwuje postępowanie pozostałych postaci z prawie nieskażonego punktu widzenia. Komentarze są tu raczej oszczędne i zwykle dotyczą oceny reakcji w odniesieniu do ich logicznego uzasadnienia, możliwych kosztów i strat. To ciekawe doświadczenie, bo oto czytelnik ląduje w świecie przedstawionym ze wsparciem dotyczącym przynajmniej niektórych obszarów ekspozycji (od zagłady cywilizacji minęło wiele lat, więc nie wszystko jest jasne nawet dla kogoś takiego jak A; co więcej, z czasem okazuje się, że są obszary, w których to ona zostaje z tyłu), ale bez tego, do czego powszechnie stosowana narracja spersonalizowana zdążyła nas przyzwyczaić, czyli komentarza moralnego.Początkowo czułam się jak dziecko we mgle, bo nie znałam świata, nie znałam rządzących nim praw i przez to brakowało wygodnego probierza. Intuicja z jednej strony podpowiadała, by nie przyjmować prostych założeń, a z drugiej wariowała jak kompas na biegunie. Nie padło zbyt wiele słów na temat zachowań dziwnych i niezrozumiałych poza stwierdzeniem faktu, że nastąpiły (a tych jest początkowo sporo), co już na wstępie sprowokowało pytania o uniwersalność i niezmienność norm, definicji dobra i zła, co - moim zdaniem - pozostało głównym tematem powieści aż do końca.
Drugie ważne pytanie, to pytanie o człowieczeństwo zadane z poziomu posthumanizmu, mocno już zakorzenione w popkulturze, zwłaszcza cyberpunkowej. Wartość tego wykonania polega jednak na tym, że zostało postawione niejako z punktu widzenia całego społeczeństwa i możliwości jego przetrwania. Padające w zakończeniu słowa o kukiełkach zapadły mi w pamięć i myślę, że będą tkwić w niej jeszcze przez jakiś czas.
To też jedna z tych powieści, o których szalenie trudno pisze się, bez zdradzania fabuły i opisywania kolejnych zwrotów akcji, więc właściwie jedyne, co mogę w tym względzie powiedzieć, to to, że warto zaufać autorce. Nawet jeśli coś mnie uwierało jak kamień w bucie i budziło wątpliwości mimo coraz lepszego rozeznania w sytuacji, po jakimś czasie okazywało się, że było niczym innym jak tropem prowadzącym do kolejnego plot twista. Zresztą przy odsłanianiu kart poszczególnych postaci także olbrzymią rolę odgrywa kompozycja. Główny jej trzon stanowi oczywiście wspomniana wcześniej narracja z punktu widzenia A, ale co jakiś czas - a dokładniej między "właściwymi" rozdziałami aż do wielkiego finału, gdzie zasada zostaje nieco przełamana - otrzymujemy coś jakby krótkie opowiadania o innych bohaterach. Niekoniecznie prowadzone są z ich perspektywy, ale odsłaniają jakiś aspekt kluczowy dla zrozumienia danej jednostki, a nieosiągalny dla narratorki. To ciekawe zagranie pozwalające uniknąć pułapek wybranej formy dla głównego nurtu opowieści, a przy tym przełamujące potencjalną monotonię.
Co do samych postaci, jest to galeria osobliwości, naprawdę, a kompletnie kupił mnie fakt, że kluczowy bohater (i chyba mój ulubiony, najbardziej niejednoznaczny) pojawia się jako figura z tła, której początkowo zupełnie nie podejrzewałam o taką wagę dla opowieści, nawet jeśli zwrócił moją uwagę pewnym zupełnie nieistotnym szczegółem.
Gdybym miała dodać łyżkę dziegciu do tej beczki miodu, wskazałabym na sam początek powieści - tak mniej więcej pierwszy rozdział. Nie mogę powiedzieć, że dałam się złapać za gardło od pierwszych stron i początkowo materia stawiała pewien opór chyba w postaci wrażenia, że już to widziałam - w sensie śmiertelnie niebezpieczną istotę uciekającą z laboratorium i usiłującą przetrwać, a potem znajdującą schronienie w komunie ludzi z jakiegoś powodu w tak zniszczonym świecie nadal gotowych zaufać przybyszowi przynajmniej na tyle, by pozwolić mu spać pod tym samym dachem. Oczywiście szybko okazało się, że nic nie jest aż tak proste i nie bazuje tylko na przedziwnych zbiegach okoliczności popędzanych imperatywem fabularnym, ale jednak pierwsze strony trzymały mnie w tej swoistej niepewności i w dystansie.
Drugim minusem, za który kompletnie już nie winię autorki, są dość liczne błędy interpunkcyjne podstawowego poziomu (typu brak przecinka przed "że" w miejscu, gdzie ewidentnie być powinien, bo "że" nie stanowiło części wyrażenia) i parę innych niedoróbek. Z przykrością też jednak przyznaję, że kiedy spojrzałam na stopkę i zobaczyłam, kto odpowiadał za korektę, przestało mnie to dziwić, bo to nie pierwsza w końcu pozycja Genius Creations, jaką miałam w ręce i nazwisko pani korektor jest mi znane.
Przydałoby się podsumowanie. Więc może raz jeszcze - mam świadomość, że to nie jest powieść dla każdego i może nie przynieść satysfakcji różnym grupom czytelników o różnych oczekiwaniach. Myślę jednak, że z czystym sumieniem mogę doradzać zaryzykowanie i zaufanie autorce. Chociażby dlatego, że opowiada o rzeczach ważnych i robi to przy użyciu potężnego arsenału literackich środków wysokiej próby.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

ODPOWIEDZ