UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Hśdk - Magistra Vitae...

PUBLICYSTYKA
A kto powiedział, że publicystyka ma być nudna? Nudną robią ci, którzy nie potrafią robić interesującej. ~ Irena Dziedzic
Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Hśdk - Magistra Vitae...

Post autor: szczepantrzeszcz » 28 grudnia 2015, 22:16

Rozpoczynam cykl dygresji na tematy mediewalne. Skrót "HŚdk" oznacza "Historia Średniowiecza dla księgowych". Dlaczego dla księgowych? Głównie dlatego, że zawodowi historycy, fachowcy od literatury klasycznej, łacinnicy i archeologowie nie znajdą w moich wypocinach niczego ciekawego. Księgowy to taki ktoś, kto lubi szufladki, segregatory, półki. To taki ktoś, kto lubi, aby każda rzecz miała swoją nazwę, choćby najgłupszą i aby zajmowała w rzeczywistości określone miejsce (fachowo nazywa się to planem kont). Tak jak chomik będzie chomikować, niezależnie od tego ile żarcia dostanie, tak księgowy będzie układać na półkach i w segregatorach niezależnie od tego, czy coś leży na swoim miejscu czy nie.

Jest taki skecz Monty Pythonów. Facet przychodzi po raz któryś do biura pośrednictwa pracy. Pracownik biura wylicza długą listę jego wad, z której wynika, że gość jest kompletnym nieudacznikiem. Na koniec pada stwierdzenie: "według nas byłby pan świetnym księgowym". Nie należy się w żadnym wypadku sugerować skeczem, oddaje on jednak ten specyficzny i niepowtarzalny status, jakim księgowi cieszą się wśród przedstawicieli innych zawodów.

Słabo rozróżniam subtelności pomiędzy stronami winien i ma. Jeżeli chodzi o moją własną kieszeń, to trochę lepiej rozróżniam… subtelności i wartości wyrażone w złotówkach. Nie znam żadnych planów kont, ale w myśl tego, co napisane powyżej, czuję się księgowym z krwi i kości. Pisząc o Średniowieczu, powziąłem mocne postanowienie, że będą to artykuły o ludziach i wydarzeniach, a nie o czymś, co mądrze nazywa się procesami historycznymi. Równie daleki byłem od tworzenia czegoś, co mogło by stanowić kompendium wiedzy. Owe jakże mocno brzmiące postanowienia wynikają głównie z faktu, że nie posiadam ani kwalifikacji, ani chęci, by stworzyć coś takiego. Wszystko, co zamierzam poruszyć, jest tym, co poruszyło mnie samego. Niech Cię nie dziwi czytelniku, że pomijam tematy obiektywnie istotne, a rozwodzę się nad bzdetami. Tak właśnie postrzegam rzeczywistość świata tego. Nie warto skupiać się wyłącznie na sprawach ważnych. Warto pochylać się nad tym, czego inni nie chcieli dostrzec i szukać, szukać, szukać... choćby się miało niczego nie znaleźć.

Na dzień dobry coś tytułem wstępu – moje spojrzenie na czasy odległe, spojrzenie na historię oczyma laika... ale kontynuacja nastąpi.


Zanim zacznę opowieść

Rzym, Imperium... początek tego, co widzę, idąc ulicą swojego miasta na dalekiej (z punktu widzenia Rzymian) północy. Rzym – początek myśli, kiedy człowiek, wciśnięty w ramy tworu zwanego państwem, musi ujrzeć samego siebie. Rzym – siła i niemoc, potęga niezłomnego ducha i robaczywa nikczemność w jednym. Rzym – wszystko, do czego człowiek jest zdolny, już było.

Rzym.

Jak, przed trzydziestu bez mała wiekami, wyglądał początek Wiecznego Miasta? Dziwne pytanie, kiedy zamierza się pisać o Średniowieczu. Może i dziwne, ale każda opowieść musi mieć swój początek.

Ustalenie terminu, od którego należy liczyć wieki średnie, zawsze napotykało problemy. Dawno temu za dogmat przyjmowałem daty podawane w podręcznikach, jednakże w miarę zgłębiania tematu początek Średniowiecza rozmywał się i rozmazywał. Przenosiłem się myślą wstecz, zadawałem sobie pytanie czy to jeszcze Średniowiecze, czy już Starożytność? Nigdy nie znalazłem odpowiedzi. Z czasem doszedłem do wniosku, że nie jest ważne, kiedy jedno się skończyło, a drugie zaczęło. Internetowa wyszukiwarka rozgrzana do czerwoności, w głowie zamęt i ciekawość, która sprawia, że krew w żyłach krążyć żywiej zaczyna. Im dalej cofałem się w czasie, tym ciemniej było dookoła. Coraz mniej źródeł, a legendy coraz wyraźniej przemawiały do wyobraźni. Chciałem zamknąć oczy i usłyszeć wrzask gęsi kapitolińskich, zamknąć oczy i zobaczyć nagie ciało porwanej Sabinki w ramionach praprzodka tych, którzy pięćset lat później sięgnęli po władzę nad światem. Może rzeczywiście wilczyca wykarmiła Romulusa i Remusa?

Wróćmy na ziemię. W chwili, kiedy zaczyna się ta bajka, bardzo niewiele pozostało ze wspaniałych ale odległych czasów Oktawiana Augusta. Właściwie nie pozostało już nic z wyjątkiem marzeń. Wartki prąd wydarzeń porywał ze sobą całe pokolenia. Hordy barbarzyńców przemierzały Europę. Ludzie zwierali się w walce o władzę, o bogactwo, o przetrwanie.

Świat się zmieniał.

Dzisiaj, podobnie jak przed wiekami, porwani przez bieg wydarzeń, zwieramy się w walce o wielkie nic. Wyciągamy drapieżne macki po coś, z czego za sto lat nie pozostanie nawet wspomnienie. W ogłuszającym huku globalnego rynku nawet nie słyszymy szyderczego śmiechu, jakim historia minionych stuleci kwituje nasz codzienny wysiłek. A świat się dalej zmienia, tylko że my już nie dostrzegamy tych zmian. Tak samo jak nasi przodkowie... dwa tysiące lat temu.

Pięknym majowym popołudniem zatrzymaliśmy się w Żarnowcu – niewielkiej osadzie na wybrzeżu. Dzieci spały w samochodzie. Poszedłem zobaczyć klasztor. Słońce grzało bardzo mocno jak na tę porę roku. Pusto i cicho było dookoła. Jakiś kawałek dykty zasłaniał otwór w ścianie. Odchyliłem go nieco i stwierdziłem, że wewnątrz jest w miarę jasno. Pociągnąłem mocniej i okazało się, że można wejść do środka. Z marsową miną Jamesa Bonda, albo przynajmniej Pana Samochodzika, przecisnąłem swój brzuch przez wąskie przejście. Długi korytarz zakończony skrytymi w mroku drzwiami w jedną stronę, nieco krótszy jasno oświetlony w drugą. Łukowate ostro zakończone okna wychodzące na dziedziniec, czubki drzew jeszcze skąpane w wiosennym słońcu, resztki gruzu pod ścianami i cisza, cisza zupełna, jakby czas nie płynął w tych murach.

Poczułem się przez chwilę postawiony obok biegu wydarzeń. Mogłem patrzeć oczyma wyobraźni, jak wszystko się zmienia, jak ludzie tańczą swój obłąkany taniec, jak pędzą przed siebie na oślep, jak walczą o przetrwanie, ale wolałem nacieszyć się ciszą. Stałem dobrą chwilę, gapiąc się na dziedziniec. Zamiast głębokiej refleksji – zmęczony pożeracz ciszy. Świat przez chwilę gonił dalej, tyle że obok – beze mnie. Podobnie przed laty wyobrażałem sobie Średniowiecze. Cisza, łatwość ucieczki od trosk doczesnych, brak dylematów, światopogląd prosty jak budowa cepa, a miejsce człowieka w strukturze wyznaczone tak precyzyjnie, że nawet Stalinowi się nie śniło.

Nic z tego. Przysłowie mówi "Im dalej w las tym więcej drzew". A parafraza przysłowia: "Im dalej wlazł tym głębiej siedzi". Oba te stwierdzenia znalazły zastosowanie, kiedy zacząłem zgłębiać średniowieczną tajemnicę ludzkości. Czasem bardziej bajkę niż tajemnicę, czasem mroczną opowieść, tym mroczniejszą, że prawdziwą. Świat się zmienił. Zmienił się zupełnie, ale ludzie pozostali ci sami. Fascynujące i przygnębiające. Przerażające i piękne zarazem. Moje wyobrażenia o Średniowieczu uniosły się nieco ku górze i rozwiały nie wiadomo kiedy. Jak poranna mgła.

Kilka chwil samotności upłynęło szybko. Trzeba było wracać do samochodu. Postanowiłem się jeszcze przespacerować dłuższym korytarzem. Do drzwi i z powrotem. Szedłem przed siebie, nie myśląc o niczym. Niewiele znaczący element w średniowiecznej machinie przetrwania. Z letargu wyrwał mnie zgrzyt zawiasów. Ciężkie skrzydło uchyliło się nieco, wpuszczając snop światła. Jakieś obwieszone aparatami fotograficznymi towarzystwo brutalnie przerwało moją sielankę. No tak. Drzwi były otwarte. Nie musiałem włazić przez okno.

– Co tutaj można zobaczyć? – usłyszałem pytanie.

– Ciszę.

Popatrzyli na mnie, jak na wariata.


Inny odcień historii

Z historią jest tak, jak z podróżowaniem. Czasem poruszasz się do przodu, czasem do tyłu. Nigdy nie wiesz, co Ci następny zakręt przyniesie. Nawet wtedy, kiedy przemierzasz tereny zadawałoby się dobrze znane.

Historia jest jak lawina. Raz idzie w górę, raz w dół. Zagrożenie lawinowe. Wszyscy wiedzą o co chodzi. Nawet kompletny laik, który nie ma pojęcia o lawinach, widzi ostrzeżenia, wie, że lawina zejdzie, zna miejsce, w którym zejdzie. Mimo tego, ciągle ktoś znajduje się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. A mówią, że Historia Magistra Vitae Est.

Im mniej akceptowałem czasy, w których przyszło mi żyć, tym chętniej zapuszczałem się w wieki dawne. Wszyscy dookoła twierdzili, że "wtedy czasy były inne". Chciałem zobaczyć, jak bardzo inne. Po pewnym czasie widziałem, że faktycznie inne, ale widziałem również, że w tajemnicach, jakie kryje przeszłość, nie to mnie pociąga. Wiedzieć więcej. Najpierw chciałem wiedzieć więcej po prostu... żeby wiedzieć. "Absolwent" czyli Dustin Hofman mówił do Anny Bancroft "chcę wiedzieć" i mówił to takim tonem, że nie zostawiał miejsca na zadawanie głupich pytań w stylu "dlaczego?". Widocznie historia to taka obnażona pani Robinson, narzucająca się, bardziej doświadczona niż głupi młokos, niebezpieczna i kusząca.

Warto jest mieć własne zdanie. Na każdy temat. Nawet jeżeli się mylimy. Nawet jeżeli po weryfikacji nasze poglądy okazałyby się do niczego...

Sytuacja zaczęła wyglądać zupełnie inaczej, kiedy już osiągnąłem pewien poziom wiedzy. Mój dawny świat zaczął wyglądać odmiennie. A kiedy poznałem więcej, on znowu zaczął się różnić od tego, który widziałem dotychczas i znowu zacząłem się zastanawiać, co mi następny zakręt przyniesie. "Tutaj i teraz" przestało być najważniejsze i zajęło swoje miejsce w szeregu jako niewiele znaczący punkcik na skali tysiącleci.

Warto jest mieć własne zdanie.

* * *

Naszą antyczną kulturą jesteśmy przesiąknięci niezależnie, czy chcemy tego czy nie. Hasła Grecja-Rzym albo Akropol-Koloseum towarzyszą nam od kołyski. Nawet jeżeli Platona będziemy uważać za rzymskiego wodza, a Koloseum za grobowiec położony gdzieś w okolicach Aten, to świat antyku będzie naszym światem i naszym dziedzictwem. Będzie tym czynnikiem, który w znacznym stopniu ukształtował dzisiejszą rzeczywistość Krakowa, Wiednia czy Madrytu. Starożytne echa naszej teraźniejszości można usłyszeć na każdym kroku. Bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że trudno jest pisać o wiekach średnich i jednocześnie pisać na temat, nie skacząc do czasów dawniejszych. Każda antyczna dygresja wymaga zwykle rozwinięcia i przypomina trochę wyglądanie przez okno. Kusi aby się wychylić i więcej zobaczyć, ale jak się wychylę za bardzo, polecę na dół i na nic cały wysiłek. Kompromis ze starożytnością polegał na tym, że przesunąłem początek swojego Średniowiecza mocno do tyłu. Zaspokoiło to moją potrzebę, aby ciąg wydarzeń i katalog osób miały logiczny punkt początkowy i zmniejszyło ilość wycieczek w stronę grecko-rzymskiego dziedzictwa do poziomu, który wydaje się bezpieczny dla życia i zdrowia czytelnika.

Jak już wcześniej wspomniałem, nie uprawiam historii zawodowo i daleki jestem od wnoszenia czegokolwiek do rozwoju tej, którą nazywają nauczycielką życia. Z drugiej strony, kiedy bełkot dnia codziennego zaczynam porównywać z bełkotem, jaki wydawali z siebie wielcy i mali świata tego w dalekiej przeszłości, dziwne myśli przychodzą mi do głowy. Niekoniecznie takie, które nadają się do tego, aby zamieniać je na słowo pisane. Patrzę się na ludzkie działania wtedy i teraz. Czasem z podziwem, czasem ze zgrozą, czasem z politowaniem.

Wtedy i teraz. Czasy się zmieniły – ludzie pozostali tacy sami.

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 433
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Hśdk - Magistra Vitae...

Post autor: R. Bates » 28 grudnia 2015, 22:51

Pracownik biura wylicza długą listę jego wad, z której wynika, że gość jest kompletnym nieudacznikiem. Na koniec pada stwierdzenie: "według nas byłby pan świetnym księgowym".
Wyrwałeś z kontekstu skeczu. Facet, zapytany kim chciałby być, odpowiada, że treserem tygrysów - czym uderza w pewną skrajność na zawodowej mapie :).
Historia jest jak lawina. Raz idzie w górę, raz w dół.
A to ciekawe. Próbowałem szukać czegoś o lawinach "idących" w górę, ale nie znalazłem O.o

Ok. Przeczytałem i muszę Ci Szczepanie powiedzieć, że jestem zawiedziony. Po artykule z takim tytułem, a dokładnie skrótem (który potem wyjaśniłeś) z dodatkiem kwestii Cycerona, spodziewałem się więcej o średniowieczu, a mniej o antyku. I choć zgadzam się z tym, co napisałeś, że średniowiecze sięga Antyku, wywodzi się z niego i koresponduje z nim na każdej płaszczyźnie, to jednak temat został tu potraktowany powierzchownie - wręcz iluzorycznie.
Oczywiście artykuł w swojej formie i treści rekompensuje brak historyczno-publicystycznej mocy innymi walorami. Można było dowiedzieć się z niego sporo o tobie i twoich zamiłowaniach. Czytało się go przyjemnie, bo został napisany ze smakiem i dbałością o równowagę na szali poczucia humoru i przemyśleń. Ba, jest tu masa ciekawych przemyśleń, analiz i spostrzeżeń, którymi można by ozdobić kilka naprawdę niezłych artykułów. Ale moim zdaniem nie na ten temat. Tytuł i wstęp rozpaliły apetyt na więcej...
Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Re: Hśdk - Magistra Vitae...

Post autor: szczepantrzeszcz » 29 grudnia 2015, 07:57

R. Bates pisze:
Pracownik biura wylicza długą listę jego wad, z której wynika, że gość jest kompletnym nieudacznikiem. Na koniec pada stwierdzenie: "według nas byłby pan świetnym księgowym".
Wyrwałeś z kontekstu skeczu. Facet, zapytany kim chciałby być, odpowiada, że treserem tygrysów - czym uderza w pewną skrajność na zawodowej mapie :).
Nie chciałem nadmiernie rozbudowywać tekstu, ale dobrze, że przypomniałeś.
R. Bates pisze:
Historia jest jak lawina. Raz idzie w górę, raz w dół.
A to ciekawe. Próbowałem szukać czegoś o lawinach "idących" w górę, ale nie znalazłem O.o
Pośród miłośników gór krąży taki dowcip: Co oznacza szósty stopień zagrożenia lawinowego? Lawiny zap...lają pod górę. Grzebanie w historii (okres nie jest ważny) to właśnie taki szósty stopień zagrożenia.
R. Bates pisze:...spodziewałem się więcej o średniowieczu, a mniej o antyku. I choć zgadzam się z tym, co napisałeś, że średniowiecze sięga Antyku, wywodzi się z niego i koresponduje z nim na każdej płaszczyźnie, to jednak temat został tu potraktowany powierzchownie - wręcz iluzorycznie.
Chyba (bodajże na Atropinie) wspominałem, że moje Średniowiecze różni się mocno od tego, o którym w podręcznikach piszą. Moje Średniowiecze z antykiem jest związane silniej. Wyjaśnię to w kolejnych artykułach cyklu, bo też i męczyć czytelnika długimi wywodami nie zamierzam. Wiele tematów, które w monografiach całe razdziały zajmują, będę traktował iluzorycznie wyciągając jedynie to, co mnie poruszyło lub przynajmniej zaciekawiło.
R. Bates pisze:Tytuł i wstęp rozpaliły apetyt na więcej...
Taki też był cel. Następny tekst (bardziej merytoryczny) jest już gotowy, kilka kolejnych wymaga redakcji... James Bond powróci w filmie "O hipodromie, urodzie i duszy kobiecej" :)

Dziękuję za słowo. Za największy problem uważam wyrwanie z kontekstu. Niniejszego wstępu to nie dotyczy, jednak obawiam się, że część opisywanych przeze mnie kwestii, dla mnie i dla Ciebie oczywistych, może się okazać zupełnie dla czytelnika nieznana. Same eseje staną się z tego powodu nieczytelne i nieciekawe. Gdybyś coś takiego w przyszłości stwierdził, proszę o larum w pierwszej kolejności.

Awatar użytkownika
Heap
Posty: 27
Rejestracja: 18 października 2015, 15:55

Re: Hśdk - Magistra Vitae...

Post autor: Heap » 06 stycznia 2016, 14:34

Nie jest źle. Oczekiwałem dużej ilości średniowiecza, a dostałem antyk xD Zaskakiwanie czytelnika to fajna rzecz, ale znajmy umiar.

Ja sam uważam, że w kwestiach idei średniowiecze europejskie miało 2 źródła: tradycja cesarstwa rzymskiego i tradycja chrześcijańska. Barbarzyńcy wnieśli sporo w pewnych dziedzinach, ale ich dorobek kulturalny został starty na proch poprzez proces asymilacji z ludnością podbitą.
Heap jest tylko jeden.

Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Re: Hśdk - Magistra Vitae...

Post autor: szczepantrzeszcz » 06 stycznia 2016, 15:42

Heap pisze:Oczekiwałem dużej ilości średniowiecza, a dostałem antyk xD Zaskakiwanie czytelnika to fajna rzecz, ale znajmy umiar.
W takim razie muszę prosić o cierpliwość. Następny tekst będzie dotyczył wydarzeń trzeciego wieku naszej ery.
Heap pisze:...w kwestiach idei średniowiecze europejskie miało 2 źródła: tradycja cesarstwa rzymskiego i tradycja chrześcijańska.
Jeżeli Germanów i inne ludy (celowo nie używam słowa "barbarzyńcy") zaliczymy do tradycji cesarstwa, to zgodzę się w całej rozciągłości.
Heap pisze:Barbarzyńcy wnieśli sporo w pewnych dziedzinach, ale ich dorobek kulturalny został starty na proch poprzez proces asymilacji z ludnością podbitą.
Postaram się wykazać, że było inaczej.

Wielkie dzięki za komentarz. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy umieszczanie takiego cyklu na forach bądź co bądź literackich ma jakikolwiek sens.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Hśdk - Magistra Vitae...

Post autor: Siemomysła » 24 stycznia 2016, 13:33

Moim zdaniem ma sens! Nawet jeśli robię właśnie czwarte podejście do przeczytania obydwu Twych historyczno-księgowych tekstów. Bynajmniej nie dzieje się tak dlatego, że miejsce na takie rozważania złe, albo dlatego, że ciężko mi się czyta. Piszesz czytelnie, przejrzyście i ciekawie. Ja po prostu mam ostatnio zdecydowanie za niski poziom skupienia. Powiem jednak, że wyraźnie się czuje, że to ledwie wstęp. Jakieś takie kujnięcie czytelnika, pchnięcie go, wyrwanie ze stanu bierności i przełączenie w tryb oczekiwania.
Moje Średniowiecze z antykiem jest związane silniej. Wyjaśnię to w kolejnych artykułach cyklu, bo też i męczyć czytelnika długimi wywodami nie zamierzam. Wiele tematów, które w monografiach całe razdziały zajmują, będę traktował iluzorycznie wyciągając jedynie to, co mnie poruszyło lub przynajmniej zaciekawiło.
Jakoś tak przyniosło mi to na myśl dyskusję na temat czasu trwania Długiego Wieku Dziewiętnastego :) Gdzieś ostatnio trafiłam na debaty, czy dla Amerykanów jego ramy są takie same jak dla nas Europejczyków, którzy zwykliśmy przyjmować, że zaczął się on Francuską Rewolucją, a skończył Wielką Wojną. Bo przecież kalendarz to nie wszystko.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Re: Hśdk - Magistra Vitae...

Post autor: szczepantrzeszcz » 24 stycznia 2016, 13:57

Siemomysła pisze:...dyskusję na temat czasu trwania Długiego Wieku Dziewiętnastego :) Gdzieś ostatnio trafiłam na debaty, czy dla Amerykanów jego ramy są takie same jak dla nas Europejczyków...
Ciekawe pytanie. Nigdy się nie zastanawaiałem. Nie da się wykluczyć, że po tamtej stronie Atlantyku wiek pary i normalności skończył się wraz z dojściem F.D. Roosevelta do władzy.

Jeżeli chodzi o początki w Europie, wielokrotnie stykałem się ze stanowiskiem, że to Kongres Wiedeński zapoczątkował dziewiętnaste stulecie.

Awatar użytkownika
Karevos
Posty: 13
Rejestracja: 24 stycznia 2016, 12:14

Re: Hśdk - Magistra Vitae...

Post autor: Karevos » 24 stycznia 2016, 14:06

szczepantrzeszcz pisze: Jeżeli chodzi o początki w Europie, wielokrotnie stykałem się ze stanowiskiem, że to Kongres Wiedeński zapoczątkował dziewiętnaste stulecie.
Bo to jest powszechne wśród historyków stanowisko. Można powiedzieć, że wojny napoleońskie były preludium dla początku XIX w. w europie. Przecież po przejściu wojsk francuskich sytuacja geopolityczna, jak i sama polityczna zmieniła się diametralnie. Dla nas polaków też to było ważne, albowiem Księstwo Kongresowe przeistoczyło się w Królestwo Polskie (którego król był zarazem Carem Imperium Rosyjskiego).

Chociaż rozwój transportu i pary u nas (w Polsce) to bardziej druga połowa XIX w.

Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Re: Hśdk - Magistra Vitae...

Post autor: szczepantrzeszcz » 24 stycznia 2016, 14:36

Karevos pisze:Chociaż rozwój transportu i pary u nas (w Polsce) to bardziej druga połowa XIX w.
Tak, niestety tak, chociaż pierwszy statek parowy na Wiśle pojawił się w czasach Kongresówki. Nie jestem takim pesymistą jak większość. Twierdzę, że do pociągu z cywilizacją, który odjeżdżał z przystanku Europa, udało nam się wskoczyć, tyle że... jechaliśmy w najniższej klasie :)

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Hśdk - Magistra Vitae...

Post autor: Siemomysła » 24 stycznia 2016, 15:05

Karevos pisze:Chociaż rozwój transportu i pary u nas (w Polsce) to bardziej druga połowa XIX w.
Powiedziałabym optymistycznie: bez przesady ;) Pierwsze maszyny parowe służyły do nieco innych celów niż transport i wcale polskie fabryki nie były w tyle za chociażby brytyjskimi. Pierwsza pracująca w kopalni napędzała pompy odwadniające kopalnię w Taranowskich Górach - uruchomiona w 1788 roku. W Królestwie Polskim mamy Łódź, tam właściciele fabryk sprowadzali maszyny parowe do napędzania krosien. Nie. Zdecydowanie nie staliśmy w tyle, moim zdaniem.

Jeśli zaś o transporcie to podrzucam Wam to: http://gazetacodzienna.pl/artykul/kultu ... -wynalazca
Parę słów o człowieku, który wziął i stworzył pierwszy parowy pojazd w Europie :)

A co do Kongresu Wiedeńskiego - to faktycznie powszechny pogląd, lecz przecież Kongres Wiedeński był właśnie odpowiedzią na to, co zmieniła w Europie Rewolucja Francuska, był próbą poukładania tego. Zapewne tu ma źródło pogląd mówiący o tym, iż to rok 1789 można uznać za początek XIX wieku. Przyznam, że mi ta teoria Długiego Wieku bardzo się podoba.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

ODPOWIEDZ