UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Zapraszamy do udziału w nowym INSTANCIE! :D

Zachęcamy też do głosowania na TEKST WRZEŚNIA!

Rzeczywistość a gry komputerowe.

PUBLICYSTYKA
A kto powiedział, że publicystyka ma być nudna? Nudną robią ci, którzy nie potrafią robić interesującej. ~ Irena Dziedzic
Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: Gorgiasz » 07 października 2014, 10:10

To nie jest 'sensu stricto' publicystyka. To fragment pewnej dyskusji, ale wiąże się tematycznie z zamieszczonym na Forum opowiadaniem i może wzbudzi jakieś zainteresowanie.
Gry komputerowe. Gram bardzo mało, właściwie wcale. Ale sporo lat temu, w jedną z nich grałem często i przeszedłem wielokrotnie. To Quake II. Jedna z najlepszych gier w swoim czasie. Fabuła jest mało wyrafinowana. Jesteś w jakiejś twierdzy czy stacji kosmicznej i masz niszczyć, zabijać, unicestwiać, wszystkie stwory i potwory, które chcą cię wyręczyć w tym zbożnym zamiarze. Jak nie będziesz się dobrze starał, szybko i zwinnie poruszał, chował, atakował, uzupełniał „zdrowie” czyli możliwość regeneracji po otrzymanych ciosach, wyszukiwał nowe rodzaje broni oraz amunicje do nich (bo może się wyczerpać do zera i nie będzie czym walczyć) no i oczywiście celnie strzelał uprzedzając atak przeciwnika – to po tobie. Gra była niewątpliwie dobrze zrobiona, bardzo wciągająca, z czasem nabierało się doświadczenia i wyszukiwało nowe opcje. Trzeba zdawać sobie sprawę, że w grach do pewnego stopnia człowiek się identyfikuje z tym, kim w tej grze jest i odczuwa związane z tym emocje.

I w którymś momencie znalazłam opcję „God”. Czyli Bóg. Więc włączam. I co się dzieje? Staję się nieśmiertelny!!! Strzelają do mnie z najcięższej artylerii ogniem ciągłym, a ja nic! Zdrowie (czyli możliwość przeżycia) cały czas 100%, nawet zranić w najmniejszym stopniu nikt i nic nie jest mnie w stanie. Za to ja unicestwiam wszystkich jak chcę, mam wszystkie bronie, amunicja się nie wyczerpuje! Nikt nie ma cienia szansy! Jestem Wszechmocny!!! Następnie odkrywam, że pancerne ściany i granice poziomów nie są dla mnie żadną przeszkodą. Swobodnie przez nie przenikam i pojawiam się w zupełnie niespodziewanych (nawet dla mnie samego) miejscach. Latam. A podążając wciąż w jednym kierunku nagle wychodzę poza teren owej bazy, poza „mapę” gry i widzę ze stopniowo oddalającej się perspektywy (wciąż poruszałem się w jednym kierunku) niedokończone ściany, otwarte pomieszczenia (skojarzył mi się wtedy, pamiętam, domek z kart), jakieś płaszczyzny kolorów i to wszystko oddalało się i malało aż wreszcie zniknęło. Zostałem sam w jakiejś nieokreślonej pustce. Pamiętam, iż poczułem się dziwnie nieswojo. Tu, w realnym świecie! I to uczucie było zupełnie realne. Musiałem wrócić w ten sam sposób, płynąc czy lecąc w przestrzeni o jakimś zgniłozdechłym kolorze i po obejrzeniu świata gry, (mojego świata!) z zewnątrz znów w nim byłem, znów mogłem w jego ramach robić co chciałem i nikt nie mógł mi się przeciwstawić.

Czy byłem zachwycony tą sytuacją, czy dobrze się bawiłem (bo w grze o to przecież chodzi)? Tak. Może piętnaście minut, może pól godziny – coś w tej skali. I zaraz przyszło jakieś zniechęcenie, znużenie. Poczucie bezsensu. No i co z tego, że rozwalę kolejnych kilkadziesiąt potworów, a potem jeszcze kilkaset? Nawet bronić się nie mogą. Nie dość że głupie, to jeszcze nudne. I jakieś – nie mam odpowiedniego słowa – powiedzmy; żenujące, nieprzyjemne, prawie zawstydzające, wręcz przygniatające. Tak walę do tych biedaków i po co? za co? w imię czego? A może oni też mają swoje elektroniczne życie, i chciałyby jeszcze pobiegać po tym ekranie, pomachać swymi pikselami? Czy to, że mogę robić co chcę, jest wystarczającym ku temu powodem? W którymś momencie przestałem strzelać, zacząłem chodzić między nimi, potem zwiedzać różne poziomy gry. Ale to też szybko się znudziło. Wszystko stało się nudne i nieciekawe. Potem jeszcze kilkakrotnie włączałem te opcję. I chyba coraz szybciej z niej wychodziłem. W normalnym trybie jeszcze trochę później w nią grałem, ale już z mniejszym zainteresowaniem.

Nie będę na razie wyciągać wniosków; ograniczę się tylko do przedstawienia faktów, takimi jakie je zapamiętałem.

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 433
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: R. Bates » 07 października 2014, 10:24

Nudno jest być bogiem. Rezydenci Olimpu, Asgardu czy Marvela zawsze pchali się pośród ludzi, nie na odwrót.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: Siemomysła » 10 października 2014, 13:01

A ja się zastanawiam, czy autorzy gry zrobili to specjalnie? Czy przyszło im do głowy, że uczą? Że dają taką podstawę do rozważań na temat nieśmiertelności? Nietykalności? Na temat losu istoty boskiej może nawet Boga?
To jedna myśl.
Druga nieco bardziej dotyka samego problemu chyba.
W sumie, gdybyś jako ów bóg (piszę małą, bo tu mam na myśli nieokreśloną istotę), Gorgiaszu, mógł wejść w bliższą interakcję z elektronicznymi mieszkańcami - nie tylko na poziomie mordowania - mógł z nimi zwyczajnie pogadać, poznać historie, to pewno nie znudziłbyś się tak szybko, lecz to tylko kwestia skali zapewne, a wieczność to bardzo bardzo długo. Kiedyś skończyłyby się zapewne wszystkie historie i te na półkach bibliotek i te w szufladkach umysłów istot świat zamieszkujących. Ale chyba i tak bym chciała.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: Gorgiasz » 10 października 2014, 13:23

A ja się zastanawiam, czy autorzy gry zrobili to specjalnie? Czy przyszło im do głowy, że uczą? Że dają taką podstawę do rozważań na temat nieśmiertelności? Nietykalności? Na temat losu istoty boskiej może nawet Boga?
Absolutnie nie. To nie ten poziom. Wszystko wynikało z technicznych uwarunkowań programu i było dodatkową opcją w celu jego uatrakcyjnienia. Wiele gier tak miało (i pewnie ma, ale się nie orientuję, bo nie gram). A to, że można było wyjść poza plan gry, to był raczej pewien błąd w programowaniu.
W sumie, gdybyś jako ów bóg (piszę małą, bo tu mam na myśli nieokreśloną istotę), Gorgiaszu, mógł wejść w bliższą interakcję z elektronicznymi mieszkańcami - nie tylko na poziomie mordowania - mógł z nimi zwyczajnie pogadać, poznać historie, to pewno nie znudziłbyś się tak szybko,
Jeśli trzymamy się realiów programu, to jest to absolutnie niemożliwe. Gdybym ja ich nie rozwalił pierwszy, to zrobiłyby to one, bo tylko do tego zostały zaprogramowane. To co napisałem, to tylko subiektywna nadbudowa o charakterze filozoficzno – metafizycznym. Bez cienia szansy na odniesienie do programu gry, będącej zwykłą strzelanką i niczym więcej. A że mnie do łba takie myśli przychodzą – tego jej autorzy bez najmniejszej wątpliwości nie przewidzieli; nie obdarzyli swoich tworów możliwością jakiejkolwiek innej reakcji czy historią. Zresztą nie byłoby to zgodne z oczekiwaniami odbiorcy – gracza; nabył strzelankę i chce walić do wszystkiego co się rusza. Ale istnieją przecież również gry o innym charakterze.
Natomiast jeśli założymy abstrakcyjnie, trzymając się przedstawionego przeze mnie rozumowania, że są one obdarzone czymś więcej – to masz słuszność. Ten problem występuje zresztą w realu: czy można nawiązać kontakt i zmienić nastawienie na przykład patologicznego mordercy. W obu przypadkach należałoby go bardziej lub mniej przeprogramować w taki czy inny sposób, ale tutaj wyłania się już problem jego tożsamości i celowości takiego działania.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: Siemomysła » 10 października 2014, 13:36

Jeśli trzymamy się realiów programu, to jest to absolutnie niemożliwe.
Absolutnie nie mówiłam już na tym etapie o tym programie, a jedynie posłużyłam się nim, jako bazą do rozważań o nieśmiertelności w ogóle. W moim ludzkim przypadku. To co mnie kręci w wizji życia wiecznego, to ilość czasu wystarczająca na poznanie każdej historii. Tylko i tu pojawia się wątpliwość, co kiedy one się skończą? Czy w ogóle są w stanie się skończyć?

Grę, prawdę mówiąc, znam tylko ze słyszenia. Jak rozumiem gracz jest tam jedyną istotą nazwijmy to "prawą"? Czy jest jak inni - jedynie mordercą? Broni kogoś? Ma cel? Pytam, bo szukam związku na bazie którrego powstało Twoje skojarzenie z "przeprogramowaniem" patologicznego mordercy.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: Gorgiasz » 10 października 2014, 15:58

To co mnie kręci w wizji życia wiecznego, to ilość czasu wystarczająca na poznanie każdej historii. Tylko i tu pojawia się wątpliwość, co kiedy one się skończą? Czy w ogóle są w stanie się skończyć?
Z tym życiem wiecznym - byłbym ostrożny. To pojęcie ściśle teologiczne, wprowadzone stosunkowo późno. Jeśli odwołujemy się do chrześcijaństwa, to warto zauważyć, że w Starym Testamencie nie istnieje ono w naszym dzisiejszym rozumieniu. Kiedyś było takie opowiadanie SF, nie pamiętam czyje, gdzie postawiono pytanie, co człowiek ma obserwować w tej wieczności (jako niekończącym się przedziale czasowym): zagładę ziemi? Wybuch naszego Słońca jako supernowej? Obumieranie galaktyk? Lodowacenie Kosmosu w temperaturze zera absolutnego (zimno trochę). W samotności, z którą często trudno sobie poradzić w ramach jednego tylko, naszego życia? A z drugiej strony, czy te wszystkie historię będą nas wtedy interesować? Biorąc pod uwagę, opisane przeze mnie doświadczenie w pierwszym tutaj poście – jestem przekonany, że nie. I jeszcze: czy nasza pamięć, nasz umysł, będzie w stanie poradzić sobie z taka ilością informacji? Czy jesteśmy – biologicznie i psychicznie chociażby – do tego przystosowani? Retoryczne pytania.
Jak rozumiem gracz jest tam jedyną istotą nazwijmy to "prawą"? Czy jest jak inni - jedynie mordercą? Broni kogoś? Ma cel?
Ależ nie. Ma bezmyślnie walić do wszystkiego co się rusza i iść naprzód, pokonując kolejne poziomy gry. Na tym polega idea gry typu „strzelanka”.

Awatar użytkownika
hakuz
Posty: 81
Rejestracja: 07 czerwca 2012, 11:30
Lokalizacja: Bangkok
Kontaktowanie:

Re: Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: hakuz » 12 października 2014, 15:10

Ciężko jest mi do końca ogarnąć, czego Autor oczekuje w kwestii odpowiedzi w tym temacie, zwłaszcza uprzedzając, że nie jest to publicystyka tak do końca w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie chcę więc tutaj wchodzić w kwestię formy, raczej jeśli chodzi o merytorykę najzwyczajniej w świecie tylko chciałbym się do niej odnieść.

Autor sam wytłumaczył na początku, że graczem nie jest (co troche stawia z mojej perspektywy pod znakiem zapytania w ogóle cel tego tekstu). Sam uważam siebie za gracza - casuala, bo casuala, ale zawsze. I konsolowego, i pecetowego. I w związku z tym rozumiem w większości argumenty Autora, byłego (tak zrozumiałem) gracza casualowego.
God Mode jest to trik, którego włączenie zazwyczaj umożliwiają właśnie producenci, głównie jako ciekawostkę, pewnie również jako możliwość dla gracza (zwłaszcza jesli mamy do czynienia z frustrującą i ciężką grą), by poczuć, jak to jest wygrywać, tak w stu procentach. Kwestia bardziej psychologiczna God Mode'u jest taka, że 'wygrywanie' momentalnie jak za dotknięciem magicznej różczki jest najzwyczajniej w świecie wyprane z jakiegokolwiek uczucia satysfakcji. Kiedy przeciwnik nie ma szans, pokonanie go nie ma już żadnego sensu. Gdy zabijanie jest łatwe, przestaje być ekscytujące. Jeśli w grach strategicznych mamy nielimitowaną ilość surowców/pieniędzy, budowanie królestwa/armii/miasta/domu też przestaje nabierać większego sensu. Z czym to się wiąże? Pewnie z tym, że bez ryzyka nie ma zabawy, bez wyzwania nie ma satysfakcji - tak jesteśmy zbudowani. Gry komputerowe polegają na dążeniu do jakiegoś celu, a jeżeli cel jest na wyciągnięcie ręki, gra okazuje się niewypałem.

Inna kwestia dotyczy wypadania/wylatywania spoza areny gry, co często zdarzało się w przeszłości, w starszych produkcjach również przypadkowo, nie tylko jako efekt uboczny Boskiego Trybu, i nie tylko takich jak Quake czy Unreal Tournament, ale i Tomb Raider, a nawet Uncharted i Oblivion lub Gothic. I tak szczerze to według mnie doszukiwanie się znaczenia bytu w próżni poza teksturami mapy jest trochę takim bawieniem się w Paulo Coelho. I tak bym ten temat już zostawił.

Po szybkim przemyśleniu wydaje mi się, że plusem tekstu Autora jest to, że zmusza do dyskusji. Minusem jest to, że wydaje się niedokończony przez co dyskusja zamienia się, przynajmniej z mojego punktu widzenia, w polemikę z Autorem, a nie pomiędzy czytelnikami, i zarzucanie mu, że nie ma racji, nawet jeśli żadnej swojej racji tak naprawdę nie przedstawił.

Ten komentarz nie jest pojazdem w stronę Autora, nie jest oskarżeniem, nie jest zarzucaniem błędów, jest zapiskiem moich własnych przemyśleń w temacie gier komputerowych i pisania a'la publicystyki w sposób obiektywny, które naszły mnie w trakcie i po podwójnym przeczytaniu zapisków Autora. No nie wiem, chyba po prostu nie do końca, nie w pełni, rozumiem tak naprawdę 'po co' jest ten tekst.

Pozdrawiam serdecznie.
...

Awatar użytkownika
Krul_Duch
Posty: 20
Rejestracja: 12 października 2014, 01:52

Re: Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: Krul_Duch » 19 października 2014, 09:44

Czytam Wasze wypowiedzi i mnie ten tekst nie zmusza kompletnie do niczego. Sorka, do przeczytania go jeszcze "z wrażenia" 2 razy i zostawienia tego komentarza.

Zacznijmy od tego, że nie pasuje mi hm.... Wszystko mi tu nie pasuje, dlatego aż trudno zacząć. Tekst jest jakby "spleśniały". Jeśli autor grał w Quake II, to nie jest dzieciakiem, ale czytając to, czuję, jak bym czytał wynik frustracji i niezrozumienia starego klechy, który pisze "te antykoncepcje to zło". Chciałbym napisać ostrzej i porównać lepiej, ale znów podniesie się larum, że obrażam innych.

O czym w ogóle jest ten tekst? Za co? Po co? Takie pytania można do niego postawić. Napisane to sztucznie, w moim zdaniem rażący w oczy zawoalowany, napuszony sposób. "Zdrowie" - stary/Panie, nikt z nas nie grał, że trzeba to w cudzysłów dawać? Dalej, sztuczne są te wyliczenia. Zabijanie potworów zawstydzające, przygniatające... No ja jestem w dalszym ciągu przygnieciony tym tekstem, pardon. Planowałem wypisać tu zdania, które mnie rażą, ale nie da się. To cała spójność jaką są Twoje/Pana dywagacje na temat... No właśnie, na jaki tak naprawdę temat? Całe te rozważania gwałcą moje oczy i umysł. Do tego ta dyskusja... Nieśmiertelność, "wejść w interakcję z potworami". Przepraszam, ale dla mnie to wszystko jest jakieś totalnie absurdalne :D Mój umysł nie jest w stanie wdrapać się na taki poziom. Może powinienem włączyć "God mode" i odlecieć?

I tak a propos autorze, to nie wahaj się nazywać rzeczy wprost: "god mode", to nie jest wcale żadna opcja, to są po prostu cheaty ;)

Dziwny komentarz mi wyszedł do tego odjechanego tekstu. Pochwalić tu wypada chyba jedynie dbałość językową, przywiązanie do tego koszmarnego stylu. Ale jeśli autor poprawia każdemu na forum teksty, to i swój podejrzewam poprawić potrafi. Poza tym, to co? No nic właśnie, moim zdaniem wylazły tutaj wszystkie czynniki, które odstraszają mnie od polonistyki/polonistów/forów niedostępnych dla półdebili. Nadaje się tutaj czemuś słabemu, miałkiemu i do tego całkowicie oderwanemu od realiów (bo kto tak postrzega gry? Kto inny by napisał/przeczytał z chęcią TAKĄ publicystykę?) formę inteligentnego dyskursu. Spójrzcie w komentarze: nieśmiertelność, obumieranie galaktyk, relacje interpersonalne, hałabała, etc. Ta mistyka, ta tajemnicza inteligencja autora, aura starego brodatego mędrca krążąca wokół. Mnogość odczuć, poetycki niemalże opis doznań i wrażeń z włączenia cheatów w Quake'u. Och, ach, niesamowite. Mamo, podasz mi kanapkę z pasztetem?

W moim odczuciu to nic więcej, niż kawałek słabiutkiej publicystyki będący ucieleśnieniem tego, co razi mnie tak w życiu realnym, jak i w internecie ;) Mam nadzieję, że się nie obrazicie, ja nadaję z planety, na której ludzie są szczerzy.
W jedną girlandę męki me uwiążę,
Jak człowiek, który za tysiące czuje,
I tą girlandą jako świata książę
Czoło uwieńczę i ukoronuję
Niechaj-że na mnie idą duchy węże!
Niech mię świat walczy otwarcie lub truje!
Niech mię ognistą otoczy otchłanią...
Choćby aż w piekło wiodła - pójdę za nią.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: Gorgiasz » 19 października 2014, 15:38

Postawione zarzuty są całkowicie chybione. Zaznaczyłem przed tekstem, że nie chodzi tu o publicystykę, że jest to fragment długiej zresztą dyskusji (i to sprzed kilku lat), wstawiony a propos zamieszczonego tu opowiadania, który - moim zdaniem – łączył się z tym tematem, ale również mógł być przedstawiony jako odrębna wypowiedź. Tym bardziej nie jest to tekst literacki – i nie ma co tu oceniać, chwalić czy ganić z tych punktów widzenia; wypowiedzi padające w rozmowie (również tej prowadzonej na forum) nie podlegają kryteriom, które były wyżej zastosowane. A tutaj występuje problem natury filozoficznej, względnie psychologicznej; sądziłem, że jest to oczywiste; skoro nie – to precyzuję.

Zresztą jego istota nie została tu absolutnie zrozumiana, gdyż nie chodzi o techniczne kwestie gier. Nawiasem mówiąc terminologia specjalistyczna też nie ma nic do rzeczy, dlatego nie używałem terminu „god mode” (aczkolwiek macierzysta dyskusja odbywała się w kręgi rozważań o boskości, więc tam sens ten był jasny; może należało to tutaj dopisać, ale wkleiłem prawie żywcem przeniesiony ten fragment); a co to są „cheaty” - to nie wiem.
I szkoda, że nie dostrzegasz związków ze światem realnym. Może kiedyś Ci się uda...

Awatar użytkownika
Krul_Duch
Posty: 20
Rejestracja: 12 października 2014, 01:52

Re: Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: Krul_Duch » 20 października 2014, 01:46

Skoro "Ci", to możemy sie tykać, okej :)

Nie, zarzuty nie są chybione. Są jak najbardziej właściwe. Okej, ja rozumiem, że to fragment długiej dyskusji, nie wnikam w to z kim i gdzie była ona prowadzona. Ale skoro tak, to co ten tekst robi w dziale publicystyka na forum? Przepraszam, ale myślę, że wiele osób selekcjonuje swoje teksty przed wrzuceniem ich tutaj, bo nie chcą ich dodawać zbyt dużo. Idąc Twoim tropem rozumowania, to ja mogę zrobić zapis rozmowy z kumplami po paru wiadrach i wtedy poczytamy sobie o naszych fantazjach. O Laurze porwanej przez chłopaka-handlarza żywym towarem, o gigantycznej dziurze aż po jądro ziemi spowodowanej wybuchem tajnego składu uranu w St. Petersburgu, o jadowitych karaczanach, o sytuacji "co byś zrobił, gdyby kazali Ci wy***** borsuka lub świnię", etc. Fascynujące, no nie?

Problem natury filozoficznej znajduje się w każdym tekście Twoim chyba. Okej, rozumiem, masz żyłkę do tego, ale nie rób tego, błagam, w ten sposób. Mnie nie interesuje istota tego tekstu - jestem po prostu przeciwko niemu, bo jest słaby, sztuczny i napompowany. A cheaty? Kody, oszustwa, taka próba ułatwienia sobie życia w momencie, w którym gierka okazuje się zbyt trudna. Ale zaraz zaraz... Bycie bogiem, oszustwo... Bóg, oszustwo, mistyfikacja, proszki, hema, amfetamina. Może idąc tym tokiem dojdziemy do tego, że Bóg, to oszustwo. Jaka jest natura tego zjawiska, że będąc bogiem oszukujesz?

Zresztą, nieważne. Nie interesuje mnie to. I szkoda, że piszesz w ten sposób. Może kiedyś Ci się uda inaczej...
W jedną girlandę męki me uwiążę,
Jak człowiek, który za tysiące czuje,
I tą girlandą jako świata książę
Czoło uwieńczę i ukoronuję
Niechaj-że na mnie idą duchy węże!
Niech mię świat walczy otwarcie lub truje!
Niech mię ognistą otoczy otchłanią...
Choćby aż w piekło wiodła - pójdę za nią.

Awatar użytkownika
Soplicum

Re: Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: Soplicum » 06 listopada 2014, 00:17

Tekst jako taki jest raczej słaby. W gruncie rzeczy przypomina bardziej notatkę, zapisany pomysł. Kiedy kliknąłem ten temat, miałem nadzieję na coś na miarę CD-Action - artykuły tam zamieszczane nie są jakoś specjalnie ambitne, ale zawsze miło je poczytać. U Ciebie tak naprawdę nie wiadomo, o czym chcesz pisać - czy o grze Quake, czy o problemie "cheatów". Zapewne chciałeś o obu, jeśli tak to nie tędy droga. Zdaję sobie sprawę, że to miał być "fragment dyskusji", lecz z drugiej strony ciekawie by było przeczytać ów fragment w wersji ulepszonej, wzbogaconej. Mogłeś dodać przykłady innych gier, albo wzmianki, przykładowo, iż Tobie zdecydowanie lepiej się gra bez oszustw. Wiesz, ten pomysł ma potencjał, ale trzeba go rozwinąć, zamiast potraktować "po łebkach".

Osobiście, jak każdy gracz (a gram codziennie przez kilka godzin, trzy do sześciu), również zetknąłem się z tym problemem. Nie jestem święty, również oszukiwałem :) ale sprawiało to radość tylko na początku. Cookieclicker, z pozoru gra całkowicie nieambitna, polegająca wyłącznie na klikaniu; jednak zawiera w sobie pewne elementy fabuły i mimo wszystko wciąga - od momentu użycia cheatów, grę odstawiłem po dwóch dniach - a mój staż w tej grze liczył sobie kilka miesięcy! Z innej beczki, Minecraft - tryb kreatywny - przez jakiś czas dawał radość, potem uznałem że jednak wolę survival, że surowce zdobywane własną pracą cieszą dużo bardziej, a budynki z nich zbudowane są dużo ładniejsze, a co więcej - niejednokrotnie zbieranie tych surowców samo w sobie było frajdą, bo musiałem czy to szukać biomu mesa i po drodze odkryłem przepiękne krajobrazy, czy to musiałem przedostać się przez kompleks jaskiń pełen wrogich mobów dla kilku marnych diamentów. Chociaż w sumie, jeśli się dobrze zastanowić - "oszustwo" ale takie nie do końca, czasami cieszy - chodzi mi o gry typu pay-to-win typu World of Tanks - czasami trafi się okazja znaleźć w internecie jakiś giveaway, wystarczy pobrać program do komunikacji nawet podczas potyczek (z rodziny Xfire'ów i Overwolfów), aby dostać 1000 golda za darmo; istnieje również jednorazowa możliwość otrzymać 300 gold za zmianę hasła konta (w ramach polityki bezpieczeństwa w sieci) i 100 gold za przypisanie numeru telefonu do konta. Gracze zawsze na to polują, bo złota waluta jest w tej grze bardzo istotna - na starcie każdy może kupić maksymalnie osiem czołgów, a jeżeli chce więcej, musi zapłacić 300 gold za jedno miejsce w garażu; koszary, w których można przetrzymywać załogi czołgów, których aktualnie nie mamy na stanie obejmują szesnaście łóżek (co po kilku miesiącach aktywnej gry okazuje się całkowicie niewystarczające), również można zapłacić trzy stówki za rozbudowę; wreszcie - za złoto możemy kupić tak zwane czołgi premium, które na ogół są słabsze niż zwykłe czołgi za kredyty (czyli za walutę, którą zarabiamy jako nagrodę za zadane uszkodzenia i zniszczone czołgi przeciwnika - między innymi), ale naprawę mamy za bezcen, i zarabiają jakiś procent więcej; aha, byłbym zapomniał, jest jeszcze konto premium - które daje 50% więcej doświadczenia i zarobków. Zakup czołgu premium czy konta premium jest dla firmy Wargaming głównym źródłem zarobku, a dla gracza czołg kupiony za złoto stanowi niejako maszynkę do zarabiania (bowiem im wyższy tzw. tier, tym droższe naprawy, amunicja itd itd), która może znacząco przyspieszyć postęp osiągany w grze. Właśnie dlatego wszyscy chłopcy WoTowcy nieustannie kombinują, jakby tu zdobyć walutę premium; i właśnie również dlatego to oszustwo (czy też sztuczka, jak kto woli) dostarcza wymierną ilość endorfin. Istnieją nawet specjalistyczne serwisy internetowe, jak dogry.pl, na których można zdobyć punkty, później w odpowiedniej ilości wymieniane na gold - jednak jest to żmudny proces. Aby otrzymać złoto za darmo, trzeba między innymi ściągać różne gry i powiedzmy osiągnąć w nich poziom dziesiąty. Albo ocenić 100 zdjęć. Albo oglądać reklamy przez określony czas. Mam nawet na tym konto, ale kiedy zobaczyłem, jaki to jest ogrom pracy, to stwierdziłem że wolę kupić golda za kieszonkowe, jeśli w ogóle się na to zdecyduję - grać można i bez niego. Tak, rozpisałem się i wiem, że porobiłem wiele powtórzeń, ale jakoś nie wiedziałem jak ich uniknąć :P. W każdym razie, to jest kwestia otwarta. To indywidualna decyzja każdego z osobna, czy lubi bawić się na oszustwach.

edycja - usunięte powtórzenie z ostatniego zdania.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Rzeczywistość a gry komputerowe.

Post autor: Gorgiasz » 06 listopada 2014, 08:39

W gruncie rzeczy przypomina bardziej notatkę, zapisany pomysł.
Bo właśnie tylko tym jest. :)
Mogłeś dodać przykłady innych gier,
Nie mogłem, bo nie gram. :P I gry jako takie mnie kompletnie nie interesują.
Wiesz, ten pomysł ma potencjał, ale trzeba go rozwinąć, zamiast potraktować "po łebkach".
To nie jest pomysł, tylko refleksja.

ODPOWIEDZ