Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

!~ODCINKI WALENTYNKOWE - AKCJA SPECJALNA~!

FANFICTION
Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku. ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
Milan
Straż! Straż!
Posty: 219
Rejestracja: 07 listopada 2012, 07:53

!~ODCINKI WALENTYNKOWE - AKCJA SPECJALNA~!

Post autor: Milan » 08 lutego 2018, 21:50

Jak było zapowiadane - powtarzamy akcję Świąteczną, tym razem w klimacie paringów, różu, serduszek i co tam komu do głowy przyjdzie ;) Gotowi? Odważni proszeni na scenę! :D Zasady dokładnie takie same, jak w przypadku poprzedniej odsłony, czyli:
1. Wybrać tekst - swój własny lub innego użytkownika forum. Albo nawet kilka tekstów w celu ich zmiksowania. Dobrze, gdyby teksty były publikowane na Literce (w takim przypadku nie pogardzimy linkiem) lub przynajmniej znane społeczności.

2. Napisać świąteczny odcinek specjalny - rozumienie tego terminu jest oczywiście dowolne, decydują wybrany setting i wyobraźnia autora.

3. Opublikować swoje dzieło w tym temacie jako post.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1788
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: !~ODCINKI WALENTYNKOWE - AKCJA SPECJALNA~!

Post autor: Kruffachi » 18 lutego 2018, 13:24

Kwadrat generalny

Fandomy:
"Jeże Zvajdera" - http://forum.literka.info/viewtopic.php ... ead#unread
"Jestem odpadem atomowym" - http://forum.literka.info/viewtopic.php?f=50&t=4575

Podkład muzyczny dla odważnych: https://www.youtube.com/watch?v=3-X19OeQe4Q

– Twoje uszy, Dietrich.
– Tak?
– Czy mówiłem ci kiedyś, że jedna ze słabości, których wcale nie mam, dotyczy rzeczy symetrycznych i ostro zakończonych? – wyszeptał nisko Robert, przesuwając palcami po małżowinach usznych drugiego mężczyzny. – Twoje uszy, Dietrich, są jak skrzydła niemieckiego orła.
Poznali się w okolicznościach zdecydowanie nieprzystających dumnym synom germańskich plemion, bo podczas towarzyskiego spotkania z tak zwanym wątkiem tanecznym. Wątek ten był głośny, pozbawiony godności i byłby przyprawił sekretarza generalnego o duszność, gdyby nie supermoce i wbudowany odkurzacz w płucach. Już po kwadransie i trzydziestu trzech sekundach zaczął zastanawiać się, co tu właściwie robi i czy na pewno szalejąca na zewnątrz ulewa nie jest jednak lepszym wyborem przynajmniej dla jego zdrowia psychicznego. Był już nawet przekonany, że podjął decyzję racjonalną i jedyną słuszną, a nawet zaczął zmierzać w kierunku wyjścia, kiedy to ujrzał jego.
Każdy to wiedział. Każdy w najodleglejszych zakątkach świata od bieguna do bieguna. Wszyscy tańczyli w kółkach. Był to naturalny wzór, do jakiego dążyli tańczący na całym globie i tylko Germanie wiedzieli, że informacja, jakoby kształt sferyczny był kształtem doskonałym, to zwykłe plotki i pomówienia. W życiu liczyły się tylko kąty proste. Tylko kwadraty.
I kiedy Robert zobaczył człowieka, który tańczy nie w kółko, a w kwadrat, wiedział już, że nie jest sam w tym przybytku upodlenia i plebejskości. Chwilę jeszcze przyglądał się bratniej duszy niemieckiej z ukrycia, obserwował doskonale kanciaste ruchy mężczyzny oraz jego nienaganną prezencję – w tym oczywiście doskonale wyprasowaną czarną koszulę na guziki i bez śladu potu. Nie minął kolejny kwadrans i Jürgens już wiedział, że oto... nie, nie przeznaczenie, jako że przeznaczenie należało do konceptów raczej wątpliwych i sugerujących udział niesprecyzowanych sił trzecich w kreowaniu własnego losu. Ale coś w pewnym stopniu podobnego.
Dwa miesiące później Robert mógł sobie jedynie pogratulować doskonałych umiejętności analitycznych, nawet jeśli z czasem okazało się, że równie chętnie, co koszule na guziki, Akermann zakłada podkoszulki z flamingami i innymi przedstawicielami fauny. Poza tym jednak niemal nie miał wad. Bieliznę zawsze wrzucał do kosza, mył po sobie naczynia, poprawiał narzuty na kanapach i fotelach, gdy z nich wstawiał, a jeśli odsłaniał okno, to zawsze z dbałością o to, by zasłony układały się symetrycznie.
I do tego te uszy. Co prawda Ditrich był Austriakiem, nie Niemcem, ale nadal w jego żyłach krążyła prawdziwie germańska krew. Nikt też nigdy nie zdołał seksowniej od niego powiedzieć: Robercie, zdjąłem pajęczynę znad lustra. Och, cóż to był za widok, gdy ten niezbyt wysoki, ale obdarzony doskonałymi proporcjami ciała mężczyzna z miotełką w dłoni wyciągał się, by dosięgnąć podstępny kurz przyczajony na ramach obrazów i pod sufitem. Jürgens stawał wówczas w progu z filiżanką w jednej dłoni i spodkiem w drugiej, by po prostu popatrzeć, a potem ewentualnie dyskretnie poprawiał po Akremannie, używając swoich supermocy odkurzacza na Bestię.
Uzupełniali się doskonale, a wszelkie kwestie potencjalnie mogące prowadzić do konfliktu załatwili już pierwszego dnia, ustalając dokładny harmonogram działań obejmujący tak obowiązki domowe, jak i specyfikację sypialnianą, oraz spisując zasady wspólnego funkcjonowania pod jednym dachem. Co prawda Dietrich zdołał nieco zaskoczyć Roberta, podsuwając mu pod nos ankietę do wypełnienia, ale z drugiej strony, Jürgens doskonale rozumiał potrzebę rozeznania się w sytuacji, więc starannie wypełnił wszelkie arkusze, wpisując ilość prań w tygodniu oraz obwód bioder.
– Doskonale – skomentował Akermann, odczytując odpowiedzi. – Naprawdę doskonale.
Był informatykiem. Programistą, w dodatku genialnym, a Robert lubił współpracować z geniuszami, bo zwykle nie marnowali jego czasu i dzielili cechę pewnej szczególnej wewnętrznej niecierpliwości, gdy cały świat pełen troglodytów przestawał za nimi nadążać.
– Jeszcze zdobędziemy władzę nad światem – mawiał często, gdy siedzieli przed kominkiem z filiżankami doskonałej herbaty zalanej wodą w temperaturze wyliczonej co do dziesiątej stopnia.
Wcześniej Robert rozlewał ją do ręcznie malowanych filiżanek obecnych w domu od czterech pokoleń, ale Dietricha wyraźnie rozpraszał wzór – różniący się nieco na każdym egzemplarzu – więc Jürgens specjalnie na okazję tych wspólnych wieczorów wypełnionych dumaniem nad doskonałością i sposobami naprawy świata nabył filiżanki idealnie gładkie.
Nawet skrót jego imienia składał się z dwóch identycznych sylab. Di. Di. Didi. Jürgens używał go jednak rzadko, jako że tak krótka forma nie oddawała złożonej osobowości jego towarzysza.
– Moje uszy – podjął wątek Akermann – gdyby je odwrócić, wpisują się w zasady złotej proporcji, Robercie, mogę cię zapewnić.
– W takim razie – odparł Robert – jako sekretarzowi generalnemu nie pozostaje mi nic innego, jak je odpowiednio poobracać.
A reszta jest już milczeniem. Względnie niemieckim kwadratowym porno.
W lochach
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

ODPOWIEDZ