Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

Smutna opowieść [bluzgi i inne treści, strzelam, że +16]

FANFICTION
Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku. ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Smutna opowieść [bluzgi i inne treści, strzelam, że +16]

Post autor: Gorgiasz » 11 sierpnia 2015, 14:21

9 kwietnia 2015, 17:26
– Kurwa, jak ja bym to chciała zobaczyć! – Elka ociera łzę niekłamanej radości.
Czy bez „kurwa” to już się nie da rozmawiać? W moim odczuciu, częste użycie wulgaryzmów i to w miejscach, gdzie wcale być nie muszą, przenosi utwór w inną kategorię. Co oczywiście nie zmienia faktu, że spora liczba odbiorców bardzo to lubi.
Zresztą ostatnio w ogóle jakaś zgaszona jest – Elka zamyśla się na moment,
Kropka po „jest”.
szeroką aortę tramwajowej trasy do centrum.
Bardzo ładne sformułowanie.
– Krok zdecydowanie w dobrą stronę – dostaję cukierka.
– Krok zdecydowanie w dobrą stronę. – Dostaję cukierka.
– Podobno nic porażającego. Tak twierdzą ci, którzy mi mają wystawić papiery – wzruszam ramionami.
– Podobno nic porażającego. Tak twierdzą ci, którzy mi mają wystawić papiery. – Wzruszam ramionami.
– Oj tam – Weronika odrywa się od mojego ramienia, zwraca twarz ku mojej i patrzy głęboko w oczy.
Kropka po „tam”.
– Bo mnie to trochę martwi, nie powiem – próbuję się mimo wszystko uśmiechnąć.
– Sam mówiłeś, że jeszcze trochę czasu – a ona próbuje mnie mimo wszystko pocieszać, skąd wniosek, że nie wyszło najlepiej.
Kropki i duże litery (teoretycznie). Powtórzone „próbuję” - niby uzasadnione tworzonym rytmem, ale za chwilę znowu będzie (tam należałoby zmienić), a tutaj usunąć ”a” przed drugim. Tylko że z dużą literą nie przejdzie - wtedy będzie zdecydowanym powtórzeniem.
– Nie próbuj – na szczęście chyba nie jest zła.
– Nie próbuj. – Na szczęście chyba nie jest zła.
– Nie, wręcz przeciwnie. Nawet bym się do ciebie nie zbliżała, gdybym nie założyła, że dasz radę – jej słowa brzmią jakoś tak dziwnie poważnie.
– Nie, wręcz przeciwnie. Nawet bym się do ciebie nie zbliżała, gdybym nie założyła, że dasz radę. – Jej słowa brzmią jakoś tak dziwnie poważnie.
– Przyjechałam po szkole – wskazuje brodą tornister. Mocno brudny z jednej strony.
– Przyjechałam po szkole. – Wskazuje brodą tornister. Mocno brudny z jednej strony.
bo tramwaje powoli przestają jeździć, a piechotą w chuj daleko.
Czy naprawdę ten „chuj” jest potrzebny?
tramwaje idą spać, jest w kurwę późno, a na taryfę mnie nie stać.
Analogicznie jak wyżej.
Co robisz?! – czepia się mnie jak zrozpaczony kundel.
Co robisz?! – Czepia się mnie jak zrozpaczony kundel.
– To jak? – zanurzam swoją w brązowych wydzielinach Pegaza po sarepsku.
– To jak? – Zanurzam swoją w brązowych wydzielinach Pegaza po sarepsku.
Walka bohatera z dwoma osiłkami potraktowana zbyt zdawkowo. I dlaczego siostra do niej nie tyle dopuściła, ale wręcz ją zaaranżowała? Czyżby nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo naraża brata?

Napisane na pewno nieźle, ale to zdecydowanie nie moja bajka. Zwłaszcza pod względem treści. Główny mój zarzut formalny – to dłużyzny, no i niepotrzebne wulgaryzmy. Postacie dużo mówią, nie bardzo rozumiem po co, a niewiele się dzieje. Całość, oparta jest na dialogach; miałbym wprawdzie do nich zastrzeżenia, ale być może niesłuszne, gdyż nie wiem jak dzisiaj rozmawia młodzież, w szczególności między sobą, więc moje uwagi byłyby bezpodstawne. Podobnie jak jakakolwiek ocena opowiadania – to dla mnie obcy świat. Przykro mi, ale nie mam nic więcej do powiedzenia.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1788
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Smutna opowieść [bluzgi i inne treści, strzelam, że +16]

Post autor: Kruffachi » 11 sierpnia 2015, 15:55

Pozostaje mi podziękować za wysiłek doczytania do tego miejsca i wszystkie uwagi :) Mielą się we mnie, wyciągnę wnioski. Jedyne, do czego się nie przyznam choćby na torturach, to to, że wulgaryzacja tego tekstu - niewątpliwa i w słowie, i w treści - miała kiedykolwiek służyć graniu pod publiczkę. Reszta pewnie jest racją, bo choć mogłabym się tłumaczyć z wyborów, to autorskie zamierzenia zawsze weryfikuje odbiór czytelniczy.

Raz jeszcze dziękuję :D
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Smutna opowieść [bluzgi i inne treści, strzelam, że +16]

Post autor: Krin » 28 sierpnia 2015, 12:05

Przez długi czas znów nie wiedziałam, co ci napisać, ale coś napiszę. Być może to, co mi wydaje się tylko oczywistością i pustosłowiem, okaże się dla ciebie przydatne.
No to tego... Wyczuwam w tym fragmencie pewien przełom. Bo przecież Rysiek nie będzie już ganiał za Weroniką, wszystko już ustalone, wszyscy są szczęśliwi, a jednocześnie czuć zbliżające się czarne chmury. Zresztą przecież już nie wszystko jest w porządku, bo Ryśka wciąż dręczy myśl o martwym dziecku. Ale czuję, że czeka nas coś większego, że rozpoczniesz jakiś nowy watek albo rozwiniesz jeden z pobocznych. Na przykład kwestię pochodzenia Weroniki.
Znów też zastanawia mnie kwestia zachowania Ryśka i nadal mam wrażenie, że normalnie związek ten byłby skazany na porażkę. Weronika wydaje się przy nim zbyt poważna i zorganizowana. W ogóle to chyba ona w tym domu będzie rządzić. XD
W każdym razie podoba mi się. Pisz!
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
rumianek
Posty: 21
Rejestracja: 17 sierpnia 2015, 20:14

Re: Smutna opowieść [bluzgi i inne treści, strzelam, że +16]

Post autor: rumianek » 03 września 2015, 12:10

Zajrzałam wczoraj z ciekawości. "A, co mi tam, poczytam sobie". Jako, że natrętny świat odrywał mnie co chwila, dopiero skończyłam :) I... jestem bardzo zawiedziona, że nie ma dalej.
Nie będę się rozwodzić nad literówkami, bo gdzieś tam jedna, czy druga rzuciła mi się w oczy. Napiszę ogólnie - kawał fajnej literatury. Cały tekst jest bardzo spójny, z nutą humoru, fabuła ciekawa, wciągająca, postacie wyraziste. Jeden fragment trochę mi zgrzyta - rozmowa Ryśka z Weroniką tuż przed ich pierwszym seksem. Trochę wymuszenie wyszło, ale nie aż tak żeby przestać czytać :)
I zdecydowanie powinieneś coś z tym zrobić. Wysłać, spróbować wydać. Kupiłabym :)
Ale bardzo proszę o pisanie i wrzucanie dalej, bo bardzo mnie ciekawi jak też dojdziemy do tego wernisażu z pierwszej części i co się wydarzyło w toalecie.

Awatar użytkownika
Martys
Posty: 61
Rejestracja: 22 lipca 2015, 12:02
Kontaktowanie:

Re: Smutna opowieść [bluzgi i inne treści, strzelam, że +16]

Post autor: Martys » 17 września 2015, 14:56

No to tak... Zasiadłam do czytania w ramach sprawdzania, co jest nominowane do Chałwy. Pierwsze moje myśli: długaśne i nieskończone, czyli dwie rzeczy, które mnie na tym forum odrzucają, bo nie mogę czytać za długo z monitora ani nie lubię powieści w odcinkach, ale jednak właśnie dotarłam do końca. W trzy dni, ale jednak ;) O czymś to świadczy...

Przyznaję, że raczej nie czytałam komentarzy poprzedników, bo i tak już mnie głowa boli, to zarzucę tutaj osobistymi uwagami i nie czepiam się literówek czy interpunkcji, bo nie. Zacznę od tego, co mnie drażni, a potem przejdę do tego co mi się podoba. Oczywiście wszystkie moje uwagi są całkowicie subiektywne i nikt się ze mną nie musi zgadzać. To moja reakcja na tekst ;)

Co mnie drażni: dialogi. Nie same dialogi, bo postaci mówią naturalnie lub prawie naturalnie (na zasadzie buńczucznego "ja bym to inaczej napisała ;)). Ale nie kupuję tych dialogue tagów, jakkolwiek to będzie po polsku, bo nie pamiętam. Jestem fanką zaznaczania dialogu krótkimi "powiedział Tomek, powiedziała Anka", jeżeli w ogóle musi to być. A Ty budujesz całą sytuację w dialogach. Bardzo, ale to bardzo bardzo mnie to wyrywało z rytmu czytania. Tak jak zazwyczaj nie przerywam czytania w środku dialogu, tak tutaj robiłam to nawet z przyjemnością, bo nie ogarniałam. Według mnie, przez wrzucanie co chwila kto jak zareagował albo o czym pomyślał Rychu zatraciłaś płynność. Może o to chodziło, może nie, takie jest moje wrażenie. Tak w ogóle moje ulubione:
– Nie – zaprzeczam.
No niewątpliwie zaprzeczył, z przytupem. Jeśli tak ma być, bo to Rychu, to ok. Ale w przeciwnym razie to martysy patrzą na to z niedowierzaniem.

Zaznaczenie czasu. Minęły dwa lata. Nie zauważyłam. Dopóki Rychu o tym nie wspomniał, myślałam że wszystko zajęło góra pół roku. Może mój błąd.

W kilku momentach po prostu potykam się. Np gdy Bźdźągwa wychodzi z cienia klatki, z tą obitą ręką:
"– Brat?
Wyłania się nagle z cienia klatki schodowej. Ma na sobie czerwony T-shirt i jakieś potworne legginsy w grochy. Wyglądałaby tak śmiesznie, gdyby nie mina i fakt, że kurczowo przyciska do siebie prawą rękę."
Byłam pewna, że to Zbyszek, więc kwiknęłam przy tych leginsach. Nie wiem, czemu pomyślałam o Zbyszku, ale jednak.

A teraz mniej konkretnie... Coś tam czytałam, że Weronice brakuje perspektywy, coś tam tłumaczyłaś, ale potwierdzam - laska wkurza niesamowicie x) Z początku wydawało się, że ma potencjał, a teraz po prostu obraża się, śpi z Ryśkiem i miesza w wydarzeniach. Pewnie, ma swoją tajemnicę, chyba nawet domyślam się o co może chodzić, ale jednak kreślisz ją tak delikatnie, że staje się nieważna.

Powtarzanie Ryśka, że Wera jest taka wspaniała i inteligentna było w pewnym momencie bardzo monotonne, a w zestawieniu z faktem, że wiele nie łapała od razu - wręcz sprzeczne. Pewnie, jak się jej wyjaśni to załapie, ale pierwsze wrażenie zostaje...

A teraz już w ogóle pojazd... Nie wiem jak to jest z formatowaniem na forum - czy każda myśl jest w osobnym akapicie? Tak to tu wygląda, chociaż jak wrzuciłam do notatnika to było jednolitym tekstem. To by było ok. Jak patrzę na rozstrzelenie zdań w osobnych akapitach to mi myśli toczą się jak piłka po schodach... Pewnie to to formatowanie, ale wolę to zaznaczyć.


A teraz co się podoba :)

Wszystko inne. Humor mi odpowiada, przemyślenia Rycha, które momentami są głupkowate, momentami trochę na siłę, ale ogólnie podoba mi się sposób narracji. A już zwłaszcza jak gada do siebie, gani się za coś, itd ;) Bluzgi nie przeszkadzają, Siostro w Bluzgach ;) Nie uważam, by było ich za dużo. Rychu zdaje się właśnie taką osobą, która by sobie puściła wiązankę na wydechu.

Ten fragment:
"Zrywam się nagle i chwytam pędzel.
Nim orientuję się, co robię, po prostu chwytam pędzel i pudełko z farbami, ogarniam paletę.
Jak wspomniałem, w ręce szczęśliwie nic mi nie jest. Kiedy wykręcili mi ramię, obawiałem się, że coś poszło w barku, ale najwidoczniej nie. Żadnych ograniczeń ruchowych, żadnego osłabienia i sprzęt leży w nich jak zawsze.
No to maluję. Co mi się tam zachce – to nie żadne zaliczenie, nie pracownia, tylko zwyczajny kaprys. Bo lubię. Bo mogę. Bo mnie to odpręża.
Bo tej jednej rzeczy nikt nigdy mi nie zabierze.
Rzygam na płótno całą frustracją ostatnich dni, całym odkładającym się w tkance tłuszczowej wkurwem. Pociągnięcia są ostre, gwałtowne, a to, co się z nich wyłania – brutalne. Błękit obok pomarańczu, fiolet obok żółci.
Rozcieram plamy brzegiem dłoni, nanoszę kolejne warstwy, aż pojawia się wyraźna faktura.
Trwa to długo.
Bardzo długo.
Aż nie wyrzucę z siebie wszystkiego i nie poczuję ogarniającego mnie nagle zmęczenia. A potem spokoju. I wreszcie senności.
Zwijam się na wersalce, zarzucam sobie kapę na plecy, za poduszkę starczy ręka. Wszystko odpływa, traci kolory i przestaje być ważne."
Natychmiastowe kojarzenie z "Duma Key" Stephena Kinga, co jest pozytywnym skojarzeniem :)

Odpowiada mi też tempo samej powieści. Zaznaczyłaś na początku, że nie będzie wartkiej akcji i w sumie mi to pasuje. Jest czas na zastanowienie się nad relacjami postaci, które tak w ogóle wg mnie Ci wychodzą bardzo dobrze. Znaczy relacje. Postaci też, nawet jeśli masz kilka latających imion. Na przykład Dora, Zbyszek, czy kumple Ryśka. Może Elka i Staszek trochę kolorów mieli.

Tak więc tak... Sakramentalne: pisz dalej ;)
"He never sleeps, the judge. He is dancing, dancing. He says that he will never die."
Cormac McCarthy, Blood Meridian, or the Evening Redness in the West
"What on earth is less reprehensible than the life of the Levovs?"
Philip Roth, American pastoral

Awatar użytkownika
Arebell
Posty: 12
Rejestracja: 06 grudnia 2015, 22:18

Re: Smutna opowieść [bluzgi i inne treści, strzelam, że +16]

Post autor: Arebell » 09 lutego 2016, 22:42

Będzie mało konstruktywnie bo za bardzo mi się podoba ^^;
Więc przede wszystkim: rany, jak to wciąga. Pierwszy raz przeczytałam całość w grudniu (no bo ASP, jak mogłam nie przeczytać), teraz otworzyłam, żeby sobie poprzypominać do czego powinnam się odnieść, i skończyłam czytając wszystko jeszcze raz. Zastanowiłam się trochę, dlaczego aż tak trudno się od niego oderwać, i obwiniałabym chyba po części styl, a po części konstrukcję.
Strasznie podoba mi się język tego tekstu, ze wszystkimi przekleństwami, wyrażeniami potocznymi i zabawami składnią; wypada według mnie bardzo naturalnie, doskonale pasuje do historii no i wiele mówi zarówno o głównym bohaterze, jak i całym jego otoczeniu.
Na konstrukcję zwróciłam uwagę dopiero teraz, i tak mnie uderzyła refleksja, że raz – jak fajnie tempo narasta, bo wszystko zaczyna się od zerwania i całkiem stabilnego kryzysu, a potem dzieje się coraz więcej z mocnymi uderzeniami śmierci Elki i ciąży Anki; i dwa – jak ładnie pod wpływem takiej serii mniej lub bardziej przełomowych wydarzeń życie bohatera zmienia się nie do poznania. Aż mnie na głębię wzięło.
Ryśka lubię głównie chyba za drogę życiową i za kryzys twórczy, podobne mnie otaczają zewsząd i nie szkodzi, że na innym wydziale w innych czasach; lubię też jego poczucie humoru i absolutne, romantyczne zakochanie w Weronice. Weronikę też lubię, ciekawam bardzo co ukrywa (jakieś własne teorie mam, ale nie sądzę, żeby się miały sprawdzić) i wszystkie punkty które traci za fochy odzyskuje za szczery zapał w przygotowywaniu Ryśka do nowej kariery. Elki żal mi potwornie, cieszę się, że przynajmniej Stach dożywa części współczesnej, polubiłam gościa z jego realistycznymi planami na życie.
Ogółem lubię bardzo ^^;

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Smutna opowieść [bluzgi i inne treści, strzelam, że +16]

Post autor: Kanterial » 04 lipca 2016, 17:57

Dobra, będzie wstęp. Bo ty też miałaś wstęp, a ja, choć nienawidzę wstępów, uznałam, że trzeba przeczytać, zanim przejdę do tekstu. Sama nie wiem, czy coś mi zmieniła informacja, że ogarniasz postacie bardziej, że pracują gdzieś jeszcze (w innych tekstach) itd, że całe to, co właśnie przeczytałam, jest takim spisaniem sobie ich historii (domyślam się, że tego potrzebowałaś, ale nie wątpię, że sprawiło ci radość). No więc - mimo wstępu twego - potraktowałam to jako osobną całość i wiesz, właśnie tak o dla mnie wygląda. Wręcz mnie zaskakuje myśl, że to tylko jakieś uzupełnienie. Tak, wiem, przecież tylko to czytałam :facepalm: w każdym razie nie było widać, że już postacie znasz na pamięć, nie czuło się, że masz je gotowe. Bo czasem tak jest, brakuje czegoś, co autor ma tak ubite w głowie, że nawet nie wspomni - bo oczywiste.
Dla mnie to jest zamknięte opowiadanie obejmujące kilka lat z życia Ryśka. Chwała bogu za to, ułatwia mi komentarz.
A wracając do wstępu - przepraszam za to, co zaraz przeczytasz, za chaos, za milion powtórzeń, zdania bez sensu, durne pseudo mądre przemyślenia i wszystko to, co się ze mnie wylewa, kiedy próbuję nawiązać kontakt z autorem. Zwłaszcza po dwóch latach przerwy. Nie ogarniam komentowania, stara. Koniec wstępu, wchodzę w tryb E S EJ, raz jeszcze, najmocniej przepraszam.
SpoilerShow
Tak to z wami jest! zająłbyś się czymś porządnym, to byś się nie włóczył po nocach.
Może faktycznie ta wersja była najprostsza – oto wyszedłem do papierosy czy cokolwiek i dałem się sklepać.
Coraz wyraźniej czuję, że to nie są delicje na mój obecny stan, ale cóż miałem zrobić? a tak, mogłem prosić o herbatę. Jestem geniuszem zła.
Chyba mogę się już trochę przysunąć? Ba! Przytula się do (m)nie, więc obejmuję ją ramieniem.
Z lodówką trochę gorzej, ale to maja ogarnąć laski, więc pewnie będzie, co jeść.
Weronika znów rozpuściła włosy. Mam ochotę wcale nie barć jej do Witka,
Dziwne towarzystwo dziwnych prawie artystów.
alarm, "prawie" łączy się przy pierwszym czytaniu z "dziwnych", dlatego proponuję "prawie-artystów"
Znów milczymy, czekając, aż woda się zgrzeje.
Myślałem, że będziemy cię zniesmaczyć, wiesz
możemy cię zniesmaczyć? będziemy cię zniesmaczać?
– I tak bym zrobiła. Mam dość jajecznicy(.)
Nawet jeśli jej zapał do całego projektu nieco mnie dziwi, a może też krępuje, czuję, że złapałem wiatr w żagle i tak szybko nie wyhamuję.
Rysiek, nie rymuj
Chociaż zakupy, na których wydajemy to, co, hm, „zarobiłem” na swoim wkurwień, są – rzecz jasna – okropne.
wkurwie? wkurwieniu?
Zaciskam oczy, żeby wydusić z nich resztę łez. Ile można?
jestem na nie. serio, wiem, jak ciężko jest lawirować między oczami a powiekami, ale no, Kili, aż ci to zgasiło całą podniosłość sceny, mówię poważnie
Zresztą ostatnio jakby bardziej pod kontrolą, w czym węszę wpływ Weroniki. A Zbyszek jest wyjątkowo podminowany. Kiedy gadaliśmy ostatnio, mówił, że albo niedługo się wyprowadzi od matki, albo oszaleje i skończy w rynsztoku.
No, nie tak całkiem, bo jednak ze Stachem dalej trzymamy się razem, jak widać. Z Witkiem się nie da. Cały kawalerski nie zamieniliśmy praktycznie jednego słowa i coś mi się tak wydawało, że patrzył wilkiem.
Zresztą kontakty biznesowe temu sprzyjają, bo zacząłem pośredniczyć w sprzedaży jego fotografii. Akty schodzą jak świeże bułeczki – miał absolutną rację
wydaje mi się, że dopisałaś to zdanie, albo zaszła jakaś szybka edycja, bo przedmiotem narracji jest Stasiek, nagle zdanie o Witku, po czym znów wracamy do Staśka, jakby nic się nie stało. Przez to ten kolejny akapit o kontaktach biznesowych zdaje się dotyczyć złej osoby, jakby to Witek był fotografem, nie Staś
Kończąc tę część komentarza, gdzie się czepiam: zastanawia mnie też jedna rzecz, mianowicie daty. Jest krótki zapis po incydencie z udziałem Ryśka i dresa. Dwunasty maja 1996, sratatata, obiekt pod obserwacją - domyślam się, że to dotyczy głównego bohatera. Tak? Tak wygląda. Jednocześnie pojawia się później piętnasty maja 1996, śmierć Eli, no a chyba tych dwóch wydarzeń nie dzieliły tylko trzy dni. Coś z tym 1996 chyba nie pykło, albo ja nie ogarnęłam, ale raczej nie pykło, bo przecież ja jestem ogarnięta...
Tekst czytałam jeszcze zanim z forum odeszłam, wisiał chyba w obyczajowych, dotarłam całkiem daleko (zdaje mi się, że do sceny seksu z Werą, przynajmniej do tej części pamiętałam dokładnie wydarzenia) i pamiętam, wiesz, że było mi ciężko. Nawet nie ze wzglądu na sytuację z wtedy (ostatni tekst jaki w ogóle na L jeszcze miałam siłę zacząć, a już na komentarz sił mi nie starczyło i się poddałam) tylko jakąś taką, sama nie wiem, przygnębiającą wizję?
Sam tytuł, smutna opowieść. I faktycznie, tak do tego podeszłam. Jak po gruzie mi szło czytanie, jakby nade mną wisiała ta, zapowiedziana przez ciebie, ponurość, ogólnie dodupność życia, którą widziałam na każdym kroku i w każdym akapicie. Jak mnie wtedy dobiło to malarstwo, syndrom niespełnionego artysty, tu ojciec - tracący szansę na karierę, bo pojawił się Ryszard, tu sam Rysiek - stłamszony słowami gościa z Bieszczad, zderzony z ohydnością świata i ludzi i nastawienia do sztuki, koniecznością babrania się w kłamstwie i koneksjach, żeby faktycznie zostać malarzem i coś z tego mieć. Bardzo mnie to uderzyło, bo sama ubolewam nad takimi rzeczami. Nad cyckami i bogatym wujkiem, jedynymi gwarantami udanej kariery, nie tylko malarskiej, nie tylko artystycznej, ale i życiowej. Okropne. I tak czytałam, wolno, ciężko, mozolnie jak cholera, na dodatek czekałam tylko na jakąś katastrofę, którą przeczuwałam i którą zwiastował tytuł. Serio, ile to ja wtedy, pół tekstu zrobiłam? Może trzy czwarte? Męczyłam się zmęczeniem Ryszarda i niepokojem, który siedział mi z tyłu głowy, a wszystkie sceny, tak życiowe i tak prawdziwe (bo to najtrafniejsze słowo pod ten tekst - prawdziwość) zdawały się być przez ciebie pisane właśnie w celu przedstawienia czytelnikowi, jak bardzo wszystko jest smutne, złudne, trudne i pozbawione znaczenia.
Nie wiem, czemu aż tak - ale mówię szczerze. Czytanie mnie wyczerpało. Cholernie. Wtedy. Nie dokończyłam i nie żałowałam, że nie dokończę, mimo że parę razy wracałam do tekstu myślami.
A teraz usiadłam i tak jakoś wyszło, znajomy tytuł, patrzę, dział co prawda inny i wstęp dodany (który mnie, jak wspominałam, zaskoczył) ale żal mi się zrobiło czasu, który ten tekst zabrał i myśli, które wywołał, więc siadłam ponownie. I cud normalnie - jak, dlaczego, tego nie dowiem się nigdy - czytało mi się łatwiej.
Wiem, że rozpisuję się nie na temat, ale teraz, po godzinie gapienia się w okno odpowiedzi (btw. spędzam nad tym komentarzem i tekstem szóstą godzinę dzisiaj) dotarło do mnie, że może moje własne doświadczenia tak mnie wtedy stopowały. Miałam styczność z czymś podobnym, z ludźmi w sumie, nie w Bieszczadach ale w kotlinie Kłodzkiej ich spotykałam, ot, ulubione 'schronisko', gdzie zwykle wybierali się studenci ASP i Architektury, wysłani przez uczelnie, na takie "dwutygodniowe zajęcia w plenerze" z jakimś wykładowcą. Malowali sobie, szkicowali budynki, wieczorami schodzili się na piwo i kiełbasę, a ja, mieszkając obok, widziałam te ich pokoje zawalone niedokończonymi obrazami, pustymi butelkami po wódce, wszędzie waliło ziołem i papierochami, ci młodzi ludzie tak zepsuci, tak okropnie podobni do siebie (JESTEM MŁODYM ARTYSTĄ, NIECH ŚWIAT NA MNIE SPOJRZY), gadający o sztuce o tym, o czym tu piszesz. Raz jeszcze wielkie "przepraszam" za mój komentarz, bo wiem, że cię ni obchodzą moje wspominki. Ale! Właśnie oni mi się przypominali, jak czytałam. Byli tam Poznaniacy też. Jakbym normalnie patrzyła na ekipę Ryśka w prawdziwości. I nie mogłam tego znieść, bo to wszystko, co napisałaś o nich, jest prawdą.
No więc teraz czytałam już w tempie. Było mi łatwiej, bo nie obawiałam się początku, który już wszedł w pamięć. Rozpędziłam się. O tym, że umiesz pisać, nie będę wspominać, bo obie doskonale wiemy, że jesteś już na wysokim poziomie. Jesteś dobra, przyznaję to kolejny raz, jestem w stanie wprost ci napisać (czasem żałuję, że nigdy nie porozmawiamy na żywo), że robisz na mnie wrażenie. I nie, nie słodzę, bo chcę się wkupić w łaski po powrocie. Nie, weź uwierz, że twoje teksty na mnie działają - niektóre.
Trzeci raz na tym forum mi się zdarzyło, albo czwarty, tak wpaść w jakiś tekst. Zmarnowałam cały dzień, od kiedy się obudziłam i usiadłam z zamiarem przeczytania. Od jedenastej, tyle godzin, tylko małe przerwy na kawę i myślenie. Nawet się wahałam, czy ci nawrzucać za wyjęcia mi dnia z życia, czy podziękować. Tak cholernie na mnie działał słowa, ja naprawdę mało kiedy na forum czuję się poruszona, choć komentarze czasem na to wskazują. No więc wywołałaś ogrom emocji i przemyśleń, wpadłam w stan daleki od ogarnięcia. Co rusz, kolejna myśl, a to o życiu, a to o wyprawie w góry, o ludziach, jestem tym tekstem zupełnie rozbita.
Prawdziwy, znów się powtórzę. Relacje tej grupy młodych ludzi, oddane tak naturalnie i tak strasznie wręcz, no przerażająco. Musiałam wyjść się przejść po przeczytaniu o śmierci Elki. Chyba trafiłaś w część mojego życia i moich własnych myśli i dlatego tak mnie wszystko ruszało.
Nawet nie wiem, co ci pisać o warsztacie, weź, czasem aż mnie bolała zazdrość podczas czytania, no, durne i przyziemne, ale jednak. Świetnie to jest napisane. Dialogi, dziesięć na dziesięć za zero sztuczności. Język, wulgarny i czasem tak trafnie wpadający w to, co na co dzień słyszę. Te głosy brzmiały jak prawdziwe, kiedy je czytałam. Wszystko prawdziwe (boże ten komentarz jest okropny, nienawidzę się za to). Brakuje mi, że nie mogę jakoś, nie wiem, podłączyć cię do swojego umysłu kablem, to byś sobie obejrzała wszystko, co czułam, czytając i komentując. Nawet wątek miłosny mi nie wadził, choć uczulona jestem na sceny seksu i bliskości, a seksualność kobiet odrzuca mnie na tyle, że jestem w stanie zniechęcić się do najlepszej twórczości.
Nie polubiłam Ryszarda. //oto zaczyna się garść uwag z dupy, które, mam nadzieję, uznasz za ciekawe
Nie polubiłam go, mimo że poznałam świetnie (brawa za to) i nauczyłam się jego reakcji. Mimo że jarał mnie literacko, tak podobny do mnie, z tym swoim wkurwem, z poglądami, z potrzebą przelania emocji i jednocześnie hamowaniem ich w sobie, z tworzeniem obrazów (!) na studiach, które nie zwierały w sobie "jego duszy", a tylko warsztat. Btw, scena, gdzie ten obraz agresji, wyrzygania na płótno siebie, podoba się Weronice, jest świetna. To, że ten obraz rożni się od innych. Że w nim jest "to coś". A Ryszard uznaje go za ten, który należy schować. Taa...
Najmniej trafiającą do mnie postacią jest zdecydowanie Weronika. Nie poznałam jej, jest tajemnicą, jest, jako jedna z niewielu rzeczy w twoim tekście, całkowicie mi obojętna. I chyba właśnie... Może to wina reszty, ale wydaje się nierealna. Ona. Taka jakaś wyrwana z niczego, niby klasycznie "kobieca" w ten intrygujący sposób, a jednak, no, coś mi nie pasowało, coś mnie gryzło, każda scena z udziałem Weroniki była pełna napięcia, jakbym bała się, że coś z niej wyjdzie. Że ona okaże się inna, kłamliwa.
Moje odczucie - że ta dziewczyna wiecznie udaje. Tak bardzo przeciwnie do całej reszty opisanych ludzi.
Chciałabym wypisać ci cytaty, które mi się podobały i tak literacko "ruszyły" (wiem, że fajnie takie dostać) ale wybacz, byłoby ich dużo, a ja i tak od jedenastej zdążyłam już przypadkiem się wylogować trzy razy, zwalić spoiler, zgubić się w tekście i usunąć część komentarza. Dlatego ograniczę się do wskazania ulubionych scen. Najlepsze było: wszystkie ujęcia obrazujące imprezy w gronie Staś/Ela/Rysiek/Witek. Powrót Ryszarda do domu i opis wyglądu kuchni, plus zdanie o tym, że jej niezmienność przypomina mu dzieciństwo. Krzesła, które "zawsze już będą tak stały". Pogrzeb Eli i dochodzenie do siebie. Tramwaj, który ją rozsmarował, walka z rzeczywistością, łzy bohatera i zapach smażonej kiełbasy. To wszystko mnie aż uniosło.
Co mi się mniej podobało: scena w aucie z sąsiadem Wery. Jakby Ryszard w niej... nie wiem, trochę nieswój? Jak inna osoba, na tym tylnym siedzeniu, taki niby-samczy w dziecinny sposób. Cała akcja wręcz filmowa, jezu, czy faceci naprawdę się tak zachowują? Wiem, że tak, więc już nie jojczę. Słabsza też, wg mnie, jest rozmowa pierwsza z Anką. Ten policzek i wyrzucenie z domu. Nadal nie rozumiem, gdzie to ogromne "poniżenie" którego "nie może wybaczyć" Ryszard. Sam fakt zebrania liścia w ryj? Czy może wcześniejsze powiedzenie, że taki z niego artysta jak z koziej dupy trąba? Nie ogarniam, co on tak wtedy wziął do siebie, że mu po latach nie przeszło?

No i jakby - tu uwaga sprzed dwóch lat - nurtuje mnie początkowa scena. Nie wiem, a chciałabym wiedzieć, co się w sumie stało po spotkaniu Stasia w kiblu. Co bohater odwalił, zamordował pół sali? Moja pierwsza myśl. Że miał odjazd i coś zrobił strasznego. No za cholerę nie wiem, jak to rozumieć. Czekam na powrót do "teraźniejszości" bo zagadka nierozwiązana. I wiesz, z takich małych ciekawostek, wiadomość o śmierci Witka działa mocno już na początku, sprawiając, że czytelnik szuka go potem w tekście. Miałam nadzieję odnaleźć opis więzi, które łączyły Witka i Ryśka, żeby później móc je skonfrontować z jego reakcją na wieść "Witek w piachu". Dostałam, co chciałam.

Piszesz okropnie prawdziwie, uwielbiam to. Tekst, uważam, jest praktycznie bez wad. Ale! Trzeba mieć fazę, żeby do niego usiąść i na serio zrozumieć, przetrawić. Kiedy się zaczyna czytać (jak ja,przyznaję bez bicia) z poczucia obowiązku lub nagłej myśli, że wypadałoby coś skomentować... Mm, nie. Tu trzeba usiąść z chęcią i czystą głową. Dzięki bogu poświęciłam na całość ponad siedem godzin. Nie żałuję. Przemyślałam swoje życie przy trzeciej kawie na tarasie, podczas jednej z wielu przerw dzisiaj. Wiesz, co Kili. Kiedy czytam coś takiego, zaczyna mnie boleć, że jesteś tylko nickiem i avatarem na forum - tak w praktyce, dla mnie. Człowiek czasem by coś głębszego może z siebie wykrzesał, zamiast wypluć bezsensowny esej na Literce, no ale nic nie zrobię, dobrze, że przynajmniej kilka zdań ma sens logiczny. Nie wiem, czy ci jakoś pomogłam, pewnie nie, bo tekst jest gotowy, ale raz jeszcze piszę - podziałał na mnie, przysięgam, jak mało co kiedykolwiek na L. Przykra prawda. Już chyba coś takiego pisałam przy "Jeszcze nas kiedyś napiszą" - interpretację zostawiam tobie.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Bel
Posty: 49
Rejestracja: 31 lipca 2015, 12:44

Re: Smutna opowieść [bluzgi i inne treści, strzelam, że +16]

Post autor: Bel » 02 września 2016, 17:03

Śniło mi się, że...


Gdzie ciąg dalszy? :)

Awatar użytkownika
kmiriad
Posty: 26
Rejestracja: 26 września 2017, 16:14

Re: Smutna opowieść [bluzgi i inne treści, strzelam, że +16]

Post autor: kmiriad » 15 grudnia 2017, 21:22

Już przy pierwszym czytaniu chciałem przerwać i chwalić. Ale zdecydowałem się przyswoić trochę więcej, zanim co powiem. Przede wszystkim świtało mi, że wszystko tu jest na miejscu, postacie, zwłaszcza Rysiek póki co, są solidne i otrzymują odpowiednią dawkę uwagi, nie ma przesytu ani proszących się o wypełnienie braków, a każda wyłożona w narracji kwestia, zgoła każde zdanie w sumie (co rzadkie i za co muszę z uznaniem przyklasnąć) pociąga czytelnika dalej, nic nie jest zbędne, co rusz się pojawia coś ciekawego (chciałem nawet napisać, że chylę czoła erudycji, ale nie wiem, czy się nie ośmieszę; ja w każdym razie o farbach i malarstwie nie wiem NIC; krytyki Ryszarda - i w ogóle on cały, ten jego cynizm i panowanie nad sytuacją - są oczywiście wysoce udane) i po prostu widzę, że leży przede mną długo wyszukiwany tutaj tekst. Może i to dopiero początek, pomyślałem, ale jeśli taki poziom utrzymuje się dalej (niechby z pewnymi upadkami) to będzie bardzo dobrze.

Dziś doczytałem do momentu, gdy Rysiek stwierdza, iż "wskoczył w tę przepaść" i stwierdzam, że tak, jest bardzo dobrze. Na pewno już mi się to zdarzyło, aczkolwiek nie pamiętam takiej sytuacji - w każdym razie czyta mi się, jakbym miał w pełni profesjonalne, wydrukowane i świadomie sprzedane mi (nie za darmochę) dzieło, które ma mi umilić czas. Tak mi się przynajmniej czyta :) I przynajmniej mi :)
Stają mi przed oczyma obrazy (szczególnie uśmiecham się do tego, gdy bździągwa wisiała głową w dół na trzepaku) i ożywają prawdziwe emocje. Może nie jakieś szarpiące mym duchem (choć to z matką akurat na mnie podziałało, mimo że pewnie z winy osobistych przeżyć) ale sprawiające, że autentycznie żyję tym, co czytam. Lubię Ryśka i jego opowieść, ciekawią mnie jego losy. Na pewno też pomaga wyśrubowany poziom, lekka forma i świetny styl.

Kończąc dziś czytanie, postanowiłem napisać komentarz, ale taki tylko dający znać. Podoba mi się to, co czytam - i mam potworną nadzieję, że to nie będzie tylko love story. Spojrzałem na dział (dział?) i ponownie przeczytałem wstęp... Trochę mnie podłamało, że to fanfik. Co to jest OZ?
Zadowoliła mnie (i trochę uspokoiła) wzmianka o tym, że to jednak fantastyka. Jeśli mogę się podzielić jakąś opinią inną niż "podoba mi się, świetnie napisane", to w formie życzeń. Otóż mam nadzieję, że poziom się utrzyma, a akcja, choć nie musi szaleć i wsysać, trochę się poobraca, bo za bardzo już żyję tą, bądź co bądź, przygnębiającą rzeczywistością Ryśka i dalej już oczekuję jakichś zmian. Głównie dlatego, że sam prowadziłem do niedawna bardzo (wystarczająco) podobne życie. A teraz czytam to w dziwnym momencie.
a już w tym roku naród zaliczył.
a TĘ(?) już w tym roku naród zaliczył.
Czegoś tu brakuje, chyba coś pominięto. "Tę" nie byłoby akurat najlepsze, ale imo konieczne.
nie rozumiem bardziej niż bardzo.
:) dobre.
Po prostu są momenty (wcale niekoniecznie NAJlepsze w tekście) gdy albo mi się coś nader podoba, a jest takie drobne i z pozoru niewarte uwagi, albo zwyczajnie zebrało mi się dostatecznie dużo smacznych kęsów tejże prozy, że mam ochotę coś powiedzieć, pochwalić kucharza. A przecież (jako się rzekło w nawiasie) nie będę przytaczał całych akapitów. Tym bardziej, że masz manierę częstego ich stawiania. Nie jest to minusem, aczkolwiek czasem się temu dziwię.
Ponieważ Smykla też był pijany, podjął temat i odparł, że może, ale z jajami.
:) Jak wyżej.

Witek odstawiający glonojada :D skąd ty to bierzesz??

A gdybym miał zaznaczyć jakiś mankament? Może ta rozmowa serwetkowa jeszcze nie, ale to, że tak od razu do miłowania, całusów itepe - to mi źle pachnie, podejrzanie, a jeśli te moje podejrzenia się jakoś nie uzasadnią dalej, ewentualnie jakoś przekonująco nie zostanie to poparte charakterem, duszą, potrzebami (czy czym tam jeszcze) Weroniki (bo Ryśka już znam i on w zasadzie "dostał" to wszystko hurtem od Weroniki) wówczas uznam to za mankament. Za pierwszy naiwny punkt w całej historii. Prawdopodobnie nie będzie mi jednak wielce przeszkadzał, bo nawet i teraz jakoś mocno nie swędzi. Nie umyka to jednak mojej uwadze, po prostu. Czuję, że coś tu jest nie tak. Albo jest bardzo wyjątkowe - i to także, dobrze wyłożone, może się okazać fajnym towarem i jako czytelnik skłonny jestem coś takiego kupić.
Byleby nie zrobiło się z tego romansidło ;P

ODPOWIEDZ