Wybieramy PROZĘ LIPCA!
Czas na oddanie głosu do 17 VIII - ankieta dostępna w TEMACIE

Żelkowy Gniot [+666 Brain Damage]

FANFICTION
Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku. ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

Żelkowy Gniot [+666 Brain Damage]

Post autor: Maradine » 19 stycznia 2014, 02:05

Panie i Panowie! Obcy, Zombie, Wróżki, Nerdy i Żywe Kawałki Pizzy! Oto przed Wami produkcja niesłychana i niespotykana! Jeśli szukasz sensu w życiu, Ty, który tu zbłądziłeś, TU GO NIE ZNAJDZIESZ!

Poniższy tekst jest produkcją chronioną prawami autorskimi, tworzoną przez Maradine i Ghar'Amel od Pizz... Początków Wszechświata. Niniejszym uprasza się o zachowanie spokoju, przygotowanie popcornu oraz wyłączenie telefonów komórkowych, ewentualnie wyjęcia mózgów i włożenia ich do zamrażarki, w celu uchronienia przed możliwymi obrażeniami psychicznymi. Scrollując w dół tekstu automatycznie potwierdzasz, że od tej chwili jesteś Sam Sobie Winien za wszelakie uszczerbki na zdrowiu i umyśle. Przed rozpoczęciem lektury zalecamy odtworzenie poleconego przez nas filmiku. Życzymy miłego Seansu.
ŻELKOWY GNIOT...
...CZYLI RZECZ O KARALUCHU WYROCZNI I PRAWNIKACH W NOSIE


[BBvideo 425,350]http://www.youtube.com/watch?v=LTgRm6Qgscc[/BBvideo]
Gdzieś daleko, tam gdzie nawet drzewa rosną dziwacznie, nikt nie wiedział co się stało. Nikt. Nawet Staszek nie miał pojęcia, jak mogło dojść do czegoś potworniejszego od zawieszenia fejsbuka. Strona jak się zawiesiła, tak zdechła i niekoniecznie miało to coś wspólnego z samobójstwem. Staszek gapił się w wygaszacz ekranu, czekając na znak od Boga. W końcu wszyscy wiedzieli, że fejsbuk to tak naprawdę zamaskowany FaceBóg. Ale nie to było najgorsze. Gorszy był definitywny brak kwasu cytrynowego, który wspomagał tworzenie dzióbka do zdjęć, którymi wszyscy w wiosce się zachwycali. Nikt nie robił dzióbka tak jak Staszek! Ale FaceBóg został zaatakowany. Zaatakowany z całą zaciętością, bejsbolami i nawet kijem od mopa. Nagle w jego głowie pojawiła się wiadomość, niewątpliwie pochodząca od Sił Wyższych (żeby były wyższe od Staszka, musiały mieć metr dziewięćdziesiąt).

~Hej klopsie, co tam na dzielni? Joł. Wpadnij do Świątyni Pod Karaluchem, co? Joł. Tam znajdziesz odpowiedzi na swoje pytania. Joł. Oferujemy pełny serwis, od Końca Świata do Końca Świata vol.2. Joł. Do zobaczenia. Joł.

Staszek, niepewien od kogo pochodzi ta zaszyfrowana wiadomość, postanowił tam pójść. Przecie nie należy siłom wyższym się sprzeciwiać. Wzruszył ramionami i wstał od swojego wysłużonego biurka w kolorze zgniłych wymiocin. W sumie… to i wymiociny to biurko widziało.

- Sory memory, FaceBóg i tak nie działa, więc co mi tam – zamruczał do siebie, przeskakując przez stertę sztywnych, zeszłorocznych ubrań i slalomem wyminął nowe osiedle, wybudowane przez żywe kawałki pizzy. Wyszedł z domu i napotkał niesłychany widok. Na ulicach roiło się od zombie. Zombie były wszędzie, chodziły po chodnikach mrucząc pod nosem "fejsbuuuk, fejsbuuuk". Staszek był zdziwiony. Do tej pory widział te wszystkie stwory tylko na ich zdjęciach na fejsbuku. Postanowił przebić się przez ich szeregi i przejść przez ulicę. Tam napotkał pierwsze wyzwanie. Pasów bronili wściekli zombie-ekolodzy od zebr.

- Zeeebra łaaa! – ryknęło pierwsze zombie, stojące najbliżej przejścia. Staszek przekrzywił głowę. To w lewo, to w prawo, zastanawiając się jakiej broni może użyć. W końcu zdecydował, że użyje broni biologicznej! Szybko zaczął szukać po kieszeniach swoich skarpetek, które miały niesamowicie zabójczą siłę rażenia, co wiedzieli wszyscy, u których Staszek bywał. Nagle sobie uświadomił, dlaczego zabraniali mu ściągać buty. Nie miał wyboru. Jeśli chciał przedostać się przez jezdnię, musiał użyć siły. Wyciągnął z jednej kieszeni skarpetkę, a z drugiej zapalniczkę, którą zapalił. Przytknął do niej skarpetkę i dmuchnął.
Jeśli widzieliście kiedyś wybuchy na Słońcu, to możecie wyobrazić sobie, co stało się po chwili. Skarpetkowa moc zapłonęła i wystrzeliła przed siebie niczym płomień z miotacza ognia, spopielając zombie. Więc chyba było oczywiste, że po zombie została tylko garstka gnijącego proszku, który zaraz uprzątnęły żywe kawałki pizzy, które wybiegły z domu Staszka. Tymczasem Władca Skarpetkowej Mocy, przez durnych śmiertelników Staszkiem zwany, radośnie przebiegł przez ulicę, niesamowicie fałszując „Razem ze mną Skarpet bury”. Jednak, jak to zawsze bywa w świecie opanowanym przez zombie, tuż przed sklepem z telewizorami (w których pokazywali walkę Najmana z jajkiem. Jajko wygrywało), napotkał kolejną hordę gnijących stworzeń. O Staszku trzeba było wiedzieć jedną rzecz. Kiedy wychodził z domu, nie można było mu stawać na drodze, ponieważ robił się zły. Wszyscy powinni lękać się, kiedy był zły. Staszek bowiem, jeśli tylko nie siedział na fejsbuku, grał w Tekkena i znał wszystkie combosy w grze. Wyobraził sobie ogromnego gwiezdnego super-joysticka, po czym nacisnął trzy razy kwadrat, potem x i kółko, na koniec doprawiając dwoma trójkątami. Zombie nie miało szans. Jedynie sam Władca Skarpetkowej Mocy znał super unik przed tym ciosem, który polegał na cofnięciu się o jeden krok. Staszek roześmiał się niczym psychopata, po czym taktownie odchrząknął i ruszył dalej, tym razem trafiając do ogromnego budynku w kształcie karalucha. Staszek żywił bardzo mieszane uczucia do Karalucha. W ogóle miał mieszane uczucia do wszystkiego, co nie było Tekkenem czy fejsbukiem. Wszyscy to wiedzieli. Oprócz Muchy. Mucha był za głupi. Właściwie Mucha nazywany był Muchą, bo był denerwujący jak mucha, krążąca nad jedzonym właśnie pączkiem. Mucha też krążył, ale przed wejściem do Świątyni pod Karaluchem. Staszek i Mucha zaczęli wymieniać groźne spojrzenia, dopóki nie doszli do milczącego porozumienia. Tak, Władca Skarpetkowej Mocy już wiedział. To Mucha był tym głosem w jego głowie. Staszek nienawidził głosów w głowie. Nienawidził Muchy i ogólnie nienawidził wszystkiego, co nie miało związku z fejbukiem, Tekkenem czy żelkami w kształcie pawianów.

- Jak sądzę, masz jakiś powód, by mnie tu wołać – zagrzmiał donośnie Staszek, groźnie mrużąc oczy. Właściwe to zawsze wyglądał groźnie. Nawet w różowym sweterku z Hello Kitty, który dostał od swojej babci. To była taka zasada i nieodwoływalne prawo natury.

- Nie ja cię wołałem, ziemska istoto! - zabzyczał Mucha. A przynajmniej tak określił Staszek barwę głosu Muchy. - Istnieją na tym świecie Siły Wyższe i to one cię wezwały!
- Przyprowadź je do mnie - zażądał Władca Skarpetkowej Mocy.
- To ty zostaniesz przyprowadzony do nich! - uparł się Mucha, po czym wydał z siebie dźwięk brzmiący jak IHAHA! Z wnętrza karalucha (jakkolwiek to brzmi) wyszedł, stukając tęczowymi kopytami, tęczowy jednorożec o tęczowej grzywie. Był to Najwyższy Kapłan Wielkiego Karalucha. Staszek łypnął nań z podejrzliwością w oczętach koloru chromowanej stali, które jednym rzutem potrafiły naostrzyć każdy toporek i siekierkę. Jednym rzutem oka, oczywiście. Ale nikt nie wiedział jak to możliwe. Po prostu tak było. Staszkowe ŁYP było szlifierką.

Kucykowo-karaluchowy kapłan również łypnął. Ale całkiem inaczej, bo jednym okiem. I to do Muchy.

- Taj, byszu – wybełkotał jednorożec. – Lki Raluch, chce cię baczyć – dodał, niecierpliwie stukając tęczowymi kopytkami. Kapłani jednorożce byli wadliwi – nie wypowiadali pierwszych sylab w wyrazach. Chyba, że było to słowo jednosylabowe.

- Taj, norożcu - burknął w odpowiedzi Staszek. - Prowadź mnie do Wielkiego Karalucha, muszę zdobyć od niego Wielką Poradę.
Jednorożec odwrócił się z godnością i podskakując na czubkach tęczowych kopytek podreptał z powrotem do środka budynku-karalucha. Staszek niechętnie ruszył za nim przybierając swą sławną pozę, zwaną "Nie-Chce-Mi-Się-Powinniście-Mnie-Nieść", czyli zaczął lewitować za koniem w pozycji leżącej.

W środku… jak to w środku, były ściany i podłoga. Nawet sufit, obficie polany pomarańczową farbą, która strasznie Staszka irytowała. Staszka irytowało wszystko. Ale pomijając, na ścianach były wielkie obrazy przedstawiające Wielkiego Karalucha. Karalucha jako Rambo, jako Legolas, jako Geralt, a nawet Barbie. A sam Wielki Karaluch spoczywał na ogromnej, złotej poduszce. Staszek skwitował to skrzywieniem twarzy, przez co stała się jeszcze bardziej groźna niż zawsze.

- Joooł! – zawył Karaluch, zrywając się ze swojego miejsca, co jeszcze bardziej sfrustrowało i tak sfrustrowanego Staszka, który szczerze nie znosił, gdy się tak czas na leżenie marnowało. Staszek, postanawiając pokazać całemu Światu i Karaluchowi, jak bardzo Świat i Karaluch go irytują, nie odezwał się. Jego mina stała się tylko jeszcze bardziej groźna i naburmuszona. Wielki Karaluch, jakby nie dostrzegając tej reakcji, podszedł (a może podpełzł, czy co tam karaluchy zazwyczaj robią) do gościa i jednorożca.
- Stachu. Joł. Musisz chwilę poczekać, muszę obsłużyć kilkoro innych, którzy przybyli po radę. Joł. I znudził mi się jednorożec jako Wielki Kapłan. Joł. - Z tymi słowami Karaluch otworzył swą wielką paszczę i zrobił coś, za co zaskarbił sobie Staszka szacunek. A taki szacunek było sobie bardzo trudno zaskarbić, ponieważ Staszek miał dużo innych skarbów z wypraw w "The Sims Średniowiecze". Karaluch połknął jednorożca żywcem, zatęczył się (pokrył się tęczą), po czym pozwolił tej tęczy wydobyć się z ciała lewą tylną nogą. Całą salę rozświetlił Tęczowy Blask Wielkiego Karalucha Który Pożarł Właśnie Tęczowego Jednorożca. Staszek przyglądał się temu przez chwilę, by dość do wniosku, że to jednak było coś. Nawet dla niego – Władcy Skarpetkowej Mocy. Karaluch usadowił się z powrotem na swojej poduszce i niemal od razu podbiegł do niego jakiś pryszczaty jegomość z włosami tak ulizanymi, że z powodzeniem mogłyby być jego skórą.

- O, Wielki Karaluchu! Czy odpowiesz mi na pytanie? – zapytał żałośnie, patrząc na Karalucha z miną Muchy, który patrzy na to, jak ktoś (Staszek) je żelki w kształcie pawiana. Owad spojrzał na tego człowieka, później na tabliczkę z napisem „Wielki Karaluch – Wyrocznia (odpowie na każde pytanie)” i z powrotem na tego człowieczka, w międzyczasie nazywając go Ryśkiem.

- No wal, joł – odparł Karaluch, pamiętając, że obiecał Stwórcom Budyniu, że będzie miły dla głupszych.

- Bo ja mam taki problem. LoL mi się zacina – załkał Rysiek, ukrywając twarz w dłoniach. Staszek, który myślał, że widział wszystko, pacnął się w czoło w znaku kompletnego facepalma.

- Musisz skasować, kurna, swoją siostrę, joł. Ściąga ci kucyki pony na kompa, joł, klopsie – odpowiedział łaskawie Karaluch, a Staszek pacnął się w czoło jeszcze raz.

- Dzięki ci, o Wielki! - załkał ze szczęścia Rysiek, i bijąc pokłony, tyłem na kolanach opuścił salę. Zaraz po nim wbiegł kolejny człek, spragniony rady.
- O Świątobliwy Wielki Karaluchu-Wyrocznio! Mam problem! - Człek ten trzymał w ręku miseczkę z jakimiś żółtymi lodami i żółtym sosem. Z nosa spływał mu chyba ten sam sos.
- Mów, joł, klopsie, joł - przyzwolił Karaluch, łakomie spoglądając w kierunku lodów.
- O wielki, adwokat wychodzi mi nosem! Co robić? - zakrzyknął Lodowy Człek.
- Zatrudnij prawnika i oddaj lody! - zagrzmiał Karaluch - to wszystko przez twoją żonę, która pragnie rozwodu w Owsiankowym Sądzie.

Koleś podniósł wzrok znad lodów i wlepił adwokatowe spojrzenie w spojrzenie Karalucha, które było skierowane na lody.

- Ale ja nie mam żony – stwierdził tamten filozoficznie i podrapał się po brodzie, nie zaważając na ciesz wypływającą z jego nosa. Staszek w całym tym zamieszaniu zdążył zarejestrować bardzo dziwna minę na twarzy Karalucha (czy co tam te karaluchy mają).

- Bo kopła cię w łeb i jej nie pamiętasz, klopsie, joł. Oddawaj, kurna wodna, lody! – zawarczał Karaluch z miną bardzo odbiegającą od zadowolenia. Dawno się mylił, a nawet jeśli to robił, to nikt błędów nie śmiał mu wytknąć. Przecież potrafił połykać kucyki i jednorożce, a nawet miał nadzieję na to, że uda mu się opanować Skarpetkową Moc i zepchnąć z tego zacnego piedestału obecnego Władcę Skarpetkowej Mocy – czyli Staszka, który jeszcze nic o tym nie wiedział. Przerażony Lodowy Człek rzucił miseczkę lodów niczym frisbee, a ta poszybowała w zwolnionym tempie w kierunku Karalucha. Dlaczego w zwolnionym? No bo w tej właśnie chwili Staszek doszedł do wniosku, że ma ochotę na te dziwne, żółte lody (najpewniej waniliowe). Wykonał skok wiary, niczym w Assassins Creed, tylko że do przodu, przechwytując lody tuż przed wyciągającymi się ku nim odnóżami Karalucha-Wyroczni. Lodowy Człek, widząc, że szykuje się niezła jatka, czym prędzej wybiegł, najprawdopodobniej po jakiś popcorn i colę, by móc spokojnie obejrzeć nadchodzące przedstawienie. W tym czasie Staszek, wydobywając z kieszeni łyżeczkę, zaczął spokojnie owe lody konsumować do rytmu melodii wypływającej z magicznego garnka, nie zważając na oburzone okrzyki Karalucha. I wtedy stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Staszek, Władca Skarpetkowej Mocy, Wielki Miszcz Tekkena i kapłan FaceBoga, został brutalnie zaatakowany od tyłu patelnią, co oczywiście skutkowało bliskim spotkaniem jego twarzy z bardzo twardą podłogą. I lodami, co chyba zdenerwowałoby go najbardziej, gdyby nie był całkowicie nieprzytomny. Karaluch poruszył czółkami, niepewien tego, co właśnie się stało. Popełzł do nieprzytomnego Staszka i delikatnie dźgnął go w policzek jednym ze swoich odnóży. Pojęcia nie miał, kto właściwie był tak zdesperowanym samobójcą, by chcieć zrobić coś Staszkowi. Każda myśląca i niemyśląca istota wiedziała, że gniew Władcy Skarpetkowej Mocy jest straszny. Zważywszy na to, że człowiek ten jest uzależniony również od różnego rodzaju używek, zaczynając od budyniu. Wszyscy zgromadzeni, poczynając od Karalucha, na murzynie z garnkiem kończąc, z wyczekiwaniem wpatrywali się w postać, zasłaniającą swą twarz patelnią, niczym japońskim wachlarzem. Trzymająca patelnię dłoń opadła, ukazując kogoś, kogo nikt się nie spodziewał, nawet Hiszpańska inkwizycja.



CIĄG DALSZY... NAZZOMBIE


,

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Żelkowy Gniot [+666 Brain Damage]

Post autor: Kanterial » 19 stycznia 2014, 11:30

SpoilerShow
W końcu wszyscy wiedzieli, że fejsbuk, to tak naprawdę zamaskowany FaceBóg.
w sumie usunęłabym drugi, ale nie jestem pewna

„Razem ze mną Skarpt bury”
skarpet? lol, choc to mogło być specjalnie xD

Dawno się mylił, a nawet jeśli to robił, to nikt błędów nie śmiał mu wytknąć.
dawno się NIE mylił! ja wiem.
Lol. LOOOL. Czytałam to tak dawno, że mogłam spokojnie śmiać się tak samo, chociaż coś tam pamiętałam XD
Ogólnie rzecz biorąc to nie powiem, że to najlepszy tekst na forum, bo to będzie raniące dla ludzi, którzy nie są w stanie zrozumieć, jak w ogóle można napisać coś takiego (ja pierniczę xDD) więc nie wiem, czy to jest tekst czy może raczej coś w stylu kolejnej 'biblii' która w przyszłości stanie się źródłem kluczowych informacji, w które będą wierzyli starsi ludzie, bo poziom nienormalności i komiczności tego jest niemal równy (jajko wygr... ee, znaczy, Rzecz o Karaluchu przoduje w rankingu).
Nie wiem, jak mogłam nie pamiętać najlepszego tekstu z całości:
Ale pomijając, na ścianach były wielkie obrazy przedstawiające Wielkiego Karalucha. Karalucha jako Rambo, jako Legolas, jako Geralt, a nawet Barbie
jakoś kuźwa wymiękam za każdym razem jak widzę Rambo/Legolas/Geralt w tej kompilacji i chce mi się płakać xD na widok tych obrazów karalucha. Chyba to jednak narysuję.

No i potężne to CDN, prawie jak osobna historia XDDD
poproszę ciąg dalszy.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Żelkowy Gniot [+666 Brain Damage]

Post autor: Joa » 19 stycznia 2014, 13:17

SpoilerShow
które wybiegły z domu Staszka
(najpewniej waniliowe). Wykonał skok wiary
Tu formatowanie zrobiło pierdyliard spacji
Będzie krótko.
Moja reakcja po przeczytaniu tego:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

SpoilerShow
Obrazek
Podtrzymuję zdanie, że potrzebujecie leczenia, chociaż to może być już zbyteczne, bo już dawno nic Wam nie pomoże. Podobało mi się, dobry początek dnia, no lol, weźcie to kontynuujcie, durnie, bo inaczej zadźgam. Serio.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Żelkowy Gniot [+666 Brain Damage]

Post autor: wołszebnik » 20 stycznia 2014, 09:58

Dziewczyny, jesteście w formie! Razem i osobno.
Z błędów: czułki chyba, nie? O.o

Cóż, przeczuwam, że ma być groteska, absurd i naśmiewanie się z tego, co wokół, satyra na waszą rzeczywistość. Nie skłamię, powiem, że nie do końca korespondujecie z moim światem, z tym, jak na niego patrzę i rejestruję. Pewnie tak się wyraża różnica pokoleniowa. Owszem, fejbók oraz gry jak najbardziej zniewalają przedstawicieli mojego pokolenia, a jednak, choć nie potrafię określić w czym widzę różnicę, no to ją dostrzegam czy przeczuwam.
Niemniej, podobało mi się bardzo, wywołało salwy chichotu, wprawiło w wyśmienity nastrój i konkluzję: chcę więcej!

Piszcie i życzę, by udało się Wam zachować ten klimat radości z pisania, jaki wybija z zamieszczonej cząstki.
Dobra robota, dziewczyny!
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1800
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Żelkowy Gniot [+666 Brain Damage]

Post autor: Kruffachi » 20 stycznia 2014, 15:25

Ja nie wię... Dzisiaj jest blue monday, jak mnie przed chwilą uświadomiono, zły dzień na czytanie takich tekstów. No i odnoszę też wrażenie, że nie załapałam całej masy aluzji, że za świeża jestem, za nowa i żaden ze mnie target :bag: Więc na pewno są czytelnicy bardziej rozbawieni ode mnie (to widać po komciach^^). Trudno też merytorycznie... Ale ja lubię absurd :3 i lubię gierki słowne :3 Jedno i drugie mogę docenić nawet bez zrozumienia nawiązań, o! I może dlatego na początku mi się podobało średnio, bo gra facebook - fejsBóg jest już naprawdę mocno wyeksploatowana. Nihil novi. Ale już walka z zombiakami podobała mi się znacznie bardziej :D Niby Władca Skarpetkowej Mocy nie poraża subtelnością, ale przecież nie miało być subtelnie ^^ Potem absurd się nakręca i bawiłam się już lepiej :D Arcydzieło humorystyki to nie jest, ale na ogólnie oklapnięte uszy nieco pomogło ^^
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

Re: Żelkowy Gniot [+666 Brain Damage]

Post autor: Ghar'Amel » 18 lutego 2014, 20:53

W dzisiejszym wydaniu serwisu informacyjnego Telepizzy :
!!! Powódź w Pizzapolis! Ewakuacja mieszkańców do pobliskiego miasta: Los Piekarnikos! !!!
Dzisiaj z samego rana pizzażcy ewakuowali kobiety i dzieci. Odnotowano 19 rannych i 3 zjedzonych. Ucierpiał również jeden z najsławniejszych zabytków - Krzywa Wieża w Pizzie. Na miejscu zjawił się także pizzydent miasta, odmawiał składania wyjaśnień, całą sytuacją skomentował jednym zdaniem: "U nas się nie przelewa".
MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ.
Obrazek

Oto stała przed nimi Herbaciana Księżniczka. Herbaciana Księżniczka była legendą. Podobno była córką samego Boga, założyciela FaceBoga. Nie mogła być nierozpoznana, bo gdy się ją zobaczyło, od razu pojawiała się myśl "o, to ta z reklamy Liptona!". Księżniczka nie grała w tej reklamie kogoś pijącego ten boski napój. Grała torebkę herbaty, co było możliwe dzięki jej sukience, będącej w rzeczywistości torebką herbaty rozmiaru sukienki. Ale nawet Karaluch zastanawiał się, po kiego żelka Herbaciana Księżniczka przywaliła Staszkowi patelnią? I w ten sposób powstało pierwsze Pytanie, na które odpowiedź nigdy nie została odnaleziona. Jeszcze przez miliony lat mędrcy wszystkich cywilizacji zastanawiali się, o co był kaman.
- Ooo… Stach zazgonił – zabzyczał Mucha, zaglądając do środka przez okienko, znajdujące się tuż pod sufitem. I tylko jeden założyciel FaceBoga wiedział, jak udało mu się tam wleźć.
- Dajmy mu miksturę leczniczą! - zaproponowała Herbaciana Księżniczka, po czym wylała na twarz Staszka kubeł gorącej herbaty, wyciągnięty z rękawa. Napój odbił się jednak rykoszetem od niewidzialnej tarczy ochronnej Władcy Skarpetkowej Mocy i pomknął niczym strzała w kierunku Muchy. Należy wspomnieć, iż Mucha sterczał, gdzie sterczał z otwartymi ustami. Herbata chlusnęła mu wprost do gardła i wyrzuciła do w powietrze. Zdążył jeszcze wybulgotać tylko:
- Mucha znowu błysnął!
I wtedy stała się rzecz wielce niesłychana. Staszek obudził się z lodami na twarzy i poważnym urazem psychicznym. Nienawidził, gdy ktoś go dotykał. Właściwie to Staszek nienawidził całego świata i planował jego rychłą zagładę, ale jakoś zawsze był zajęty graniem w Tekkena, wżeraniem żelków w kształcie pawiana, przesiadywaniem na fejsbuku, spaniem albo przebywaniem ze swoimi dziwnymi i dziwniejszymi znajomymi w typie Muchy. Ale na tym całym Bożym padole Władca Skarpetkowej Mocy najbardziej nienawidził Karalucha. Zobaczył go i od razu nastrój miał gorszy i był gotów powiesić człowieka na wykałaczce. W ogóle cały świat Staszka był pełen wyrafinowanej przemocy fizycznej i psychicznej, kretynizmu i rzeczy, których za cholerę nie da się ogarnąć rozumem. Jak choćby samo istnienie Karalucha. Świat Staszka był jednak także wytłumaczalny, a przynajmniej tak sobie wmawiał, zadając filozoficzne pytania. Władca Skarpetkowej Mocy przypomniał sobie, że Karaluch jest przecież Wyrocznią i może na takie pytanie odpowiedzieć.
- Ej ty, robal, mam pytanie – zaczął przyjaźnie.
- No, jedziesz, joł. – odburknął karaluch i zamachał czułkami. Nie mógł zjeść Staszka, bo wywaliliby go z pracy. Przecież mu tłumaczono „klientom się mówi przepowiednie i odpowiada na pytania, nie ich zjada”. A może na odwrót?
I wtedy Władca Skarpetkowej Mocy zadał Pytanie, które przez następne miliardy laty miało być roztrząsane przez największe umysły świata.
- Dlaczego Fejsbuk jest jak basenik wypełniony budyniem, kiślem i galaretką posypaną odchodami Tęczowych Kucyków? – spytał Staszek, mrużąc oczy w zastanowieniu.
Na sali zapadła grobowa cisza. Nikt się nie odzywał. Nawet Karaluch, który w jeden chwili zbladł (czyli przybrał kolor beżowy) i nerwowo poruszał czułkami. Nie miał bladego (czyli beżowego) pojęcia, jak odpowiedzieć na to jedno pytanie. Jedyne, na które nie znał odpowiedzi. Jedyne pytanie, na które odpowiedź była znana jedynie przez Zielone Kocurki z Pól Elizejskich, które bardzo dawno zostały podbite przez żywą pizzę, która nareszcie wyniosła się z domu Władcy Skarpetkowej Mocy i zaczęła budować własne metropolie i statki kosmiczne.
- No? – burknął Staszek, nieźle już zniecierpliwiony. Staszek nie miał cierpliwości do niczego, oprócz napisu „loading…” podczas gry w Tekkena.
Karaluch gorączkowo rozmyślał, co zrobić, jednak pytanie Władcy Skarpetkowej Mocy sprawiło, ze aż się zapowietrzył.
- Nooo?! – powtórzył z naciskiem Staszek, a Wyrocznia stracił cierpliwość.
- BO TAK – odpowiedział donośnym głosem. Tym razem zatkało Staszka. Herbaciana Księżniczka, o której wszyscy zdążyli już zapomnieć, odetkała go, wyciągając mu z dziury w szyi korek.
- Łaaaaaaaaaj?! – zawył Staszek cierpiętniczym tonem, przypominającym krzyk Luca Skywalkera „Noooooooooooo!”, gdy ten dowiedział się, że Darth Vader jest jego ojcem.
Karaluch poruszył czółkami, łypiąc na Staszka ze złością. Na kogo jak na kogo, ale na niego, Wielkiego Karalucha Wyrocznię, nie wolno było krzyczeć. No i, kurde blacha, kto tu był Wyrocznią niby?!
- Bo pierogi się skończyły – burknął Karaluch, średnio zadowolony z takiego obrotu sprawy. W takich chwilach czuł się po prostu jak pralka bez Kalgonu albo woda bez wodoru. No, różne takie w każdym razie.
Wielki Władca Skarpetkowej Mocy, który bardzo wyraźnie szykował się do ataku na Karalucha, który również był Wielkim Władcą, ale Przepowiedni, kiedy nagle ni z gruszki, ni z pietruszki pomiędzy nich wskoczyła postać w czarnym płaszczu i zaczęła tańczyć jak Król Julian.
- Kotlety są. Aha aha. Gorące! Aha aha! Kotlety są. Aha aha! Gorące!
Staszek zmrużył swoje groźne, stalowe oczy i już przymierzał się do naostrzenia nieproszonego gościa jak ołówek, kiedy coś go powstrzymało. Najpierw myślał, że to może sumienie (co porządnie go przestraszyło, bo przecież bardzo dawno wykopał je na zbity pysk ze swojej głowy), jednak doszedł do wniosku, że to ciekawość. Staszek naprawdę rzadko chciał się czegoś dowiedzieć. I zawsze to mu się udawało. A jeśli nie, to nagle w mieście pojawiała się Buka i zżerała wszystkie pączki. Takie życie.
- Co za kotlety? – zapytał Staszek, zamiast zabijać od razu tego dziwnego typa.
- Super-Hiper-Budyniowo-Kiślowe Kotlety z Kapłana-Jednorożca. Złapałem tę tęczę, która stąd uciekła. Tak naprawdę to było mięso jednorożca! – wykrzyknął Sprzedawca Kotletów.
Sprzedawcy Kotletów byli legendarni i mieli nawet fanpage na Fejsbuku. Krążyły plotki, że potrafią zrobić coś z niczego, albo kotlet ze wszystkiego, w każdym razie któreś dotyczyło ich, a drugie Założyciela FejsBoga. Podobno Sprzedawcy Kotletów często pojawiali się w przełomowych momentach dziejów i można było kupić na ich stoisku Kotleta, za jedyne 3,50 + WAT. Czasem w ramach Happy Kotleta dodawali w zestawie odkurzacz, dywan, albo Wielkie Jajo Smoka. To ostatnie występowało zakamuflowane nawet w Tekkenie, więc Staszek od razu przypomniał sobie tę historię i zaczął szukać po kieszeniach jakichś drobnych. Niestety, znalazł tylko kolejne dwie Skarpetki Mocy Tajemnej, dwa guziki i zużytą gałkę oczną. Jak wygląda taka zużyta? To proste. Każdy chyba widział taką starą, sflaczałą oponę. Z gałką oczną było podobnie, ale odbijało się w niej każde zło tego świata, jak w kryształowej kuli, dlatego właśnie Zużyte Gałki Oczne(tudzież Oczy Saurona) urosły do miana wspaniałych i pożądanych artefaktów. Ale gałka oczna wcale nie była czarna czy szara jak opona. Miała źrenicę i zielono-żółto-buraczaną tęczówkę. Dodatkowo – choć nikt nie wie jak – miała powiekę, którą groźnie mrużyła, łypiąc chciwie na Sprzedawcę Kotletów. Sprzedawca Kotletów nie wyglądał jakby się przejął, wręcz przeciwnie, stał sobie za swoim wózkiem na kółkach, który dzięki tajemnym mocom sponsorowanym przez Radę Anormalnie Długich Adventures (w skrócie R.A.D.A.) był jednocześnie kuchenką elektryczną i smażył Kotlety na trzech patelniach jednocześnie. Na czwartym palniku stał plastikowy kubek z napisem „płatność” i patrzył dookoła nienawistnie, prawie jak łypiące Oka. Staszek, który speszył się nieco pod wpływem tego piorunującego spojrzenia Plastikowego Kubka, a jak doskonale wiadomo, ze Staszkiem wszystko trudno, zaczął rozglądać się po wszystkich obecnych oznaczonych statusem „Dostępny” jak na Gadu-Gadu, albo Fejsbuku , w poszukiwaniu 3,50 + WAT. Staszek automatycznie odrzucił możliwość, że Karaluch mógłby mieć jakiekolwiek pieniądze. Wszyscy wiedzieli, że Karaluch był gnidą społeczną i jadł ze śmietników, jeśli nikt mu jedzenia nie przyniósł jako jałmużny, bo był skąpy. Herbaciana Księżniczka również nie mogła mieć pieniędzy, bo mimo zgarnięcia iluśtam ton herbaty, nie miała kieszeni. Jednym prawdopodobnym kandydatem był Mucha, ale ten – jak wszyscy wiedzą – błysnął. Władca Skarpetkowej Mocy przez chwilę przyglądał się trzymanej w dłoni Skarpetce Mocy Tajemnej i rozważał użycia PRZEMOCY (pisanej dużymi literami, bo to była duża przemoc) na Sprzedawcy Kotletów w celu zdobycia Kotleta, kiedy rzeczony Sprzedawca, podrzucając wszystkie porcje kotletów na patelniach na raz, rzucił przyjaźnie:
- Jest sposób na to, byś mógł otrzymać BigKotleta, Ser.
Oczywiście był to bardzo podstępny i przemyślany ruch ze strony Sprzedawcy, a przynajmniej tak się wszystkim wydawało, bo nie grali w Twierdzę ani inne gry taktyczne, w których do osobników rodzaju ludzkiego płci męskiej mówi się „sir”. Dlatego też Staszek, uznając, że obarczony został właśnie Misją, najtrudniejszym chyba Questem w czasie swojej Skarpetkowej kariery, chwycił w dłoń dzidę, uprzednio chowając do kieszeni Oka i inne takie, i ruszył polować na sprytne i w ogóle szczwane Sery, zamieszkujące Dżunglę Pawiańską. Tak dla wyjaśnienia, nazwa tej Dżungli pochodziła od występujących tam „na paczki” Pawianów w Kształcie Żelków w kształcie Pawianów, a przynajmniej tak pisali w Staszkopedii.
Wszyscy od zawsze wiedzieli, że polowanie na Ser to nie jest łatwa sprawa. Ser również o tym wiedział i dlatego całą sprawę utrudniał, chowając się jak hobbit przed cywilizacją. Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie. Kiedy Staszek czatował przy serzym olejopoju – bo zamiast wody, był tam olej i inne świństwa – spadł na niego, nie wiadomo jak i skąd Mucha. Tak po prostu, jakby został pacnięty Galaktyczną-Packą-Na-Muchy przez założyciela FaceBoga. Mucha nie miał pojęcia, jak sprytny i niebezpieczny potrafi być Ser, ani jak wartościowe są Kotlety, dlatego bzyknął boleśnie, gdy Miszcz Tekkena dźgnął go dzidą. Tą, którą trzymał w dłoni, rzecz jasna. Jako że Staszek od dawna kolekcjonował różne dziwne rzeczy, dzida też musiała być dziwna. Posiadała, ta broń, magiczny grot, który każdego ukłutego za uchem obdarzał Kartą Mocy +400 do Many. A Staszek, którego akurat w momencie zadawania dźgnięcia potrącił jakiś Pieszy (bo wypadki to zawsze wina Pieszego), trafił dokładnie za ucho Muchy. Jednakże Mucha nie został uznany przez Superdzidę, więc tylko zatoczył się do przodu, potknął, wpadł na Pieszego i odbił się od niego, po czym sturlał się po schodach ruchomych do Pawianiego Metra, zwanego też Siedliskiem Sera. Staszek zawahał się przez chwilę, jednak nagle zdał sobie sprawę z tego, że być może Mucha, to tak naprawdę MuUu$Hk@, jego jedyny, najlepszy przyjaciel i towarzysz w Tekkenie online w walkach grupowych. Ale zamiast rzucić się na pomost w poszukiwaniu lub udzielenia pomocy (nie zastanawiając się, skąd w puszczy pomost ani dlaczego), wyjął z kieszeni Oko Saurona – czyli Zużytą Gałkę Oczną – i zerknął w nią ukradkiem, sprawdzając zło, jakie może mu się przytrafić. Ale OKO, najwyraźniej nie uznając za stosowne pokazywać cokolwiek, odbiło odbicie Staszka i mrugnęło porozumiewawczo. Tego było za wiele. Staszek cisnął Okiem prosto w paszczę metra, zadając orkowi, który strzegł wejścia +135 punktów obrażeń, dodatkowo przyprawionych +34% trafienia krytycznego. Orkowie – albo Orki, jeśli to kobiety orkowe są – tudzież trolle od zawsze na zawsze strzegły wejść do magicznych siedlisk czy strzegły jedynego na świecie rękopisu scenariusza Mody na sukces, a by wejść, należało strażnika pokonać, albo przekupić. Jedzeniem.


:redstar: :flower: :heart2: REKLAMA :heart2: :flower: :redstar: Oferta specjalna! Tylko dla Ciebie! Tylko dziś! Mega-cena! Kosmiczna promocja! Raty 0%! Gwarancja nawet do trzech lat świetlnych!Darmowy serwis!

Obrazek
Odkurzacz! Dla Ciebie, dla rodziny! Pojemność: 2 ZOMBIE! Wielofunkcyjny! Funkcja miksera i mikrofalówki!
Zamów już dziś!
UWAGA, GŁÓWNE DANIE ODGRZEWA SIĘ W ODKURZACZU. TO BYŁA TYLKO PRZYSSAWKA!
:facepalm:
... to jeszcze nie koniec?
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Żelkowy Gniot [+666 Brain Damage]

Post autor: Kanterial » 19 lutego 2014, 22:24

SpoilerShow
Herbata chlusnęła mu wprost do gardła i wyrzuciła do w powietrze.
go
No, jedziesz, joł. – odburknął karaluch
bez kropki
kiślem
KISIELEM JPRDL I NIE MA ŻE MARA TAK MÓWI I DLATEGO, TO JEST BÓL DLA ŚWIATA, KISIELEM
- No? – burknął Staszek, nieźle już zniecierpliwiony. Staszek nie miał cierpliwości do niczego, oprócz napisu „loading…” podczas gry w Tekkena
najlepszy cytat z tekstu
W takich chwilach czuł się po prostu jak pralka bez Kalgonu albo woda bez wodoru.
wow
Obrazek
nieźle XDDDD
Wielki Władca Skarpetkowej Mocy, który bardzo wyraźnie szykował się do ataku na Karalucha, który również był Wielkim Władcą, ale Przepowiedni, kiedy nagle
przepraszam, ale to zdanie nie ma sensu XD i to nie w sensie, w jakim wszystkie pozostałe nie mają sensu, tu nie ma sensu bo tu nie ma orzeczenia więc XDDD zakładam że to któraś z Was pewnie pisała to zdanie
SpoilerShow
jprdl w ogóle nieźle Kan, niewąsko - to musiała któraś z Was napisać :facepalm:
Nie pamiętam tego, nie wiem, czy nie czytałam, czy czytałam i zapomniałam (raczej pierwsza opcja) ale mam nadzieję, że jeszcze będzie kontynuacja i się choć trochę SENSOWNIE zakończy XD A nie jak film "Quest for Holy Grail". Choć po Was mogę się spodziewać, że to życzenie nie zostanie spełnione.
Nic nie ogarniałam, jeszcze bardziej niż na początku, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. W sumie wyłączył mi się mózg już w momencie błyśnięcia muchy, więc mogłam spokojnie czytać dalej - następną przeszkodą okazał się dopiero Kalgon (nie wiem jak to przeżyłam).

Zastanawia mnie, jak można pisać coś razem, jak to w ogóle robiłyście - chętnie się dowiem, czy po kawałku, czy ustalałyście zdania, nie wyobrażam sobie tego ogólnie xD
Dziękuję, że po latach ten tekst jest wreszcie na forum i przysięgam - kiedyś narysuję tego karalucha jako Legolasa, wiem, że to zrobię.
SpoilerShow
TO BYŁA TYLKO PRZYSSAWKA!
:facepalm: :facepalm: :facepalm: :facepalm: :facepalm: :facepalm: :facepalm: :facepalm:
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Żelkowy Gniot [+666 Brain Damage]

Post autor: Joa » 28 lutego 2014, 14:56

Nie wiem, co napisać, ale wiem, co idealnie opisze mój stan psychiczny po przeczytaniu tego: wstałam z fotela, ledwo widziałam, taki pysk, co za różnica właściwie, nieważne, wstałam z moim niezwykle mało ogarniętym pyskiem, idę, chciałam gdzieś pójść, przemyśleć, ogarnąć się, rozumiecie jakoś, żeby napisać Wam komentarz, idę, jeszcze nawet nie wyszłam z pokoju i przez te półprzymknięte oczy, to one, rozumiecie, wszystko przez nie, zupełnie nieogarnięta i chyba skrzywdzona psychicznie, weszłam w drzwi. Dokładnie tak. Wpadłam na drzwi, trochę mnie zabolało, ale ogarnęłam się dopiero po minucie, że weszłam w drzwi, bo się od nich odbiłam.
Tak bardzo mnie zabił ten brak sensu, ten absurd Wasz, dziewczyny. Nie wiem, ale ja się czuję, jakby ktoś mi przemielił mózg. O to chyba chodziło. Cholera. XD
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Uriel

Re: Żelkowy Gniot [+666 Brain Damage]

Post autor: Uriel » 27 lipca 2014, 17:47

Wow, trzeba być zdolnym, że to stworzyć :)

ODPOWIEDZ