Znamy zdobywcę tytułu Prozy Marca! To Heidenhainstraße 13 pierdoły saskiej. Serdecznie gratulujemy i zachęcamy do lektury!

Trzy dni po końcu świata

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Dire
Posty: 93
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:15
Kontaktowanie:

Trzy dni po końcu świata

Post autor: Dire » 16 sierpnia 2017, 13:52

Witam wszystkich po długiej przerwie. Widzę kilka znajomych twarzy i to bardzo cieszy...

Na rozgrzewkę wrzucam krótki fragment tego, co w przyszłości może stać się powieścią w klimacie postapo [nie jestem pewien czy to odpowiedni dział, ale wiem, że w razie czego moderacja pomoże :) ]


I Księżycowe światło odbijało się od częściowo betonowych murów wzmocnionych od wewnątrz dodatkową palisadą. Cała konstrukcja tworzyła coś w rodzaju pierścienia. Ubytki w murowanej części przetykane były najróżniejszymi rzeczami, jakie zostały znalezione. Kiedy skończyła się stara Ziemia ludzie wrócili do pierwotnych instynktów przetrwania, a z czasem zaczęli zakładać większe lub mniejsze osady. Ta należała nie była bardzo duża, ale nie była też mała. To co kiedyś nazywało się miastem teraz spało otulone mrokiem. Patrząc z zewnątrz jedynie, co odróżniało to miejsce od zwykłego lasu to pochodnie na blankach muru należące do strażników i małe latarenki, rozsiane w przypadkowy sposób. Właśnie dlatego Jim lubił nocne warty. Lubił patrzeć na migające z daleka światło łuczyw, na oświetlone nim domy, czuł wtedy, że jest odpowiedzialny za tych ludzi, którzy odgrodzili się murem od dzikości świata. Też chciał się odgrodzić. Zapewne tylko niewielka część z nich wiedziała o jego istnieniu, jak z resztą o całej reszcie strażników. Wiedzieli, że ktoś ich chroni, podziwiali tych ludzi, ale nikt nigdy nie pytał ich o imiona. Niektórych, zwłaszcza młodych, nie zdążyli dobrze poznać nawet najbliżsi współpracownicy. Praca była ciężka. Warty często się zmieniały, jedni pracowali w nocy, a inni w dzień. Nielicznym udawało się przeżyć na murze dłużej niż rok, a jeśli tak się stało dostawali przydział na dzienne zmiany, które były bezpieczniejsze. Strażnicy byli dla mieszkańców kimś w rodzaju bohaterów dawnych legend, owianych chwałą i tajemnicą. Wiele młodych kobiet marzyło o którymś z nich, ale oni byli samotnikami - z reguły nie chcieli się wiązać, nie po tym co widzieli i czego nie udało im się zobaczyć podczas warty.

Niedawno zginął jeden niedoszły heros, do zmiany przydziału brakło mu trzech dni. Uwielbienie i chwała nie gwarantowały przeżycia, ale sprawiały, że codzienność była bardziej znośna. Jim wciąż miał w oczach ten obraz: roześmiana twarz dwudziestokilkulatka i przebijający ją harpun - nie było nawet wiadomo co go zabiło. Tłumaczył sobie, że było to jedno z tych nowych zwierząt. Musiało tak być! Kiedy woda zalała wszystko większość znanych gatunków zwierząt wyginęła, te które przetrwały zaczęły mutować w dziwny sposób, część zapewne po kontakcie z materiałem promieniotwórczym, ale skąd wzięły się pozostałe? Nikt teraz nie miał czasu na badania, najważniejsze było przetrwanie. Przerażająca była sama myśl o pogłosce, która zaczęła krążyć niedawno. Słyszał ją kilka dni temu, od starszej kobiety, jednej z tych, które wieczorami plotą niestworzone historie przy ogniskach. Powiedziała, że istnieją Cienie, które poruszają się tak szybko i zabijają tak sprawnie, że nie można ich zobaczyć, podobno nawet nie odbijają światła, ale w to akurat nie wierzył. Zaczął wolno iść wzdłuż wyznaczonego mu odcinka muru. To byłoby zbyt wiele. Bohatera można było zgrywać tam, w mieście, kiedy dzieci przypatrywały się ciekawsko, a wszyscy odsuwali się z szacunkiem, kiedy przechodził ulicami. Tutaj, na murach, nie było bohaterów, każdy mógł zginąć w każdej chwili, tak jak ten biedak. Wszyscy kiedyś giną, ale wolał o tym nie myśleć. Mówiono, że aby zostać strażnikiem trzeba być samotnym, bo ci którzy nimi zostawali nie dawali spać; przychodząc do domu zabierali ze sobą obrazy z muru, które tkwiły w pamięci.

Jim dostrzegł, że na linii drzew coś się poruszyło. Może to tylko jakieś krzaki? Wytężył wzrok, był pewien, że dostrzegł jakiś ruch. Przez chwilę walczył ze sobą, a potem zawołał:

- Hej! Coś tutaj jest!

Dwaj strażnicy wybiegli z prowizorycznej stróżówki i po chwili stanęli obok. Jim podciągnął się na rękach i wychylił za mur. Zapało mu dech w piersiach. Poczuł jak coś chwyta go za klatkę piersiową.

- Cholera jasna, kapitanie!
- Wołaj ludzi! - krzyknął drugi - Kapitanie, co się stało?!

Ale on nie słyszał. Popatrzył tylko na nadbiegających zdziwionym wzrokiem, a potem został porwany w dół. Dwaj strażnicy próbowali go złapać, ale było za późno. Usiłowali dostrzec coś w mroku, chociaż nie było żadnego źródła światła.

- Co robimy?
- A co zamierzasz? Przecież nie pójdziemy za nim? Nie zamierzam ginąć!
- Jak chcesz – powiedział, obwiązując się liną w pasie. - Trzymaj mocno.
- Chcesz tam zejść bez karabinu? Jeśli tak, jesteś trupem, w dodatku bardzo głupim.
- Mam swojego starego Glocka. Dam radę. Pomóż mi.

Zapadła cisza.

- Uważaj na siebie, Ino.

Chłopak obwiązany liną popatrzył na swojego towarzysza, jak gdyby zobaczył go po raz pierwszy.

- Przyprowadzę go z powrotem.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1449
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Trzy dni po końcu świata

Post autor: Kanterial » 17 sierpnia 2017, 11:45

Księżycowe światło odbijało się od częściowo betonowych murów wzmocnionych od wewnątrz dodatkową palisadą. Cała konstrukcja tworzyła coś w rodzaju pierścienia. Ubytki w murowanej części przetykane były najróżniejszymi rzeczami, jakie zostały znalezione. <-- średnio trafione zdanie, zważywszy na fakt, że bezsensowne - nie wiadomo ani o jakie rzeczy chodzi, ani kto je znalazł. Kiedy skończyła się stara Ziemia [przecinek] ludzie wrócili do pierwotnych instynktów przetrwania <-- instynkt przetrwania to jeden z instynktów. Nie ma czegoś takiego jak instynkty przetrwania, to tak, jakbyś napisał "zmysły węchu" podczas gdy jest tylko jeden zmysł węchu a z czasem zaczęli zakładać większe lub mniejsze cenna informacja... osady. Ta należała nie była bardzo duża, ale nie była też mała. <-- do czego "ta" należała? Bardzo szkolne zdanie z powtórzonymi epitetami "duży" i "mały", można to było napisać używając innych słów niż chwilę wcześniej, może nieco bardziej adekwatnych To co kiedyś nazywało się miastem <-- wtrącenie teraz spało otulone mrokiem. Patrząc z zewnątrz jedynie jedyne?, co odróżniało to miejsce od zwykłego lasu to pochodnie na blankach muru (a od kiedy w lasach stoją mury...?) należące do strażników kolejna cenna informacja fabularna i małe latarenki, rozsiane w przypadkowy sposób (coś średnio widzę proces rozsiewania latarni :facepalm: ) . Właśnie dlatego Jim lubił nocne warty. Lubił patrzeć na migające z daleka światło łuczyw, na oświetlone nim domy, czuł wtedy, że jest odpowiedzialny za tych ludzi, którzy odgrodzili się murem od dzikości świata. Też chciał się odgrodzić. Zapewne tylko niewielka część z nich podmiot nieokreślony wiedziała o jego istnieniu, jak z resztą o całej reszcie strażników (tak, to dość oczywiste, że ludzie nie znają imion przypadkowych ziomków pilnujących muru, za którym żyją, zwłaszcza jeśli jest ich więcej niż dwóch) . Wiedzieli, że ktoś ich chroni, podziwiali tych ludzi, ale nikt nigdy nie pytał ich o imiona. Niektórych, zwłaszcza młodych, nie zdążyli dobrze poznać nawet najbliżsi współpracownicy. Praca była ciężka. Warty często się zmieniały, jedni pracowali w nocy, a inni w dzień jestem pod coraz większym wrażeniem ilości zbędnych szczegółów, którymi zapychasz ten krótki fragment tekstu, i tak do bólu ogólnikowy. Nielicznym udawało się przeżyć na murze dłużej niż rok, a jeśli tak się stało [przecinek] dostawali przydział na dzienne zmiany, które były bezpieczniejsze. Strażnicy byli dla mieszkańców kimś w rodzaju bohaterów dawnych legend, owianych chwałą i tajemnicą. Wiele młodych kobiet marzyło o którymś którym? brzmi, jakby marzyły o jednym i konkretnym z nich, ale oni byli samotnikami - z reguły nie chcieli się wiązać, nie po tym co widzieli i czego nie udało im się zobaczyć dafuq? znów zdanie bez sensu. Ludzie budują osady duże lub małe, widzą coś lub czegoś nie widzą, mają zmiany dzienne albo nocne - serio? idąc tym tropem należałoby napisać, że raz była noc a raz dzień, jedni chorowali, a inni byli zdrowi i inne tym podobne podczas warty.
Dalej nie chciało mi się sprawdzać, bo właściwie do kilka wyrazów jest coś do poprawienia. Przede wszystkim dziwi fakt, że po tylu latach od rejestracji nie ogarniasz (albo nie używasz z wyboru?) formatowania. Akapity powinny zaczynać się wcięciami. Oddzielanie kolejnych zdań enterem to niezbyt dobry pomysł na zwiększenie czytelności. Od tego jest interlinia. Ale nie będę dalej roztrząsać, napiszę tylko, że tekst wizualnie prezentuje się po prostu źle. Źle też prezentuje się pod względem technicznym, a przekaz, niestety, właściwie nie istnieje. Nie ma tu ani sensu, ani niczego ciekawego, ani w ogóle chyba pomysłu na fabułę, a przynajmniej czytelnik może odnieść takie wrażenie, czytając o kolejnym z miliarda takich samych miejsc klasyki fantastyki, murze obok lasu, który nie wyróżnia się niczym, światła na nim należą do strażników (wow...) osada obok nie jest duża ale nie jest mała, a strażnicy mają warty w dzień i w nocy. Radzę zacząć pisanie od dobrego, solidnego pomysłu, a później skupić się na formie, która leży. Warsztat naprawdę wymaga wielkiego wkładu twojej pracy i myślę, że sporo ci zajmie napisanie czytelnego, niebanalnego tekstu. To jeden z najkrótszych fragmentów jakie widziałam na tym forum i jednocześnie najszybciej nudzący mnie fragment jakiegoś (czyżby dłuższego?) tekstu. Z doświadczenia wiem, że gdy ludzie wrzucają tak krótkie wstępy, później okazuje się, że niewiele więcej mają do napisania. Oby tak nie było.
Końcówka tej wrzutki, gdzie próbowałeś zawiązać akcję, jest do bólu klasyczna i zupełnie nie porywa czytelnika, bo żadna z postaci nie jest przedstawiona i równie dobrze można było pisać o przypadkowych zwierzętach z lasu, bo mniej więcej tyle samo emocji by wzbudziły. Mam nadzieję, że cokolwiek lepszego pojawia się dalej.

W sumie nie widać też, by to było post-apo, bo jest jedynie krótka wzmianka o starej ziemi, ale chyba nie ma sensu drążyć. Raczej wątpię, bym miała czytać dalej, bo nic mnie ku temu nie zachęca, ale życzę powodzenia w pisaniu i pewnie zajrzę, gdy wrzucisz kolejny fragment - a nuż będzie bardziej udany.
Du warst das Abbild der Vollkommenheit

Dire
Posty: 93
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:15
Kontaktowanie:

Re: Trzy dni po końcu świata

Post autor: Dire » 17 sierpnia 2017, 23:01

1.Używam formatowania, jednak nie ukrywam, że kod forum jest dla mnie słabej jakości i fakt, że każdy akapit muszę wrzucać łącznie z kodem stanowi dla mnie nie małe utrudnienie, biorąc też pod uwagę, że nie było mnie tutaj kilka lat.
2.Może i klimat średnio udany, może nie jest to tekst nawet dobry... być może. Tobie się to jako odbiorcy nie podoba, wniosek, że nie udało mi się oddać tego tak, jak chciałbym.
Byłbym też wdzięczny za wskazówki. Odbiłeś się od tekstu, ok. Ale też nie wiem czy warsztat ma cokolwiek wspólnego z odkrywczym opowiadaniem. Owszem wpływa ogromnie na odbiór, ale same pomysły nie są od niego zależne imho. Plus przepraszam, ale po tym komentarzu motywacja do odtwarzania takich klimatów trochę mi spadła i przykro mi, że nie dowiedziałem się niczego na temat jak to poprawić.

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 108
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Trzy dni po końcu świata

Post autor: Ag. » 18 sierpnia 2017, 15:35

Prosiłeś o uwagi, jak to poprawić, więc pozwoliłam sobie wypisać parę porad, mam nadzieję, że pomogą:

1. Unikaj uogólnień:

Sam początek:
Księżycowe światło odbijało się od częściowo betonowych murów wzmocnionych od wewnątrz dodatkową palisadą. Cała konstrukcja tworzyła coś w rodzaju pierścienia.
jest dobry, opisujesz materiały, z których zrobiony jest mur, nadajesz mu kształt. Jasne, czytelne obrazy. A potem walisz to:
Ubytki w murowanej części przetykane były najróżniejszymi rzeczami, jakie zostały znalezione.
Unikaj wyrażej takich jak „Jakiś”, „których”, „Najróżniejsze”, „Różne”. To wyżej to zdanie-wydmuszka, niczego nam nie mówi, nie wiadomo kto i co znalazł, dodatkowo psuje klimat początku, bo już mieliśmy wyobrażenie tego muru, a teraz okazuje się, że wypchany jest jakimiś nieokreślonymi przedmiotami.

2. Korzystaj z synonimów, rozbudowanych opisów, przywiązuj wagę do szczegółów, które pomogą zbudować klimat:

Nie używaj w związku z tym w kółko słów takich jak „duży”, „mały”, „bardzo”, albo że było "ani małe ani duże". Jeśli chcesz oddać wielkość osady, napisz, że miała „ledwie kilkanaście chałup” albo że zgromadziła się w niej „garstka ludzi”. Dzięki temu czytelnik znacznie lepiej zrozumie, czego na się po tej osadzie spodziewać, może ją sobie wstępnie wyobrazić.

3. Nie powtarzaj informacji zaraz obok siebie – w dłuższych tekstach wspomnienie dalej czegoś w początku może pomóc czytelnikowi, ale ty piszesz:
Kiedy skończyła się stara Ziemia ludzie wrócili do pierwotnych instynktów przetrwania, a z czasem zaczęli zakładać większe lub mniejsze osady. Ta należała nie była bardzo duża, ale nie była też mała
Już pierwsze zdanie nam mówi, że miasta były większe lub mniejsze, drugie w tym wypadku jest kompletnie zbędnym powtórzeniem (i jeszcze niepoprawnym gramatycznie). Plus patrz punkt 2.

4. Nie pisz oczywistości:
Warty często się zmieniały, jedni pracowali w nocy, a inni w dzień.
Wiadomo, że warty raz są w nocy, raz w dzień, to oczywiste. Nie trzeba takich szczegółów czytelnikowi tłumaczyć.

5. Nie spiesz się:
Powiedziała, że istnieją Cienie, które poruszają się tak szybko i zabijają tak sprawnie, że nie można ich zobaczyć, podobno nawet nie odbijają światła, ale w to akurat nie wierzył.


W tym momencie czytelnik ma bardzo mgliste pojęcie, co się dzieje. Jakiś mur, jakieś miasto, jakieś potwory, śmierć… a ty nagle przechodzisz do konkretu, opisu istoty, ale nie takiej, którą strażnicy już dobrze znają, tylko jakiejś nowej, która równie dobrze może być legendą. Potrzeba trochę więcej tła, żeby czytelnik w ogóle przejął się tym Cieniem, bo na tę chwilę nie wiadomo, co jest w nim takiego specjalnego, skoro nawet nie znamy „normalnych potworów”. Nie mówiąc już o tym, że ledwo znamy jednego bohatera.

6. Przeczysz sam sobie:
Zapewne tylko niewielka część z nich wiedziała o jego istnieniu, jak z resztą o całej reszcie strażników.
Bohatera można było zgrywać tam, w mieście, kiedy dzieci przypatrywały się ciekawsko, a wszyscy odsuwali się z szacunkiem, kiedy przechodził ulicami.
To w końcu prawie nikt nie wiedział o jego istnieniu czy nawet dzieci rozpoznawały go na ulicy? Łatwo odnieść wrażenie, że nie przemyślałeś wystarczająco zasad działających tym światem, nie wiesz, jaka jest dokładnie rola strażników, jak funkcjonują w społeczeństwie.

Inny przykład:
Wiele młodych kobiet marzyło o którymś z nich
To kłóci się ze stwierdzeniem, że strażnicy rzadko kiedy przeżywali rok. Na co kobiecie facet, który raz, że prawie nie bywa w domu, bo siedzi na murze, a dwa, że najpewniej zginie, zanim będzie z niego jakikolwiek pożytek? Ani dziecka nie będzie z nim miała, a nawet jeśli, to ojciec mu zaraz zginie. Ani pomocy w pracy z nich nie ma (a tej pewnie jest dużo), ani pieniędzy, ani niczego.

Plus co już wyżej wspomniałam – to prawie nikt nie wiedział o ich istnieniu, czy powszechnie uważano strażników za bohaterów i dlatego kobiety masowo na nich leciały?

Parę innych błędów, choć jest w ich tekście więcej:
jak z resztą o całej reszcie strażników.
Powtórzenie.
Kiedy woda zalała wszystko większość znanych gatunków zwierząt wyginęła
Przecinek przed "większość".
Mówiono, że aby zostać strażnikiem trzeba być samotnym, bo ci którzy nimi zostawali nie dawali spać
Strażnicy nie dawali spać komu?
Zapało
Zaparło.
Jim podciągnął się na rękach i wychylił za mur. Zapało mu dech w piersiach. Poczuł jak coś chwyta go za klatkę piersiową.
No kurde nie dziwię się, że przeżywają krócej niż rok, skoro są tak głupi, by się z powodu byle poruszenia w krzakach wychylić się za mur. To oni przepraszam nie wiedzą, jak postępować w takich sytuacjach? A ten co go idzie ratować ma tylko wysłużonego Glocka? Czyli tam nie ma żadnego treningu, stopni, rozdziału broni?

Dobrze, to tyle o formie, teraz parę słów o treści:

Baaardzo ogólnikowy i nijaki jest ten tekst. Nie skupiasz się ani na bohaterze, żebyśmy mogli go polubić i mu kibicować, ani na przedstawieniu świata na tyle, by czytelnika zaintrygował i chciał go lepiej poznać. Oczywiście wywalanie zaraz na początku wszystkich informacji też nie ma sensu, coś trzeba zostawić sobie na później, ale zabrakło mi tu haczyka, na który czytelnik mógłby się złapać. Ani to miasto nie jest specjalne, ani potwory szczególnie straszne, ani bohaterowie interesujący, ani fabuła zachęcająca, ani tajemnica pociągająca. Wszystkie dostajemy po trochu i nic z tego nie wynika. Jeśli chcesz podawać wiadomości w tak oszczędny sposób, to niestety musisz to robić lepiej stylistycznie, bo wtedy co prawda dalej niewiele się dowiem, ale chociaż przyjemniej będzie mi się czytało.

Ale może gdy już bohaterowie zejdą za mur zacznie się coś dziać.
Instrukcja obsługi: http://9.asset.soup.io/asset/2745/0297_d5c7_500.jpeg

Piszę, czytam: http://agnieszkazak.com" onclick="window.open(this.href);return false;

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 421
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Trzy dni po końcu świata

Post autor: Kompot » 29 sierpnia 2017, 12:30

Witaj. Dawno nie komentowałam tekstów, więc troszkę wyszłam z wprawy. Miej to na uwadze :)

Ten krótki wstęp wymaga sporego doszlifowania od strony technicznej. Pewnie większość z komentujących zwróciło ci uwagę na błędy logiczne i tym podobne. Więc ja chciałabym zwrócić twoja uwagę na stworzony przez ciebie obraz świata. Mam wrażenie, że pomimo broni palnej, o której wspominasz, świat rysuje się fantastycznie. I to jest bardzo ciekawe. Odnoszę takie wrażenie z powodu dobieranych przez ciebie słów i lokacji. Latarenki, blanki, łuczywa, herosi. Może tekst pójdzie w innym kierunku, ale na tym etapie, powrót do lochów i smoków po apokalipsie, to nieczęsto spotykany zabieg na forach i ciekawy temat do pisania.
Jako czytelnik wolałabym dostać cegłówką w twarz. Może wpaść prosto w tę walkę, którą tak króciutko opisujesz (uśmiechnięty gość z włócznią w głowie), niż zacząć od generycznego i zdawkowego opisu osady. Jeśli faktycznie zamierzasz przerodzić ten tekst w coś większego, to właśnie to bym ci polecała. Silniejsze wciągnięcie czytelnika. Może zastanowienie się nad tym jakie emocje może oferować twój świat i na tej podstawie stworzyć pierwszą scenę i w efekcie rozpoczynający ją akapit.

To chyba tyle. Powodzenia w dalszym rozwijaniu wątku.
Obrazek

ODPOWIEDZ