Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

Skrzacie harce

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Nazareth
Posty: 65
Rejestracja: 20 stycznia 2017, 13:06

Skrzacie harce

Post autor: Nazareth » 13 lutego 2017, 18:03

Od autora: W poniższym tekście mogą zdarzyć się błędy i niedociągnięcia, nie oczekuję od nikogo, że będzie je wypisywał i poprawiał, podobnie jak nie oczekuję, że zostaną zignorowane nie wpływając na ocenę tekstu.

Skrzacie harce Skrzat siedział na stolnicy, swobodnie dyndając nogami. Bystrymi, kaprawymi oczkami dokładnie lustrował otoczenie, gorączkowo zastanawiając się, jakby tu jeszcze zaszkodzić.
– A może bym nasikał do mleka? – myślał głośno – Nie, nie... Zbyt ograne.
– Pomyślmy; łyżki i inne kuchenne narzędzia poprzekręcane w szufladach tak, by nie dało się ich otworzyć, sól zmieszana z cukrem, pluskwy powrzucane do łóżek, ech...
Płynnym ruchem zeskoczył z blatu i miękko wylądował na kafelkach. Przechadzając się powoli po mieszkaniu, z rękami założonymi za plecami, nie mógł przestać rozmyślać.
– To już wszystko było. Ciągle te same numery. Chyba popadam w rutynę, czuję się wypalony.
Jakby od niechcenia odsznurował od paska mieszek okraszony napisem „okruszki” i machinalnie zaczął sypać to tu, to tam, po małej garstce.
– Hej, kolego!
Skrzat spojrzał w górę i, ku wielkiemu zdumieniu, ujrzał tam drugiego skrzata! Było to ewidentne naruszenie skrzaciego kodeksu. Skrzaty nie zbliżają się do siebie i koniec, a już na pewno nie w miejscu pracy!
– Co do...?
– Spokojnie, spokojnie! – zakrzyczał tamten – Wiem, że to wysoce nieodpowiednie, ale i sytuacja mocno niecodzienna. Zacząłem chyba największy psikus w mojej karierze. To coś, czego nikt jeszcze nigdy nie zrobił, ale nie dam rady sam tego skończyć. Pomożesz?
Myśli galopowały przez umysł psotnika: „To wbrew wszystkiemu, w co wierzę, ale co ja bym dał, żeby zrobić coś nowego? Z drugiej strony, to skrzat – czemu miałbym mu nie ufać?! Z trzeciej jednak, jeżeli ukradnę jeszcze jedną skarpetkę od pary, to chyba zwariuję; mam ich tyle, że niektóre zaczynają do siebie nawzajem pasować.”
– Dobra, niech stracę – zdecydował w końcu.
– Widziałeś te nowe gliniane garnki na dworze? Obserwowałem wczoraj, jak lepi je cała rodzina.
– No, widziałem – odparł z wahaniem.
– To my im je teraz wrzucimy do ognia!
– Cha! – zakrzyknął skrzat, a pomysł zaczynał mu się podobać coraz bardziej – Tego jeszcze faktycznie nie było!
– No to chodźmy!
Garnki i garnuszki były poustawiane na ławie, przed chatą, w równym rzędzie. Małym istotom zajęło wiele czasu, by przetransportować je bezpiecznie na ziemię, a potem do wnętrza domostwa.
– Czemu nie możemy ich zwyczajnie pozrzucać na ziemię i potłuc?!
– Bo wtedy cały żart nie wyjdzie tak, jak go zaplanowałem! – odpowiedział pomysłodawca.
Powrócili więc do pracy, ustawiając mokre jeszcze naczynia przed piecem, ale nie wkładając ich nadal do środka.
– Powiedz mi jeszcze raz, kolego – odezwał się skrzat, mając coraz większe wątpliwości związane z przedsięwzięciem – czemuż to jeszcze nie możemy wrzucić ich do ognia?
– Bo się psikus nie uda. Chyba ci mówiłem! – zapiszczał drugi ze skrzatów, mocno zirytowany.
– No tak, tak... rozumiem. – odrzekł pierwszy spolegliwie, próbując załagodzić sytuację.
Noszenie i układanie zajęło im większość dnia, ale udało im się przetransportować do środka dużą część glinianych garnków. Następnie delikatnie umieszczali je na gorących węglach, parząc się nimi co chwila.
– Lepiej, żeby to był najlepszy psikus na świecie!
– Nie martw się, panie kolego, lepszego w życiu nie widziałeś!
Gdy ustawili już wszystko jak było trzeba, schowali się na parapecie po zewnętrznej stronie okna, wyczekując powrotu ludzi. Obaj byli zmęczeni i spoceni, starali się za bardzo nie dyszeć, by ich obecność nie została odkryta. Czekali w napięciu, by zobaczyć efekt całodniowej, ciężkiej pracy.
W końcu ludzie powrócili do chałupy i w pierwszej chwili rzucili się z krzykiem wyciągać z pieca gorące garnki. Skrzaty za oknem chichotały, przyciskając do ust małe rączki, by stłumić jakikolwiek dźwięk.
– Patrz, jak się parzą. Brzmi jakby się parzyły zwierzęta, jesteśmy kwita – syknął pierwszy, podekscytowany – To faktycznie przedni psikus!
– Czekaj chwilę – odszepnął drugi, tłumiąc śmiech – Najlepsze przed nami.
Gdy ludzie wyciągnęli już z pieca wszystkie naczynia, zaczęli im się uważnie przyglądać z każdej strony. Opukiwali je i oglądali dokładnie w świetle świec. Potem zaczęli je sobie podawać nawzajem, a uśmiechy na ich twarzach rosły z każdą chwilą. Kobieta wybiegła na zewnątrz, porwała z ławy kilka kolejnych i gdy wbiegła z powrotem do domu, szybko zagrzebała je w węglach i w popiele.
– Co jest, do diaska?!
Pierwszy ze skrzatów obrócił się na pięcie w poszukiwaniu towarzysza tylko po to, by odkryć, że stoi na parapecie zupełnie sam. Przez chwilę rozglądał się we wszystkie strony, próbując przebić oczami otaczającą go ciemność. Wtedy usłyszał stłumiony chichot. Jego towarzysz stał na rogu domostwa, spory kawałek od niego.
– Oszukałeś mnie! – krzyknął – Im się to wszystko podoba!
– Nie oszukałem cię, kolego. – odparł drugi, nadal chichocząc – Jest to coś zupełnie nowego, że skrzaci żart podoba się ludziom. Ale to nie o to w ogóle chodziło, tylko o to, by zamiast człowieka na dudka wystrychnąć skrzata! – Po czym pokazał mu język i zniknął za rogiem.
Przez kolejny tydzień oszukany skrzat chodził jak struty. „Na co to przyszło, by skrzat skrzatowi był wilkiem!” – myślał dalej, nie mogąc przeboleć swojej przygody. Figle nie cieszyły go już wcale, nawet te ulubione. Człapał więc tylko od chałupy do chałupy, szukając natchnienia do nowego żartu.
Wślizgując się do kolejnego domostwa zauważył skrzata, który, znudzony, wiercił pazurem w ziemniakach, robiąc na nich czarne plamy. Już miał się obrócić i odejść, gdy naszła go pewna myśl.
– Hej, kolego! – krzyknął.
Drugi skrzat oderwał pazur od warzywa i spojrzał na niego zaskoczony.
–Wiem, że nie powinienem cię zaczepiać, ale zacząłem chyba największy psikus w mojej karierze. Jest to coś, czego nikt jeszcze nigdy nie zrobił, ale nie dam rady sam tego skończyć. Pomożesz?
– W sumie... – odparł tamten – Czemu nie?
– Widziałeś tę hałdę pszenicy w szopie? – zapytał psotnik, z uśmiechem zacierając ręce.
– No, widziałem.
–To my im to całe zboże kamieniami zetrzemy na proch!
Z mroku zabobonu wyszliście i w mrok zabobonu powrócicie, ażeby tarzać się w grzechu i bujnie obrastać diabelstwem!

Awatar użytkownika
ikosimazaki
Posty: 15
Rejestracja: 19 lutego 2017, 22:15

Re: Skrzacie harce

Post autor: ikosimazaki » 20 lutego 2017, 17:32

Przeczytane, zaśmiane ;) pomysł oryginalny. O odbiorze tekstu jeszcze będzie, na razie rzeczy pseudotechniczne

Od razu zaznaczę, że będę się czepiał przysłówków, bo w mojej opinii można bez nich żyć, a jak ktoś lubi z nimi pisać, to ok ;) Licznik przysłówków i wyrażeń przysłówkowych: około 15, chyba że gdzieś się zgubiłem xD a czepiam się tego, bo moim zdaniem gwałcą zasadę "show, don't tell". Niektóre są ok, inne można zastąpić na rzecz innych elementów. Na przykład:
  • "dokładnie lustrował otoczenie" oraz "przechadzając się powoli" - tu można by opisać na co patrzy, co rzuciło mu się w oczy, co przyszło (lub nie przyszło) mu do głowy, wiesz, tak aby dać czytelnikowi do zrozumienia, kim jest postać, jak obserwuje świat; ukazać odmienny od ludzkiego, bo skrzaci sposób postrzegania rzeczywistości; bez tego bajka może być równie dobrze o różowych małych kucykach, które psocą :) dopiero pod koniec tekstu dowiadujemy się, że skrzaty mają pazury. Opisać kreaturki, może nawet prześmiewczo, nie zaszkodziłoby. Dodatkowo, patrząc oczyma skrzata na domostwo, można jednocześnie opisać świat przedstawiony. Być może w tym wypadku nie było to istotne, no ale, punktuję możliwości.
  • gorączkowo zastanawiając się - to moim zdaniem kłóci się z "swobodnie dyndając nogami", najpierw wiemy, że jest rozluźniony, a potem dowiadujemy się, że jest zniecierpliwiony; a wiemy to nie z obserwacji, tylko z informacji narratora ;) przysłówek można na luzie pominąć, gdyż później dowiadujemy się, że skrzacik rozważa możliwości, jakie przed nim stoją
  • "by przetransportować je bezpieczniena ziemię - czyli jak, że te garnki były bezpieczne, czy że skrzaty pracowały zgodnie z kodeksem bhp? xd doskonale wiem, o co chodzi, jednak to w oczy gryzie
Hmm, język trochę niespójny stylistycznie. Albo to tylko moje skrzywienie. Bajka ma być krótka, przyjemna i mieć morał ;) także te elementy jak najbardziej na miejscu są. Zabrakło mi właśnie spojrzenia na świat ze skrzaciej perspektywy i przedstawienia odmienności tych istot, lub podobieństwa do ludzi (rzuciło mi się w oczy, że skrzata można by zastąpić inną alegorią złośliwości, jakimkolwiek stworzeniem, które pluje jadem xd). Nie wiemy, dlaczego jeden skrzat ma głowę na karku i wie, że garnki się wypala, a drugi to przygłup i nie wie; potem zaś okazuje się, że przygłup wie, jak postępować ze zbożem. Skąd to wynika? Co to za istoty? Jak wyglądają? Wiemy za to, że są małe - z kontekstu - za to plus ;). Wiadomo - te elementy nie muszą być zawarte. Może bajkę przeczyta ktoś, kto dobrze wie, co to skrzat, bo codziennie rano ktoś dosypuje mu soli do kawy xd. A może była szansa, żeby wykreować te istoty w inny sposób, od nowa? Wspominam o tym, dlatego że w tekście pojawia się skrzaci kodeks. Z którego wynika tylko tyle, że dwa skrzaty nie mogą zajmować tego samego rewiru.

Bardzo przyjemnie się czytało, pozdrowionka :)

Awatar użytkownika
Nazareth
Posty: 65
Rejestracja: 20 stycznia 2017, 13:06

Re: Skrzacie harce

Post autor: Nazareth » 25 lutego 2017, 23:00

Witam, dziękuję za komentarz.

Przysłówki to, chyba kwestia estetyki, jednych rażą inni sobie chwalą, nie mniej jednak, uwagę wezmę sobie do serca i przemyślę.

Wyznaję podobną zasadę jak ty: bajka ma być krótka (odstępstwa się zdarzają, ale rzadko). Dlatego skąpię tych scen, próbując przejść do sedna nim stracę pełną uwagę czytelnika. Gdzieś czytałem, że przeciętny człowiek zaczyna się rozpraszać już po kilku minutach, a w bajce najważniejsze jest to "drugie dno" do którego zrozumienia potrzebny jest każdy szczegół. Druga zasada, którą lubię stosować w bajkach to: zostaw jak najwięcej wyobraźni czytelnika. Nie chcę opowiadać jak wyglądają moje skrzaty, chcę żeby to były twoje skrzaty. Czytelnik może im nadać dowolną formę, nawet kucyków, historii to nie zmieni ale sprawi, że stanie się ona po części własnością jej odbiorcy. Ale to tylko moje wynurzenia, być może nie mam racji. Twoje uwagi cenię i za nie szczerze dziękuję. Cieszę się że mimo wszystko czytało się przyjemnie. Pozdrawiam.
Z mroku zabobonu wyszliście i w mrok zabobonu powrócicie, ażeby tarzać się w grzechu i bujnie obrastać diabelstwem!

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Skrzacie harce

Post autor: pierdoła saska » 10 marca 2017, 08:03

Sympatyczne to było. Życia mi pewnie nie odmieni, ale przeczytałam do kawy i pouśmiechałam się do monitora. Przyjemna opowiastka ci wyszła :)

Co mi na prostą logikę w głowę nie zagrało, to że dla mnie, czytelnika, było cokolwiek jasnym, co takiego się stanie, gdy skrzaty włożą niewypalone garnki do pieca. Dlatego zanim się puenta pierwszego psikusa objawiła, to mi już coś śmierdziało i dlatego rzeczona puenta nie zaskoczyła tak bardzo jakby mogła. :) Zgadzam się z tym, co już napisano, że to nieco zastanawia czemu jeden skrzat coś wie, a drugi nie, gdy chodzi o takie no... dość codzienne rzeczy jakby. Ale też skłonna jestem zaakceptować "bo tak", bo to własnie taka bajka i pewne rzeczy w niej, wg mnie, mogą być na gębę. :)
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
kmiriad
Posty: 26
Rejestracja: 26 września 2017, 16:14

Re: Skrzacie harce

Post autor: kmiriad » 07 grudnia 2017, 12:11

No tak, warsztatowo bez fajerwerków, ale i bez większych zarzutów. Pomysł wcale dobry, a wykonanie raczej średnie. Poza pomysłem po prostu nie znalazło się tu nic ciekawego, może za wyjątkiem uwagi o skarpetkach i na upartego można dać plus za przekręcenie starego porzekadła o ludziach i wilkach. Na szczęście tekst nie był za długi ani męczący. Jak to kto napisał: przeczytane, zaśmiane.

ODPOWIEDZ