Drodzy Literkowicze!

Trwa głosowanie na PROZĘ MAJA! Zapraszamy do udziału w ankiecie.

W zimnej wodzie kąpany

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: W zimnej wodzie kąpany

Post autor: Krin » 10 sierpnia 2016, 18:45

A oto i zakończenie. Mam nadzieję, że się spodoba, bo je lubię, więc wy też musicie :P
IX Na otwartej przestrzeni, gdzie od lodowatego wiatru z północy nie osłaniały go ściany jurt, góry ani drzewa, czarny płaszcz ledwie wystarczał, by opanować drżenie, choć stworzono go z myślą właśnie o chłodach Białej Równiny. Jeśli pogoda nie miała się niedługo zmienić, zamiast lodowej pustyni zastać mógł lodowe piekło.
– Daleko jeszcze? – spytał Idiun. – Chcesz jechać na Białą Równinę? Fijernates tego nie wytrzyma. Do czego ci on?
– Wolałeś, żeby zginął?
– To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
– Po pierwsze, ja tu zadaję pytania. Po drugie, podróż twoja i twojego brata zaraz się zakończy. Widzisz te ruiny?
Porośnięte trawą mury były ledwie widoczne w słabym świetle poranka. Ponad morze traw wznosił się jedynie kawałek wieży. Kiedyś musiała być olbrzymia, przynajmniej w średnicy, nawet większa niż ta, którą Idiun widział w obrabowanym przez ojca Reandonie. Tam na jednym piętrze pomieścił się cały dwór Ragda, wliczając również konie.
– Krucza Przystań. – Dotarło do niego. – Dziadek mi opowiadał, jak tą krainą władał czarnoksiężnik podczas bitew zmieniający ludzi w konie. Miał córkę Lessie, przeklętą boginię przegranej wojny. Jako karę za grzechy ojca słoneczne bóstwa wysłały przeciwko niej hordę lodowych upiorów.
Chłopak spojrzał na niego, jakby oczekiwał odpowiedzi na ukryte w swoich słowach pytanie, ale Nean nie miał ochoty odgadywać, co miał na myśli.
– Opowiadałeś tę legendę ojcu? Płynie z niej ciekawy morał.
– Dziadek opowiadał. Wielokrotnie.
– Więc wiedz, że może i twój dziadek potrafił dobrze opowiadać, ale był idiotą. Po pierwsze, Biała Równina sześć wieków temu, gdy istniał wspomniany przez ciebie lud tarevinów zaczynała się tak daleko na północy, że upiorom było zupełnie nie po drodze. Po drugie, czarnoksiężnik zamieszkiwał tam, gdzie znajdowała się większość jego ziem, czyli na Białej Równinie i tam też znajduje się jego miasto, głęboko pod śniegiem. Po trzecie, nie uwierzę w istnienie ludu, który zmienia się w konie, bo to niemożliwe. Tak tylko obdarzeni wybujałą fantazją poeci zinterpretowali znajdywane freski. A po czwarte, czy widzisz tu gdzieś ruiny miasta? Bo ja tu widzę tylko ruiny starej świątyni Tereva zwanego przez was Frighiem.
Byli już na tyle blisko, że Idiun mógł przekonać się o prawdziwości słów Kruczarza. Wokół wieży nie istniały inne zabudowania. To rozrzucone szczątki zawalonych kondygnacji tworzyły iluzję rozległych ruin.
– Większość wierzy, że upiory przybyłe zza Białej Równiny były białowłose, o bladej skórze i zielonych oczach – odezwał się chłopak niespodziewanie. – W opowieściach Opiekunów upiory mają wprawdzie bladą skórę i zielone oczy, ale włosy ich są czarne albo rude, a za ich armią podążają setki kruków, dzięki którym znają tajemnice wrogów.
Dotarli do murów wieży. Dopiero teraz Idiun mógł zobaczyć, że najlepiej zachowana ściana południowa skrywała za sobą schody w dół. O nich także słyszał. Podobno jaskinia nie tylko była przeklęta, ale na końcu znajdowały się olbrzymie czarne drzwi, których nie dało się otworzyć, a które przemawiały do śmiałków, sprowadzając nań szaleństwo.
Kruczarz nie zszedł tamtędy. Przysiadł na porośniętym trawą kawałku muru. Bezmyślność właśnie wróciła ze zwiadów i usiadłszy na ramieniu swego pana, wpatrywała się w chłopaka z wyrzutem.
– Słyszałem, że u was ojcowie opowiadają te legendę synom, by ci pamiętali zawsze, aby wpierw poznać swego wroga i nigdy nie atakować bez rozwagi. Zakładam jednak, że ty masz inny cel niż edukowanie mnie w sztuce wojennej.
Idiun zsiadł ostrożnie z konia. Jego brat wciąż spał, co niepokoiło go, choć Kruczarz wielokrotnie zapewniał, że to tylko sprawka amuletu w kształcie węża, którego użył by nie przejmować się ciągle głodnym niemowlakiem.
– Pochodzisz z Białej Równiny?
Kruczarz milczał, spoglądając na chłopaka z pobłażliwością. Bawił się przy tym uchwytem od latarni.
– Tak. Moja rodzina żywi się śniegiem, a w ogródku za domem uprawia sople lodu.
– Czemu kpisz?
– Czy cokolwiek może pochodzić z Białej Równiny, gdzie nie ma słońca, roślin ani zwierząt? Nie ukrywam, że byłem tam niegdyś. Nie ukrywam, że podróżowałem po niej wiele miesięcy, ale to chyba nie czyni mnie jeszcze upiorem. Po prostu urodziłem się z takim wyglądem. To u nas rodzinne.
Idiun nie odpowiedział. I tak nie mógł ufać w szczerość demona z lodowej pustyni. Dlatego bez słowa podążył za nim do cuchnących wilgocią i przegniłą trawą podziemi. Schody były strome i wąskie. W fioletowym świetle latarni Kruczarza trudno było dostrzec stopnie wykute w czarnej skale, więc szedł bardzo powoli, przez co czarownik raz za razem znikał daleko poza zasięgiem wzroku. Poganiał go wtedy naciskiem woli, co tylko pogarszało sytuację.
Naprawdę nie pochodzisz z Białej Równiny, czy skłamałeś? – spytała Żira w umyśle Neana. Odezwała się pierwszy raz od dawna.
– Czy mam rozumieć, że wy wszyscy święcie wierzycie, abym był przybyłym z Białej Równiny demonem? Nie wiem, skąd Idiun wziął taką opowieść, ale przyrzekam ci, że moja rodzina nie zamierza zniszczyć ludzkiej cywilizacji ani nic podobnego. Nie ma jej na tyle dużo, żeby stworzyć armię. Właściwie, to chyba wcale jej nie ma.
Jego głos swobodnie rozchodził się echem po podziemiach. To co słyszał Idiun było już nieistotne.
Ale nie urodziłeś się w Czarnej Wodzie, prawda? – nie dawała za wygraną.
– Owszem, urodziłem się w Czarnej Wodzie. Czemu ja ci opowiadam swój życiorys? Jesteś tylko demonem, który bez wahani zabiłby mnie, gdybym dał mu szansę.
Czemu uważasz, że bym cię zabiła?
– Bo cię więżę, a ty jesteś mściwą i pozbawioną zasad moralnych kobietą? Żeby wykorzystać wiedzę, którą ci tak beztrosko wyjawiłem? Oba?
Kobieta zmienną jest.
– W ten sposób mnie nie przekonasz. Nie licz na to.
Wymruczała coś w odpowiedzi, oskarżając go przy tym o wiarę w stereotypy na temat kobiecej zdradliwości. To na początek. Zaledwie pół minuty wystarczyło jej, by dojść od tego do gwałtów.
– Uważasz, że gwałcę cię głosem? Jak się nazywa to zboczenie?
– Słucham?
Nie w porę zauważył, że stoi na ostatnim stopniu. Zatrzymał się odruchowo i Idiun zdążył już do niego dołączyć. Spoglądał na czarodzieja wytrzeszczonymi oczami.
– Nic, nie mówiłem do ciebie.
Nie patrząc na chłopaka, podążył niskim korytarzem o wspaniale zaprojektowanym krzyżowym sklepieniu z pozostałościami fresków. Byłby uroczy, gdyby nie wilgoć i pleśń pokrywająca ściany. Oczywiście wynurzające się gdzieniegdzie z zastępującego podłogę bagna kości także psuły widok.
– Gdzie idziemy? – Głos Idiun dopiero teraz zdradzać zaczął niepokój. Jak na zawołanie czar działający na Fijernatesa prysnął. Płacz dziecka niósł się echem po wiekowym tunelu.
– Do przodu.
Po pół godzinie stanęli przed żelaznymi wrotami. Gdy wreszcie oświetliła je latarnia Kruczarza, Idiun gwałtownie wciągnął powietrze. To, co z daleka wyglądało na przypadkowe linie, z bliska tworzyło złożoną z trzynastu scen historię. Głównym motywem były płomienie i czaszki.
Nean zgasił latarnię i ukrył ją między połami płaszcza, lecz w korytarzu nie zapadła kompletna ciemność. Oczy czaszki na samej górze jarzyły się białym światłem. Nie była to czaszka ludzka, lecz krucza.
– Kto przybywa? – rozległ się upiorny głos.
– Kruczarz. Z podarunkiem i prośbą.
Usłyszeli zgrzyty i nawoływania. Wewnątrz toczyła się dyskusja. Trwała drugie tyle, co ich droga przez podziemia i Idiun był już pewien, że ich nie wpuszczą, ale wtem drzwi otworzyły się bezgłośnie. Za nimi nie było nikogo, ale Nean nie zawahał się.
Weszli do komnaty służącej prawdopodobnie jako centrum świątyni. Na środku wznosił się złoty ołtarz. Na nim leżały zniszczone przez wilgoć kawałki papirusu o zupełnie nieczytelnej treści. Posągi pod ścianami zostały zniszczone, z ich pustych oczodołów wydrapano cenne klejnoty. Tylko malowidła na ścianach wciąż opowiadały historię w niesamowicie jaskrawych barwach, jakich Idiun nie miał okazji zobaczyć nigdzie indziej na Morzach Wschodnich.
Nean minął ołtarz obojętnie. Wiedział, że to część tylko na pokaz. Skręcił w pozbawiony ozdób korytarz odchodzący od sali. Niegdyś od reszty dzieliły go dobrze strzeżone drzwi, gdyż prowadził do komnat przeznaczonych dla kapłanów. Choć lokatorzy musieli opuścić go przed wiekami, pochodnie wciąż płonęły.
Gdy dotarli do końca, nawet Kruczarz nie powstrzymał się od pełnego zachwytu westchnięcia. Ze sklepienia olbrzymiej jaskini spływało białe światło, by odbić się od ciemnej tafli podziemnego jeziora. Wokół wody rosła trawa i drzewa pełne owoców. Śpiewały ptaki. Czy zdawało się Neanowi, czy ostatnim razem zastał tu tylko jamę pełną brudnej wody, a wokół niej szare, nagie skały?
Wyciągnął spod płaszcza amulet w kształcie kruka. Woda w jeziorze wydała się poruszać. Śpiewy ptaków umilkły. Przeciąg sprawiający wrażenie wiatru ustał. Niewielki raj zamarł w oczekiwaniu na jego krok.
Został jednak uprzedzony.
– Witaj, człowieku, którego zwą Kruczarzem. Mój ojciec jest nieobecny. Wieki minęły, odkąd pilnie musiał powrócić do swojego królestwa.
Z tafli jeziora wynurzyła się uformowana z wody kobieca sylwetka, taka jak ta, którą przed paroma miesiącami na jego oczach wyczarował Rin. Była oczywiście znacznie ładniejsza i wydawała się na wpół rzeczywista. Ciągnęło ją do niego. Mógłby jej dotknąć... Mógłby...
Skłonił głowę w ukłonie, jednocześnie odrywając spojrzenie od nagiego ciała. Skomentowała to krótkim śmiechem.
– Z kim mam zaszczyt, pani?
– Z Leujune, królową ciemnych wód i ciemnych jaskiń. – Zachichotała znowu, przybliżając się do niego i usiłując zmusić, by wreszcie na nią spojrzał. – Jestem córką najwyższego władcy magii, klątw i trucizn, który co ludzkie zmiata w proch, a co boskie zmienia we własne. Z czym przychodzisz, Kruczarzu?
– Przynoszę ci chłopca imieniem Fijernates, syna Ragda tytułującego się Panem Wszystkich Stepów i występującego jawnie przeciw wszechmocy najjaśniejszego Frigha, abyś go mogła mieć za swego sługę. W zamian proszę tylko o możliwość skorzystania z mocy twych wód.
– Ten drugi to Idiun, prawda? A gdzież się podziewa ich ojciec?
– Zginął z mojej ręki.
Leujune z dziecięcą radością przyklasnęła w dłonie.
– Przyjemność mi sprawiasz, przybyszu. Przyjmę do siebie chłopca, a tobie pozwalam korzystać ze swego źródła, ile tylko zechcesz. A nie pragnąłbyś może wstąpić na moment do mego pałacu, zaraz pod powierzchnią?
Nean nie wytrzymał i spojrzał wreszcie w kierunku bogini. Propozycja wyglądała na co najmniej dwuznaczną.
Wiesz, jaka jest podstawowa zasada przetrwania pośród samotnych i zbzikowanych bogiń? – spytała Żira w jego głowie. – Nie dać im się uwieść. Choć może w przypadku mężczyzn nie jest to tak kłopotliwe jak w przypadku kobiet. Nie rośnie im potem w brzuchu coś, co świeci na niebiesko i ciska błyskawicami.
Uwaga go zdenerwowała. Nie był idiotą. Poza tym rodzenie boskich synów i córek nie było tu największym problemem – siedzący całe wieki samotnie w jaskini bogowie miewali nieco perwersyjne poglądy na niektóre sprawy.
– Nie, wybacz, pani. Czas nagli, lecz jeśli kiedyś zbłądzę jeszcze w te strony, postaram się nie omieszkać wizyty u was.
Obietnica była ryzykowna, ale nie tak bardzo jak zwyczajna odmowa. Zwłaszcza, że nie zamierzał zjawiać się w tych stronach już nigdy więcej.
– Zapamiętam dobrze. – Wydała się lekko obrażona, ale istniała nadzieja, że tylko udaje i tak naprawdę jest zachwycona danym słowem. – Fijernates to, jak sądzę, to maleństwo.
– Tak.
Podeszła do Idiuna trzymającego na rękach rozwrzeszczanego brata. Cofnął się o krok. Potem kolejny. Cofał się dopóty, póki nie stanął pod ścianą. Wtedy Leujune zwyczajnie wyrwała mu dziecko z rąk. Uspokoiła chłopca kilkoma czułymi słowami i odeszła w czarną głębinę, na pożegnanie przesyłając Neanowi całusa. Zadrżał. Czy mu się zdawało czy obecność Żiry w jego umyśle zadrżała wraz z nim? Nieomal zaczął się zastanawiać, co ta kobieta wiedziała na temat bliskich kontaktów z bogami.
– Co z nim zrobi? – Głos Idiuna był słaby i cichy, a mimo to poniósł się echem po jaskini.
– Wychowa i zaopiekuję się lepiej niż my dwaj. Chodź tutaj.
– Po co?
– Zamierzam utopić cię w jeziorze.
Idiun prawie zaśmiałby się z żartu, ale wydobył z siebie tylko cichy skrzek.
Nean zdjął buty, zrzucił płaszcz i wszedł do jeziora, stając w miejscu, gdzie woda sięgała mu nieco powyżej pasa. Ręką upewnił się, że ma w kieszeni sztylet o czarnej rękojeści. Bezmyślność zakrakała radośnie.
– Nie ty – odpowiedział jej. – Ty już miałaś swoją szansę.
Zapomnienie zawtórowało mu szyderstwem.
– Chodź tutaj – powtórzył czarodziej.
Chłopak posłusznie, choć z wahaniem wypełnił polecenie. Wiedział, że sprzeciw wywoła bolesny nacisk woli czarownika.
– Jest lodowata – powiedział. Zanurzył tylko stopy, a już nie był pewien, czy da radę iść dalej. Równie dobrze mógłby kąpać się zimą w przerębli. W nocy. Przy najgorszej śnieżycy.
– Właź. – W tonie czarownika zaszła jakaś zmiana. Zniknęła z niego irytująca złośliwość, pozostawiając zimno.
Dla Neana woda miała znośną temperaturę – przeżył już gorsze rzeczy.
Gdy Idiun stanął po kolana w wodzie, mógł wreszcie go dosięgnąć. Chwycił chłopca za ramiona i nie dając mu czasu na zaczerpnięcie oddechu, wepchnął jego głowę pod wodę. Szarpał się, ale trzymał go mocno. Paznokciami zdzierał skórę z rąk Kruczarza. Wodę zabarwiła krew. Mężczyzna nie reagował na ból, więc złapał go za nadgarstki, próbując, choć na chwilę rozluźnić uścisk. Słabnął. Paliły go płuca. Ciało drżało od zimna.
Oczy. Dobrze, że nie widział jego oczu. Mógłby zobaczyć to samo, co w oczach Rina.
– Jesteś gotowe? – spytał Zapomnienie.
Potwierdziło.
– Idiunie, synu Ragda, księciu stepów odbieram ci twoje imię, odbieram ci twoje ciało, odbieram ci twoją duszę. Jesteś mój przez krew i szkło.
Szarpanie ustało. Dusza chłopaka opuściła ciało, by powędrować do kamienia. W przeciwieństwie do ojca, Idiun wciąż żył. Istnienie poza ciałem mogło mu zrobić krzywdę, zwłaszcza w tak młodym wieku, ale Nean już go nie potrzebował
Wciąż trzymając bezwładne ciało, rozpoczął pieśń w języku, który znał, a którego nigdy nie poznawał. Pieśń wypełniła dziwaczną krainę pośród martwych podziemi. Moc starożytnego źródła ocierała się o niego, Zapomnienie i ciało Idiuna. Splatała ich ze sobą w nowy, obcy i nienaturalny wzór.
Nean puścił ciało, a te samo wynurzyło się z wody.
– Będę mówił do ciebie Harfe. To oznacza zapomnienie w tutejszym języku.
Bezmyślność nie patrzyła, gdy jej towarzysz z niedowierzaniem sprawdzał umiejętności nowego ciała. Biegał i skakał jak oszalały. Chwytał w dłonie różne przedmioty, by nimi rzucać. Zasmucił go tylko fakt, że nie potrafi latać.
– Okropność – stwierdził, z trudem wydobywając głos.
– Nie marudź. – Nean stanął i odwrócił się do niego, choć był już przy wyjściu.
I popełnił błąd – spojrzał mu w oczy.
To nie były te same pełne fascynacji i nadziei oczy Idiuna. Te oczy były zupełnie czarne, bez śladu tęczówki. Chciał powrotu oczu Idiuna, tych identycznych z oczami Rina. Chciał, by raz jeszcze patrzyły na niego błagalnie. Chciał znowu cierpieć, bo cierpienie łączy się z pamięcią, a pamięć, choć bolesna, dosięgnąć potrafi także wzruszeń, także miłości. Bo najgorsze w tych twarzach i w tych oczach nie było to, że należały do dwóch młodzieńców czujących ogień w płucach i myślących o nadchodzącym końcu.
To była twarz i oczy Neana, kiedy dłonie Aleda ściskały go za gardło. To były jego pragnienia, jego fascynacja, jego wiara. Był takim samym młodym człowiekiem. To siebie samego utopił. To siebie samego skazał na śmierć. Bo był słaby! Naiwny! Niepotrzebny!
Gdy skończę z tym wszystkim, powinienem przywrócić go do życia – pomyślał i od razu zalała go fala złości.
Nie. Już taki nie był. Nie był litościwy. Nie był słaby. Nie był młodym człowiekiem – nie w głębi duszy.
Upuścił trzymany w ręku kamień. Przydepnął butem. Czerwień rozprysła się po podłodze.
Jesteś jednak okrutnym człowiekiem – powiedziała Żira.
– Od niektórych kąpieli zamarza serce.
Odwrócił się na pięcie i ruszył ku wyjściu.
KONIEC
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1785
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: W zimnej wodzie kąpany

Post autor: Kruffachi » 16 sierpnia 2016, 16:59

Ładnie napisana ta ostatnia wstawka. Podobała mi się stylowo :D Kruczarz rozbawił ze dwa razy, a Żira jako Pani Ekspozycja jest niezawodna - no po prostu lubię babkę i zdecydowanie pozostaje moją faworytką w Neanowym cyklu. Stanowi też zgrabne narzędzie dla Ciebie i potrafisz się nią posługiwać. Czytało się ogólnie dobrze. Jako fragment.

Przyznam szczerze, że mam problem z tym zakończeniem, bo ono jakby... nie jest zakończeniem do tej historii. Znaczy, OK, oczywiście widzę ramę kompozycyjną - to bardzo ładna rama. Widzę przewrotność tytułu. Widzę też, jak kolejne wydarzenia z siebie wynikają, ale jednak liczyłam na to, że powiążesz wątki w finale i dasz mi pointę z prawdziwego zdarzenia, a tymczasem wybrałaś inną ścieżkę i dołożyłaś kolejny element świata. No i nie wiem. Nie bardzo jednak. To znowu nie jest całostka, a raczej ogniwo w łańcuchu. Na tym właśnie polega trudność w pisaniu cyklu opowiadań, że to nie są luźno ze sobą powiązane rozdziały, a całości w pełni funkcjonalne nawet po wyrwaniu z kontekstu. Więc ja się pytam - co z polityką po zamordowaniu tak ważnych figur? Co z kultem? Po co Neanowi moc wody? Co z jego zemstą? Nie wiem, nie wiem i jeszcze raz nie wiem, a powinnam wiedzieć, bo to nie były hinty ani wątki tła - to była główna tkanka tego tekstu. To, co przeczytałam, to bardziej w swej strukturze jakby epilog i zapowiedź kolejnego opowiadania.

Wobec wszystkich tych pytań pojawia się jedno nadrzędne - po co tyle tego biegania, Neanie? Zaczynasz mi wyglądać na kogoś bez zmysłu ekonomicznego. Byleby było efektownie - taki trochę showman z ciebie i aż dziw, że jeszcze ta przypadłość nie raczyła ugryźć zgrabnego (z całą pewnością) tyłka.

Coraz bardziej natomiast podoba mi się cały ten świat i znajduję rosnącą przyjemność w czytaniu o jego kolejnych odsłonach. Tak, światotwórstwo to zdecydowanie jest coś, w czym Kriny są dobre :D Sprawiasz, że to wszystko żyje - mam wrażenie, że nie tylko na tym wąskim wycinku, który akurat pokazujesz, ale tak w ogóle. Jest barwnie, różnorodnie i wiarygodnie, a to ważne, jeśli mam się dać wciągnąć w Twoje opowieści.

Z takich drobiazgów - na początku Kruczarz nazywa dziadka Iduina idiotą. Skrzywiłam się. To, że ktoś wierzy w legendę, nie oznacza, że jest idiotą, prawda? Ignorantem, jeśli już potrzeba inwektywy.

Tyleż.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: W zimnej wodzie kąpany

Post autor: Krin » 17 sierpnia 2016, 12:15

I znów udało ci się zasiać w mym sercu wątpliwość o nieskończonym wymiarze. Bo sądziłam, że niektóre z rzeczy wspomnianych przez ciebie jako niejasne, powinny być jasne. W takim razie pozwolisz, że wymienię, co dokładnie mam na myśli i byłoby mi kosmicznie miło, gdybyś się, Kruffo, w jakiś sposób do tego odniosła. Po prostu chciałabym wiedzieć, czy to tylko twoje przeoczenie, czy faktycznie mój błąd.
Po co Neanowi moc wody?
Do tego, by oddać ciało Idiuna Zapomnieniu? Stąd zabawa w topienie.
Co z jego zemstą?
Kruczarz na samym początku mówi Rinowi, że Syriam jest ostatni. Po śmierci Syriama zemsta zostaje dopełniona.
Co z kultem?
Z jakim kultem? O.o

Trochę inną sprawą jest...
Z takich drobiazgów - na początku Kruczarz nazywa dziadka Iduina idiotą. Skrzywiłam się. To, że ktoś wierzy w legendę, nie oznacza, że jest idiotą, prawda? Ignorantem, jeśli już potrzeba inwektywy
Tutaj nie wiem, czy chodzi ci o to, że nie każdy, kto wierzy w legendy jest idiotą, czy o to, że zamiast idioty powinien się tam znaleźć ignoranta. Jeśli to pierwsze, proponuję wytłumaczyć to Kruczarzowi, który zachowuje się jak buc. Jeśli to drugie, po prostu wydaje mi się, że reakcją większości ludzi, szczególnie takich jak Kruczarz i w takiej sytuacji pierwsze na myśl przyszłoby słowo idiota, a dopiero potem ignorant. Zresztą, jak mówiłam, Nean nie popisał się uprzejmością w tej scenie i jakoś ogólnie nie pasuje mi, żeby się semantycznie rozdrabniał. Chce Idiunowi dopiec, to nazywa jego dziadka idiotą, skoro może. Taki objaw irytacji.
Tak, światotwórstwo to zdecydowanie jest coś, w czym Kriny są dobre
Moje małe czarne nekromanckie serduszko aż zabiło mocniej. Dziękuję :heart:
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1785
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: W zimnej wodzie kąpany

Post autor: Kruffachi » 17 sierpnia 2016, 12:49

Jeśli chodzi tylko o oddanie ciała Zapomnieniu, gra tym bardziej wydaje się jakaś taka niewarta świeczki... Łudziłam się, że może stoi za tym coś jeszcze.

Z zemstą - nie chodzi o to, że nie została dopełniona, a o to, że nie została skomentowana. Jakby dla Kruczarza nie miało to większego znaczenia, a skoro tak, po raz kolejny - po co ganianie? Punkt na liście zakupów do odhaczenia? ;)

Z kultem, którego istnienie sygnalizujesz, gdy wprowadzasz ludzi traw. Poświęciłaś temu nieco miejsca, wydawało się, że będzie znaczące.

Argument co do idioty przyjmuję, tak, to w wypowiedzi i masz rację. Co nie zmienia faktu, że się skrzywiłam ;)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: W zimnej wodzie kąpany

Post autor: Joa » 24 sierpnia 2016, 17:02

Część I i II:
SpoilerShow
Tysiące nieskatalogowanych ksiąg i zwojów śmiało się szyderczo z wnętrza ponurych piwnic.
Wnętrz.
Niektóre kusiły go tytułami, by rozpaść się w proch przy najlżejszym dotknięciu.
Nie jestem przekonana do tego zdania. Być może to czepialstwo, ale kuszenie tytułami nie ma bezpośredniego związku z rozpadnięciem się w proch przy dotknięciu. To znaczy wiem, że skusiły swoimi ciekawymi tytułami, on je dotknął, bo miał zamiar się w nie zagłębić, co z kolei doprowadziło do ich rozpadnięcia się, ale sama chyba wiesz, co mam na myśli. Ale to drobnostka.
Tylko... Przysunął kartkę bliżej świecy, aż płomienie niemal przypaliły krawędź. Zamrugał. Wrażenie minęło. Znaki znów były na swoim miejscu.
Nie do końca wiem, co się wydarzyło. Opisujesz jakieś zdarzenie, przywidzenie, ale ja tak naprawdę nie byłam w stanie na podstawie tekstu dowiedzieć się, czym to złudzenie było. Mam informację, że nastąpiło, ale czym się objawiło? Nie.
Słońce nie wstało jeszcze
Jeszcze nie wstało.
Tak właśnie – powiedział sobie – w Syvante jest miejsce jedynie dla czarodziejów i rybaków, dla tych zgłębiających tajemnice świata i dla tych cuchnących rybami. Chciałbyś pracować przy tych oślizgłych stworach przez całe życie, staruszku? Nie chciałeś, więc teraz skończ, co zacząłeś.
<3
Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi. Drgnął, ale nie ruszył się z miejsca. Pukanie dochodziło od głównego wejścia. Każdy normalny czarodziej spał o tej godzinie, więc nieznajomy musiał mieć sprawę do służby, choć takie nachalne pukanie od frontu nie należało do uprzejmych.
Wrócił do biurka, krzywiąc się, kiedy fotel zaskrzypiał nieprzyjemnie pod jego ciężarem.
Ten ciąg wydarzeń jest nieco nielogiczny w takim zapisie. Rozumiem, że krzywiąc się, wraca do biurka, a tam siada i DOPIERO wtedy fotel skrzypi pod jego ciężarem. Ale brakuje informacji. Im bardziej się też zagłębiam, to w sumie więcej widzę i - czy on jednak krzywi się, wracając, czy skrzywił się, gdy fotel zaskrzypiał?
Nagłe przybycie zdenerwowanego sługi zaskoczyło go. Młodzian o rozbieganym spojrzeniu trząsł się, gdy pod zirytowanym spojrzeniem swego pana tłumaczył, że tajemniczy gość ma sprawę nie do służby, a właśnie do Aleda. Do tego był kupcem i stary czarodziej aż zdumiał się na podobną bezczelność. Jaki kupiec nachodzi ludzi jego profesji o tak nieludzkiej porze? Z pewnością wyjątkowo odważny, a to Aleda zaintrygowało.
Jego gość wchodził właśnie
(...) właśnie wchodził
Czarodziej wiercił się pod tym spojrzeniem, podczas gdy jedyną oznaką nerwowości Razana było bębnienie palcami w drewniany blat. Brzmiało dziwnie. Trochę jakby uderzał w metal, a nie w drewno.
hehe
– Przepraszam za późną porę, ale sprawa nie cierpiała zwłoki.
– Dlaczego teraz, nad ranem? Nie lepiej było poczekać do świtu?
Więc poranek, wczesna pora czy jednak późna noc? I czy poranek to nie świt?
Wtedy go rozpoznał. Blada twarz, ostre rysy, wąskie usta zawsze wykrzywione w nieokreślonym uśmiechu, włosy czarne jak krucze skrzydła i zielone oczy demona z najgłębszych otchłani piekielnych. Jakby tego było mało, na ramieniu siedział mu kruk.
Naprawdę przez to go rozpoznał? Nean nie zmienił przecież wyglądu w ciągu wizyty. Naciągane, Parówko.
– Nean – szepnął. – Siło nieczysta
Rzeczywiście brzmi bardzo... filmowo? Groteskowo?
Uczynił gest odpędzający złe moce, ale mężczyzna tylko się zaśmiał.
– Odejdź! – wrzasnął. – Do mnie, duchy tego domu! – Rozłożył ramiona. – Schwytajcie i zgniećcie siłę nieczystą!
– Milcz, siło nieczysta!
Rina wciąż ubranego w charakterystyczny strój piekielnego mściciela
To także. Psuje klimat właśnie taką śmiesznością. Nie brzmi dla mnie dobrze.
Zawsze przedstawiał się jako Nean z Czarnej Wody, choć nikt zapytany w Czarnej Wodzie o kogoś podobnego nie potwierdziłby, że go zna. Ludzie zwali go Kruczarzem ze względu na nieustanne towarzystwo dwóch czarnych ptaków. Nean, jakiego Aled pamiętał, był bardzo młody, nieco dziwaczny (...)
I tu następuje ciąg informacji, które stopują akcję. Zasypujesz informacjami czytelnika wtedy, gdy ten chce po prostu przejść do akcji.
Potem od lat martwe drewno wypuściło pędy, tworząc sieć miejscami przebijającą skórę i łączącą ją z obiciem fotela niczym nić krawiecka.
Potem martwe od lat drewno (...).
potem zgasły nagle
nagle zgasły
Tym razem drewniane macki zaatakowały nożownika. Nachylił się nad nimi i zawarczał.
Na pewno nad nimi?
Za plecami Aleda rozległ się łomot. Wyłamana okiennica przeleciała mu nad ramieniem. Odwrócił się. W słabym blasku wschodzącego słońca ujrzał postać w czerni. Obcy dzierżył dwa zakrzywione ostrza, twarz ukrywał pod kapturem. Czyli dwie istoty piekielne. Tym razem drewniane macki zaatakowały nożownika. Nachylił się nad nimi i zawarczał. Cofnęły się spłoszone, a nieznajomy popędził w jego kierunku. Aled chwycił zgasłą świecę. Wosk natychmiast stopniał w jego ręce, tworząc osłonę i unieruchamiając napastnika. Było go coraz więcej i więcej, ale nożownik już znalazł na to sposób. Teraz macki pracowały dla niego, rozrywając zastygającą masę. Aled pociągnął za szufladę biurka. Z impetem wypadła na podłogę i musiał opaść na kolana, by móc w niej grzebać. Wyrzucił bezcenne notatki, na oślep szukając znajomego kształtu. Był. Niewielki nóż, zaledwie kilka centymetrów ostrza. Kazał mu urosnąć i zmienić się w wielką włócznie, którą bez trudu mógł dosięgnąć przeciwnika. Zniszczył woskową barierę i napiął mięśnie do rzutu. Kruczarz zerwał się. Aled zobaczył to kątem oka, usłyszał świst powietrza i umknął w ostatniej chwili. Fotel rozpadł się po uderzeniu o ścianę. Jedna z nóg wbiła się w biurko. Wyciągnął ją i na oślep posłał w kierunku nożownika.
Dokładnie tak, jak już wspomniano. Skupiasz się kolejno na jednostkach, w akcji nie możesz tak robić. Wygląda to tak, jakby kolejne osoby czekały na "wyjście z szeregu". Co mam na myśli - najpierw pojawia się "druga istota piekielna", następnie opisujesz reakcję Aleda, odpowiedź nożownika, znów działanie czarodzieja, aż nagle pojawia się Nean, jakby tylko na to czekał. Nie ma całości, szerokiej perspektywy, jest tylko makro. Brakuje oddalenia.
Aled złożył dłonie w znak odwrócenia i biurko zmaterializowało się z powrotem, tym razem nad głową Neana. Wróg krzyknął z bólu.
A tu np. brakuje efektu. Biurko nad głową Neana i od razu jego okrzyk bólu. Niby wiem, że pewnie ono spadło, ale...
– Tak. – Stwierdzenie zdało się bezbarwne.
Stwierdzenia zazwyczaj kojarzą się z czymś, co nie jest nacechowane emocjonalnie, więc i bezbarwne. Tak mi się wydaje. :D
Mógłbyś się choćciaż raz pospieszyć?
– Mówię po prostu, że planowałeś to wszystko przez lata. Szukałeś odpowiedniego wspólnika, odpowiednich narzędzi. Nie należysz do ludzi w gorącej wodzie kąpanych. Raczej do w zimnej wodzie kąpanych. W przerębli. W nocy. W środku zimy. Przy najgorszej śnieżycy.
<3
Z wody wyskoczyła piękna i – o czym warto wspomnieć – zupełnie naga sylwetka kobiety. Przebiegła drogę dzielącą ją od zaułka, gubiąc przy tym parę wodorostów i usiadła obok Kruczarza, ochoczo demonstrując swoje wdzięki. Niestety szybko zaczęła się rozpływać i po chwili na bruku pozostała tylko kałuża słonej wody.
Wtrącenie wydaje mi się pokraczne i całkowicie zbędne, ale całość opisu mi się podoba. Obrazowo, plastycznie. Fajnie.
dowiedział się o niej tyle tylko, że jest niebezpieczna. Kilka dni temu w odpowiedzi na natarczywe pytania
Żaden czarodziej nie dzielił się nią chętnie, a już zwłaszcza nie z czarownikami. Czarownicy to był gatunek gorszy, banda samouków nie uznawana przez autorytety i nie mającą dostępu do żadnych, prócz empirycznych, źródeł poznania magii.
znacznie młodszy, niż to podpowiadał zdrowy rozsądek.
– Wieje wiatr od Białej Równiny – odezwał się nagle. Wciąż ściskał w rękach latarnię i wyglądał, jakby wysnuł ten wniosek spoglądając w fioletowe światło. – Aż tutaj? – Rin zmarszczył brwi. – W jakim sensie? Jakby się nad tym zastanowić, każdy wiatr z północy, wieje od Białej Równiny.
Kto? Wiem, że Nean, wychodzi w praniu, ale równie dobrze mogłam uznać, że Rin.
Jakaś dyplomacyja, mówią.
– I co ja mam ze sobą zrobić twoim zdaniem? – Wiedział, że to bardzo głupie pytanie, wiedział jak bardzo odsłania się ze swoim przywiązaniem do starszego czarodzieja, ale też zdawał sobie sprawę, że Kruczarz musiał być go świadomy i nie pozostało wiele godności do uratowania.
Gubię się. Znów ciąg przyczynowo-skutkowy (nie wiem, czy mogę go tak nazwać) się chwieje. Pogrubiony fragment nie gra mi w tej całości w takim ustawieniu. Mowa o świadomości przywiązania Rina do Neana i nagle wciskasz info o godności. Nie wiem, jaki ona ma związek?
a w nocy nie groziło gościom zamarznięcie ani powódź spowodowana nieszczelnością dachu, tudzież wypadającą z okna okienni. Prawdopodobnie nie groził im również napad, ale Rin przewracał się nerwowo z boku na bok, po tym jak w nocy obudził go hałas i spostrzegł, że Kruczarz zniknął, zostawiając swoje rzeczy porozrzucane po całym pomieszczeniu.
"Tudzież" to nie "lub", a w takim kontekście - mam wrażenie - że go używasz.
– Nie, Panie.
mała
– Nie stój tak, tylko leć, bo nie lubię w smrodzie siedzieć – rzucił.
siedzieć w smrodzie
Człowiek nie tracił rozumu, bo już go po prostu nie było.
Rozumu czy człowieka? :zaslonka:
Wziął głęboki oddech i wszedł do środka. Tak jak przypuszczał, Rin spał spokojnie z twarzą zwróconą w jego stronę. Idealna pozycja. Nie będzie się musiał szarpać. Po prostu podetnie mu gardło – ofiara pocharczy przez chwilę, on popatrzy przez chwilę, a potem weźmie swoje rzeczy i pójdzie. Nic wielkiego.
przyszło mu mordować swoich towarzyszów.
Towarzyszy :zaslonka:
Nawet przez chwilę uciekł (Rin). Na nic. Próbował wyczołgać się z łóżka (Rin), ale ręce dwakroć starszego i silniejszego mężczyzny (Nean) uchwyciły go znowu (Rin), zanim zdążył nacieszyć się oddechem. Kruczarz oparł na nim cały ciężar ciała. Niemal usiadł (Nean) na chłopaku (Rin), wbijając mu kolano w brzuch. Z takiej pozycji już nie mógł uciec (Nean czy Rin?). Zwijał się (?). Błagał go wzrokiem, lecz czarodziej patrzył tylko, nie zwalniając uścisku, z zachwytem i bólem jednocześnie.
Rin przestał się szarpać. Stracił przytomność, choć żył jeszcze.
Po pierwsze: jeszcze żył. Po drugie znów to, co wcześniej.
I wtedy Nean to zobaczył, w tych jasnych oczach – odpowiedź zawsze odległa, a tak bliska. Prawda. Pojął nagle, że zna to spojrzenie, ten wyraz twarzy, ten spokojny oddech pośród nocnej ciszy.
Zna! Przez cały czas znał!
Na wszystkich bogów na niebie, na ziemi, pod ziemią, w piekłach i wszędzie, gdzie tylko bóg skłonny słyszeć wycie ludzkiej duszy!
Puścił gardło nieszczęśnika i po raz pierwszy od piętnastu lat, niepomny całkowicie co czyni, zmówił modlitwę do bogów swych ojców i dziadów. Spakował się drżącymi rękoma i wypadł z gospody, zostawiając za sobą przeklęte spojrzenie i przeklętą twarz. Chciał wymazać obraz z pamięci. Chwycił się za skronie, ale zapomniał wszelkich zaklęć. Pędził przez noc jak szaleniec, a gdy nadszedł świt, był już poza Syvante, w znacznie mniejszym porcie i to stamtąd wyruszył na kontynent.
co zobaczył? HAAAAAALO? Dobry haczyk na czytelnika!
Rin nie podążył za nim. Nean nie był nawet pewien, czy jest w pełni zdrów, a bał się posłać na zwiad jednego ze swoich kruków.
Rin w pełni zdrów czy jednak Nean?
Po pierwszej i drugiej części mogę Ci napisać o powtórzeniach, których jest multum. Istnieje zasada, że co powtórzone trzy razy, jest umieszczone w tekście specjalnie. Do mnie to trafia, sama używam i jestem za tym, by z tego korzystać, ale z rozwagą. Pomyśl nad tym, bo czytałoby się na pewno przyjemniej, a obie wiemy, że Twój zasób swój nie należy do ograniczonych, wręcz przeciwnie. I umiesz to wykorzystywać. Wyszczególniłam kilka takich momentów z pierwszego fragmentu, w drugim już nie miałam sił, ale wiem, że sama je znajdziesz, jeśli uznasz za istotne ich poprawienie.
Kolejna rzecz - gubienie podmiotu. Wspomniane wiele razy, nie pamiętam, czy coś wypisałam, ale to na pewno następna drobna rysa w warsztacie, nad którą musisz popracować.
Skaczesz też narracją z głowy jednego bohatera na drugiego, czasami wręcz ucinasz ją nagle (rozumiem, że Aled umarł, ale to nagłe przeniesienie się na perspektywę Rina i Neana nie było dla mnie najlepszym pomysłem). Gubię się jako czytelnik. Muszę dochodzić kto, co zrobił, powiedział, w czyjej teraz głowie siedzi narrator lub z czyjej perspektywy jesteśmy prowadzeni.
Zdecydowanie też scena akcji nie należy do udanych. Brakuje tego oddalenia, całego obrazu. Przybliżasz się z lupą kolejno do pojedynczych elementów i bohaterów. To tak jakbyś miała obejrzeć "Sąd Ostateczny" Boscha, ale oglądała go w kawałkach, w osobnych egzemplarzach - na jednej kartce jedną scenę, na drugiej inną, z innym bohaterem - brakuje Ci wtedy wiedzy, jak te dwie sceny ze sobą współgrają w całości.
Przy dynamice, a także w kilku innych scenach pojawił się też ten problem braku uściślenia. Nie wiedziałam, czy biurko na Neana spadło, czy krzyknął sobie ot tak lub kiedy Aled się skrzywił. Drobnostki, niedopatrzenia, ale jednak są i warto byłoby to poprawić.
Ostatni zarzut to mające brzmieć groźnie okrzyki Aleda i informacje o Rinie lub Neanie, które miały podkreślić ich moc, potęgę, niebezpieczeństwo. Psuje to klimat, wytrąca z utworzonej przez Ciebie atmosfery. Aled zdaje się wtedy groteskowym, nieco filmowym czarodziejem (jakby go wzięli z filmu o egzorcystach), a Nean niczym obrośnięty legendą, mitami facet, ale jednak facet.
Póki co bohaterowie nie zachwycili, a to niestety jest pierwszy element, który mnie zawsze przyciąga do tekstu i trzyma do końca. Rin - młodziak, trochę nieogarnięty, nadgorliwy (bo wpada, mimo że Nean sobie te nie życzył), ale jednak czy coś go dla mnie wyróżnia? Nie bardzo. Nean ma zadatki, jasne. Jest starszy, bębni w drewno (a tu stuku puku - metal!) i wydawać by się mogło, że powinien być dojrzalszy. A brakuje mi w nim dojrzałości, skoro pojawia się informacja, że ma około trzydziestu lat. Póki co jego charakter nie jest na tyle zarysowany, bym mogła za nim wielce przepadać, ale mam nadzieję, że wkroczymy na ścieżkę sympatii :3 Fajnie wypada w relacji z Żirą, jest nieco bardziej opanowany, naprawdę do polubienia. I mam nadzieję, że to się nie zmieni w dalszych wstawkach. Zdecydowanie jest tak, jak pisała Kili - relacja Żiry z Kruczarzem wydaje się być ciekawsza niż Rin z Neanem.
Aled - było o nim co prawda wiele, jak na postać przyczynek do poznania pozostałych, ale wypadł chyba najgorzej. Śmieszny starzec, niewzbudzający we mnie sympatii ani współczucia, a raczej politowanie. I nawet nie czułam wielkiego do niego wstrętu po informacji, że Neana zabili w kilku - a to mogła być świetna okazja, by coś do czarodzieja poczuć; złość, wspomniany wstręt, nienawiść.
Podobają mi się imiona i nazwy. Naprawdę. Nean, Żira, nazwy geograficzne. Na plus oceniam też relację pomiędzy Kruczarzem a właśnie zaklętym w klejnocie demonie. Dodatkowo świetnie widać, że chcesz uciec od sztampowości fantasy. Nie czytałam dużo fantastyki, rzeczywiście, w większości jednak jeśli się napatoczyła to albo teksty na forum, albo klasyka. I piszesz o niebo lepiej niż początkujący autorzy na forum, ba, czasami wolałabym żeby po poprawkach Twój tekst wylądował w księgarni niż kilka wydanych już książek fantastów. Fajnie że szukasz swojej drogi, swojego świata, swojego stylu. Widać, że jesteś pracowita i to na bank się opłaci. Jeszcze kilka lat, może rok, może dwa i poprzeczka będzie zawieszona wysoko. I mówię to, gdy masz siedemnastkę na karku. Halo, niektórzy siedemnastolatkowie teraz za jedyne swoje osiągnięcie mogą podać tróję z matmy. Albo wypicie kraty piwa.
Ogółem, jak już Ci napisano - nie jest najlepiej. Szczególnie mając na uwadze, że poprzednie teksty (czytałam! Może nie komentowałam, ale czytałam) były lepsze i tych problemów nie było. Albo były ale jako problemy w całości tekstu, a tu znalazłam tyle w dwóch krótkich fragmentach.

III, IV, V, VI:
SpoilerShow
– Przewróćcie pomnik i rozłupcie na kawałki, ale tak żeby dało się rozpoznać – rozkazał.
Rozpoznać co? Mimo wszystko bym uściśliła.
Nie podziękowali ani poruszyli się,
Ani nie poruszyli?
Przeklinam twojego syna i następce.
a zbyt niechętnie dbają o to (przecinek)co ważne, o rodzinę, o honor i cnoty, które czynią nas ludźmi.
a nie takim (przecinek)jakim zapisano go w liczbach i literach.
czasem upałów, a czasem mrozów.
zbędny
Śpieszę z wyjaśnieniami, Najjaśniejszy Panie,
– Jak wolicie, Najjaśniejszy Panie.
mała?
Nie ważne czy jego żony powiją synów
razem
sojusz opary na zaufaniu.
oparty
w kacie pachołkowi.
kącie
nie pomniejszy mocy teko układu?
tego :D
iż wychodził stamtąd z uśmiechem kupca robiącego właśnie interes życia.
Zbyt dużo tego określenia. Pojawia się już z trzeci, czwarty raz. Tak samo z bębnieniem, które brzmi jak stukot w metal lub informacje o tym, że Żira zamieszkuje latarnię, że sztylet miał czarne ostrze i białą rękojeść.
Nean mógł go oglądać jeszcze przez chwilę. Potem zniknął za wzniesieniem
Nean czy Syriam?
te myśl.
A to dla takiego ważne (przecinek)myślisz?
z synem i następcą Pana Wszystkich Stepów (przecinek)Idiunem.
Żałował, że nie może jej odpowiedzieć w obecności Idiuna. Nie podobała mu się ta rozmowa. Czarownicy nie opowiadają ani o swojej profesji (przecinek)ani o wykształceniu
Czyli ona nie słyszy jego myśli? Upewniam się, bo jakoś po pierwszych wstawkach myślałam, że jest w stanie. :bag:
te historię.
i nie dajcie bogowie popełnił błąd.
"nie dajcie bogowie" jest wtrąceniem. Winc przycinki!
Wepchnął latarnię pod płaszcz, uprzednio nakazawszy jej pilnować go przed intruzami i zasnął.
Latarni kazał pilnować płaszcza czy Neana? :D
zabrakło mu talentu do zapamiętywania ich.
ich zapamiętywania
Osobiście dzielę ją na tą, która może zaszkodzić i na tą, która może zabić.
tę, tę
Widzę podobieństwa między Syriamem a Rinem - obaj wymiotują na widok przemocy i obaj nie radzą sobie z koniem. Fajne szczegóły, ale nie powtarzane nagminnie. Stosujesz też powtarzanie informacji, gdy mowa o Żirze i jej uwięzieniu w latarni, bębnieniu i odgłosie metalu, uśmiechu kupca i całej fizjonomii Neana. My to już wiemy, a nie jest to na tyle istotne, by powtarzać za każdym razem.
Jest lepiej! Przy tych wstawkach nie skupiałam się już tak na błędach, ale bardziej na klimacie i rozwoju sytuacji. Relacja Żira - Nean jest coraz lepsza, niemalże czuła. Nie wiem, chyba siebie jednak lubią, czyż nie tak? Nie jest ona dla mnie przesadnie irytująca, przepadać za nią, nie przepadam wielce, ale chyba całkiem lubię. Właśnie dzięki rozmowom między Kruczarzem a nią. Są spokojne i stanowią dla mnie najlepszy element tekstu (już w trakcie drugiej wstawki najbardziej właśnie dialog między nimi mi się spodobał).
Radzisz sobie całkiem fajnie w dialogach. Nie nudzą, są w miarę naturalne. Naprawdę dobry element, według mnie.
Pojawia się też klimat. Jurty, czarownicy, umiem sobie to wyobrazić i mi się podoba. Rzeczywiście może przywodzić na myśl różne skojarzenia, ale nie uznaję tego za błąd. Więc tak - zaczął podobać mi się kreowany przez Ciebie klimat.
Fajne jest też to, że nietrudno o zapamiętanie bohaterów. Wyważyłaś to, pamiętam każde imię i każdą ważniejszą postać, a sama na pewno wiesz, jak czasami można się pogubić w mnogości osób w tekście. Więc o każdym można coś powiedzieć, da się ich rozróżnić.Nie miałam sytuacji podczas czytania, gdy myślałam, np. "Halo, kim jest ten Kruczarz?" (co byłoby denne :facepalm:). Naprawdę, młodzi autorzy nawpychają miliarda bohaterów i nie wiadomo kto, jest kim. Także brawo!

VII i VIII:
SpoilerShow
Wewnątrz tańczyły płomienie w kolorze szkarłatu, co wskazywało na dużą aktywność mocy zaklętej wewnątrz.
się pozbyć Neana z Czarnej wody?
Duża.
Telen siedział z jedną ze swych żon na kolanach i drugą, najwyraźniej cudzoziemką, grającą na lirze. W dłoni trzymał kielich wina.
Nie do końca jednak wiadomo czy obie siedziały na kolanach, czy jedna siedziała tam, a druga np. obok.
Telen zrobił krok w tył, lecz nie ośmielił się sięgnąć po broń przeciwko swemu wodzu.
A nie "wodzowi"?
Z blizny pozostałej po ostrzu Kruczarza raz jeszcze poleciała krew.
Już doczekał się blizny? Tak szybko?
We wnętrzu pierwszą ujrzał krew.
Czego?
A gdy słowa przebrzmiały, Ragd – pierwszy i ostatni Pan Wszystkich Stepów, padł bez życia, a wraz z nim wszystkie jego córki, gdziekolwiek się znajdowały.

Albo myślnik zamiast przecinka, albo odwrotnie.
boga Frigha
kaplica Frigha
ciężar amuletu Righa,
amuletu Frigha
boga Righa.
A więc?
by złożyć czarodzieja (Syriama) w ofierze bogu o kruczej głowie i spalić jego ciało (Syriama) tak, jak niegdyś jego ciało (Syriama czy Neana) zostało spalone.
czarnoksiężnik podczas bitew zmieniający ludzi w konie.
zmieniający podczas bitew ludzi w konie
te legendę
– Tak. Moja rodzina żywi się śniegiem, a w ogródku za domem uprawia sople lodu.
<3
który bez wahani zabiłby mnie
Wymruczała coś w odpowiedzi, oskarżając go przy tym o wiarę w stereotypy na temat kobiecej zdradliwości. To na początek. Zaledwie pół minuty wystarczyło jej, by dojść od tego do gwałtów.
– Uważasz, że gwałcę cię głosem? Jak się nazywa to zboczenie?
– Słucham?
:facepalm: Żiro...
Głos Idiun dopiero teraz zdradzać zaczął niepokój.
Gdy dotarli do końca, nawet Kruczarz nie powstrzymał się od pełnego zachwytu westchnięcia. Ze sklepienia olbrzymiej jaskini spływało białe światło, by odbić się od ciemnej tafli podziemnego jeziora. Wokół wody rosła trawa i drzewa pełne owoców. Śpiewały ptaki. Czy zdawało się Neanowi, czy ostatnim razem zastał tu tylko jamę pełną brudnej wody, a wokół niej szare, nagie skały?
<3
Wiesz, jaka jest podstawowa zasada przetrwania pośród samotnych i zbzikowanych bogiń? – spytała Żira w jego głowie. – Nie dać im się uwieść. Choć może w przypadku mężczyzn nie jest to tak kłopotliwe jak w przypadku kobiet. Nie rośnie im potem w brzuchu coś, co świeci na niebiesko i ciska błyskawicami.
XD
Gdy Idiun stanął po kolana w wodzie (Idiun), mógł wreszcie go (Idiun czy Nean, Neana czy Idiuna?)dosięgnąć. Chwycił chłopca (tu wiadomo że Nean)za ramiona i nie dając mu czasu na zaczerpnięcie oddechu, wepchnął jego głowę pod wodę. Szarpał się (Nean czy Idiun?), ale trzymał (Nean czy Idiun?) go (kogo?)mocno. (I tak dalej)Paznokciami zdzierał skórę z rąk Kruczarza. Wodę zabarwiła krew. Mężczyzna nie reagował na ból, więc złapał go za nadgarstki, próbując, choć na chwilę rozluźnić uścisk. Słabnął. Paliły go płuca. Ciało drżało od zimna.
I popełnił błąd – spojrzał mu w oczy.
To nie były te same pełne fascynacji i nadziei oczy Idiuna. Te oczy były zupełnie czarne, bez śladu tęczówki. Chciał powrotu oczu Idiuna, tych identycznych z oczami Rina. Chciał, by raz jeszcze patrzyły na niego błagalnie. Chciał znowu cierpieć, bo cierpienie łączy się z pamięcią, a pamięć, choć bolesna, dosięgnąć potrafi także wzruszeń, także miłości. Bo najgorsze w tych twarzach i w tych oczach nie było to, że należały do dwóch młodzieńców czujących ogień w płucach i myślących o nadchodzącym końcu.
To była twarz i oczy Neana, kiedy dłonie Aleda ściskały go za gardło. To były jego pragnienia, jego fascynacja, jego wiara. Był takim samym młodym człowiekiem. To siebie samego utopił. To siebie samego skazał na śmierć. Bo był słaby! Naiwny! Niepotrzebny!
Gdy skończę z tym wszystkim, powinienem przywrócić go do życia – pomyślał i od razu zalała go fala złości.
Nie. Już taki nie był. Nie był litościwy. Nie był słaby. Nie był młodym człowiekiem – nie w głębi duszy.
Upuścił trzymany w ręku kamień. Przydepnął butem. Czerwień rozprysła się po podłodze.
Jesteś jednak okrutnym człowiekiem – powiedziała Żira.
– Od niektórych kąpieli zamarza serce.
Odwrócił się na pięcie i ruszył ku wyjściu.
Podoba mi się.
W tych wstawkach głównie dużo było pogubionych przecinków. Wiele. Nie wiem, czy z powodu nieuwagi, czy nie do końca jeszcze ogarniasz, gdzie je wstawiać, ale sygnalizuję. Są. Nie wypisywałam, bo nie chciałam. Czytało mi się zbyt dobrze.
Właśnie. Dobre wstawki, podoba mi się zakończenie. Zdecydowanie widać, że coś poszło nie tak z początkiem, dopiero później się rozkręcasz i dajesz czytelnikowi naprawdę fajny świat. Bo tworzysz bardzo fajne uniwersum, Młoda, dziwię się, że się nie gubisz i jest to w jakiś sposób spójne. Póki co to największy plus, który u Ciebie znajduję (a przecież klimat jest niezwykle ważny w powieściach i tekstach, gdy go nie ma... jest słabo. W dodatku ciężko o coś odkrywczego). I dialogi. Lubię twoje dialogi. Nie męczą. Sama powieść również.
Zdziwiłam się tym, bo pamiętam chyba "Piąty Żywioł", gdzie było ciężkawo. Tu, gdyby nie przecinki, latanie z perspektywą na prawo i lewo, niepotrzebne informacje w miejscach, gdy ich być nie powinno, czasami przestawiony szyk zdań - czytałoby mi się naprawdę dobrze. Halo, Krin. NAPRAWDĘ DOBRZE.
Mam nadzieję, że się nie przerazisz spoilerami i uwagami dotyczącymi głównie stylu lub spraw technicznych. To nie ze złośliwości lub chęci pokazania, jak wiele jest do poprawy. Lub jakiegoś okrucieństwa czy coś. Za jakiś czas, tak jak pisała Kanterial, mam nadzieję, że będziesz się śmiać z tego, jakie błędy (drobnostki na tak wczesnym etapie) popełniałaś. Masz na wszystko czas i szereg możliwości, Krin.
Więc zrób z tym to, co powinnaś.
Pisz jak najwięcej.

SpoilerShow
To nie jest mój najlepszy i najspójniejszy komentarz, ale myślę, że doszukasz się sensu w moim bełkocie.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: W zimnej wodzie kąpany

Post autor: Krin » 24 sierpnia 2016, 19:24

Mój wniosek z tych wszystkich komentarzy jest jeden - bardzo starałam się przy redakcji nie używać zbyt wielu zbędnych słów i chyba poszło mi za dobrze. Przy następnej redakcji będę stawać na głowie, ale cóż... Chyba po prostu nie znalazłam jeszcze złotego środka.

Dzięki ci za komentarz, Rolfie.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: W zimnej wodzie kąpany

Post autor: Siemomysła » 01 września 2016, 13:43

Krin, moja Krin!

Oto i ja wreszcie przeczytałam całość.

Nie chcę powtarzać po innych, więc przeczytałam komcie. Muszę się zgodzić w wielu miejscach z przedmówcami - na przykład takie podmioty robią bałagan i robią bałagan właśnie z tego powodu, o którym mówi Kan i Kruff - nie trzymasz się jednej perspektywy w obrębie danego fragmentu, ale jednocześnie nie piszesz też narratorem wszechwiedzącym. Myślę, że skupienie się na jednej perspektywie to jest to, co powinnaś teraz ćwiczyć. Wiem, że już to wiesz, bo mówili, ale chciałam Ci po prostu powiedzieć, że miałam to samo. Czasem strasznie trudno jest się trzymać jednego bohatera, bo on nie może wiedzieć, zobaczyć czegoś, bo trzeba kombinować i tak dalej, ale jak się wyćwiczy to właśnie, to ma się naprawdę sporą bazę do dalszych działań i doskonalenia aż do perfekcji. A z podmiotami nadal mam problem - widzę je u innych, pogubione, fruwające, pozbawione dokładnych wskazań (przez imię, funkcję i tak dalej) a teraz przy pracach redakcyjnych płakałam nad sobą i ciężkim losem pani redaktor usiłującej je połapać. Wiem, że to marne pocieszenie, że ktoś inny ma/miał jak Ty, ale faktem jest, że teraz mam z nimi znacznie mniejszy problem, niż to było 3 lata temu, więc to jest też dowód na to, że da się wypracować radzenie sobie z podmiotami. Mogę Ci podać taki klasyczny błąd w Twoim wykonaniu:
Gdy Idiun stanął po kolana w wodzie, mógł (TU WIADOMO KTO, BO TO Z POPRZEDNIEGO ZDANIA JASNO WYNIKA) wreszcie go dosięgnąć. Chwycił chłopca za ramiona i nie dając mu czasu na zaczerpnięcie oddechu, wepchnął jego głowę pod wodę. (TU TEŻ WIADOMO, KTO KOGO WPYCHA, JAKBY ZA CIOSEM ZOSTAJEMY Z NEANEM JAKO WPYCHACZEM) Szarpał się, ale trzymał go mocno. (TU ROBI SIĘ PROBLEM - BO Z KONSTRUKCJI POPRZEDNICH ZDAŃ I Z TEGO, ŻE OSTATNIM PODMIOTEM BYŁ NEAN WNOSZĘ, ŻE TO NEAN SIĘ SZARPAŁ I PRAWDOPODOBNIE TEŻ TRZYMAŁ MOCNO :) ).

Ale chyba największy problem miałam, gdy do ciemnego namiotu Neana wszedł Idiun. Prawdę mówiąc nie wiedziałam, kto co mówi zupełnie, musiałam to trzy razy czytać.

Kolejna rzecz - mnie też umknęła motywacja Neana. Rozmyła się. Szedł po zemstę, robił wszystko, by ją osiągnąć i zlał zupełnie fakt, że się zemścił. Gdyby on chociaż stwierdził, że właściwie nic w temacie nie czuje, to by było coś. Chyba bym go wtedy bardziej lubiła. A tak to jakby nagle zmienił się sens jego pobytu na stepach. I to nie w taki sposób, że dzieje się coś, bohater dowiaduje się czegoś i myśli, OK, właściwie wykorzystam to i zrobię to. Nie. To wygląda jakby zamysł zmienił się Tobie w trakcie pisania. Dlaczego? O tym też zdaje się pisała Kan - bo choć ogrom tego tekstu jest pisany z perspektywy Neana, ja nie wiem, czego Nean chce, co myśli w jakim momencie, kiedy dostrzega okazję do wykorzystania. W związku z tym odbieram go tak, jakby realizował plan od A do Z. Gdy tymczasem ja wiem, że najpierw miała być zemsta, a wyszło zasiedlenie nieszczęsnego Idiuna przez Zapomnienie. Przy czym wiem dlatego, że to właśnie dokładnie przeczytałam.

Kolejna rzecz, która mnie mocno ukłuła i też była wspomniana (potraktuj to może tak, że skoro wszyscy o tym mówią to po prostu coś jest na rzeczy, co?) - identyczność Rina i Syriama. Ta jazda konna i rzyganie. Rzyganie jest ogólnie ograne (wiem, że jest, sama stosuję, oczywiście, że tak, przecież jak mam pokazać, że ktoś jest ludzki i nie stworzony do okrucieństwa, jak nie przez taką scenę właśnie? swoją drogą, czy chłopak nie był zabójcą?) i w tym momencie jeśli pojawia się dwa razy u dwóch bohaterów na przestrzeni krótkiego tekstu, to dla mnie automatycznie wskakuje na półkę - istotna informacja. I myśli biegną: "hmmmm... a może Rin siedzi w Syriamie? a może to jakieś pokrewieństwo?" wiem, absurdalne myśli, wnioski z przysłowiowej dupy, ale szukam czegoś, bo że po prostu bez powodu dwa razy użyłaś tego samego środka nie chce mi się wierzyć.

Z nieco innych rzeczy. Nie daje mi spokoju pierwsza scena z ludźmi stepów. Ragd widzi, że jego ludzie zabierają się właśnie radośnie do gwałcenia Opiekunki. Przy czym bardziej boją się jego niż jej. Owszem, chcą ja zakneblować, żeby nie rzuciła klątwy, ale nie widzą ogólnie innego problemu, poza "szef może się wkurzyć". Ragd tymczasem okazuje jej - a w jej osobie kultowi - brak szacunku bo jej daje w twarz i ją kopie. Podkreśla to, że pokazał przed swoimi ludźmi, że się nie boi i że nie szanuje. No OK, ale oni chcieli ją zgwałcić. Czy gwałt zbiorowy to jest okazanie Opiekunce szacunku? Albo wyraz strachu przed nią? Wątpię. Ragd na tle swoich ludzi wypadł raczej blado moim zdaniem.

Żal mi urwanego wątku Rina. Znaczy, źle, nie urwanego, bo się wszak zakończył, ale tego, że ta relacja nie poszła dalej, że mi ich tak naprawdę nie pokazałaś, poza tą jedną sceną na początku - świetną sceną, gdy chłopak próbuje się w "czarach". Zgubiłam też chyba moment, w którym Bezmyślność miała swoją szansę. Takie słowa padają z ust Neana w jaskini - rozumiem, że chodzi o szansę na zyskanie ciała. Kiedy to było?

Ach i kwestia poświęconej żony. Jak rozumiem żona nie była dla Ragda kimś bliskim? Liczyły się tylko dzieci? Bo bliskich i jego miał Nean nie tykać. Tak? I ja wiem, że Ragd się zgodził na układ, ale dla mnie on w szybkim tempie zmienił zdanie. I OK, jasne, to była nowa żona, miał ich dużo. Potrafię to sobie wytłumaczyć, ale chciałam dać znać, że nie przeszłam nad tym tak po prostu do porządku dziennego.

Natomiast muszę też powiedzieć Ci, że potrafisz budować sceny. Tamta wspomniana już nadmorska scena. Ta końcowa z jaskini. Ta stworzenia Ragdowego syna - cały rytuał <3 To się pięknie czyta po prostu.

W humor też potrafisz -
Choć może w przypadku mężczyzn nie jest to takie kłopotliwe jak w przypadku kobiet. Nie rośnie im potem w brzuchu coś, co świeci na niebiesko i ciska błyskawicami
<3 <3

Ale tak zupełnie przede wszystkim to ja Ci zazdroszczę ścieżek, którymi chadza Twój umysł. Zazdroszczę Ci takich, a nie innych pomysłów. Oryginalności i świeżości. Twoje fantasy jest po prostu inne, Nean jest niezwykłym bohaterem, choć tak, tu też się zgodzę z przedmówcami - widać, uczucia, jakimi go darzysz i to nie zawsze wychodzi mu na dobrze ;) Ponadto pięknie uwypukliłaś to pragnienie cywilizacji u ludzi stepów <3 Taki moment przełomu, oni jakby doszli do momentu, gdy rozpocznie się asymilacja. Już się zaczęła, choć walczą - tacy jak Ragd walczą, ale okiełznać całe plemię nie jest łatwo. Fajne to jest po prostu. Groza Białej Równiny też jest świetna - to, że ona kiedyś była dalej, że jakby idzie w ich stronę, tak? Przybliża się, rozszerza i zagarnia. Dobrze zrozumiałam? Mam nadzieję, że tak, bo mi się to bardzo podoba.

Chcę Cię czytać więcej, Krin.
Pamiętaj o tym.
:nano:
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
MononokeGirl
Posty: 209
Rejestracja: 07 stycznia 2017, 17:46
Lokalizacja: Światełko w ciemnościach
Kontaktowanie:

Re: W zimnej wodzie kąpany

Post autor: MononokeGirl » 18 stycznia 2017, 14:43

Czy mi się podoba niech najlepiej świadczy szybkość, z jaką czytam i komentuję :P kiedyś się wyśpię... kiedyś
Obudził go kruk, który wydając upiorne dźwięki (przecinek) wylądował na biurku.
int.
Obudził go kruk, który wydając upiorne dźwięki wylądował na biurku. (...) powrotem na biurko, kruka już nie było.
powt. (np. z powrotem na blat, ptaka już nie było)
– Co Szanownego Pana do mnie sprowadza? – kontynuował, kiedy gość zajął już swoje miejsce.
Kilka osób już chyba zwracało uwagę na duże litery. Kiedyś czytałam wywiad z Miodkiem, który śmiał się z tego, że ludzie nadużywają dużych liter. Znalazłam też coś takiego http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/tytuly ... ;9261.html Chociaż nie do końca jest to dobrze wytłumaczone. Aczkolwiek tak samo jak szanowny pan, tak np pan hrabia itp powinno być z małych liter. Wyjątkiem jest podkreślenie uczuć i szacunku, jakim darzy się rozmówcę, a tu wątpię, by czarodziej darzył specjalnym afektem gościa :P Dlatego też pisze się np. Jego Świątobliwość czy Najjaśniejsza Mość Ludwik XII, bo głowie kościoła czy państwa należy okazać ten szacunek.
Śmiech, który kazał by Aledowi [mu] zaufać, gdyby przed laty nie pozbawił tego człowieka życia.
Chyba że to Kruczarz ma zaufać Aledowi? :>
śmiercią niezwykle nagłą i tragiczną
Śmierć niezwykle nagła jest jeszcze bardziej naglejsza niż nagła? O.o Próbuje sobie to wyobrazić i jakoś mi nie idzie :P
Kurcze... Spodziewałam się czegoś bardziej epickiego, jak na taką postać jaką jest Kruczarz, a to tylko 5 zawistników go... zabiła? I powrócił, aby nieść zemstę? Mam nadzieję, że rozwinie się to w jakiś fajny, zaskakujący sposób :)
A ten diabeł nadal się uśmiechał!
(...) Płomień nie zgasł – popłynął przez pomieszczenie, polizał biurko i uderzył w czarodzieja. Zapłonęło. Zajaśniało. Swąd wypełnił pomieszczenie. Płomienie zakryły Kruczarza, a potem zgasły nagle. Siedział na przypalonym fotelu, wśród spopielonej roślinności, ale ani trochę niepoparzony. I uśmiechał się jak diabeł.
W tym fragmencie są 3 rzeczy, które zwróciły moją uwagę. Po pierwsze "uśmiechał+diableł". Mamy na tyle plastyczny język, że to może być też diabli, diabelski uśmiech itp. Bo te dwa sformułowania są bardzo blisko siebie. Po drugie: wcześniej uparcie nazywałaś Kruczarza czarownikiem, więc teraz kiedy zyskał miano czarodzieja to przez chwilę myślałam, że te płomienie leciały w stronę Aleda. Po trzecie: wśród spopielonej roślinności średnio mi pasuje, bo słowa roślinność zazwyczaj używamy w określaniu żywych roślin (i jak dla mnie to bardziej dla tych zielonych, a nie drzew), a już nie martwego drewna (chociaż w tym wypadku nieco ożyło :P). Dlatego może: wśród zwęglonych resztek? Chociaż ja bym to zdanie zmieniła jeszcze bardziej. (Siedział bez żadnych oznak poparzeń w nadpalonym fotelu i nonszalancko strzepywał zwęglony pył z rękawa.)
. Zaciskając zęby z bólu, chwycił włócznię. Zaklął. Połamana na kawałki. A on nie miał siły, by ją połączyć. Z nadzieją spojrzał na chmury za oknem, ale pogoda była idealna i nie mógł sięgnąć po błyskawice.
Chwytając za włócznię jak mógł nie zauważyć, że jest połamana na kawałki? To mały pokój, włócznie nie są mega długie, a skoro tych kawałków było więcej niż dwa to musiał chwycić za patyczek. Po drugie: skoro nie miał sił połączyć kilku patyczków to jak miał mieć na przywołanie błyskawic?
– Mógłbyś się choćciaż raz pospieszyć?
lit.
Nie należysz do ludzi w gorącej wodzie kąpanych. Raczej do w zimnej wodzie kąpanych. W przerębli. W nocy. W środku zimy. Przy najgorszej śnieżycy.
Brzmi trochę sztucznie i powinno być "w przeręblu". (Raczej jesteś w zimnej wodzie kąpany -> brzmi mi lepiej i podkreśla, że to odnosi się tylko do Neana)
Cz. I za mną. Trochę rozczarowanie. Nean z pomocnikiem w walce z zgrzybiałym czarodziejem, który nawet zaklęcia poprawnie nie potrafił odczytać. Ta nieudolność Adena biła w "fajność" Kruczarza, bo dwóch na jednego i to słabszego... Trochę takie kopanie leżącego. Ale rozumiem, że jeśli tamten go zabił to uraz mógł pozostać. Trochę miałąm kłopoty podczas czytania w scenie walki z skupieniem się na tym kto i kogo tam bił. Ale to chyba już zauważył ktoś przede mną.
Ta część jest to jednak na tyle odmienna od pozostałych, że wręcz wzmaga ciekawość :) Herbata w dłoń, czekolada w zęby i biorę się za cz. II :D
– Znośnie. Niestety widać, że brak ci życiowego doświadczenia.
xD Zaczyna się dobrze.
Cieszę się, że doczekałąm się wyjaśnienia różnicy pomiędzy czarodziejami a czarownikami :) Bardzo mi tego brakowało wcześniej.
Podoba mi się też teoria powstania świata i opis Białej Równiny. Tak bardzo odmienny od najpopularniejszych mitologi!
Inni uważali wprawdzie, że Biała Równina rośnie z każdym dniem, co brzmiało niepokojąco, ale nie mógł sprawdzić żadnej z teorii, więc postanowił się [nimi] nie przejmować.
...choć Rin wiedział, że to tylko gra, musiał przyznać, że gra wyjątkowo dobra.
Czy na pewno tylko gra?
drugą grę zamieniłabym na "była", bo trójkrotne powtórzenie to trochę za dużo, zwłaszcza, że sytuacja nie wymaga takiego podkreślania.
gdy doszedł go swąd spalonej skóry, głośno zwymiotował na bruk,
Trochę to nie trzyma się kupy. Jak Rin rozpłatał własnoręcznie gardło Adena to nawet mu się w głowie nie zakręciło, a tu zwymiotował od zapachu? Przecież to byłby zapach palonego mięsa. Nie widzę w nim czegoś specjalnie nieprzyjemnego poza świadomością tego, że należy do człowieka. Ale krew, która zapewne obficie chlapnęła z Adenowego gardła też, więc jaka różnica?
nie groziło gościom zamarznięcie ani powódź spowodowana nieszczelnością dachu, tudzież wypadającą z okna okiennicą. Prawdopodobnie nie groził im również napad,
powt. nie zagrażał?
Miał nigdy nie dowiedzieć się, że Nean spędził tamtą noc przy stole w głównej, opustoszałej teraz izbie, wpatrując się na przemian to w okno, to w stojącą przed nim latarnię lśniącą fioletowym blaskiem. Miał ją od niedawna. (...) W zamian uprzykrzała mu życie, jak tylko mogła, a mogła tylko poprzez słowa i tylko wtedy, gdy chciał jej słuchać.
Nigdy nie zastanowiła się nad tym, że najwyraźniej Kruczarz chce jej słuchać wyjątkowo często. Także tamtej ponurej nocy.
powt.x4 posiadał? była w stanie? wysłuchuje jej?
Okno wychodziło na północ, ale mógł zobaczyć przez nie tylko ciemny bezkres oceanu
kolejny akapit i znowu "mógł". Były widoczne?
Zagadka Białej Równiny znacznie bardziej mnie ciekawi, niż Kruczarzowa zemsta. Ale może to przez poprzednią cz.
Brakowało mi trochę jakiegoś opisu Rina. Też w cz. I, bo tam wyobraziłam sobie kogoś podobnego do Kruczarza, a tu okazało się, że młodszy. Trochę mi mąciło to w głowie.
Cz. II, a z nią nowa twarz Kruczarza. Ponownie staje się on Czarnym Charakterem, a że polubiłam Rina to nie jest to twarz budząca sympatię. Szaleniec. Kat i ofiara, a jednak nie budzi współczucia. Postać ciekawa i nie biało-czarna, a takie lubię najbardziej. Trochę bardziej psychologiczny fragment, niż poprzednie. Gdzieś też "W zimnej wodzie kąpany" stracił też tą charakterystyczną dla poprzednich dwóch otoczkę legendy, bajania. Jednak to jeszcze za wcześnie, aby cokolwiek oceniać. Lecę dalej :P
Za nim posypały się przekleństwa, a za przekleństwami śmiechy
powt. (a potem śmiechy?)
Podobno każda warstwa miała magiczne właściwości chroniące przed złymi duchami, ale na razie mogły co najwyżej uratować cześć kobiety.
Brzmi to tak jakby było już przesądzone, że mając tyle ubrań nie zostanie zgwałcona, a tymczasem to może tylko odwlec w czasie gwałt. I to "co najwyżej" i "uratować" się nieco gryzie. (kiedy dotarłam do momentu, w którym Ragd ją zabił to zrozumiałam, że faktycznie ciuchy "uratowały" jej cześć, ale w tamtym momencie wcale to słowo nie pasuje)
Ragd i jego Armia Mórz Wschodnich trochę przypominają mi nawałnicę Dżingis-Chana. Bardzo lubię takie klimaty.
Lata zajęło mu zrozumienie nikczemność oszustwa
lit. czego? nikczemności
Nie dość, że Dżiyngis-Chan to Stalin w jednym :P Ciekawe skojarzenia pobudziła we mnie postać Ragda i jego najazdu.
nerwowo rwał z brody wielkie kłaki
Trochę chyba przesadna reakcja? O.o
To byłaby bardzo zła decyzja. Nie miałby go kto zabawiać swoją głupotą w czasie nudnych okresów między jedną potyczką a drugą.
Jak na władcę to mało strategiczne myślenie. Przecież przeciągając okres i nie dając żadnej odpowiedzi, zapewnia sobie jednocześnie spokój w kontaktach z Cesarstwem, które mogłoby przecież wspomóc swojego sojusznika w walce z nim, gdyby jego odpowiedź im się nie spodobała?
Nie ma opisu Ragda. Nie wiem w jakim jest wieku, czy jest mocarzem czy nie. Z jakiej rasy pochodzi (bo kojarzy mi się z Dżingis-Chanem, więc wyobraziłam sobie właśnie trochę Azjatę w sile wieku, a potem w cz.IV jest fragment, w którym zaczęłam zastanawiać się ile on moze mieć lat)
Cz. III bez Neana, ale nie żałuję, bo Ragd też ciekawy chłop. Szkoda jednak, że ostatni z czarnej listy Kruczarza też wygląda na słabowitego siusiumajtka :( A chciałoby się jakoś epicko pobojować. Ale nie narzekam, czytam dalej :)
Człowieka tego wypatrzono wśród traw ostatniego dnia lata i był to najchłodniejszy początek jesieni, jaki pamiętali mieszkańcy Remskiego pogranicza.
Wraca wiedźmińska narracja? ^^ Dobrze robiła poprzednim dwóm opkom, więc wraca też nadzieja xD
Przyjęto go w olbrzymiej jurcie władcy nie lubiącego brukać się obcością pałaców zachodnich możnych i każącego zdobić miejsce udzielania audiencji trofeami z najznakomitszych łowów, rzadziej ozdobami stworzonymi przez własne małżonki, którym nie potrafił odmówić podobnego zaszczytu.
Wrzucasz bardzo dużo treści do jednego zdania. Podzieliłabym je trochę. Nie tak wszystko na raz. Nie znamy zwyczajów ludu traw, ani różnic z ludami zachodnimi.
Towarzyszył mu czarodziej Syriam – nie jako przedstawiciel dworu cesarskiego, a jako znawca sztuk magicznych [wstawiłabym drugi myślnik] chroniący Ragda przed podstępnym [przecinek] obcym wpływem mogącym przynieść kres wielkiej przyjaźni Mórz Wschodnich z Cesarstwem Latryjskim.
Przybysz nie ukłonił się, nie padł na kolana. (...) Przybysz wykorzystał ten fakt do jeszcze jednej bezczelności i przemówił jako pierwszy.
powt. nieznajomy? obcy? podróżnik? wędrowca? Poleca się Człowiek-Tezaurus ^^
Obchodzi mnie [przecinek] z czym przychodzisz.
int.
WowwoW Żira nieźle zabalowała u Ragda. Zmyliłaś mnie w odpowiedzi na "Kruka"! Najpierw odpowiedzialna za masakry, teraz dowiaduję się, że zrobiła w konia Ragda- i to jak! Jak dla mnie spokojnie może pretendować do statuetki Psychopatki Roku :P
wyraźnie nieszkodliwe, bo nikt nie nadbiegał, by poinformować o nim Ragda. Na zewnątrz wychodziło słońce, a życie biegło odwieczną wojenną ścieżkę, lecz w namiocie panowała zimna [przecinek] grudniowa noc.
powt. Poza tym określenie, że w namiocie panowała zimna, grudniowa noc... Noc panuje poza namiotem, do namiotu może się wdzierać, co najwyżej chłód albo ciemność tej nocy. Tak mi się wydaje :)
Kruczarz i Ragd mierzyli się wzrokiem niczym wąż ze swą ofiarą.
pytanie, kto wężem, a kto ofiarą :P
Kruczarz wygrywał przedziwną melodię na trzymanym w dłoniach naczyniu. Mimo wydawanego dźwięku naczynie wyglądało na drewniane.
powt. (może: wyglądało ono?)
– Jak mówiłem, pakt krwi to sojusz opary na zaufaniu.
lit.
Ragd spojrzał ku dotąd skulonemu w kacie pachołkowi.(...) Pachołek nawet nie miał odwagi na niego spojrzeć. (...)zwrócił się do pachołka wyglądającego, jakby miał zemdleć. (...)Na szczęście czarownik w porę odebrał naczynie z krwią od pachołka,
Przydałoby się użyć jakiegoś innego słowa. Tylko raz nazywasz tą postać chłopakiem.
Lodowe upiory z Białej Równiny i wołanie mroźnego wiatru, a także niby lodowy tatuaż Neana - bardzo fajne motywy :D Znowu wracasz do paktów, jakie zawiera Nean z nowymi bohaterami i jest to dobry powrót. Tak samo, jak zakończenie, które znowu dodaje narracji takiego tonu starego bajarza ;>
Starcie Syriama z Żirą lepsze, niż się spodziewałam. Wciąż nie "level: epic battle", ale cóż.
Szukaj demona w kłębku mocy
xD
Do tego czasu miał odpocząć w jurcie pozostałej po przyjacielu wodza powieszonym za zdradę i „degenerację charakteru na wzór zachodni”.
Stalin! :D
Choć broń była ostra i dobrze wyważona, przez liczne ozdobne elementy nie należała do niewygodniejszych w walce.
?
Potężny amulet pełen dusz, podpisywanie paktów własną krwią i ciągłe porównania Neana do diabła... Podoba mi się takie zestawienie!
Na razie jednak demon tylko siedział i uśmiechał się. Dobry znak. W końcu nawet demony bywają przekupne.
powt.
– Śmierć chodzi własnymi drogami. Ja chodzę innymi. Mijamy się.
xD
Tylko czy lepiej było dla Syriama pozbyć się Pana Wszystkich Stepów czy Neana z Czarnej Wody? Czy w ogóle mógł się pozbyć Neana z Czarnej wody?
powt. x2
Jestem po cz. VIII i sama nie wiem co myśleć. Z jednej strony nie spodziewałam się takiego obrotu spraw - zwłaszcza nie tego, że armia zostanie zgładzona tak szybko i że Nean zabierze ze sobą synów wodza. Przyjechał po zemstę na Syriamie, a okazuje się, że śmierć czarodzieja jest jakby dodatkiem do reszty, bo wątkiem głównym został pakt z Ragdem... Który to, czego dowiadujemy się od Żiry, wymyślił tego samego dnia, którego przyjechał! Nean jest trochę takim bohaterem jak Jack Sparrow - nie wiadomo, czy geniusz, czy szaleniec, czy w ogóle może pcha go do przodu jakaś nieczysta siła :) Ale to nie koniec, więc może coś mi się rozjaśni w głowie po XI?
Oczywiście wynurzające się gdzieniegdzie z zastępującego podłogę bagna kości także psuły widok.
Bagno w podziemiach pod lodowymi pustkowiami? O.o I jak oni po nim przeszli?
Wiesz, jaka jest podstawowa zasada przetrwania pośród samotnych i zbzikowanych bogiń? – spytała Żira w jego głowie. – Nie dać im się uwieść. Choć może w przypadku mężczyzn nie jest to tak kłopotliwe jak w przypadku kobiet. Nie rośnie im potem w brzuchu coś, co świeci na niebiesko i ciska błyskawicami.
xD Dobre! Tylko zastanawia mnie jedno... boginie uwodzą i zapładniają kobiety? Ciekawe boginie! O.o
Równie dobrze mógłby kąpać się zimą w przerębli. W nocy. Przy najgorszej śnieżycy.
W czym? W przeręblu. A poza tym - nawiązanie do słów Rina bardzo fajne :)

Komentarz pisałam w trakcię czytania, więc teraz podsumowanie.
Niestety zamiast cokolwiek się wyjaśnić w końcówce to tylko jeszcze bardziej namieszało. Najpierw jest ta zemsta, później śmierć Syriana ledwo tam obchodzi Neana, a to dlaczego Zapomnienie zostało obdarzone ciałem Idiuna już całkiem nie rozumiem. Nie bardziej przydawał mu się, gdy był krukiem? Dodatkową, latającą parą oczu? A skoro wielu towarzyszy się do tej pory pozbywał, m.in Rina, ale wtedy też było wspomniane, że byli inni, a tymczasem kruki pozostawały to po co taka zamiana? Jakoś przestałam widzieć sens w działaniach Neana. Zrobiło się trochę takie deus ex machina. Na początku wymyśliłaś zemstę, ale w trakcie ci się odwidziało. Także po pierwsze: konsekwencja. Po drugie: opisy, bo o nich albo zapominałaś, albo gdy dochodziło do akcji to zapominałaś całkowicie. Po trzecie: powtórzenia, bo używasz nagminnie. Po czwarte i najważniejsze: więcej tego świata! Jest naprawdę fascynujący!
Jednak pomimo wszystkich wymienionych rzeczy czytało się to dobrze. Tak jak pisałam wcześniej - ten świat wciąga, a postać Kruczarza jest nieoczywista i zaskakuje. Relacja pomiędzy nim a Żirą stała się moim ulubionym elementem i jestem ciekawa, co z tego wyjdzie. Chociaż dwójka psychopatów biegająca na wolności nie wróży niczego dobrego :P
Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.
Victor Hugo :heart2:

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: W zimnej wodzie kąpany

Post autor: pierdoła saska » 26 czerwca 2017, 10:12

bełkotliwy i mało wnoszący, w porównaniu do wszystkich wcześniejszych, komentarz poniżej

taka refleksja ogólna nie o tym tekście, a o wszystkich trzech, które do tej pory przeczytałam: 
pierwszy to była opowiastka. takie małe coś do pożarcia przy kawie, uśmiechnięcia się. a w zasadzie najlepiej, jakby to ktoś opowiedział na jakimś spotkaniu, bo ten typ bajki.
druga część, to jak dla mnie pełnoprawne opowiadanie, które może iść w świat samo. można nie znać jedynki i ciągle dobrze się bawić czytając, a na koniec mieć uczucie, że tak, coś tam może dalej jest, ale to tutaj jest zamkniętą całością.
trójka to dla mnie wybitnie część cyklu. technicznie napisana najciekawiej, ale jakbym nie znała dwójki i nie miała widoków na czwórkę, to bym była nieco niezaangażowana przez pół bajki i cokolwiek zagubiona na finiszu. co nie jest złe samo w sobie, bo to de facto jest cykl, więc wszystko pasuje jak długo sie o tym pamięta.
to wrażenie w stosunku do trójki bierze sie stąd, że tak naprawdę w samej historii nie dzieje się zbyt wiele. za to bardzo dużo jest powiedziane o przeszłości. takie tłumaczenie co się stało kiedyś i kładzenie fundamentów pod Neana jakiego już czytelniczo poznałam. i to jest fajne. aczkolwiek głównie jeśli zna się dwójke i już się cos o Neanie wie i chce się wiedziec więcej. mam takie mętne uczucie, że jakbym przeczytała tę części jako pierwszą (w moim przypadku możliwe, ja antologie itd. czesto czytam od końca jak mi się nie napisze, że to zły, zły pomysł… w zasadzie moja sklerotyczna pamięc podpowiada mi, że ja to zaczęłam czytać od końca, ale cos nie zagrało i poszłam do partu pierwszego), to po ilości fundamentu byłabym cokolwiek rozczarowana tym, do czego one prowadziły, bo nie bardzo do czegokolwiek. po ostatnim akapicie pozostaje to wrażenie, że te fundamenty dopiero zaprocentują… ale, że czytałam dwójkę, to ciekawość już była, a co za tym tupta, samo poznawanie przeszłości też stanowiło dla mnie frajdę.
nie żeby rozwiniecie świata przeszkadzało czy coś. miło sie odkrywa, jak duży jest twój świat, i cały motyw z ludźmi traw mi się podobał, i że konflikt, i początek w sumie z zawahaniem Neana, ale let’s face it Żira robi ci ten tekst.
[dygresja o “pokoju światów”]
SpoilerShow
(a przy okazji powodują, że miałam skojarzenia z “Pokojem swiatów” — o czym zaczęłam bredzić w Chorzowie, a potem były mapy, krzaki i biegacze ;) to teraz rozwinę. 
to skojarzenie jedynie na gruncie schematu, więc w zasadzie niewiele wnosi, ale… on z jakimś talentem (nean/kutrzeba) podróżuje w towarzystwie bytu z mocami (żira/zmora) co by się mścić na tych co go skrzywdzili (utrupili/są odpowiedzialni za śmierć rodziny). the end. w sumie nierozwiązanie wendetty na końcu też podobne x) 
jak pisałam, skojarzenie niewiele wnosi, ale jest.
a! i wolę Neana od Kutrzeby xD
ale i tak z obu historii na koniec niewiele wynika w kwestii wydarzeń jako takich — bo niby jakaś część zemsty się wykonała, ale… ciąg dalszy nastąpi i tym się karmię.)
[/dygresja o “pokoju światów”]
i ja mam taką cichą nadzieję, że to było zamierzone, a nie wyszło przypadkiem. bo szczerze mówiąc, jakby nie Żira, to byłoby chwilami nieco niemrawo, bo z jednej strony nie mam totalnie emocjonalnego podejścia do mszczenia się, bo:
- co w ogóle zaszło dowiaduję się powoli i dobre wyobrażenie zaczynam mieć później niż wcześniej - to raz;
- a dwa, że nie znałam tamtego Neana, żebym czuła jakiś żal...
- i dowiaduję się, że utrupili go z zawiści/zazdrości/jak zwał tak zwał, ale Nean, którego znam, nie jest typem, którego było by mi przesadnie szkoda i czułabym poryw oburzenia za niesprawiedliwość.
ale jest Żira, która się wcina, wkurza Neana, ciągnie za język i powoduje, że to wszystko ma więcej emocji. :c[]: dla Żiry, acz nie wiem czy w swej niematerialności może zawartość tego kufla wypić.
trochę podobnie działał Idiun, ale trochę tylko i w zasadzie chyba jest ta postacią, po której pozostał mi największy niedosyt. tak się trochę snuł, próbował, aspirował, ale nie do końca, choć to może i na plus w kontekście tego, co go potem spotkało... dunno.
słowem finiszu: brawa za rozwój świata :3



Favorki
“- Wygląda na potężny. 
- I jest potężny, więc nie zamierzam marnować jego mocy na byle władcę połaci suchej trawy i końskiego gówna.”
“ — A jest jakiś powód, dla którego mieliby nas opuścić? — Ragd przyjrzał mu się podejrzliwie. — Nie spodziewacie się chyba, że pozostawię siebie i swojego syna bez ochrony przed magią?
– Rozumiem, że macie na myśli konkretnie moją magię.
– Wspaniale jest spotkać w tych czasach inteligentnego i domyślnego człowieka. Nie gniewajcie się. Pewność, że wszyscy próbują mnie zabić to takie zboczenie zawodowe.”
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 108
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: W zimnej wodzie kąpany

Post autor: Ag. » 07 lipca 2017, 00:21

Komentarz może być trochę losowy i nieskładny, bo już późno plus wymęczyło mnie to opowiadanie.

Czytało mi się, w porównaniu z wcześniejszymi, źle. Głównie chyba przez te problemy ze stylem i gramatyką – zdarzało mi się, że jakiś akapit czytałam po 3 razy, a i tak myślałam tylko "ale że co?". Poniżej będą jakieś przykłady, zresztą przedmówcy też ci zwracali uwagę na parę dziwnych miejsc.

Zacznę od samej zemsty – podobnie jak Marsie, minimalnie skojarzyło mi się to z "Pokojem Światów", ale mimo wszystko to kompletnie różne teksty, więc to taka luźna uwaga. Za to nie podoba mi się zupełnie ani jak ta zemsta została wprowadzona, ani jak została zakończona. To wprowadzenie, że grupa czarodziei kiedyś zabiła Kruczarza jest za szybkie, jakieś nijakie – ledwo pojawia się we wspomnieniu, a już Kruczarz ukatrupia przedostatniego gościa. Po prostu czegoś mi tu brakuje, zbudowania tej historii, pokazania motywów z jednej, gniewu z drugiej. Co zaś do zakończenia, to jak przedmówcy uważam, że Kruczarz jakoś powinien na dokończenie zemsty zareagować. A tak to se zabił Syriama i poszedł dalej. Szczerze mówiąc w ogóle zdążyłam zapomnieć, że chodziło o zemstę. Jakbyś zapomniała ten wątek kontynuować i w połowie tekstu przeszła do zupełnie innej opowieści. Całość jak dla mnie jest za mało wyrazista.

Dobra, teraz będzie cytatami już:
Nie należysz do ludzi w gorącej wodzie kąpanych. Raczej do w zimnej wodzie kąpanych. W przerębli. W nocy. W środku zimy. Przy najgorszej śnieżycy.
A to mi się akurat podoba, więc chciałabym tylko powiedzieć, że fajne.
Biała Równina zaczynała się setki kilometrów od Syvante i według legend nie miała końca. Żadne żywe stworzenie nie potrafiło przetrwać wśród wiecznych śniegów i choć niektórzy uważali, że widzieli ciała przybyłych stamtąd ludzi, w wielu wypadkach po prostu nikt nie potrafił rozpoznać śmiałków z dalekich stron.
Ten fragment pojawił się też w "Kruku" i byłby fajny, gdyby był napisany z sensem, bo teraz trochę nie ogarniam – ktoś oglądał ciała ludzi z Równiny (jak rozumiem - trupy? No bo co to znaczy zobaczyć ciało? To tak dla mnie brzmi, jakby to miały być martwe ciała), ale jednak nie potrafił rozpoznać, że to ciała ludzi z Równiny? To jest tak pokręcone, że nawet nie potrafię wyjaśnić, co się dzieje w tym akapicie.
Co było piętnaście lat temu? – spytała Żira. – Matka porzuciła cię na Białej Równinie? Spadłeś ze schodów i przywaliłeś głową tak mocno, że ekscytuje cię kupa śniegu?
Bardzo się gubię w chronologii. Tutaj porzucenie, tam nauka w Syvante, potem niby go zabili, potem robił rzeczy z wcześniejszych opowiadań, teraz jakaś zemsta… i to wszystko w 15 lat? Bardzo dużo tych wydarzeń.

Teraz co do Neana i Rina. Raz, że Rin jest tak samo głupkowatą postacią jak cała reszta (o czym za chwilę), to jeszcze ta ich relacja jest ledwo zarysowana. Znów się spieszysz, znów coś ledwo wprowadzasz, a już to kończysz, jak z tą zemstą. Aczkolwiek doceniam, że wątek z duszeniem wraca potem na koniec, bo przyznam, że ten moment, gdy Nean jednak chłopaka nie zabija jakoś mi do Kruczarza nie pasował i był dziwny, ale na końcu jednak nabrał sensu.
Żałował, że nie ma wielu widzów, ale nie z przypadku został Panem Wszystkich Stepów, a przez wykorzystywanie każdej, choćby najmniejszej szansy na wzmocnienie własnej pozycji.
Jaki jest tu wątek przyczynowo-skutkowy? Dlatego że korzystał z najmniejszej choćby szansy na wzmocnienie pozycji miał mało widzów? O co chodzi?
nerwowo rwał z brody wielkie kłaki.
No to chyba trochę przesada, wyłysiałby w pół godziny.

– Śpieszę z wyjaśnieniami, Najjaśniejszy Panie, albowiem zaszła tu pewna pomyłka. Owszem, nie jestem tym samym Neanem z Czarnej Wody, jakiego znaliście, ale takie miano nadano mi w tych stronach przez łudzące podobieństwo do zmarłego.
A przy słowach tych zadrżały mu białe wargi i Syriam bez problemu odczytać mógł kłamstwo, tak jak i bez problemu odczytać mógł prawdę. Oto stał przed nim ten sam człowiek, który zginął przed laty na skutek uknutego przez niego i jego towarzyszy spisku.
Nie rozumiem, co tu się dzieje? Po co Kruczarz kłamie? Czemu Syriam nie rozpoznał go wcześniej? Czemu w ogóle to wszystko służy? Nie wspominając już o tym, że Syriam ma bardzo nijaką reakcję na pojawienie się Kruczarza. Nie powinien się przejąć choć trochę, że nagle zjawia się gość, którego zabił X lat temu? Jakoś tak bez emocji ta scena wyszła.
Syriam dawno już ukrywał się w kącie, szlochając i szepcząc coś o łapówkach.
OMG, umrzyj, ty kolejna ciapowata postacio. Tak naprawdę poza Kruczarzem i Żirą twoje postaci wypadają słabo. Przede wszystkim wydają mi się do siebie mocno podobne, jakieś takie głupkowate, miałkie, ale też często niepotrzebnie butne. Hrabia i czarodziej z "Zapłaty" też tacy byli, tutaj mamy tego gościa na A z początku, Syriama, Ragda, Idiuna... W ogóle nie są ciekawi, nie mają jakiś cech, które by ich wyróżniały, nie stanowią też dla Neana żadnego zagrożenia, bo nawet nie próbują myśleć. Są ci ludzie po prostu niesamowicie nieinteresujący, a czasem wręcz irytujący.
siedzeniu, które jako jedyne przypominało o cywilizacji przez masę poduszek stanowiących błogosławieństwo dla wiecznie obolałych pleców Ragda
Po raz kolejny, ale że co? Jakieś przekombinowane to zdanie. I nic dziwnego, że go plecy bolą, skoro siedzi na milionie poduszek na krześle. Nie wie, żeby spać na twardym?
Podskoczył. W wejściu stał Indiun z pochodnią w ręce. Nean był zły na siebie, że wcześniej nie zauważył małolata
Um.... nie zobaczył w ciemności światła pochodni? To już są poważne problemy ze wzrokiem :D
Po powrocie z krajów zachodu mimo zniesmaczenia, postanowił nauczyć pobratymców umiejętności pisania i czytania.
Po co?

Teraz co do uwięzienia Kruczarza – bardzo mnie ten fragment rozczarował. No bo mamy bohatera unieruchomionego, pozbawionego jego ptaków. Oczywiście wiadomo, że jakoś się z tych problemów wykaraska, ale robi to w sposób tak bezczelnie gładki, że aż wstyd. Po prostu najpierw mamy głównego bohatera związanego, a potem już go mamy wolnego, ze swoimi ptakami i armią trupów. Przepraszam, ale jak dostaliśmy się z punktu A do punktu B???? Zabrakło mi jakiegoś pokazania, jak się uwalnia, odzyskuje kruki, męczy się, żeby się uratować. A nie, że wszystko dzieje się gdzieś w tle. Uhg.

W ogóle myślałam przez chwilę, że Idiun weźmie ten kamień z krwią ojca i albo zgładzi jego, albo brata, o którego będzie zazdrosny, albo coś takiego. Albo przypadkiem kogoś zabije, bo będzie ciekawy magii kamienia. Cokolwiek takiego. A zamiast tego standardowo Kruczarz wszystkich rozwalił jeszcze przed śniadaniem i z jednym palcem w d.... Miałam nadzieję, na jakieś ciekawsze, pomysłowe rozwiązanie, na jakiś twist. A tymczasem wszyscy bohaterowie to dalej bezwolne marionetki.

Widział jak armia żywych trupów zbliża się w nieładzie ku zdyscyplinowanym szeregom pozostałych żołnierzy i jak ładowane dziesiątkami we wroga strzały nie czynią mu krzywdy.
Już, tak szybko? Skąd oni się wzięli? A skoro mogli się wziąć znikąd, to po co Ragd stworzył tego jednego potwora z Telena? Trochę to niepotrzebne, skoro i tak przybyła cała armia truposzy.
abym był przybyłym
Trochę łamaniec językowy.
W przeciwieństwie do ojca, Idiun wciąż żył. Istnienie poza ciałem mogło mu zrobić krzywdę, zwłaszcza w tak młodym wieku, ale Nean już go nie potrzebował
Po raz kolejny, pokręcone zdanie.

Dopiero zakończenie obudziło we mnie emocje. A konkretnie ten fragment, gdzie Kruczarz przyznaje, że zabicie Rina i Idiuna przypominało mu o jego własnej śmierci. W końcu Nean nie jest tylko idealną, papierową postacią, ale na chwilę zyskuje trochę głębi, coś w nim siedzi, coś go dręczy. Coś się w końcu dzieje! Bohaterowi zaczyna krew krążyć w żyłach, jakiegoś dodatkowego wymiaru nabiera! To był ten fragment tekstu, który podobał mi się najbardziej, też przez tę paralelę do pierwszej części i tytułu, bo też wychodzi jakiś zamysł strukturalny, plusik za to dla ciebie.

Jak na razie najbardziej podobał mi się "Kruk", zresztą lodowa kraina to moja ulubiona część tego świata.
Instrukcja obsługi: http://9.asset.soup.io/asset/2745/0297_d5c7_500.jpeg

Piszę, czytam: http://agnieszkazak.com" onclick="window.open(this.href);return false;

ODPOWIEDZ