Drodzy Literkowicze!

Trwa głosowanie na PROZĘ MAJA! Zapraszamy do udziału w ankiecie.

Grzesznik

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Kandara
Posty: 238
Rejestracja: 25 lipca 2012, 00:51

Grzesznik

Post autor: Kandara » 18 lutego 2016, 23:33

- O wielki i potężny Alunnie, władco Niebiańskiego Pałacu, który jako pierwszy wyłoniłeś się z pustki i który teraz zasiadasz w Pawilonie Słońca. Siewco i żeńcu wszelkiego życia, srogi prześladowco niewinnych istot, nie znający uczuć okrutniku, tyranie zwący się bogiem, zaklinam cię na tę samą nicość, co wydała cię na świat, bądź przeklęty! Niechaj twe stworzenia i twoi potomkowie obrócą się przeciw tobie! - ryczał klęcząc na zimnej, kamiennej podłodze pośrodku celi. Chociaż dawno zdrętwiał, wciąż tkwił w tej samej, niewygodnej pozycji, z zadartą głową, pośladkami opartymi o bose pięty i rozpostartymi skrzydłami szczelnie wypełniającymi niewielkie, pozbawione okien pomieszczenie. Czuł, jak spływające po skroniach krople krwi, sączące się spod ciężkiej, najeżonej gwoździami obręczy, zalewają mu oczy, a żelazne bransolety kajdan coraz mocniej wżynają się w opuchnięte nadgarstki i kostki nóg. Spierzchnięte, popękane usta piekły niemiłosiernie, a rany od bata, którymi pokryte było całe jego ciało, nie tylko nadal pulsowały bólem, ale wręcz paliły coraz mocniej.
Umysł jednak pozostawał trzeźwy i jasny, zdolny nie tylko do odczuwania wszelkich bodźców, ale też do tworzenia tych paskudnych bluźnierstw, przeciwko bogowi bogów. Jak bardzo go nienawidził! Jakże pragnął ujrzeć jego upadek, głowę toczącą się po schodach Słonecznego Pałacu, członki rozrzucone na wszystkie strony świata, jako pożywienie dla kruków, wron, sępów i wszelkiego innego padlinożernego ptactwa. Ludzi najpierw przeklinających, a potem zapominających na zawszę imię największego z największych, pierwszego z pierwszych, tego, który przed wszystkim wyłonił się z pustki i ciemności...
Klucz zachrobotał w zamku, skrzypnęły zawiasy i drzwi otworzyły się na oścież wpuszczając do środka słabe smugi światła z dwóch pochodni, trzymanych przez liczące ponad trzy metry wzrostu, smukłe istoty odziane w powłóczyste biało-czarne szaty. Ich podłużne ozdobione jadowicie zielonymi, fosforyzującymi oczyma twarze nie posiadały rysów. Byty ustawiły się po obu stronach wejścia i pochyliły głowy w lekkim ukłonie.
Więzień szarpnął łańcuchami we wściekłej próbie zmiany pozycji, ale jedynym efektem jaki uzyskał, było mocniejsze werżnięcie się żelaza w ciało. Zaciśnięte zęby stłumiły soczyste, pełne bólu przekleństwo dokładnie w tym samym momencie, gdy w drzwiach stanęła trzecia postać, zupełnie nie podobna do dwóch pozostałych; niższa, sięgająca im zaledwie do piersi, ale za to masywniejsza, chodź nadal szczupła, skrzydlata; utkwiła beznamiętne spojrzenie szarych oczu w klęczącym osobniku, a kąciki wąskich ust drgnęły lekko, kiedy tamten ponowił zmierzający do ruchu wysiłek, przez co kolejny, tym razem niczym nie powstrzymany bolesny krzyk wyrwał mu się z gardła.
- Nareszcie - powiedział ostatni z przybyłych, krzyżując kształtne, ładnie zarysowane ramiona na równie wyrzeźbionej klatce piersiowej, okrytej ciasno doń przylegającą skórzaną, bogato zdobioną złotem zbroją. - Już się bałem, że bluźnierstwa przeciw królowi bogów będą wszystkim, na co pozwoli ci duma, że nie wyrazisz tego, jak bardzo cierpisz, a gdyby tak się stało, straciłbym cały dwumiesięczny żołd, na rzecz tego zarozumialca Ugara.
- Gratuluję, widzę, że wreszcie zrobili cię kapitanem.
- Czyżbyś miał do mnie żal? - westchnął gwardzista, opuszczając dłonie. - Nie powinieneś, to nic osobistego, wiesz o tym.
- Wydajesz się być jednak bardzo zadowolony, Luvanie. - Więzień ostatecznie zrezygnował z prób zmiany pozycji na bardziej godną i skupił wysiłki na trzymaniu w ryzach własnego głosu. Nie chciał, aby rozmówca wyczytał z niego, że nie tylko cierpi tutaj okrutne katusze, ale także coraz bardziej się boi. W chwili, gdy usłyszał dźwięk wydawany przez klucz obracający się w zamku, tłumiony wcześniej wściekłością strach wypełzł nagle z odległych zakamarków duszy i mocno zacisnął szponiaste palce wokół żołądka, na skutek czego zawładnęła owym organem seria skurczów, sprawiająca właścicielowi dodatkowy ból.
- Istotnie, cieszę się, że w końcu awansowałem i skłamałbym, gdym, powiedział, że jest mi przykro widzieć ciebie tutaj, ale wierz mi, że akurat z tego powodu radości nie czuję. - Oparł prawą dłoń o biodro, tuż obok rękojeści przytroczonego do cienkiego paska krótkiego miecza. - Nigdy nie byliśmy wrogami, ale przyjaciółmi też nie. Dlatego nie będę przepraszać, nie mam za co. Wiesz to.
Więzień nic nie odpowiedział, jedynie zamknął, a potem znów otworzył oczy. Spodziewał się tego, wiedział, że uwięzienie i chłosta to nie wszystko, że za to co zrobił, ten okrutny, lubujący się cierpieniu innych bóg, wymyśli coś specjalnie dla niego i nie pomylił się. Widział jak Luvan daje znak Bytom, jak one powoli wchodzą do celi, po czym zbliżają pochodnie do jego rozpostartych skrzydeł.
Zagryzł zęby. Nie chciał już więcej dawać satysfakcji ani stojącemu przed nim gwardziście, ani tym bardziej temu przeklętemu Alunnowi. Niestety, kiedy tylko płomienie dotknęły końcówek piór, wydał z gardła dziki wrzask, podobny do wycia zranionego zwierzęcia. Pozbawiony słów krzyk odbił się echem w więziennym korytarzu, wypełnił wszystkie piętra kamiennej budowli, od lochów w których się znajdowali, po ostatnią kondygnację najwyższej z ośmiu wież.
Ogień płonął powoli. Niewielkie, pomarańczowe języczki, pełzły ku ramionom, a kiedy wreszcie tam dotarły, na chwilę buchnęły ze zdwojoną siłą. Krzyk zmienił się w skowyt. Skazaniec nie całkiem świadomy tego, co robi szarpnął łańcuchami, a te, podobnie jak wcześniej, mocniej werżnęły się w skórę. Oczy zaszły mu mgłą, kiedy zalała je mieszanka krwi i potu, co cienką, lepką warstwą powlekał ciało.
Ból palonych członków nie zaćmiewał umysłu, nie odbierał przytomności, chociaż skazaniec bardzo tego pragnął. Chciał osunąć się w niebyt, umrzeć i nie czuć już więcej niczego, ale nie mógł. Śmierć łatwo nie zabierała takich jak on. Nawet ogień nie był w stanie jej przywołać, tym bardziej, że trawił tylko skrzydła, roztaczając wokół duszący swąd. Skazaniec nie przestawał wyć, lecz jego głos stopniowo tracił ostrość, przeradzał w ochrypły warkot.
*** Izba cuchnęła ludzkim potem, mokrym futrem, przypalonym mięsem, kiepskim słodowym piwem i wymiocinami tu i ówdzie pokrywającymi klepisko. Ciemne, wypełnione dymem z kamiennego paleniska, na którym ułożono stary, ruszt z kiełbaskami i stekami wnętrze rozbrzmiewało radosnym gwarem wielu przekrzykujących się wzajemnie rozochoconych, pijanych chłopów oraz ich kobiet. Wszyscy zebrali się tutaj, aby, po długich godzinach spędzonych w miejscowej świątyni boga słońca, nadal świętować Dzień Narodzin Światła, już nie w akompaniamencie podniosłych chóralnych pieśni, a swojskich, radosnych melodii, podczas gdy powietrze za oknem stawało się coraz mroźniejsze, a krajobraz coraz bielszy.
Zamówiona specjalnie na tę okazję, niewielka kapela wędrowna, zajmująca miejsce na małym podeście obok ławy, właśnie skończyła grać i teraz przygotowywała liry, tamburyny i fletnie do nowego utworu, jednocześnie hojnie pociągając grzane piwo z drewnianych kufli.
Karczemne dziewki odziane w krótkie, brązowe tuniki, przepasane plecionymi, błękitnymi sznurami oraz w obcisłe spodnie z taniej, świńskiej skóry ze zręcznością godną balansujących na linie kuglarzy, uwijały się pośród ustawionych półkolem stołów, roznosząc zamówienia i zbierając puste naczynia.
Wesołe, skoczne tony rozbrzmiały ponownie i chamstwo ruszyło do tańca. Wirując podskakując i wystukując rytm drewnianymi podeszwami wypełniło pustą dotychczas przestrzeń pomiędzy ladą; za którą stał korpulentny, łysiejący mężczyzna z bielmem na lewy oku i szerokim uśmiechem, sprawiającym, że okrągła, rumiana twarz, wydawała się jeszcze bardziej okrągła i rumiana; a miejscami, gdzie odbywało się spożywanie picia i jedzenia i gdzie wciąż pozostawała spora grupa osób, w większości zbyt pijanych, aby dała radę utrzymać się na nogach. Jeden z takich osobników, niski, szeroki w ramionach chłop z czarnymi, zlepionymi w grube strąki, nierówno obciętymi włosami, sterczącymi bezładnie ponad pospolitą, ciapowatą, twarzą, gwałtownie pociągnął ku sobie przechodzącą obok posługaczkę. Zaskoczona straciła równowagę, upadając krzyknęła i wypuściła z rąk gliniany dzban, a ten roztrzaskał się o posadzkę, uwalniając zawartość, która rozlała się we wszystkie strony. Jednak muzyka zagłuszyła wszystko, zaś siedzący obok ludzie zdawali się nie widzieć niczego poza dnem swoich kufli. Spróbowała wyrwać się z uścisku, ale napastnik okazał się wyjątkowo silny, zwłaszcza, że nie był sam. Dziewczyna poczuła jak ktoś inny łapie ją od tyłu i oplątuje ramionami w taki sposób, aby nie uniemożliwić ruch, podczas gdy pierwszy z oprawców wsuwa jedną dłoń pod jej tunikę, a drugą zatyka usta. Ugryzła go w palce, ale nie puścił.
- Dajcie panience spokój. - Chociaż słowa te wypowiedziano szeptem, to rozczochrany i jego kompan usłyszeli je tak wyraźnie, jakby ktoś wykrzyczał je wprost do ich brudnych uszu. - Że też wpuszczają tutaj takie zwierzęta. - Głos brzmiał zwyczajnie, nawet niedbale, tak, że mogło by się wydawać, iż jego właściciel nawet w najmniejszym stopniu nie interesuje się zajściem, jednak pomimo tego napastnicy i dzierlatka nagle zamarli, niezdolni do jakiegokolwiek ruchu, chociaż zabawa wokół nich wciąż trwała. Siedzący w odległym kącie sali mężczyzna powoli podniósł się z ławy. Już na pierwszy rzut niewprawnego oka widać było, że ani nie jest on wieśniakiem, ani nie pochodzi z Karvy. Zdradzał to zarówno ubiór, złożony z sięgającej do kolan tuniki z ciemno granatowego aksamitu, spod której wystawały błękitne rękawy bawełnianej koszuli, długich obszytych cętkowanym futrem butów i dopasowanej do nich futrzanej peleryny, leżącej obecnie na stole, tuż obok opróżnionego już kufla. Jak i aparycja: cera w odcieniu mleka, zielone oczy na wpół przysłonięte powiekami, ponad którymi widniały lekko skośne brwi, tak samo czarne jak okalające twarz włosy, czy wreszcie niezwykły wzrost, sprawiający, że gdy stał wyprostowany sięgał głową niemal sufitu. Lekki uśmiech obnażył zbyt białe i zbyt równe zęby.
- Powiedziałem, żebyście dali panience spokój - powtórzył takim samym beznamiętnym tonem jak wcześniej. - Czyżbym wyraził się nie dość jasno? - Uśmiech poszerzył się. - A może nie dość dobrze władam waszym językiem? W takim razie przepraszam. Powtórzę to jeszcze raz; precz mi z oczu! - Ostatnie zdanie brzmiało jak rozkaz, chociaż podobnie jak wcześniejsze nie wybiło się ponad muzykę, to jednak bez problemu dotarło do uszu tych, do których zostało skierowane, to zaś jakby ich odczarowało. Nie oglądając się za siebie, posłusznie puścili dziewczynę i chwiejnym pijackim krokiem wyszli z karczmy. Nieznajomy odprowadził ich wzrokiem, po czym zabrał płaszcz, nałożył go na ramiona i nie zaszczycając oszołomionej dziewki nawet przelotnym spojrzeniem, także ruszył w stronę drzwi.
Jak tylko je otworzył okazało się, że szalejąca od południa zamieć ustała, a śnieg grubą warstwą pokrył wszystko, co tylko mógł pokryć. Osiadł na spadzistych dachach wieśniaczych chat, nagich gałęziach otaczających wioskę lip i topoli, wiecznie zielonych jodeł i srebrzystych świerków, które pod ciężarem białych czap ugięły się lekko. Otulił rozciągające się po horyzont pola i łąki, zatarł granice pomiędzy nimi, a gościńcem, wyrównał niewysokie wzniesienia, gęsto rozsiane po całym terenie, sprawił, że chociaż słońce zaszło kilka godzin temu, to okolica była całkiem jasna. Tym bardziej, że na idealnie bezchmurnym niebie królował ogromy, okolony białą aureolą księżyc.
Cudzoziemiec spojrzał najpierw na niego, potem na głębokie ślady dwóch par stóp, brukających ten idealny obraz. Ich właściciele znikali właśnie za węgłem najbliższego domu, ale on nie patrzył w tamtą stronę, gdyż z chwilą opuszczenia karczmy ta dwójka na powrót przestała go interesować. Te nie zasługujące nawet na pogardę ludzkie ścierwa nie mogły zajmować jego umysłu zbyt długo. W czasie swojej wędrówki widział już wielu podobnych. Wszyscy wiedli żałosny, pozbawiony celu i sensu żywot i dla każdego z nich szczęście oznaczało możliwość upicia się do nieprzytomności i wychędożenia jakieś dziewki. Co za zwierzęta! Aż krew się burzy, że bogowie pozwalają im żyć! Chociaż czyż sami bogowie nie są do nich podobni? Pytanie, będące równocześnie odpowiedzią znów wypłynęło na wierzch myśli, kiedy przechodził przez furtkę w patykowatym płocie otaczającym teren gospody.
- Czekajcie, panie!
Nie myśląc o tym co robi, zatrzymał się i odwrócił. Na zadaszonym ganku stała owinięta baranim kożuchem dziewczyna. Ta sama, której pomógł przed paroma chwilami. Utkwił w niej wyczekujący wzrok, ale nie odezwał się.
- Ja chciałam wam podziękować. Wybaczcie ciekawość, ale czy jesteście może czarownikiem? - zapytała nieśmiało opuszczając głowę, pod wpływem chłodnego, przeszywającego spojrzenia.
- Nie. - Zabrzmiało to wyjątkowo szorstko. Dziewczyna mocniej otuliła się baranicą, przestąpiła z nogi na nogę i chuchnęła w nagie dłonie.
- Przepraszam - wydukała, gdy nieznajomy odwrócił się i ruszył dalej - ale błagam wyjawcie mi swoje imię.
- Sin - powiedział nie zwalniając, ani nie odwracając się już więcej w stronę dziewczyny. - Jestem Sin.
[/align]
Obrazek Księżycowa weno, działaj!

Awatar użytkownika
Martys
Posty: 61
Rejestracja: 22 lipca 2015, 12:02
Kontaktowanie:

Re: Grzesznik

Post autor: Martys » 19 lutego 2016, 12:35

I co dalej? I co dalej? Po na pierwszy rzut oka niezwiązanych ze sobą fragmentach wnioskuję, że to tylko część czegoś większego?

Świetny tekst. Bardzo dobrze napisany - żadnych zgrzytów, może poza dialogami, ale i lubię je inaczej pisane, więc może to to. Najpierw pozwolę sobie na małą korektę, póki pamiętam miejsca (muszę zacząć przeklejać teksty stąd do Worda i tam wyżywać się z korektą ;)) :

"Klucz zachrobotał w zamku, skrzypnęły zawiasy i drzwi odtworzyły się na oścież wpuszczając do środka słabe smugi światła z dwóch pochodni, trzymanych przez liczące ponad trzy metry wzrostu" - otworzyły, bez przecinka po pochodniach
"dokładnie w tym samym momencie gdy w drzwiach stanęła trzecia postać" - przecinek przed gdy
"- Na reszcie - powiedział ostatni ze przybyłych krzyżując kształtne" - nareszcie, z przybyłych, przecinek po przybyłych
"klatce piersiowej okrytej ciasno doń przylegającą skórzaną" - przecinek po piersiowej
"Nie chciał aby rozmówca wyczytał z niego" - przecinek po chciał
"skłamałbym gdym powiedział" - przecinek po skłamałbym, gdybym
"Dlatego nie będę przepraszać, nie mam za to" - za co
"że za to co zrobił ten okrutny, lubujący się cierpieniu innych bóg" - przecinek po zrobił, w cierpieniu
"kiedy tylko płonienie dotknęły końcówek piór" - płomienie
"a te podobnie jak wcześniej mocniej werżnęły się w skórę" - um... a te, podobnie jak wcześniej, werżnęły się w skórę
"zajmująca miejsce na niewielkim podeście obok lawy" - gorąco im tam musi być ;)
"Podskakując, wirując i wystukując rytm drewnianymi podeszwami wypełniło pustą dotychczas przestrzeń pomiędzy ladą; za którą stał korpulentny, łysiejący mężczyzna z bielmem na lewy oku i szerokim uśmiechem, sprawiającym, że okrągła, rumiana twarz, wydawała się jeszcze bardziej okrągła i rumiana; a miejscami, gdzie odbywało się spożywanie picia i jedzenia i gdzie wciąż pozostawała spora grupa osób, w większości zbyt pijanych, aby dała radę utrzymać się na nogach. " - to zdanie jest po prostu niesamowite. Karkołomne, ale bardzo mi się podoba. Tylko coś jest nie tak z interpunkcją, ale poza myślnikami zamiast średników nie jestem w stanie niestety nic wymyślić. Ostatecznie chyba by przeszło, ale jak wpadniesz na lepszy pomysł, nie zaszkodzi spróbować.
"- Dajcie panience spokój. - Chociaż słowa te wypowiedziano szeptem, to rozczochrany i jego kompan usłyszeli je tak wyraźnie, jakby ktoś wykrzyczał je wprost do ich brudnych uszu. - Że też wpuszczają tutaj takie zwierzęta. - Głos brzmiał zwyczajnie" - hmm... wydaje mi się, że lepiej by wyglądało, gdybyś rozbiła tą część na części dialogowe i narrację - nie w jednym akapicie, a w kilku. Jak jest tak zlepione to nie wiem... mi się niewygodnie czyta. Ale to do Twojej decyzji. Nie wiem, czy moje wrażenia to norma, czy tylko mi się bardziej podoba rozbijanie tekstu na linijki.
"jednak po mimo tego napastnicy i dzierlatka nagle zamarli nie zdolni do jakiegokolwiek ruchu" - pomimo, przecinek po zamarli oraz wydaje mi się, że niezdolni powinno być pisane razem, ale nie jestem na 100% pewna
"Zdradzał to zarówno upiór" - strasznie ubrany pan ;)
"tuniki z ciemno granatowego aksamitu spod której wystawały" - przecinek po aksamitu
"Jak i aparycja: cera w odcieniu mleka" - um... ok, jest to dokończenie "zarówno... jak i", ale nie wiem, czy rozbicie tego na dwa zdania jest szczęśliwym pomysłem. Mi przeszkadza. Może innym nie. Nie upieram się.
"Nie oglądając się za siebie posłusznie puścili dziewczynę" - przecinek po siebie
"po czym zabrał płacz" - płaszcz
"Jak tylko je odtworzył okazało się" - otworzył oraz przecinek po tym
"zatarł granice pomiędzy nimi, a gościńcem" - bez przecinka tutaj
"Ich właściciele, znikali właśnie" - bez przecinka
"gdyż z chwilą opuszczenia karczmy, ta dwójka " - bez przecinka
"Te, nie zasługujące nawet " - bez przecinka
"- Przepraszam, - wydukała" - bez przecinka

Tyle imho. Więcej się nie czepiam.

And now the good stuff ;)

Mam nadzieję, że masz tego więcej. Wprowadzenie jest mocne - scena cierpienia anioła (? - na razie zakładam, że to anioł, ale może wymyśliłaś coś innego) jest bardzo sugestywna. Są i wrażenia słuchowe (krzyk) i dotykowe (ból), jest pot, krew i łzy, jak lubię. Nawet swąd palonego pierza i ciała można sobie dopowiedzieć. Ciekawi mnie, jaki jest związek między tymi dwoma fragmentami. Czy anioł to Sin? Czy jednak ktoś inny? Co zrobił ten tutaj konkretny, palony żywcem nieszczęśnik?

Scena w karczmie - jak bym tam była ;) Umiejętnie zrobiony opis to dobry opis. Tak samo - widzimy, słyszymy i czujemy, co się tam dzieje. Jest tłok, pospólstwo się bawi. Bardzo mi się podobają użyte tu określenia, że "chamstwo ruszyło do tańca" oraz że mamy "pijanych chłopów oraz ich kobiet[y]". Od razu stawia nam to jasno sprawę, z kim mamy do czynienia. Wieśniacy wieśniakom nierówni, literatura tworzy sobie różne obrazy, a Ty szybko i sprawnie dajesz do zrozumienia, którego obrazu doświadczamy.

Do stylu nie mam żadnych zastrzeżeń. Piszesz jak lubię. Długość zdań zróżnicowana. Masz swój rytm, swoją melodię. Podoba mi się, bo czyta się naprawdę gładko.

Na razie tyle, gdyż fragment jednak krótki i nie chcę się zapędzać.

Pisz dzielnie, bo idziesz w dobrym kierunku. Pozdrawiam.
"He never sleeps, the judge. He is dancing, dancing. He says that he will never die."
Cormac McCarthy, Blood Meridian, or the Evening Redness in the West
"What on earth is less reprehensible than the life of the Levovs?"
Philip Roth, American pastoral

Awatar użytkownika
Kandara
Posty: 238
Rejestracja: 25 lipca 2012, 00:51

Re: Grzesznik

Post autor: Kandara » 19 lutego 2016, 14:03

Ależ czepiaj się, czepiaj. Z całą pewnością każdy kto zna mnie dużej i czytał moje wcześniejsze wypociny, wie, że mam kłopot z przecinkami i że już nawet właściwie z tym nie walczę, bo jakoś... nie chce mi to wejść do głowy i tyle. Dlatego zawsze jak zamieszczam tekst, liczę na to, że zostanę tutaj wypunktowana. :bag: Tak więc zaraz siadam do poprawki.

Dziękuję! Cieszę się, że się podobało, zwłaszcza, że ten tekst to z założenia nic ambitnego. Ot, kumulacja pewnych czynników (w tym koreańskiej dramy o duchach, ogólnego parcia na mitologię, szczególnie na bogów i tego czegoś, co sprawiło, że nie mogłam już tego dłużej w sobie dusić) sprawiło, że ten tekst powstał. Mam jakiś ogólny zarys, całkiem niezły fun z wybranej tematyki, więc mam nadzieję, że przyszłość będzie jasna. No i wreszcie ten tekst jest próbą napisania czegoś w odmiennej estetyce niż mój poprzedni długi tekst, nad którym też ciągle pracuję (do wszystkich, co myśleli, że już nie będzie Irysów... będą! I to nie długo znaczy tak gdzieś w marcu... chyba). W odmiennej stylistyce znaczy brutalniejszego, bardziej krwawego i brudnego. Sama jestem ciekawa jak długo wytrzymam :).

------
Ps. Siem, dzięki za ciasteczko :tul:
Obrazek Księżycowa weno, działaj!

Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 194
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

Re: Grzesznik

Post autor: Kimchee » 19 lutego 2016, 21:17

Podskakując, wirując i wystukując rytm drewnianymi podeszwami wypełniło pustą dotychczas przestrzeń pomiędzy ladą;
Z tym zdaniem jest coś dziwnego.
Dziewczyna poczuła jak ktoś inny łapie ją od tyłu i oplątuje ramionami w taki sposób, aby nie uniemożliwić ruch, podczas gdy pierwszy z oprawców już wsuwał dłoń pod jej tunikę, a drugą zatyka usta. Ugryzła go w palce, ale nie puścił.
A tu się czasy pomieszały, chyba ???

To będzie bardzo krótki komć. Sygnalizuję, że przeczytałam, że mi się podoba i że czekam na ciąg dalszy. Początek naprawdę zachęcający. Nawet jeśli było trochę patosu, to mi nie przeszkadzało. Widać, że od początku stawiasz na postacie i dopracowany świat, więc zapowiada się coś naprawdę interesującego, wszak tu dopiero zaprezentowałaś wycinek.

Tak jak w "Irysach" stawiasz na opisy, wszystko jest bardzo obrazowe, ale nie sprawia wrażenia przesady. Jest jeszcze bardziej sugestywnie jeśli idzie o cierpienie bohaterów niż w "Irysach". O fabule za bardzo nic nie wiadomo, ale to tylko wzmaga ciekawość. Jestem osobiście bardzo zaintrygowana, jak ta pierwsza scena łączy się z drugą i ewentualnie kolejnymi. Z resztą wstrzymam się, aż przeczytam dalszy ciąg ;)

Awatar użytkownika
Stella R. Pellet
Posty: 27
Rejestracja: 09 grudnia 2013, 10:32
Lokalizacja: Vroclove

Re: Grzesznik

Post autor: Stella R. Pellet » 20 lutego 2016, 18:42

... ale też to tworzenia tych paskudnych bluźnierstw ...
- literówka.
... drzwi odtworzyły się na oścież ...
- druga literówka.
... w wściekłej próbie ...
- mogę się mylić, ale chyba we wściekłej próbie.


To tak z kwestii mechanicznych, w których nie jestem za dobry.

A teraz... :glask: dostajesz ciepłego głaska za napisanie czegoś twórczego.
Wspominałaś, że to z aniołami, a także, że nie posiadasz jakiejś konkretniejszego celu, więc czytałem mając to na uwadze. Niewiele można powiedzieć o dwóch fragmentach, które pewnie są czymś powiązane, lecz na chwilę obecną zdają się być dwoma kawałkami puzzli, odległymi od siebie. Niemożliwym jest też stwierdzenie, kto jest protagonistą, co ma swoje zady i walety. Tekst intrygujący i mam nadzieję ujrzeć tego więcej. Było by wspaniale, gdybyś spożytkowała swoją przepastną energię twórczo, zamiast ocierania się o ludzi na pudle i miauczeniu.
Obrazek

Awatar użytkownika
Kandara
Posty: 238
Rejestracja: 25 lipca 2012, 00:51

Re: Grzesznik

Post autor: Kandara » 11 marca 2016, 18:26

Tak na początek dwie trzy sprawy. Po pierwsze chciałabym raz jeszcze podziękować za wszystkie komentarze, jakie pojawiły się pod pierwszą wstawką. Naprawdę bardzo mnie one ucieszyły, nawet jeśli tekst w zamyśle miał być zwykłym wygłupem... Swoją drogą. Dalej trochę mi z nim dziwnie.
Po drugie fragment miała być wcześniej, bo postanowiłam wklejać krótkie (ok. 1,5 - 2k), ale za to w miarę częste wstawki (i już na początku nawaliłam, po gdzieś po drodze z dziesięć razy straciłam wiarę w to co robię... i miałam tego nie pisać, bo to takie blogaskowe, ale w sumie stwierdziłam, że muszę się jakoś wytłumaczyć.
Po trzecie... (ech ewidentnie nie powinnam tego mówić, czy tam pisać), ale ta wstawka jest ewidentnie na przeczekanie. Potem mam nadzieję akcja się rozkręci, ale teraz... cóż preferuję spokojne początki i tyle.)

AAA i chyba jednak mam pytanie względem punktu drugiego. Mianowicie, niby sobie coś postanowiłam względem długości wstawek, ale wydaje mi się to biedne i głupie, bo (inni dają dłuższe). No i tak tylko chciałam spytać, czy tylko ja tak mam? Znaczy... takie tam odpowiednie długością dla książek dla dzieci. (o rany co ja piszę? No, ale... :bag: )

Jejku.. to już miesiąc? Ale kiedy? Jak?

No z góry przepraszam za wstawkę... i ogólnie za wszystko. Ale nadal oczekuję odpowiedzi na to głupie pytanie.
*** Anioł służebny przekroczył próg owalnej, wysoko sklepionej komnaty i delikatnie zamknął za sobą drzwi. Krocząc przez pomieszczenie, jak zawsze, dyskretnie rozglądał się dokoła, podziwiając toczącą się tu nieustannie grę świateł. W tej chwili promienie słońca wpadające przez witrażowy świetlik przenikały bisiorowe zasłony stojącego po środku okrągłego łoża, załamywały się na ścianach, przemieniały wszechobecną biel w intensywny róż.
- Wzywałeś mnie boże snów? - Zapytał zatrzymując się pięć kroków przed niewielkim stolikiem o rzeźbionych, złotych nogach, za którym zasiadał pogrążony w lekturze młody mężczyzna; Solfilgion - bóg snów i miłości.
- Zdaje się, że tak, skoro tu jesteś. - Właściciel komnaty, nie podniósł nawet głowy.
- Naprawdę Juldrinie, za każdym razem zadajesz to samo pytanie, chociaż doskonale znasz na nie odpowiedź. Nie wydaje ci się to trochę... głupie?
- Cóż, mój panie, to co ja myślę, nie ma tu nic do rzeczy, etykieta...
- Ach tak! - Bóg snów wreszcie podniósł głowę i wtedy okazało się, że na jego trójkątnej twarzy o nisko położonych kościach policzkowych, wyraźnie zarysowanym szpiczastym podbródku i prostym nosie z małymi skrzydełkami, widnieje kpiący uśmiech.
- Jakże mógłbym o tym zapomnieć. Etykieta! No jasne! Powiedz, czy pod tym słowem kryje się zbiór nikomu nie potrzebnych zasad ustanowionych bez żadnego konkretnego powodu przez bandę nudziarzy?
- Racz wybaczyć, panie, ale jestem zmuszony pouczyć cię, że nie przystoi ci mówić takich rzeczy.
- Znów to samo. - Solfilgion zwinął to, co trzymał w dłoniach, odłożył na brzeg blatu po czym przesłonił usta w udawanym ziewnięciu jednocześnie mrużąc bursztynowe oczy, oprawione długimi, lekko opadającymi rzęsami, ponad którymi umieszczone zostały wyraziste, lekko skośne brwi.
- Twierdzisz, że coś mi nie przystoi, czy to znaczy, że śmiesz mnie pouczać? Zupełnie jakbym nadal był dzieckiem, a przecież dawno już przestałem nim być. Chyba powinienem cię ukarać.
- Wybacz mi panie, jeśli posunąłem się za daleko, jednakże moim obowiązkiem jest... - Urwał nagle, bo bóg podniósł rękę.
- Dość. Powiedz mi lepiej, czy znalazłeś go wreszcie?
- Zdaje się, że tak.
- Zdaje się? - Solfilgion uniósł brwi. - Czyżby to znaczyło, że znów nie masz pewności?
- Ja tylko...
- Nieważne. Pokaż co tam masz.
Sługa podszedł do stołu. Wyciągnął przed siebie prawą rękę i palcem wskazującym dotknął blatu. Powierzchnia błękitnego marmuru zadrgała lekko, jakby była z wody, a od punktu w którym anioł przyłożył opuszek zaczęły powstawać pulsujące kręgi, które stopniowo zwiększały średnicę, dotykały krawędzi i zanikały, ale ich miejsce od razu zajmowały kolejne i kolejne. Po chwili pokryła je drobna siatka, a tworzące ją linie zafalowały, zbliżyły się, oddaliły, po czym znów zbliżyły i splotły, tworząc rozmyty obraz wnętrza jakieś karczmy. Bóg snów ściągnął usta z niesmakiem, kiedy zobaczył niewyraźne sylwetki ludzi, tańczących do czegoś, co jak się domyślał miało z muzyką niewiele wspólnego.
Widok przesunął się, scena nabrała ostrości. Bóg snów obserwował teraz jak dwóch pijanych wieśniaków napastuje jedną z karczemnych dziewek i jak coś bliżej nieokreślonego powstrzymuje ich przed dokończeniem dzieła, jak wysoki, bogato odziany mężczyzna podnosi się z ławy. W tym momencie anioł zabrał palec i obraz natychmiast zniknął.
- Więc nadal może używać woli. Zdumiewające, nie spodziewałem się tego.
- Wybacz mi panie, ale naprawdę nie rozumiem, dlaczego się nim interesujesz? To tylko zbrodniarz, złodziej który ośmielił się połaszczyć na coś, co nie było i nigdy nie mogło być jego i za co teraz ponosi zasłużoną karę. Oh, co by to było, gdyby twój ojciec się dowiedział...
"Ale o czym?" pomyślał Solfilgion przechylając głowę w bok. - "Tym, że obchodzą mnie ci, których on skreślił, czy o tym jak męczy mnie fakt, że on nigdy nie zejdzie z tego świata? Czy może być coś bardziej wbrew naturze, którą sam stworzył? W końcu nawet wilki zdychają gdy przychodzi ich czas, po to aby kto inny mógł przejąć stado. A on? On po prostu trwa i będzie trwać, a ja mam przez to po wieczność tkwić na drugim miejscu i nie liczyć na nic! To takie niesprawiedliwe."
- Spokojnie, przecież nie robię niczego złego. A może się mylę i jednak nieświadomie popełniam jakąś zbrodnię, ale o ile mi wiadomo, nie złamałem żadnego rozkazu.
- Nie, panie! - Anioł podniósł wzrok nerwowo rozglądając się po komnacie, ale zaraz opuścił go znowu. - Jednak martwię się, że ktoś mógłby to wszystko źle zrozumieć. Ja sam nie pojmuję, dlaczego tak bardzo interesujesz się tym śmieciem?
- A musisz rozumieć? Twoim zdaniem powinienem ci się tłumaczyć z tego co myślę, robię i zamierzam? Istnieje jakiś powód, dla którego miałbym się tłumaczyć przed sługą? - Oparł łokieć o blat, a czoło o dłoń. - Powinna wystarczyć ci informacja, że nie robię niczego złego, jakbym mógł? Jeśli jednak twierdzisz inaczej, powinieneś pójść z tym do króla, bo jeśli tego nie zrobisz będziesz tak samo winny. Z tym, że jeśli oskarżysz mnie, a potem się okaże, że jestem niewinny, ty dostaniesz moją karę.

***
- Saria! Dziołcha na bogów, co się z tobą dzieje? - Szorstki, zaprawiony wyraźną irytacją ton karczmarza wyrwał dziewczynę z zamyślenia i sprawił, że nie tylko ciałem, ale także duchem znalazła się w dusznej, gwarnej izbie.
Chociaż obchody święta narodzin światła zostały zakończone kilka dni temu, a wędrowna kapela ruszyła w dalszą drogę, to jednak zimna zagościła w okolicy na dobre, sprawiając, że w gospodzie co wieczór pojawiało się naprawdę sporo gości. Ci wyczekując wiosny toczyli przy ulubionym trunku i porcji kaszy z sutą omastą, lub kawałku kiełbasy ożywione rozmowy. Niektórzy próbowali zastąpić muzyków, używając do tego własnych gardeł, dłoni i podeszew butów.
- Przepraszam, gospodarzu - Uśmiechnęła się niepewnie, chcąc udobruchać chlebodawcę. - Ja tylko...
- Się zamyśliłam. Znowu. Ech! - Machnął ręką i pokręcił głową. - Dajże, ty dziołcha spokój dumaniom, boś nie szlachcianka, jeno prosta dziewka, a robota czeka. -
Postawił przed nią dwa wypełnione bo brzegi kufle, ponad którymi unosiły się kłęby pary o mocnym korzenno-owocowym zapachu.
- Zanieś to tam. - Wskazał dłonią jeden ze stolików. - Ruszaj się, żwawo! - Ponaglił znów przypierając karcący ton i takiż wyraz twarzy. Jednak już ułamek chwili później uśmiechnął się serdecznie do klienta, który akurat podszedł do kontuaru.
Saria także przywołała uśmiech na drobne wargi, podniosła kufle i skierowała się ku wskazanemu stołowi, podczas gdy jej myśli znów opuściły karczmę.
Ten cudzoziemiec, który wtedy ocalił jej wianek z jakiegoś powodu tak głęboko wbił się w jej umysł, że nie mogła o nim tak po prostu zapomnieć. A przecież nie był bynajmniej czymś niezwykłym! Wszakże obcokrajowiec w przygranicznej wiosce nie stanowi niczego wyjątkowego. W ciągu roku wielu takich się tu przetacza i nikogo to już nawet nie dziwi. Ot, przybywają, zatrzymują się w gospodzie dzień lub dwa i ruszają dalej.
Postawiła zamówienie przed dwójką pogrążonych w głośnej rozmowie wieśniakach, którzy nie zwrócili na nią większej uwagi, okręciła się na pięcie i zauważywszy podniesioną rękę przy innym stoliku, poszła w jej kierunku.
Z drugiej strony przejezdni nie zawsze stają w obronie cnoty jakieś tam karczemnej dziewki, nawet jeśli owa dziewka jest właścicielką wyraziście niebieskich, dużych oczu, brązowych brwi delikatnie przecinających niskie czoło, grubego kasztanowego warkocza zwykle przerzuconego przez lewe ramię, lekko piegowatej cery oraz wyjątkowo miękkich; jak na wieśniaczkę rysów. Nawet jeśli owa dziewka była niziutką, ale za odpowiednio krągłą istotą, takie rzeczy zdarzały się nad wyraz rzadko. A w taki sposób, w jaki stało się to tamtego świątecznego wieczoru, nie zdarzały się nigdy! Przecież nawet na nich nie krzyknął, a mimo tak skwapliwie wypełnili jego polecenia. To musiała być magia, nawet jeśli nieznajomy nie chciał tego przyznać!
Poza tym zdawał się dziewczynie całkiem przystojny. Trochę podobny do młodego panicza, syna pana Świnryków i kilku innych okolicznych wsi, w którym podkochiwała się skrycie przez całe lato. Tyle, że on wraz z nastaniem jesieni ożenił się z jakąś grubą szlachcianką o ropuszych oczach.
" Głupia ty" zbeształa samą siebie. "Znowu łasisz się na coś, co nie dla ciebie i znów będziesz przez to płakać w siennik przez dwa miesiące. On pewno już o tobie zapomniał, bo czemu miałby pamiętać. To wielki pan, może mieć takich jak ty, tyle, że nawet nie umiesz do tylu zliczyć, pusta głowo." Niestety Saria jak zwykle w takich sprawach nie słuchała niczyich, nawet swoich własnych rad.
Obrazek Księżycowa weno, działaj!

Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 194
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

Re: Grzesznik

Post autor: Kimchee » 12 marca 2016, 19:54

Odnośnie pytania - pisz i wstawiaj jak Ci jest wygodniej, ja na pewno będę czytać tak czy tak i postaram się nawet przy krótszym fragmencie napisać coś więcej niż "Przeczytałam. Podobało mi się". Jak już pisałam - ilość niekoniecznie przekłada się na jakość. Nie mam nic przeciwko spokojnym początkom ani stopniowemu budowaniu klimatu, ale to pewnie już wiesz ;)


Pojawił się zapowiadany bóg snów. Dobry występ i przynajmniej zapowiedź ciekawego bohatera. Ta cała scena sugeruje uniwersum, gdzie bogowie są, ale nie są bynajmniej wszechmocni. W ich świecie istnieją sojusze/powiązania, nieraz jakieś układy albo jeszcze coś innego, co im pęta ręce. Szczerze temu kibicuję, bo lubię takie motywy, o ile są dobrze rozegrane (u Ciebie na dzień dzisiejszy są).

Dalej - Saria miała być tą bohaterką, która często zmienia obiekty westchnień? Wyszła bardzo naturalnie. Generalnie potrafię sobie ją sobie zwizualizować. Prosta dziewczyna o naiwnym sercu, pewnie w głębi duszy romantyczka, a prace ma taką jaka ma (to znaczy taką, która nie jest szczytem marzeń, ale to lepsza niż żadna) i ludzi pewnie też spotyka rożnych. To nic dziwnego, że marzy o czymś lepszym, pewnie traktuje znajomości bardziej poważnie niż ta druga strona, łatwo ją wykorzystać, może też zranić. Wyszła - nawet w tym fragmencie - bardzo naturalnie i budzi przez to moją sympatię.

O stylu nie będę pisać, bo dalej jest jak był - czyli ładny.

no i pewnie jeszcze tego nie pisałam, ale masz tam anioły, a wiadomo jaki to motyw, bogów itp. ale jako czytelnik nie miałam wrażenia, że czytam jakiś "nieświeży kotlet" czy coś jest kiczowate. Wręcz przeciwnie. To tylko potwierdza, że potrafisz wycisnąć bardzo wiele nawet z takiego zestawy rekwizytów jaki sobie dobrałaś.

To tyle - mam nadzieję, że okazałam się choć trochę pomocna.

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Grzesznik

Post autor: Krin » 20 marca 2016, 21:15

czy raczej tocząca się w im nieustanna gra świateł i barw,
był całkowicie pochłonięty lekturą jakiegoś obszernego, trzymanego w rękach zwoju.
To "jakiegoś" jakoś mi tak zepsuło to zdanie.
- Wzywałeś mnie boże snów?
Ojej, ja tu naprawdę nie chciałam wypisywać takich rzeczy, ale chyba przecinek przed "boże snów".
Solfilgion; bóg snów i miłości, właściciel komnaty (przecinek) do którego zostały skierowane te słowa; nie podniósł nawet głowy.
- Racz wybaczyć, panie, ale jestem zmuszony pouczyć cię, że przystoi ci mówić takich rzeczy.
Zgubiłaś "nie".

Podoba mi się. Piszesz w klimatach, które lubię i choć nie jestem wielką fanką opisów, twoje są na tyle lekkie bym nie miała z nimi problemów. Oczywiście najbardziej szaleję w tym wypadku za postacią tajemniczego wybawiciela, bo... No jak tu nie lubić tajemniczych wybawicieli o tajemniczej przeszłości? Domyślam się, że to ten sam mężczyzna torturowany na samym początku.
Saria mi się podobała o wiele mniej, bo choć uwielbiam tajemniczych wybawicieli, nie bardzo lubię wybawiane przez nich dziewczyny. Boję się, że wkroczy ona w przyszłości na taki poziom romantyzmu i roztargnienia, że nie będę w stanie jej polubić.
Ogólnie mogłabym wysnuć z tego wniosek, że nie masz problemu ze scharakteryzowaniem postaci. Choć każda z nich wpisuje się w pewien schemat, nie są nijakie, a przede wszystkim czytelnik od pierwszych zdań rozumie, jakiego rodzaju to postacie, a to przyjemne, bo nie będę musiała przypominać sobie wszystkich imion przy kolejnej wstawce, żeby zorientować się, kto co zrobił.

Mam nadzieję, że będziesz pisać dalej, bo przeczytałabym z przyjemnością.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Grzesznik

Post autor: Kanterial » 25 czerwca 2016, 18:36

Nie taki spoiler straszny, jak wygląda:

(to znaczy może trochę)
(( Kand, na boga, czy ta batalia przeciw przecinkom nigdy się nie skończy? :bag: ))
SpoilerShow
(...) nie znający uczuć okrutniku, tyranie(,) zwący się bogiem, zaklinam cię na tę samą nicość

(...)żelazne bransolety kajdan coraz mocniej wżynają się w opuchnięte nadgarstki i kostki nóg.
myślę, Kand, że "kostki" same oddają lepiej to, o czymj myślisz, bo "kostki nóg" wręcz oddalają czytelnika od tej części ciala (btw. wiem chyba, czemu tak napisałaś i co cię do tego skłoniło, bo sama miewałam podobne dylematy w trakcie pisania i edycji tekstu, jednak zapewniam, że jako 'first-time' czytelnik wolałabym tam widzieć "kostki" i wyglądałoby to dla mnie całkowicie normalnie

Umysł jednak pozostawał trzeźwy i jasny, zdolny nie tylko do odczuwania wszelkich bodźców, ale też do tworzenia tych paskudnych bluźnierstw(zbędny) przeciwko bogowi bogów.

Klucz zachrobotał w zamku, skrzypnęły zawiasy i drzwi otworzyły się na oścież(,) wpuszczając do środka słabe smugi światła(...).

Zaciśnięte zęby stłumiły soczyste, pełne bólu przekleństwo dokładnie w tym samym momencie, gdy w drzwiach stanęła trzecia postać, zupełnie nie podobna do dwóch pozostałych; niższa, sięgająca im zaledwie do piersi, ale za to masywniejsza, chodź nadal szczupła, skrzydlata [sugeruję tutaj kropkę zamiast średnika. Zdanie jest długie i ciężkie] utkwiła beznamiętne spojrzenie szarych oczu w klęczącym osobniku, a kąciki wąskich ust drgnęły lekko, kiedy tamten ponowił zmierzający do ruchu wysiłek, przez co kolejny, tym razem niczym nie powstrzymany bolesny krzyk wyrwał mu się z gardła.

a gdyby tak się stało, straciłbym cały dwumiesięczny żołd(zbędny) na rzecz tego zarozumialca Ugara.

- Istotnie, cieszę się, że w końcu awansowałem i skłamałbym, gdym(zbędny) powiedział, że jest mi przykro widzieć ciebie tutaj, ale wierz mi, że akurat z tego powodu radości nie czuję.
alarmuję: zdanie bardzo nienaturalne. Gdyby było w opisie - luz. Jest jako wypowiedź - kłuje w oczy

Widział(,) jak Luvan daje znak Bytom, jak one powoli wchodzą do celi
"jak powoli wchodzą one do celi" <--- nie nalegam, proponuję

Niewielkie, pomarańczowe języczki(zbędny) pełzły ku ramionom, a kiedy wreszcie tam dotarły, na chwilę buchnęły ze zdwojoną siłą. Krzyk zmienił się w skowyt. Skazaniec nie całkiem świadomy tego, co robi(,) szarpnął łańcuchami

Skazaniec nie przestawał wyć, lecz jego głos stopniowo tracił ostrość, przeradzał (się?) w ochrypły warkot.

wypełnione dymem z kamiennego paleniska, na którym ułożono stary(zbędny) ruszt z kiełbaskami i stekami wnętrze

Wirując(,) podskakując i wystukując rytm drewnianymi podeszwami wypełniło pustą dotychczas przestrzeń pomiędzy ladą; za którą stał korpulentny, łysiejący mężczyzna z bielmem na lewy oku i szerokim uśmiechem, sprawiającym, że okrągła, rumiana twarz, wydawała się jeszcze bardziej okrągła i rumiana; a miejscami, gdzie odbywało się spożywanie picia i jedzenia i gdzie wciąż pozostawała spora grupa osób
zdanie lekko miażdży. Przede wszystkim te dwa średniki - proszę, zmień je na nawias. Na cokolwiek. Tak zostać nie może. Kolejna rzecz - "spożywanie picia i jedzenia". Nie, nie, trzy razy nie, nie zgadzam się, aż mnie to boli pod sutanną. Nie wiem, Kandaro, to jest zbyt płytkie (szkolne? tak to kiedyś ujęła Kili w komentarzu dla mnie). NIech tam stanie jakieś "ucztowanie" albo nawet i "konsumpcja". Odradzam formę, której użyłaś

(...) nierówno obciętymi włosami, sterczącymi bezładnie ponad pospolitą, ciapowatą(zbędny) twarzą, gwałtownie pociągnął ku sobie

Pytanie, będące równocześnie odpowiedzią(,) znów wypłynęło na wierzch myśli, kiedy przechodził przez furtkę w patykowatym płocie otaczającym teren gospody.

- Wzywałeś mnie(,) boże snów?

- Właściciel komnaty(zbędny) nie podniósł nawet głowy.

- Cóż, mój panie, to(,) co ja myślę, nie ma tu nic do rzeczy, etykieta...

- Saria! Dziołcha(,) na bogów, co się z tobą dzieje?


Dajże(zbędny) ty(,) dziołcha(,) spokój dumaniom, boś nie szlachcianka, jeno prosta dziewka, a robota czeka.

jprdl, to ci si udało :facepalm: XD

Z drugiej strony przejezdni nie zawsze stają w obronie cnoty jakieś tam karczemnej dziewki, nawet jeśli owa dziewka jest właścicielką wyraziście niebieskich, dużych oczu, brązowych brwi delikatnie przecinających niskie czoło, grubego kasztanowego warkocza zwykle przerzuconego przez lewe ramię, lekko piegowatej cery oraz wyjątkowo miękkich(wywalić ten średnik!) jak na wieśniaczkę rysów. Nawet jeśli owa dziewka była niziutką, ale za odpowiednio krągłą istotą, takie rzeczy zdarzały się nad wyraz rzadko.

no cóż - fragment opisowy bomba, od razu wiemy na kogo patrzymy. Jednakowoż, eghem,trochę w nim brzmi narcyzowatość tej dziewczyny, mimo, że nie jest stricte powiedziane, iż to ona "myśli". Nie wiem, czy da się to zmienić, czy w ogóle będziesz chciała, ale sygnalizuję lekki niesmak

Niestety Saria jak zwykle w takich sprawach nie słuchała niczyich, nawet swoich własnych rad.
turbo zdanie, jedno z takich, które same w sobie mogą się podobać. Lubię
Dwa lata człowiek nic nie komentuje, wejdzie na forum, jeb - tekst Kandary - dobra, jestem u siebie, po dwóch zdaniach poczułam się jakbym max wczoraj komentowała Irysy. Nie, żeby coś, wzruszyłam się, nie ma to tamto. Nie będę powtarzać pytania o przecinki, bo było retoryczne. Coś mi się zdaje, że ogarnęłabyś na luzie, ale jesteś sprytna i wiesz, że na forum też ktoś ogarnie, więc nadal nie zgłębiłaś tej tajemnej wiedzy na sto procent. Ja widzę progres, osobiście, ale no jednak od 2012 (czy kiedy się zarejestrowałaś?) to ciężko, żebyś go nie poczyniła. Jest lepiej. Tak z perspektywy tych dwóch lat też, także :facepalm:
Także już kończę dygresję o przecinkach, nie czepiam się, przyznam wręcz, że aż mi się ciepło na sercu zrobiło, gdy je znowu zobaczyłam w charakterystycznych dla ciebie miejscach.


Co do tekstu:
Zarys jest dobry. Szkic, jaki zrobiłaś, ta rama, która ma trzymać całość i którą musi poznać czytelnik, jest solidna. Prosta, krótka, na temat - nie zgubiłam się w tych dwóch wstawkach, ogarniam akcję całkiem dobrze, nie mylą się imiona. Nawet więcej, wiem chyba, czego mogę się spodziewać. To wbrew pozorom ważne, żeby zasygnalizować, o czym jest tekst, żeby wrzucić właśnie na te tory początkowe - ok, jest grzesznik, zrobił coś strasznego (ciekawość), został ukarany (smaczek), wzbudza zainteresowanie ważnej postaci, dostajemy nawet wskazówkę, że "może używać woli", mimo czegoś, nadal, choć teoretycznie już nie powinien. Więc zalążek jest, jak pisałam. O to chodzi, zaliczam.
Jestem ciekawa i nie czuję się przytłoczna informacjami.

Masz takie wahnięcia jak w Irysach, nie wiem, na czym to polega. Czytając całość miałam chyba wrażenie, że widzę, jak piszesz - na zmianę zadowolona z efektów i załamana, raz z rozpędem, raz na siłę. Jeśli tak nie było to mnie zaskoczysz. Bo ja widzę wyraźnie gdzie wypadasz pewnie i dobrze, a gdzie sprawiasz wrażenie "nieśmiałej" autorki, która nie wie jak ugryźć temat, żeby przypadł do gustu czytającym. Dosyć tego wahania, Kandaro, jeśli masz takie momenty, że zmieniasz i edytujesz, w obawie przed reakcją, to odpuść i zostaw jak jest, jak ty uważasz za słuszne.Widziałam to w scenie w lochach. Jest sztywna, jest natłok epitetów i opisów, chcesz wyrazić fizyczność bólu grzesznika i obojętność jego rozmówcy. Zdania przez to drętwieją. Te chwile gdzie dokładnie opisujesz - jak on (to był Sin, tak?) krzyczy, co to powoduje, albo, np. jak prezentuje się Luvan.
Z drugiej strony sama interakcja między nimi jest fajna, przyjemnie niemiła i napięta. Gdybyś to napisała z lekkością, byłabym wniebowzięta. Tymczasem coś jakby cię tam hamowało.
Zdecydowanie najbardziej podobała mi się rozmowa Solfilgiona z aniołem. Była lekka, szybka, zabawna, taka typowo pisarsko udana - zupełne przeciwieństw tego, o czym pisałam wyżej. Może to też kwestia atmosfery, wydarzeń? Nie jestem pewna, zdradź mi. Łatwiej ci się pisało tę scenę, a może tak samo jak tamtą, z torturami? Według mnie ich poziom zupełnie się rozjeżdża...
No więc scena tejże rozmowy i chyba opis zimy po wyjściu Sina z gospody. To zdanie z topolami mnie ruszyło, cały fragment "przyrodniczy". Umiesz malować krajobrazy pismem, znam cię z tej strony. Wykorzystuj to.
Na pewno pisałam ci wielokrotnie, komentując twoje teksty - warstwa wizualna to ich najpewniejsza, najlepiej oddana część, coś, gdzie jesteś wyćwiczona, pewna siebie i zawsze udana. Tu czujesz się dobrze, przynajmniej ja mam takie wrażenie, czuję to w tekście.

Planujesz go kończyć? Weź się zepnij, nie zostawiaj zaczętego. Proszę.

Sama koncepcja, imiona, pomysł, ogólne pierwsze wrażenie przy pozbyciu się mojego nastawienia (bo jednak cię trochę znam): daję 7 na 10. Punkty odjęłam za wizję wątku miłosnego (możliwe, że pochopnie wysnuwam wnioski, ale klasyk rozbrzmiał w tym tekście, kobieta ratowana z obsesji, on jest kimś, ona nikim) ((sero przepraszam, siła uprzedzeń)), jak również za wahnięcia stylu (słabsza scena w lochach, oklepana akcja z odpychającymi pijaczkami, przecinki), oraz za przecinki i jeszcze za przecinki.

Cóż. Jestem ruszona na tyle, żeby chcieć czytać dalej - to, jak pisałam wyżej, powinien być cel KAŻDEGO, kto wrzuca na forum dwie, krótkie wstawki. Cel osiągnięty. Nie rób przypału, wrzuć dalsze części, jak cię ksiądz grzecznie prosi.
You were everything in my heart and my heart still beats, these empty beats

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1784
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Grzesznik

Post autor: Kruffachi » 30 czerwca 2016, 16:53

Widzę, że tak czy inaczej ciągnie Cię do epickich historii. No i dobrze, bo Twoje pióro - niespieszne, kreślące szeroko i spokojnie - świetnie się do tego nadaje. Masz ten rzadki dar panowania nad materiałem i nie rzucania w czytelnikiem natychmiast wszystkim, co dobre. Nie boisz się powolnego, logicznego kreślenia krajobrazu. To naprawdę spory atut i wcale nie taka częsta cecha. Unikatowa wręcz.

Więc tak, czytało mi się przede wszystkim gładko i dobrze. To jest po prostu ładnie napisane. Ładnie stylowo i ładnie konstrukcyjnie. Scena otwierająca robi zdecydowanie największe wrażenie, jest najbardziej plastyczna i najładniej odmalowujesz w niej emocje. No, to naprawdę było coś, a przyznaję, że do aniołów, bogów i epickości w tym stylu podchodzę raczej nieufnie. Przekonałaś mnie. Łykam. Opis karczmy także mi się podobał. Och, oczywiście jest klasyczny, ale to w końcu high fantasy, pewne klisze muszą się pojawiać, taka konwencja. Więc liczy się przede wszystkim sposób podania, a ten nie pozostawia złudzeń - panujesz nad słowem.

Odnoszę wrażenie, że nad drugą wstawką męczyłaś się nieco bardziej, zabrakło mi odrobiny tego oddechu, tego szerokiego, odważnego machania pędzlem przy malowaniu tła. Niemniej poziom nadal jest dobry, nadal wystarczający, żebym czekała na ciąg dalszy (no właśnie - ciąg dalszy, dziołcha!!!).

Tyle o stylu. O kwestiach fabularnych na razie trudno się wypowiadać, to jasne. Niemniej pewne rzeczy już stwierdzić można. Jak wspomniałam, liczę się z obecnością klisz, skoro sięgasz po high fantasy, dość już skonwencjonalizowane, nawet odrobinkę skostniałe. Więc jest tajemniczy nieznajomy ratujący z opresji niewiastę i jest jej rozdziawiona z wrażenia buzia. Nie dziwi ani nie zniechęca, niemniej stanowi pewną pułapkę i myślę, że wiesz, jak ciężki los w ten sposób zgotowałaś Sinowi, bo będzie teraz strasznie trudny do poprowadzenia. Zwłaszcza zważywszy na to, że wyraźnie intryga kręci się wokół niego. Czytałam jednak "Irysy" i mam pełne prawo uważać, że z tego wybrniesz.

Także trzymam kciuki, podaję kubek kakao i czekam! :D
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 108
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Grzesznik

Post autor: Ag. » 04 lipca 2016, 22:21

W chwili, gdy usłyszał dźwięk wydawany przez klucz obracający się w zamku, tłumiony wcześniej wściekłością strach wypełzł nagle z odległych zakamarków duszy i mocno zacisnął szponiaste palce wokół żołądka
Szalenie mi się podoba to zdanie, takie plastycznie i świetnie oddające zmianę uczuć. Lubię takie drobiazgi.
do koła
"Dokoła" razem.
Chociaż obchody święta narodzin światła zostały zakończone kilka dni temu, a wędrowna kapela ruszyła w dalszą drogę, to jednak zimna zagościła w okolicy na dobre
To trochę brzmi, jakby zima zagościła już po święcie światła, a jak rozumiem, chodzi o to, że się przeciągała.
Dajże, ty dziołcha spokój dumaniom
Rozumiem, że przecinki to tu wrażliwy temat, ale i tak napiszę, bo mi się w oczy rzuciło. Wydaje mi się, że raczej „Dajże ty, dziołcha, spokój dumaniom”
wyjątkowo miękkich; jak na wieśniaczkę rysów
Wkradł się średnik zamiast przecinka: "wyjątkowo miękkich, jak na wieśniaczkę, rysów"

Umiejętnie przeplatasz dwie linie wydarzeń, ale w sumie już w drugim fragmencie zostały ze sobą połączone, więc mniej więcej wiadomo, o co może chodzić. W każdym razie uważam narrację za udaną. Czytało mi się dobrze, zainteresowało mnie, czekam na więcej :)

Przepraszam, że tak krótko, nie pisałam komentarzy do tekstów od jakiegoś miliona lat. :pas:
Instrukcja obsługi: http://9.asset.soup.io/asset/2745/0297_d5c7_500.jpeg

Piszę, czytam: http://agnieszkazak.com" onclick="window.open(this.href);return false;

Awatar użytkownika
Kandara
Posty: 238
Rejestracja: 25 lipca 2012, 00:51

Re: Grzesznik

Post autor: Kandara » 13 lipca 2016, 12:44

O matko, dziewczyny ja nie wiem co powiedzieć, w sumie troszkę też co myśleć. Znaczy wiem, że jestem rozczarowana tymi nazwijmy to "niedoróbkami", o których wspominałyście i jest mi beznadziejnie z tym, że się pojawiły. Jednocześnie mam wrażenie, że nieważne co zrobię, jakieś kulfonki zawsze się trafią i czasem serio mnie to frustruje. Poza tym... tak mam mały impas i jak łatwo temat 'Grzesznika" wpadł mi do głowy, tak samo teraz ciężko mi to dalej ciągnąć, ale kto mnie zna, ten wie, że pół roku milczenia, jeszcze nic nie znaczy. Ja naprawdę chcę to dalej pisać.

@Kan...
Kobieto! Dawno nic mnie tak nie zaskoczyło jak ten komentarz. No bo dawno Cię nie było i ogólnie... "myślałam, że nie wrócisz już" ... Tak. Nie bij, ale... to było takie nieoczekiwane. Swoją drogą lubię Twoje komentarze.
Kand, na boga, czy ta batalia przeciw przecinkom nigdy się nie skończy?
Nigdy! Ja tego po prostu nie ogarniam, jestem na to za głupia i tylo. XD
"kostki nóg" wręcz oddalają czytelnika od tej części ciala
Ale, tak właściwie czemu?
- Istotnie, cieszę się, że w końcu awansowałem i skłamałbym, gdym (zbędny) powiedział, że jest mi przykro widzieć ciebie tutaj, ale wierz mi, że akurat z tego powodu radości nie czuję.

alarmuję: zdanie bardzo nienaturalne. Gdyby było w opisie - luz. Jest jako wypowiedź - kłuje w oczy
Tylko czemu ja tego nie widzę? <chlipie w kącie>
"spożywanie picia i jedzenia". Nie, nie, trzy razy nie, nie zgadzam się, aż mnie to boli pod sutanną. Nie wiem, Kandaro, to jest zbyt płytkie (szkolne? tak to kiedyś ujęła Kili w komentarzu dla mnie). NIech tam stanie jakieś "ucztowanie" albo nawet i "konsumpcja". Odradzam formę, której użyłaś
Nie bardzo wiem jak chlanie może być zbyt płytkie XD. Swoją drogą to właśnie te wpadki irytują mnie strasznie... serio to aż tak złe?
Dajże(zbędny) ty(,) dziołcha(,) spokój dumaniom, boś nie szlachcianka, jeno prosta dziewka, a robota czeka.
jprdl, to ci si udało
Ale, że dobrze, czy źle, bo nie rozumiem intencji ... :bag:
Bo ja widzę wyraźnie gdzie wypadasz pewnie i dobrze, a gdzie sprawiasz wrażenie "nieśmiałej" autorki, która nie wie jak ugryźć temat, żeby przypadł do gustu czytającym. Dosyć tego wahania, Kandaro, jeśli masz takie momenty, że zmieniasz i edytujesz, w obawie przed reakcją, to odpuść i zostaw jak jest, jak ty uważasz za słuszne.
Jak pisałam na pudle, wniosek ogólny dobry, ale jeśli chodzi o szczegóły...
Widziałam to w scenie w lochach. Jest sztywna, jest natłok epitetów i opisów, chcesz wyrazić fizyczność bólu grzesznika i obojętność jego rozmówcy. Zdania przez to drętwieją. Te chwile gdzie dokładnie opisujesz - jak on (to był Sin, tak?) krzyczy, co to powoduje, albo, np. jak prezentuje się Luvan.
Z drugiej strony sama interakcja między nimi jest fajna, przyjemnie niemiła i napięta. Gdybyś to napisała z lekkością, byłabym wniebowzięta. Tymczasem coś jakby cię tam hamowało.
Zdecydowanie najbardziej podobała mi się rozmowa Solfilgiona z aniołem. Była lekka, szybka, zabawna, taka typowo pisarsko udana - zupełne przeciwieństw tego, o czym pisałam wyżej. Może to też kwestia atmosfery, wydarzeń? Nie jestem pewna, zdradź mi. Łatwiej ci się pisało tę scenę, a może tak samo jak tamtą, z torturami? Według mnie ich poziom zupełnie się rozjeżdża...
To jest zupełnie na odwrót! Scena w lochach szła mi dobrze, nawet się zbytnio nie zastanawiałam nad doborem epitetów i tego wszystkiego. Opis Luvana, jak również krzyków tego drugiego, jakoś tak poszedł mi w sumie sprawnie, a największą rozkminę miałam nad słowem "fosforyzującymi", znaczy czy mogę go tu użyć.
Za to ta druga... o matko. Tutaj miałam właśnie to, co przypisałaś pierwszej. Bardzo chciałam w niej upchnąć wygląd komnaty (mam nadzieję, że można ją sobie chociaż pobieżnie wyobrazić), jej właściciela, jak również relacje między nim, a sługą, (no dobra to akurat było najłatwiejsze, ale opisy to dramat) przez co okropnie się męczyłam. Zmieniałam to kilka razy i ostatecznie dalej nie jestem z tego w 100% zadowolona. No nie. T_T
No więc scena tejże rozmowy i chyba opis zimy po wyjściu Sina z gospody.
Ale jak to chyba opis zimy? O.o
daję 7 na 10. Punkty odjęłam za wizję wątku miłosnego (możliwe, że pochopnie wysnuwam wnioski, ale klasyk rozbrzmiał w tym tekście, kobieta ratowana z obsesji, on jest kimś, ona nikim) ((sero przepraszam, siła uprzedzeń))
Ja muszę... no prostu muszę spróbować romansu, bo się ich boję i nie shipuję przez to postaci... Więc muszę w końcu jakiś mieć nawet oklepany...

Swoją drogą...uwaga chyba spojer....
SpoilerShow
Obstawiasz, że co jest zbrodnią Sina? I tak to jakiś związek z boskim haremem. <torba na łeb>

@ Kruffo:
Widzę, że tak czy inaczej ciągnie Cię do epickich historii.
Nie wiem czy do epickiej, po prostu miałam fazę na anioły...
Masz ten rzadki dar panowania nad materiałem i nie rzucania w czytelnikiem natychmiast wszystkim, co dobre.

Ech... miło, że tak twierdzisz, chociaż w następnym akapicie tej historii tak spektakularnie zaprzeczyłam tej tezie, że do dziś nie mogę się po tym pozbierać... i to mnie też odrobinę hamuje... T_T
Scena otwierająca robi zdecydowanie największe wrażenie, jest najbardziej plastyczna i najładniej odmalowujesz w niej emocje.
jupi! Bo jakoś ją lubię...
No, to naprawdę było coś, a przyznaję, że do aniołów, bogów i epickości w tym stylu podchodzę raczej nieufnie.
Ja w sumie też. Nawet nie wiesz jak się przed tym broniłam... No dobra nie broniłam się, ale podchodziłam to tego z takim dziwnym uśmieszkiem na zasadzie no dobra piszę o bogach i aniołach, ale to takie trochę kiczowate... a co tam piszę o bogach i fallen angelach bo... pęknę.
ale to w końcu high fantasy
No patrz. Nie wiedziałam O.o :bag:
Odnoszę wrażenie, że nad drugą wstawką męczyłaś się nieco bardziej, zabrakło mi odrobiny tego oddechu, tego szerokiego, odważnego machania pędzlem przy malowaniu tła.
Oj tak. A wszystko przez wizję komnaty boga snów, której ni jak nie mogłam przelać na ekran... ale ostatecznie, chyba można jakoś tam ją sobie wyobrazić? T_T mam nadzieję. I wiem powtarzam się, ale serio ciężko mi się to pisało.
ciężki los w ten sposób zgotowałaś Sinowi, bo będzie teraz strasznie trudny do poprowadzenia.
Sin jest cholernie trudny, przyznaję, ale wydaje mi się, że kiedy to mówimy myślimy o troszkę innych powodach. Tak czy tak... boję się, że go spapram.
Także trzymam kciuki, podaję kubek kakao i czekam!
Dziękować! I starać się serio starać.

@ Ag
To trochę brzmi, jakby zima zagościła już po święcie światła, a jak rozumiem, chodzi o to, że się przeciągała
Ups... dzień narodzin światła, to zimowe przesilenie (bo co innego), więc... ups i dzięki.
Rozumiem, że przecinki to tu wrażliwy temat, ale i tak napiszę, bo mi się w oczy rzuciło. Wydaje mi się, że raczej „Dajże ty, dziołcha, spokój dumaniom”
Nie, dlaczego? Ja ich po prostu nie ogarniam i tyle.
Umiejętnie przeplatasz dwie linie wydarzeń, ale w sumie już w drugim fragmencie zostały ze sobą połączone, więc mniej więcej wiadomo, o co może chodzić.
Troszkę się zastanawiam czy coś takiego nie rozwala całej "intrygi", ale... lubię w swoich tekstach imitować film, albo serial, w których wydarzenia są pokazywane z różnych stron.

A i bardzo wszystkim dziękuję, także tym, których nie wymieniłam w poście.
Obrazek Księżycowa weno, działaj!

ODPOWIEDZ