Wybieramy PROZĘ LIPCA!
Czas na oddanie głosu do 17 VIII - ankieta dostępna w TEMACIE

Kruk

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Kruk

Post autor: Krin » 13 grudnia 2015, 19:20

Opowiadanie to jest powrotem do świata opisanego w "Zapłacie". Jej znajomość nie jest oczywiście wymagana, choć pewnie w jakimś stopniu daje szerszy obraz sytuacji.
Miłej lektury życzę.
Było zimno. Zimniej niż zwykle o tej porze roku. Dziesięć razy zimniej, niż się przyzwyczaiła. W jej ojczyźnie, na dalekim południu nawet nie wyobrażano sobie takich mrozów. Co najwyżej w baśniach. Podobnie Biała Równina była tylko miejscem z opowieści podróżnych, krańcem świata – równie dobrym jak wodospad spadający w otchłań na południu.
I jeszcze ten wiatr. Wciskał się pod ubranie, sprowadzając ból na każdy skrawek ciała, którego dotknął. Mieszkańcy Zimnego Oka twierdzili, że zimą, gdy wiał od północy, przynosząc lodowate powietrze Białej Równiny, bywało jeszcze zimniej. Żira nie potrafiła ani nie chciała w to uwierzyć. Tak samo jak nie chciała wierzyć, że ciemna bryła świątyni, majestatyczna pośród niskich, skleconych z byle czego budynków może jej przynieść jedynie klęskę i upokorzenie. W najlepszym razie dopadłaby ją pogoń, w najgorszym zestarzałaby się w tej zapomnianej przez ludzi wiosce.
Zimno zabijało.
Wśród pijanego bełkotu wieśniaków kryło się ziarno prawdy. Wiatr przez całą zimę naprawdę wiał tylko od północy, sprowadzając coś więcej niż chłód. Każda żywa istota czuła instynktownie, że Biała Równina nie została stworzona siłą natury. A ci ludzie, te skurczone i zmarniałe od zimna cienie, byli już zbyt mocno spętani mocą tego przeklętego miejsca, aby wyczuć zagrożenie.
Zaczęła powolną wspinaczkę po kamiennych stopniach. W plecy wbijały jej się podejrzliwe spojrzenia wieśniaków, ale nie mogła rozluźnić się ani zrobić czegokolwiek, co złagodziłoby ich obawy. Całą siłę woli poświęciła, aby nie upaść na pokryte lodem schody.
Przy wejściu skinęła głową kapłance w czerni, lecz ta nie zareagowała. Spoglądała w dal. Żira z ciekawości cofnęła się o krok, by spojrzeć jej w oczy.
Pustka – tyle tylko zobaczyła.
Wzięła głęboki, uspokajający oddech, ale nie zdołała opanować się na tyle, by nie przyspieszyć i nie oddalić się jak najszybciej od kapłanki o pustym wzroku. Nie przeoczono tego. Inna, równie posępna, lecz przytomna kapłanka obrzuciła ją niechętnym spojrzeniem, gdy tylko udało jej się otworzyć ciężkie wrota i z trudem wtoczyć do niemal pustej, oświetlonej resztkami słonecznego blasku sali.
Stał tam jedynie ołtarz – ogromna kamienna płyta pełna misternych zdobień i inskrypcji. Żira potrafiła rozpoznać, że większość z nich została wyrzeźbiona na postrach przesądnych wieśniaków, lecz niektóre, te mniej zdobne, niosły ze sobą prawdziwą moc.
Podobnie niepokojące zdały się ustawione na ołtarzu w pozornym nieładzie figurki, kielichy, księgi, świece, zioła i wszystko inne, czego kapłanki mogły potrzebować do codziennego spektaklu. Większość z nich także przeznaczona była dla strachliwej gawiedzi, lecz nietrudno ze składników potrzebnych do upiornego widowiska tworzyć prawdziwe zaklęcia i klątwy. Nie bez powodu przywodziły ludziom skojarzenia z magią. Od wieków tkwiły w zbiorowej pamięci mas, budząc zarówno ciekawość i trwogę.
Nie zdążyła dobrze się rozejrzeć, a już kroczyła ku niej jedna ze starszych służek bogini zaalarmowana przez swoje siostry lub zwabiona unoszącą się wokół przybyłej obcą magią.
– Czego szukasz w domu Gariany, Pani Lodu i Pani Siły o dwóch głosach i dwóch sercach, wiedźmo? Zimne Oko nie potrzebuje takich jak ty. – Mówiła pozbawionym emocji głosem, zdała się powtarzać wyuczoną formułkę.
Żira opanowała pragnienie, by na bezczelność odpowiedzieć bezczelnością. Pokłoniła się pomarszczonej staruszce o twarzy na zawsze zastygłej w grymasie niezadowolenia jakże idealnie pasującym do przełożonej klasztoru bóstwa lubującego się w prostocie krwi, ognia i bólu.
– Przychodzę w pokoju, Pani. Pragnę rozmowy z Panią Lodu i Panią Siły o dwóch głosach i dwóch sercach.
Kapłanka milczała, lustrując ją od stóp do głów. Zapewne nie jedyna. Pośród cieni krył się jeszcze co najmniej tuzin ubranych identycznie kobiet gotowych w każdej chwili wszcząć alarm, na który mieszkańcy Zimnego Oka gotowi bez pytań rozszarpać przybyłą.
– Dary przynosisz? – spytała w końcu.
– Przynoszę.
– Jakie?
Żira Sięgnęła do torby, wyciągając duży, owalny przedmiot owinięty paroma warstwami szmat. Zrzuciła je wszystkie, nie bacząc na rozdarcia. Skrywały kolejny materiał – delikatny, lśniący jedwab wyszywany złotą nicią w fantazyjne wzory. Odwinęła go z ostrożnością, złożyła starannie i zapakowała z powrotem do torby.
Staruszka nie zwróciła uwagi na jedwab. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w biały kryształ – choć piękny, całkowicie pozbawiony magii oczekiwanej po prezencie od wiedźmy. Na razie. Obie doskonale wiedziały, że istnieją dla niego tysiące zastosowań. Uśmiechnęła się w duchu. Ani kapłanka, ani tym bardziej bogini nie przepuszczą takiej okazji. Kupcy nie docierali tak daleko na północ. A jeśli nawet, sprzedawali mieszkańcom tej nieurodzajnej ziemi żywność, nie kryształy czy inne magiczne akcesoria.
– Może być – stwierdziła.
Żira odetchnęła w duchu.
– Przy ołtarzu – zakomenderowała kapłanka.
Wiedźma nie zamierzała jej drażnić – bez słowa spełniła polecenie. Z bliska ołtarz zaniepokoił ją jeszcze mocniej. W naczyniach i na kawałkach materiału pozostały ślady krwi. Żira nie bała się wprawdzie ani krwi, ani związanych z nią rytuałów, ale wolałaby jej tam nie zobaczyć. Przynajmniej nie takiej układającej się w dobrze znane symbole i słowa. Miały wyglądać na przypadkowe dla niedoświadczonego oka, a dla doświadczonego stanowiły ostrzeżenie.
Żira nie potrzebowała ostrzeżenia. Już dawno zniknęła gdzieś ta pełna werwy czarownica, która przed laty odważyła się rzucić wyzwanie cesarzowi. Latami zupełnie nieświadomie z myśliwego zmieniała się w zwierzynę łowną, aż los zapędził ją do tej położonej na krańcu cywilizacji mieściny, by tu uchwyciła się ostatniej rozpaczliwej szansy na przecięcie zaciskającej się na szyi pętli.
Zapalono świece. Przyniesiono kadzidła, księgi i amulety. Uprzątnięto z ołtarza większość naczyń, na ich miejsce stawiając wielką złotą misę. Kobiety w identycznych czarnych strojach pojawiały się i znikały w ciemności, a gdy już każda upewniła się, że nie ma nic więcej do zrobienia, stanęły w równym półokręgu, czekając na rozkazy przełożonej. Młodsze wpatrywały się w Żirę z ciekawością, starsze martwy wzrok osadzały w pustce.
– Klęknij przed Garianą, Panią Lodu i Panią Siły o dwóch głosach i dwóch sercach, moje dziecko. – Głos najstarszej kapłanki odbijał się echem od ścian świątyni. – Okaż pokorę przed boskim obliczem. Dotknij czołem lodowatej ziemi. Poczuj siłę skał.
Przełknęła dumę i zrobiła, co jej nakazano. Kapłanki rozpoczęły pieśń w obcym języku. Raz wznosiła się triumfalnie, potrafiąc kruszyć góry, a raz była tylko cichym podmuchem wiatru na pustkowiu.
Żira czekała bez ruchu aż rytuał się dopełni.
– Kto wzywa? – odezwał się głos pełen łagodności.
– Kto żąda? – odezwał się głos pełen niesmaku.
– Żira z Białych Pałaców, wiedźma Zboru Lasów.
– Słyszeliśmy o tobie. Od dawna zmierzasz w tę stronę, od dawna plączesz się w sieć. Co takiego możesz mi ofiarować, abym zrezygnowała z przyjemności patrzenia, jak upadasz w tej swojej pysze, jak skowyczysz niczym zagonione w pułapkę zwierzę? – spytał głos pełen dumy.
Słyszała ciche śmiechy kapłanek.
– Wśród wiedź Zboru Lasów nie ma innych kobiet o duszach tak pełnych okrucieństwa i sercach całych spowitych cieniem. Jak śmiesz przychodzić przed moje oblicze, prosząc o ratowanie swego nędznego żywota? – spytał głos pełen urazy.
– Przyjmij, Pani, mą służbę. Odrzucę dumę i zaszczyty. Pragnę resztę życia spożytkować w słusznej sprawie.
– W słusznej sprawie? Przyłącz się do moich sióstr. Oddaj duszę i służ, jeśli pragniesz.
– Jeśli nie, tak ci rozkażę.
Kapłanki zamarły w oczekiwaniu, lecz ona tylko się wzdrygnęła.
– Wiedźmy nie oddają dusz.
– Więc niech idą za Białą Równinę, za lód, śnieg i wieczne zimno. Tam ich nikt nie znajdzie. Tam ich nikt nie dopadnie. Tam naszej pomocy nie potrzebują – wyrzekły naraz oba głosy.
Tym razem ozwały się znacznie śmielsze oznaki rozbawienia. Obrzucono ją stekiem wyzwisk.
Zerwała się.
– Ujawnij się, Grimeth! – krzyknęła. – Wiem, że tutaj jesteś! Nieustannie łżesz!
Krzyczała nadal, kiedy kapłanki unieruchomiły ją i nadaremnie próbowały zakneblować bluźniące usta. Pluła i gryzła, nie zwracając uwagi na śmiech demona. Żadne zaklęcia nie zdołały przywrócić go do prawdziwej formy, w której mogłaby mu zaszkodzić.
– Ujawnij się! Znam twoje imię i twoje zbrodnie! – krzyczała dalej, choć nic już nie mogła poradzić.
Wyrwała dłonie, kreśląc w powietrzu znak Jaśniejącego. Moc uderzyła zarówno w demona i Żirę, i trzymające ją w uścisku kobiety. Gariana zawyła z bólu, ale pozostała niematerialnym bytem. Żira jej nie doceniła, jak każdy, kto nie rozumie życia na pograniczu Białej Równiny.
– Zabierzcie ją sprzed mego oblicza! Niech zginie. Niech przepadnie. Niech odejdzie w niepamięć – rzekł głos pełen wściekłości.
– Niech nie drażni mnie więcej. Niech Ojciec się z nią zabawi! – rzekł głos pełen rozbawienia.
Wyciągnęły ją przed świątynie. Na zewnątrz czekał tłum rozeźlonych mieszkańców zwabiony przez wrzaski i szamotaninę. Milczał, patrząc na nią surowo. Pozbawione emocji twarze, pozbawione kolorów ubrania. Tylko mała dziewczynka z misiem na rękach płakała, że jej zimno, że chce do domu, ale babka surowym głosem nakazała jej zostać i patrzeć.
Był też człowiek w czerni, wyraźnie nietutejszy. Na ramionach siedziały mu dwa kruki. Musiał być czarownikiem. Wydało jej się, że gdy spojrzała w jego stronę, skinął głową i uśmiechnął się z sympatią.
Ale kruki zwiastowały nieszczęście, więc nie patrzyła na niego więcej.
I tak nie było ucieczki.
Odczytano oskarżenie – wymyślony na poczekaniu stek bzdur. Nikt nie zdążył zapisać go na papierze i nikt nie potrzebował. Według tego świadectwa miała dopuścić się szeregu zbrodni przeciw porządkowi, moralności oraz Pani Gariany. Miała dokonywać mordów, grabieży i organizować orgie w świętym gaju. Ktoś powinien spytać, gdzie na tym lodowym pustkowiu rośnie ów święty gaj i jak w takim zimnie można zorganizować tam choćby uroczysty obiad, ale nikt nie zapytał.
Tylko śmiech człowieka w czerni zakłócił ciszę miasta. Mieszczanie nie zwracali na niego uwagi. Jakby go nie było.
Wywleczono ją przed Zimne Oko. Może próbowałaby uciekać, gdyby wokół niej nie zaciskał się ciasny kordon kapłanek i mieszczan, a sięgający kolan śnieg nie krępował ruchów. Może gdyby miała dokąd uciekać. Za dużo było tych „może”.
Szli, aż dotarli do bram cmentarza. Nekropolia zdała się za duża jak na taką małą mieścinę. Na dodatek każdą wolną powierzchnię zajmowały groby. Niektóre bardzo stare, inne zupełnie świeże. Nie palono świec, nie składano zmarłym ofiar. Na jednym z grobów stała tylko starannie wyczyszczona czaszka z przewiązaną przez puste oczodoły wstążką. Obok siedział kruk.
Marsz zakończyli przy ołtarzu – podobnym do tego w świątyni, lecz starszym, prymitywniejszym. Wokół niego stały cztery kamienne posągi. Z każdej bezpłciowej figury odstawał uchwyt i to do nich właśnie przywiązano Żirę.
W tej krainie żywność była zbyt cenna, by oddawać ją na ofiarę dla bogów i zmarłych. Ale ludzi było dużo. Im mniej ludzi, tym więcej żywności, nie ma problemu z grzesznikami ani heretykami, a i bogowie są syci. Układ idealny.
Przed związaniem odarto ją z niemal wszystkich ubrań, więc leżała tam półnaga, ogrzewana tylko ciepłem rozpalonego na ołtarzu ognia. Więzy były za mocne, by się wyswobodzić. Leżała, wsłuchując się we własny szloch i obserwując nienaturalne cienie przyczajone wśród grobów.

Najpierw zauważyła kruka. Przysiadł na krawędzi ogromnego znicza, nie bacząc na płomienie. Jego nagły ruch wyrwał ją z otępienia. Zaniepokoiła się. Nie lubiła kruków. Wierzono, że sprowadzają nieszczęścia, a każda czarownica, zdrajczyni bądź nie, nawet wbrew sobie musiała wierzyć w podobne znaki.
Tylko jakie nieszczęście mogło ją jeszcze spotkać?
Kruk odwrócił głowę, spoglądając za siebie. Spojrzała za nim. Ujrzała światło przesuwające się wśród grobów. Mężczyzna w czerni schylał się nad nagrobkami, trzymając w ręku świecę. Pomyślałaby, że odprawia jakieś dziwne modły, ale nagle go rozpoznała.
Nazywali go Kruczarzem. Twierdził, że pochodzi z Czarnej Wody, choć nikt stamtąd go sobie nie przypominał. Podejrzewała, że to jeden z tych czarodziejów, którzy choć potężni, porzucić musieli tytuł i miano, by nie dopadła ich kara za grzechy przeszłości.
Spotkali się już wcześniej, w maleńkiej Szarej Skałce. Był pierwszy na miejscu masakry, która zgotowali ta razem z Darenem. Nie stanął do walki ze sprawcami, nie wyrzekł ani słowa. Nawet nie podszedł, by przyjrzeć się miejscu zbrodni. Tylko spoglądał na nich z tym swoim łagodnym uśmiechem. Uznała go wówczas za szaleńca.
I teraz ten szaleniec podążył za nią aż tutaj – w miejsce kaźni, na cmentarz zapomnianego przez bogów i ludzi Zimnego Oka. Nic dziwnego, że zwano go Kruczarzem – tacy jak on sprowadzać mogli tylko nieszczęścia.
Mimo wszystko postanowiła spróbować. Przecież nie mógł przybyć tu jedynie po to, aby rozkoszować się widokiem jej śmierci.
Prawda?
– Kruczarzu? – Mimo woli, to co miało być okrzykiem, stało się cichym zapytaniem.
Drgnął na dźwięk swojego przezwiska. Wyprostował się i Żira przez chwilę mogła zobaczyć w jego dłoniach zabłąkaną duszę – niemal niewidoczną smugę światła na tle ciemnego nieba. Najwyraźniej jak wielu przed nim opętany został pragnieniem zapanowania nad mocą zmarłych.
– Tak, Żiro? – Głos miał przepiękny, głęboki i wzbudzający zaufanie. Był wyćwiczony, ale nie jak u zaprawionego w bojach polityka, lecz aktora uwodzącego słowem lub kupca sprzedającego ludziom rzeczy najzupełniej niepotrzebne.
– Pomóż mi.
Podszedł bliżej. W blasku świecy mogła zobaczyć jego miłą dla oczu, choć przesadnie bladą twarz, idealnie czarne, choć zaniedbane włosy oraz parę zielonych, absolutnie nieszczerych oczu. Im dłużej jednak na niego patrzyła, tym większe wzbudzał zaufanie. Czuła się jak pod wpływem uroku.
– Dlaczego miałbym ci pomóc? Czyżbyś nie zasługiwała na karę?
– Wierzysz w te bajki? Przybyłam tu..
– Wiem, po co przybyłaś, Żiro. Nikt nie przybywa do Zimnego Oka przez przypadek, a już na pewno nie w poszukiwaniu cielesnych przyjemności. Kapłankom zaś nie ufam nie tyle nawet z ostrożności, co z przyzwyczajenia. Mimo wszystko nie widzę powodu, by mierzyć się z bóstwem tego cmentarza i ryzykować życie dla kogoś, kto nie potrafi docenić tegoż życia wartości.
– Dam ci wszystko, o co poprosisz.
Uśmiechnął się rozbawiony.
– A co ty takiego posiadasz, Żiro?
Miał rację. Nie miała nic, tylko własne, słabe ciało odziane w resztki czegoś, czego jeszcze przed paroma laty nie uznałaby za ubranie. Z pewnym obrzydzeniem dotarło do niej, co jeszcze mogłaby oddać, ale nim zdobyła się na odwagę, zdążył odgadnąć jej myśli.
– Leżysz związana Żiro. Gdybym chciał, już bym sobie ciebie wziął, ale tak się składa, że nie chcę, bo jesteś odrażająca – szepnął wprost do jej ucha. Delektował się każdym słowem.
Najwidoczniej było mu obojętne, że zamieszkujące cmentarz istoty rozszarpią najpierw jej ciało, a później duszę.
– Potrafisz przywołać do walki armię nieumarłych. Co to dla ciebie? Będę ci winna wszystko, gdy ty nie zrobisz prawie nic.
Uwaga wydała mu się schlebiać, lecz zaprzeczył ruchem głowy.
– Taigarun, Ojciec Gariany nie jest kimś, z kim mogę się mierzyć. Nie doceniłaś mocy, którym wydałaś wojnę, Żiro. To nie południe, gdzie nawet bóstwa podporządkowane są woli latryjskiego cesarza. To północ, skraj północy, gdzie moce są najpotężniejsze. Zresztą ty nawet nie jesteś osobą, która mogłaby żywić wdzięczność dłużej niż tydzień. Za nie dłużej niż tydzień czeka cię śmierć. Czarodzieje boją się Gariany, ale nie aż tak, żeby nie skusiła ich nagroda za twoją głowę, którą oferują wszyscy od Latrii do Gór Niedźwiedzich i od Nadoru do Bagnisk. Cała północ i całe południe pragnie twojej śmierci. Nie umkniesz. Chyba, że jesteś na tyle odważna, by próbować odejść na Białą Równinę. Mieszkańcy Ostrzęczy opowiadają o przybyłych stamtąd ludziach, których ciała widują porzucone w śniegu, ale obawiałbym się, że to tylko śmiałkowie, których nie rozpoznano.
Zamyślił się, a jego twarz przybrała wyraz niemal marzycielski. Do Żiry dotarło natychmiast, że ma przed sobą człowieka, którego największym marzeniem jest przebycie tej lodowej pustyni.
– Miałabym szansę, gdybyś mi pomógł.
– Może miałabyś szansę. Ale czy ja miałbym szansę?
W jego rękach nie wiedzieć skąd znalazł się drewniany kubek. Wybijał na nim przedziwną, hipnotyzującą melodię, która brzmiała jakby uderzał o metal, a nie o drewno.
– Mówisz, jakbyś znał sposób – zauważyła z nadzieją.
– Oczywiście, że znam. Istnieje mnóstwo sposobów, których szansa powodzenia wynosi jeden na sto. Znam też jeden jedyny, którego mógłbym spróbować, ale założę się, że nie przypadłby ci do gustu.
– Jaki?
Spojrzał jej w oczy. To było tego rodzaju spojrzenie, jakie człowiek widzi tylko raz w życiu, by upaść i podnieść się lub zostać na zawsze zniszczonym. Oba kruki siedziały mu na ramionach.
– Mógłbym zabrać stąd twoją duszę, lecz nie ciało.
Zamarła, nie wiedząc, jak zareagować. Utrata ciała niepokojąco przypominała śmierć, z tym, że później można było skraść cudze i wrócić do luźno pojętej normalności. Oczywiście z pomocą bóstwa lub kogoś władającego potężną magią. Tylko trzeba było go znaleźć i mieć co zaoferować w zamian. Na dodatek lubiła swoje ciało, urodziła się z nim i myśl o jego porzuceniu wydawała jej się niewłaściwa.
Ale nie istniał dla niej inny wybór. Taigrun i pomniejsze demony z okolicy zamierzały ją nie tylko zabić. Zamierzały również pożywić się jej duszą, a to oznaczało, że albo przestałaby istnieć, albo czekałyby ją wieczne męki. Zadrżała.
Nie mogła powstrzymać uczucia ulgi, które na nią spłynęło. Było przedwczesne, ale przynajmniej widziała teraz jakieś rozwiązanie. Ten pomysł był nawet lepszy niż się z pozoru wydawało – po zmianie ciała przestałaby być zwierzyną łowną.
– Zgoda.
– Nie gódź się, kiedy nie wiesz jeszcze, na co się godzisz. Potrzebuję twojego całkowitego zaufania. – Przerwał, jakby się zawahał. – Oraz władzy nad twoją duszą, Żiro.
Jej uszu znów dobiegł dźwięk wygrywanej na kubku melodii. Tym razem naprawdę był zrobiony z metalu.
– Zgoda. – Głos jej drżał.
Wiedziała, że to skrajna głupota z jej strony, ale wątpiła w możliwość dodatkowego pogorszenia sytuacji. Ostatecznie, czy Kruczarz jest w stanie zrobić jej coś gorszego niż Taigarun?
Czarownik wyjął z kieszeni płaszcza niewielki sztylet o białej rękojeści wyrzeźbionej na kształt czaszki. Ta biel mocno kontrastowała z czernią ostrza – ciemniejszą od cieni przyczajonych pośród grobów. Słyszała wcześniej o podobnych ostrzach, choć widziała je po raz pierwszy. Mówiono, że przed wiekami wykuto je w krainie, którą teraz pokrywała Biała Równina.
Znała rytuał, więc nie zdziwiła się ani nie spanikowała, kiedy naciął skórę na jej przedramieniu, a kilka kropel spadło do metalowego naczynia.
– Czy pragniesz złączyć swą duszę z moją i oddać się pod moją władzę oraz postępować wedle mej woli aż do dnia, kiedy zostaniesz przeze mnie zwolniona, Żiro? – spytał uroczyście.
– Tak, pragnę związać własną duszę z twoją i pozostać w twej władzy aż do dnia, kiedy zwolni mnie twoje słowo – odpowiedziała równie oficjalnie.
Czuła formującą się między nimi więź. Czuła jego umysł tuż za granicą własnego. Umysły nie miewały kolorów, ale gdyby Żira zmuszona została do określenia umysłu Kruczarza barwą, bez wahania odparłaby, że to czerń. Przez chwilę wydawało jej się, że może przekroczyć granicę czarnej otchłani, lecz nić okazała się zbyt cienka.
– A teraz nie panikuj, tylko mi zaufaj – szepnął, wstając.
Wziął do rąk wciąż płonący znicz. Zaczął cichą pieśń. Płomienie falowały w jej rytmie i gdy pieśń stawała się głośniejsza i one stawały się większe. Gdy pieśni cichła, one również płonęły coraz słabiej. Zmieniały kolor. Z czerwieni w żółć, z żółci w błękit, z błękitu w biel. Wtedy Kruczarz odwrócił się gwałtowne i cisnął znicz pomiędzy groby.
– Odejdźcie cienie! – krzyknął. – Nie wam poświęcam tę ofiarę! Odejdźcie w otchłanie! Odejdźcie do swych ciemnych domostw! Poświęcam tę ziemię bogom i wypędzam was na wieki!
Dołożył jeszcze parę niezrozumiałych słów, ale niepotrzebnie. Cienie zawyły, zawarczały i skoczyły ku nim, ale odpędził je biały ogień. Płomienie miast spopielać cmentarną roślinność, otoczyły czarownika kręgiem i jakikolwiek demon choćby się do niego zbliżył, oszalały odbiegał w ciemność i rozpływał się w nicości. Większość cieni opuściła cmentarz dobrowolnie, choć Żira słyszała, jak złorzeczą Kruczarzowi w swym plugawym języku.
Nie upuszczając sztyletu, wzniósł ręce ku niebu.
– Cienie, które ośmieliły się zajmować dziedzinę Taigaruna, zostały wypędzone. Poświęcam mu to miejsce, niech przyjmie mą ofiarę, niech weźmie duszę jej i ciało, aby na wieki przypieczętować me dzieło.
Czarne ostrze opadło, wbijając się w jej serce.
Jęknęła tylko.
Czuła jak sięgają ku niej ciemne macki bóstwa, jak kneblują jej otwarte do krzyku usta, rozrywają serce, wysysają krew i moc. Czuła jak wlewają się w nią niczym roztopione żelazo. A gdy nie zostaje z niej już nic, wpijają szpony w duszę, rozrywając ją i usiłują wchłonąć. Coraz trudniej jej było utrzymać świadomość, coraz głębiej zapadała się w parszywą otchłań. Myśli własne zastąpiły cudze. Ktoś porwał jej marzenia i zgniótł na proch. Czarne macki ciągnęły coraz głębiej i głębiej, aż ciemność zamknęła się nad nią i została uwięziona. Nie mogła nawet odróżnić, gdzie zaczyna się jej więzienie, a gdzie kończy się ona sama. Może nie było różnicy.
Przez chwilę nie czuła nic, aż nagle czerń zaczęła ją wypełniać również od środka. Inna czerń – nie ta należąca do Tagridura. W tej czerni rozpoznała Kruczarza. Zaatakował od środka, od wnętrza plugawego bóstwa. Wbił cierń w sam środek jego bytu. Z oddali Żira słyszała zaklęcia, co znaczyło, że Kruczarz postanowił uderzyć także od zewnątrz. Zaskoczony demon szarpnął się i próbował pozbyć czarownicy, ale już było za późno. Już stała się częścią jego istoty i to częścią, która kierowana teraz obcą wolą i wspomagana obcą magią zaczęła go pochłaniać, rosnąć w nim. Coraz mniej było w tej ciemności Taigaruna, a coraz więcej Żiry. W końcu pozostała tylko ona.
Spojrzała na cmentarz za pomocą swych niematerialnych oczu. Czuła potęgę. Czuła, że może zgnieść Garianę wraz z całym Zimnym Okiem jednym wysiłkiem diabelskiej woli. Teraz ona była boginią, a Taigarun tylko jednym z tysięcy cieni w jej wnętrzu. Czuła, że mogłaby zgnieść Kruczarza i zagarnąć jego potęgę.
Mogłaby, gdyby jej na to pozwolił.
– Obawiam się, że to nie miejsce dla nas, Żiro. Gdy nie ma już Taigaruna, na jego miejsce znów przybędą cienie. Czas na nas, Żiro.
To, co niegdyś było metalowym naczyniem, stało się srebrną latarnią. Przyciągało Żirę ku sobie. Próbowała się wyrwać, lecz zmuszona była ustąpić pod naciskiem woli Kruczarza i dać się zamknąć za szkłem niby zwykły płomień. Odtąd rozświetlał mu drogę nikły blask zniszczonej i zepsutej duszy.

Nim ktokolwiek w Zimnym Oku pojął, co się wydarzyło, Kruczarz zdążył wyruszyć na południe. Nieustannie natykał się na zbrojne drużyny łowców głów, które wypytywały go o Żirę – zbuntowaną czarownicę winną kilkudziesięciu masakr, lecz on za każdym razem odpowiadał, że nikogo takiego nie spotkał na swej drodze. Nikomu też nie pokazywał latarni i używał jej tylko w najciemniejsze noce, gdy nie było innego sposobu na odpędzenie się od potworów nocy.
Nie znaczy to, że dotrzymał umowy i zwolnił Żirę ze służby, by mogła bez przeszkód poszukiwać nowego ciała. Zabrał ją do Szarej Skałki i tam zostawił pośród ruin, ostrzegając uprzednio, aby nikt nie uległ jej podszeptom i nie zbliżył się zanadto. Wieśniacy, którzy ocaleli z masakry okazali zdziwienie, nawet złość, ale nikt nie miał odwagi wchodzić w zatarg z kolejnym znawcą sztuk tajemnych, więc nie zaprotestowano.
Szara Skałka została odbudowana, rozrosła się i wzbogaciła. Podczas gdy sąsiednie wsie dotykane były przez epidemie, nieurodzaj i wojnę, mieszkańcom Szarej Skałki rzadko przydarzało się cokolwiek złego. Mówiono, że odpowiedzialna jest za to tajemnicza latarnia, bowiem najwięcej wypadków w okolicy miało miejsce wówczas, gdy Kruczarz zabierał latarnię, by korzystać z niej w sobie tylko znanym celu.
Mimo to mówiło się w Szarej Skałce, a później w Szarej Skale, że przybycie kruka zwiastuje pomyślność i gdy całe dziesiątki lat później wieś zamieniła się w miasto, na swój herb wybrała wizerunek tego właśnie ptaka. Latarnia stała nietknięta jeszcze długo później, bowiem nawet czas nie potrafił zniszczyć miejsca, któremu zapewniono ochronę sił piekielnych.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 195
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

Re: Kruk

Post autor: Kimchee » 16 grudnia 2015, 20:15

Wzięła głęboki, uspokajający oddech, ale nie zdołała opanować się na tyle, by nie przyspieszyć i nie oddalić się jak najszybciej od kapłanki o pustym wzroku. Nie zostało to przeoczone. Inna, równie posępna, lecz przytomna kapłanka obrzuciła ją niechętnym spojrzeniem, gdy tylko udało jej się otworzyć ciężkie wrota i z trudem wtoczyć do niemal pustej, oświetlonej resztkami słonecznego blasku sali.
Trochę dużo było tego kapłankowania na początku ;)


Cóż, nie mam zbyt wiele do powiedzenia, poza tym, że czytało się dobrze. Faktycznie sprawdza się jak część zbioru opowiadań osadzonych w tym samym świecie. I powiem ci, że świat jest tu dla mnie najciekawszy. Szczególnie to, o czym na razie tylko wspominasz czyli lodowa pustynia. Umiesz pokazać piękno i różnorodność tego uniwersum, widać, że jest tam jeszcze wiele miejsca.

Samego Kruczarza to... nie mówię, że mnie czymś zdenerwował, ale jeszcze nie zyskał mojej sympatii. Jest z całą pewnością bohaterem intrygującym, bohaterem z potencjałem, ale jeszcze go nie polubiłam. Może w kolejnym opowiadaniu.

Nie zauważyłam tym razem jakieś mocniejszej stylizacji składniowej wypowiedzi. Ostatnim razem było trochę więcej dialogów w stylu mistrza Yody, lecz tym razem kilka razy widziałam coś takiego w warstwie narracyjnej. W sensie, że są zdania normalne w przeważającej części, a raz na jakiś czas zdarza się jakieś z dzianą składnią. Akurat nie wypisywałam. Poza tym piszesz ładnie, sugestywnie i czytając ten test w ciemno dałabym ci więcej lat niż wiem, że faktycznie masz.

Spodobała mi się główna bohaterka, chociaż żałuję, że poświęciłaś jej trochę mało uwagi - jej funkią było przede wszystkim bycie w końcu użyteczną dla Kruczarza. Trochę nie kumam, co się stało w tej świątyni. Żira chciała od razu mierzyć się z demonem i okazała się za słaba, czy zwyczajnie nie wiedziała, że kapłanki muszą oddać duszę? Tak czy inaczej, podoba mi się jej koniec.

Awatar użytkownika
Padraig
Posty: 38
Rejestracja: 18 października 2015, 22:33

Re: Kruk

Post autor: Padraig » 17 grudnia 2015, 20:23

Bardzo ładnie i zgrabnie napisane. W niektórych momentach rzeczywiście nie do końca rozumiałem, o co chodzi, z powodu nieznajomości reszty twoich tekstów zapewne (są takie momenty, gdzie, jak mi się wydaje, byłoby to pomocne). Ale mimo tego, nadal czyta się bardzo płynnie i przyjemnie. Pod sam koniec opowiadanie przywodziło mi na myśl jakiś rodzaj legendy czy mitu, trochę tolkienowsko się zrobiło. ;) Miejscami przeszkadzała mi budowa zdań, wydawały mi się za bardzo, bo ja wiem, patetyczne, może zbyt poważnie napisane. Ale później to mi nie przeszkadzało, im bardziej (tzn. na końcu) zaczynało mi to przypominać coś w stylu legendy czy podania.

Awatar użytkownika
Arebell
Posty: 12
Rejestracja: 06 grudnia 2015, 22:18

Re: Kruk

Post autor: Arebell » 17 grudnia 2015, 22:46

Nie czytałam jeszcze „Zapłaty”, zamierzam nadrobić, ale dopóki mi nie uciekną wrażenia po przeczytaniu – oto komentarz :D
Co mi się podobało: tekst bardzo łatwo się czyta, ma fajny klimat, opisy świata, choć skromne, sugerują większe (i interesujące) tło. Bardzo lubię pomysły na bóstwa, spotkania z Garianą i Taigrunem były ciekawe i fajnie napisane. O bohaterach wiadomo niewiele, ale to co wiemy, starcza, żeby rozumieć fabułę i chcieć poczytać coś więcej.
Co mi zazgrzytało – nie twierdzę nawet że to błąd, ot, wyrwało mnie z zaczytania: ocieranie samotnej łzy z policzka. Zwłaszcza tuż po tym, jak Kruczarz delektował się szeptaniem bohaterce do ucha nieco pozbawionej klasy obelgi. W efekcie mam wizję Złego z czarną bródką śmiejącego się szyderczo nad uchem niewinnej panny która płacze wyłącznie samotnymi, kryształowymi łzami; pewnie, to tylko moje głupie skojarzenie, ale tak rzucam, że może się pojawić ^^;
Żal trochę, że nie było fragmentu o odczuciach samej Żiry co do swojego późniejszego losu, ale rozumiem, że forma końcówki nie bardzo na to pozwalała.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Kruk

Post autor: Siemomysła » 21 grudnia 2015, 15:12

Hejo, Krin!

Jakoś tak się stało, że nie przeczytałam na jeden raz. Ciągle mnie coś odrywało. Zasadniczo jest tylko jedna rzecz, która wzbudza we mnie wątpliwości - nie bardzo ogarniam po co ona poszła do tej świątyni. Czego oczekiwała? Za co tak naprawdę zapłaciła? Naprawdę myślała, że bóstwo za jakiś tam kamyk ją ochroni? Z jakiegoś powodu miałam ją za mądrzejszą przyznam, choć nie wiem skąd mi się to wzięło. Trochę to mi wyglądało tak, że Tobie - autorce - wcale o nią nie chodziło, że nieco na szybko zszyłaś jej historię, która była potrzebna, by pokazać więcej Kruczarza, bo to on jest głównym bohaterem. Właśnie Kruczarz, który wziął na siebie rolę ręki sprawiedliwości. Niby jej pomógł, niby zawarł układ, a tak naprawdę uwięził ją na wieki (przynajmniej na razie, może mu się jeszcze przyda ;) ) - jak powiedział ona była dla niego obrzydliwa, jak się domyślam z powodu swych win? Tak widzę to zakończenie. No oczywiście przy okazji załatwił sobie - demona? boga? w sensie pokonał, więc pewno coś tam zyskał, jego siłę? Cokolwiek. Bardzo mi się podoba odwrócenie - to, że poznajemy Żirę, jej cierpienie związane z zimnem, to że ucieka i tak jakby instynktownie z nią sympatyzujemy - znaczy ja miałam taki odruch - wiesz, ktoś ucieka, czyli trzeba mu kibicować, a potem się okazuje (choć niewyraźnie i niedokładnie), że ona nie jest niewinną panienką, że ma na sumieniu życie najpewniej niewinnych. I że w ogóle jej to nie rusza. To fajne.

Wkładano je tam pomiędzy baśnie i legendy, a Biała Równina była tylko miejscem z opowieści podróżnych, krańcem świata – równie dobrym jak olbrzymi wodospad, którym spadał w otchłań ocean na południu.
Ładne.
Większość z tych przedmiotów również przeznaczona została dla strachliwej gawiedzi, lecz nietrudno tych samych składników, które potrzebne są w przerażających widowiskach, użyć do stworzenia prawdziwych zaklęć i klątw.
To zdanie jest trochę zaplątane, dobrze chyba byłoby poprzestawiać elementy.
]Nim Żira zdołała zorientować się lepiej, już z kroczyła ku niej jedna ze starszych służek bogini zaalarmowana najwyraźniej przez kapłankę przy ołtarzu lub zwabiona unoszącą się wokół przybyłej obcą magią.
Jakieś takie niepotrzebne "z"
Żira pozornie nie zwróciła uwagi na tak jawną bezczelność. Pokłoniła się pomarszczonej staruszce o twarzy być może na zawsze zastygłej już w grymasie niezadowolenia i jakże idealnie pasującej do wizerunku przełożonej klasztoru bóstwa lubującego się w prostocie krwi, ognia i bólu.
Cały czas jest mowa o lodzie, a tu nagle wyskakuje ogień i nieco mnie osobiście zaskoczył ;)
] Żira nie potrzebowała ostrzeżenia. Już dawno zniknęła gdzieś ta pełna werwy czarownica, która przed laty odważyła się rzucić wyzwanie samemu cesarzowi. Latami zupełnie nieświadomie z myśliwego zmieniała się w zwierzynę łowną, aż los zapędził ją do tej położonej na krańcu cywilizacji mieściny, by tu uchwyciła się ostatniej rozpaczliwej szansy na przecięcie zaciskającej się na szyi pętli.
Podoba mi się to pokazywanie Żiry po kawałku - w sumie tu się wydaje, że ona walczyła z jakąś tyranią. Takie wrażenie na mnie zrobiła, takie podejrzenie mi się zalęgło, bo po prostu jak mówiłam wcześniej odczuwałam w stosunku do niej sympatię na początku.
Przełknęła dumę i zrobiła, co jej nakazano, a jedna z kapłanek zaintonowała pieśń w nieznanym jej języku. Raz wznosiła się triumfalnie, potrafiąc kruszyć góry, a raz była tylko cichym podmuchem wiatru na pustkowiu.
Tu wyszło trochę tak, jakby to kapłanka się wznosiła triumfalnie.
- Słyszeliśmy o tobie. Od dawna już zmierzasz w moją stronę, od dawna już plączesz się w moją sieć. Co takiego możesz mi ofiarować, abym zrezygnowała z przyjemności patrzenia, jak upadasz w tej swojej pysze, jak skowyczesz niczym zagonione w pułapkę zwierzę? - spytał głos pełen dumy.
skowyczysz?
]- Ujawnij się, Grimeth! - krzyknęła. - Wiem, że tutaj jesteś! Nieustannie łżesz!
Kto? Kim jest Grimeth? To w jakiś sposób sugeruje większą opowieść, której nie dostajemy.
Nie mogła sama poradzić sobie z taką przewagą, a na domiar złego na zewnątrz czekał już tłum rozeźlonych mieszkańców najwyraźniej zwabiony przez wrzaski i odgłosy szamotaniny. Milczał, patrząc na nią surowo.
Nie jestem pewna, ale mi zgrzytnęło to "milczał". Czy nie lepiej byłoby "milczeli"?
Według tego jakże ulotnego świadectwa miała dopuścić się szeregu zbrodni przeciw porządkowi, moralności oraz Pani Gariany.
przeciw Pani Garianie? Czy Gariana to nie imię?
Tylko spoglądał na nich z tym swoim łagodnym uśmiechem. Uznała go wówczas za szaleńca.
Znają się tak dobrze? Że ona wie, że to jest akurat TEN JEGO łagodny uśmiech? Chyba lepiej brzmi po prostu łagodny uśmiech, niczego nie sugeruje.
W blasku ognia mogła zobaczyć wreszcie jego miłą dla oczu, choć nieco przesadnie bladą twarz, niezwykle czarne, choć zaniedbane włosy oraz parę zielonych, absolutnie nieszczerych oczu. Im dłużej jednak na niego patrzyła, tym bardziej wzbudzał w niej zaufanie.
Powtórzenia. A co do tego "bardziej", to chyba lepszym słowem tutaj byłoby "większe".
Coraz trudniej jej utrzymać świadomość, coraz głębiej zapada się w tę parszywą ciemność. Myśli własne zastępuję cudzymi.
zastępuje

No i jeszcze co do samotnej łzy ścieranej czarną rękawicą, to zgadzam się w Arebell, że to po prostu nie kojarzy się dobrze :bag:

To tyle ode mnie :D
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Kruk

Post autor: Krin » 21 grudnia 2015, 22:40

Naprawdę myślała, że bóstwo za jakiś tam kamyk ją ochroni?
Mówiąc szczerze, zdziwiła mnie taka interpretacja tego fragmentu. Chodziło raczej o to, że musiała coś ofiarować, żeby w ogóle zostać wysłuchaną.
No i jeszcze co do samotnej łzy ścieranej czarną rękawicą, to zgadzam się w Arebell, że to po prostu nie kojarzy się dobrze
Ojej, teraz się boję, z czym się kojarzy. :bag: (Szczególnie po ostatnich przygodach w temacie przeróżnych znaczeń.)

Dziękuję wszystkim za cenne uwagi. Widzę, że problem stanowiły liczne niedopowiedzenia, choć z drugiej strony miała ten problem, że musiałam napisać początek dziesięć razy, nim wreszcie przestał być zawalony ekspozycją. Dla mnie takie opowiadanie było po prostu trochę zbyt krótkie, by wyjaśniać wszystko, chociaż zgadzam się, że szczególnie wydarzenia w świątyni wymagałyby dokładniejszego opisania.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Heap
Posty: 27
Rejestracja: 18 października 2015, 15:55

Re: Kruk

Post autor: Heap » 17 stycznia 2016, 14:54

Nie do końca potrafiłem wczuć się w klimat, a przynajmniej nie natychmiast po przeczytaniu jakiegoś fragmentu. Dopiero kilka sekund po ochłonięciu z pierwszych wrażeń i ułożeniu wszystkiego w logiczny ciąg zacząłem "łapać". Jest dobrze. Nawet bardzo. Gdybyś tylko rozwinęła bardziej wątek północy, skrajnych mrozów, to by było świetnie. Stylistycznie wygląda ładnie, dość płynnie się czyta, no i historia nie jest za pięć groszy. Jak na mój chory gust zasługujesz na ciastko, czy co tam nekromanci lubią.
Heap jest tylko jeden.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Kruk

Post autor: Kanterial » 25 czerwca 2016, 21:17

SpoilerShow
Moc uderzyła zarówno w demona jak i w nią, i trzymające ją w uścisku kobiety.
źle to wygląda - to podwójne "i", zwłaszcza po przecinku


Wyciągnęły ją przed świątyniĘ. Nie mogła sama poradzić sobie z taką przewagą, a na domiar złego na zewnątrz czekał już tłum rozeźlonych mieszkańców najwyraźniej zwabiony przez wrzaski i odgłosy szamotaniny. Milczał, patrząc na nią surowo.

proponuję "milczeli". Tłum niby naciągnąć się pod męską formę da, ale w praktyce tego się nie stosuje, czytelnik z automatu szuka męskiego bohatera


Wydało jej się nawet, że gdy odwróciła się w jego stronę, skinął głową i spojrzał na nią z sympatią.
Ale kruki zwiastowały nieszczęście, więc nie patrzyła więcej w jego stronę.

dwa razy zbyt blisko siebie, nieładnie
powtórzenie "w jego stronę" jest zabiegiem celowym? Jeśli tak, powtórzyłabym również "odwrócała się" zamiast "patrzyła"


Dopiero po dłuższej chwili zauważyła również światło przesuwające się wśród grobów. Mężczyzna w czerni trzymał w ręku świece (kilka?) i mogłaby uznać, że odprawia jakieś przedziwne modły nad opuszczonymi grobami, gdyby nagle go nie rozpoznała.


Taigarun, Ojciec Gariany(,) nie jest kimś, z kim byłbym w stanie się mierzyć.
Przecinek przed zwrotem imiennym! Tak, Żiro, nie, Żiro, oddaj mje duszę, Żiro. Zawsze, apeluję. Chyba dwa (trzy?) razy zjadłaś w tekście.

Mmmm zacznę od tego, że zaskoczyła mnie długość. A może nie długość, tylko sam fakt, że to jednowstawkowe opko. Bo tak, rozumiem, jest - to nie jakiś wstęp, tylko całość zamknięta.
No więc zaskoczyłam się. Pierwsze wskazywało na to rozwinięcie akcji w świątyni - bardzo szybkie przejście emocji, bez wzrostu napięcia. Praktycznie nie było budowania, ot, linka napięła się, gdy bohaterka przekroczyła próg, pozostała napięta, gdy gadała z babciami, później nagle została zerwana (następuje spina z demonem). Trochę kłuje w estetykę fakt, że tej linki nie porozciągałaś, nie doprowadziłaś do skraju wytrzymałości.
No więc zabolało i wtedy uznałam, że chyba nie zmierzamy do wielostronicowej historii, przeciwnie. Później to szybkie skończenie sceny na cmentarzu - Żira zostaje sama, spotyka Kruczarza.
Tu już było szybko.
Szybka walka z ciemnymi mocami - zakrawająca na epicką (podobały mi się te zdania, zwłaszcza "Odejdźcie do swych domów ciemnych" ładnie zabrzmiało, mój wewnętrzny priest skinął z aprobatą) ale jednak zbyt krótka, by wzbudzić emocje. Niespecjalnie było na czym zawiesić oko.
No i koniec - to już w ogóle miażdżąca prędkość, dostajemy długi okres czasu opisany w kilku zdaniach, później wręcz dziesięciolecia! Czy ile. Długo.

To, co widzisz u góry, to taki mój pierwszy komentarz na świeżo, bez rozwodzenia się. Skierowane to wszystko w stronę mojego zaskoczenia oczywiście, bo jednak nie spodziewałam się, że to po prostu opowiadanie krótkie, mieszczące się w jednym poście. Nie wiem, czy na dobre wyszedł ten zabieg, który zastosowałaś - tempo nie tyle skacze, co skokowo wzrasta, z naprawdę powolnego (początek) do ultra-speed-człowiek-latarnia-#szaraskałka. Ja tego dobrze nie zniosłam. Nie, że mnie denerwowało, ale nie wgryzlam się, bo nie dałam rady. Drugie, co zrobiłaś - ilość informacji. Rzucasz nimi gęsto na początku, później coraz mniej, coraz rzadziej (ostatni zryw to nazwy krain wymienione przez Kruczarza, dające obraz świata). Później już taka linia prosta, sam opis, bez wgryzania się w poboczne gałęzie, tempo rośnie, opowiadanie gaśnie, sama nie wiem, taki mix nie do końca trafiony chyba w ideę krótkich opowiadań.
To znaczy - ja, czytelnik, z takiej zwykłej ludzkiej ciekawości zastanawiam się - po co mi ta garść zbędnych danych? Że demon (ten żeński) ma ojca? Że te symbole w misce mają moc? Że bohaterka spotkała już Kruczarza w takich a takich okolicznościach? Że twarze bez wyrazu, a ubrania bez koloru? Co to dało? Tu się zapatrzyłam, tu zaciekawiłam, a tak naprawdę opko jest jak gruby pień - idziesz w górę pnia, mijasz te małe gałązki, nawet się nie chwycisz żadnej, bo spadniesz, pniesz się, pniesz się, te gałązki smyrają cię po twarzy i nagle jest koniec drzewa.

O fak, mówi Bilbo, widzę stąd pająki.

Wybacz porównanie, wiem, że okropne. :facepalm:
Może tu ważyć ten szczegół - że to jakieś uniwersum, o którym kiedyś napisałaś. A ja nie czytałam. Może.

Może ten komentarz wygląda jak pojazd po tobie, ale tak nie jest (nie miało być nawet w zamiarze). DO mnie po prostu nie trafiła forma. Teraz cała reszta, bo formę już skatowałam i przyrównałam do drzewa #razjeszczenajmocniejprzepraszam.

Piszesz przyjemnie. Łagodnie, łatwo dla oka i ucha (wielu ludzi słyszy tekst, czytając w myślach, przynajmniej tak mi się zdaje, ja na pewno do nich należę) i naprawdę bez potknięć przeczytałam całość, a brzmiała na tyle dobrze, że w sumie czuję się całkiem miło, pisząc komentarz.
Największą bolączką młodych pisarzy jest właśnie brzmienie, oni mogą mieć pomysł i nawet niezły warsztat, a przyswajalność tekstu leży i kwiczy. Tu tego nie ma. Średnio umiem znaleźć dobre slowa, by to opisać, chyba zaryzykuję, że: to była taka sobie/średnia rzecz napisana w dobry/bardzo dobry sposób.
Styl jest, oczywiście ogromny plus za brak błędów, ogariasz interpunkcję, umiesz całkiem nieźle zagrać emocjami, dobrać słowa, no... Po prostu czuje się, że już coś pisałaś, ja doceniam.

Wypisałabym ci konkretne rzeczy, które mi się podobały, bo z doświadczenia wiem, że to nie tylko cieszy, ale i pomaga ogarnąć, na co czytelnicy uwagę zwracają. Niemniej jednak pracuję na ubuntu, który mi nie ogarnia rozdzielczości ekrau i nie chce przyjąć sterowników myszki, więc... Więc wybacz brak cytatów, zbieranie ich do spoilera i tak zajęło mi milion czasu i nerwów, aż mi się sutanna pogniotła, jeszcze Rolf po drodze zniszczył mi komentarz i trzeba było od nowa go pisać, niedoczekanie.

No więc podobała mi się wizualność i obrazowość, scena na cmentarzu zdecydowanie tu się wybija, cała praktycznie, i marsz i gadka z Kruczarzem i te cienie między grobami. Widać to. Nazwy. Na boga, ta Szara Skałka jest tak banalna, a tak urocza. Reszta też mi podchodzi. Delikatne przebudzenie humoru - od akapitu z wyprowadzaniem Żiry przed świątynię, aż do roześmiania się Kruczarza. Tam było kilka, coś o przewadze, o innych aspektach (dużo tych "może"), coś o orgii w gaju, gdzie nawet nie można zjeść obiadu (wybacz, jeśli poprzekręcałam). To był taki fajny smaczek, nieźle. Może trochę za dużo obok siebie (bo też w innych miejscach ani śladu śmieszności) ale tak to jest, jak się krótki tekst pisze. On faluje.

Tak, to jest pozytywny komentarz. Pozdrawiam.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1800
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Kruk

Post autor: Kruffachi » 16 lipca 2016, 21:20

Przede wszystkim - jest to naprawdę świetne stylowo. Nie pierwszy raz udowadniasz, że potrafisz tworzyć wspaniałe, plastyczne opisy i przy ich pomocy - głównie przy ich pomocy właśnie - tkać niepowtarzalny klimat. W tym opowiadaniu wyjątkowo mroczny, chyba najmroczniejszy, jaki dotąd w Twoim wykonaniu widziałam. Bardzo mi się podobało i wprowadzenie Żiry, i to jak wraz z nią w Pustynię wchodzi czytelnik. Bardzo, bardzo mi się podobało wejście do samej świątyni, a bogini o dwóch głosach i sercach przemawiająca zawsze dwa razy to pomysł zaiste kapitalny i świetnie zrealizowany. Sama Żira to zgrabna bohaterka i jest mi jej żal - nie jako człowieka, bo wyraźnie dajesz do zrozumienia, że ma spore winy na sumieniu, ale jako postaci, bo chętnie zobaczyłabym ją jeszcze w innych tekstach, a tu nici.

No i właśnie - po wszystkim miałam wrażenie dużej dysproporcji. Jest rozbuchany początek, potem odrobinę mniej rozbuchany, ale nadal napisany z rozmachem rytuał i bardzo skromne w tym kontekście, wręcz rozczarowujące zakończenie. Jakby zabrakło pary. Jakbyś koniecznie chciała, żeby to był krótki tekst, podczas gdy pierwsze części zapowiadały raczej dłuższe opowiadanie. Nawet nie tyle fabularnie, co sposobem opisu świata, tym, ile miejsca poświęcałaś na odmalowanie tła i nastroju. Końcówka kompletnie tego nastroju nie ma. Ostatnie zdanie stanowi fajną pointę, ale jednak było mi mało.

Także - stuprocentowo biorę ten tekst jako element cyklu, jakieś spoiwo między innymi opowiadaniami albo podbudowę pod wątki, które rozwiniesz dalej. Jako osobna kompozycja, mimo faktu (powtórzę raz jeszcze) kapitalnego napisania i świetnych opisów, a także bohaterki z potencjałem - konstrukcyjnie leży i pozostawia spory niedosyt.

No, ale teraz mogę się brać już za trzeci tekst z cyklu z czystym sumieniem :)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
MononokeGirl
Posty: 213
Rejestracja: 07 stycznia 2017, 17:46
Lokalizacja: Światełko w ciemnościach
Kontaktowanie:

Re: Kruk

Post autor: MononokeGirl » 17 stycznia 2017, 14:29

Tuż po "Zapłacie" wzięłam się za "Kruka" :) Jedyną rzeczą, z której jestem niezadowolona to długość tekstu. Jest po prostu za krótki! Chciałoby się więcej. A jednocześnie taka krótka brzmi trochę jak przypowieść, bądź legenda (zwłąszcza biorąc pod uwagę stylizację - głównie przy zakończeniu - która bardzo do tego pasuje). Tak, że ma to swoje plusy i minusy :) Jednoczesnie jest to całkiem nieznany nam świat, a biorąc pod uwagę to jak umiejętnie go budujesz to ma się ochotę zagłębić w niego znacznie bardziej ^^
Podoba mi się, że nadal utrzymałaś ten niejednoznaczny wizerunek Kruczarza. Najpierw budzisz sympatię i współczucie do Żiry, a jego postawa wydaje się być zimna i interesowna. Później okazuje się, że to on poniósł sprawiedliwość i stał się niejako bohaterem, umieszczająć Żirę-latarnię w Szarych Skałkach, aby broniła mieszkańców tej wioski wobec, której dopuściła się zbrodni. Jeszcze raz dodam, że żałuję, że nie było dłużej, bo chętnie dowiedziałabym się, jakie miała grzechy na sumieniu. Tak, żeby móc sobie powiedzieć "A dobrze jej tak!". Biorąc pod uwagę to, że własnie takiego wprowadzenia jest brak to jakoś emocjnonalne połaczenie z bohaterami też jest nijakie. Mogę mieć tylko nadzieję, że rozwiniesz to kiedyś w przyszłości i Żira pojawi się podczas jakiejś Kruczarzowej przygody ^^ Trzymam kciuki :D Mam wrażenie, że to postać, która zasługuje na to, żeby ją porządnie znienawidzieć (jak króla Joffrey z GoT, który też był idiotą i narcyzem).

Co do spraw techniczno-innych.
SpoilerShow
W pierwszych 3 akapitach jest 3x zimno, 4x zimniej i 2xzima. Bez przerwy powtarzane nie sprawia, że bardziej się odczuwa ten chłód.
Było zimno. Zimniej niż zwykle o tej porze roku. Dziesięć razy zimniej, niż się przyzwyczaiła. (...)Mieszkańcy Zimnego Oka twierdzili, że zimą, gdy wiał od północy, przynosząc lodowate powietrze Białej Równiny, bywało jeszcze zimniej. (...)Zimno zabijało.(...) Wiatr przez całą zimę naprawdę wiał tylko od północy, sprowadzając coś więcej niż chłód. (...) A ci ludzie, te skurczone i zmarniałe od zimna cienie, byli już zbyt mocno spętani mocą tego przeklętego miejsca, aby wyczuć zagrożenie.
Bardziej poszłabym w opisy. Tego jak np posiniały jej dłonie, na rzęsach osiadł szron. Oddechu, który zmieniał się w kryształki lodu już przy ustach. itd. Aczkolwiek ogólny klimat mi się podoba. Opis Białej Równiny sprawia, że mam przed oczami bezkres tundry :D
identycznie kobiet gotowych w każdej chwili wszcząć alarm, na który mieszkańcy Zimnego Oka gotowi bez pytań rozszarpać przybyłą.
powt.
Żira Sięgnęła do torby, wyciągając
lit.
Miały wyglądać na przypadkowe dla niedoświadczonego oka, a dla doświadczonego stanowiły ostrzeżenie.
Żira nie potrzebowała ostrzeżenia.
powt. W drugim zdniau wystarczyłoby zwyczajnie użyć zaimka.
– Wśród wiedź+m Zboru Lasów nie ma
lit.
Ktoś powinien spytać, gdzie na tym lodowym pustkowiu rośnie ów święty gaj i jak w takim zimnie można zorganizować tam choćby uroczysty obiad, ale nikt nie zapytał.
xDD
Był pierwszy na miejscu masakry, która zgotowali ta razem z Darenem.
lit.
Uznała go wówczas za szaleńca. I teraz ten szaleniec podążył za nią aż tutaj
powt.
– Głos miał przepiękny, głęboki i wzbudzający zaufanie. (...). Im dłużej jednak na niego patrzyła, tym większe wzbudzał zaufanie.
powt.
są woli latryjskiego cesarza
To raczej nie zamierzone, ale nie przeczytałam dobrze i zamiast latryjskiego wyszła mi latryna xD
Czuła formującą się między nimi więź. Czuła jego umysł tuż za granicą własnego. Umysły nie miewały kolorów, ale gdyby Żira zmuszona została do określenia umysłu Kruczarza barwą, bez wahania odparłaby, że to czerń. Przez chwilę wydawało jej się, że może przekroczyć granicę czarnej otchłani, lecz nić okazała się zbyt cienka.
powt. x3 (ja zmieniłabym to tak: "Formowała się między nimi (...) Czuła jego jaźń (...) do określenia tego należącego do (...) granicę mrocznej otchłani")
Cienie zawyły, zawarczały i skoczyły ku nim, ale odpędził je biały ogień. (...) Większość cieni opuściła cmentarz dobrowolnie
powt. (może: Większość z nich ?)
Czuła potęgę. Czuła, że może zgnieść Garianę wraz z całym Zimnym Okiem jednymwysiłkiem diabelskiej woli. Teraz ona była boginią, a Taigarun tylko jednymz tysięcy cieni w jej wnętrzu. Czuła, że mogłaby zgnieść Kruczarza i zagarnąć jego potęgę.
powt. x4 Tak naprawdę to w pozostałych zdaniach czuła raczej jest niepotrzebne. "Mogłaby zgnieść Garianę... a Taigarun nic nie znaczącym / jednym z mnóstwa... Gdyby tylko zechciała [zgniotłaby/zmiażdżyłaby?] Kruczarza i zgarnęła jego moc/magię."
w najciemniejsze noce, gdy nie było innego sposobu na odpędzenie się od potworów nocy.
powt.
Ale ogólnie bardzo mi się podobało ^^
:fire: :fire: :fire: PŁOŃ I PISZ! :fire: :fire: :fire:

Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.
Victor Hugo :heart2:

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Kruk

Post autor: Krin » 17 stycznia 2017, 19:28

Miło mi :)

Jest na forum jeszcze trzecie opowiadanie o Kruczarzu - "W zimnej wodzie kąpany", gdzie faktycznie pojawia się Żira, choć może nie do końca w takiej postaci, w jakiej chciałabyś ją widzieć. I faktycznie, gdy już zbierze się tych opowiadań trochę więcej (właśnie piszę czwarte, bo to taka seria), zamierzam wrócić do tych pierwszych opowiadań i połączyć wszystko w bardziej spójny cykl. Przy okazji rozbuduję też trochę "Kruka", bo nie pierwsza zwróciłaś mi uwagę, że szkoda, że takie krótkie.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
MononokeGirl
Posty: 213
Rejestracja: 07 stycznia 2017, 17:46
Lokalizacja: Światełko w ciemnościach
Kontaktowanie:

Re: Kruk

Post autor: MononokeGirl » 18 stycznia 2017, 08:47

:)

"W zimnej wodzie kąpany" już sobie czeka otwarty na kolejnej karcie :) Ale, że jest nieco dłuższy to komentarz też pewnie dłużej mi zajmie :) Ale już sam tytuł mi się podoba - taka zabawa językiem i frazeologizmami. Jeśli chodzi o Żirę to jestem ciakawa jak jej postać wyewoluowuje. Będę czekać na czwartą część z niecierpliwością :)
Chociaż osobiście powiem, że nie wiem, czy ogólnie powracanie ma sens. Kiedyś wracałam do jednego tekstu, aż go całkiem zniszczyłam. Jestem zwolenniczką uczenia się na błędach - skoro wiem, co źle robię to przy kolejnym będę się pilnować, że już ich nie popełniać :) Bo inaczej można uwięzić się na ciągłych poprawkach. Trzymam kciuki, żeby to lepiej wyszło :)
:fire: :fire: :fire: PŁOŃ I PISZ! :fire: :fire: :fire:

Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.
Victor Hugo :heart2:

ODPOWIEDZ