Znamy zdobywcę tytułu Prozy Marca! To Heidenhainstraße 13 pierdoły saskiej. Serdecznie gratulujemy i zachęcamy do lektury!

Drapieżnik

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 899
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Drapieżnik

Post autor: Siemomysła » 05 sierpnia 2014, 11:58

Dzień dobry! Obiecywałam, ale ciągle nie mogłam dokończyć i w końcu postanowiłam zająć się tym z rana. Miałam do nadrobienia dwie wrzutki, a zaczynam od spoilera z drobiazgami:
SpoilerShow
Ruda, puszysta istotka otarła się o jego długa, czarną szatę, mrucząc przyjaźnie na powitanie.
ogonek
W porównaniu z tym, co widział zeszłej nocy, stan starego maga zdawał się pogorszyć.
W tym zdaniu rozjechały się czasy zdaje się. Nie umiem tego wyjaśnić jak polonista, tak bardzo brakuje mi teorii :bag: Umiem tylko na przykładzie - moim zdaniem do zdawał się pasuje pogarszać, albo gorszy.
Niewiele osób znało ją dość dobrze, by to stwierdzić ,ale, jako jej wychowanek, dostrzegał prawie niewidoczne oznaki zdenerwowania.
Spacja się zamieniła miejscami z przecinkiem :)
Radował go widok zniecierpliwionych, czekających w słońcu nieznajomych. Pozwolił sobie na wymianę wieści z kilkoma spotkanymi znajomymi, a nawet wdał się w krótką dyskusję filozoficzną.
Nieznajomi i znajomi tak blisko powodują takie wrażenie powtórzenia, któreś bym zmieniła.
Normalnie wolał działać dyskretnie. Kiedy jednak ktoś traktował go tak, jakby znów był w Kaliście – podchodami i innymi takimi– budziła się w nim krew prawdziwych Wilne'ów.
Spacja uciekła.
Jego szybkie zaklęcia zrobiły dokładnie to, co chciał.
Czego? Nie jestem pewna, ale wydaje mi się lepsze, a ponadto zgłaszam, że w ogóle mam malutki problem z tym zdaniem, bo mój mózg uparcie czyta go tak, jakby zaklęcia miały świadomość i się zastanawiam, czy tak jest, czy nie w Twoim świecie.
Odszukał umysłem osobę wrogiego maga. Musiał tylko zdążyć.
Tłum widząc rzucającego zaklęcie maga na moment się rozstąpił.
maga i maga blisko siebie
Potem połączył je gęstą siecią dużo mniejszych złotych symboli, które stworzył z pomocą magii i złotawego, niezwykle giętkiego metalu.
Skoro złote, to złote ;) myślę, że określenie koloru metalu nie jest potrzebne.
Gdy zakończył się wstrząs, jakiego doświadczało się po rozłączeniu duszy i ciała, natychmiast się opanował.
Może raczej gdy minął wstrząs? Zakończył się, bardzo mi do wstrząsu nie pasuje.
Nekromanta chciał wybiec z pomieszczenie, lecz nagle stracił równowagę, chwycił się krawędzi stołu... i wywrócił go na siebie.
Pomieszczenie oczywiste, ale mam też uwagę do wielokropka, który bardzo mi nie pasuje, chciałabym usłyszeć to zdanie, czytane przez Ciebie, by zrozumieć, co chciałaś nim uzyskać. Bo dla mnie zatrzymałaś na chwilę upadek, tak jakby go zawiesiłaś, czasem wydaje się, że czas się zatrzymuje w takiej sytuacji - człowiek, który ma upaść, na ułamek sekundy przed upadkiem wie, że upadnie i że się nie obroni przed konsekwencjami upadku. Dla mnie wielokropek przerwał tu płynność sceny, trochę jak slow motion w filmach. Jeśli o to chodziło, mogę to przyjąć, choć tekst nigdy nie będzie filmem i nie wiem, czy to dobre rozwiązanie.
- Ten kamień pozwoli ci widzieć to, co działo się tuż przed śmiercią Samen. - mówił, jednocześnie pakując w pośpiechu wszystkie potrzebne przedmioty.
Niepotrzebna kropka.
Miała ona miejsce po na prawdę dużej aferze rozpracowanej przez najlepszych Anivrskich agentów.
Razem.
Paru znajomych, których spotkał widząc jego stan, oferowało mu pomoc.
Tu przecinek.
„Boże! A teraz „w pewnych kręgach”, co?”
Może to w środku kursywą? Cudzysłów w cudzysłowie jest trochę mylący.
- Tak, to ci. - Bardzo powoli skinęła głową, przyglądając mu się u10ważnie.
A ta co tu robi i jak się zaplątała? :D
Na szczęście w porę zauważyła ładny, ciemnoniebieski kamyk, który fajnie toczył się, gdy ruszyło się go łapką, a jak spadał na podłogę to wydał bardzo śmieszny dźwięk.
Napisałabym odwrotnie - najpierw się, potem toczył. No i spadł - wydał, albo spadał - wydawał. Tak mi się wydaje, że byłoby zgranie między tymi czasownikami.

Tyle z uwag, które chyba można uznać za techniczne teraz idę sobie poprzez Czytelniczy Spontan, czyli co mi się myślało w trakcie i krótkie rozmowy z bohaterem by smok ;)
SpoilerShow
W tym samym czasie w jej domu zginęła jej córka zwana Zairą Moyton, ścierając się w walce z innym magiem nieznanego pochodzenia oraz paroma jego pomocnikami bez uzdolnień magicznych.
Ach! Jej córka!
- Dziwna. - Pokiwała w zadumie głową. Udawanej zadumie – jak zauważył Thomas.
Zapamiętam to "udawanej" - od tej pory ona jest moją główną podejrzaną :P No i chyba dałabym to "udawanej zadumie - " od nowego akapitu na przykład dla jasności zapisu.
Mag oberwał tradycyjnym, jak komoda babci, uderzeniem pięści prosto w twarz.
To porównanie mnie uchachało :D
Słyszał nawet, jak Vinara mówiła jej o uczniach robiących pracę dla profesora Sammerina.
Dobre wtrącenie-przypomnienie dla czytelnika, który o tym zapomniał - Vinara jest jedyna, która wie o istnieniu takiego profesora, a skoro nikt inny go nie zna...
Stawiało to wszystko przed Eramem kolejny problem – co jeden z najgroźniejszych ludzi tajnych Anivrskich służb robił tam w chwili popełnienia przestępstwa z dziennikiem mistrza Kevrena?
Hym... to mi nasunęło pytanie: skąd wie, że najgroźniejszych? w sensie, dopiero co w ogóle nie pamiętał o tym, że człowiek żyje, nie skojarzył go w ogóle, gdy przesłuchiwał jego ojca, nie? Bo ten najgroźniejszy to Edel, prawda? Syn maga spod biblioteki, którego zgarnęła troskliwa sąsiadka? Czy coś pomieszałam?
Siedział w swoim gabinecie w budynku Straży Miejskiej i rozmyślał, bawiąc się już dawno przywłaszczoną sobie spinką.
Że co? Że w tej spince, ten kamyczek jest taki najważniejszy?
Wpatrzył się w niewielki szafir na spince. A przynajmniej w to co wydawało mu się dotąd szafirem.
Brawo, Eram! XD

No i na końcu wnioski ogólne :)

Wrzucając trzeci fragment rzekłaś, iż masz nadzieję, że czytelnicy coś pamiętają z poprzednich wrzutek. Mogę Ci powiedzieć w tym miejscu, że ja zupełnie nie pamiętałam, że Eram pomaga Straży Miejskiej. Bardzo mnie zdziwiło, że kogoś przesłuchuje i tak dalej. Piszę o tym, byś widziała wybiórczość pamięci czytelnika - ja zapamiętałam fakt, iż Samen zdawała się znać swego zabójcę i to, że Eram jest nekromantą, a także historię Erama i jego żony (która notabene nie pojawiła się nigdzie więcej, więc może była zbędna dla tej akurat historii i przejęła niepotrzebnie, a nawet jakby rozproszyła moją czytelniczą uwagę, która powinna była raczej zostać przy samym Eramie; oczywiście to jest bardzo fajne, jeśli postaci nie są wyrwane z szerszego kontekstu, mają przeszłość i rozterki, ale jeśli opowiadanie jest krótkie i ma konkretny cel, to czasem nie warto zarzucać czytelnika nadmiarem informacji; powiem Ci jeszcze, że przez to, iż Eram nigdy więcej nie pomyślał o żonie - a przecież gdy był taki poobijany, gdy narażał życie, to ona z pewnością się o niego martwiła, niezależnie od tego, co z powodu jej rodziców działo się z małżeństwem - wydał mi się on postacią niespójną).

Kolejną mocno rzucającą się w oczy sprawą w trzecim kawałku jest sposób w jaki opisujesz akcję.
Znowu wystartował do biegu. Za późno. Poczuł ból w plecach. Słaby. Chociaż jedna osoba oszczędzała siły. Przekoziołkował tylko i zaraz znowu ruszył biegiem. Jednak zanim to zrobił, poleciał następny pocisk. Odbił go w drugą stronę niewiarygodnie szybkim gestem. Nie trafił.
Doskonalę zdaję sobie sprawę, iż powszechnym i powtarzanym przepisem na "dobrą" scenę akcji jest równanie: krótkie zdania = dynamika. Tyle, że to nie do końca tak. Fragment, który zacytowałam widzę w filmowych stopklatkach, gdy czytam. Scena się rwie, miast gnać do przodu jak Eram. Myślę, że przepisem jest właśnie czytanie sobie takiej pisanej sceny akcji na głos. Kropki, przecinki zatrzymują akcję - mogą być dobre, gdy opisujesz na przykład parowanie ciosów miecza, ale nie bieg i wrażenia z biegu. A to też nie jest reguła. Naprawdę dużo zależy od tego, co robi postać, co ma widzieć czytelnik i tak dalej.
Przyznam, że druga akcja była bardzo nużąca, w ogóle to wszystko okazało się bardzo proste, jakby szaleni magowie liczyli tylko na to, że ilością coś zwojują? Rozumiem, że polowali na Erama, ponieważ tylko on nie wiedział czym jest szpilka, tak?

W czwartym kawałku moją uwagę zwrócił fakt, iż setki pokoleń nekromantów kształciły się z pewnej księgi. Najpierw pomyślałam, że to czyni Twoją cywilizację starożytną i okrzepłą. Potem mózg zaczął liczyć. Ile pokoleń może się zmieścić w stu latach? Cztery? Pięć powiedzmy. To sto poleń da dwa tysiące lat? A jeśli mówimy o liczbie mnogiej tych setek, to cztery tysiące? sześć tysięcy? I naprawdę wciąż z tej księgi? Niczego nowego nie odkrywają? Mają jeden podręcznik? Wiem, że mogę upraszczać, ale takie właśnie myśli zaczęły mi buzować pod czaszką w tym momencie, więc się nimi dzielę. Bo czym innym jest dla mnie rzadka starożytna księga, do której dostęp mają nieliczni, a czym innym coś na czym kształcą się setki - czy osób czy pokoleń.

Co do zakończenia - rozumiem oczywiście skąd atak, czemu zginęły dwie kobiety, lecz w sumie przyznam, że rola Vinary jest dla mnie jednak niejasna, tak jak wspomnienie o pieniądzach na spłacenie długu. Czy ono miało znaczenie, a ja nie umiem tego połączyć? :bag: Ten ktoś w gabinecie w trakcie przyzywania dusz? Rozbity kamień? Ktoś po prostu szukał, ale jeszcze nie znalazł? Czy powinnam się uważniej przyjrzeć postaci ambasadora? :bag:

Generalnie wrażenie moje jest takie, że świat jest ogromny, złożony, pełny i przemyślany, ale ta konkretna historia w nim tonie. To jest problem krótkich tekstów, że trzeba w pewien sposób przystrzygać tło, nie wszystko co wie autor musi wiedzieć czytelnik. Widać, że lubisz swoje krainy. Może seria opowiadań? Bardzo mnie natomiast cieszy, że skończyłaś, zwłaszcza, że pisałaś, iż było trudno dotrwać do końca. Gratuluję i liczę na więcej tekstów od Ciebie!
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Drapieżnik

Post autor: Krin » 05 sierpnia 2014, 12:56

Dzięki ci Szczerbatku za komentarz. Bardzo. Bardzo. Bardzo. Baaaaaaaaaaaaaaaardzo.

Niechętnie ale przyznam, że zgadzam się z tymi zarzutami o zbyt duże nagromadzenie postaci i informacji. Teraz to widzę. Postaram się unikać tego w przyszłości.

Jeśli chodzi o dynamikę to akurat wczorajszego dnia się załamałam, jak miałam napisać scenę dynamiczna. Zdaje się, że Kili mi też ostatnio pisała coś na ten temat, ale średnio pomogło. Nawet jeśli widzę, że coś brzmi słabo to nadal nie potrafię nic z tym zrobić. :( Może ty masz jeszcze jakieś inne rady?

Jeśli chodzi o tą nieszczęsną księgę nekromanty to ten świat jest w istocie bardzo stary. Dużo starszy od naszego, ale jak widać dużo wolniej posuwa się naprzód. Są w nim też bardzo starzy magowie. Często tacy mrukliwi i tajemniczy jak Meszar, ale też tacy szaleni jak Vinara czy Thomas. Z reguły nienormalni. :D
Wracając do książki to nie chodził mi broń Boże o to, że nic nowego nie wynaleźli. Mieli mnóstwo ksiąg i mnóstwo rzeczy odkryli od tamtego czasu. To był po prostu taki zbiór podstaw. Eram rzucał w końcu bardzo typowe zaklęcie.

Nie musisz prześwietlać postaci ambasadora. To już i tak bardzo nieszczęśliwy człowiek. :D O udziale Vinary w tym wszystkim mówił trochę Edel. O tutaj:
- Vinara nic ci nie powiedziała, prawda?
Zamarł. Nie miał pojęcia, co powinien odpowiedzieć.
Starszy z magów zaśmiał się krótko i bez wesołości.
- Oczywiście, że nie. Lepiej uważaj. Stara Elburn gra w grę, której nie może wygrać. Nikt nie może. Jeśli posiadasz coś naprawdę cennego to lepiej uważaj gdzie i kiedy chodzisz, jeśli nie chcesz skończyć jak Samen albo ten Wilfgard, co go w zeszłym roku zasztyletowali.


Jej dokładnego udziału w całym zamieszaniu pozwoliłam sobie nie zdradzać. To była taka trochę zmyła miała być i dla Erama i dla czytelnika. Być może nieudana.

A jeśli chodzi o tego groźnego Edela to dlatego Eram stwierdził, że jest groźny, bo to właśnie ci groźni całą tą aferę rozpracowywali.

I to już chyba wszystko, co rzec mogę na temat tego tekstu. Chociaż nie. Potrafiłabym o tym świecie rozprawiać godzinami.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 899
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Drapieżnik

Post autor: Siemomysła » 05 sierpnia 2014, 13:40

Krin pisze:Dzięki ci Szczerbatku za komentarz. Bardzo. Bardzo. Bardzo. Baaaaaaaaaaaaaaaardzo.
Proszę! :u:
Jeśli chodzi o dynamikę to akurat wczorajszego dnia się załamałam, jak miałam napisać scenę dynamiczna. Zdaje się, że Kili mi też ostatnio pisała coś na ten temat, ale średnio pomogło. Nawet jeśli widzę, że coś brzmi słabo to nadal nie potrafię nic z tym zrobić. :( Może ty masz jeszcze jakieś inne rady?
Założenie wątku jest dobrym pomysłem - spróbuję na pewno to przemyśleć i rzucić jakimiś wnioskami z gatunku jak to robię, jeśli muszę - nie jestem w tym ani trochę dobra i bardzo mnie męczą sceny akcji, pracuję nad nimi długo i zawsze mam wrażenie, że są nie takie jak powinny być. Zdecydowanie łatwiej zaobserwować, co jest nie tak w scenach pisanych przez innych, niż samemu zrobić to dobrze :C Zdecydowanie się nie załamuj, nie czuj osamotniona i tak dalej. To prawdziwy wrzód nie powiem gdzie dla wielu pisarzy.
Jeśli chodzi o tą nieszczęsną księgę nekromanty to ten świat jest w istocie bardzo stary. Dużo starszy od naszego, ale jak widać dużo wolniej posuwa się naprzód. Są w nim też bardzo starzy magowie. Często tacy mrukliwi i tajemniczy jak Meszar, ale też tacy szaleni jak Vinara czy Thomas. Z reguły nienormalni. :D
Wracając do książki to nie chodził mi broń Boże o to, że nic nowego nie wynaleźli. Mieli mnóstwo ksiąg i mnóstwo rzeczy odkryli od tamtego czasu. To był po prostu taki zbiór podstaw. Eram rzucał w końcu bardzo typowe zaklęcie.
Tak, ten wniosek, że rozwija się wolniej, dało się wysnuć - punkt dla Ciebie, natomiast nie powiem, zdziwiłam się, że robił coś typowego - znaczy tak, przyzwanie ducha musi być typowe dla maga jego profesji, a jednak w jakiś sposób nadałaś temu otoczkę czegoś niezwykłego powiem Ci. Pewno przez ten szczegółowy opis, no i przez to, że za drugim razem tak opornie mu szło, choć to akurat jest doskonale umotywowane jego wzburzeniem.

Jej dokładnego udziału w całym zamieszaniu pozwoliłam sobie nie zdradzać. To była taka trochę zmyła miała być i dla Erama i dla czytelnika. Być może nieudana.
A widzisz i ta zmyła była bardzo konsekwentna - bo do końca szukałam w jej kierunku i w kierunku profesora historii, a brak wyjaśnień w temacie wzbudził czytelniczą frustrację ;)
A jeśli chodzi o tego groźnego Edela to dlatego Eram stwierdził, że jest groźny, bo to właśnie ci groźni całą tą aferę rozpracowywali.
Eram użył określenia najgroźniejszy, co ja odebrałam jako najgroźniejszy z groźnych - tak bardzo personalnie w stosunku do Edela, a jak rozumiem było to określenie ogólne do całej paczki jego kolegów po fachu?

I wcale, a wcale się nie dziwię, że potrafisz rozprawiać o tym świecie godzinami! To Twój świat i to nic złego, przez to staje się bogaty i daje materiał na wiele opowieści, a nie tylko jedną :D
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Drapieżnik

Post autor: pierdoła saska » 10 sierpnia 2014, 17:17

Dorzucę coś od siebie. Akcent na coś :)

Do tekstu przymierzałam się kilka razy i nie raz poległam - gorzej powiedzieć na czym. Pamiętam, że zaskoczyło mnie, że bibliotekarka była główna postacią na początku. Powiedzmy, że to nie był charakter i profesja jakich się spodziewałam wchodząc do działu fantasy - i to jest plus. Tekst mnie zaskoczył pozytywnie, więc czemu wymiękłam?
Chyba przez narrację. Szczegóły są fajne, ale w wielu miejscach opisy biblioteki - co, gdzie, koło czego, na czym, w którą stronę i na przeciwko czego a czego nie... utonęłam. I może nie twierdzę, że tego powinno być tam mniej, ale może zdałoby się nieco więcej tego co na około? Poza tym przydałoby się tam nieco uporządkowania, bo chwilami tekst błądził sam w sobie, a powtórzenia były w tym jak rodzynki. :P Na przykład tutaj:
Barwny, zaklęty klejnot oświetlający biurko bibliotekarki właśnie zakończył swój żywot. Starsza kobieta zaczęła gorączkowo przetrząsać swoją małą twierdzę złożoną z książek i solidnego, dębowego drewna w poszukiwaniu następnego. Nie pierwszy raz przyszło jej na myśl, że magowie Avarena powinni bardziej troszczyć się o jakość oświetlenia największej, a zarazem najważniejszej ze swoich bibliotek.
albo
Odwróciła się bardzo powoli. Bez wątpienia w połowie długości Galerii, na wysokości wejścia do działów zamkniętych stał człowiek. Ubranie musiał mieć czarne lub w jakimś innym ciemnym kolorze, gdyż prawie zupełnie zlewał się z otoczeniem. Jego twarz była niewidoczna. Stał zupełnie nieruchomo, ale trudno było stwierdzić, czy robi to ze strachu, zaskoczenia, czy może po to by ją przestraszyć.
czy w którymś z dwóch poniższych
Normalnie by tak nie zareagowała, ale w tamtej chwili czuła się dość niepewnie. Po chwili jednak nieznajomy odwrócił się i ze spokojem pomaszerował do drzwi po drugiej stronie, prowadzących do księgozbioru o tematyce historycznej.
Musiała dać upust swoim emocjom. Nie dosyć, że wyraźnie miała dziś pecha, to jeszcze ktoś bezczelnie lekceważył jej pracę. Będzie musiała przez kilka godzin układać to z powrotem na miejsce.
Co do błądzenia, to wynotowałam sobie jedno takie miejsce - pierwsze na jakie wpadłam, ale rzecz się powtarzała.
Przypadkowe zrzucenie wszystkich książek z szerokiego na pięć metrów i wysokiego na trzy regału bez wywracania go nie było możliwe. Jeden człowiek nie miał przecież tyle siły, żeby go wywrócić. Zrzucenie wszystkich tych książek w jednym momencie nie było możliwe, a słyszała przecież tyko jeden odgłos uderzenia.
Zdanie ostatnie tak jakby powtarza pierwsze a drugie próbuje te dwa od siebie oddzielić... żeby nie nakładły sobie po pyskach w ramach kłótni o to, które ma ładniejszą składnię? Dunno... A! jeszcze to mam w notatkach:
Był już jednak późny wieczór. Po bibliotece kręcili się tylko nieliczni miłośnicy niszczenia sobie wzroku czytaniem w ciemnościach. Głównie błąkali się po części zamkniętej — niedostępnej dla ludzi nieobdarzonych magicznymi zdolnościami. Jej bystre, zielone oczy nikogo nie wypatrzyły.
Ale tu chyba zamieszaniu winne czasy. Znaczy w czasach się coś pomieszało i.... eeee
Zdarzyło się jednak kilka fragmentów bardzo dobrych i jak już w końcu usiadłam solidnie i porwałam się na czytanie "na jedno posiedzenie", to sprawiły mi ono sporo frajdy.
Z całą pewnością świat usłyszałby jaką opinię ma Samen o najwyższym magu Zakonu, jego wychowaniu i prowadzeniu się jego matki oraz jeszcze paru pokoleń wstecz, gdyby panującej w budynku ciszy nie zakłócił dźwięk uderzającego o ziemię stosu książek. Bardzo dużego stosu książek.
<3
Pustka. Goła ściana. I nic, i nic, i nic...
To wyżej trochę za bardzo może z kontekstu wyrwałam, ale w całej scenie bardzo mi się spodobało. Było takie zwięzłe, konkretne i robiło odpowiednie wrażenie.
Śmierć Samen na końcu fragment co najmniej mnie zaskoczyła. To było takie...
...no cieszyłam się, że czytam to jak już jest skończone, bo mogłam od razu sięgnąć po kolejny fragment xD

I do niego przechodząc, to wbił mi się w pamięć głównie światem. Bardzo dużo go się tam wkrada i to jest super. Nie wiem jak bardzo masz ten świat w głowie rozbudowany, ale z tekstu wydaje się, że baaardzo. Odniesienia, hierarchia, że ktoś coś komuś powiedział, zwyczaje (co do nich, to mój ulubiony kawałek znajduje się chyba w ostatnim poście, o ten:
Mistrz sztuk ciemnych aż skrzywił się ze złości słysząc określenie „pan”. Etykieta panująca w Zakonie nakazywała, by w stosunku do młodszych członków używać formy „mag” lub „brat”, a najlepiej w ogóle pomijać wszelkie zbędne określenia i zwracać się po imieniu. Słowo „pan” było przeznaczone dla obcych. Użycie go w stosunku do innego zakonnika miało sugerować, że adresat jest osobą, która nie powinna znaleźć się w szeregach Zakonu.
zachwyconam pomysłem i jej przekazaniem, zwłaszcza, ze potem Edel mu tak cały czas panuje :D
Druga rzecz, która mi z tego kawałka w pamięć zapadła, to "ej, ale moment, co tu się dzieje i gdzie to zmierza?!?!" - też w pozytywnym sensie, bo to była jakby kontynuacja wrażenia z końca poprzedniego kawałka. Tam się skończyło niespodziewanie i tu dostałam coś nowego i oswajałam się jakby z opowieścią na nowo. I mi się to podobało. Wielki plus za pokazanie nekromantów w tym świecie. Bardzo mi się taka zabawa podoba no i przede wszystkim było jakoś inaczej :)
Zakończenie kawałka nosiło znamiona tego, że niebawem się wszystko zacznie składać w jedną bajkę...

...i tak też było. Jakby pierwsze dwa kawałki nagrały świat,m nagrały sytuację, teraz zaczynała się rozgrywka. Zdecydowanie zaczęło mi się od tego miejsca szybciej czytać i mam wrażenie, że sama fabuła przyspieszyła. Chwilami żałowałam, że pewnych rzeczy nie pokazałaś. Pisałaś jedynie że coś miało miejsce, ktoś coś tam zrobił, ale to było z daleka i stwierdzająco, a aż chciałoby się to "zobaczyć". I chyba chwilami przez to się gubiłam. Koniec końców mniej więcej wiem kto co i jak - choć zakończenie tekstu jest otwarte - ale chwilami się gubiłam. Kilkoro bohaterów mi gdzieś umknęło i niefartem byli to raczej ci bardziej dla zrozumienia ważni, niż jacyś z tła. Miałam więc kilka sytuacji spod znaku "hymmm, a ty to kto"... ale ze swoją sklerozą mam tak często gęsto nawet w normalnym życiu, więc przywykłam; czytałam dalej.
Pęd Erama w poszukiwaniu rozwiązania, skojarzenia, łączenie faktów i odkrywanie świata... podobało mi się to, choć chwilami było zbyt skompresowane (patrz wyżej to o stwierdzaniu zamiast pokazywania).

Ogólne wrażenia są bardzo dobre. Po pierwsze podoba mi się sama historia. Kupuję ją, świat, który mi w niej pokazałaś i bohaterów.
Z czym mam problem, to z wykonaniem. Było dobre, ale miejscami czy to się plątało, czy to były powtórzenia, czy inne zgrzyty, które utrudniały czytanie - wszystkie jednak z tej szczęśliwej grupy łatwych do poprawienia. Ot potrzeba by temu wyszlifowania, bo hymmm
Dodatkowo uszkodzona rana na plecach powodowała ogromny ból
y-y? :P
Było jeszcze to stwierdzanie (trzeci raz o tym piszę, wiem), wywołujące wrażenie, że ci się spieszy, byle już w końcu postawić ostatnią kropkę i mieć to za sobą. I coś co tyczy się samego narratora. On był bardzo oderwany od wszystkiego o czym opowiadał, co dokładało się do wrażenia, że pewne rzeczy są stwierdzane... wypadało to bez emocji... na sucho (może po części w tym jest pies pogrzebany w kontekście "jak to z tą dynamiką scen jest"?). Po prostu nie mogłam złapać związku z tym, że facet ucieka i że coś mu grozi.



Z różnostek...
...czemu były te cudzysłowy w dialogach w na początku?
...gdzieś w części z Samen pojawiło się "tzw." - tak skrótowcem pisać? :(
...ostał się cytat w notatkach, to: "Cienie zdawały się czyhać na swoją ofiarę, która nieopatrznie odważyła się na wkroczenie do ich świata." - wkroczyć
...z cyklu zachwyciło mnie, był motyw ze stołem <3


Czekam na coś kolejnego twojego autorstwa :D
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Drapieżnik

Post autor: Joa » 11 sierpnia 2014, 13:18

Yo! O>O
Więc tak: przeczytałam. Trochę długo mi zeszło, bo miałam przerwę w komentowaniu, sama wiesz, a teraz jeszcze chciałam wszystko od początku nadgonić, by wiedzieć więcej niż poprzednio. poprzednio w natłoku imion, nazwisk, opisów gubiły mi się podstawowe informacje i jedyną postacią, którą kojarzyłam, była Samen. Zdecydowanie jak na tak krótki tekst jest tego za dużo. Mogłabyś zrezygnować z opowieści o Dorii, z samej jej postaci, która wprowadzała tylko zamęt. Ponadto Raquel, Norrien - ich obecność jeszcze akceptuję, ale dodatkowe imiona znów mącą w głowie. Jeśli kiedyś będziesz zabierać się do korekty, to pomyśl nad tym, Krin, bo tekst jest naprawdę dobry jak na tak młodą osobę. Rozbudowany, pisany z wyobraźnią i wiedzą. Tylko jest tego zbyt dużo. To jeszcze by się broniło, gdybyś stworzyła jakiś cykl opowiadań w tym świecie, może z tymi bohaterami - w tym wypadku ciężko jest się odnaleźć i przelać sympatię na kogokolwiek. Właśnie. Eram był fajny. Był fajny, gdy przywalił czołem w szafkę, naprawdę. Jakoś zapałałam do niego sympatią, która utrzymywała stały poziom do przybycia Dorii. Później moja sympatia osłabła i zamieniła się w neutralność w stosunku do niego. Meszar mógłby być fajny, gdyby odegrał większą rolę. Właśnie - gdyby tekst był obszerniejszy, dodałabyś więcej informacji o każdym podejrzanym (Meszar był w kręgu moich podejrzeń z jakiegoś powodu), więcej zagadek, a także mylnych tropów, mógłby to być fajny kryminał. Czytałam, że nie było go w Twoim zamiarze, ale w sumie to by było fajne. Tylko tak jak mówię - by uznać to za kryminał osadzony w świecie fantasy mamy za mało tekstu, wskazówek, tropów, zbyt szybko to się dzieje. Nie dajesz czytelnikowi okazji, by sam doszedł do odkrycia tożsamości sprawcy. Czytelnik bada to tylko za pomocą instynktu lub wybiera na chybił-trafił. Rozumiesz?
Opisy zyskują przy którymś z kolei czytaniu dopiero. Na początku męczą. Ten przesyt informacji. Ale tak jest z każdym tekstem, który ma dużo opisów. Bardzo szybko mnie one męczą. U Ciebie dochodzi jeszcze jednolita, trochę monotonna konstrukcja fragmentów. Tj. najpierw zaczynasz obszernym opisem. To odstrasza, o czym już Ci napisaliśmy. Mało kto lubi czytać długi blok tekstu, męczy się wzrok, koncentracja ucieka. Drugi fragment też zaczynasz od opisu. Pojawia się tam krótki dialog, ale jest dość mało obszerny. Trzeci fragment daje trochę oddechu rozpoczęciem za pomocą dialogu. W każdym razie mam na myśli to, żebyś spróbowała urozmaicić konstrukcję, by fragment nie zaczynał się zawsze od opisu, zawsze od dialogu lub zawsze od akcji. Mnie trzymają przy czytaniu właśnie takie proste zagrania.

Co do rozwiązania. W sumie nie wiem, co myśleć. Ja je przyjmuję. może dlatego, że ja właściwie przyjmuję każde wyjaśnienie, jestem dość prosta w tej kwestii. Więc mi ono pasuje. Nie do końca czaję sprawę z Sammerinem i Vivarą, ale zaraz obczaję następny raz.
W każdym razie, Krin, jestem dumna, jak ja jestem dumna!
Naprawdę napisałaś dobry tekst jak na osobę w takim wieku. I paradoksalnie, to co może być przeszkodą jest także zaletą - rozbudowany świat. Korzystaj ze swojej wiedzy i wyobraźni, bo bez tego jest naprawdę ciężko, a ja mam wrażenie, że Tobie bardzo dobrze i szybko się pisze.
Gratulacje i powodzenia!
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Drapieżnik

Post autor: pierdoła saska » 11 sierpnia 2014, 13:25

Mogę, mogę, mogę?
Mogłabyś zrezygnować z opowieści o Dorii, z samej jej postaci, która wprowadzała tylko zamęt.
Nie rezygnowałabym z tego, bo to ciekawie buduje świat. Skłaniałabym się ku opcji wydłużenia tekstu, rozbudowania go, niż wycinania czegoś co jest dobre samo w sobie. W sensie mi się podobało jak przez osobę Dorii pokazano nieco więcej świata jakby "na zewnątrz" historii. To było ciekawe, choć racja - w krótkim tekście było kolejnym dużym grzybkiem w barszczu i hymmmm dekoncentrowało?

Baaardzo popieram ideę rozbudowania tego :D
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Drapieżnik

Post autor: Joa » 11 sierpnia 2014, 13:47

W sensie chodziło mi o albo albo. Albo mamy świat okrojony ze zbędnych postaci, wątków, opisów, albo świat złożony z tego wszystkiego, ale o wiele obszerniejszy, z większą ilością tych wskazówek dla czytelnika. Jeśli chce się zachować taką długość, to tylko z okrojeniem zbędnych postaci i wątków.
No. Tyle chciałam.

(Tak mi się teraz przypomniało, nie wiedzieć dlaczego, z tym kryształem, to ja myślałam, że to nie ten kryształ w spince, ale ten, który oświetlał bibliotekę na samym początku. Albo biurko Samen oświetlał. Chyba)
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Drapieżnik

Post autor: Krin » 12 sierpnia 2014, 19:06

Miło mi Rolfie, że przeczytałaś w końcu. Przykro mi się tylko robi, kiedy powtarzasz, że tekst jest bardzo dobry "jak na tak młodą osobę". :D

Początkowo miałam mieszane uczucia na temat pisania kolejnych opowiadań dziejących się w tym świecie, ale skoro wam się podoba to nie martwcie się. Mam mnóstwo pomysłów... i jeszcze więcej postaci :devil: . Tylko nie bardzo mam odwagę porywać się na tak długie i zawiłe pomysły. Spróbuje w najbliższym czasie.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Drapieżnik

Post autor: R. Bates » 15 sierpnia 2014, 12:21

Widzę, że jest to Twój debiut pisarski. Postaram się to wziąć pod uwagę i nie narzekać zbytnio, gdyby pojawiły się błędy ;).

CHRONOLOGIA CZYTELNICZEGO SPONTANU:
- "„W końcu robię to tak często, że już mam pewne doświadczenie”— pomyślała z przekąsem." - a dlaczego to zdanie w cudzysłowie?
- Nie wiem, czy ktoś to już mocno poprawiał, bo nigdy nie czytam komciów innych osób zanim sam nie przeczytam, ale ja tu nie widzę żadnych technicznych zgrzytów O.o. I to mnie niepokoi - coś z Tobą musi być nie tak :D.
- "...które przyczepiano do pulpitów za pomocą silnych czarów lub łańcuchów, na wypadek kradzieży." - wow, bardzo subtelna różnica. A tak z ciekawości - w jakich przypadkach przyczepia się coś za pomocą silnych czarów, a w jakich za pomocą łańcuchów? ;).
- "Tu też mieściło się główne wejście do niepublicznego, dostępnego tylko dla magów z Zakonu obszaru biblioteki." - w tym zdaniu nie podoba mi się szyk. Albo dałbym przecinek po 'Zakonu' albo napisał to tak: "...do niepublicznego obszaru biblioteki, dostępnego tylko dla magów z Zakonu".
- "...mrok pozwolił jej skupić się na pracy. Przez kilka minut jej ręce na oślep przemierzały ścianę w poszukiwaniu aparatury pozwalającej na sterowanie bibliotecznym oświetleniem. Na próżno. Jej ręce natrafiały jedynie na wybitne dzieła malarskie lub gołą ścianę." - w tym fragmencie zauważ dużo podobnych zaimków. Zdarza Ci się to często, ale to normalne na początku.
- "...ale w tamtej chwili czuła się dość niepewnie. Po chwili jednak nieznajomy..." - drobne powtórzenie.
- "„To dlatego nie słyszałam jak podchodził”— pocieszyła się w myślach." - ach, widzę, że Ty cudzysłowisz myśli. Ja też tak robiłem w pierwszym swoim opku, dopóki mi nie powiedzieli, że nie ma ku temu żadnych logicznych przesłanek ;).
- "...machina sterująca magicznym oświetleniem..." - taki trochę steampunk? ;).
- "...żadne z okien nie było otwarte, w pomieszczeniu hulał wiatr. Otwarty rejestr..." - powtórzenie.
- "...— krzyknęła rozwścieczona, nie zastanawiając czy ktoś jej słucha." - 'nie zastanawiając się...'.
- "...zastanawiając się czy, powinna wyznać prawdę..." - przecinek po 'czy' - pierwsze widzę ;).
- hehe: "zaklęcia alarmowe" - to takie magiczne zraszacze na wypadek pożaru? Dobre.
- "„Mogła wprawdzie...” — w głowie starej kobiety mnożyły się scenariusze" - myślocudzysłów. Ok, widzę, że jest tego więcej, więc nie będę już cytował; myślę, że wiesz o co chodzi.
- "...weszła z na górę, targając ze sobą..." - niepotrzebne 'z'.

PODSUMOWANIE:
Ok, przeczytałem póki co pierwszą część. Uważam, że jak na debiut to jest naprawdę nieźle napisana. Zabawnie, lekko i z pomysłem. Nieco nadmiaru zaimków zauważyłem, trochę błędów interpunkcyjnych (no ale kto ich nie robi) i kilka powtórzeń. Zobaczymy co będzie dalej.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
A. Mo'zart
Posty: 162
Rejestracja: 05 lipca 2012, 22:07
Lokalizacja: Dom
Kontaktowanie:

Re: Drapieżnik

Post autor: A. Mo'zart » 25 stycznia 2015, 16:47

Dobry debiut. Jasne, do ideału to temu daleko jak mi do zostania światowej słafy kardiochirurgiem, ale dobry. żeby jednak nie było zbyt słodko, zacznę od tego, co jest źle.
Fabuła. Nie, ze jest zła. Jest niedorobiona i dziurawa. Tak, jest zamkniętą całością. Tak, wszystkie wątki się zazębiają. Nie, nie robią tego wiarygodnie. Niby wszystko pasuje, niby widac, że było zaplanowane, ale nie potrafię w nią uwierzyć. Jak dla mnei całośc trzyma sie na zbyt wielu zbiegach okolicnzości. Coś się dzieje bo potrzebujesz by to się stało. Nie pozwalasz by wydarzenia toczyły się naturalnia, tylko sama je wymuszasz. Tak jakby zabawiasz sie w boga który decyduje co ma sie stać i zwisa mu czy komuś się to podoba czy nie.

Ale reszta jest dobra.
Zaciekawił mnie wykreowany świat i z wielka przyjemnością zerknę do kolejnych opowiadań które sie w nim toczą. Nie napisałas o nim dużo, ale sprytnie wyklorzystywałaś każdą okazję by przemycić conieco informacji. Za mało by miec pełny obraz, ale wystarczajaco, bym chciał wiedziec więcej.
I największy pozytyw. wiesz co mi się podobało najbardziej? Ale tak zupełnie najbardziej, że aż przyklasnąłem? Magia. Znakomicie przemyślana. Nie robisz z magów super turbo mega wymiataczy. Potrafią wiecej, zwykły cżłowiek im nie podskoczy, ale nie są przesadzeni. Chwilę poczaruja, po cyzm robią się bezbronni nicyzm dzieci. A i jeszcze główny bohater. Właściwie jedyny, bo cała reszta jest tylko imionami (w sumie to kolejny zarzut, ze poza łównym bohaterem reszta nie ma absolutnie żadnego charakteru. coś o nich wspominasz, ale to tylko kwestia tego czy uwierzymy ci na słowo, bo smai się nie mamy jak o tym rzekonać). Jest bardoz dobrze zrobiony. Ani nie jest super kimś (sam mocno rpzecenia swoje możliwości), ani nie zrobiłas z niego pierdoły. Facet na stanowisku który przypadkiem został wplątany w historie która trochę go rpzerosła, lecz wrodzona ambicja nie pozwala mu odpuścić. I to jest dobre. Takie ludzkie. Zdecydownaie za żadko, zwłaszcza u początkujacych, cyzta się o kimś takim. Za niego masz kolejnego, ogromnego plusa.

ODPOWIEDZ