Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

O trupie w szafie

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Plastikowy Jezus
Posty: 63
Rejestracja: 23 października 2011, 19:01
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Plastikowy Jezus » 13 maja 2012, 17:53

Nie jest źle, ale poprzedni bardziej przypadł mi do gustu. Tutaj jest dużo paplania o niczym i to mnie trochę irytowało. Tworzy się tam coś, co nie bardzo mi się podoba. Zelka zaczyna się ślinić, a ślinienie nie jest zbytnio... wiedźmie ;) Niemniej jednak to tylko kwestia uznania, a porządny Jezus rzeczy względnych się nie czepia.

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Gasp » 14 maja 2012, 10:01

Częściowo zgadzam się z Jezusem - też w pewnym momencie poczułem irytację, zaczynało mnie denerwować, że nie dowiaduję się niczego nowego, a przecież strasznie mnie ciekawi, kim jest i skąd się wziął "ten" trup. Moment później dotarło do mnie, że właśnie tak czuje się w tej chwili bohaterka tekstu, więc nawet jeśli nie jest to zabieg do końca celowy, to według mnie, nadający jeszcze więcej walorów fragmentowi. Brakuje mi trochę ciętego humoru z poprzedniej części, odrobinę slapstickiem mi ten tutaj zalatuje, ale przecież i on jest mile widziany.
Ogólnie dalej jest bardzo sympatycznie, choć, nie wiem dlaczego, bardziej powierzchownie?
Aha, jeszcze mogę ponarzekać, że takie krótkie jest (choć biorąc pod uwagę, że ja nie potrafię z siebie nic wycisnąć od naprawdę długiego już czasu, to i na ten kawałek patrze z pewnym podziwem).
Pozostaję już tylko czekać na obiecany ciąg dalszy.
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Maradine » 14 maja 2012, 16:13

Co do tego "o niczym"... Hmm... Chyba zaczęłam mieć taką właśnie tendencję do wydłużania wszystkiego, ale to z kolei dlatego, że boję się, żeby nie było za mało ^^" Cóż, jedyne, co mogę zrobić, to w dalszych fragmentach bardziej się postarać.
Co do ślinienia się (xD), to tylko na jakiś czas się wkrada. Nigdy nie pisałam niczego w tym guście, więc eksperymentuję xD

Dzięki za komentarze :D
Obrazek

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Maradine » 22 maja 2012, 19:29

dalej...


- Czyli było ich kilkoro – podsumowałam. - Mogła być wśród nich ta kobieta, o której wspomniałeś?
- Nie sądzę – zaprzeczył, przenosząc na mnie spojrzenie czekoladowych oczu. Szybko spojrzałam gdzie indziej, żeby tylko się nie roztopić.
- Jak zginąłeś? Od uroku, noża, pułapki? Na czym polegał element zaskoczenia? – chciałam wiedzieć.
- Element zaskoczenia? – zdumiał się. – Nie przypominam sobie żadnego… ale też nie przypominam sobie samego momentu… zabójstwa.
Odetchnęłam głęboko i zamknęłam na chwilę oczy, zbierając myśli. Było gorzej niż sądziłam, ale też nie najgorzej.
- Chyba muszę ci wytłumaczyć wszystko od początku – odezwałam się po chwili, kiedy już otwierał usta, by coś powiedzieć. – Jesteś żywym trupem, ale to już wiesz. Nie każdy może nim zostać, potrzebne są do tego pewne specjalne okoliczności, inaczej wszyscy ludzie mogliby sobie umrzeć i zaraz ponownie powstać.
- Jakież to okoliczności?
- Przede wszystkim element zaskoczenia, śmierć niespodziewana – odpowiedziałam. – Szybka, prawie bezbolesna, a przede wszystkim szokująca dla ofiary. Chodzi o to, że ciało praktycznie umiera, ale dusza nie chce przyjąć do wiadomości, że to już koniec, więc żyje dalej. Rozumiesz?
- Mniej więcej – przytaknął. – Ale… w takim razie dlaczego moje ciało jeszcze się porusza? Nie powinno zacząć się… no, rozkładać, albo coś?
- Na to pytanie nie potrafię ci odpowiedzieć – westchnęłam. – Choć jeden ze specjalistów w artykule dotyczącym swoich badań nad żywymi trupami stwierdził, że jest to zależne od obecności magii w organizmie. Czyli jeśli wśród twoich przodków ktoś posługiwał się magią, odziedziczyłeś kawałek tego daru i to on powstrzymuje ciało przed rozkładem. Właściwie jestem skłonna w to uwierzyć, bo spotkałam się już z… - odchrząknęłam – z innymi przypadkami. – Ze wszystkich sił postarałam się odepchnąć wspomnienie pana Stefana, miejscowego kapłana-staruszka, który odwiedził mnie raz, będąc w zaawansowanym stadium śmierci.
- A co… co robi się z takimi jak ja? Przecież chyba nie można umrzeć drugi raz? – zainteresował się Arwa, nachylając się do mnie, tak blisko, że moje serce podskoczyło. Jego oczy błyszczały z ciekawości.
- No ten… - zaczęłam niezdarnie, po czym powoli odchyliłam się na krześle, udając zamyślenie, dzięki czemu udało mi się wytworzyć między nami dystans. – To zależy. Czasem wystarczy po prostu uzmysłowić temu martwemu, że już nie żyje. Wtedy dusza przyjmuje to do wiadomości i po prostu ulatuje tam, gdzie ulatują dusze. No i mamy już nieżywego trupa. Można to zrobić albo przez przekonanie słowem, albo… no zabić drugi raz. Choć zdarzają się też takie dusze, które bardzo mocno pragną pozostania na ziemi. Zazwyczaj trzyma je tu jakaś niedokończona sprawa. Wtedy nawet jeśli ciało umrze, pozostaje sama goła dusza, nazywana przez wszystkich po prostu duchem. Dopóki nie załatwi tej swojej sprawy, nie odejdzie. A kiedy już załatwi, rozwiewa się.
- Czyli każdy żywy trup pamięta swoją przeszłość, jakby nic się nie stało – mruknął ponuro Arwa, po czym wyprostował się na krześle i skrzyżował ręce na piersi. – Czemu ja nie pamiętam?
No tak, teraz moja kolej.
- Nie wiem – odparłam, nie bardziej wesoło. Dlaczego tak mnie to przerażało? Na pewno zdarzają się takie przypadki, na pewno…

Słowem wskazówki

W końcu przestało padać i wiać, a ja z anielskim uśmiechem na ustach mogłam wreszcie, niczym wróżka na łące, podskoczyć do drzwi i otworzy je na oścież. Świeże, czyste powietrze wpadło do środka, w zamian za to dostając trupa. Wypchnęłam go przez próg prosto w kałużę, gdy tylko stanął obok.
- Co ty wyprawiasz, kobieto?! – zbuntował się poszkodowany, gdy jego wyglansowane buty zniknęły pod warstwą wody i błota.
- Otwieram drzwi – oznajmiłam z przesadnym zdumieniem malującym się na twarzy. No bo jak to? Nie widział?
Arwa rzucił mi ponure spojrzenie, po czym spróbował wydostać się na nieco suchszy kawałek lądu. Udało mu się tylko w połowie – lewy but pochłonęła błotnista bestia i nie chciała puścić. Z zainteresowaniem obserwowałam jak mój towarzysz próbuje uwolnić nogę, by w końcu pogratulować mu z pełną szczerością, gdy tego dokonał.
Znaliśmy się już wtedy od jakichś sześciu godzin. To mnóstwo czasu, w ciągu którego zdążyliśmy już pokłócić się trzy razy i raz pobić. No, pobić jak pobić… Nie spodziewałam się, że nie zauważy lecących w jego stronę drzwiczek od lodówki, które zgodnie ze swoją sprężystą naturą, odbiją się od jego twarzy i zdzielą mnie prosto w nos. Po tym incydencie kazałam mu siedzieć przy stole i się nie ruszać, a sama pobiegłam do łazienki zatamować krwawienie i przy okazji się ubrać.
Przez cały ten czas ze zdumieniem obserwowałam zmiany zachodzące w zachowaniu Arwy, a były wprost nieprawdopodobne. Z przesadnie miłego i sztywnego zrobił się nieco ironiczny i wyluzowany. Zupełnie, jakby po długim czasie udawania kogoś innego, wreszcie mógł stać się sobą.

c.d.n.
Obrazek

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Gasp » 24 maja 2012, 15:21

Boże...
Naprawdę to jest szalenie sympatyczne opowiadanie, wprost idealne na letnie popołudnie, zdążyłem już się wcale wygodnie rozsiąść, a Ty przerywasz je w takim momencie. Nieładnie.
Aż każesz czytelnikowi zastanowić się nad dalszym ciągiem, choć szczerze mówiąc, nawet gdyby nasz bohater miał się zaraz ponownie pożegnać ze światem, opowiadanie wciąż uznawałbym za udane. Ale tak konkretniej - będziesz próbować napisać coś a la kryminał czy...? Właściwie akcja tak bezcelowo na razie krąży, nie mam pojęcia, co może dalej wyniknąć. Coś się wkrótce wyjaśni?
A już przechodząc do samego fragmentu - zastanawiam się, czy nie za często piszesz o uczuciach narratorki. Oczywiście po to jest narrator pierwszoosobowy, ale kiedy po raz kolejny czytam, jak szalenie przystojny jest nasz truposz to... tak trochę nudno się robi. Nie wiem, może to dlatego, że jestem facetem i nie kręcą mnie czekoladowe oczy?
Tym nie mniej z niecierpliwością czekam na kolejne części.
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Maradine » 05 czerwca 2012, 17:25

Przepraszam, Gasp, że dopiero teraz odpisuję, ale nie miałam jakiś czas dostępu do internetu, a później... dopiero teraz zauważyłam komentarz.
Czy coś się wyjaśni? Mam nadzieję, że tak, powoli to wszystko do czegoś zmierza.
Jeśli chodzi o uczucia bohaterki - chciałam napisać to w taki sposób, jakby opowiadała to na żywioł :D Sama często się plączę i powtarzam, kiedy zbyt długo mówię, więc... to jest efekt zamierzony! A o oczach już dalej będzie mniej xD

Może jeszcze dziś uda mi się wstawić kolejny fragment - zależnie od tego, czy będę miała internet na kompie stacjonarnym, gdzie leży tekst.
Obrazek

Awatar użytkownika
Varsus

RE: O trupie w szafie

Post autor: Varsus » 05 czerwca 2012, 20:19

Bardzo podoba mi się ta opowieść, szczególnie trzecia część. Kiedy zaczynam go czytać wpadam jak by w trans, z którego ciężko się wydostać, w ogóle nie chcę się go przerywać, oczywiście jest to pozytywne, smutno mi jest kiedy kończy się tekst i trzeba czekać ten tydzień lub dwa i nie móc go dowiedzieć się co jest dalej.

Ciekawi mnie co będzie dalej, w głowie już mam parę scenariuszy, ciekawe czy któryś się sprawdzi ^^

Pozdrawiam :]

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

RE: O trupie w szafie

Post autor: Kanterial » 12 czerwca 2012, 16:28

Natychmiast skoczyłam na równe nogi, wyrywając mężczyźnie rękę.
O kuźwa xD No to nieźle! (A tak na serio to dodaj tam coś może, że z uścisku, bo się prawie popłakałam xD)

Oba przeczytane, przepraszam za spóźnienie!

No dobra, lasko.
Jest mraśnie, szkoda, że krótko. Świetnie mi się czyta, jestem zła, że tak szybko, radosna, że tak płynnie i zazdrosna, że lepiej się przez to brnie niż przez te moje wypociny, które Wam tu proponuję dość często xD. Takie tam, długie zdanie. Wolę krótsze, więc:
Ta babka jest porąbana i ciągle mnie zadziwia!
Ten trup jest niesamowicie interesujący i wręcz niespodziewanie ciekawi mnie, jak zginął i co to za kobieta, którą sobie przypomniał.
Jakim cudem drzwiczki od lodówki?! Jak przeczytałam to się ze zdziwienia zaplułam, (nic nie piłam) dzięki.
Najmocniejszy był moment wtrącenia o "Panu Stefanie" (już wtedy była pompa xD) a potem, jak się okazało, że owszem, sześć godzin to mnóstwo czasu i "zdążyliśmy się 3 razy pokłócić i raz pobić" to stwierdziłam, że mnie przerażasz. Taka pompa. Jesteś hipsterem.
Nie mam zastrzeżeń do stylu, przeciwnie - podoba mi się zapis, ja praktykuję inny z lenistwa (wcięte myślniki - szlachta) a sam w sobie tekst ocieka humorem i pozytywnością. Super. Pisz dalej, leszczu.

Btw, "noż kurczaki" made my day
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Maradine » 12 czerwca 2012, 17:41

Okej, dzięki Tobie, Kan, przypomniało mi się, że nie wstawiłam kolejnej części ^^"
Dziękuję za komentarze ^^

I... dalej!

- No, panie Arwa, idziemy – zakomenderowałam stanowczo, przechodząc obok niego.
- Oczywiście! Niech pani zaczeka, pani Zelko! – powiedział szybko. Coś jednak nie spodobało mi się w jego głosie. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, rękawy mojej nowej bluzeczki przyozdabiały dwa błotniste ślady rąk.
- Co ty sobie wyobrażasz?! – ryknęłam na niego. – Cham i prostak!
Miałam zamiar go kopnąć. Nawet podniosłam już nogę. Tyle tylko, że nie doceniłam długości spódnicy, w którą zaraz się zaplątałam. Upadłabym, gdyby nie mój towarzysz, który postanowił ukazać mi swoją dobrą wolę i złapać biedną niewiastę jeszcze w locie. Oczywiście pozostawiając przy tym kolejne dwa błotniste ślady na moim ubraniu. Trwaliśmy tak chwilę w pozie przypominającej tę z tańców. Ja przechylona niemal do pozy leżącej, z głową do tyłu tak, że niemal mi się oderwała, i on – podtrzymujący mnie jedną ręką w talii, drugą między łopatkami. Doprawdy, nie wiem do tej pory jakim cudem on to zrobił. Ale jakby nie patrzeć, wyglądał jak arystokrata, a oni podobno potrafią tańczyć.
Okazało się, że wyprostowanie się z takiej pozycji wcale nie należało do najłatwiejszych, jednak szczęśliwie było wykonalne. Później wystarczyło tylko otrzepać bluzkę z błota (nie zdziwiłam się specjalnie, gdy tylko rozmazało się jeszcze bardziej - brawo, Miss Logicznego Myślenia) i pomasować obolałą od zbytniego wyciągania szyję.
- No dobra, idziemy! – zakomenderowałam i ruszyłam przed siebie. Arwa westchnął ciężko, nie doczekawszy się podziękowań za swój chwalebny czyn, po czym ruszył za mną, co wywnioskowałam z odgłosów wesoło pluskającego mu pod nogami błota.
- Gdzie idziemy? – zapytał w końcu, gdy skończył mu się „czas na fochy”.
- Najpierw przed siebie, przez las, później skręcamy w lewo, dalej prosto…
- Nie o to pytam – przerwał zmęczonym głosem. Zastanowiłam się przez chwilę, jak bardzo perfidne byłoby oznajmienie mu, że o tym wiem.
- Do jaskini zła wszelakiego, wylęgarni piekielnych potworów i miejsca rządów okrutnego tyrana tego świata, sprowadzającego na ludzi ból i cierpienie – odpowiedziałam wreszcie, zarzucając poprzedni pomysł.
- Do zamku jakiegoś złego nekromanty? – zgadywał Pan Garnitur.
- A skąd! Do Domu Uzdrowień, pogadać z moim szefem – oświeciłam go uprzejmie. – A skąd w ogóle pomysł, że jakikolwiek nekromanta chciałby mieszkać w zamku? – Zmarszczyłam w zadumie brwi, zastanawiając się nad jego pytaniem. On nie odpowiedział jednak, tylko wzruszył ramionami, jakby sam tego nie wiedział.
Przez jakiś czas szliśmy w milczeniu, każde zajęte własnymi myślami, aż nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł. Zatrzymałam się i uważnie zmierzyłam wzrokiem mojego towarzysza, który zaraz poszedł za moim przykładem i też przystanął.
- O co chodzi? – zapytał.
- Jak nazywają się trzy główne rody szlacheckie?
- Gresco, De Hint, Verrel. A co to ma za…
- Ile ząbków ma widelec do ciasta?
- Trzy, ale…
- Solisz warzywa na kanapkach?
- Nie.
- A nekromanci gdzie mieszkają?
- W zamkach – wyrzucił mechanicznie i zaraz zamknął usta, z wyrazem zaskoczenia malującym się na twarzy.
- Ha! – wykrzyknęłam z zadowoleniem i uśmiechnęłam się pod nosem.
- Co to miało być?
- Test. Pomyślałam sobie, że skoro chodzisz tak ubrany, to na dziewięćdziesiąt procent jesteś arystokratą!
- Aha… - mruknął pod nosem. – Ale to niemożliwe – dodał po chwili, szczerząc się w szerokim uśmiechu.
- Jak to? – Czyżby coś sobie przypomniał?
- No bo wiesz… Arystokraci są nudni jak jeże – wytłumaczył cierpliwie, z miną ważniaka.
- Nudni jak jeże? – Powiedzenie, że w tym momencie opadła mi szczęka, byłoby absolutnie w sam raz. Trzask! I już. Gdybym miała lepiej rozciągnięte mięśnie żuchwy, to kto wie, może nawet uderzyłaby mnie w szyję!
- Dokładnie. Wyglądają milutko, a tak naprawdę czego z nimi nie zrobisz, nabijesz się na ich kolce!
- Jesteś podejrzanie dobrze poinformowany w tej kwestii! – burknęłam na niego. – W takim razie, jest tylko jeden sposób, by sprawdzić moją teorię. – Błysnęłam zębami w drapieżnym uśmiechu (a przynajmniej tak mi się wydawało, lusterka nie miałam) i z całej siły dźgnęłam go palcem w brzuch. Zrobił zaskoczoną minę, jednak zaraz popatrzył na mnie z góry, z wyrazem twarzy sugerującym, że nie mam z nim szans.
- To chyba ja powinienem to zrobić – powiedział ociekającym sztuczną troską głosem. Nie wiem, czemu wybrał akurat taki ton, ale nie zamierzałam o to pytać. Postąpił krok do przodu, a wtedy zrobiłam najgorsze, co tylko mogłam. Zaczęłam myśleć. A kiedy już wymyśliłam, co nie trwało dłużej niż sekundę, ze względu małej odporności mojego umysłu na skojarzenia, odskoczyłam od niego jak zając, robiąc się cała czerwona na twarzy.
- Tylko spróbuj mnie dotknąć, zdechlaku! – wrzasnęłam i cofnęłam się jeszcze bardziej.
- Zdechlak? – zapytał ze zdumioną miną, powoli się do mnie zbliżając. Szybko oceniłam sytuację. Jeśli odwrócę się i pobiegnę, to akurat w kierunku miejsca, do którego zmierzaliśmy. Nagle zapatrzył się w jakiś punkt za mną i otworzył usta, by coś powiedzieć. Niedoczekanie jego! Nie dam się tak nabrać! Arr!
- Zdechlak! Zboczeniec! Zombieee! – ryknęłam najgłośniej jak potrafiłam, po czym wcieliłam w życie mój plan.
Po chwili, jak to bywa w takich sytuacjach, przekonałam się o tym, że był on wielce niedoskonały.

c.d.n.
Obrazek

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: wołszebnik » 12 czerwca 2012, 19:23

Z rzeczy do przemyślenia zauważyłam tylko:
"Arwa westchnął ciężko, nie doczekawszy się podziękowań za jego chwalebny czyn"
- i tak mi się wydaje, że może lepiej brzmiałoby "za swój chwalebny czyn"?

Jest jeszcze jedna rzecz... ale w sumie... nie wiem... znaczy się... *tłumaczy się pokrętnie i oblewa rumieńcem* to pewnie bardziej mój problem i nikt inny nie zwróci na to uwagi, ja jestem po prostu drobiazgowa, a w słowach mogę się grzebać bez końca i w tym fragmencie: "zaraz poszedł za moim przykładem i też stanął." zamieniłabym ostatnie słowo na "przystanął". Ale pewnie nikomu innemu zbereźnie się nie skojarzy, jak napisałam potrafię być szczegółowa do bólu.

Fajnie piszesz. Ze swadą, rozmachem, bez kompleksów. Jak autor z urodzenia. Całość wygląda tak, jakby pisanie nie sprawiało Ci najmniejszego problemu, jakby słowa płynęły same. Piękne. Na pewno przeczytam kolejną odsłonę.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Maradine » 12 czerwca 2012, 20:58

Ne, arigato! ^^

*oblewa się rumieńcem, bo też miała skojarzenie, ale zapomniała poprawić*
Obrazek

Awatar użytkownika
Varsus

RE: O trupie w szafie

Post autor: Varsus » 13 czerwca 2012, 17:21

Każda część tego opowiadania, dla mnie jest coraz dziwniejsza, a zarazem ciekawsza, tekst ma ciekawa fabułę i postacie, szczególnie Arwa który jest bardzo tajemniczy, przez co chce się czytać dalej by dowiedzieć się kim on jest i co się z nim stanie.

Piszesz bardzo fajnie, popełniasz mało błędów (albo ja ich nie widzę, ale widzi je blackbird :D). Twoje teksty dobre, bardzo dobre! Jedyne czego mi brakuje to następnej części opowiadania...^.^

ODPOWIEDZ