Znamy zdobywcę tytułu Prozy Marca! To Heidenhainstraße 13 pierdoły saskiej. Serdecznie gratulujemy i zachęcamy do lektury!

Ciemność

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 72
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Ciemność

Post autor: Xanttis » 28 grudnia 2017, 23:25

Moje zwoje mózgowe przypomniały mi wczoraj, że kiedyś opublikowałem mały tekst, który - uwaga - był zadaniem domowym, gdzie trzeba było napisać krótką, straszną opowieść. Ciekawostka - w oryginale powstał po angielsku, gdyż to na języku angielskim dostaliśmy takowe zadanko ^^.
Wrzucam lekko przeredagowany pod opinię. Czy kiedyś za czasów szkolnych byłem lepszy xd? Enjoy!


Ciemność

Tam­tej no­cy ciężko spałem, długo nie mogłem zasnąć i przebudzałem się raz po raz. Spoj­rzałem w końcu na ze­ga­rek, była 2:22. Śro­dek no­cy. Westchnąłem. Wstałem i udałem się do kuchni na­pić się wo­dy, ogółem poczułem się ja­kiś całkiem wys­pa­ny. Chwy­ciłem bu­telkę i zacząłem z niej pić. Nie chciało mi się szu­kać szklan­ki i ro­bić niepot­rzeb­ne­go hałasu. Kiedy się już na­poiłem i od­sta­wiłem bu­telkę, usłyszałem jak­by pstryk­nięcie. Zlekceważyłem to, mogłem się tylko przesłyszeć. Wychodząc z kuchni coś mnie przyt­rzy­mało za ramię. Nim ciarki zdążyły przejść całe ciało, ta sama siła po­ciągnęła mnie do tyłu i wylądowałem na plecach. Na­de mną stanęły trzy is­to­ty z hełmami na głowach. Miały one dwie, świecące na czerwono kółka – jedno, większe, wyżej nad dru­gim. Choć w pier­wszym mo­men­cie byłem kom­plet­nie prze­rażony, później jak­bym poczuł ulgę i zszedł ze mnie strach. Czułem się, jak­by nic się nie stało a wszys­tkie złe myśli zniknęły, w jakiś sposób poczułem więź z tymi postaciami. Pod­nieśli mnie w milczeniu, je­den z nich objął mnie za ra­mię i wska­zał na drzwi. Po­zos­tała dwójka pat­rzyła wciąż na mnie. Kiwnąłem głową i podążyłem za nim.
Wyszliśmy na ulicę, gdzie stał dziwaczny po­jazd. Był opływo­wy i zda­wał się nie mieć kół, ni gąsienic, kształtem przy­po­mi­nał mi delfina zostawionego na brzegu morza. Wpa­ko­wa­liśmy się do środ­ka. Po­jazd z gracją uniósł się w górę, razem z moim zalanym wodą żołądkiem i de­li­kat­nie ruszył. Tam gdzie siedziałem nie było szyb, może jedynie w ka­bi­nie kierow­cy, al­bo pi­lo­ta, która była nad na­mi. Po kilku chwi­lach siedzenia w ciemności da­li mi ja­kiś ubiór, płaszcz zdaje się. Albo piżamę. Założyłem go, lub ją bez wa­ha­nia. Oprócz mroku, towarzyszyło nam tylko ledwie słyszalne wycie silnika. Nie przeszkadzało mi wte­dy to milczenie, czułem, że tak ma być.
Nie wiem jak długo jecha­liśmy, a może le­cieliśmy, nie trwało to jednak długo. Po­jazd w pewnym momencie po prostu osiadł na ziemi. Wyszliśmy. Światło księżyca rozświet­lało oko­licę. Znajdowaliśmy się gdzieś pod la­sem. Za mną roz­ciągała się de­li­kat­nie pagórko­wa­ta łąka. Prędko jed­nak skierowali mnie w stronę la­su, gdzie na je­go skra­ju stała drew­niana cha­ta. W środ­ku pa­liła się w jed­nym ok­nie na par­terze i na piętrze świe­czka, albo jaka słaba lam­pka. Tym ra­zem pos­ta­ci było pięcioro, zatem kierowca miał jeszcze towarzysza. Szliśmy niczym orszak, jeden obok drugiego, jeden z nich stale wska­zywał na tą chatkę. Zat­rzy­ma­li się kilka kroków przed jej wejściem, ale ja szedłem da­lej nie oglądając się, jak gdybym wiedział co robić. Przekroczyłem próg. Pier­wsze po­mie­szcze­nie w mroku, rozświetlone światłem odbitym od księżyca w pełni. Wyglądało na sa­lon. Da­lej była kuchnia, tam poniekąd auto­ma­tycznie skiero­wałem swe kro­ki. Kuchnia była ab­so­lut­nie ciem­na, choć okno wychodziło na tą samą stronę świata co w salonie. Wy­da­wała się bar­dzo niewiel­ka, przytłaczająca. Pod­niosłem lewą rękę do pstryczka, a mym oczom uka­zała się mo­ja kuchnia z mo­je­go do­mu. Poczułem niejako odprężenie na karku, zdałem sobie sprawę, że cały ten czas mój kark był czymś obciążony. Ro­zej­rzałem się dla upew­nienia – tak, byłem u siebie w mie­szka­niu. Poczułem jakąś dziwną swo­bodę i przypływ energii, jak­bym właśnie zer­wał się siłą swych mięśni z kaj­dan i łańcuchów. Enigmatyczna "obec­ność" tam­tych pos­ta­ci w mo­jej głowie roz­myła się tak szyb­ko, jak przyszła. Odczuwałem fale ra­dości, dziką euforię, którą musiałem powstrzymywać, w końcu była noc. Chciałem krzyczeć i skakać z radości, nie znając powodu. Szukałem ze­ga­rka z godziną. 2:24. Nie drążyłem tego co zaszło, musiałem wrócić do łóżeczka. Zga­siłem światło i poszedłem do swo­je­go po­ko­ju. Sa­ra spała twar­dym snem. Położyłem się obok niej. Usnąłem od ra­zu. W końcu.
Ra­no Sa­ra wstała prze­de mną. Leżałem jeszcze chwilę na ple­cach po prze­budze­niu. Świt był jakiś wyraźniejszy niż zwykle. W końcu weszła Sa­ra z uśmie­chem i usiadła koło mnie.
— Byłeś gdzieś w nocy? — za­py­tała. Zaprzeczyłem. Zaśmiała się jakby wiedząc, że kłamię i spuściła wzrok, by podnieść go znów i mnie nim przeszyć — tak się tyl­ko zas­ta­na­wiam dlacze­go ten płaszcz, które­go tak nie lu­bisz, leżał na sto­le w kuchni...
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1449
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Ciemność

Post autor: Kanterial » 31 grudnia 2017, 13:54

Czy kiedyś za czasów szkolnych byłem lepszy xd?
trudno powiedzieć XD

Postaram się zwięźle spisać przemyślenia.
To nie jest tekst, który bym podciągnęła pod kategorię twórczości... ym, no, pisanej po to, by była czytana. Po prostu widać, że to zadanie domowe. Napomknąłeś, że praca była pisana na angielski i właśnie to jest cały cel i sens, którego mogłabym się w niej doszukać.
Gdybym nie wiedziała, że to zadanko domowe z angielskiego, to na pewno czepiłabym się braku spójności, natłoku oderwanych emocji i ogólnie jakby... hm, upchnięcia słów, które specjalnie niczego nie wnoszą do historii. To jednak logiczne dla mnie, że na angielski przynosi się pracę zawaloną ciekawym słownictwem, pożytecznymi opisami przeżyć wewnętrznych i tak dalej.
Upchnąłeś tu wszystko, co umiałeś napisać w innym języku - tak to sobie tłumaczę. To ma sens. I powtarzam, że gdybyś na wstępnie nie zdradził, że to "na angielski" to poczułabym się totalnie zdezorientowana.

Więc no, fabuły nie ocenię :D bo tu nie ma fabuły. Są niespójne akapity (niby ciąg przyczynowo-skutkowy ale raczej wątpliwy, trudny do uzasadnienia wybór opisanych czynności/szczegółów itd) no bo sam przyznaj - co wnosi do historii dokładne i obszerne opisanie tego, że bohater "udał się do kuchni ponieważ chciał pić i napił się i dzięki temu był napojony" gdy jednocześnie brniesz w tak skomplikowane i natłoczone zdarzenia (porwanie przez obcych, wyprawa) że mógłbyś z tego zrobić co najmniej opowiadanie na 20 kafli? Wydaje mi się, że miałeś jakiś narzucony licznik słów i pisałeś ot tak, w obcym języku, to co ci myśl przyniosła. To totalnie nie ma sensu innego niż nabijanie wyrazów.

Dlatego, ughm, ciężko jest mi napisać opinię tu, na forum literackim, gdzie jednak tekst literacki zwykle służy "do poczytania" przez osoby postronne i do sprawienia im przyjemności (na przykład) a nie do oceny przez panią anglistkę, która patrzy na ilość, poprawność i nietypowość słówek.

Jeśli chodzi o samą budowę zdań i w ogóle wyczucie językowe, to nie - raczej nie widzę różnicy. Twój tekst, który czytałam wcześniej, zawiera potknięcia na podobnym poziomie. To jakby nieobycie, brak doświadczenia, taka trochę niezdarność jeszcze, gdy poruszasz się w pisanym języku. Ciężko mi opisać to inaczej.
Wyczucie (jak pisałam poprzednio) przychodzi przy czytaniu i pisaniu, więc... czytaj i pisz, sratatata już się nie będe powtarzać.

Przykłady, by naświetlić najbardziej rażące (dla mnie) potknięcia:
Kiedy się już na­poiłem
- słowo "napoiłem". Jasne, spoko, styl, twoja rzecz.
Ale jednak 90% ludzi powie ci, że "napoić" można konia w fantasy, ewentualnie biblijnego bliźniego. Domyślam się, że szukałeś słowa zastępującego "napić się", by uniknąć powtórzenia, ale jednak to powinno pójść najszybciej w stronę "ugasić pragnienie". Ot, takie tam, wyczuciowe sprawy w mojej opinii, choć oczywiście to, jak mówisz ty, jest całkowicie twoją sprawą
Wychodząc z kuchni coś mnie przyt­rzy­mało za ramię.
- klasyczny klasyk numer jeden u początkujących. Przeczytaj to zdanie. Tu są dwa podmioty. Bohater wychodzi z kuchni, a coś innego przytrzymuje go za ramię. Tymczasem sens twojego zdania to: "coś przytrzymuje ramię bohatera, jednocześnie wychodząc z kuchni". O tym błędzie możesz przeczytać w nowym poście administratorki, "Językowe różności" zaraz u góry forum
Na­de mną stanęły trzy is­to­ty z hełmami na głowach. Miały one dwie, świecące na czerwono kółka
- sens zdania: trzy postacie miały dwa kółka. Wszystkie trzy postacie. I tylko dwa kółka. A nie, że każda z nich miała SWOJE dwa kółka :D

Niby bzdety - bo tak, to po prostu niedokładny i nieudolny trochę zapis - ale jednak niszczą ci tekst. I tak jest do końca. Pomijam totalną bzdurność historii, pomijam to, ze nic tu nie zaciekawia, pomijam nieuzasadnione i niezrozumiałe reakcje emocjonalne bohatera. Pomijam, bo to nie tekst literacki tylko zadanie na angielski.
Btw - bohater musiał wrócić do łóżeczka. Naprawdę? To ile miał lat, siedem? Skoro spał z kobietą, chyba jednak więcej. Taki śmieszek-zagwozdka.

Odpowiadając na twoje pytanie - raczej taki sam poziom mają obydwa teksty, z tym że ten to nie tekst tak naprawdę XD ale dobrze, że go wrzuciłeś, na nim też widać po prostu rzeczy językowe do poprawienia.

Dużo czytać, dużo pisać, zapamiętywać fajne sformułowania, próbować je odtwarzać. I wrzucać na forum. Praktyka czyni mistrza :3
Du warst das Abbild der Vollkommenheit

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 72
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Ciemność

Post autor: Xanttis » 31 grudnia 2017, 17:18

:heart:
W sumie to nie wiem komu jest bardziej głupio widząc te teksty, mi czy Wam :facepalm:. Jak nawet w takim zadaniu robiłem/robię błędy :bag:. Ale ale, spokojnie, to nie jest moje ostatnie słowo :D
Ale ten numer z "łóżeczkiem" był celowy. W sumie to nie wiem czemu, ale tak było :u: :facepalm:
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1771
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Ciemność

Post autor: Kruffachi » 09 stycznia 2018, 20:02

Tekst jest bardzo krótki, więc przeczytałam zaraz po zerknięciu w temat, ale długo zastanawiałam się znowu, czego powinien dotyczyć komentarz. No bo jeśli komentuję, to chciałabym, żeby mój odzew coś autorowi dawał w rozwijaniu warsztatu. No i w głowę zachodzę, co mogę Ci dać, komentując zadanie domowe, w dodatku pierwotnie pisane w innym języku, więc nie wiem w sumie, czy oceniać poziom literacki przekładu czy samego utworu. No bo teges, mogę napisać, że jest bardzo dużo błędów językowych i to będzie bez wątpienia prawda, tylko właściwie powinnam je wypisać, co zajęłoby wiele punktów, a ich poprawienie i tak nie za bardzo ma tu sens, skoro to taki tekst, który kiedyś już swoje zadanie spełnił, mnie natomiast kosztowałoby cytowanie praktycznie każdego zdania.

Ale ponieważ to całostka, to może coś o strukturze i stylu jako takim w porównaniu do poprzednio opublikowanego Twojego tekstu. Po dwóch próbkach mogę powiedzieć, że masz bardzo sprawozdawczy sposób wypowiedzi. Prezentujesz wydarzenia bez specjalnego zatrzymywania się nad materią i narzędziami, czyli językiem, najprościej i najkrócej rzecz ujmując. Jeden z pisarzy, z którymi miałam przyjemność rozmawiać, poleca w takich wypadkach czytanie poezji, ale poezję nie każdy jest w stanie przetrawić. Więc może nie koniecznie aż poezja, ale teksty eksperymentujące ze stylem, budujące klimat słowem, a nie tylko sekwencją zdarzeń - to już jak najbardziej.

Jasne, jest niewielka pula pisarzy, którzy potrafią przyciągnąć czytelnika opowieścią, nawet jeśli styl jest toporny, ale to musi być naprawdę wciągająca opowieść, a w tym tu tekście historyjka jest raczej banalna, nie? I nawet nie do końca wiadomo, co się stało, poza tym, że - jak się domyślam na podstawie klisz i działu - porwanie przez kosmitów. Więc właściwie nic nie działa na Twoją korzyść - ani prosty, pełen błędów język, ani chronologiczna, sekwencyjna fabuła, ani pomysł. Trudno mi cokolwiek doradzić, bo na tej podstawie nie potrafię określić, w czym czujesz się najlepiej - w jakim aspekcie pisania. Ale może coś mi jeszcze do głowy przyjdzie.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 72
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Ciemność

Post autor: Xanttis » 09 stycznia 2018, 22:42

Ooo, dziękuję, w sumie trafiłaś w sedno :c[]: .

Sprawozdawczy styl... . Nie lubię jak w książkach akcja się zatrzymuje, takich skrótów narracyjnych o rzeczach pobocznych, a ponieważ sam nie potrafię pisać to wychodzi takie sprawozdanie zamiast coś sensownego. Przynajmniej na razie. Poezja? Hm... rzadko sięgam. A opisy... cóż, czytając Chłopów odpadłem po 2 stronach :facepalm: .
W opisach też nigdy nie byłem dobry, co zapewne nie będzie zdziwieniem :bag: ; ale tej umiejętności chcę się nauczyć przez zgłębianie literatury. Powiedz mi tylko jak i gdzie pracować nad swoim językiem, żeby nie miał tylu błędów, bo odnoszę wrażenie, że to jednak u mnie głębsza sprawa, skoro aż tyle ich popełniam...

Myślę, że muszę napisać parę opowiadań czy coś, żeby trochę więcej poddać pod ocenę, więcej pokazać, jak i w ogniu sprawdzać swoje oręża, żeby wiedzieć co leży bardziej, a co leży jeszcze bardziej :D i nad tym pracować. Plus sztambuch jak trochę się wyrobię. Tak czy siak, to wszystko dopiero po sesji, pracy i obronie. Nie wiem czy są jakieś inne rzeczy, które obecnie pragnę mieć bardziej za sobą niźli te trzy.
Jeszcze Wam pokażę, że umiem w to, jeszcze będziecie ze mnie dumni ^^ !
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

ODPOWIEDZ