Wybieramy PROZĘ LIPCA!
Czas na oddanie głosu do 17 VIII - ankieta dostępna w TEMACIE

Zostań

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 78
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Zostań

Post autor: Xanttis » 02 listopada 2017, 18:51

Więc debiutuję na forum z tekstem własnego autorstwa :tanczy: . Napisałem go ok. miesiąc temu w ramach ćwiczenia warsztatu, pod wpływem weny trochę go w późniejszym czasie dopracowując. Nie jest to historia nad którą pracuję obecnie (i o której pisałem parę dni temu w innym wątku), niemniej spodobała mi się i postanowiłem, że to nią się podzielę i poddam krytyce, zatem przygotować działa :facepalm: .

Żartuję, mam nadzieję że nie będzie tak źle :D . Enjoy :) !

Zostań Powoli wracały moje zmysły. Leżałem na brzuchu. Próbując się podnieść poczułem wiotkość mięśni. Uniosłem głowę, był wieczór i rozświetlone gwiazdami niebo. Mój wzrok próbował skupić się na jakiejś jednej rzeczy. Usiadłem, choć czułem jak kręci mi się w głowie. Dookoła mnie ciemny jak to wieczorne niebo, ostry i pylący się żwir. Nie wiem co się właśnie stało ani jak znalazłem się w tym miejscu. Nie pamiętam co się działo przez ostatnie kilka godzin, próby przypomnienia sobie czegokolwiek przywodziły na myśl wertowanie czystego zeszytu, dziwne uczucie. Ciągle byłem otumaniony. Czułem się trochę jak wtedy, gdy z kolegami poszliśmy na wagary i tak polecieliśmy po bandzie, że głowa sama uciekała mi do tyłu gdy siedziałem. Sam nie wiem czy to była bezwładność czy jakaś magiczna siła spowodowana alkoholem.

Gdy w miarę doszedłem do siebie, zdałem sobie sprawę, że nie jestem w żadnym znanym sobie miejscu. W ogóle nawet chyba nie na Ziemi. Gwiazdy na niebie nie układały się w żaden znany mi obraz, symbol. No ale mogę oddychać, to chyba jednak jestem ciągle na Ziemi? Chciałem z jednej strony biec, a z drugiej przytłaczała mnie myśl że mogę być… nie no, aż ciężko to zobrazować. Nade mną mozaika całego kosmosu – gwiazdy mniejsze i większe, gromady gwiazd, mgławice, nawet chyba galaktyki, fioletowe, czerwone, żółte… oszałamiające. Festiwal światła. Uszczypnąłem się w nadziei, że się ocknę. Jednak nie. Niemożliwe! Spróbowałem raz jeszcze. Dalej tu jestem. Spokojnie, przemyśl swoje położenie i pomyśl co możesz zrobić... . Jeśli znalazłem się tu za czyjąś sprawą, to chyba ktoś się zaraz pojawi, weźmie mnie pod rękę i zaprowadzi gdzieś, a jeśli wpadłem w jakąś czarną dziurę to chyba powinienem zacząć szukać sobie jedzenia i wody, przygotować legowisko... powinienem odstawić Bear'a Grylls'a. A może… umarłem? Absurdalne, nie mogłem się skupić na niczym racjonalnym. Wstałem i rozglądam się za czymkolwiek, drzewem, rzeką, postacią, jakimkolwiek punktem odniesienia, ale wśród tego równinnego gruzowiska nie było nic. Jałowa pustynia kawałków zwietrzałych skał. Mimo to nie było mi zimno, przeciwnie, odczuwałem przyjemne ciepło, jak letni wieczór nad jeziorem.

- Hej, nie przeszkadzam? – delikatny głos rozbrzmiał tuż za mną. Odwróciłem się i odsunąłem impulsywnie wyciągając ręce przed siebie, choć łagodna barwa głosu złagodziła moją reakcję w drugiej chwili. Oczom mym ukazała się dziwna postać odziana w lekki materiał, który delikatnie z gracją unosił się na powietrzu i zdawał się pływać bezładnie, niczym suknia w wodzie. Sądząc po delikatnych rysach twarzy, bujnym i długim włosiu na głowie, lekkim głosie uznałem, że mam do czynienia z dziewczyną, młodą kobietą, w tych ciemnościach nie mogłem wypatrzyć wiele więcej. Może jeszcze poza oczami, były chyba większe i takie… pełne inności.
- Kim jesteś? I gdzie ja jestem? Jak się tu znalazłem?
- Widzę, że nie jesteś miejscowy? – rany, jej głos był niebiański, dźwięcznie rezonował w mojej głowie.
- Ale nie trafiłem jeszcze do nieba? – postać zachichotała i dopiero wtedy zrozumiałem, że zrozumiała to jako komplement. A ja się naprawdę obawiałem czy to nie jest łono Abrahama... albo Eden czy inna Kraina Wiecznych Łowów.
- Już dawno nikt nas nie odwiedził - odparła w końcu.
- Słucham?
- Eh, mam być twoją przewodniczką? – przechyliła głowę na bok i skrzyżowała ręce. Jej obecność w jakiś sposób jednocześnie mnie uspokajała i niepokoiła.
- Obawiam się, że nie mam wyjścia – rozłożyłem ręce. Patrzyła na mnie z uśmiechniętymi, lekko rozwartymi ustami, na czole rysowały się małe fałdy zamyślenia. Biło od niej nie dowierzanie w tą sytuację, nie mniejsze niż ode mnie. Zmierzyła mnie wzrokiem. Ciarki przeszły po plecach, na rękach poczułem gęsią skórkę. W sumie zaraz może nastąpić mój koniec i to wcale nie musi być przyjemne. Wysłali tu jakąś niewiastę, żeby zaprowadziła mnie do jakiejś komory, w której kosmici będą mnie żywcem kroić. Brr… . Cholera, za dużo filmów... .
- Mów mi Hathi – wyciągnęła niezgrabnie rękę w moją stronę, daleko, jakby chciała zachować dystans.
- Jacek jestem – nie mogłem już znieść jej spojrzenia, było przenikliwe, niepokojące. Zarazem było przepełnione tajemniczą ciekawością. Miałem dziwne wrażenie, że obserwowała mnie już wcześniej, zanim otrząsnąłem się po tajemniczej podróży. Mimo jej całego uroku czułem się coraz bardziej nieswojo, gdy tak na mnie patrzyła.
- Przepraszam – zreflektowała się po chwili spuszczając wzrok. Na jej twarzy wymalowała się przykrość.
- Coś się stało Hathi? – spojrzała na mnie ze smutną miną. Hathi stała skruszona i znów opuściła wzrok.
- Nie, nic. Choć Jacek, zaprowadzę cię do mojego domu. Pokażę ci jak mieszkam – chwyciła mnie za rękę nie patrząc mi w oczy i prowadziła. Zaraz. Czy ona chce mnie zabrać do domu? Tak po prostu?
- Eee, Hathi? – przemogłem się po chwili. Zatrzymała się i patrzyła na mnie z wyczekiwaniem – wybacz mi może moje zachowanie, bo chcesz mnie ugościć... yyy, za co ci dziękuję, ale... ja nie wiem gdzie się znalazłem ani co się dzieje... i czy... jesteś w stanie mi pomóc? Proszę? – westchnęła, ale jej twarz przyozdobił lekki, jakby porozumiewawczy uśmiech. Pokiwała głową mówiąc, że coś zaradzimy i prowadziła mnie dalej.
Doszliśmy na skraj zbocza. Rozciągał się stąd widok na szeroką dolinę, oświetloną gdzieniegdzie wzdłuż traktów i domostw. Widać było jakiś mały ruch, chaty także paliły się światłami. Wyglądało to trochę jak osada na dalekiej północy Ziemi. Hathi wskazała palcem na jeden z domów.
- Tam. Widzisz? Tam mieszkam – wskazała na swoją chatę, nachyliłem się, a ona przysunęła bliżej mnie. Poczułem jej ciepło na swoim policzku. Starałem się nie dawać oznak, że wyczułem tą trochę niezręczną sytuację, ona była chyba zbyt przejęta by to dostrzec.
- Teraz nikt raczej nie zwróci na nas uwagi. Pójdziemy do domu, dam ci coś ciepłego do picia, jedzenia.
- Jak to ogólnie będzie wyglądać?
- Co?
- No… wszystko. Chyba nie ukryjesz mnie w piwnicy ani na strychu?
- Gdzie? Nie… spokojnie, pomyślimy jeszcze co i jak – pomyślimy? Co dziwne, ta spontaniczność przewrotnie mnie uspokajała.
- Wiesz ogólnie jak się tu znalazłem? – spojrzała na mnie niepewnie by po chwili oczami szukać odpowiedzi w żwirowisku.
– Byłam akurat tu na górze, tutaj niedaleko, zobaczyłam kuliste światło i mały rozbłysk, to podbiegłam zobaczyłam.
- Nie bałaś się? Nie wołałaś pomocy?
- Nie, czemu? Co mogłoby mi się stać? Jesteśmy bezpieczni, nie mamy się tu czego obawiać. A o takich zdarzeniach słyszałam też w dzieciństwie, tak pojawiali się tutaj twoi bracia i siostry.
- Czy teraz są jacyś u was?
- Nie, jesteś pierwszy od wielu, wielu lat…
- I nie wiecie jak się tutaj znajdujemy?
- Nie – odparła przejęta i znów z tym smutkiem na twarzy, oczy szukały znów czegoś w żwirowisku. Tak była chyba jeszcze bardziej pociągająca niż gdy się uśmiechała. Serce topniało i wyciekało przez rękawy po prostu.
- A co powiesz w domu i w ogóle "swoim"?
- W sensie w naszej osadzie co powiem?
- Tak, nie boisz się, że mnie zabiorą panowie w ciemnych okularach i ubraniach? – zaśmiała się i zasłoniła usta dłonią. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jej skóra jest fioletowa, podobnie jak włosy.
- Przepraszam, trochę nie wiem jacy panowie i co mieliby zrobić, ale nic ci nie grozi, bo zdaje się o to ci chodzi?
- Tak, chyba rozumiesz moje obawy… – patrzyła na mnie z ukosa z autentycznym zainteresowaniem. Zaczęło mnie zastanawiać, skąd w ogóle zna mój język – ale pytam poważnie, co chcesz powiedzieć swoim…
- Siostrom i braciom? No a co tu mówić, że spotkałam człowieka imieniem Jacek.
- I co, że to wszystko? To nic nadzwyczajnego? – spojrzała na mnie dziwnie – nie, że pragnę tutaj jakiegoś rozgłosu, przeciwnie, tylko… u mnie gdyby pojawił się obcy to by go raczej chcieli pokroić a wcześniej jeszcze przesłuchać. Co kraj to obyczaj – jej spojrzenie znów było pozbawione grozy.
- Ale ty nie jesteś obcym – pokręciła głową. Zastygłem. Spojrzała na domostwa. Podążyłem swoim wzrokiem za jej. Widok przypominał mi jakieś małe wyrobisko górnicze, albo może rozległy krater – chodźmy. Mam nadzieję, że mama nie będzie zła, że tak późno wróciłam.
- Mama... ? - bąknąłem pod nosem bezsilnie. Prowadziła mnie dalej, zejściem w dół. Milczałem. Odłączyłem się. Uciekać? Ale gdzie? Akcja toczyła się do przodu, cóż innego mi pozostało jak płynąć dalej? Jak jej dziwna suknia?
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Zostań

Post autor: Kanterial » 07 listopada 2017, 20:29

No dobra, jestem, przeczytałam tak ze trzy razy od kiedy wrzuciłeś, ale jakoś nie było czasu, by skomentować. Nie było też za bardzo chęci, bo twoje komentarze do innych tekstów na forum są dość lakoniczne, a u nas jednak panuje zasada wzajemności. Bo wszyscy są tu po to, by pisać, a nikt tak naprawdę nie jest "z powołania" komentatorem. No, ale też pamiętam, jak ciężko mi się komentowało na początku, gdy nie wiedziałam nawet, do czego się odnieść i co napisać autorowi. W każdym razie zachęcam do poświęcania czasu na komentarze, bo wtedy jest większa szansa, że ktoś przysiądzie nad twoją pracą bardziej i napisze coś więcej niż trzy zdania XD

Czuję, że przygodę z pisaniem zacząłeś niedawno. Więc nie będę się czepiać szczegółów i analizować kolejnych zdań, bo to by było totalnie bez sensu. Komentarz będzie konkretny (może trochę zaboleć, ale nie zamierzam być złośliwa!) i raczej skupię się na ogóle twojego warsztatu.

W skrócie - jest nad czym pracować. Pierwszy akapit pójdzie jako przykład, reszta jest napisana bardzo podobnie.
Powoli wracały moje zmysły. [zaczynasz tekst w czasie przeszłym] Leżałem na brzuchu. Próbując się podnieść poczułem wiotkość mięśni. Uniosłem głowę, był wieczór i rozświetlone gwiazdami niebo. Mój wzrok próbował skupić się na jakiejś jednej rzeczy. Usiadłem, choć czułem jak kręci mi się w głowie. [gubisz przecinki, nie oddzielasz od siebie składowych części zdania, ale przynajmniej czas nadal jest przeszły] Dookoła mnie ciemny jak to wieczorne niebo, ostry i pylący się żwir. [stop, uwaga, następne zdanie --->] Nie wiem co się właśnie stało ani jak znalazłem się w tym miejscu. [to jest czas teraźniejszy. Dlaczego? Skąd nagle?] Nie pamiętam co się działo przez ostatnie kilka godzin[pierwsza część zdania w czasie teraźniejszym], próby przypomnienia sobie czegokolwiek przywodziły na myśl wertowanie czystego zeszytu, dziwne uczucie [druga część zdania nie wiedzieć czemu w przeszłym...]. Ciągle byłem otumaniony. Czułem się trochę jak wtedy, gdy z kolegami poszliśmy na wagary i tak polecieliśmy po bandzie, że głowa sama uciekała mi do tyłu gdy siedziałem.
No więc: czas. Mieszasz go, a to jest niedopuszczalne w takiej formie. Czytelność jest przez to zerowa, bo nie dajesz czytelnikowi informacji, czy opowiadasz zaszłą historię, czy może ta historia właśnie się odbywa. To ważne, by te rzeczy rozgraniczyć, bo tak logicznie myśląc - przyznasz mi chyba rację? - jest spora różnica między opowiadaniem tego, co było, a mówieniem "na żywo" co się dzieje. W pierwszym przypadku twój bohater może mieć już jakieś przemyślenia, dodawać opisy i analizy, obiektywnie oceniać swoje zachowanie. W drugim przypadku twój bohater jest raczej pozbawiony tej szansy, bo akcja dzieje się teraz, więc głównie trzeba się skupić na odbiorze otoczenia i nagłych reakcjach, pierwszych odruchach.

Dalej: interpunkcja. Jest źle. Odsyłam do wątku na naszym forum > http://literka.info/viewtopic.php?f=136&t=385
Dalej: zapis dialogów. Jest zły również. Znów odsyłam http://literka.info/viewtopic.php?f=136&t=385
I polecam cały dział "Warsztat" w "Rozmowach o pisaniu", czyli tam, gdzie założyłeś wątek o swojej przyszłej powieści.

Ciężko jest mi odnieść się do fabuły, bo widać, że dopiero zaczynasz. Próbujesz różnych rzeczy, ale te rzeczy nie mogą się obronić bez solidnego technicznego przygotowania. Więc koniecznie (!) ogarnij zapis dialogów, przecinki, może też formatowanie, choć to akurat szczegół. Jest też sporo błędów językowych, złe złożenia, sformułowania niepoprawne, nie będę ich wypisywać, ale zaznaczam, że są. Moja diagnoza - dobrze się przygotuj z tego, co jest proste i logiczne, czyli z zasad pisania, a potem pisz jak najwięcej. Może być tu, bo od tego jest forum, więc jeśli zostaniesz, to będziesz mógł liczyć na pomoc i porady. Czytając teksty innych też można podpatrzeć wiele dobrych wzorców, a potem samo już wchodzi i każdy kolejny akapit jest coraz lepszy. Więc zachęcam do pracy.

Fabuła, pomysł: no są. Dość klasyczne i dość szybko wprowadzone, z buta wręcz. Nie mogę powiedzieć, żeby mnie urzekły, ale to prawdopodobnie jest spowodowane głównie złym zapisem, przez który nie mogę się skupić na tekście i czerpać przyjemności z czytania. Wydajesz się iść w stronę tego typu fantastyki, który lubię, więc może pomysł później by mnie zainteresował - nie wykluczam. Tekstu wrzuciłeś bardzo mało (naprawdę bardzo) i zastanawia mnie, czy cokolwiek więcej masz napisane (strzelam, że nie, ale nie wiem). Jeśli masz, to może warto poprawić, a jeśli nie masz, to może warto zacząć od nowa pisać, z uwzględnieniem podstawowych zasad?

Nie chciałabym cię zniechęcać do pisania, ale wiem, że to nie jest komentarz-marzenie, więc... no, apeluję o przyjęcie krytyki na klatę i zmotywowanie się do nadgonienia z warsztatem, bo może być fajnie. Może być naprawdę fajnie, zwłaszcza jeśli masz zamiar pisać ten tekst, o którym mówiłeś w wątku - ten militarny w trzeciej osobie. Potencjalnie byłabym zainteresowana pomysłem.

Tyle ode mnie :D
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 78
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Zostań

Post autor: Xanttis » 07 listopada 2017, 21:26

No, ale też pamiętam, jak ciężko mi się komentowało na początku, gdy nie wiedziałam nawet, do czego się odnieść i co napisać autorowi.
Otóż to :) zwłaszcza nadrobienie tekstów które tutaj są pisane od kilku lat ;D . Także przepraszam, za moją trochę lakoniczną obecność, ale dzięki na starcie za zrozumienie :) z czasem się wszystko rozkręci (zwłaszcza po obronie w lutym), daję słowo :).

Duże dzięki, że pochyliłaś się nad tym tekstem i wypunktowałaś co jest złe. Tak jak podejrzewałem leży warsztat ;D jak opublikowałem tekst, to przeczytałem go raz jeszcze (choć czytałem ze 3 razy zanim go tu wrzuciłem xd) i wtedy dostrzegłem właśnie te pomieszane czasy, ale pomyślałem - ok, zobaczymy czy na pewno i zobaczymy jakie jeszcze są błędy. Mimo ich wielości to jestem zadowolony - fabuła z buta zgodnie z założeniem, piszesz, że to się może podobać, więc się cieszę i się buduję ^^ .
zastanawia mnie, czy cokolwiek więcej masz napisane
Cóż... mam. Niewiele, gdzieś drugie tyle, ale po przeczytaniu po kilku dniach nie kupiłem samego siebie i wrzuciłem tylko ten kawałek. Jak napisałem to świeży tekst i pomysł, na który wpadłem przy "szkoleniu warsztatu".
Tekstów z pracy nad książką, o której pisałem w innym wątku na razie nie wrzucę, nie wiem czy kiedykolwiek, jak wrzucę to zadbam o to, żeby było to z tej właściwej wersji, którą kiedyś mam nadzieję wydam (choć dla ciekawości może kiedyś wrzucę i te wersje, które porzuciłem) :) . Inny jest tam oczywiście sposób narracji, ale dialogi są pisane w zbliżony sposób jak tu, choć - jak zauważyłaś - to bardzo krótki tekst, tam dialogi są większe niż tu. Wrzuciłem ten jednak z premedytacją, bo wcześniej szerszemu gronu nie przedstawiałem swojej twórczości a nie ukrywam (trochę samolubnie) potrzebowałem tej krytyki ;D .

Taką mam już naturę, że robię kilka rzeczy na raz :facepalm: , więc poza swoimi sprawami (które ma każdy), będę pracował nad tymi aspektami którymi mnie tutaj zmasakrowałaś ;D chcę się wgryźć także w Wasze opowieści, najlepiej będzie jak będę to robił jedna po drugiej (brawo ja za odkrycie xd). Powiem też, że z interpunkcją nie wiem czemu mam taki dziwny styl pisania, że staram się jakby pisać tak, jak mówię, przynajmniej w "pierwszoosobowej". Nie wiem czy to dobrze czy źle... .

Dzięki za krytykę, zakasam rękawy ^^
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

Awatar użytkownika
Alrune
Posty: 106
Rejestracja: 29 czerwca 2013, 13:02

Re: Zostań

Post autor: Alrune » 15 listopada 2017, 12:31

Przeczytałam dość szybko tekst. Troszkę mnie zainteresował,ale nie zafascynował. W głowie miałam "ok, ok. może coś będzie z tego. kiedyś może, wtedy zobaczymy.". Jacek, bohater opowiadania (bo to ma być dłuższe opowiadanie?) znajduje się w innym świecie, być może został przeniesiony do niego (i tu nasuwa się skojarzenie do kilku novelek, które kiedyś czytałam) albo wskrzeszony. Ewentualnie umarł i to miejsce to coś na wzór nieba. Ciężko powiedzieć, bo jest to krótki fragment i wygląda jak początek czegoś większego. Jeśli dopiszesz coś więcej to z chęcią przeczytam.

Co do błędów - Kanterial pokazała Ci większość, jak nie wszystkie popełnione. Mnie jeden bardzo mocno raził i jestem zdziwiona, że nie został zauważony.
- Nie, nic. Choć Jacek, zaprowadzę cię do mojego domu.
I tu odwołam się do słownika języka polskiego,odnośnie słowa "choć", co oznacza.
SpoilerShow
1. spójnik rozpoczynający zdania podrzędne (lub ich części), wyrażające kontrast, rozbieżność między oczekiwaniami a tym, co się dokonuje, realizuje, np. "Kobieta to bardzo atrakcyjna, choć trudno powiedzieć, że ładna."; ale, mimo;

2. spójnik rozpoczynający zdania podrzędne (lub ich części), wyrażające szczególność, specyfikę sytuacji, w których podejmowane działania są bezskuteczne, prowadzą do nieoczekiwanych rezultatów, np.: "Spróbował, choć wiedział, że się nie uda.";

3. partykuła uwydatniająca treść, na której ma być skoncentrowana szczególna uwaga, np. "Spróbuj choć jednego."; bodaj, przynajmniej * przed spójnikiem "choć" stawiamy zawsze przecinek
Jak widać zapewne chodziło Ci o słowo "chodź" i przez nieuwagę napisałeś inne, podobnie brzmiące i czasami używane przez graczy w grach.

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 78
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Zostań

Post autor: Xanttis » 16 listopada 2017, 00:11

Shame on me :facepalm: oczywiście, że chodziło o "chodź" :facepalm: . Dzięki za tą uwagę, kompletnie jej nie zauważyłem (paradoks, bywam nazigrammar na ortografię xd) .

Co do kontynuacji tekstu - to było tylko ćwiczenie, ale równolegle z pisaniem tego fragmentu stworzyłem wizję całości. Nie zdradzę co dalej, ale zaspokoję ciekawość, że mam pomysł na tą opowieść i zapisałem go sobie, wstępnie. Z moimi pracami (i aktywnością na forum) ruszę na pełnej parze po obronie w lutym, nie chcę się teraz absorbować większą ilością rzeczy, niż... znajdę w drodze do obrony :D . Z góry przepraszam... i dzięki za zainteresowanie :)
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Zostań

Post autor: Siemomysła » 03 grudnia 2017, 08:55

Powoli wracały moje zmysły. Leżałem na brzuchu. Próbując się podnieść poczułem wiotkość mięśni. Uniosłem głowę, był wieczór i rozświetlone gwiazdami niebo. Mój wzrok próbował skupić się na jakiejś jednej rzeczy.

Zaraz na wstępie widzę, że stosujesz ten nienaturalny rodzaj składni pełen zaimków dzierżawczych, choć lepsze byłyby rzeczowne.
Pierwsze zdanie w prostszej i naturalniejszej wersji: "Powoli wracały mi zmysły".
W zdaniu trzecim mam wrażenie pewnego zgrzytu czasowego. "Próbując" sugeruje jakieś trwanie w czasie, "poczułem" z kolei to błysk, lepsze byłoby "czułem", które też jest niejako nieskończone. A jeśli "poczułem" to chyba lepiej użyć konstrukcji z "gdy". "Gdy spróbowałem się podnieść, poczułem wiotkość mięśni". Przy okazji' "Próbując się podnieść[przecinek] poczułem wiotkość mięśni".
Zdanie ostatnie - wzrok nie ma własnej woli. To bohater próbował skupić wzrok na jakiejś jednej rzeczy, więc po prostu: "Próbowałem skupić wzrok na jakiejś jednej rzeczy".

To tylko pierwszy maleńki fragment tekstu, ale jak widać redaktor miałby sporo roboty. Kanterial z grubsza określiła rodzaj problemów językowych, które występują w tekście. Zgadzam się z nią całkowicie - masz nad czym pracować. Ostatnio pojawił się na forum wątek "językowe różności" http://forum.literka.info/viewtopic.php ... ead#unread Polecam, zajrzyj, jest mowa o zasadach używania imiesłowów. No i taka porada - dużo czytaj. Nie tylko fantastykę, czytaj starsze teksty, klasykę, mainstream, zapoznawaj się z różnymi stylami. To dobrze robi na pisanie.

Fragmencik jest maleńki, ale nie powiem wzbudziłeś we mnie ciekawość tym, że dla niej jego pojawienie się jest dość naturalne, choć niezwykle rzadkie. Ciekawam do czego oni tu używają ludzi spadających z nieba.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
ikosimazaki
Posty: 15
Rejestracja: 19 lutego 2017, 22:15

Re: Zostań

Post autor: ikosimazaki » 03 grudnia 2017, 23:51

Pierwsze, co przychodzi na myśl, to boleśnie nudna i nieskładna narracja. Przypomina z jednej strony po prostu myślenie na głos, lub historię opowiadaną na szybko znajomemu. Z drugiej strony wydaje się zbyt stylistycznie niespójne, jak na wypowiedź jednej osoby. Wiele słów wydaje się wtrąconych tylko po to, żeby język wydawał się być elegantszym. "Lepsze jest wrogiem dobrego" - czasem można prościej coś ująć i lepiej zadziała, niż nadmierna ornamentacja.
Dialog brzmi sztucznie, lekko wręcz cringe'y xD "w sensie", "ehm", "byłam akurat tu na górze, to podbiegłam i zobaczyłam", "no a co tu mówić". W skrócie - jak wypowiedzieć jak najwięcej słów, tak żeby na dobrą sprawę nie powiedzieć nic. Nie ma tu jakichś elementów, które przyciągnęłyby moje zainteresowanie. Niespójność stylu i ta crindżowatość wręcz bolą w oczy xD Wypowiadane przez postaci kwestie przypominają to opowiadanie - nie wiadomo, do czego to zmierza, nic nie trzyma się kupy.
- Hej, nie przeszkadzam? – delikatny głos rozbrzmiał tuż za mną. Odwróciłem się i odsunąłem impulsywnie wyciągając ręce przed siebie, choć łagodna barwa głosu złagodziła moją reakcję w drugiej chwili. Oczom mym ukazała się dziwna postać odziana w lekki materiał, który delikatnie z gracją unosił się na powietrzu i zdawał się pływać bezładnie, niczym suknia w wodzie. Sądząc po delikatnych rysach twarzy, bujnym i długim włosiu na głowie, lekkim głosie uznałem, że mam do czynienia z dziewczyną, młodą kobietą, w tych ciemnościach nie mogłem wypatrzyć wiele więcej. Może jeszcze poza oczami, były chyba większe i takie… pełne inności.
Dalej - budowanie opisów. Pełne powtórzeń (fuj). Po drugie - tak, załapałem, że ta istotka jest delikatna, nie trzeba było powtarzać pięćdziesiąt razy. Jeśli nie ma czego opisywać, to jedno zdanie wystarczy, jeśli jest co, to trzeba to umiejętnie ubrać w słowa. Mimo wszystko, im prościej tym lepiej. Osobiście nie należę do fanów opisów, przeważnie pomijam powieści, w których trzeba się przebijać przez kilkustronowe opisy postaci lub przyrody. W "Kole czasu" Jordana te opisy po prostu pomijałem tam gdzie się dało xD. W każdym razie nie szkaluję zbytnio, opis jest niewątpliwie najtrudniejszą częścią każdej pisaniny. Trudno jest uczynić go interesującym.

Na końcu - budowanie napięcia i treść. W sumie słabe, na początku oklepane cliche budzenia się slash odzyskiwania pamięci (niepotrzebne skreślić), potem spotkanie z delikatną (powtórzyć delikatną jeszcze z 50 razy) istotą, która chce przybyszowi pokazać swój świat. Koniec. To jest zdecydowanie za słabe na wstęp, który z definicji ma przyciągać uwagę czytelnika. Wiemy, że ta istota jest tajemnicza tylko dlatego, że tak powiedział nam narrator. Tutaj odwołam się do zasady "show, don't tell" (nota bene - idealnie byłoby ją wspomnieć przy wyżej zacytowanym opisie xD). W dobie dzisiejszej literatury, gdzie naprawdę trzeba się postarać, żeby zaszokować czytelnika, fioletowy kolor i delikatny głos to zdecydowanie za mało. Wszelkiej fantastyki na tyle się namnożyło, że aby przyciągnąć uwagę do opowieści, nie wystarczy narzucić na konia prześcieradło i nazwać go duchem, oj nie.

Słowo końcowe - długa praca przed Tobą. Przede wszystkim dużo czytania. I nie takiego pasywnego. Przed każdą lekturą musisz mieć spisaną listę pytań w stylu "w jaki sposób narrator opisuje świat? jak autor buduje napięcie? jak zbudowane są opisy? w jaki sposób autor tworzy tajemniczość? co przyciąga uwagę czytelnika? jakim językiem pisane są dialogi?" i na te pytania skrótowo na karteluszkach odpowiadać. Robota łopatologiczna, ale jak się czegoś nie wychwytuje instynktownie to od tego trzeba by zacząć. Po kilku powieściach przerobionych w taki sposób może zacznie Ci coś świtać. Praca nad warsztatem to jest trudna orka, ale najlepsza rada jaką mogę Ci dać to - po prostu czytaj i rób notatki na temat tego, co czytasz.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1807
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Zostań

Post autor: Kruffachi » 04 grudnia 2017, 22:26

Listopad się skończył, czas wrócić do komciania ;)

Wygląda na to, że wnioski ogólne mogę jedynie powtórzyć za przedmówcami - jest sporo do zrobienia, tak w języku, jak i w sposobie opowiadania historii. Ale sam przyznajesz, że to dopiero początki Twojej przygody z pisaniem, więc nie dziwne to ani zaskakujące.

Nie będę się pastwić nad warstwą językową, ot, ograniczę się do napisania, że wszystko, co padło powyżej, to prawda. I dodam od siebie, że zachęcam do intensywnej pracy nad tym aspektem, bo tajemnica jest taka, że dobrze poprowadzoną narracją i barwnym językiem udaje się niekiedy zamaskować inne niedostatki.

Pochwalę wybór narracji, bo z zaprezentowanego fragmentu wynika, że głównym tematem będzie opis i eksploracja nowego miejsca/kultury. Pierwszoosobówka się do tego świetnie nadaje.

Ale przyglądając się samej historii...

W dużym skrócie wygląda to tak, że bohater budzi się w nieznanym mu miejscu, spotyka przyjazną istotę płci żeńskiej ładną także w jego kategoriach, po czym bez przeszkód zostaje zaproszony do zwiedzania świata. Gdzie tu tkwi zahaczka dla czytelnika? Coś, co miałoby mnie pociągnąć dalej? Od razu uprzedzam, że ja akurat łatwym czytelnikiem nie jestem, mnie trzeba chwycić za mordę, i nic takiego tu nie widzę. Sama obietnica zwiedzania innego świata już nie wystarczy, bo innych światów jest mnóstwo. Na pewno też nie jestem szczególnie zainteresowana przedstawicielką obcej rasy, bo nie pokazała właściwie niczego obcego. Jej zachowanie, a nawet wygląd są łatwe do przyswojenia, łykam je jako czytelnik bez zastanowienia.

Oczywiście wiem, że to zaledwie paręset pierwszych słów, więc nie będę wymagać trzymającego za gardło konfliktu (chociaż można by go zarysować już na początku) - oczywiście nie w sensie militarnym, a fabularnym - niemniej, owszem, wymagam przynęty. I na pewno odradzam pójście po linii najmniejszego oporu, czyli takie prowadzenie wstępu, żeby ewentualne przeszkody nie przeszkadzały (sic!) bohaterowi w poznawaniu świata i sytuacji, a autorowi w wygodnej ekspozycji. To jest zawsze strzał w stopę, bo nie zainteresujesz nikogo tylko objaśnieniami. Ostrzegam, bo może się mylę - mam nadzieję, że się mylę - ale na razie to wygląda trochę tak, jakbyś chciał sobie mocno ułatwić zadanie i w spokoju przygotować grunt pod fabułę.

Nie wiem, na ile świadomie, ale wpisujesz się w jeden z najczęściej wykorzystywanych w fantastyce archetypów nowego, podobnego czytelnikowi bohatera wchodzącego w nowy świat. Nie bez przyczyny twórcy sięgają po ten chwyt tak często (i absolutnie w nim samym nie ma niczego złego). Cudowna prostota tego rozwiązania polega na tym, że i bohater, i czytelnik startują z tego samego miejsca - zerowej wiedzy o świecie. Pomyśl, jakie to daje możliwości i spróbuj uniknąć zamiany pierwszych stron w nieco tylko zamaskowany typowy i suchy prolog.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 78
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Zostań

Post autor: Xanttis » 05 grudnia 2017, 00:29

Nowe komentarze :D super!

Siemomysła - kolejne cenne uwagi. Przyjmuję krytykę i trawię, choć ciężko - aura nie sprzyja, ale nic to ;D. Mówisz także, żebym czytał różne książki. Rozumiem, że nie chodzi o książki techniczne i naukowe ^^ z resztą, żebym chociaż takie czytał... . Dobra, krótko - "BĘDĘ!" - jak Komisarz Ryba w Kilerze ;P. Nawet zacznę od czytania Waszych historii, też są o różnej tematyce. Przy okazji odwdzięczę się za komentarze w tym wątku :).

ikosimazaki - opinia bez ogródek xd, ale przyjmuję. Czytać i robić notatki - miałem taki pomysł, choć uważam go za zbyt trudny dla mnie (nie mam wykształcenia polonistycznego). Nadal tak z resztą uważam, ale spisać swoich spostrzeżeń i pomysłów z książki nie zaszkodzi. Myśli ulotne są... .
Hm... co do tego fragmentu to generalnie taki miałem zamysł, że nie wiadomo o co chodzi a dialogi są jałowe. W kolejnych scenach będzie to mieć sens, dlaczego jest to pozornie nijakie. Poza tym to nie jest cały wstęp. Generalnie tak - na pewno skopałem to bardziej niż ustawa przewiduje xd, ale jest jeszcze coś. Możesz mieć niestety rację, że więcej stracę niż zyskam takim początkiem (choć ja dla przykładu oprócz początku czytam też kilka stron ze środka, nawet przede wszystkim), ale jak pisałem - taki obrałem koncept (na pewno to dopieszczę stylistycznie, ale sens będzie podobny). Jak wrzucę z czasem (pod koniec lutego myślę, ale może szybciej) parę scen dalej i zredaguję ten zamieszczony fragment przy okazji, to może obraz okaże się sensowniejszy.

Kruff - spokojnie ;) to zalążek początku, jeszcze się wszystko okaże i popsuje ze trzy razy, ale czytając Twoje małe tego streszczenie stwierdzam z radością, że chciany efekt osiągam :). Na pewno będzie ciąg dalszy, nawet zacząłem żałować, że nie napisałem jednak więcej, ale no chciałem zadać tylko próbkę, głównie dla rad, krytyki i opinii, a potem po ich wcieleniu w życie dodać kolejne sceny, żeby Was oczy mniej bolały na starcie xd (mój perfekcjonizm mi tak kazał...).
Co do końcowych uwag - szybko się uczę :).

Z każdym Waszym komentarzem obrazuję sobie rosnącą skalę swoich braków, ale jakoś mnie to nie dziwi ani - na szczęście - nie straszy. Jałowość mojego słownika mnie trochę poraża, chyba studia i połamane językowo notatki dają efekt... prawda też taka, że podczas poprzednich lat studiów mało czytałem i to bardzo widać. Aż wstyd :facepalm: ALE przynajmniej teraz to widzę, punkt pierwszy - dostrzec problem - jest coraz pełniejszy, dzięki Wam. Spokojnie, jak już coś robię, to robię na poważnie. Muszę tylko skończyć inżynierską... :facepalm:

PS. W pisaniu pracy mam teraz stadium "żałuję, że poszedłem na studia" xd.
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 116
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Zostań

Post autor: Ag. » 24 kwietnia 2018, 19:36

Nie będę się bardzo rozpisywać, ponieważ komentatorzy wyżej już większość ważnych rzeczy wytknęli. Od siebie dodam, że w tekście przeszkadzają mi dwie rzeczy:
1. Źle zamaskowana enigmatyczność – bohater znajduje się w obcym, nieznanym mu świecie i próbuje się dowiedzieć, co się dzieje. Oczywiście spotkana istota nie może mu od razu odpowiedzieć: słuchaj, jest tak i tak, bo tekst byłby nudny i miał może dwa akapity. Nie zmienia to faktu, że bardzo mnie irytuje, gdy Jacek zadaje pytania i nie otrzymuje na nie żadnych odpowiedzi. To jest takie budowanie tajemnicy na siłę. Nie możesz powiedzieć czytelnikowi wszystkiego od razu, ale nie umiesz ładnie tych sekretów i stopniowego ich odsłaniania zbudować, zamiast tego plączesz się w puste dialogi.
2. Styl. Poza tym, co już powiedziano wyżej, czyli przecinki, czas, zapis dialogów, mieszasz mowę potoczną (Bear Grylls czy panowie w czarnych garniturach) z rozbudowanymi opisami nieba czy krajobrazu, które mają podkreślać niezwykłość i wyjątkowość. Gryzie się to ze sobą i nie wiadomo, jaki charakter ma mieć ten tekst, na ile mam go traktować poważnie, a na ile lekko.

Rozumiem też, że to ni całość, ale zakończenie na "Akcja toczyła się do przodu, cóż innego mi pozostało jak płynąć dalej? Jak jej dziwna suknia?" wydaje się mocno dziwne rytmicznie, to ostatnie zdanie nijak nie pasuje na ostatnie zdanie.

O pomyśle ciężko mi się wypowiedzieć, bo w zasadzie nic się tu na razie nie dzieje. Nie bardzo wiem, czego się uchwycić.

W sumie wyszedł mi strasznie surowy komentarz, ale widzę, że z krytyką radzisz sobie dobrze, także do pracy i szlifuj warsztat :) Możesz np. w ramach ćwiczenia wciąć wszystkie nasze uwagi i spróbować przerobić ten fragment, żeby móc porównać, jakie postępy zrobiłeś.

Ponieważ moją specjalnością są łapanki, to będzie łapanka, a co mi tam. Oczywiście niekompletna, bo wszystkie przecinki do jutra był musiała dostawiać:
Gwiazdy na niebie nie układały się w żaden znany mi obraz, symbol.
Może po prostu konstelacje, bo dziwnie to brzmi.
Bear'a Grylls'a
Beara Gryllsa
unosił się na powietrzu
w powietrzu albo na wietrze
nie dowierzanie
niedowierzanie
- Coś się stało Hathi? – spojrzała na mnie ze smutną miną.
- Coś się stało, Hathi? – Spojrzała na mnie ze smutną miną.

Kolejny przykład:
- I co, że to wszystko? To nic nadzwyczajnego? – spojrzała na mnie dziwnie – nie, że pragnę tutaj jakiegoś rozgłosu, przeciwnie, tylko… u mnie gdyby pojawił się obcy to by go raczej chcieli pokroić a wcześniej jeszcze przesłuchać. Co kraj to obyczaj – jej spojrzenie znów było pozbawione grozy.
Generalnie chodzi o to, że jeśli wtrącenie po kwestii dialogowej jest niejako ciągiem dalszym zdania i podkreśla, kto ją mówi (czyli wszystkie "powiedział", "stwierdził", "krzyknął"), wówczas nie stawiamy kropki i zaczynamy wtrącenie małą literą.

Jeśli zaś tak jak tu wtrącenie opisuje czynność wykonywaną nie przez mówiącego, lecz jego rozmówcę, to stawiamy kropkę i zaczynamy wielką, by właśnie podkreślić, że dotyczy to kogoś innego.

Osobiście staram się tej drugiej formy unikać, bo potrafi być kłopotliwa i nieczytelna, więc lepiej na samego siebie pułapek nie zastawiać. Ja bym to zapisała tak:

- Coś się stało, Hathi?
[W odpowiedzi] spojrzała na mnie ze smutną miną.
Choć Jacek
Chodź, Jacek
tą trochę niezręczną sytuację, ona by

- Gdzie? Nie… spokojnie, pomyślimy jeszcze co i jak – pomyślimy? Co dziwne, ta spontaniczność przewrotnie mnie uspokajała.
Kto co mówi/myśli?
to podbiegłam zobaczyłam.
to podbiegłam, zobaczyłam.
- I nie wiecie jak się tutaj znajdujemy?
Lepiej chyba „Jak tutaj przybywamy”, „skąd” itp.
Trochę jeżozwierz, trochę być może Asperger, trochę pisarzyna.

ODPOWIEDZ