Drodzy Literkowicze!

Trwa głosowanie na PROZĘ MAJA! Zapraszamy do udziału w ankiecie.

Teatr cieni

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
nuklearna_wiosna
Posty: 133
Rejestracja: 21 stycznia 2014, 01:44
Lokalizacja: w czarnej dupie
Kontaktowanie:

Teatr cieni

Post autor: nuklearna_wiosna » 06 października 2014, 22:19

Kiedy myślę o tekstach, które mogłabym tu w przyszłości wrzucić, wychodzi mi, że wszystkie one będę jakieś absurdalnie długie. Rzadko piszę coś krótkiego, znacznie lepiej czuję się w bardzo lub umiarkowanie rozbudowanych intrygach, ale zanim zacznę na szerszą skalę stosować dzikie rozpasanie, chciałabym dać się poznać i z tej "krótszej" strony. Zrobiłam rachunek sumienia i przegląd względnie nowych tekstów i doszłam do wniosku, że jedynym, który mogę zaprezentować tutejszej szacownej publiczności i nie zapaść się od razu pod ziemię jest ten.
Chciałam serdecznie przeprosić Marę za to, że mój tytuł jest tak podobny do jednego z jej tytułów. To nie było zamierzone. Jeśli chodzi o ewentualną zmianę, na razie mam pustkę w głowie. Jak coś wymyślę, to edytuję. Chociaż może nie będą się mylić. Są w różnych działach ;)



Teatr cieni

Tego dnia koordynator przyszedł i zapytał, dlaczego od dwóch tygodni nie aktywowałem Kyory. Przyszedł i zapytał tak po prostu, jakby to nie było nic ważnego. Bo też i w jego przekonaniu nie było. Na całe szczęście.
- Ma awarię - odpowiedziałem tak spokojnie, jak tylko potrafiłem.
- Od dwóch tygodni?! - Dopiero teraz wydawał się zaniepokojony. - I nie zgłosiłeś tego?
Wzruszyłem ramionami.
- Nie jest mi potrzebna codziennie. Zapomniałem o niej.
- Daj mi ją, zabiorę do naprawy.
Z trudem powstrzymałem się przed odtrąceniem ręki, którą wyciągnął po dysk. Zamiast tego uśmiechnąłem się uspokajająco.
- To nic poważnego - powiedziałem. - Teraz, kiedy mi przypomniałeś, sam ją sobie naprawię. Nie trzeba, zawracać głowy technikom.
- W porządku. Skoro tak twierdzisz. Zrób z tym coś szybko, zanim góra się zainteresuje. Nigdy nie wiadomo, co i kiedy im strzeli do głowy.
Niczego nie podejrzewał. Oczywiście, że nie, dlaczego miałby? Awarie były u nas na porządku dziennym, a o mniej ważnych postaciach łatwo było zapomnieć. Tak, dla niego nie było to nic nadzwyczajnego. Dla mnie - sprawa życia i śmierci.
Łudziłem się, że nie zauważą. Pozostałe postacie, za które byłem odpowiedzialny, prowadziłem nienagannie. Pilnowałem ich rytmu dnia, od czasu do czasu aktywowałem gości, uważałem nawet na zwierzęta domowe. Nie zapominałem o niczym. Tylko Kyorę pominąłem, mimo, że była w scenariuszu. Miałem nadzieję, że koordynator się nie dopatrzy, że zdążę aktywować ją ponownie, zanim ktokolwiek się zorientuje, że coś jest nie tak. Tylko że jakoś nie mogłem się na to zdobyć. Każdego wieczora obiecywałem sobie, że następnego dnia, że najpóźniej po południu.
Tylko, że po południu przychodziła ona.
Podobnie, jak inni ludzie z Dolnej Dziedziny, nie miała zbyt wiele czasu, aby wystawać pod murem. Gdyby mieli go więcej, przeżywalibyśmy tu prawdziwe oblężenie, a ich wydajność spadłaby drastycznie. Jednak mimo, że przez większość dnia pracowali, zawsze udawało im się znaleźć chwilę, by zajrzeć do lepszego świata i oddać się marzeniom.
Ona i tak przychodziła na dłużej, niż inni. Odkąd przestałem aktywować Kyorę, spędzała pod murem nawet pół dnia. Warto było narazić się na gniew koordynatora, ba, choćby i na gniew samej góry, po to, żeby przez pół dnia móc obserwować, jak po prostu stoi na ubitej ziemi, zapatrzona, zafascynowana, rozmarzona. Łatwo było zapomnieć, że przecież nie marzy o mnie.
Dzisiaj też przyjdzie. Przyjdzie już niedługo. Ale dzisiaj niestety znów zobaczy Kyorę.
A jeśli ją to zniechęci? Jeśli odejdzie i już nie wróci?
Odetchnąłem głęboko i spróbowałem powściągnąć emocje. Jeśli odejdzie i nie wróci – trudno. Przecież i tak nie będę mógł nic zrobić. Nie wolno nam dopuścić do tego, by mieszańcy Dolnej Dziedziny choćby nas zobaczyli, a co dopiero mówić o wyjściu za mur i szukaniu kogoś z nich po siedzibach. Śmierć to najlepsze, co mogłoby mnie spotkać, gdyby ktoś z góry dowiedział się, że takie myśli w ogóle przychodzą mi do głowy.
Spojrzałem na zegarek i automatycznie sięgnąłem do terminala.
Czas ożywić dom duchów.
Boo, numer mieszania – sześćset trzynaście, powinien właśnie wracać z kursów i włączać muzykę - aktywowałem głośniki. Sąsiadka piętro niżej może się wkurzyć - wyświetliłem hologram na balkonie, włączyłem drugi głośnik. Starczy głos zaskrzeczał: "Wyłącz ten łomot, gówniarzu! Poczekaj, niech no tylko twoja matka wróci!"
Kilku chłopców sterczących pod murem wybuchnęło śmiechem. Pewnie wyobrazili sobie, jak to jest, kiedy reprymenda od matki za zbyt głośną muzykę urasta do rangi życiowego problemu. Sami muzyki mogli posłuchać tylko tu, pod murem, z okna któregoś z widmowych mieszkańców, a ich matki nie bawiły się w reprymendy, wolały złapać za kij, albo zawołać ojca.
Zapaliłem światła w kilku innych mieszkaniach, wyświetliłem jeszcze parę hologramów, w tym Sarę z czwartego piętra. Chłopcy natychmiast stracili zainteresowanie młodzieńcem od zbyt głośnej muzyki. Przesunąłem ikonę na terminalu - Sara zdjęła bluzkę. Gówniarze zaczęli gwizdać. A co tam, niech mają.
Czekałem.
Administrowanie tak wielkim budynkiem mieszkalnym może wydawać się trudne, ale lata praktyki sprawiły, że robiłem to niemal bezmyślnie. Przesuwałem kolejne ikony, włączałem i gasiłem światła w oknach, generowałem hologramy, inicjowałem interakcje między nimi. Stwarzałem pozory życia, które obserwatorom spod muru wydawało się bardziej realne, niż ich własne. Mieli swoich ulubieńców i swoje antypatie. Zaglądanie do tego świata, tak różnego od ich własnego, stanowiło jedyną rozrywkę, na jaką mogli sobie pozwolić. Oczywiście oprócz snucia marzeń o tym, że kiedyś sami znajdą się po tej stronie.
Na co dzień nie zastanawiałem się nad tym, co robiłem, nad iluzją, którą tworzyłem, nad uczuciami tych, którzy w tę iluzję wierzyli. Ale przecież… Przecież ona przychodziła tu z tego samego powodu, co oni wszyscy. Przychodziła tu do kogoś, kto nie istnieje i nigdy nie istniał.
Gdy wreszcie nadszedł czas, by aktywować Lina, spojrzałem w monitor, pokazujący to, co działo się pod murem. Tak, jak się spodziewałem, była tam. Czekała na niego tak, jak ja czekałem na nią. Gdy zobaczyła Kyorę, wybuchnęła płaczem. Nie, nie posmutniała, nie uroniła jednej samotnej łzy. Nie. Rozszlochała się straszliwie i rozdzierająco.
- Zrobiłeś furorę
Wzdrygnąłem się. Koordynator stał w drzwiach i przypatrywał mi się, najwyraźniej już od jakiegoś czasu.
- Nawet dobrze się składa, że zepsułeś Kyorę. Teraz wszyscy się zastanawiają, dlaczego odeszła i dlaczego wróciła. Może ją trochę podrasujemy, co ty na to? Ciąża wzbudziłaby sporo emocji. Tak, to dobry pomysł! Jeszcze dzisiaj ją przeprogramuję.
- Yhm – mruknąłem starając się, by zabrzmiało to obojętnie.
Ciąża. Przecież kiedy ona dowie się, że Kyora jest w ciąży, nie przyjdzie tu już nigdy. Żadna kobieta nie zniesie przyglądania się dzień po dniu, jak jej ukochany mężczyzna zakłada rodzinę i układa sobie życie z kimś innym!
- Ta mała aż dostała histerii. – Koordynator zaśmiewał się w głos, podchodząc do mojego monitora widokowego i robiąc zbliżenie jej twarzy, a ja poczułem przemożną chęć rozkwaszenia mu nosa. – Z tego, co zauważyłem, ostatnio sporo tu przesiadywała. Wygląda na to, że urywała się z plantacji.
- Nie – powiedziałem. Z przerażeniem zauważyłem, że drżą mi dłonie. – Przecież ktoś… Nadzorca… pewnie by zauważył…
- A bo to myślisz, że oni tak wszystko widzą? Też się opieprzają, ile wlezie. Panienka jak nic migała się od roboty i biegła wzdychać do tego tu! Nie zauważyłeś tego wcześniej?
- Nie zwróciłem… uwagi…
- Nie wiem, co się z tobą ostatnio dzieje. – Koordynator wzruszył ramionami. – Żebyś czasem ty się nie zaczął opierdzielać w pracy! – Roześmiał się nieprzyjemnie i pogroził mi palcem. – Trzeba jakoś zaostrzyć przepisy. Więcej kija a mniej marchewki. Jak się im będzie na tyle pozwalać, to zaraz zamieszkają pod tym murem, a plantacje szlag trafi!
Mamrocząc jeszcze coś pod nosem wyszedł, żeby dopilnować przygotowań do wieczornego apelu, a ja próbowałem się pozbierać. Powtarzałem sobie, że wszystko będzie dobrze, że najwyżej wydłużą jej godziny pracy i będzie rzadziej przychodzić, to wszystko.
Z jakiegoś powodu nie odnosiło to zamierzonego skutku.
Głośniki zatrzeszczały, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Szanowni państwo! – zagrzmiał jak co wieczór zastępca koordynatora. – Kochani, wspaniali mieszańcy Dolnej Dziedziny! Dobiega końca kolejny dzień, a ja, w imieniu władz miasta, pragnę gorąco podziękować za wasze starania, za trud, który tego dnia włożyliście w budowanie naszego dobrobytu i potęgi. Pracujcie ciężko, a w nagrodę za zasługi będzie wam dane zamieszkać za murem i zdobyć kolejny stopień obywatelskich kompetencji! Z każdym dniem, w którym pracujecie chętnie i owocnie, jesteście bliżsi tego awansu! A ja mam zaszczyt poinformować, że dziś… Tak! Dziś aż dwóch z was zasili szeregi tych, którzy tu, za murem, pracują ku naszej wspólnej chwale!
Zastępca koordynatora wyczytał nazwiska dwóch młodych mężczyzn, którzy akurat znajdowali się pośród tłumu. Podczas apelu pod mur wylegał każdy, to tylko mógł, w nadziei, że może tym razem to jemu przypadnie nagroda, że to on przemaszeruje przed rzucającymi zazdrosne spojrzenia ludźmi i w asyście policjantów i urzędników uda się do krainy wiecznej szczęśliwości.
Za mur.
Przyjrzałem się dzisiejszym „szczęśliwcom”. Prawdopodobnie nie byli wichrzycielami, więc raczej nie zabiorą ich na egzekucję. Prędzej wywiozą do jakiejś roboty cięższej, niż praca na plantacjach. Bo że nie przyprowadzą ich za mur, byłem więcej, niż pewny. Prócz nas – kilkunastu zarządców teatru cieni, za murem nigdy nie było żywej duszy.
Młodzieńcy wydawali się zarazem dumni i lekko wystraszeni. Tak, to musieli być ci młodzi aktywiści, których ostatnio pełno wszędzie – silni, chętni do pracy i podatni na manipulację. Idealni.
Dwóch policjantów i dwóch urzędników ruszyło ku nim, jednak po drodze jeden z funkcjonariuszy odłączył się. Gdy zobaczyłem, w którą stronę zmierza, poczułem nagłe uderzenie gorąca, a potem tylko łomot własnego serca, szum w uszach… Przeraźliwy szum, przechodzący w ryk, w rozpaczliwe wycie. A może to było moje własne wycie? Może to ja wydawałem te nieludzkie dźwięki?
Nie chciałem na to patrzeć. Nie chciałem, a jednak nie mogłem oderwać wzroku od ekranu. Widziałem, jak policjant podchodzi do niej z uprzejmym uśmiechem, tłumaczy coś i wskazuje w stronę samochodu. Widziałem, jak rozpromieniła się, taka ufna, taka szczęśliwa, że wreszcie się udało, że czeka ją teraz lepsze życie, że zaczyna wszystko od nowa.
Nikt nie zauważył, że coś jest nie tak. Kilka stojących najbliżej osób zerknęło z umiarkowaną ciekawością, ale zbyt byli zajęci oklaskiwaniem „szczęśliwców”, by nad czymkolwiek się zastanawiać.
Patrzyłem za nią, dopóki nie zniknęła mi z oczu. Wciąż nie docierało do mnie, że właśnie widziałem ją po raz ostatni.
Nie wiem, jak długo tak tkwiłem, z pustym spojrzeniem wbitym w ekran. Nie widziałem ludzi powoli rozchodzących się do domów, nie słyszałem ani ostatnich wiwatów, ani odgłosu otwieranych drzwi.
- Dobra, wybrańcy jadą do kopalni pracować ku naszej wspólnej chwale, a i z tą małą przy okazji sobie poradziliśmy. – Koordynator stał oparty o futrynę i zadowolony z siebie jeszcze bardziej niż zwykle.
-Dlaczego… - wychrypiałem.
-Co: dlaczego?
-Dlaczego… nie wyczytaliście jej imienia? Tamtych dwóch wyczytaliście…
-To była, spontaniczna akcja. Nikt się nie zdążył dowiedzieć, jak miała na imię. Zresztą, kogo to obchodzi?
Pociemniało mi w oczach. Usłyszałem swój głos, dochodzący z bardzo, bardzo daleka.
- Nikogo. Nikogo to nie obchodzi.
"Everything ic connected" ~Dirk Gently

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Teatr cieni

Post autor: Gorgiasz » 07 października 2014, 09:53

Podobał mi się ten tekst i przedstawiony w nim problem. Nie jest nowy, wielokrotnie go spotykałem, ale w każdym ujęciu jest coś odkrywczego, jakiś niezauważony przez innych element, dodany, może wymyślony (w sensie czystej, zamierzonej fikcji czy fantastyki) nawet, ale jeżeli nawet wymyślony, to być może jutro okaże się realistyczny. I właśnie ten realizm niepokoi mnie. Bo nie wiemy gdzie on się kończy, a zaczyna fikcja. A może nie ma fikcji?

Pojecie „Matrixu” (i zbliżone) wymyślono na długo przed znanym filmem (chociażby Lem, Snerg - Wiśniewski czy Dick). U Ciebie łączy się on trochę z gra komputerową, przynajmniej tak to odbieram. Bardzo na czasie. Oczywiście, podstawą jest filozofia i teologia. I problem wszechmocy, zabawy (?) w Boga oraz tego, co jest, a raczej co uważamy za rzeczywistość. No i relacje pomiędzy tymi światami i bytami/istnościami wraz z podstawowym pytaniem: Kim jesteśmy? A może w jakimś układzie odniesienia, przekraczającym nasze granice i możliwości pojmowania, również my jesteśmy tylko cieniami. To ważne problemy, być może najważniejsze i nigdy dość rozważań na ten temat.

Kiedyś na pewnym forum, w trakcie dyskusji, napisałem post, który przypomniał mi się i skojarzył z Twoim opowiadaniem; zamieszczę go w dziale 'Publicystyka', choć sensu stricto publicystyką nie jest, ale nie ma odpowiedniejszego miejsca, a wpisuję się w ten temat.

Tekst napisany bardzo starannie, prawie bez potknięć, czyta się płynnie. Dwie drobne uwagi:
Na całe szczęście.
Napisałbym: Na szczęście.
Podczas apelu pod mur wylegał każdy, to tylko mógł,
'kto' - literówka

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Teatr cieni

Post autor: Krin » 10 października 2014, 14:55

Dobry tekst. Przez wiele lat nie przepadałam za science-fiction, ale muszę przyznać, że ostatnio coraz bardziej przekonuje się do tego gatunku.
Ciekawi mnie twoja wizja. Potrafisz sprawić, że czytelnik zadaje sobie pytania. Chcę wiedzieć, kto i dlaczego tak uporządkował świat. Zastanawiam się, gdzie są ci "normalni ludzie".
Tego typu pomysły kojarzę raczej z opowieściami z tej drugiej strony barykady - świata uciśnionych. A ty pokazałaś całą historię z tego lepszego świata, gdzie ludzie powinni być radośni i dumni. O ile się orientuje to temat ten jest dużo rzadziej poruszany. Wolimy raczej demonizować, a przecież da się napisać o tym tak dobre opowiadanie jak to.

Takie krótkie opowiadania mają w sobie zarówno coś pięknego i strasznego. Rozbudzają wyobraźnie człowieka, a jednocześnie zadają ból sercu, pragnącemu poznać zakończenie. Pozwala to wierzyć, że ta historia nie skończyła się aż tak źle. Może udało się powstrzymać ten krwawy reżim, może bohaterowie odnaleźli się kiedyś. Zarazem pragniemy poznać prawdę, choćby miała być okrutna.
Tu się właśnie kryje jedna z największych zalet tego tekstu. Potrafisz wzbudzić współczucie bohatera oraz zainteresowanie jego losem. We mnie akurat nietrudno, bo ciekawską jestem istotą, ale tobie udało się lepiej niż wielu innym.

To może teraz powiem coś mądrego... Brakował mi jednej rzeczy. Chodzi o określenie, co robią postacie podczas konwersacji. Coś typu: " Nie wiem - opowiedział. Wydawał się zaniepokojony jego całkowitym brakiem garderoby." Zwyczajnie nie wiem teraz, jak odnoszą się do siebie postacie. Czy mówią do siebie jak kolega do kolegi, czy może panuje tam sztywna dyscyplina? Przez to mam trudności z wyobrażeniem sobie tej sceny.

Jeśli chodzi o błędy natury bardziej technicznej to nie zwróciłam uwagi, będąc zbyt zajęta tekstem. :D Pozostaje mi wierzyć na słowo Gorgiaszowi.

Oby tak dalej.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Teatr cieni

Post autor: Siemomysła » 10 października 2014, 17:11

Ok. Przeczytałam dosłownie przed sekundą. Tak na spontanie, bo po prostu kliknęłam, by zobaczyć ile, jakie długie i przeczytałam pierwsze zdanie, drugie zdanie, a potem był koniec i cholera... chyba ryczę.

Może gdybym przeczekała chwilę umiałabym powiedzieć coś konstruktywnego. Zwrócić uwagę na podobieństwo do Wyspy z Ewanem McGregorem albo na fakt, że nie ma tła i gdzie jest reszta społeczeństwa, ta, która jest utrzymywana przez tych biedaków stających pod murem i gapiących się na życie, którego nie ma. Ale nie czekam chwili, bo liczy się tylko to, że teraz mnie jakoś wmurowało. Że jakoś dostałam w miękkie, choć było tak krótko, choć widziałam tylko coś jak film animowany - mocna kreska, lecz brak szczegółów. I to tak bardzo zagrało. Na moment stałam się pełna emocji bohatera, choć tak naprawdę mam wrażenie, że żadnej z nich nie nazwałaś, a ja po prostu je poczułam. I te emocje oszczędnie przedstawione, a silne stanowią to, co jest rdzeniem tekstu, jak dla mnie.

Podobało mi się i co tu więcej gadać.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Coffee
Posty: 177
Rejestracja: 28 marca 2013, 12:45

Re: Teatr cieni

Post autor: Coffee » 11 października 2014, 16:28

Też mi się skojarzyło z "Wyspą" - podstawowe założenie tekstu jest podobne, ale w zasadzie nic więcej. Wyszłaś od wspólnego elementu, ale skoncentrowałaś się na czymś zupełnie innym (o ile dobrze pamiętam film, bo widziałam go wieeeki temu). Poza tym jeszcze na samym starcie (gdy nie było wzmianki o murze i czytelnik jeszcze nie, że antyutopia i tak dalej) przyszły mi do głowy Simsy. A Simsy mają wielki potencjał horrorowy, więc od pierwszych linijek poszły dreszcze.
Właśnie, to jest chyba najważniejsze w tym tekście: udało Ci się na bardzo ograniczonej powierzchni, bo to w końcu miniatura, umieścić bardzo dużo elementów. Jest dobrze naszkicowany świat, który czytelnik może spokojnie dobudować skojarzeniami. Są dwa światy - ten cieni i tych prawdziwych ludzi, za co zgarniasz bonusowe punkty, bo ten jest jeszcze podzielony na dwa kolejne: ten za murem i ten przed. Wszędzie są granice i chociaż nie piszesz o nich bezpośrednio (co byłoby usprawiedliwione przy tak niewielkiej ilości słów), to one są obecne i dyktują bieg wydarzeń. W tym układzie zarówno dziewczyna, jak i narrator są jedynie pretekstami do narysowania fabuły. W tym układzie to koordynator wydaje mi się tu najżywszy i najważniejszy - to od niego idzie najważniejsza fabularna inicjatywa. Jego brak empatii i wrażliwości są kluczowe: tak naprawdę są najostrzejszym obrazem, który nam tu pokazujesz. Co właściwie robi wrażenie, biorąc pod uwagę świat.
Podobało mi się. Dużo emocji na linijkę tekstu, mocne stężenie, i tak dalej. To nie kufel piwa, to shot, i to taki kolorowy. Lubię.
It's not the end of the world, but you can see it from here.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Teatr cieni

Post autor: pierdoła saska » 27 października 2014, 17:06

Bardzo szybko mnie wciągnęło, a nawet wsiorbało. I to tak na amen. Czytajac robię notatki na kartce jak coś zwróci moją uwagę, wybije z rytmu i w ogóle. Tu niestety na tej kartce mam mało rzeczy do przepisania, bo tekst połknęłam. Na początku było zaciekawienie zrodzone z niezrozumienia o co loto, ale to było takie fajne. Niechaotyczne i zachęcało by czytać dalej. Potem przyszło zrozumienia, aha, jakieś takie coś. Potem było, że dokładnie takie...


A potem dowaliłaś zakończeniem, które jest zwięzłe, mocne i przyprawia o dreszcze. Trochę chciałabym więcej wiedzieć o świecie. Dlaczego jest taki, jaki jest, o co tu szerzej chodzi. Niemniej w tej formie, w jakiej to wrzuciłaś, z tą dokładnie treścią i tak jest według mnie świetne. :)


- Zrobiłeś furorę
- kropkę zjadło.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Krul_Duch
Posty: 20
Rejestracja: 12 października 2014, 01:52

Re: Teatr cieni

Post autor: Krul_Duch » 03 listopada 2014, 09:15

We mnie ten tekst nie wzbudził żadnych mocnych uczuć:P Nie zmienia to jednak faktu, że naprawdę mi się podobał :) Tak jak napisali moi przedmówcy, pomysł chyba nie jest jakiś mega oryginalny, ale co w dzisiejszych czasach jest?

Podoba mi się cała koncepcja, lubię różnego rodzaju wizje dystopii, a to jako jej pewien rodzaj można traktować. Miarkuję, że czytałaś "Atlas chmur"? Jeśli nie - polecam. Tak mi się skojarzyło z zakończeniem Twojego tekstu i losem klonów.

Co do braków, to w moim odczuciu całość jest taka trochę bezpłciowa językowo. Mało też wiemy o świecie, ale to w sumie miniaturka więc się nie czepiam. Po imionach Kyor i Lin zajeżdża mi to jakąś AzjoJaponią, ale chciałbym np. być pewien, że główny bohater nie ma na imię Marcin czy Andrzej :P A poza tym, to w tym fragmencie z hologramami, etc, troszkę się pogubiłem.

Ale plusik za całość.
W jedną girlandę męki me uwiążę,
Jak człowiek, który za tysiące czuje,
I tą girlandą jako świata książę
Czoło uwieńczę i ukoronuję
Niechaj-że na mnie idą duchy węże!
Niech mię świat walczy otwarcie lub truje!
Niech mię ognistą otoczy otchłanią...
Choćby aż w piekło wiodła - pójdę za nią.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1785
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Teatr cieni

Post autor: Kruffachi » 14 grudnia 2014, 17:59

Czytałam jakiś czas temu, potem bywałam na forum przelotem, potem jeszcze coś i jeszcze... W efekcie będzie taki komentarz po czasie - co mi w głowie zostało. A zostało zaskakująco sporo. Obraz został. Taki bury, brązowo-żółty obraz. I ta samotna dziewczyna stojąca pod murem.

SIMS-y, tak. Też jedno z głównych skojarzeń poszło w tę stronę, bo wielu poruszających ten temat obudowuje te "drugie", wirtualne światy w fantastyczną otoczkę - u Ciebie jest symulacja zwyczajnego życia, jakie znamy. To ciekawy zabieg, tak soją drogą, bo automatycznie przenosi identyfikację czytelnika właśnie za mur, nie tam, gdzie leży ciężar narracji. Miałam takie trochę wrażenie, jakbym obserwowała świat nie oczami głównego bohatera, a siebie jego oczami. Przedziwna, interesująca i udana szarada. Zdejmująca z tej drugiej strony piętno zbyt oczywistego wirtuala.

I może to sprawiło, że ostatecznie skojarzenia pomknęły mi w inną stronę - w stronę koncepcji ułomnego bóstwa. Nie to, co się działo z klonami, poruszyło mnie tak naprawdę, chociaż, jak wspomniałam, to po ich stronie była moja identyfikacja, a bezradność "boga" wobec krępujących go zasad. Wynikających przecież częściowo z samego stworzonego świata. Takie bolesne zamknięte koło. Pokazanie samego losu cieni, opowiedzenie historii z ich perspektywy nie dałoby takiego efektu.

Temat znany, temat obecny, ale ujęcie bardzo dobre i odświeżające :D
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Stella R. Pellet
Posty: 27
Rejestracja: 09 grudnia 2013, 10:32
Lokalizacja: Vroclove

Re: Teatr cieni

Post autor: Stella R. Pellet » 28 grudnia 2014, 22:44

O. Wincyj!
Oooooooh, jakby ja chciał, by ty napisała wincyj.

Taki mały, cichy fajny tekst.

Ja w tym węszę potencjały, Wiosen!
Nie chciałabyś czegoś smyrnąć wincyj? Pwetty pleaaaaaaaase?

Nieco szczegółowiej opisać procesy kontroli maszyneriów, iluzjów i hologramów.
Dodać jakieś tragedie, smutki i gorycze.
Jakiś mroczny tekst *.*
Obrazek

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Teatr cieni

Post autor: R. Bates » 14 sierpnia 2015, 12:00

CCS:

- „Jednak mimo, że przez większość dnia pracowali…” – w tym przypadku wstawiamy przecinek przed całym ‘mimo że’.
- „- Yhm – mruknąłem starając się, by zabrzmiało to obojętnie.” - przecinek przed ‘starając się’.
- „Podczas apelu pod mur wylegał każdy, to tylko mógł,…” - ‘kto tylko mógł’.
- „Bo że nie przyprowadzą ich za mur, byłem więcej, niż pewny.” – drugi przecinek imho zbędny.
- „-To była, spontaniczna akcja.” – tu przecinek też nie wiem po co. Żeby zwolnić tempo wypowiedzi?

PODSUMOWANIE:
Test napisany całkiem dobrze i szybko się go czyta. Koncepcja jest, jest pomysł, choć to nic nowego i temat wielokrotnie przerabiany w filmach i książkach. Na pewno plus za brak błędów i dobre dialogi. Plus też za to, że na przestrzeni 3 stron umieściłaś kawałek pewnej fabuły i zdążyłaś zarysować mechanizmy świata.
Natomiast sama historia i jej sposób opowiadania nie wywołała we mnie emocji. Tak jest niestety, gdy się próbuje implodować rangę tematyczną opowiadania do miniatury. Brakuje szerszego kontekstu historii i choć oczywiści można się wszystkiego domyśleć, bo dajesz pewne wskazówki co do konstrukcji świata i bohaterów, to jednak żeby cokolwiek poczuć względem tychże bohaterów potrzeba ich poznać, związać się z nimi. A oni byli dla mnie obojętni.
Brakuje też klimatu, A klimat, wiadomo, tworzy się poprzez opisy i ukazywanie postaci w różnych ciekawych sytuacjach - tutaj wszystko dzieje się w monochromatycznej pustce, a akcja sprowadza się do kilku stacjonarnych scen i kilku akapitów rozmyśleń bohatera. Jedyna krwista i ciekawa scena to fragment o kierowaniu kamienicą - choć też bez fajerwerków.
Robiłem sobie nadzieję, że w zakończeniu doznam jakiegoś oświecenia - że coś tam będzie wstrząsającego. Ale się zawiodłem. Jest tam tylko informacja, że za murem nie czeka na ludzi nagroda tylko harówka. Ot, jak w większości podobnych historii.
Średnio mi się podobał tekst, ale przynajmniej czytało się dobrze i szybko.
Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
jouska
Posty: 7
Rejestracja: 14 sierpnia 2015, 15:49

Re: Teatr cieni

Post autor: jouska » 18 września 2015, 23:03

Jest tam tylko informacja, że za murem nie czeka na ludzi nagroda tylko harówka. Ot, jak w większości podobnych historii.
No właśnie - czytając to czułam, że znam już zakończenie i pomyślałam, że naprawdę nietypowo by było, gdyby ktoś kiedyś napisał historię, w której za murem faktycznie czeka nowe, wspaniałe życie.

Podobał mi się ciężki klimat, jaki stworzyłaś. Kiedy czytałam, miałam wrażenie, że panowałaś nad słowami.

Tak jak komuś wyżej, imię Kyory skojarzyło mi się zaraz z Azją. Nie wiem, na ile to było świadomy (jedyny szczegół, który pozwala zawęzić miejsce akcji), czy przypadkowy zabieg.

Wracając do zakończenia - dla mnie to nie była niespodzianka. Szkoda, naprawdę szkoda, że nie ma czegoś więcej o tym, gdzie Kyory się znalazła i jak sobie poradziła.

Podsumowując - historia, chociaż krótka, zapada w pamięć. Myślę, że spokojnie nadawałaby się na ekran i jako kilkuminutowy film byłaby bardziej zrozumiała.
JOUSKA: a hypothetical conversation that you compulsively play out in your head.

Awatar użytkownika
rumianek
Posty: 21
Rejestracja: 17 sierpnia 2015, 20:14

Re: Teatr cieni

Post autor: rumianek » 20 września 2015, 21:04

Wciąga. Bardzo!
Wydaje mi się, że spokojnie mogłabyś to rozciągnąć. Powyższy tekst byłby jedynie epizodem w dłuższym opowiadaniu. Gdybyś rozbudowała ten świat, dodała "korzenie" do stworzonego systemu, rozpisała poszczególne grupy społeczne i wrzuciła kontekst, z którego wynikałoby dlaczego ów świat jest skonstruowany tak, a nie inaczej - jest to pomysł godny "rozciągnięcia".
Jednym słowem opisawszy - dobre. Czekam na więcej!

ODPOWIEDZ