Znamy zdobywcę tytułu Prozy Marca! To Heidenhainstraße 13 pierdoły saskiej. Serdecznie gratulujemy i zachęcamy do lektury!

Sferokształt

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 06 sierpnia 2014, 13:56

Kili, rozdział wywołał w Tobie zdziwienie - co zdarzyło się po raz trzeci w Twojej przygodzie ze Sferokształtem (abstrachując od tego, czy pozytywne czy negatywne). Wywołał też próbę ugryzienia go w jakiś tam sposób. Ale najlepsze jest to, że wstrzymałaś się z jego oceną (w przeciwieństwie do poprzednich komentujących) i to jest Twoja wygrana, bo ten rozdział, choć może jest dziwny, jest środkiem ciężkości opka i jest z nim tak naprawdę bardzo zintegrowany. Twoja wstrzemięźliwość w ocenie tego rozdziału mi zaimponowała i zastanawiam się, czy zdarzyło Ci się to przypadkiem, bo np. nie wiedziałaś jak to ocenić albo nie chciałaś z jakichś innych powodów wyrazić swojej opinii, czy może jednak zrobiłaś to celowo, przewidując niejako, że należałoby go oceniać dopiero po przeczytaniu całości?
Ciekawe.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1766
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: Kruffachi » 06 sierpnia 2014, 15:18

Było nie było, trochę mi to wpajano, nie? ;) Nie wiem, jak bym do tego podeszła bez tłuczenia teorii literatury i innych takich - naprawdę. Ale po prostu studia i wykonywany zawód nauczyły mnie dość chłodnego podejścia do tekstu pisanego i swego rodzaju podejrzliwości, co ma swoje zady i walety. Ot, to wszystko. Właściwie odpowiedź zawarłam w tym wstępie - stanęłam na rozdrożu między dwoma podejściami, wybrałam jedno, to nieco bardziej, jak mi się wydawało, prawdopodobne, ale nie wykluczyłam drugiego. To pociągnęło za sobą konsekwencje, w tym właśnie to, że uznałam, że jego dokładną naturę będzie dopiero widać w kontekście ;)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 08 sierpnia 2014, 10:07

Tak więc, stało się. Historia dobiegła końca. Poniżej prezentuję epilog Sferokształtu i zapraszam wszystkich do interpretacji tego opowiadania jako całości.

EPILOG.

Nie rozumiem sam siebie i nie rozpoznaję w sobie tego, kim byłem. Co więcej, zaczynam dostrzegać, że dyskomfort, który pojawił się ostatnio w moim życiu, tak naprawdę towarzyszył mi od zawsze. Co to może znaczyć? Jak to się ma do moich ostatnich odkryć? Kim byłem wcześniej?

Takie rozmyślenia przetrzymały mnie w odległej czasowo i zaawansowanej wiekowo rzeczywistości. Gdy ocknąłem się w końcu i objąłem zmysłami przestrzeń rozpościerającą się w podwymiarze, zauważyłem rdzewiejące gwiazdy, którymi naszpikowany był kosmos - zupełnie jak niekończące się grządki z gnijącymi, niezebranymi na czas roślinami. Smutek, rozgoryczenie, zawód i poczucie niespełnienia, niedosytu – to atrybuty starości.

Wydostałem się z podwymiaru przygnębiony – nigdy nie zaznałem tego uczucia wcześniej, jako rezydent średnich połaci wieloświata. Wróciłem do teraźniejszości tylko po to, by namierzyć własną nostalgię – miejsce, które istniało naprawdę i w jakiś przedziwny sposób integrowało się ze wszystkim, co mogło mnie dotyczyć. Stałem przed wyborem: pójść tam i zrozumieć, stać się bogatym we wiedzę; albo pozostać tu, gdzie istniałem na własnych zasadach, ale z brakującym ogniwem informacji. Była też trzecia możliwość. Odnaleźć cel i nie zrozumieć istoty jego poszukiwań. Decyzję podjąłem już dawno…

***

Kuen stał na kamienistej plaży, otoczony pobudzonym tłumem. Nieopodal, na prawo, przy długich drewnianych pomostach, pracę porzuciło kilkunastu rybaków, z których tylko jeden nie wpatrywał się w niebo; patrzył na niego. Reszta, przysłaniając dłońmi rysującą się na południowym zachodzie plamę zachodzącego słońca, penetrowała wzrokiem stratosferę. Ucichła nawet gromada dzieci, które jeszcze przed chwilą biegały skrajem trawiastych polan, sąsiadujących z plażą. Na ziemi, u ich stóp, spoczęły latawce, strugane miniaturowe łodzie i worki wypełnione wyrzuconymi przez ocean skarbami.
Coś zakłóciło ten idealny, pastelowy, pełen dźwięków, kolorów i światła, obraz.
Wyselekcjonował część zmysłów i wywędrował świadomością ponad atmosferę. Na granicy kosmosu, gdzie czerń próżni, poprzez ciemnogranatowy pas przejściowy i niebieski prostokąt średnich warstw, przechodziła w kremową nić horyzontu, ujrzał nieduży obiekt. Białe jądro, jasnoszara obwoluta i grafitowo-niebieski ogon.
Planetoida pędząca w stronę Ziemi.
W momencie, gdy wpadła w górne warstwy atmosfery, nastąpił mini wybuch, a nieduży dotychczas obiekt został opleciony przez jaskrawy balon i rozchodzące się we wszystkie strony białe obręcze. Poświata rozpłynęła się po chwili i zniknęła, zaś w stronę oceanu pognała ognista kula.
Kuen wrócił zmysłami na plażę i obserwował jak niebo przecina wzdłuż gigantyczny biały pocisk, za którym utworzyła się dotykająca kosmosu smuga kondensacyjna o wszelkich odcieniach szarości. Złowrogi wiatr poderwał lekkie przedmioty i cisnął nimi w głąb lądu; rozwiewał włosy, rozchybotał wodę. Strumień kosmicznej energii wyrył w oceanie kanion, pogłębiając go w miarę, jak asteroida opadała w stronę Atlantyku...
Błysk.
Fala uderzeniowa rozeszła się we wszystkie strony, szarpiąc wodną powłokę i pokrywając niebo warstwą gęstych chmur. Wstrząs skorupy ziemskiej przewrócił przerażonych gapiów. Woda błyskawicznie zaczęła się cofać, a na horyzoncie pojawiła się ciemna smuga, która z każdą sekundą rosła. Kutry osiadły na kamieniach, jeden zerwał się z cum i stoczył po pochyłości przybrzeża, jak po górskim stoku. Roztrzaskał się o rafy...
Fala pływowa o wysokości pięciu mil nadciągała z prędkością odrzutowca. Srebrna ściana wody, wyglądająca jak rozwierające się, szerokie usta istoty, która chce pożreć świat, z każdą sekundą rosła i rosła. Przez hałas łomoczącego wiatru bezradnie próbowały przebić się krzyki dorosłych i płacz dzieci. Część ludzi: ci, których wiedza i wyobraźnia nie wizualizowały tysiące razy apokalipsy, zaczęła uciekać. Ci o większej trzeźwości umysłu, a może o mniejszej skali człowieczeństwa, stali w bezruchu, obserwując zgotowane przez kosmos horrendum. Kilkanaście sekund później zatoka przestała istnieć. Kilkadziesiąt minut później przestał istnieć świat...

***

Wałęsałem się tam i z powrotem zszokowany i rozczarowany, obserwując gniewną taflę oceanu i przedzierając się przez nasycone rozgrzaną materią powietrze. Czyżby w mgnieniu oka odebrano mi szansę na zrozumienie nostalgii? Zniszczono ostatni dowód? Co za ironia…
…I gdy już chciałem się wycofać, gdy podjąłem decyzję o powrocie na drogę ku doskonałości, wtedy to się stało. Pośród dryfujących odłamków dojrzałem coś znajomego. Rozdarte płótno w połamanej ramie, które jakimś cudem uniknęło spalenia, zmiażdżenia, destrukcji. Uniosłem je i wytężyłem sensory, a wszystko stało się jasne w swej zawiłości. Nie brakowało żadnego elementu, nie było tam już miejsca zakrytego niewytłumaczalnością. Na plaży, pośród harmidru pracujących ludzi, pomiędzy lekkością barwnej natury stał…
…Sferokształt.



KONIEC.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1766
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: Kruffachi » 23 sierpnia 2014, 11:27

Jestem po lekturze dwóch części "Lamparta...", więc zgłaszam się z kolejną porcją przemyśleń.

Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to styl. To się po prostu dobrze czyta, nie jest tak chropowato, jak bywało niegdyś i nawet uwag dotyczących rytmu miałabym niewiele. Trzy słabsze miejsca, które pamiętam po dotarciu do końca tych odsłon,to zdecydowanie opis Lamparta (ten z palisadami rzęs...), bo opisy metaforyczne twarzy naprawdę rzadko się udają, raczej wywołują skrzywienie warg, scena spinania pośladków (coś tam o niej słyszałam w żartach, ale teraz mogę potwierdzić - jest komiczna) i drobiazg, który jednak mocno wyrył mi się w pamięci, a mianowicie homeryczna fala. To znaczy - jaka? Próbuję zrekonstruować tok myślenia, ale chyba się rozbijam - nomen omen - jak o falochron ;)

A tak poza tym... Wspominałam, że lata osiemdziesiąte są mi znacznie bliższe i może to soczewka mojej wstępnej i wcale nie upieram się, że bliskiej intencji autorskiej interpretacji "Sferokształtu", ale powoli jakbyś się ku nim zbliżał. Jakbyś chciał prześledzić proces przemiany. Niewątpliwie akcenty są inaczej rozłożone, mamy historię jednostek i opis życia kolonii, kultur. Pojawia się też zainteresowanie sztuczną inteligencją w kontekście osobowości - to już nie do końca tematy lat szcześćdziesiątych, przynajmniej nie główne tematy i nie tego kręgu, do którego zdawałeś się nawiązywać (no bo wiele Herberta tam nie było, a to głównie on położył podwaliny pod eksploatację kolejnych "wielkich" tematów, rozwiniętych przez, co tu dużo kryć, dołączenie kobiet do panteonu znaczących twórców - Cherryh, Vinge, tak pulą Hugo rzucając). Już nie tylko zachwyt i groza nieznanego, ale też kategoria obcego, w tym obcego, który pochodzi z naszej własnej krwi, ale jest już niezrozumiały, związany z innym środowiskiem, z inną kulturą - no space opera lat osiemdziesiątych pełną gębą ;) I ja to lubię, i to jest mi bliższe pod wieloma względami. Więc tak całkiem subiektywnie było też lepiej przyswajalne, ale pod względem kategorii czysto literackich nie porównuję.

W ogóle kategoria swój-obcy przechodzi w kulturze pewne cykliczne przemiany (nie tylko sf przecież, ale też elfy w fantasy, Indianie w westernach itp.) - tutaj wyraźnie odwołujesz się do nurtu, który roboczo nazywam sobie nurtem Pocahontas. Oni, ci inni, są tymi pięknymi, niedocenionymi, mądrymi, lepszymi itd. Zresztą nawiązania historyczne czynisz bardzo czytelne, a kategorię Indian uruchamiasz wprost. Ciekawa jestem, czy do tego też się odwołasz potem i pokażesz rewolty w podejściach.

Cóż jeszcze? A. "XD" mnie rozbawiło ;) I nawiązanie do Star Treka ;)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 23 sierpnia 2014, 15:08

Czyli podobało się?

Ok odpowiem chronologicznie. Już druga osoba zwraca mi uwagę na palisady rzęs i homeryczną falę, więc myślę, że należałoby to zmienić (choć ciągle podkreślam, że to artystyczno-metaforyczno-eksperymentalny tekst :D). Ale tych pośladków Willa Cyrusa to nie odpuszczę - mi się tam podobają :P.

Piszesz, że styl Ci się tu bardziej podoba i że lepiej się czyta. Wiem. Już wspominałem, że podczas pisania Sferokształtu przeszedłem pewną zmianę. W tym opowiadaniu są tylko dwa "ludzkie" rozdziały: "Czwarty raport" i "Lampart...". Podzielone są Śródrozdziałem, który w pewnym sensie do tej "przemiany" nawiązuje i otwiera nowy etap, nie tylko w samym Sferokształcie, ale w całym moim pisaniu. Lampart to przy okazji mój ulubiony tekst - takie małe opus magnum; uważam, że jest tu najwięcej symboliki i najwięcej tego, czym się interesuję w lekturze s-f i do czego chciałbym nawiązywać w kolejnych tekstach.

Bardzo lubię Vernora Vinge, to jeden z moich ulubionych autorów, ale nie jest kobietą O.o. Natomiast Herbertem to mniej się inspiruję, bo w sumie oprócz Diuny to niewiele jego czytałem.

Tym nurtem Pocahontas to mnie rozwaliłaś :D. Ale faktycznie świetnie to rozkminiłaś, a cała historia związków z naturą i spontaniczności Tuaclo w nawiązaniu do decyzji Hunshara (człowieka-Tuaclo) miały być przeciwwagą dla pragmatyzmu i oczywistości ludzi-selektorów z umięśnionym Wiliamem Cyrusem na czele ;). Z tym, że Tuaclo (lub jak ich ujęłaś "Indianie") to rdzenni mieszkańcy innej planety, a więc nie bardzo "swoi" ;).
Mimo wszystko jestem zadowolony, bo przy konfrontacjach Hunshar vs Cyrus; Euferium vs Glove; Marioniści vs Sferokształtyści - nigdzie nie ma podziału na dobro i zło, i nikt o tym dotychczas nie pisał (nawet Ty), więc uznaję, że eksperyment się powiódł i udało mi się odejść od klasycznego schematu i stworzyć świat różnorodny i niejednoznaczny.

Fajny komć, dzięki.
Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 899
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: Siemomysła » 23 sierpnia 2014, 16:57

Ekhem, ja tylko na chwilę, bo nadal myślę co myślę o całości (bo przeczytałam jak tylko wrzuciłeś, żeby nie było) i chyba nawet sobie przeczytam od nowa, całe w kupie, na wydruku, bo po zerknięciu w Waszą rozmowę uświadomiłam sobie, że ja nie kojarzę, kto czego tam chciał - w sensie Glove i tak dalej, może dlatego nie widzę tam dobra, czy zła, bo po prostu nie wiem o co komu chodzi, nie znam motywacji i tak dalej, a może faktycznie najzwyczajniej w świecie Ci się udało :) :) :)

Tymczasem jedynie podpowiedź - http://lubimyczytac.pl/autor/3366/joan-d-vinge
O tę autorkę chodziło Kruff ;)

PS. Ja też lubię "Ogień nad otchłanią", a polecasz coś jeszcze pana Vinge?
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 23 sierpnia 2014, 17:11

No teraz, jak sprawdziłem tą panią Vinge, to kojarzę o kogo chodzi, ale chyba nic jej nie czytałem. Kojarzę powieść "Królowa Zimy" - moja matka ją miała, ale nie czytałem.

Siem, jak chcesz całość to Ci wyśle pdf po redakcji, uwzględniający wszystkie uwagi (oczywiście te, które uznałem za słuszne :D).

No czytałem "Ogień nad otchłanią" i "Otchłań w niebie". Polecam.

Pozdro.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: pierdoła saska » 15 września 2014, 10:10

Takie moje ogólne dumanki o całym tekście, zbierane już tak jakiś czas.
Hehe, niezłe. To chyba pismo Majów.
Proszę powiedz, że to nie miało być z założenia zabawne.
Ale bardzo mnie cieszy i bawi twoje zainteresowanie mechaniką kwantową i astrofizyką - nie czuję się dzięki temu samotny.
Żebym ja nie powiedziała, co mnie bawi...

Do tekstu:

Jakbym miała jednym zdaniem powiedzieć w czym tu generalnie widzę problem, to brzmiałoby ono tak:
Tekst jest zbyt chaotyczny, żeby przekazać jakąkolwiek myśl filozoficzną lub naukową i jednocześnie jest zbyt techniczny, gdy próbuje być filozoficzny a gdy stara się być popularno-naukowy popada w laicki bełkot.

Jaki jest tego skutek:
a że taki czytelnik jak ja się miota, nie wiedząc w sumie co czyta, a co gorsza nie mając fioletowego pojęcia czemu ma go to interesować — obserwacja prywatna z doświadczeń własnych i rozmów z osobami, którym cytowane były dłuższe lub krótsze kawałki.

a. nadistota

Zatem stworzyłeś sobie istotę dalece wykraczająca postrzeganiem poza to co my - zwykłe ludzie - postrzegamy. Takiego swojego Q (Star Trek TNG), istoty z tunelu przestrzennego (Star Trek DS9), Pierworodni (Odyseja Czasu), Pradawni (Gwiezdne Wrota) i tak dalej. Robiono to już nie raz i za każdym razem głównym problemem jest pokazanie tego jak bardzo nie ogarniamy i nie rozumiemy tych istot, które są tak wysoko ponad nami.
Tyś sobie rzucił jeszcze kłody pod nogi, bo pokazujesz swoją nadistotę bez ludzkiego filtra. Znaczy filtrujesz narratorem i niestety chwilami wychodzi to na siłę. Bo że taka ja, jako człowiek, będę porównywać zmysły takiej nadistoty, do tych które sama znam, to jest jasne. Upraszczanie i szukanie analogii jest tu jedyną drogą.
Czemu czyni to narrator, który w teorii całkowicie ogarnia tę nadistotę, jest NAD nią?
W dodatku większość enigmatyczności nadistoty nie bierze się z tego, że tok jej myślenia wymyka się ludzkiej logice, ale z tego, że tekst się plącze, przekaz zostaje rozmyty i w sumie nie wiem czy bohater szuka nadal odpowiedzi na pytanie o życie, wszechświat i całą resztę (42 — wg Autostopem przez Galaktykę) czy może przepisu na dobre kluski.
Co gorsza, nie wiem czy, któraś z tych opcji rusza mnie bardziej.

b. bajka

Tworzysz historię o tym jak ta nadistota poznaje nasz wszechświat i pseudo stopklatką pokazujesz istnienie jakiejś „cywilizacji” (jej odłamu), z którą ma do czynienia.
A przynajmniej tak mi się wydaje. Dojście do wniosku powyżej wymagało ode mnie zadania sobie pytania:
w tym musi o coś chodzić, o co zatem, o czym to jest?
Bez tego pytania pływałam w morzu chaosu i w sumie nawet zakładałam, że może tak ma być. Może to jest zbieranina nijak niezwiązanych fragmentów, które nie mają żadnej treści do przekazania poza przeparadowaniem po wybiegu. De facto sródrozdział wskazuje, że tak właśnie jest. Że piszesz, co ci ślina na język akurat przyniesie i nie zastanawiasz się nad ogólną strukturą i przekazem, bo przecież nawet ciebie tekst ma zaskakiwać. Cóż.

Podsumujmy co mamy:
1. rozdział nr jeden – o którego istnieniu się zapomina pod natłokiem chaosu dalej
a. kuen
2. rozdział nr dwa – który nie wiem co wnosi, poza poszerzeniem mojej wiedzy o pulsarach; znaczy się pod jego wpływem odświeżyłam sobie książki o nich
a. kuen
3. rozdział nr trzy (x2 bo dzielony na pół) – który dał nadzieję na jakieś konkrety, ale na nadziei się skończyło. Niemniej był i jest moim ulubionym, wg mnie wyszedł ci najlepiej jeśli chodzi o stronę techniczna, zaprezentowanie myśli, stworzenie bohaterów.
a. ktosie
4. rozdział czwarty – sławetny śródrozdział, który pozostawia wrażenie, że autor pisze żeby pisać i tyle
a. autor
5. rozdział piąty, znów dzielony – który trącił mi „Katedrą” (generalnie fajne tracenie) i sprawia wrażenie, że próbuje opowiedzieć historię, niestety sama historia mnie za serce nie chwyciła.
a. ktosie
6. rozdział szósty – nie wiem o czym.
a. Kuen


Jakbym szukała konstrukcyjnego klucza, to bym obstawiała, że w kolejnym znowu będzie Kuen. Ale to klucz z gatunku „zaczynam każdy akapit kolejną literą alfabetu, bo lubię utrudniać sobie życie” i głębszego przekazu w tym nie widzę.
Jaki jest mój stosunek do osi poszczególnych rozdziałów.
Kuen – jest, nie wiem czemu miałby mnie w ogóle interesować jego los. Czegoś szuka. Fajnie, ale nie czuję, że ta odpowiedź jakoś mnie dotyczy i cos w ogóle dla mnie może znaczyć, więc…
Ktosie – o ile w trójce mnie zaciekawili, o tyle w piątce znudzili.
Autor – z autorem, to ja mogę chętnie pójść na piwo i pogadać 

Swoją droga brak sferokształtu na liście. Pojawia się w taki sposób, że w zasadzie się go nie rejestruje. Jakieś coś, gdzieś, kiedyś i licho wie po co. Nie wiem czemu ma mnie interesować. Czy w ogóle ma?

Próbując odpowiedzieć na pytanie o czym ja w ogóle czytam dochodzę do wniosku:
nie wiem

Ktoś mi coś kiedyś mamrotał o konstrukcji tego tekstu jeśli chodzi o narrację. Nie pamiętam co, ale ok. Poszukam.
Poniższe już gdzieś wcześniej wklejałam spontanicznie, więc idzie w spoiler.
► Pokaż Spoiler
Jeśli w tym jest jakiś misterny klucz, to go nie widzę. Stosujesz różne rodzaje narracji, acz bez jakiegoś szczególnego przywiązania do tego jaka narracja odpowiada jakim modułom bohaterów. Tak, mieszanie tych rodzajów, to jest jakaś zabawa formą, ale powiedziałabym, że mieści się w granicach tego, co każdy piszący robi, więc trudno mi uznać tę zabawę jako główny powód powstania tekstu.
Zatem dalej zakładam, że gdzieś w tekście czai się jakiś przekaz, myśl, historia czy coś w tym guście, bo od strony formy niczego niezwykłego nie widzę. Rodzaje narracji – standardowe; ich przemieszanie – standardowe, konstrukcja między rozdziałami… no jest jaka jest.

No więc co z tą bajką? Co ja o tym ogólnie myślę?

Może ja bym ją zobaczyła, bo wierzę, że jakaś jest w tekście jako takim, a nie w objaśniających go komentarzach, gdyby poszczególne historie same w sobie mnie kupiły. Gdybym każda jedną czytała zaciekawiona, płynęła przez nie i wtedy, w ogólnym pozytywnym nastroju zaczęłabym szukać wyższej prawdy i ją z przyjemnością odkryła.
Sęk w tym, że poszczególne historie mają swoje wewnętrzne problemy, niektóre mniej, niektóre więcej i jeśli łamie sobie zęby na nich, to zobaczenie większego obrazu jest dla mnie niemożliwe. Zupełnie jakbyś próbował przeskoczyć samego siebie, przekombinował, skupił się właśnie na wielkiej myśli, i nie włożył dość uwagi w jej części składowe.
Poza tym mam wrażenie, że sam nie do końca wiedziałeś, co chcesz napisać, acz to wniosek na podstawie twoich postów, gdzie raz określasz tekst raczej jako hard sf, a potem w ogóle od tego umykasz i nic, tylko dumać, czy ten temat nie powinien wisieć w innym dziale.
Może ci się koncepcja zmieniła, nie wiem.
Wiem, że jako eksperyment narracyjny i ćwiczenie, to by się mogło sprawdzić, ale znowu z twoich postów i śródrozdziału wyłania mi się tu raczej obraz, że to miało być wielkie dzieło, a nie wprawka pisana z doskoku lub jako kolejne normy.
Coś tu się rozjechało...
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 15 września 2014, 11:13

Marszo,
W brew pozorom, mimo Twojej troszkę złośliwej chęci wywołania we mnie poczucia nie osiągnięcia zamierzonego celu, jest wręcz na odwrót. Owszem, Sferokształt nie sprawdził się jako tekst do poczytania - dla każdego odbiorcy, ale nie takie były przecież jego założenia. Zwrócę uwagę na trzy rzeczy z Twojego komcia:

1. Najważniejsza rzecz - zwróciłaś uwagę na heliocentryczny układ rozdziałów:

kuen, kuen, ktosie, autor, ktosie, kuen, kuen

Nie przypomina Ci to czegoś? Jest słońce, są życiodajne planety na bliskich orbitach i są planetoidy w obłoku oorta. Kluczem jest oczywiście Śródrozdział, na co też zwróciłaś uwagę. Lucidus ordo.

2. Napisałaś, że ja firmowałem Sferokształt jako wielkie dzieło O.o. To jakaś bzdurka, nie wiem skąd Ci to przyszło do głowy. Od początku firmowałem to opko jako eksperyment i próbę wskoczenia na wyższą literacką orbitę. Poligon doświadczalny. Udało się - dzięki Sferokształowi jestem dziś o wiele lepszym pisarzem a przez te 10 miesięcy pisania nauczyłem się więcej niż przez całe wcześniejsze 3,5 roku.

3. Napisałaś, że firmowałem Sferokształ jako hard s-f. Jest to kolejna bzdurka, bo ja od początku podkreślałem, że jest to bardziej artystyczno-filozoficzny tekst, z mocnym naciskiem na eksperymentowanie. Co nie zmienia faktu, że ja zawsze staram się pisać sci-fi o podłożu naukowym. Nie znajdziesz u mnie np. czajnika ze skrzydłami itp. Bodaj w opisie do Panny Alfa znalazła się wzmianka, że ja piszę hard s-f i to Cię pewnie zmyliło.

Sferokształ to kawał świetnego tekstu - za każdym razem jak go czytam, mam ciarki na skórze. Szkoda, że Ty też tego nie czujesz :D.
Pozdrawiam i dziękuję.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: pierdoła saska » 15 września 2014, 12:25

1. eeeeee, ni du du :)

2 + 3. z całokształtu twoich wypowiedzi, sposobu, tonu i tak dalej :) tak to odebrałam.

Szkoda, nie szkoda, de gustibus non disputandum est, ponoć... :P Niemniej tu nie ma co się w to wgłębiać :)

Weny i powodzenia.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1766
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: Kruffachi » 15 września 2014, 15:09

No to skończyłam. I właściwie nie wiem, co napisać. Przede wszystkim, to jestem chyba rozczarowana zakończeniem :/ Miałam ambiwalentny stosunek do całego utworu - były fragmenty, które mi się podobały, i takie, które mi się nie podobały, nie do końca potrafiłam się ustosunkować do samego zamysłu (o czym pisałam), ale generalnie całokształt sprawiał, że spodziewałam się na koniec czegoś... ja wiem? Dużego po prostu. Jakiejś odkrywczej myśli, wywrócenia moich czytelniczych flaków na lewą stronę, zrobienia mi z mózgu jajecznicy, bo po prostu sądziłam, że to wszystko dokądś zmierza. Tymczasem robisz wielkie preludium do skromnego finału. I to by też miało szansę zagrać, gdyby ten skromny finał niósł ze sobą coś odkrywczego, ale nie niesie :/ Coś jest nie tak z tą taktyką wywalania całej ekspozycji w przedostatnim fragmencie i potem szybkim kończeniu historii. I nie chodzi to o to, o co zwykle chodzi w takich wypadkach, czyli że cała ta ekspozycja wydaje się doszyta - nie, wcześniej dajesz wystarczająco dużo sygnałów, część informacji wręcz się powtarza. Nie, chodzi o środek ciężkości. Ta historia wydaje się po prostu źle wyważona. Brakuje jakiegokolwiek mocnego elementu, który spiąłby gęste fragmenty wcześniejszych części, przez to całość się konstrukcyjne rozpada.

I można iść dalej, w tę mańkę, że to przecież nie utwór fabularny, tylko taki pół-manifest, więc zarzuty dotyczące napięcia i osi fabularnej nie powinny znajdować zastosowania, ale w warstwie myślowej czy też warsztatowej też brakuje środka ciężkości. To głównie tu spodziewałam się fajerwerków, nie w historii Kuen przecież.

Wybacz, że zaczęłam od takich żalów nad rozlanym mlekiem, ale musiałam to z siebie wyrzucić ;)

Na konstrukcyjny plus (poza tym, co zauważyła Marsza) z pewnością można zaliczyć fakt, że stanowiąca oś historia Kuen zostaje zamknięta - tu przychodzi pointa, OK. Nie równoważy ona odnóg, ale równoważy samą oś. Natomiast nie będę ukrywać, że także na tym niższym poziomie żołądkiem mi nie szarpnęła bynajmniej. Wszystkim, co działo się wcześniej, tak bardzo oddalasz myśli czytelnika od osobistych doświadczeń, tak bardzo abstrahujesz i dystansujesz się do wszystkiego, że niszczenie świata, nawet jeśli to Ziemia, nie mogło mnie ruszyć. Zwłaszcza że wcześniej jest "Przekrój generacyjny", który na to i przygotowuje, i z mniejsza dodatkowo tego moc. Faktem konfrontacji Kuen z nostalgią też się nie przejęłam, bo co mnie tak naprawdę, jako czytelnika, obchodzi Kuen? To nie jest postać, z którą mogłabym się w jakikolwiek sposób identyfikować, prawda? Ani postać, którą, mimo braku możliwości identyfikacji, miałam szansę i za co polubić. Nie. Zresztą - żeby było jasne - nie do końca czynię z tego zarzuty. Przynajmniej było konsekwentnie - podjąłeś pewne konstrukcyjne wybory i się ich trzymałeś, OK. Natomiast sprawiło to, że w kwestii emocjonalnej również żadna katharsis nie przyszła. Podsumowując: ani fabuła, ani warstwa ideologiczna, ani warstwa emocjonalna. Ale, jak pisałam, wcześniej, na to ostatnie byłam przygotowana, bo to w końcu Kuen. Jedynie zaznaczam, że trzecia rzecz, w którą mogłeś uderzyć, również nie została uderzona, choć rozumiem, że to akurat niejako programowo.

Nie wiem, co jeszcze... Moja teoria, że to tekst na pół teoretyczny o rozwoju fantastyki naukowej i się potwierdza, i się nie potwierdza. Na samym początku Kuen napotyka na społeczeństwo idealne, ale praktyczne, pod koniec następuje jego zderzenie ze sztuką i tu dostaje wskazówkę. No i dopsz, niezły punkt wyjścia, ale właśnie - punkt wyjścia, zdecydowanie nie pointa, bo pozostawione na tym poziomie, wydaje się to... tylko rzuconym hasłem. Hasłem, które już było, i które obrabiano na wiele sposobów - co nie znaczy, że na wszystkie możliwe. Mało. Nic nowego, nic od Ciebie. W ogóle, właśnie - nic od Ciebie w efekcie. Cały czas miała wrażenie komentarza i nie protestowałam przeciwko temu, bo spodziewałam się wniosków. I tych wniosków nie było.

Nie wiem, co myśleć.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 15 września 2014, 18:20

Dziękuję za komcia, Kruff.
Bardzo ciekawa analiza. Niewiele jest niestety osób, które decydują się na analizowanie słabości i negatywnych stron pisaniny - cieszę się, że jest grupa, która się nie waha, bo przecież dla rozwoju autora to najważniejsze. Tylko nieodpowiedzialne osoby milczą, gdy jest problem.
Odnoszę jednak wrażenie, biorąc pod uwagę Twoje wcześniejsze komcie do Sferokształtu - które były jakby bardziej krwiste, czuło się w nich łaknienie wgryzienia się i zrozumienia tego (ciężkiego bądź co bądź) tematu - że potraktowałaś podsumowanie powierzchownie. Jakby zeszło z Ciebie powietrze. Rozumiem, że Sferokształt jako całość nie zachęcił Cię po prostu do tego - no cóż, nie jest to "normalne" opko.
Tak czy inaczej, dla mnie to bardzo pozytywny komentarz i wiele interesujących kwestii, które urozmaicą mój warsztat i światopogląd pisarski.
Pozostaje mi się już tylko ukłonić, bo każdemu, kto zwraca nam uwagę na słabości należy się ukłon - szkoda, że tak mało osób zdaje sobie z tego sprawę ;).
Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

ODPOWIEDZ