Znamy zdobywcę tytułu Prozy Marca! To Heidenhainstraße 13 pierdoły saskiej. Serdecznie gratulujemy i zachęcamy do lektury!

Sferokształt

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Sferokształt

Post autor: R. Bates » 28 grudnia 2013, 13:34

Ten tekst to trochę eksperyment. Próba napisania czegoś nietypowego, dziejącego się poza czasem i oczywistością, może w odległej przyszłości.

1. NOSTALGIA.

Przestrzeń, w której żył Kuen, była najważniejszym miejscem śródwymiaru. Stworzona na potrzeby gospodarowania wieloświatem, łączyła w sobie wszystko to, co Sferokształt wiedział o skupiskach życia. Tysiące fizycznych i metafizycznych wartości zaspokajało najwybredniejsze gusta i najrzadziej używane instynkty. Przestrzeń charakteryzowała wydajność i precyzja: wykonywanie najważniejszych zadań, którymi zajmowali się Kuen oraz Nowi Bracia. W tym prostym, acz niezwykłym miejscu gościł rozmach, świadczący o mocy tworzenia, a zarazem oszczędność, wykształcona przez ery mozolnego rozwoju. Był to dom, który Sferokształt, po całej wieczności istnienia, uznał za optymalny do realizowania celu swej egzystencji.

Kuen na chwilę odpłynął i poczuł coś, co jego intelekt określał powiewem nostalgii. Podświadomość odtworzyła obrazy, zapachy i dźwięki zapamiętane z przeszłości, zmieniając otoczenie w faliste morze traw, których źdźbła, za sprawą niespokojnego wiatru, poruszały się tam i z powrotem. Na tle karmazynowego nieba, smaganego gdzieś w oddali przez świetliste baty plazmy, rozciągało się skaliste pasmo górskie, nieudolnie forsowane przez formujące się w kliny, porośnięte łąkami hale. Błogą ciszę przerywało dochodzące z oddali, arytmiczne pobrzękiwanie dzwonkowych kiści, uwieszonych pod szyjami pasących się na zboczach zwierząt. Ale co to za miejsce? – pomyślał.
Wrócił do przestrzeni i spojrzał na grupę Nowych Braci, stojących przed nim. Dziesięć bytów - każdy o kształcie kropli, stworzony po to, by dążyć do doskonałości. By iść w ślady Sferokształtu i stać się idealną sferą. Nie musiał wiele mówić, bo każdy z nich posiadał bogatą wiedzę o wieloświecie, mozolnie gromadzoną od zarania dziejów. On jednak, jako Pierwszy Brat, miał swoje zadanie. Cel, który wyznaczał sens jego istnienia. Miał im przekazać wszystko, co powinni wiedzieć, a jednocześnie tylko tyle, aby nie zeszli z drogi ku doskonałości. Bo dążenie do doskonałości było drogą życia, a kroczenie drogą życia było doskonałe.
- Od eonów - przemówił w końcu, a każde jego słowo rozbrzmiewało wewnątrz świadomości Nowych Braci jak wspomnienie - Sferokształt przeżył biliardy istnień, biliony światów i miliony wymiarów. Na początku był dekoratorem wewnętrznej rzeczywistości – podwymiaru. Nadał sens otoczeniu, tworząc materię. Jego wyobraźnia rzeźbiła strumienie kwantów, formując pierwiastki, układy i mgławice, które barwnymi fraktalami rozpłynęły się po pustej klatce jego egzystencji. Równoważył ciężar bezmiaru, tkając niewidzialną sieć antystruktury. Bywał artystą, którego wyobraźnia, niczym pędzel muskający delikatne płótno, nadawała kolejnym pokoleniom światów ich kształt i przeznaczenie. Bywał też analitykiem, programującym sieć podwymiaru w celu przekraczania kolejnych barierogranic…
Kuen znów odpłynął. Powrócił stęsknionym wzrokiem na falującą prerię, by przemawiać do Nowych Braci jak plemienny mędrzec do młodych pasterzy. Wieczorny półmrok rozświetlało ognisko, a wokół rozchodził się trzask lizanych językami ognia gałęzi i czar wzlatujących radośnie ku niebu pęków iskier. Siedział na ciepłym piaskowcu, który owalną, jasną bryłą dominował nad dywanem otaczających go, ciemnych traw. Wokół, na lnianych matach i kolorowych kocach leżało pięć dziewcząt i pięciu chłopców, wsłuchujących się w słowa mentora z fundamentalną ciekawością. Ale co to była za kraina? - znów pomyślał.
- Okazał się najwybitniejszym twórcą - kontynuował Kuen - i został nagrodzony. Po miliardach lat cierpliwej pracy osiągnął osobliwość i przebrnął przez ramy podwymiaru, stając się jednością z wieloświatem. Dało mu to moc tworzenia nowych uniwersów i nas, Pierwszych Braci. A że doświadczenie w tworzeniu miał wielkie, na wzór swych ulubionych panhistorii, wynalazł przestrzeń, w której istniejemy, by współtworzyć wraz z nim rzeczywistość. I tak właśnie powstał system gospodarowania wszechświatami. I tak właśnie powstaliście wy, Nowi Bracia. Od teraz będziecie dążyć do doskonałości, symulując drogę Sferokształtu i odciążając go w trudach jego dzieła.
Poczuł wzywający go obowiązek rozmowy ze Sferokształtem. Nie był to bezpośredni rozkaz, raczej treść formująca się w jego świadomości i wychylająca przed szereg innych idei. Interesujący mentalny pamflet, w którym znalazł obiektywną wzmiankę o potrzebach rozmów ze stwórcą. Broszura, której przeczytanie nie tyle prowadziło do stawienia się przed jego obliczem, ale do rozważenia wszelkich możliwych opcji. Do sprawdzenia, czy nic nie stoi na przeszkodzie, aby pośród mknięcia drogą doskonałości zboczyć na równie doskonałą drogę porozumienia.
Wydzielił Nowym Braciom przestrzeń i rozdał im symulacje istnień, których życiem od dziś mieli żyć aż do wyczerpania wiedzy o podwymiarze. Sam, zaczytany w cudowną treść pamfletu, podjął decyzję o spotkaniu ze Sferokształtem wewnątrz powiewu nostalgii. To był dobry pomysł, niecodzienny i poznawczy, umożliwiający badanie nieznanych obszarów w połączeniu z doskonałą drogą porozumienia. Dezaktywował część zmysłów, jednocześnie uruchamiając inne.

Brązowoszary dywan traw, który go otaczał, zmienił się w czarnoziemne pola uprawne, rozciągające się od granic hal pasterskich aż po ocean. Ciemna plama urodzajnej ziemi usiana złotymi prostokątami, odważnie wspinała się po stokach wzgórz, by zmieniać się w pachnące diademy lawendy. Nieco dalej opadała w stronę turkusowej wody. Zygzaki winorośli prężyły się jak linowy takielunek, utrzymujący porozrzucane między nimi kominy zagród, warsztatowe maszty i wieżyczki winiarni. Stamtąd było już słychać niecodzienny gwar i ruch na kamienistej plaży. Rybacy uwijali się niczym mrówki, wyciągając łodzie za pomocą lin, znosząc z leciwych kutrów skrzynie z towarami i omijając wyrzucane przez gniewną wodę kłęby szarozielonych wodorostów, ostrych muszel i desek. Gdzieś w oddali, na skalistym cyplu, siedziała grupa malarzy, którzy cicho, w pełnym skupieniu, starali się uchwycić tę niespokojną scenę i utrwalić ją na rozłożystych płótnach, opiętych pośród ramion drewnianych sztalug… Tylko, co to za miejsce? - pomyślał po raz kolejny.
Kuen przeszedł plażę, ominął pracujących rybaków i beztrosko wszedł do wody, która żywiołowymi zamachami przyboju zalewała coraz większe połacie lądu. Początkowo szedł dnem, aż do miejsca, gdzie opadającą płytę kontynentalną przecinało podwodne pasmo raf. Rozległa naturalna bariera mieniła się wszelkimi kolorami tęczy. Od jaskrawych refleksyjnych odbić zachodzącego słońca tuż pod powierzchnią wody, poprzez pastelowe puzzle ułożone z ruchliwych ławic i wachlarzy ukwiałów, aż po spowitą mrokiem strefę przydenną, zamieszkaną przez jadowitych samotników i owianą unoszącymi się cząstkami niestabilnego dna. Zmienił kształt ciała, optymalizując opływ, tworząc błony i płetwy; dostosowując każdy element do środowiska wodnego, aż do momentu, kiedy poczuł błogi komfort ewolucyjnego ładu. Wykorzystując szczerby i tunele w obrośniętej rafami mierzei, wspomagany nurtem podwodnej rzeki, dał się pochłonąć głębi oceanu. Cóż to za fascynująca planeta? - znów pomyślał.

Rozmawiały z nim. Rozmawiały z nim swoją dziwną dziecięcą mową. Morskie ssaki. W ich zabawnym akcencie można było wyczuć mądrość. Wielką mądrość zgłębianej przez setki pokoleń tajemnicy wodnego życia. Było tam coś więcej niż instynkt i wyrachowanie. Tam była poezja. Zamiłowanie sztuki, wiedza o otaczającym je środowisku, uwielbienie dialogu o każdej tematyce. Uśmiechały się do niego, rozpoznając w nim swój własny Sferokształt, przygodę, po której niewątpliwie nastąpi intelektualna mutacja. Przeskok w rozwoju. Cieszyły się i całowały go muśnięciami delikatnej skóry i drżącymi falami ultradźwięków. Postanowił, że tu, w otoczeniu tych niezwykłych morskich istot, chciałby rozmawiać ze Sferokształtem. I tak się stało.
- Kuen. - Sferokształt zaistniał w jego świadomości, wypełniając go perfekcyjną harmonią. - Czy dążysz do doskonałości?
- Mknę drogą doskonałości - odpowiedział pośród radosnych, chóralnych ultradźwięków. Morskie ssaki biły mu brawo, cieszyły się z tej rozmowy na swój własny, dziecinny sposób.
- Jak dążysz do doskonałości, Kuen?
- Symulowałem drogę Sferokształtu, zarządzam przestrzenią, będę pomagał w łamaniu kolejnych barierogranic…
- A twoja nostalgia? Co ona przedstawia?
Zawahał się i nie wiedział, co odpowiedzieć. Tak długo szedł drogą doskonałości w ślad za nim. Jako Nowy Brat symulował niezliczoną ilość istnień w milionach światów, odciążając go na niższych poziomach wieloświata. Ale teraz był Pierwszym Bratem, zarządzał całymi uniwersami. Nie mógł tego pamiętać, po prostu nie mógł, jeśli dalej chciał mknąć drogą ku doskonałości. Odpowiedź była uwięziona w podwymiarze.
- Milczysz? - kontynuował Sferokształt, a świadomość Kuena odczytywała to, jako powiew zniecierpliwienia. Bo milczenie nie było doskonałą drogą porozumienia – nie było drogą ku doskonałości. - Czy to twoje ostatnie pytanie?
- Tak - odpowiedział szczerze, bez wahania, a gdy to zrobił, spłynął z niego ciężar trosk. Morskie ssaki z radosnym podnieceniem pluskały się wokół niego, wykonując niezwykłe ewolucje i przeszywając wodę strumieniami ultradźwięków. Był pewien, że Sferokształ podczas całego istnienia zaznał nostalgii i potrafił poradzić sobie z tym problemem. Przecież pokonał barierogranicę podwymiaru. Przecież zjednał się w końcu z wieloświatem. Tylko on mógł mu pomóc i wskazać właściwą drogę.
- Więc idź - nakazał Sferokształt. - Znajdź odpowiedź na ostatnie pytanie…

Podwymiar - kolebka istnienia. To tam Sferokształ zaczął swoją drogę, wypełniając pustkę pierwszym znanym wszechświatem. I tak jak gwiazdy dla planet, a centra galaktyk dla gwiazd, tak pierwszy wszechświat stał się środkiem ciężkości dla tysięcy kolejnych, które otoczyły go zwartą tkanką w heliocentrycznym wzorze. Podwymiar pozostał do dziś fundamentem sztuki tworzenia i pierwszą formą, która wyznacza jakość w ewolucji wieloświata. Ograniczony barierogranicą śródwymiaru, a zarazem nieskończenie wielki. Mogący pomieścić kolejne ery symulacji, będące w istocie nowymi, nieznanymi dotąd panhistoriami. Pośród którejś z nich, gdzieś między środkiem pierwszego znanego, a końcem ostatniego z nieznanych uniwersów, kryła się odpowiedź na pytanie. Brakujące ogniwo, pominięte, mimo starannego kroczenia drogą ku doskonałości.
Kuen dostał zielone światło by zboczyć z dotychczasowej drogi. Po raz pierwszy od początku istnienia zaznał nostalgii i poczuł to, z czym zapewne Sferokształt musiał borykać się w każdej chwili istnienia. Poczuł się niedoskonały. Do tego momentu wędrował w ślad za swym stwórcą, bo tak został stworzony i zaprogramowany. Nie znał innego kierunku i nie czuł innych potrzeb. Robił to, bo nie miał powodów do zadawania jakichkolwiek pytań, żyjąc w rzeczywistości będącej matką wszelkich odpowiedzi. Encyklopedią wieloświata. Teraz jednak wszystko się zmieniło. Zrozumiał, że to nie sam Sferokształt był siłą znajdywania odpowiedzi. To skala trudności pytań dawała mu energię, by szukać rozwiązań. Energię do łamania kolejnych barierogranic...

Wystarczyło, że Kuen wyselekcjonował odpowiednie zmysły i już po chwili mknął strugą czasoprzestrzeni w kierunku odwrotnym niż dotychczas. Dał się wciągnąć w wielki, blady wir antystruktury, na którego końcu znajdowało się przejście do podwymiaru. Nie znał tej drogi, ale nie bał się, że zabłądzi. Odpowiedź na ostatnie pytanie leżała gdzieś tam, w jednym konkretnym miejscu albo w całej nieskończoności miejsc i wydarzeń. Nie miał więc nic do stracenia, musiał szukać zarazem wszędzie i nigdzie. Zaufał intuicji i już po chwili brnął czarną pustką, otaczającą centrum pierwszego z wszechświatów. Mijał pojedyncze atomy wodoru i helu wytrącone z nikłych atmosfer odległych planet. Momentami czuł przepływ, uformowanych w niewidzialne potoki, fal elektromagnetycznych lub garście fotonów wyrzucone z nieistniejących od tysięcy lat gwiazd. Nasycenie materii stawało się coraz większe i większe, aż w pewnym momencie ujrzał owalny jasny kształt. Wyrosła przed nim galaktyka, której ramiona, niczym płonące łańcuchy, wirowały wokół horyzontu zdarzeń, rozrywając czarną płachtę przestrzeni. Uznał, że właśnie tam zacznie szukać odpowiedzi...
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: Joa » 28 grudnia 2013, 21:07

Zacznę od tego, że nie przepadam i nie czytuję książek science fiction. W rękach miałam ich niewiele, niewiele przeczytałam, chociaż całkiem niedawno wpadła mi w ręce jedna, którą lubię. Jednak to nie zmienia faktu, że nie czytam często.
No i cóż. Migałam się kilka razy, nim przeczytałam Twój tekst. Teraz migałam się, nim wzięłam się za komentarz, ale skoro czekasz już od bodajże dnia, postanowiłam, że każda opinia się liczy.
Widać, że piszesz od niekrótkiego czasu i że to lubisz. I tu zaczynają się schody, bo mało co, mogę dalej napisać.
Bohater nie złapał mnie za serce, nie wiem jaki jest, jest dla mnie całkowicie nijaki. Wiem jedynie, że na końcu poczuł się niedoskonały, stracił sens, zaczął szukać odpowiedzi. Jest za mało informacji, za mało emocji bohatera, za dużo czynności, które on wykonuje, za mało myśli. Utonąłeś dla mnie w opisie, czynnościach, podróży i zgubiłeś to, co mogło być interesujące. Nawet rozmowa była bardzo krótka.
Ciężko mi się czytało. W tak krótkim tekście, taka ilość opisów mnie zmęczyła. Nie oczekuję porywającej akcji, ale w tekstach musiałoby być coś, co by mnie zatrzymało. Tutaj - gdyby przyszło mi czytać to w formie książki, nie wiem czy dokończyłabym po takim kawałku.
Nie zaciekawiło mnie, jest dla mnie za ciężkawo, ale nie w sposób typowy dla science fiction, nic się interesującego nie dzieje.
Nie mogę jednak pominąć tego, że umiesz pisać i że jeśli masz pomysł, jak to dalej pociągnąć, może być interesująco. Jeśli jednak ma być to nigdy niedokończony prolog, to cóż, nie czuję nic po tym tekście.
Obawiam się, że o nim zapomnę.
Wybacz.
Ale pisz dalej i wstawiaj, mam nadzieję, że następnym razem wstawisz coś, co mi się ogromnie spodoba.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 28 grudnia 2013, 21:16

Dzięki za opinię, Joa.
Spoko, ja właśnie badam reakcję czytelników na taką formę pisania. Enigmatyczną, tonącą w opisach, oderwaną od rzeczywistych zachowań i typowego budowania akcji. To eksperyment i sam nie jestem pewien, czy będę kontynuował, czy pozostanę tylko przy tej zajawce.
Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Plastikowy Jezus
Posty: 63
Rejestracja: 23 października 2011, 19:01
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: Plastikowy Jezus » 28 grudnia 2013, 22:13

Zależało Ci, aby tekst był nietypowy, a nietypowe teksty wymagają odpowiedniego podejścia. Tak sądzę. Jestem jednym z tych czytelników, którzy traktują literaturę jako sposób na podładowanie baterii. Nie podchodzą mi więc trudne opowiadania, przy których muszę wytężać mózg, aby zrozumieć zdania długie jak wąż ogrodowy albo skomplikowaną metaforykę. Ostrzegłeś jednak, że to eksperyment, że będzie nietypowo i ogólnie, jazda po bandzie. Nastawiłem się odpowiednio, wygoniłem wszystkich z domu i skupiłem się do tego stopnia, że mocą umysłu mogłem rozpieprzać szklanki. Potem dobrałem się do tekstu. I było fajnie.

Dobrze władasz słowem; w pierwszym zdaniu walnąłeś (chyba) byka z brakiem przecinka, ale artystom się wybacza. Nie jest aż tak świetnie - nie będziemy pokazywać tego tekstu dzieciakom w szkołach, aby mogły zachwycić się stylem i zastanowić, co autor miał na myśli - ale wyszło ciekawie. Do tego stopnia, że przeczytałem dwa razy (bo za pierwszym nie wszystko ogarnąłem). Taka forma jednak sprawdza się tylko przy miniaturach. Niech "Sferokształt" będzie jak obrazek, który można podziwiać, sącząc wino u boku pięknej kobiety. Albo dziesięciu pięknych kobiet. Jeżeli chcesz napisać takim stylem długie opowiadanie, nie licz, że ktoś wytrwa przynajmniej do połowy. Ja wyskoczyłbym przez okno, już bez mózgu, bo by mi wybuchł.

Ogólnie, jestem na tak. Naciskam ten zielony przycisk, trochę klaszczę. Dałbym Ci nagrodę, gdyby było mnie stać. Gratuluję, panie Bates. Nie pij więcej.

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 28 grudnia 2013, 22:22

Dziękuję za opinię, Jezusie.
No i niestety chyba obawiam się, że masz rację. Że ten tekst zadziałał na Ciebie, bo jest krótki i ulotny, jak nostalgia głównego bohatera :(. Wiem, że trudno byłoby komukolwiek czytać opowiadanie, a co dopiero powieść pisaną takim stylem, ale miałem nadzieję, że może kiedyś. Jak zdobędę odpowiedni poziom?
Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Plastikowy Jezus
Posty: 63
Rejestracja: 23 października 2011, 19:01
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: Plastikowy Jezus » 28 grudnia 2013, 22:44

Nie tyle od poziomu to zależy, raczej lenistwa czytelników. To, co trudne w zrozumieniu, trafia tylko do małej grupy zapaleńców. Cała reszta ludzi, którzy w ogóle cokolwiek czytają, nie chce się męczyć. Możesz pisać trudnym stylem, ale musisz też liczyć się z tym, że grono odbiorców będzie mniejsze. Ten tekst to eksperyment. Zajrzałem na Twojego bloga, gdzie publikowałeś (-ujesz) opowiadanie napisane w bardziej przystępny sposób. I jest git. Popracować trochę nad rzemiosłem, wymyślić coś oryginalnego (ciekawego) i będzie porządna powieść. To tak na marginesie ;)

Awatar użytkownika
ZERAchin

Re: Sferokształt

Post autor: ZERAchin » 28 grudnia 2013, 23:13

zainteresowałeś mnie eksperymentem, o którym napomkniałeś we wstępie, przeczytałem i podobało mi się.

stylowo jest bardzo dobrze. opisy, które przedstawiłeś płyną, stanowią ładną akwarelę tła. szczególnie ujęły mnie opisy przestrzeni kosmicznej - pod tym względem jestem tani i lubię słowa z rodzaju tych, które czasem występują w podręczniku astrofizyki dla debili, albo w atlasach anatomicznych, także złapałeś mnie na fotony i selekcjonowanie zmysłów.
pomysł uznaję za ciekawy - kręcą mnie wymiary, podwymiary, wyższa geometria i nieuklidesowa matematyka : > w związku z tym - jestem na tak.

teraz zapomnijmy o pozytywach i skupmy się na innych, ważniejszych rzeczach. mianowicie: gaworzenie z delfinami uznaję za kiczowate i trochę przykro mi się zrobiło, gdy do tego doszło; następnie w moim odczuciu trochę (trochę bardzo) inspirujesz się Lemem ("Solaris")... z bardziej osobistych przytyków - ten wszechpanujący słodki optymizm dążenia do doskonałości mi nie leży, preferuję mroczniejsze przestrzenie, ale to kwestia gustu.

ogólnie - przeczytałbym więcej.

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 29 grudnia 2013, 08:56

Dziękuję za opinię, ZERAchin.
Chciałbym nawiązać do tego, co napisałeś o podręcznikowej nomenklaturze. Ja, jako fan sci-fi, interesuję się astrofizyką, mechaniką kwantową i innymi dziedzinami związanymi z technologiami przyszłości. Jednak wychodzę z założenia, że o trudnych, skomplikowanych rzeczach lepiej pisać prostymi słowami; a z kolei o prostych, pospolitych rzeczach, słowami skomplikowanymi. Dzięki temu można uzyskać ciekawą mieszankę, dla każdego. Jak myślisz?
Czy będzie kontynuacja? Nie wiem. Zależy od odbioru przez czytelników i mojej inspiracji ;).
Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: wołszebnik » 29 grudnia 2013, 09:29

Dobra, Bates, przygotuj się, będzie ostro. Wiesz, jestem filozofem, tak z wykształcenia, więc gdy zaczynasz o bytach, wszechbytach, podwymiarach, sferokształtach... powinnam skakać z podniecenia. Ale tak się nie dzieje. Pomimo, że wciągały mnie choćby zachowane pisma presokratyków czy podręczniki o tychże traktujące. Wydaje mi się, że przeładowałeś ten tekst. Na ledwie czterech kartkach wrzuciłeś od eona pojęć, porównań, terminów, a to ma być przecież proza. Jest gęsto, jest ciężko, ale zabrakło miejsca na akcję.
Jest dużo pojęć, a jednak nie tych, których bym (tak, teraz mówię za "ja-osobiste") oczekiwała. Piszesz "blady wir antystruktury", a ja chcę wiedzieć, co masz na myśli, co w tym tekście przez to rozumiesz. Wiesz, w badaniach naukowych termin "antystruktura" był używany w pewnych kontekstach - więc z którymi z nich tutaj korespondujesz?
Od początku:
Już "przestrzeń bytowa" wydaje mi się pewnym nadużyciem, bo przestrzeń, to zbiór elementów i struktura, definiujące zakres dziejących się/rozpatrywanych w niej zjawisk. A byt elementem przestrzeni oczywiście jest, więc to trochę masło maślane, ale z tym potrafię się łatwo pogodzić.
Za to za chwilę piszesz:
*Stworzona na potrzeby gospodarowania wszechbytem (...)
na co zaliczam pierwsze: keee? O.o
Jak można gospodarować wszechbytem? Zgwałciłeś platoników, neoplatoników, a nawet Kartezjusza i Spinozę.
Wszechbyt to coś, w czym jest wszystko, poza czym nie ma niczego. Jako, że jest w nim wszystko i wszystko do niego immanentnie należy, jest jednorodny i niepodzielny - jedno z wielkich wyzwań filozofów wielu stuleci, by połączyć to w zgrabną teorię z wielojakowością powszechności.
* Była w niej kompozycja geometrycznych kształtów (...)
jedna kompozycja dla wszystkich kształtów. Jedna forma. Ok, to się w historii już zdarzało, ale właśnie wkroczyłeś na grunt idealizmu, wracasz do zarzuconego przed stuleciem z ogładą sporu o powszechniki, do drabiny bytów.
* Była w niej kompozycja geometrycznych kształtów, dostosowana do mentalnej symbiozy ze sferą – najwyższą z form.
czyli jedna z form jest poza kompozycją form pozostałych. W sumie ma to pewien sens - każdy system potrzebuje struktury meta, używając współczesnej metafory, powiedziałabym - języka programowania, który tą strukturą nie jest, a stanowi właśnie stały punkt odniesienia wszelakich przełożeń. Chyba zahaczyłoby to o antynomię Russella, o problem czy zbiór jest swoim własnym elementem, w sytuacji, gdy jest zbiorem wszystkich zbiorów. No bo jeśli jest zbiorem wszystkich zbiorów, no to jest czymś odmiennym, ponad, ale przecież na mocy swej definicji musiałby być także własnym elementem, a nie może, bo nie byłby samodzielnym zbiorem zbiorów wszystkich.
No i właśnie, nie wyjaśniasz jak miałaby się mieć do struktury (do kompozycji geometrycznych kształtów) struktura formy najwyższej, czyli sfery. A skoro wrzuciłeś to w jedno zdanie, no to jako całość to traktuję. Sprawa jest też taka, że sfera raczej nie powinna być w tym kontekście formą najwyższą a raczej przestrzenią, miejscem geometrycznym.

Cóż, chcesz, czy nie chcesz, używane przez Ciebie pojęcia sugerują, że nawiązujesz do teorii bytu, zresztą bardzo dobrze, bo SF nie powinna być głupawą rozrywką, a prozą programową, jak najbardziej nawiązującą do nauki i teorii naukowych. Niemniej wkraczając na taki grunt, apriori przyjmujesz podstawowe zasady epistemologii, z którymi możesz się potem drażnić bądź je przyjąć, ale zignorować?
Zatem, powtarzając za Parmenidesem: byt jest, niebytu nie ma, mądrze jest mówić o tym, co jest, nie mówi się o tym, czego nie ma.
Ty tę zasadę złamałeś, ale nie wyjaśniłeś czemu, w żaden sposób nie obroniłeś swojego podejścia, chociaż od epistemologii dość klasycznej wyszedłeś. Więc chciałabym wiedzieć czemu i na mocy jakiego programowego założenia... no chyba, że zrobiłeś to nieświadomie. Bez żadnej refleksji używasz terminów takich jak "bezmiar", "niebyt", "antystruktura", "niemożliwość", jakbyś nie zdawał sobie sprawy, co one ze sobą wprowadzają. Te słowa są u Ciebie chyba tylko dlatego, że brzmią ładnie. Nie korespondujesz ani z fizyką, ani z filozofią, tym samym zostawiając mnie z rozdziawioną japą, bo nie wiem według czego mam Cię interpretować.
Piszesz: "niemożliwość". Nie wiem, do jakiego znaczenia się odnosisz, samej niemożliwości nie można przecież złamać. "Niemożliwe" jest niemożliwe, "potencjalne" może wymagać bardzo restrykcyjnych warunków, mało prawdopodobnych, by pojawiły się razem, niemniej pozostających potencjalnymi.

*poruszały się horyzontalnie tam i z powrotem.
horyzontalny, czyli "taki, który ma poziomy kierunek"... czy w ten sposób poruszały się trawy? Potrafię wyobrazić sobie przygięte, pochylone do gruntu źdźbła, niemal leżące, ale i tak czy prawidłowym jest określenie ich ruchu "horyzontalnym"? Według mnie nie.
Jednak wychodzę z założenia, że o trudnych, skomplikowanych rzeczach lepiej pisać prostymi słowami; a z kolei o prostych, pospolitych rzeczach, słowami skomplikowanymi. Dzięki temu można uzyskać ciekawą mieszankę, dla każdego.
rzecz w tym, że Ty te trudne rzeczy wprawdzie wprowadzasz, ale o nich nie piszesz, nie wyjaśniasz, co mają u Ciebie oznaczać, ot po prostu są, ma się wrażenie - jako ozdobniki.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 29 grudnia 2013, 11:47

Dziękuję za komentarz, Wołszebnik.
Wcale nie było tak ostro :P.
Każdy może mieć swoją interpretację tekstu. Sferokształt ma raczej porywać czytelnika do rozmyśleń i snucia własnych teorii; spoglądania w zakamarki swojej wiedzy i wyobraźni. I tak się stało, bo i w Tobie rozbudziły się filozoficzne ambicje. Nie będę się z czegokolwiek tłumaczył, bo nie o to chodzi, nie jestem filozofem. Pisarz jest jak aktor. Ma dobrze zagrać filozofa, nie musi nim wcale być ;).
Bardzo mi się Twój komentarz podobał.
Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: wołszebnik » 29 grudnia 2013, 12:39

W sumie nie wiem czy powinnam pisać dalej, bo nie jestem pewna, czy sobie tego życzysz.
Koncepcja, jak ją wyłożyłeś, zawiera jeden zasadniczy błąd, który skądinąd powiela wiele koncepcji religijnych, czego miałam w zwyczaju się czepiać. Mianowicie Ty (jak i wiele religii) zakładasz, że bóstwo (tak wynika z twoich słów) to w zasadzie taki "troszkę większy człowiek" - antropomorfizujesz je, wyposażasz w kilka dodatkowych atrybutów, ale w zasadzie nie wskazujesz różnicy jakościowej między istotą ludzką a bogiem czy bóstwem.

Nie wiem, czy rolą pisarza jest kogokolwiek udawać, odgrywać, acz sądzę, że nie. Owszem, w swej pracy nawiązujemy do różnych dziedzin, nierzadko kompletnie nam nieznanych, zanim wkroczymy z tematem na dany grunt. I tu pojawia się kwestia odpowiedzialności, choćby etycznej. Cóż, ja sądzę, że pisarz jak najbardziej nie musi być omnibusem i wiedzieć wszystko, ale podejmując dany temat, powinien wykazać się przyzwoitością i wiedzę zgłębić, wziąć odpowiedzialność za swoje słowa tak, by nie zawierały nieprawdy. Zresztą, jest to jedna z tych rzeczy, które w pisarstwie mnie fascynują - to wieczne dążenie za wiedzą, ciągłe uczenie się czegoś nowego.
Więc, nie, pisarz fizykiem czy filozofem być nie musi, jeśli jednak zaczyna tematy, opierające się o zagadnienia z fizyki czy filozofii, podejmować, no to właśnie nastaje w jego życiu moment, gdy pewnej wiedzy z tego zakresu winien zaczerpnąć. Nie wydaje mi się, by pisarz był jak aktor. Nie, raczej jest reżyserem, aktorami są jego postaci. Zaś reżyserka... cóż, to skomplikowana i odpowiedzialna fucha ;)

(trzy razy w poście użyła słowa "odpowiedzialność", jezusie, wołsz! ty zgredzie! :facepalm: )
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 29 grudnia 2013, 12:52

Zgadzam się, pisarz jest jak reżyser, a jego bohaterowie to aktorzy. O to mi w gruncie rzeczy chodziło ;). Natomiast wciąż nie widzę, abym łamał jakiekolwiek zasady etyki pisarskiej. Wskazałaś kilka punktów w tekście, z którymi nie zgadzasz się co do poprawności filozoficznej. Ok, ale to nie znaczy, że to są jakieś kłamstwa, pisane by zmylić czytelnika. Są to moje własne pomysły polemizujące z pewnymi filozoficznymi zagadnieniami. Podchodząc w ten sposób, o jakim piszesz, 50% książek s-f byłoby nieetycznych i 100% książek fantasy. No chyba że autorzy fantasy znaleźliby wiarygodne źródła na temat elfów i demonów ;).
Veni, Vidi, Komci

ODPOWIEDZ