Znamy zdobywcę tytułu Prozy Marca! To Heidenhainstraße 13 pierdoły saskiej. Serdecznie gratulujemy i zachęcamy do lektury!

Wojny Gadżi[+18]

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 421
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Wojny Gadżi[+18]

Post autor: Kompot » 11 stycznia 2013, 00:40

Pierwsza próba napisania czegoś w klimacie SF. Jest to miniaturka napisana dzięki ilustracji Gantza. Dziękuję mu bardzo.
Obrazek

WOJNY GADŻI Korytarze sanktuarium tonęły w mroku, rozświetlane na zaledwie parę sekund przez diody kontrolek wbudowanych w ciało Homera.
Biegli ramię w ramię, a Gonitwa przez labirynt Galaabi, zdawała się nie mieć końca i z upływem czasu całe komando zaczynało wątpić w sens wypadu.
- Zmyliliśmy drogę? Powinniśmy już wbiegać w dziewiąty krąg. Ostatni. - Rude włosy kleiły się do buzi Lelu, a w jej płucach zaczynało nieznośnie rzęzić. Jako jedyna nie poddała się przebudowie i jej w stu procentach zbudowane z żywych tkanek ciało, zaczynało zawodzić.
- Nie ustajemy! Nie możemy zawieść. - Dziwnie mechaniczny ton Kaliope wprawiał w wibracje ciała niższych rangą, naginał ich wolę, zmuszał do morderczego biegu i bezsprzecznego posłuszeństwa. - Homer. - Nie pytała. Nie prosiła.
Mężczyzna przystanął i zarzucił sobie Lelu na plecy. Nie stać ich było na dłuższy przystanek. Walki, które wybuchły w całym mieście były tylko kruchą, złudną bańką, która oddzielała ich od oddziałów wroga. Rozproszenie uwagi, ukierunkowanie jej na składy amunicji i odwleczenie momentu, w którym Galanie zorientują się, że po ich świątyniach buszują szczury, miało być kluczowym dystraktorem zastosowanym przez sabotażystów. Na bardziej wyrafinowany plan nie było czasu, wszak świat wisiał na krawędzi zagłady.
Maro, ich czujny, wysunął się na prowadzenie. Kolejny zakręt, następny i nagły huk. Ciało czujnego przeleciało przez korytarz z takim impetem, że Homer ledwo zdążył przeskoczyć nad jego górną połową szorującą po gładkiej posadzce i znaczącą, krwawym śladem zmieszanym z zawartością rozprutych jelit, zwrot oraz kierunek lotu.
Nikt nie zakrzyczał, a Kaliope nie wydała żadnych rozkazów. Pięć rozmazujących się w pędzie cieni uformowało szyk klinowy. Zbliżali się do celu i najlepszym tego dowodem była obecność wroga. Największy młyn panował pod kompleksem świątynnym, a tu zgrupowane siły okazały się zadziwiająco wątłe. Kto porwałby się na tak szalony pomysł, misję samobójczą i skazaną na fiasko.
Lelu przycisnęła się do pleców Homera, jedną ręką przytrzymując się opancerzonej szyi, drugą zaś zacisnęła na karabinku.
Kaliope wyrzuciła dwa granaty. Wraz z potężną falą uderzeniową trzech Galanów rozprysło się, jak monstrualne robaki, a interfejsy wbudowane w kaski sabotażystów zamigotały i na sekundę przygasły.
- Zachować szyk. - Rozkaz rozbrzmiał w ich uszach, tuż przed tym, gdy w słuchawkach zaległa martwa cisza.
- Lelu, głowa nisko! - Twardy głos Homera dodawał otuchy, a fakt iż obie dłonie zaciskał na wielkich maszynowych siekańcach odciskał w sercu dziewczyny złudną nadzieję. Może on nie pozwoli nam zginąć. Jak nie on to kto nas obroni?
Korytarz rozbrzmiał wystrzałami i Lelu spostrzegła, jak Mirra chwieje się w biegu, dygocze, by paść na wznak bez ruchu. Z jej interfejsu strzelały iskry, a czarna kałuża krwi i oleju rosła w oczach.
Homer wypalił serią, roztrzaskując pokryte pariatytem pancerze wrogów. Ziemia zatrzęsła się, a wraz z nią całe pięć kondygnacji sanktuarium. Czas im się kończył i na szczęście wrota do serca kompleksu już majaczyły w oświetlanym rozbłyskami wystrzałów przedsionku.
- Czysto. - W słuchawkach rozbrzmiał głos Diago. Lewe ramię zwisało bezwładnie, a rolująca się, popalona skóra odsłaniała stelaż i plątaninę pourywanego okablowania.
Lelu opadła na podłogę, nieporadnie jak chory kot. Pora na jej część zadania. Tylko po to ją tu ciągnęli. Uświadomiła sobie, że tylko z tego powodu Homer narażał własne życie, by ją chronić. Odpędziła od siebie nieprzyjemną, absurdalną w tej sytuacji myśl i ruszyła przed siebie.
Dwadzieścia zapadek w kodowaniu robiło wrażenie, ale po to ją hodowano, karmiono i szkolono. Poświęcono jej cenne miesiące inkubacji i imprintingu, by teraz wklepała kolejno właściwe ciągi cyfr. Miała rozgryźć jakie konkretnie.
Związała krzykliwie rude włosy w kitkę na czubku głowy, strzeliła palcami i zaczęła rozgryzanie. Pierwsze dwa weszły bez problemu, same pojawiały się przed oczyma, resztę wydobywała powoli z cierpliwością neurochirurga łączącego światłowodowe cewki z ciałem pacjenta.
Czas przeciekał im przez palce, ale nikt nie miał odwagi jej pośpieszać, wszak na niewiele się to zda. Nikt też nie wpadł na pomysł zebrania zwłok towarzyszy w jedno miejsce, czy choćby opatrzenie ran żywych. Stali tak gotowi, spięci, czekając na zgrzyt zamków, lecz gdy wreszcie wrota wsunęły się w podłogę żadne z nich nie było na to przygotowane.
Lelu odskoczyła kryjąc się w kącie i to uratowało jej młodziutką dupę. Mroki rozświetliły rozbłyski, a huk nie dawał szans na złapanie połączenia z grupą.
Kaliope ruszyła przodem osłaniana przez Diago. Wrzeszczała, ale można było to wywnioskować jedynie po ruchu jej ust. Homer pociągnął struchlałą dziewczynę za sobą. Nikt nie może zostać z tyłu, potrzeba każdej lufy karabinu. Po przekroczeniu progu wielkiej sali, mężczyzna popchnął ją brutalnie w stronę betonowego filaru, a sam ruszył osłaniać szefową. Tylko ona wiedziała, jak "rozbić" sieć. Walczyli z całych sił, ale wróg nie ustawał. To co stało się w ostatnim etapie ich misji, było pełne bolesnego rozczarowania i gorzkiego strachu. Koniec. Snajper zaszyty nad wnęką wyjściową przestrzelił piękną głowę Kaliope, ich ostatniej szansy. Po niej padł Diago, a Homer przyszpilony do muru nie mógł choćby ruszyć palcem, by tamci go nie zdjęli.
Lelu nie wiedziała, jak zniszczyć lub choćby rozbroić broń wroga. Była nieprzydatna, a do tego w jej opętanej paniką głowie, kołatały się myśli kompletnie nieprzystające do sytuacji. Nie powinna myśleć o Homerze. O tym, że nie zdąży mu podziękować.
Nie patrząc na niego wychyliła się i wystrzeliła serię w stronę kryształu, jarzącego się w półmroku, jak rozpalona bryłka węgla.
Usłyszeli pyknięcie, zupełnie jakby poszła rysa po szklanej tafli i...
Coś przeskoczyło. Dźwięk, przestrzeń, obraz, światło i cała reszta doznań zmieniła się w jedną mieszaninę. Feria kolorów, a po niej przerażająca biel. Nicość i brak odniesienia. Kolejne piknięcie i uderzenie o twardą powierzchnię pokrytą włochatą... wykładziną? Umarłam.
Lelu dopiero po chwili zorientowała się, że ze strachu zaciska powieki. Otworzyła je i oczom ukazał się dziwny świat. Niebo nie było okryte warstwą grubego smogu, ale to było najmniej zadziwiające ze wszystkich spostrzeżeń. Z szczeciniastego, zielonego podłoża unosił się mokry, świeży i kwaśny zapach, a po lewej stronie wznosiła się polipowato-koralowa struktura, o chropowatej okrywie i bujnej koronie.
- Żyjemy? - Głos Homera był tak nieoczekiwany, że Lelu zapiszczała jak mała dziewczynka i rzuciła się mu na szyję wtulając twarz w śmierdzący krwią kaptur.
- Nie wiem. - Odpowiedziała dziwnie rozleniwionym głosem.
Coś zagrało i nad ich głowami przeleciały mini roboty o dziwacznym mięciutkim pokryciu osłon.
- Udało się nam?
- Nie wiem. Ale tu jest pięknie. - Lelu roześmiała się radośnie i zaczęła szperać w przytroczonej do pasa puszce. Wyjęła ostatni skręt z przydziałowej racji, ten zachowany w razie nagłej potrzeby świętowania zwycięstwa. Odpalając czuła się szczęśliwa. Wreszcie mieli czas, którego zawsze brakowało.
- To co teraz zrobimy? - Wyglądał jak zagubiony dzieciak.
- Może porozmawiamy?
Obrazek

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Wojny Gadżi[+18]

Post autor: wołszebnik » 11 stycznia 2013, 13:18

SpoilerShow
Ciało czujnego przeleciało przez korytarz z takim impetem, że Homer ledwo zdążył przeskoczyć nad jego górną połową szorującą po gładkiej posadzce i znaczącą, krwawym śladem zmieszanym z zawartością rozprutych jelit, zwrot oraz kierunek lotu.
No więc to, co podkreśliłam, stanowi jedno. Ale musiałam wyłowić to zdanie i dłuższą chwilę się nad nim zastanowić, by to dojrzeć. Całość zaburza brak przecinka przy wtrąceniu:
"Ciało czujnego przeleciało przez korytarz z takim impetem, że Homer ledwo zdążył przeskoczyć nad jego górną połową szorującą po gładkiej posadzce i znaczącą, krwawym śladem, zmieszanym z zawartością rozprutych jelit, zwrot oraz kierunek lotu."
A w sumie sugerowałabym i szyk nieco zamienić:
"Ciało czujnego przeleciało przez korytarz z takim impetem, że Homer ledwo zdążył przeskoczyć nad jego górną połową szorującą po gładkiej posadzce i znaczącą krwawym, zmieszanym z zawartością rozprutych jelit, śladem zwrot oraz kierunek lotu."
Ziemia zatrzęsła się a wraz z nią całe pięć kondygnacji sanktuarium.
cisłabym przecinkiem przed 'a'
Lewe ramie zwisało bezwładnie,
ramię
Lelu opadła na podłogę, nieporadnie jak chory kot. Pora na jej część zadania. Tylko po to ją tu ciągnęli. Uświadomiła sobie, że tylko z tego powodu Homer narażał własne życie, by ją chronić. Odpędziła od siebie nieprzyjemną, absurdalną w tej sytuacji myśl i ruszyła przed siebie.
Dwadzieścia zapadek w kodowaniu robiło wrażenie, ale po to ją hodowano,
Nie mówię, że to totalny błąd, może zrobiłaś to z premedytacją, niemniej... czy to naprawdę konieczne trzykrotnie zaznaczać, że tylko dla przydatności do konkretnego zadania Lelu wcześniej hodowano i tak dalej, i jej kumpel ją osłaniał? Po pierwszym 'tylko po to' dla mnie było to już jasne, przyjęłam do wiadomości.
Acz, oczywiście, rozumiem, jeśli stwierdzisz, że taki chciałaś zastosować zabieg, wzmocnić przekaz, niemniej... ot daję sygnał, mnie to ciut rozdrażniło, że mi autor trzeci raz taką prostą rzecz powtarza.
strzeliła palcami i zaczęła rozgryzanie.
no więc, niebezpieczeństwo, ważna misja, ryzyko i tak dalej i nagle... rozgryzanie :facepalm:
ja bym dopasowała jakieś wyrażenie związane z dekodowaniem, albo rozszyfrowywaniem, acz pociągałoby to w ogóle zmianę gramatycznej konstrukcji tego zdania.
Lelu odskoczyła kryjąc się w kącie i to uratowało jej młodziutką dupę.
Obrazek
Coś przeskoczyło. Dźwięk, przestrzeń, obraz, światło i cała reszta doznań zmieniła się w jedną mieszaninę. Feria kolorów, a po niej przerażająca biel. Nicość i brak odniesienia. Kolejne piknięcie i uderzenie o twardą powierzchnię pokrytą włochatą... wykładziną? Umarłam.
Zdarzyło Ci się to wcześniej, acz tu jest najjaskrawsze i naprawdę gryzie po oczach. Brak dopisku, że to pomyślunek bohaterki, czy brak choćby wyróżnienia kursywą sprawia, że mamy wrażenie, iż na króciutki moment przechodzisz z narracji trzecioosobowej na pierwszą. I to jest fe!
Obrazek

Ale "nicość i brak odniesienia" - :heart:
że zaciska ze strachu powieki.
no koszmar to nie jest... acz... czepiasta wołszasta wie, że Kompot potrafi lepiej i poprawniej. Jeśli przyjąć, że odrobinkę spsułaś szyk, to wychodzą nam powieki ze strachu :lalala:
Otworzyła je i oczom ukazał się dziwny świat. Niebo nie było okryte warstwą grubego smogu, ale to było najmniej zadziwiające ze wszystkich spostrzeżeń. Z szczeciniastego, zielonego podłoża unosił się mokry, świeży i kwaśny zapach, a po lewej stronie wznosiła się polipowato-koralowa struktura, o chropowatej okrywie i bujnej koronie.
- Żyjemy? - Głos Homera był tak nieoczekiwany, że Lelu zapiszczała jak mała dziewczynka i rzuciła się mu na szyję wtulając twarz w śmierdzący krwią kaptur.
- Nie wiem. Ale tu jest pięknie. - Odpowiedziała dziwnie rozleniwionym głosem.
Mam wrażenie, że to się trochę za szybko rozegrało. Lelu jest w epicentrum dramatycznych, szybkich zdarzeń. Huki i zgrzyty ścigają się jak bolidy na torze F1, ona oddaje strzał i sru! Jednym przyciskiem wyłącza świat. Do tego momentu jest ok, ale ta zmiana jest na tyle drastyczna, że gdy po otwarciu oczu, po pytaniu, czy nadal żyją, dziewczyna natychmiast odpowiada: "nie wiem, ale tu jest pięknie", no to przestaję jej wierzyć. Kurka, zatkałoby ją na chwilę, oniemiałaby z wrażenia, zamrugałaby parę razy, by się upewnić, czy rzeczywiście oczy otworzyła. Cokolwiek.
Już sam pomysł, by potraktować obrazek jako punkt finałowy, nie zaś punkt wyjścia, wydaje mi się ciekawy. Generalnie spodobała mi się akcja, rozmach narracyjny, tempo. Fajna, dynamiczna scenka.
Parę uwag w spoilerze i jedno małe "i": mam nadzieję, że kiedyś wrócisz do tego tekstu, rozwiniesz go, może ciut wypolerujesz stylistycznie. Jest dobry, ale ciut widać, że to taki szkic pisany na szybko.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Wojny Gadżi[+18]

Post autor: Joa » 13 stycznia 2013, 13:59

Fajnie, że twój tekst jest zupełnie inny od mojego, że obie miałyśmy odmienną wizję, za to Ci gratuluję:
Obrazek

Po raz:
- świetne imiona!
Obrazek
- ciekawy pomysł!
Obrazek
- wartka akcja, mimo, że czytałam na przerwie, na której nie było nudno, to wybrałam czytanie twojego opowiadania!
- na samym końcu miałam taką minę:
Obrazek
Bo szybko, (za szybko), się skończyło.
SpoilerShow
Lelu odskoczyła kryjąc się w kącie i to uratowało jej młodziutką dupę.
Nie wiem dlaczego, ale za nic mi to nie pasuje. To znaczy, określenie z ust narratora: "młodziutką dupę".
Obrazek

Było kilka, kompociastych błędów, na które uwagę już zwróciła Black i chwała jej za to!
Czasami wszystko szło na szybko, trudno było ogarnąć to, co się stało.

Ale podobało mi się, więc:
Obrazek
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1449
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Wojny Gadżi[+18]

Post autor: Kanterial » 14 stycznia 2013, 00:14

" Kto porwałby się na tak szalony pomysł, misję samobójczą i skazaną na fiasko."
Pytanie?

"Tylko ona wiedziała, jak "rozbić" sieć. Walczyli z całych sił, ale wróg nie ustawał."
coś tutaj jest nie tak, jakis akapicik w środku tekstu? xD

" Była nieprzydatna, a do tego w jej opętanej paniką głowie, kołatały się myśli kompletnie nieprzystające do sytuacji."
usunęłabym drugi przecinek

***
Wohohoa, ależ mi się ta pierwsza część podobała! Tak bardzo, że gdy uświadomiłam sobie, gdzie przeniósł się Homer i Lelu, to aż mi się przykro zrobiło, że to już koniec tej ciemnej, zmechanizowanej części Twojej miniatury. Ciekawie, dużo akcji! Ach, podobało mi się. Wyjdzie mi chyba całkiem niezgrany i pełen chaosy komentarz, ale to dlatego, że dawno nic mi się tak nie podobało tu, na forum. I w tym przypadku cieszyłam się, że jest to miniatura, bo wszystko, co mogło być, było tutaj. Wątki które nakreśliłaś były na tyle wytłumaczone, że nie mam palącej potrzeby dowiedzenia się o tym, czego nie opisałaś - a to mnie najczęściej spotyka w miniaturach. Ostatnia, którą czytałam, czyli wariacja Joi na temat tego samego obrazka, podobała mi się w identyczny sposób ale była napisana inaczej, pytająco, intrygująco w sposób taki, że aż zaczęłam autorkę namawiać do kontynuacji :bag:.

Twoja praca cholernie mi się podoba i akurat tutaj nie wyobrażam sobie ciągu dalszego - chyba naprawdę nic by mi się bardziej nie podobało. Nie wiem, co mogłabyś napisać, by nie zepsuć tak dobrego efektu. Jeśli interesuje Cię, co mnie najbardziej urzekło, to napiszę: opis świata naturalnego w ten mechaniczny sposób, struktury zamiast drzew, urządzenie zamiast zwierzęcia. Myśl bohaterki, brzmiąca "nie zdążę mu podziękować". Wszystkie opisy Homera i jego relacji z Lelu. A najbardziej, najmocniej ze wszystkiego, podobał mi się śmierdzący krwią kaptur. Nie wiem, dlaczego. To chyba chore, ale, niech to szlag, nic mnie tak w tym tekście nie oczarowało, jak śmierdzący krwią kaptur, to jak użyłaś tych słów, jak je wplotłaś w tekst. Boże, jestem jakaś dziwna :bag:

//komentarz może nie na poziomie, ale 'double pleasure' traktuję lajtowo - mam nadzieję, że nikt mnie za tak nieskładnie napisane myśli nie zjedzie xD
Du warst das Abbild der Vollkommenheit

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Wojny Gadżi[+18]

Post autor: pierdoła saska » 22 stycznia 2013, 07:28

Komentarz pisany dwuetapowo, bo mnie senność zmogła i kończyłam rano. ^^"

Plusior za atmosferę i dynamikę. Tu i tam sprzeczałam się z doborem słów, bo mnie czasami coś wybijało, ale też nie ukrywam, żem zmęczona, wiec trochu może być to moja wina. para przypadków wyraźniejszych wrzuciłam w spoiler. A tak ogólnie, to bardzo dobrze mi się czytało. Jak już rzekłam dynamika w wybranych scenach była świetna i sprawiała, że tekst czytał się sam. [i tu przechodzimy do śnieżnego poranka xD] Myślałam, że w ostatecznym rozrachunku będzie mi przeszkadzała scenkowość tego. No bo opisujesz mały kawałek jakiegoś konfliktu. Tam musiała być kupa rzeczy wcześniej! ...ale koniec końców mi to jednak nie przeszkadzało. Cokolwiek było wcześniej, to zostało przemycone tu i tam, aby dało się mieć o tym blade pojęcie, a dla opowiadaniowego tu i teraz nie wydawało mi się tak szalenie ważne, aby tekst żyć bez tego nie mógł. :) Podsumowując: podobało mi się ^____^
SpoilerShow
Jako jedyna nie poddała się przebudowie i jej w stu procentach zbudowane z żywych [a może by dać organicznych? tak se jeno gdybię?] tkanek ciało, zaczynało zawodzić.

Mężczyzna przystanął i zarzucił sobie Lelu na plecy. Nie stać ich było na dłuższy przystanek. [postój?]

Nikt nie zakrzyczał [dałabym krzyknął, ale sie nie upieram]
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Sadi

Re: Wojny Gadżi[+18]

Post autor: Sadi » 19 kwietnia 2013, 02:48

Musze przyznac, ze gdy doczytalem ostatnie slowa, pierwsza mysla jaka powstala mi w glowie bylo "co, juz koniec? ku*wa, a tak fajnie sie zaczelo" i to jest streszczenie odczucia, ktore opisalbym jako niesamowicie mocny niedosyt ciagu dalszego :). jedyne co rzucilo mi sie w oczy, to chwilowe, powierzchowne podobienstwo do motywu z Diuny Frakna Herberta (tom Bóg imperator Duny), gdzie byl podobny bieg (z ta róznica, ze probowali sie wydostac, zamiast dostac do wnetrza), ale potem akcja tak plynnie mnie wciagnela, ze przeczytalem jednym tchem. Moze warto to rozwinac, i stworzc na postawie tego, cos wiekszego?

Awatar użytkownika
Dwaggyy

Re: Wojny Gadżi[+18]

Post autor: Dwaggyy » 07 czerwca 2013, 21:14

Nie bardzo się orientuję, ale poczułem się, jakbym został wrzucony na głębokie wody. Czytając miałem wrażenie, że był to nie początek, a środek jakieś świetnej książki. Zabrakło mi tutaj stopniowego wprowadzania postaci, ale mogę się mylić, po prostu takie odniosłem wrażenie. Zaskoczył mnie tylko koniec. Moim zdaniem za szybki.

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 421
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Wojny Gadżi[+18]

Post autor: Kompot » 07 czerwca 2013, 23:43

Nie dziwię się. Tekst powstał do obrazka. Jakiś czas temu zmontowałam taki temat, gdzie ludzie rysujący wklejali obrazki, a piszący dopisywali do nich historię. Praca nie jest przemyślana. Był obrazek i były wolne trzy godzinki, więc siup. Nie tłumaczę tutaj ewentualnych słabych stron tekstu, tylko raczej chaos. XD
Obrazek

Awatar użytkownika
Mrok

Re: Wojny Gadżi[+18]

Post autor: Mrok » 01 września 2013, 16:00

Kompocie wszystko ładnie pięknie, ale muszę się przyczepić pewnych kwestii dotyczących hmm wojskowości i prowadzenia walki. Opisujesz żołnierzy, tym jak postępują pewnie chciałaś pokazać, że są dobrze wyszkoleni, potrafią walczyć. Nie zrozum mnie źle, ale czytając zauważyłem, że nie bardzo się orientujesz i nie dziwię ci się, bo jesteś dziewczyną, a dziewczyny nie ogarniają takich rzeczy. Byłem w przeszłości w grupie rekonstrukcyjnej kilka lat i orientuję się. Chcę ci udzielić kilku wskazówek :) Jeśli chcesz możesz je wykorzystać. W tym celu odniosę się do współczesnych sposobów prowadzenia walki.

Działania wojenne można podzielić na dwa główne rodzaje. Na te w terenie otwartym, niezurbanizowanym. Wszelkie góry, lasy, równiny, doliny i tak dalej (taktyka zielona) oraz te w terenie zurbanizowanym (taktyka czarna). Ta druga dzieli się jeszcze na dwa rodzaje tzw. MOUT (MILITARY OPERATION IN URBAN TERRAIN) innymi słowy walka w mieście i CQB (CLOSE QUARTERS BATTLE). To drugie obejmuje prowadzenie operacji na jednym obiekcie: budynku, pociągu, samolocie, autobusie i innych. W twoim tekście mamy do czynienia z CQB.

Po pierwsze: We współczesnych formacjach nie pojawia się ktoś taki jak "czujny". Ktoś taki jest TYLKO w oddziale działającym na terenie otwartym i nazywa się go szperaczem lub zwiadowcą. Prowadzi on oddział z polecenia dowódcy, melduje o zagrożeniu i takie tam. Maro mogłabyś nazwać pierwszym w kolumnie, ale nie czujnym.

Po drugie: Szyku klinowego fachowo zwanego tyralierą nie używa się w pomieszczeniach. Wystarczy jedna seria pociągnięta z lewej do prawej i jest po oddziale. Walcząc w terenie zamkniętym żołnierze poruszają się blisko ścian, niemal się o nie ocierając. Po lewej jak i po prawej stronie w dwóch kolumnach. Jeden drugiego trzyma za ramię, by ten z przodu wiedział, że jest ubezpieczany przez kolegów. Dlaczego w dwóch kolumnach? Ano dlatego, że ci z lewej widzą lepiej co kryję się za rogiem po prawej stronie i na odwrót. Osłaniają się w takich sposób, że tory i pocisków przecinają się. W ten sposób łatwiej im likwidować zagrożenie.

Po trzecie: Meldując "czysto" co oznacza brak obecności wroga winna się pojawić forma: "Diago, czysto". Diago melduje, że u niego wszystko ok. W ferworze walki żołnierze muszą koniecznie wiedzieć u kogo jest "czysto" a u kogo są jacyś tango do rozwalenia. Ponadto taki meldunek informuje o tym, że Diago wciąż żyje i ma się dobrze. Gdy ktoś krzyknie "czysto" nie zawsze wiesz kto to był i pojawia się kłopot.

Po czwarte: W pewnym momencie twoi bohaterowie wszyscy ruszyli do przodu, nikt nie został z tylu i nie osłaniał. Bardzo niebezpieczny krok. Oddział bez osłony z tyłu jest wystawiony na ogromne niebezpieczeństwo. To tak jakby sami zastawili na siebie pułapkę i w nią wleźli.

Po piąte: Nie odważyłbym się rzucać granatami w pomieszczeniach. Mogła by runąć któraś ze ścian lub sufit. Ponadto twoi bohaterowie nie znaleźli żadnej osłony, Odłamki mogłyby ranić i ich.

Po szóste: Gdy Homer wziął Lelu na plecy. Trochę niefajnie gdyby zaczęła strzelać mu nad uchem. Biednemu Homerowi rozwaliłoby pewnie bębenki. Jeśli miałaby strzelać, winna trzymać broń na wysokości mniej więcej jego żeber. Tak jest o wiele bezpieczniej. Drugą sprawą jest odrzut, który mógłby wybić jej karabinek z ręki.

To chyba wszystko jeśli chodzi o te militarne sprawy.

Fermentuj dalej :)

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 421
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Wojny Gadżi[+18]

Post autor: Kompot » 01 września 2013, 18:27

Mroku. Dziękuję za pomoc z pewnością przyda mi się na przyszłość. Ja tematu tutaj nie rozwijałam i nie do końca pamiętam jak to wszystko poprowadziłam. Nie robiłam riserczu na temat CQB, bo nie było mi to potrzebne (tak myślałam). Znaczy z tego co pamiętam, to mieli być ostatni partyzanci zdjęci paniką. Czujny to mój wymysł i może nie mieć związku z tym o czym piszesz. Z pewnością nie wytłumaczyłam tu wiele z mojego zamysłu. Jakby nie było z pewnością rady są przydatne i jeśli będę kiedyś pisała coś w tym stylu, to nie omieszkam zgłosić się do poradę.
Obrazek

Awatar użytkownika
Szary Wilk
Posty: 23
Rejestracja: 15 grudnia 2012, 21:35

Re: Wojny Gadżi[+18]

Post autor: Szary Wilk » 05 września 2013, 18:03

Wrażenia po lekturze jak najbardziej pozytywne. Wartka szybka akcja od samego początku to niebywały plus tej miniatury. Napięcie startuje z wysokiego poziomu i cały czas rośnie gwałtownie, by potem szybko BUM, katharsis i koniec. Prawie jak u Hitchcock'a.
Kompot pisze:Największy młyn panował pod kompleksem świątynnym, a tu zgrupowane siły okazały się zadziwiająco wątłe.


Młyn w znaczeniu zamieszanie to język potoczny. Czy narrator trzecioosobowy może się nim posługiwać? Nie wiem, które słowo jest pasujące do twojego stylu i zastąpiłoby „młyn”. Możliwości jest wiele.
Kilkakrotnie w tekście pojawia się nieprzeniesiony akapit.

Na wyróżnienie zasługuje również (co zostało już zauważone) opis naszego świata z perspektywy ludzi żyjących z technologia za pan brat. Najbardziej przypadł mi do gustu opis ptaków. :)


Pozdrawiam

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Wojny Gadżi[+18]

Post autor: R. Bates » 21 grudnia 2013, 16:50

Kompot, w końcu mogę coś Twojego przeczytać ;).

CHRONOLOGIA CZYTELNICZEGO SPONTANU:
- „Jako jedyna nie poddała się przebudowie i jej w stu procentach zbudowane z żywych tkanek ciało, zaczynało zawodzić.” - to zdanie mi jakoś nienaturalnie brzmi. Ja bym zapisał to: „...i jej ciało, zbudowane w stu procentach z żywych tkanek, zaczynało zawodzić”.
- „Ciało czujnego przeleciało przez korytarz z takim impetem, że Homer ledwo zdążył przeskoczyć nad jego górną połową szorującą po gładkiej posadzce i znaczącą, krwawym śladem zmieszanym z zawartością rozprutych jelit, zwrot oraz kierunek lotu.” - no to zdanie też ma trochę nieczytelną składnię. To chyba wina interpunkcji. Ja bym umieścił przecinki tak: „Ciało czujnego przeleciało przez korytarz z takim impetem, że Homer ledwo zdążył przeskoczyć nad jego górną połową, szorującą po gładkiej posadzce i znaczącą krwawym śladem, zmieszanym z zawartością rozprutych jelit, zwrot oraz kierunek lotu. Choć ogólnie zdanie jest złożone w ciężki sposób, więc mogę się mylić.
- „ Wraz z potężną falą uderzeniową trzech Galanów rozprysło się...” - tutaj po słowie 'uderzeniową' powinien być przecinek, bo z obecnego zapisu wynika jakby falę uderzeniową generowało trzech Galanów.
- „- Czysto. - W słuchawkach rozbrzmiał głos Diago.” - już w kilku wcześniejszych momentach chciałem przytoczyć zapisywanie dialogów, ale myślałem, że to robisz celowo. Po wypowiedzi 'Czysto' nie powinno być kropki, a 'w słuchawkach' powinno być małą literą, bo to didaskalia kończące wypowiedź.
- „...kołatały się myśli kompletnie nieprzystające do sytuacji.” - myślę, że 'się' jest tu zbędne. „...kołatały myśli...” brzmi ładniej i rozsądniej.
- „- Nie wiem. - Odpowiedziała dziwnie rozleniwionym głosem.” - tutaj podobna sytuacja z dialogiem. Po 'Nie wiem' nie powinno być kropki. A „odpowiedziała' małą literą.

PODSUMOWANIE:
Rozumiem, że tekst jest próbą napisania tego, co wydarzyło się tuż przed sceną z obrazka? Całkiem fajnie Ci to wyszło. Dynamicznie, z niezłą akcją. Początkowo nie wiedziałem zbytnio o co chodzi, ale wraz z ostatnimi zdaniami wszystko mi się wyjaśniło i zamknęło w niezłą całość. Momentami składnia zdań nie była optymalna. Gdzieniegdzie też widywałem brak przecinków lub niewłaściwe ich zastosowanie, ale to drobiazg. Natomiast nie wiem, czy czytałaś coś na temat poprawnego zapisywania dialogów, bo wydaje mi się, że popełniasz regularnie pewien błąd, który dwukrotnie przytoczyłem w ccs'ie. Ogólnie przyjemna miniatura ;).
Veni, Vidi, Komci

ODPOWIEDZ