Drodzy Literkowicze!

Trwa głosowanie na PROZĘ MAJA! Zapraszamy do udziału w ankiecie.

Cykl: "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika

"W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną." ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
rootsrat

Cykl: "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika

Post autor: rootsrat » 22 listopada 2011, 00:55

Niektórzy zapewne znają poniższy tekst. Zachęcony zmianą szefostwa i powodowany chęcią sprawdzenia, jak się tu sprawy mają po długiej nieobecności, postanowiłem ponownie zamieścić coś na Literce.
Poniższy tekst jest wersją finalną. Wszystko, co poniżej zostało napisane z premedytacją.
Życzę przyjemnej lektury.

Kilka elegancko ubranych osób przyglądało się w milczeniu leżącemu na łóżku mężczyźnie. Łóżko było wysunięte z głębi jednej z kilkudziesięciu szuflad, równomiernie rozłożonych na ścianach pomieszczenia przypominającego nieco kostnicę. Lampa zawieszona pod sufitem rzucała upiorny blask na nagie ciało. Klatka piersiowa unosiła się i opadała miarowo, a do żył na rękach mężczyzny podłączone były kolorowe przewody, niknące w mroku szuflady. Jego głowę otaczała opaska Mind Playera. Jedno oko przysłaniał mikroprojektor urządzenia.
Jako pierwsza ciszę przerwała jasnowłosa kobieta.
.oOo. Biegłem. Zdawało mi się, że całą wieczność. Wąska, metalowa rampa zawieszona wysoko nad kanałem uciekała spod moich stóp, a stukot ciężkich butów odbijał się echem od ścian wznoszących się po obu stronach. Wysoko w górze granat wieczornego nieba kontrastował z szarością betonu. Rampa ciągnęła się prosto przez jakieś sto metrów, po czym znikała za ostrym zakrętem. Zaczynałem odczuwać brak sił. Zaryzykowałem szybki rzut oka za siebie.
Dwóch ścigających mnie facetów zmniejszało odległość. Nadludzkim wysiłkiem przyspieszyłem kroku. Zakręt był coraz bliżej. Nagle coś z tyłu trzasnęło głucho. Niemal w tym samym momencie spory kawałek betonu odpadł ze ściany obok, pociągając za sobą kaskadę białego pyłu. Padł drugi strzał i tym razem usłyszałem świst plazmy tuż kolo ucha. Udało mi się dobiec do zakrętu, zanim wystrzelono po raz trzeci. Z ulgą pokonałem ostry łuk i wpadłem prosto w pustkę.
Rampa była zerwana tuż za rogiem - jej część musiała przerdzewieć i zapaść się. Zdążyłem tylko krzyknąć i runąłem wprost w płyciznę kanału, jakieś piętnaście metrów w dół. Poczułem serce w gardle…
...i otworzyłem oczy. Uniosłem soczewkę mikroprojektora i zamrugałem, odzyskując ostrość widzenia. Następnie wyciągnąłem z ucha igłę złącza, po czym zdjąłem z głowy Mind Playera. Lekka dezorientacja jak zawsze minęła po kilkunastu sekundach.
- I jak preview? – zapytała młoda kobieta siedząca w fotelu za biurkiem.
- W porządku, Moni – odparłem. Przez moment miałem uczucie déjà vu. – Daje radę, wezmę. Gość połamał sobie kręgosłup, ale przeżył, mówisz? Jestem pewien, że znajdę kilku masochistów, którzy będą chcieli za to zapłacić.
- Michał… Uważaj na siebie. Ostatnio podejrzanie często kręci się tu KSP. Widziałam też paru tajniaków bez koloratek. Mam zamiar zmienić miejscówkę. Chyba przeniosę się bliżej centrum okręgu.
- Nie boisz się konkurencji? – zdziwiłem się. Monika była zazwyczaj ostrożna, nie lubiła ryzyka.
- Wolę bać się konkurencji niż pancernych koloratek – na jej twarzy przez chwilę zakwitł uśmiech. – Tę pierwszą zawsze można wykończyć. Czarny rynek rządzi się swoimi prawami, szczególnie w naszej branży. Przecież nie muszę ci tego mówić.
- Nie musisz – zgodziłem się. Wiedziałem, że Katolickie Służby Policyjne składały się z doskonale wytrenowanych oddziałów. Kościół katolicki, który dawno temu wyszedł poza sferę duchową i stał się organizacją polityczną, a w 2032 roku przejął władzę w ogarniętym powiększającym się kryzysem państwie, bardzo dbał o poziom szkolenia nowej policji. Pancerne koloratki, czyli wyszkoleni klerycy, którzy zastąpili standardowe jednostki prewencyjne i porządkowe, nie miały sobie równych pod względem umiejętności bojowych.
- Najdalej za tydzień już mnie tu nie będzie. Za gorąco się robi.
- Ile za ten dream? – poklepałem leżący obok Mind Player.
- Jak dla ciebie czterdzieści. Plus dzisiejsza noc dla mnie, włączając w to kolację przy świecach i opróżnienie butelki wina z niesyntetycznych winogron. Co ty na to?
Zapadło milczenie. Nie musiałem odpowiadać. Zmierzch sączył się do pokoju przez duże okna, zatapiając pomieszczenie w półmroku. Dziewczyna posłała mi powłóczyste spojrzenie spod kaskady blond włosów i zamrugała niemożliwie długimi rzęsami. Nie, zdecydowanie nie musiałem odpowiadać. Po prostu uległem. Jak zawsze, przez całe dwa lata naszej znajomości. Nie wiem, dlaczego do tej pory nie byliśmy razem. Chyba obydwoje zbytnio ceniliśmy niezależność i swobodę. Poza tym, gdybyśmy stworzyli związek z prawdziwego zdarzenia, ciężko byłoby nam ze sobą handlować nielegalnymi projekcjami. Chociaż z drugiej strony… Gdyby połączyć dostawców Moni z moimi koneksjami wśród odbiorców dreamów, moglibyśmy rozkręcić razem niezły biznes.
Kobieta wyrwała mnie z zamyślenia dotykając lekko dłoni. Nawet nie widziałem jak podchodziła. Kiedy tylko chciała, potrafiła się skradać jak kotka.
Po kolacji na zmianę kochaliśmy się i przysypialiśmy, dopóki blady świt nie zajrzał w okna apartamentu. Wtedy zasnęliśmy na dobre, wtuleni w siebie; szczęśliwi, zmęczeni i zupełnie nieświadomi nadchodzącej tragedii.
.oOo. Promienie słońca padające na łóżko zbudziły mnie koło południa. Po cichu wygrzebałem się spod kołdry, starając się nie obudzić Moniki. Odwróciła się tylko na drugi bok i westchnęła lekko przez sen, a jej włosy rozlały się po poduszce jasną falą. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się, pakując przy okazji do plecaka wkładkę z nagraniem. Na parter zjechałem windą. W jej drzwiach minąłem się z trójką facetów w długich, czarnych płaszczach. Nie mieli koloratek, ale zdecydowanie wyglądali na tajniaków z KSP, o których wspominała wczoraj kobieta.
Gdy zniknęli w windzie, momentalnie dopadłem drugiej kabiny. Chwilę musiałem odczekać, zanim zjawiła się na dole. Podjechałem na piętro poniżej apartamentu mojej wspólniczki i wszedłem po schodach na górę, zachowując czujność. Drzwi do mieszkania były lekko uchylone. Wślizgnąłem się do środka. Ostrożnie stawiałem kroki, posuwając się powoli w głąb przedpokoju. Nagle z sypialni dobiegł mnie urwany krzyk, zmieszany z brzękiem tłuczonego szkła. Wpadłem tam jak burza, wyciągając z kieszeni płaszcza mały pistolet plazmowy.
Wielkie okno znajdujące się naprzeciwko wejścia było rozbite. Na zewnątrz kołysała się Ważka – smukły i zwrotny pojazd, służący do transportu niewielkich oddziałów KSP. Z pokojem łączyła ją dość szeroka, wysuwana rampa, po której dwóch facetów w płaszczach wynosiło nieprzytomną Monikę. Trzeci właśnie wznosił pistolet do strzału. Uskoczyłem za fotel stojący obok, a w miejscu, gdzie przed chwilą stałem, dywan zamienił się w parującą, zieloną papkę. Odczekałem kilkanaście sekund. Gdy spodziewane kolejne strzały nie padły, ostrożnie wychyliłem głowę. Zobaczyłem tylko jak ostatni z napastników znika we wnętrzu Ważki, a ta wznosi się pionowo w górę, wciągając jednocześnie rampę. Odważyłem się wyjść dopiero kiedy huk silników zginął w codziennych odgłosach Miasta.
Zakląłem szpetnie i sprawdziłem mieszkanie. Wszystkie pomieszczenia były w nieładzie. Tajniacy ewidentnie czegoś szukali i widać było, że znają się na swojej robocie. W ciągu tych kilku minut dokładnie przeczesali cały apartament, na który składały się sypialnia, łazienka, pokój dzienny oraz kuchnia. Nie byłem pewien czy znaleźli to, za czym węszyli, ale przypuszczałem, że nie – skoro zabrali Moni żywą.
Jeszcze raz przeszukałem mieszkanie – tym razem dokładniej – licząc na jakieś poszlaki, jednak bez powodzenia. Zrezygnowany wymknąłem się z budynku i skierowałem swe kroki do pobliskiej speluny.
.oOo. Knajpa nazywała się “Ostatnie namaszczenie” i była obskurna. W ciemnym, zadymionym wnętrzu powietrze wydawało się ciężkie i gęste. Barman skrzypiał nienaoliwionymi kończynami i co rusz mylił się przy nalewaniu trunków. Sala mieściła kilkanaście stolików, z których zaledwie parę było zajętych przez pojedynczych klientów. Z ukrytych gdzieś pod sufitem głośników sączył się stary jak świat jazz. Coltrane, o ile dobrze rozpoznałem charakterystyczny saksofon. Zamówiłem syntetyczne piwo i oparłem się o stojącą obok baru maszynę do spowiedzi. Była nieczynna. Pęknięty ekran nie wyświetlał żadnego obrazu, a materiał pokrywający klęcznik był brudny i potargany. W miejscach takich jak to raczej mało kto z nich korzysta, skonkludowałem. Większą popularnością cieszyły się na ulicach i w urzędach, gdzie skatolicyzowane i zindoktrynowane społeczeństwo mogło się natychmiast wyspowiadać, czy to w nagłym wypadku, czy po prostu kiedy czuło taką potrzebę. Wystarczyło wcisnąć przycisk i konspiracyjnym szeptem powierzyć automatowi swoje winy. Konto bankowe delikwenta natychmiastowo pomniejszano o adekwatną do popełnionych czynów kwotę, zgodnie z cennikiem ustalonym przez Kościół. Następnie ze slotu pod ekranem wylatywała mała, plastikowa karta, która potwierdzała uzyskanie rozgrzeszenia – co przydawało się na przykład podczas obowiązkowego cotygodniowego nabożeństwa, na którym nieobecność była karana grzywną.
Barman postawił przede mną piwo. Było całkiem smaczne, jak na syntetyk. Zastanawiałem się, czego mogły szukać Służby u Moniki. Jedyne, co mi przychodziło do głowy, to nielegalne nagrania. Miałem jednak pewne wątpliwości. Wykorzystanie Ważki wskazywało na powagę sprawy. Normalnie zgarnęliby ją do radiowozu i zawieźli na najbliższy kaplicariat. Tam - przesłuchali i wypuścili, z braku dowodów. Jak zawsze. Monika dobrze wiedziała, jak się wybronić z takich sytuacji. Nie, to musiało być coś poważniejszego niż zwykły nalot w celu konfiskaty dreamów… Czy jest coś, o czym nie wiedziałem? Może wplątała się w jakieś niebezpieczne interesy? Całkiem możliwe. To by tłumaczyło nagłą decyzję o przeniesieniu biznesu bliżej centrum okręgu. Poczułem się nieco zawiedziony. Ba, zdradzony nawet! Żachnąłem się. Myślałem, że mówiła mi o wszystkim, a jednak miała swoje tajemnice.
Usiadłem przy jednym z wolnych stolików w najciemniejszym końcu sali, wyciągnąłem smartcoma – poręczne urządzenie, łączące w sobie cechy starych telefonów komórkowych, palmtopów i kilku innych podobnych gadżetów - i powoli sącząc piwo, wykonałem kilka połączeń. Miałem wtyki tu i ówdzie, a kilka osób było mi dłużnych przysługi. Tak to się kreci, ty pomagasz komuś, a ktoś tobie.
Pierwszy odezwał się Dziki, który pracował dla KSP w call center okręgu tutejszego kościoła. Sprawdził połączenia z ostatnich dwóch tygodni, które mogłyby mieć coś wspólnego z Moni, ale nic nie znalazł. Jej imię i nazwisko ani razu nie padło w oficjalnej komunikacji Służb Miasta. Czekając, aż odezwą się pozostałe kontakty, zamyśliłem się.
Smutne, że nikt już nie używał nazw miejscowości sprzed lat. Wciąż kołatały się one w pamięci co starszych mieszkańców, ale niemal cała powierzchnia kraju była jedną wielką konglomeracją i nowy rząd oficjalnie zmienił nazwę państwa na buńczuczne Miasto Boże. Struktura administracyjna państwa również zmieniła się po przejęciu władzy przez kler, czyli tak zwanym Przewrocie Rydzyka. Dawne województwa zostały zastąpione przez „okręgi”, których centrami zostały bazyliki, katedry i większe kościoły - wszystkie odpowiednio ponumerowane. Okręg pierwszego kościoła obejmował tereny byłej Warszawy i tak dalej, koncentrycznie, aż do granic Miasta. Wraz z postępem technologicznym i globalizacją większości sfer życia społeczno-politycznego ludzie stopniowo zapominali o dziedzictwie narodowym i pamięć o historii Polski-Miasta sprzed drugiej polowy XXI wieku była coraz mniej żywa. Co prawda w szkołach wciąż udzielano lekcji historii, ale szczerze mówiąc wątpię, żeby zrobotyzowani nauczyciele, starannie zaprogramowani przez kościelnych urzędników przedstawiali prawdziwe wersje wydarzeń. Indoktrynacja przede wszystkim. Większość społeczeństwa potulnie akceptowała ten stan, poświęcając uwagę zarabianiu pieniędzy i wydawaniu ich na nowe zdobycze modnych od jakiegoś czasu nano- i holotechnologii.
Po dwóch kolejnych niepowodzeniach i kuflu syntetycznego jasnego szczęście w końcu dopisało. Ekran smartcoma rozjarzył się nadchodzącym połączeniem. Maciej, stary znajomy, który teraz zajmował ciepłą posadkę kierownika jednej z pomniejszych centrali przepływu informacji KSP, dał cynk, że do kaplicariatu p.w. Serca Jezusowego przywieziono dziś Monikę Bielicką. Podziękowałem kumplowi, dopiłem piwo i udałem się do domu. Pod wieżowcem, w którym mieszkałem, zauważyłem kilka obłych, żukopodobnych pojazdów Służb. Przejechałem obok nie zatrzymując się. Byłem niemal pewien, że znajdowały się tam z mojego powodu.
Samochód porzuciłem kilka przecznic dalej. Musiałem zdobyć inny środek transportu albo poruszać się pieszo. Z oczywistych względów wybrałem pierwszą opcję. Niedaleko stąd mieszkał jeden z moich przyjaciół. Po zdawkowych wyjaśnieniach zgodził się pożyczyć mi swoje sportowe cacko, pełne luksusowych dodatków, typu fotele z masażem czy aromaterapia. Markus pracował jako dyrektor wykonawczy w jednej z większych korporacji Miasta Bożego i wiódł samotne, acz szczęśliwe życie. Raz na kilka lat mógł sobie nawet pozwolić na prawdziwy urlop poza granicami kraju, zamiast tanich, wirtualnych holowakacji. Znaliśmy się od dziecka. Nie przeszkadzało mu, że handluję nielegalnymi projekcjami - od czasu do czasu nawet kupował ode mnie po znajomości co bardziej smakowite kąski.
Z obawy przed namierzaniem postanowiłem nie używać autonavi i poprowadziłem pojazd ręcznie. Udałem się w okolice kaplicariatu, do którego przewieziono dziewczynę i zaparkowałem w bocznej uliczce. Przez chwilę zastanawiałem się co robić. Nagle jakiś dziwny impuls kazał mi wysiąść z samochodu. Jakby wbrew własnej woli zacząłem iść w stronę budynku. Nie bylem pewien, co zamierzam zrobić. Wszedłem do środka i włożyłem rękę do kieszeni płaszcza, gdzie miałem pistolet. Zatrzymałem się w kabinie przejściowej, a beznamiętny automat powiedział:
- Witamy w KSP. Służymy Miastu i Bogu z honorem. Proszę przyłożyć oko do skanera.
Nie ruszyłem się.
- Proszę przyłożyć oko do skanera.
Stałem nieco zdezorientowany, nie za bardzo wiedząc, co mam zrobić. Jeśli dam się przeskanować, na pewno mnie zwiną.
- Proszę przyłożyć oko do skanera. Niezastosowanie się do tej prośby jest karalne.
„Raz kozie śmierć”, pomyślałem i pochyliłem się nad soczewką. Na pół sekundy oślepił mnie błękitny promień.
- Pan Michał Ptasznik. W czym może pomóc KSP? – zapytał robot. Odetchnąłem z ulgą.
- Przyszedłem zobaczyć się z Moniką Bielicką.
- Proszę do środka. Oficer dyżurny udzieli panu dalszych informacji.
Drzwi wejściowe rozsunęły się z sykiem. Coś tu było nie tak. Ogarnął mnie niepokój. Nie potrafiłem powiedzieć, dlaczego, ale jakoś nie chciałem tam wchodzić. Mimo to nogi jakby same poprowadziły mnie do przodu.
Pomieszczenie było dość duże. Oświetlało je kilka lamp rtęciowych. Było jednak dziwnie puste - jedynym meblem okazało się biurko pośrodku. Za nim siedziała...
- Ty? Przecież ty... Ty nie żyjesz!
Zaczęła się śmiać. Głośno i nienaturalnie. Kolana ugięły się pode mną i spadłem w ciemność, czarną jak włosy dziewczyny, która śmiała się przez łzy.
.oOo. Po jakimś czasie, który wydawał się wiecznością, wróciła świadomość.
Biegłem. Bez końca i bez początku. Dwóch ścigających mnie facetów deptało mi po piętach. Dwukrotnie rozległy się strzały i tyleż razy chybiły. Udało mi się dopaść zakrętu, zanim strzelili do mnie po raz trzeci. Z ulgą pokonałem ostry łuk i wpadłem w pustkę.
Rampa była zerwana tuż za rogiem, runąłem wprost w płyciznę kanału. Poczułem serce w gardle…
...i otworzyłem oczy.
- I jak preview? – zapytała.
- W porządku, Moni. Daje radę. Wezmę – odparłem i opanowało mnie uczucie dziwnego déjà vu. Było o tyle nietypowe, że zdawało mi się, iż nie tylko przeżyłem już to, co się dzieje, ale znałem zakończenie tej historii... Przez głowę przemknęła mi wizja mojej wspólniczki i kochanki siedzącej za pustym biurkiem w kaplicariacie i śmiejącej się w głos. Niedorzeczne. Pewnie śniło mi się kiedyś coś podobnego.
- Gość połamał sobie kręgosłup, ale przeżył, mówisz? Jestem pewien, że znajdę kilku masochistów, którzy będą chcieli za to zapłacić – powiedziałem, pozbywając się natrętnych myśli, że coś jest nie tak.
Przez okna apartamentu powoli sączył się mrok.
.oOo. Jako pierwsza przerwała ciszę jasnowłosa kobieta:
- Panowie, jak widzicie, nowy system sprawdza się świetnie. Więzień Specjalny, Michał Ptasznik, skazany na dożywocie za gwałt ze skutkiem śmiertelnym oraz za czarnorynkowy handel projekcjami do Mind Playerów, jest jednocześnie pierwszym podmiotem testowym tego projektu. Do dnia, kiedy jego mózg przestanie funkcjonować z przyczyn naturalnych, będzie wciąż przeżywał ten, mówiąc slangiem, którego używają handlarze, dream. Koszmarny dream. System jest tak zaprogramowany, żeby za każdym razem przypominał sobie odrobinę więcej z tego, co wydarzy się później. Na początku będzie to zaledwie niesprecyzowane uczucie. Po około pięciu latach będzie znał całą historię na pamięć. I absolutnie nic nie będzie mógł na to poradzić.
- A systemy bezpieczeństwa? Co, jeśli coś mu się stanie? Serce nie wytrzyma, na ten przykład? – zapytał jeden z czwórki mężczyzn. Wszyscy ubrani byli w drogie garnitury i wyglądali na wysoko postawione szychy. Wkładki koloratek były z czystego srebra. To o czymś świadczyło.
- Aparatura podtrzymująca życie podłączona jest do centrali. Monitoring dwadzieścia cztery godziny przez siedem dni w tygodniu. Żywi ludzie, nie roboty. Jeśli coś pójdzie nie tak, natychmiast zostaniemy powiadomieni i najbliższy patrol przybędzie na miejsce, żeby sprawdzić przyczynę alarmu. To, czy nowa procedurę prawna, dotycząca odbywania kar przez Więźniów Specjalnych wejdzie w życie, zależy teraz tylko od panów decyzji – kobieta uśmiechnęła się, ukazując dwa rzędy nieskazitelnie białych zębów.
- Pani Moniko – odezwał się drugi mężczyzna, niski, otyły jegomość o nalanej twarzy. – Osobiście jestem pod dużym wrażeniem. Muszę powiedzieć, że leciałem tutaj z pewnymi wątpliwościami, co do pani osoby. Będę szczery. Nie sądziłem, że – proszę mi wybaczyć to określenie – zwykły tajniak, a w dodatku kobieta, może nas czymkolwiek zainteresować. Więcej, byłem pewien, że udzielimy pani reprymendy za marnowanie czasu wysokich urzędników kościelnych z okręgu pierwszego kościoła! Pozytywne wrażenie jest jednak tym większe, że zdążyłem się już zapoznać z kosztorysem tego projektu. Rzadko udaje się osiągnąć tak duże profity przy tak niskich nakładach.
- Ty jak zwykle o kosztach... – mruknął stojący obok facet i skinął głową w stronę pryczy. - Proszę go wsunąć z powrotem. Dość się już napatrzyliśmy.
Monika dotknęła jednego z przycisków na małej płytce z boku łóżka. Mechanizm zaszumiał cicho i wciągnął je do komory. Klapa, będąca jednocześnie monitorem zasunęła się z sykiem, a na ekranie pojawiły się rozmaite dane i wykresy.
Ruszyli w stronę wyjścia.
- Proszę mi powiedzieć, ile zajęło pani przygotowanie tego projektu? – zapytał otyły.
- Rok przygotowań i trzy lata działania pod przykrywką. Z czego dwa współpracy i romansu z Ptasznikiem.
- Dwa lata to szmat czasu. Nie żywi do niego pani żadnych uczuć?
Monika zatrzymała się i spojrzała mężczyźnie w oczy. Głęboko. Chwilę milczała, a jej dolna warga lekko zadrżała. Wreszcie odezwała się głosem zimnym jak stal.
- Ten skurwiel podłączył Mind Recorder do swojego mózgu. Następnie połączył to z Playerem, który założył mojej siostrze. W ten sposób, że odtwarzał jej w live-streamie to, co sam przeżywał. Co widział, słyszał i czuł. A później ją zgwałcił. Siostra skoczyła z siedemdziesiątego piętra. Na szczęście zmarła na zawał. W locie. Jedyne co mi po niej zostało to kosmyk czarnych włosów – jej dłoń powędrowała do szyi i mimowolnie dotknęła owalnego, złotego pudełeczka zawieszonego na łańcuszku. - Czy to wystarczy panu za odpowiedź?
Nie czekając, aż tamten się odezwie, szybkim krokiem ruszyła w stronę zaparkowanego radiowozu. Jej oczy lśniły dziwnym blaskiem. W budynku obok Michał Ptasznik przykładał właśnie oko do soczewki skanera, szczęśliwy, że wszystko idzie jak po maśle.
Leeds, sierpień - październik 2010

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

RE: Cykl "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika [post-rydzyk cyberpunk]

Post autor: pierdoła saska » 22 listopada 2011, 09:49

Po pierwszych dwóch scenach mój mózg miauknał radośnie, że robi się Ziemkiewiczowo, a te klimaty, to ja lubię raz na jakiś czas.
Gdybym mogła tu sobie dodawać teksty do ulubionych, to ten by się tam znalazł obok jeszcze jednego (ale tamten miał minus niedopracowania i bycia nieskończonym). Twoje opowiadanie czyta się bardzo dobrze. Bez potykania się o jakieś gramatyczne stwory-potwory, słowa na siłę wciśnięte w kontekst z lęku przed widmem powtórzenia się, co mnie cieszy niewymownie, bo desperackie próby uniknięcia tego błędu czasami kończą się po prostu śmiesznie.Powtórzenie fragmentu tekstu z początku bliżej końca opowiadania przysłużyło się budowaniu nastroju.
Podobał mi się wykreowany przez ciebie świat. Jak już mówiłam, nieco mi Ziemkiewiczem zaleciał (konkretniej niektórymi tekstami ze zbioru "Coś mocniejszego" jeśli nie pomyliłam tytułów, czytałam to już kilka lat temu). W dodatku przedstawiałeś ten świat na bieżąco, a nie w potopie narracji gdzieś na początku. Trochę zbyt encyklopedycznie wyszło ci to przy opisie podziału administracyjnego, ale to był krótki fragment, w dodatku wiele wnoszący i nie zamierzam się go czepiać. Nie ma sensu.
No i sama fabuła. Stworzyłeś świetną historię, nastawiłeś mnie na pewne opcje, po czym trzasnąłeś tym wszystkim o podłogę, wróciłeś bezpośrednio do początku, powiązałeś ze sobą stworzone wątki i zakończyłeś całość w zgrabny, przekonywujący sposób, którego się jednak nie spodziewałam, a to dla czytelnika radość największa. :)

W sumie jest jedna rzecz, której mi ten tekst nie wyjaśnił i mnie ona gryzie. Czemu dreamy są nielegalne? Wiem, że to nie ma związku z fabułą, ale mnie to zaciekawiło. :)

Edycja, bo zapomniałam dopisac jednej rzeczy: krótkie było! Mogłoby być dłuższe :P




A tak przy okazji, co do premedytacji, to te dwie rzeczy też miały być tak napisane, czy się wkradły przez przypadek?
„Nie bylem pewien, co zamierzam zrobić.” Byłem. (?)
„To, czy nowa procedurę prawna” Brakuje jakiś ogonków, ale nie wiem których, bo jest kilka opcji napisania tego poprawnie. Chyba „procedura”. (?)
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: Cykl "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika [post-rydzyk cyberpunk]

Post autor: Gasp » 22 listopada 2011, 21:13

Zgrabne opowiadanie. Czytało się wcale nieźle.
Niestety, momentami opisy brzmiały zupełnie beznamiętnie, jakby dane wydarzenia były zwyczajnie relacjonowane, a nie przeżywane. Odebrało to opowiadaniu sporo dynamiki, ale fabuła rekompensuję tę stratę. Zaskakuję końcówka, naprawdę, choć zacząłem się już zastanawiać w jaki sposób, przy tak zaawansowanej technologi, służby specjalne nie są w stanie wykryć całego w gruncie rzeczy systemu. To wydawało się nienaturalne, zakończenie sporo wyjaśnia, można tylko zapytać dlaczego czekano aż dwa lata, żeby pochwycić bohatera.
Przy okazji techniki - nie jestem pewny czym do końca jest plazma, ale nie wyobrażam sobie zupełnie jak może świszczeć. Poza tym zielona maź również brzmi dziwnie - o ile wiem prędzej byłaby to wypalona dziura, coś w tym kierunku.
Jeszcze jedno zgrzyta mi w Twoim tekście - o ile Kościelne Służby Porządkowe przechodzą bez problemu, o tyle "kaplicariat" brzmi niezwykle sztucznie. Podobnie "okręgi" - tu aż się prosi, żeby użyć zamiast nich "diecezji".
A ze szczegółów technicznych:
rootsrat pisze: - Michał… Uważaj na siebie. Ostatnio podejrzanie często kręci się tu KSP. Widziałam też paru tajniaków bez koloratek. Mam zamiar zmienić miejscówkę. Chyba przeniosę się bliżej centrum okręgu.
- Nie boisz się konkurencji? – zdziwiłem się. Monika była zazwyczaj ostrożna, nie lubiła ryzyka.
- Wolę bać się konkurencji niż pancernych koloratek – na jej twarzy przez chwilę zakwitł uśmiech.

Proste powtórzenie - wiem, że są właściwie w dosyć dużej odległości, ale jednak rzadko używa się tego słowa - trochę razi.
Tyle.

Wnioskując z nazwy tematu, można spodziewać się więcej opowiadań w tej konwencji, mam rację?
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
rootsrat

RE: Cykl "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika [post-rydzyk cyberpunk]

Post autor: rootsrat » 22 listopada 2011, 23:42

Dzięki za opinie.

Marso, samo wspomnienie Ziemkiewicza przy tym tekście to miód na moje literackie ego :D Słusznie szukasz inspiracji w jego tekstach, jako dzieciak zaczytywałem się w nim. "Pieprzony los kataryniarza" to jedna z moich ulubionych pozycji SF.
Co do dreamów - spieszę z wyjaśnieniem (które być może obedrze nieco fabułę z pewnej tajemniczości): nie wiem. :) Po prostu, było to potrzebne do skonstruowania tej fabuły, "samo" się tak wymyśliło. Może ma to związek z etyką i moralnością, którą kieruje się katolicki rząd? Może kiedyś się to wyjaśni ;)

Za wyłapanie literówek dzięki, oczywiście nie były one zamierzone. Opowiadanie przeszło korektę i to niejedną, ale jak widać zawsze się coś przypałęta.

Gaspie, plazma to materia podobna do gazu (chodzi o stan skupienia). Szczerze - nie szukałem informacji na temat świstu, ale wyobrażam sobie, że skondensowany obłok rozgrzanej materii podobnej do gazu, który przelatuje z ogromną prędkością obok ucha może wydać zbliżony do świstu dźwięk.

Z zieloną mazią dałeś mi do myślenia.

KSP to Katolickie Służby Policyjne. Kaplicariat wprowadziłem celowo, dla urozmaicenia tekstu. Okręgi są wynikiem podziału administracyjnego, jako że nie ma już Polski podzielonej na województwa, diecezje itd. Jest jedno wielkie Miasto.

Co do powtórzenia - wg mnie nie razi, ale powtórzenia to kwestia subiektywnego spojrzenia (chyba, że są stosowane nagminnie, wtedy to kwestia warsztatu :D), więc nie będę starał się Ciebie przekonać, że faktycznie tak jest.

Masz rację, są jeszcze dwa opowiadania z tego cyklu, a w zasadzie jedna miniatura i jedna nowela, bo ta ma 13 rozdziałów. Kolejny tekst "się pisze", niestety brak czasu nie pozwala mi go dokończyć. Może kiedyś wrzucę tu pozostałe teksty z tej serii.

Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za wizytę.

Awatar użytkownika
StuGraMP

RE: Cykl "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika [post-rydzyk cyberpunk]

Post autor: StuGraMP » 27 marca 2012, 23:37

Powiem tak: Przeczytałem twój tekst, a potem komentarze i w jednym się zgadzam w stu procentach - świetne opowiadanie. Klasyczny układ i sposób prowadzenia akcji. Nie zgadzam się, że można bardziej rozbudować ten tekst. Jak dla mnie, jest w sam raz. Myślę, że nie ma sensu bardziej rozwijać tematu. W aktualnej formie zmusza do refleksji, osobistych przemyśleń itd.
Absolutnie nie przeszkadza mi użycie sformułowań typu Kaplicariat, okręgi itp. Nie mają one znaczenia, bo sedno sprawy tkwi w samej historii.
Znalazłem jednak trochę błędów:
- Wolę bać się konkurencji niż pancernych koloratek (kropka i po myślniku dużą literą) – na jej twarzy przez chwilę zakwitł uśmiech.
Kobieta wyrwała mnie z zamyślenia (przecinek) dotykając lekko dłoni. Nawet nie widziałem (przecinek) jak podchodziła.
Na zewnątrz kołysała się Ważka – smukły i zwrotny pojazd, (zbędny przecinek) służący do transportu niewielkich oddziałów KSP.
Zobaczyłem tylko (przecinek) jak ostatni z napastników znika we wnętrzu Ważki,
Nie byłem pewien (przecinek) czy znaleźli to, za czym węszyli, ale przypuszczałem, że nie – skoro zabrali Moni żywą.
Co prawda w szkołach wciąż udzielano lekcji historii, ale szczerze mówiąc (przecinek) wątpię, żeby zrobotyzowani nauczyciele, (...)
Przejechałem obok (przecinek) nie zatrzymując się.
(brak wcięcia akapitu) Po zdawkowych wyjaśnieniach zgodził się pożyczyć mi swoje sportowe cacko, pełne luksusowych dodatków, typu fotele z masażem czy aromaterapia (te przecinki chyba są zbędne).
Przez chwilę zastanawiałem się (przecinek) co robić.
Klapa, będąca jednocześnie monitorem (skoro to było wtrącenie, to tu brakuje przecinka) zasunęła się z sykiem, a na ekranie pojawiły się rozmaite dane i wykresy.
To tyle. Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Anelin

RE: Cykl "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika [post-rydzyk cyberpunk]

Post autor: Anelin » 06 kwietnia 2012, 14:50

Od razu przypadł mi do gustu Twój styl i sposób w jaki piszesz. Zdecydowanie wiesz jak budować fabułę, opisać bohaterów czy akcję. Ani na moment nie nudziłam się. Chociaż mam ochotę wykrzyczeć "więcej, więcej!" to nie proponowałabym kontynuacji tego. Jest na tyle dobrym kawałkiem tekstu, że aż szkoda coś z nim więcej robić. Czekam wiec z niecierpliwością na Twoje olejne dzieło. Będzie dłuższe, prawda? :D


Chociaż chciałabym się do czegoś przyczepić, by nie tylko słodzić i słodzić to nie potrafię. I like it! ;)

Awatar użytkownika
rootsrat

RE: Cykl "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika [post-rydzyk cyberpunk]

Post autor: rootsrat » 10 kwietnia 2012, 11:27

Dzięki za komentarze (i łapankę, telmac ;) ). Cieszę się, że tekst Wam przypadł do gustu. Anelin, na cykl Miasto Boże składa się jeszcze jedna nowela w klimatach SF/Fantasy, tylko że to jest długie, 13 rozdziałów...

Awatar użytkownika
Crest

RE: Cykl "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika [post-rydzyk cyberpunk]

Post autor: Crest » 18 kwietnia 2012, 14:59

Świetna fabuła. Super się czyta. Jest element zaskoczenia i dezorientacji. No cóż, oby tak dalej. Czasami być może za mało emocji ale to nie przeszkadza. Ponieważ fabuła jest skonstruowana w taki sposób, że to nie razi. Mi się tylko nie podobały Pancerne Koloratki. Takie trochę to groteskowe. Ale całość jak najbardziej dobra.

Awatar użytkownika
grahnar

RE: Cykl "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika [post-rydzyk cyberpunk]

Post autor: grahnar » 08 maja 2012, 22:09

Fajny pomysł, zgrabnie napisane, interpunkcja kuleje, kilka mało istotnych błędów nie wpływających na odbiór całości :) tak trzymać! :)

Awatar użytkownika
rootsrat

Re: Cykl: "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika

Post autor: rootsrat » 20 listopada 2012, 17:47

O jak dawno mnie tu nie było... Dzięki za komentarze.

P.S. To ma być lekka groteska.

Awatar użytkownika
aairria

Re: Cykl: "Miasto Boże": Ostatni sen Ptasznika

Post autor: aairria » 23 grudnia 2012, 18:06

Bardzo ładnie, choć mało emocjonalnie napisana narracja.
Co do historii zaś... Mój instynkt obudził się już na samym początku, a na koniec przekonał mnie o swojej racji.
Samą ideę dreamów można jeszcze wybaczyć, bo to dość popularny motyw, ale fakty dotyczące gwałtu dokonanego przez Michała Ptasznika są żywcem i dosłownie wzięte z filmu "Strange days" z 1995 roku. Czy nie wypada przypadkiem wspomnieć o tym, przytoczyć jako inspirację lub nawiązanie zamiast przypisywać sobie absolutną pełnię autorstwa przedstawionej historii?

ODPOWIEDZ