Strona 1 z 1

Wina

: 08 lipca 2018, 18:45
autor: Zaimek
Wina
Po wyjściu z biura Jakub odbywał półgodzinny spacer, bo tyle akurat czasu zajmował mu powrót do domu. Mijając kolejne witryny sklepowe, przyglądał się z uwagą płci pięknej, której w słoneczne, letnie dni w naszych miastach nie brakuje. Była to jedna z jego drobnych przyjemności — nie na tyle ważna, by cierpiał w czasie niepogody, ale też na tyle znacząca, że gdyby wszystkie piękne kobiety siedziały w domach, kiedy on akurat pokonuje swą codzienną trasę, wrocławskie popołudnia straciłyby dla niego co najmniej połowę uroku. Nie dlatego, że był mężczyzną samotnym — w domu czekała na niego Magda, lat trzydzieści pięć, zgrabne nogi, niezły tyłek i całkiem ładna twarz. Tego dnia podała mu do stołu w prześwitującej sukience, co było o tyle dziwne, że zazwyczaj chodziła po domu w dresach, z rozwichrzonymi włosami. „Widziałam się wczoraj z Adamem, chce mnie sportretować”. „A więc jednak odnowiliście znajomość?”. „Wysłał mi zaproszenie na fejsie i jakoś to się zaczęło”. „Oby tylko nie skończyło się jak poprzednio”. Pociągnęła go figlarnie za nos i wstała, żeby zmyć naczynia. On tymczasem wycofał się do swojego pokoju, w którym czekały na niego książki i nieposkładane dinozaury. „Skarbie, a gdzie mój pterodaktyl!?”. „Na półkę odłożyłam!”. „Przecież mówiłem ci, żebyś niczego nie ruszała!”. „Przepraszam!”.
Pół godziny później zapukała cicho, wsunęła nieśmiało głowę i oznajmiła, że idzie do Adama. Zaabsorbowany swoimi modelami Jakub mruknął tylko „okej”, jak gdyby mało go to obchodziło, i skupił się na doklejaniu żuchwy do kośćca. Magda powiodła smutnym wzrokiem wzdłuż zastawionych szkieletami półek, a kiedy upewniła się, że nie usłyszy od niego nic więcej, zamknęła bezszelestnie drzwi.
Za oknem wkrótce się ściemniło, trzeba było zapalić lampę. Zanim Jakub przeszedł do sypialni i zapadł w sen, zdążył jeszcze złożyć tyranozaura i dokończyć rozpoczętą przed paroma dniami powieść. Magda wróciła do domu późno — później, niż początkowo planowała. Nie starała się być cicho: ciężki pantofel przy zdejmowaniu zleciał jej na ziemię; stojąca w przedpokoju komoda zaskrzypiała przeciągle, gdy oparła o nią dłoń; w lodówce przewróciła słoik z babcinym kompotem. W sypialni zastała Jakuba śpiącego. Zrzuciła z siebie cekinową suknię i położyła się naga tuż obok, nie mając już siły na zmycie makijażu.
Nazajutrz, mniej więcej kwadrans przed spodziewanym przyjściem Jakuba, włożyła dżinsową miniówkę i biały, wyjściowy T-shirt, pod którym jej bujne piersi wyglądały wyjątkowo okazale. Jakub przyszedł dwadzieścia minut później, jak zawsze zmęczony; przy stole dostrzegła w jego wzroku pytanie. Nie wypowiedział go głośno, więc ona nie czuła się zobowiązana do udzielenia odpowiedzi. Rozmawiali o pracy. W tym miesiącu ubyło jej zleceniodawców, będzie musiała szukać nowych. On ma niezbyt przyjazne stosunki z szefem, klienci są marudni i stawiają absurdalne wymagania. Kiedy skończyli jeść, Magda jakby mimochodem poruszyła temat wczorajszego spotkania z Adamem. Bardzo fajnie im się ze sobą gadało, Adam sporządził pierwsze szkice. „I co, musiałaś siedzieć cały czas nieruchomo?”. „To dosyć męczące, przyznaję, ale z drugiej strony było to bardzo ciekawe doświadczenie”
„Na granicy erotyzmu” — dodała, znacznie już ciszej, ledwo dosłyszalnie. Jakub stał właśnie przy lodówce i pił z butelki sok pomarańczowy. Usłyszał ostatnie słowa — i jakby go piorun strzelił. Skojarzył je z jej dzisiejszym i wczorajszym strojem, z tymi napomknięciami o Adamie, który kiedyś próbował mu ją odbić. Zajrzał w głąb swojego serca i nie odnalazł tam tego, co przez wiele długich lat zdawało mu się jego nieodłączną częścią. Ogarnęło go współczucie.
Magda robiła coś przy ladzie, była odwrócona do niego plecami. Zbliżył się, dotknął jej ramienia. Odwróciła głowę jak gdyby z nadzieją. „Skarbie, czy między wami coś zaszło?”. Twarz Magdy rozpromieniła się w ułamku sekundy. „Nie, oczywiście, że nie”. Powiódł palcem wzdłuż jej rysów, odwzajemnił uśmiech. Przygarnął ją do siebie, aby nie musieć patrzeć jej w oczy, i pocałował w czubek głowy. „Późno wczoraj wróciłaś”. „Zagadaliśmy się, przepraszam”. „Bardzo ładnie wyglądasz w tej kiecce, wiesz?”. „Tak? Dziękuję”.
Wziął ją na nieuprzątniętym stole, wśród brudnych talerzy, z których jeden spadł i rozleciał się na kawałki. Pomógł jej później posprzątać.
Kiedy zamykał drzwi od swojego pokoju, czuł się podle: ta kobieta jako jedyna okazała mu tyle miłości i ciepła. Wciąż pamięta jej ufne spojrzenie, które zatopiła w jego oczach na jednym z pierwszych spotkań. Zburzył sobie włosy i klapnął na łóżko. Magda tego dnia została w domu.
Nazajutrz przyszedł z pracy nieco wcześniej — w biurze miała miejsce poważna awaria sprzętu komputerowego. Obiad był jeszcze niegotowy. Jakub ponarzekał trochę na sytuację w firmie, po czym, nie mając co ze sobą zrobić, zajrzał do pokoju gościnnego, w którym Magda spędzała większość czasu. Na stole leżał włączony laptop. Zawahał się przez chwilę, ale ponieważ Magda była w kuchni... Dał sobie spokój z wątpliwościami, zrobił kilka kroków i zerknął na ekran. Całą szerokość pulpitu wypełniało okno dialogowe Messenger'a. Usiadł na kanapie i przeczytał fragment rozmowy. Nie przewijał paska w górę ani w dół, wystarczyło mu to, co zobaczył. Oparł się bezwiednie o poduszkę, założył ręce za głowę i utkwił zamyślony wzrok za oknem. Nie zdawał sobie sprawy, że tknięta niepokojem Magda opuściła swój posterunek przy patelni i patrzy teraz na niego zza ściany. Wystarczyło, że spojrzałby nieco w bok, a na pewno by ją dostrzegł. Ale on patrzył za okno, na skąpaną w słońcu wieżę Starego Ratusza, i odczuwał dotkliwe wyrzuty sumienia z powodu emocji, których nie odczuwał.
Magda niezauważenie wróciła do kuchni, a on ocknął się wreszcie z zamyślenia i dołączył do niej. Zasiadł przy stole, zaczął mówić o pracy. Patrzył na jej szczupłe ramiona, które przez te wszystkie lata zdążyły się już nieco pochylić; na jej ciemne włosy, które nie były już tak gęste jak kiedyś; na jej szerokie biodra, które z każdym rokiem zdawały się coraz bardziej rozdymać. Wyobraził ją sobie za lat dziesięć, piętnaście — i poczuł olbrzymie zniechęcenie.
Na obiad były schabowe. Jedli w milczeniu, wymieniając się czasem półsłówkami. Jakub dostrzegł ewidentną zmianę w twarzy swojej towarzyszki — nie wiedział tylko, czemu należy ją przypisać. „Co się stało?” — zapytał. „Martwię się o Karolinę, za kilka dni będzie miała operację” (Karolina była bliską przyjaciółką Magdy). „No tak, rzeczywiście przykra sprawa”.
Dwie godziny później, kiedy Jakub udał się ze swojego pokoju do kuchni, a stamtąd do salonu, spostrzegł ze zdziwieniem, że Magdy nie ma w mieszkaniu. Dotychczas zawsze przed wyjściem pukała do niego i mówiła, dokąd idzie. Czyżby operacja Karoliny przybiła ją do tego stopnia, że dziś o tym zapomniała? A może nie chciała kłamać? Postanowił o tym nie myśleć; pomogła mu w tym wciągająca lektura.
Magda wróciła kwadrans przed dziesiątą, kiedy akurat szykował się już do spania. Była markotna i nieprzystępna: „Nie mówiłaś, że wychodzisz”; „Jakaś rozkojarzona dzisiaj jestem”. Jakub wspomniał o książce, którą właśnie czytał, ale Magda nie okazała najmniejszego zainteresowania. Zasnęli jedno obok drugiego, niby w tym samym łóżku, ale w dwóch odrębnych światach, zaprzątnięci swoimi własnymi myślami.
Następnego dnia wrócił do domu o normalnej porze. Przekręcił w zamku klucz, wszedł do przedpokoju i od razu spostrzegł czyjeś buty. Z głębi mieszkania dobiegły go rozbawione głosy — jeden z nich należał bez wątpienia do mężczyzny. Co u diabła?
Zawiesił torbę na wieszaku, obok innej, należącej zapewne do nieoczekiwanego gościa, poluzował krawat i stanął w wejściu do sypialni.
Magda leżała w objęciach Adama.
Ten, ujrzawszy Jakuba, zerwał się jak oparzony i zaczął szybko wciągać na siebie spodnie. Jakub stał z lekko rozchylonymi ustami i nie mógł wykrztusić żadnego słowa. Magda mierzyła go lodowatym spojrzeniem, bez najmniejszego zażenowania.
Najchętniej oddaliłby się w milczeniu do kuchni, pozwolił Adamowi ubrać się i odejść. To, co zobaczył, zaskoczyło go, owszem, ale jeszcze bardziej zaskoczyła go własna reakcja: nie czuł kompletnie nic, poza rozdrażnieniem; ten niespodziewany incydent zakłócił w końcu zwyczajny rytm dnia.
Magda patrzyła na niego z wyrzutem, który początkowo wydał mu się absurdalny (nie ona go przecież przyłapała), zaraz jednak jakąś częścią siebie musiał przyznać jej rację. Mimo woli spojrzał na zegarek, by sprawdzić, czy nie przyszedł do domu za wcześnie: nie, wrócił o normalnej porze. Podniósł wzrok na Magdę i w jednej chwili poczuł cały jej ból.
— Madziu...
Gorąco zapragnął otoczyć ją opieką, uchronić od wszelkich przykrości i nieszczęść, tych zwłaszcza, których sam będzie powodem. Miał ochotę paść przed nią na kolana i gwałtem zmusić serce do wypowiedzenia słów, których ta krucha, naga istota z rozburzonymi włosami, sztyletująca go właśnie wzrokiem, potrzebowała bardziej niż czegokolwiek innego.
Ale nie mógł.
Adam zapiął już pasek i naciągnął na ramiona bluzę. Patrzył w ziemię i czekał biernie na dalszy rozwój wypadków — Jakub musiałby uchylić ramienia, aby go przepuścić.
— Ty bydlaku.
Jej matowy głos był jak gdyby głosem jego sumienia. Matowy, bezbarwny głos porzuconej kobiety.
— Rzuciłam dla ciebie męża, pracę, wszystkich, dla których coś znaczyłam...
Zupełnie zdezorientowany Adam wodził wzrokiem od swojej kochanki do stojącego w drzwiach mężczyzny i powoli zdawał sobie sprawę z tego, że został uwikłany w jakąś paskudną grę. Widząc malującą się na twarzy Jakuba niepewność, której w pierwszej chwili nie mógł sobie wytłumaczyć, poczuł przewagę. Ciężkie milczenie, które zaległo po oskarżycielskich słowach Magdy, przeciągało się już zbyt długo. Chciał więc powiedzieć, żeby wyjaśnili sobie wszystko w spokoju, bez niego, ale nim zdążył otworzyć usta, Jakub odwrócił się i odszedł.
Magda ukryła twarz w rękach i zatrzęsła się od szlochu. Odruchowo wyciągnął w jej kierunku dłoń, ale rzuciła mu tylko krótkie „wyjdź stąd”. Sięgnął więc po leżący na stoliku zegarek, zapiął go sobie wokół nadgarstka i wyszedł. Idąc korytarzem, zerknął przelotnie do salonu i zobaczył siedzącego w fotelu Jakuba. Podpierał na ręku brodę i patrzył w zamyśleniu za okno. Adam włożył buty, zawiesił torbę na ramieniu, uchylił klamkę. Z korytarza dochodziły go odgłosy czyichś ciężkich kroków. Z sypialni — przejmujący płacz Magdy. Zawahał się przez chwilę, ale widać uznał, że nic tu po nim. Opuścił mieszkanie i cicho zamknął za sobą drzwi.