TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Wilki w Karkonoszach

OBYCZAJ, PSYCHOLOGICZNE, HISTORYCZNE
Nie ma psychologii. Jest tylko biografia i autobiografia. ~ Thomas Szasz
Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1469
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Wilki w Karkonoszach

Post autor: Kanterial » 12 sierpnia 2016, 00:37

@Death: Słuchaj, ja faktycznie zmienię odmianę nazwiska. Nie wiem, dlaczego tak napisałam. Inne niemieckie nazwiska, których używam w tekstach (nawet Rolfa Stojke z forum) zapisuję odmieniając. Stojkemu, Stojkego.
Zmienię. Dzięki ci za wskazanie tego, serio.
No a komentarz wiadomo, słów brakuje, jestem cholernie wdzięczna. Bardzo.

@Stojke - III.

@Siem:
SpoilerShow
Co do "wszystkich poza jedną" (o dziewczynkach). Po prostu wliczyłam Monikę. Ona też udała, że nie widzi. Przemyślę zmianę.

Co do rozmowy Janusza z Adamem o górach - pominęłam część. W mojej głowie to, od czego zaczynam tekst, jest już końcówką dialogu między tą dwójką. To pada "przed napisami". Również do przemyślenia dla mnie.

Co do Wolfa w seminarium - jestem pewna, że do Adama dociera to w chwili rozmowy o babci z Januszem. On stwierdza fakt - bo nie wiedział, gdzie Wolf zniknął, gdy uciekł z Wrocławia. Bo uciekł. Fakt, że babcia nie wiedziała, również wydawał mi się konieczny, bo przecież powiedziałaby Adamowi. Przepraszam za tłumaczenie własnego tekstu. Może to tylko niuans, może to się rozmywa. Również przemyślę. W każdym razie - Adam zupełnie nie miał pojęcia.

Przetarcia otarcia rany na dłoniach Wolfa - w zamierzeniu niewyjaśnione. Trochę hint na zabójcę kurczaków, trochę element niepokojący i niedopowiedziany. Dbałam, by były widoczne cały tekst. Musiałam jakoś sobie zrekompensować to, że nie pisałam o bliznach, jakie Wolf ma na rękach :facepalm:

Bardzo możliwe że naniosę wiele zmian po twoim komentarzu, dziękuję ci za to. Wszystko naprawdę biorę pod uwagę, doceniam.
Nie umiem ubrać w słowa tego, jak wiele mi daje ten komentarz. Podejrzewam, że wiesz doskonale, więc pozostawię to tak. Wiemy obydwie. Dostrzegasz sporo tego, co - pogodziłam się z tym faktem, pisząc - pozostanie niewidoczne dla wielu odbiorców, przynajmniej tak czuję. Bardzo mnie to cieszy.

Myślę, że zbyt dobrze przeanalizowałam, poznałam i stworzyłam ze szczegółami relację Wolfa z Adamem, by pisać o niej dobrze i obiektywnie, to jest - właśnie takie niuanse jak z babcią (w sumie jak ta trójka razem funkcjonowała dla siebie) czy samymi sytuacjami Wolf/Adam - jest pełno odniesień, pełno moich własnych zdań, które nic nie dają i nic nie mówią innym. Wiem o tym i tym bardziej dziękuję za sygnały. Bardzo przemyślę kilka zmian.

Dzięki też za przypomnienie mi o wieku Moniki - nie dość, że nie powinna występować w roli obiektywnej osoby (oceniać wiary/niewiary Adama) to w wieku 6 lat raczej już czyta. Chyba myślałam o takim mmmm patrzeniu na naklejkę, a nie braku skilla w czytaniu... W każdym razie to jest do poprawy. Dziękuję.

A Adam (w ogóle wzruszam się tym, jak go odbierasz), jak sama się domyśliłaś, bierzmowania nie przyjął świadomie - nie skłamał. Przed bogiem, ludźmi i sobą. To spory napęd dla poszukiwań wiary, nie przyjąć sakramentu. Utrudnić sobie poniekąd życie w społeczeństwie religijnym i przez to (słusznie?) czuć się lepiej ze sobą i szczerzej. Bierzmowanie w naszej tradycji jest jak ta durna "pierwsza komunia". Uklepane, bo tak, bo wszyscy, bo podpisz się na liście w szkole. Niestety. A to jest tak naprawdę (powinien być) pierwszy sakrament świadomy. Ważny. Właściwie najważniejszy moim zdaniem.


Naprawdę, Siemomysło, nie umiem odpisać w kwestii emocji, moich uczuć, jestem bardzo ruszona i bardzo wdzięczna i też trochę zaskoczona, że tyle pozytywów. Dziękuję. To samo się tyczy komentarzy od Rolfa i Death. Mam tak ucieszony ryj czytając, taki trochę burak, ale jednak rybka nadymka, moje ego tak bardzo spompowane. Aż do przesady.
За поворотом, в глубине
Лесного лога,
Готово будущее мне
Верней залога.


"Minę miał poważną, nieomal posągową, a twarz, choć przystojną, dającą do zrozumienia, że jej właściciel został przejechany pociągiem towarowym życia."

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 119
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Wilki w Karkonoszach

Post autor: Ag. » 22 czerwca 2017, 20:26

Ech, znowu jakiś dziwny komentarz będzie, ale ja chyba ostatnio tak mam, że ugrzęzłam w dziwnym stanie psychicznym i w postaciach głównie dopatruję się cech pokrewnych, czy może szukam jakiejś nici porozumienia albo sama nie wiem czego. W każdym razie Adam idealnie wpasowuje się właśnie w to, co mnie ostatnio gnębi.

Pierwszą część tego tekstu przeczytałam jeszcze w zeszłym roku i zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Głównie przez Adama właśnie, bo nie tyle powiedziałabym, że go lubię, co w tym jego bezustannym napięciu widzę coś znajomego i w wielu kwestiach go rozumiem. Rozumiem tę jego potrzebę historii i gór, wyrwania się, słuchania. Tak jak i to jego zniechęcenie, zmęczenie, odcięcie się od wszystkich. Jego niechęć do dzieci i w ogóle to większości ludzi i rzeczy. Jego "bezduszność" do mnie głęboko przemawia. Tak jak i to, że on widzi, co robi nie tak, ale nie potrafi tego naprawić, a wręcz celowo brnie w to, co niewłaściwe. Niby ma tę rodzinę, niby ją kocha, niby kuje go zazdrość, gdy Wolf kradnie mu rolę ojca, niby boli go, że traci kontakt z Marią, ale jednocześnie nie może nic z tym zrobić, bo ugrzązł w samym sobie, w tym właśnie nie wiem, jak to określić – stał się odsłoniętym nerwem, który drga od byle czego, byle słowa i gestu, a on chce tylko spokoju, lasu, opowieści.

Potem przeczytałam kolejną część i mi trochę przeszły zachwyty, bo doszło do Boga. Jako ateistce smutno mi się zrobiło, że jednak Adam to ateista farbowany, smutna i wykrzywiona wersja rodem z filmów Purefliksa. Niestety, to bohater na Boga typowo obrażony, który tylko tak mówi, że nie wierzy, ale w rzeczywistości wierzy, tylko zasłania uszy i zamyka oczy, tupie nóżką i krzyczy "ty nie istniejesz", bo musi się na kimś wyżyć. Udaje, że nie wierzy, bo jest zły. Mniejsza o to, czy na boga, czy na los, czy na siebie. Czyli typ najgorszy, którego szczerze nie znoszę. Ateiście nie ma niestety nic ten bohater do zaoferowania, ale może nie taka jest jego rola.

Jak już jesteśmy przy tym Bogu, bo muszę, bo też mnie to irytuje, choć to pewnie głupie. Ale bohater wyraźnie ma na myśli chrześcijańskiego boga, tego z Biblii, a tego zgodnie z zasadami pisze się wielką literą. Jak chrześcijański, to Bóg. A jak bóg małą literą, to znaczy, że dowolny inny, egipski, grecki, wymyślony. Jakiś bóg. Ja wiem, że niektórzy ateiści uparcie piszą bóg małą, bo im się wydaje, że są przez to tacy hardkorowi, ale to szczerze mówiąc dziecinne jest. I pewnie jako takie pasuje do Adama, bo wygląda mi na takiego, co żeby podkreślić swój udawany ateizm będzie właśnie pisał bóg małą literą, co by zrobić temu Bogu, w którego podobno nie wierzy, na złość.

Potem trzecia znów wraca na dobre tory. Bardzo mi się podoba relacja między Wolfem a Adamem. Gdzie Wolf czegoś próbuje, jakieś wspomnienia, żarty, ale też napięcie, bo ta sprawa z babcią, i mam wrażenie, że czuje się niekomfortowo, ale próbuje. A Adam na każdy ruch reaguje nerwowo, we wszystkim doszukuje się drugiego dna, ciągle skręca się ni to do ataku, ni obrony. Irytuje go obecność Wolfa, jego włosy, jego ręce, sam fakt istnienia. Ale jednocześnie tęskni za tym kontaktem z drugim człowiekiem, za śmiechem. Tylko już nie może w żaden sposób tej relacji naprawić, bo no właśnie, jest "bezduszny". Nie jest po prostu takim typem człowieka, nie ma tego w sobie, by móc cokolwiek z tym zrobić.

I jeszcze ta scena z martwym wilkiem. Jakoś strasznie mnie siekła, ale nie potrafię uchwycić dlaczego. Może dlatego, że cały czas gdzieś w tle jest ta groza, ale taka nie do końca uświadomiona... wspominka o kurach tu, o wilkach tam... coś ponurego, coś złego cały czas jest w tle na drugim planie, nie do końca zauważone.

Napisałam się, ale nie wiem, czy z sensem. Bardzo przemaglował mnie ten tekst, ale w pozytywnym sensie, takie dobre zmęczenie. Przepraszam za strumień myśli, taki dzień -_-
Trochę jeżozwierz, trochę być może Asperger, trochę pisarzyna.

Awatar użytkownika
Coffee
Posty: 191
Rejestracja: 28 marca 2013, 12:45

Re: Wilki w Karkonoszach

Post autor: Coffee » 04 czerwca 2019, 18:53

No elo, to ja, z komentarzem do tekstu, który powinnam była przeczytać trzy lata temu, classic coffee (ale przeczytałam teraz i to w części z widokiem na Jelenią, więc bardzo bardzo podbiło mi klimat).

No to na początek powiem, że bardzo żałuję, że mi napisałaś, że pewnie mnie od tego tekstu odrzuci bo poglądy, bo się spięłam i przez to przez pierwsze 50% opowiadania czaiłam się na każdą kolejną stronę, czekając na to, co miałaś na myśli, na ten ELEMENT, który miałby mnie zrazić i w ogóle, ale się nie doczekałam, czytało się, oczywiście, jak to Ciebie, bardzo bardzo płynnie. Nieustannie, niezależnie od tekstu jestem wielką fanką Twojego języka i stylu, idzie się naprawdę jak przez masło. Jeśli chodziło Ci o wątki religijne, to, cóż... To jest tekst o niedojrzałym przegrywie szukającym duchowego objawienia (czy to w Bogu, czy w górach), żeby wyjaśnić swoje emocjonalne porażki. Przepraszam, że to powiem, ale jeśli się nie mylę, to połowa klasycznego literackiego dorobku ludzkości orbituje wokół podobnych tematów.
(No i imię Adama. I jego wiek.)

W ogóle to będę w tym komentarzu chyba dużo powtarzać po innych, bo bardzo się zgadzam pod wieloma względami z Ag i Wiosną.
Tekst, jak mówiłam, czyta się bardzo dobrze, głównie ze względu na Twoje umiejętności techniczne. Z całą pewnością nie ze względu na Adama, który jest tak s t r a s z n y m złamasem, że momentami miałam ochotę pojechać do tego Karpacza i mu sama zajebać*. I to nie wychodzi stopniowo - Wiosna pisała o momencie, w którym pociskał z dzieci w ogrodzie, dla mnie ten moment był na samym początku, w momencie, w którym opisał swoją córkę jako "leniwą i rozwydrzoną" (a potem gdy wyszło, że to jest dziecko w wieku przedszkolnym, to bohater był dla mnie już nie do odratowania pod żadnym względem). Potem ta jego autoklasyfikacja jako niewierzącego i nieustanne marudzenie, że Bóg go nienawidzi. On nie jest niewierzący, on jest po prostu wierzący negatywnie i to w taki bardzo bardzo dziecinny sposób. Wszystko to do kupy sprawiło, że nie potrafię głównego bohatera traktować poważnie. Nie mam cierpliwości do takich ludzi, na papierze czy na żywo, poziom antypatii przekracza bezpiecznik. Kruff i Wiosna piszą o tym, że go życie potrąciło. No zgadzam się, że to jest bardzo ładna fraza i w tekście świetnie techniczne wykonanie metafory z przejechanym wilkiem, ale tego typa nic nigdy nie potrąciło - ma rodzinę, dom z ogródkiem, w którym stać go na serwowanie pieczonej gęsi gościom, w tekście nie zasygnalizowano żadnych zewnętrznych powodów, dla których miałby być taki nieszczęśliwy. (Ja wiem, że depresja, ale kto dzisiaj nie ma depresji. To nie jest dobra wymówka dla traktowania ludzi jak gówno.) Jest po prostu, cóż, leniwy i rozwydrzony, i wyładowuje swoje lęki, paranoje i agresję na najbliższych.
No i szuka tego spełnienia, oczywiście poza domem, niestety w górach (lepiej byłoby dla niego, jego biednej rodziny i w ogóle otoczenia, gdyby szukał go w gabinecie terapeuty) i zazdrości Wolfowi, który to duchowe spełnienie znalazł w innej formie.

No i właśnie, jego relacja z Wolfem.
Zastanawiam się, czyje rozmiary butów kojarzę. Na pewno nikogo z moich szkolnych znajomych. Nie jestem nawet pewna, jaki rozmiar nosi mój facet. Z całkowitą pewnością mogę podać rozmiar mojej siostry i matki, bo od nich czasami pożyczam buty.
Jaki stopień zażyłości musiał być między Adamem i Wolfem, żeby on po czternastu latach pamiętał rozmiar jego stopy?
Koktajl emocji, który opisujesz u Adama (i powtórzę się, ale opisujesz naprawdę obrazowo i ładnie, stylistycznie naprawdę nie mam nic do zarzucenia) jest tak skrajny i wybuchowy, a przy tym jest tyle elementów, gdzie skupia się na wyglądzie Wolfa (na jego wąskiej klacie, na bokserkach, na zaroście, itd.), że naprawdę nie trzeba szukać na siłę, żeby doczytywać się wątków romantycznych (zakładam, że niecelowych, ale tbh zakładam tak tylko dlatego, że znam autorkę, może zresztą błędnie). Nie mam pojęcia, jak wygląda żona Adama (tylko, że miała uświnioną przez ich córkę sukienkę podczas sobotniego obiadu i zielone oczy), ale Wolfa mogłabym naszkicować bez problemu, bo Adam w narracji ciągle się skupia na jego fizycznym wyglądzie. Bardzo mi się ta obsesja na punkcie Wolfa składa w całość konstrukcyjnie - bo z jednej strony to jest obsesja na punkcie Boga i szukania duchowości, z drugiej strony tęsknota za byciem znowu nastolatkiem bez dorosłych odpowiedzialności, z trzeciej - no, przypomina mi może nie wilka, ale psa obszczekującego swój teren przed drugim psem. Romantyczny charakter ich relacji też by zgrabnie tłumaczył tę obopólną przesadę w ich interakcjach, którą zauważyła Wiosna, jakoś by uzasadniało, dlaczego tak przeżywają, zamiast pomyśleć może chociaż raz o tym, jak się zachowują.

Monika jest chyba najbardziej charyzmatycznym dzieckiem, jakie widziałam w tekście. Oczywiście pomogło jej zwyzywanie przez ojca na samym początku (mózg automatycznie się buntuje i lubi nielubianą postać), ale wszystkie jej wejścia, jej teksty, jej opowiadania i zachowania są po prostu wiarygodne i jakby mimochodem urocze. To, jak rozegrała obu mężczyzn, żeby dostać słoik Nutelli - szanuję.

Janusz jest dla mnie mniej postacią, a bardziej elementem settingu (podobnie zresztą jak Maria), bardziej stroną dla Adama, którą może wybrać - i aktywnie wybiera, tylko mu to cholerne życie cały czas wchodzi w drogę, najchętniej to sam by był wnukiem Janusza, siedział w jego ogrodzie i biegał za nim po nieodkrytych szlakach. Dlatego też bardzo dobrze zagrało to w końcówce, gdzie to do Janusza należy odkrycie ostatniej karty historii i zamknięcie całości, i to przed nim Adam podejmuje swoją wiążącą decyzję.

Piszesz niezwykle imersyjnie i potrafisz wywołać w czytelniku emocje, czasem jednym wycyzelowanym zdaniem, czasem dłuższym fragmentem, zawsze całością tekstu. Strukturalnie, językowo, no ogólnie rzecz biorąc technicznie - jest to naprawdę świetne opowiadanie. Bardzo łatwo jest się zanurzyć w tekście i zmierzyć z tym, co masz do powiedzenia - i mierzymy się z antypatycznym Adamem, i musimy go jakoś przeżyć. Mogę tylko znowu powołać się na tych, co mieli lepszy refleks i podbić to, co mówiła Wiosna: można bohaterów nie lubić, ale bardzo trudno w nich nie wierzyć. W ich konflikt, mimo że tak absurdalnie silny, również.

Nie wiem, czy ten komentarz mówi Ci cokolwiek istotnego, czy w ogóle był potrzebny (naprawdę mam wrażenie, że nie mówię Ci nic nowego). Dzięki za możliwość przeczytania i przepraszam, że tak późno. Wezmę się teraz za drugi plik i spróbuję być, nie wiem, sensowniejsza.

*disclaimer - ja naprawdę WIEM, że to fikcja i go tam nie znajdę, no ale - piszesz naprawdę sugestywnie ;)
It's not the end of the world, but you can see it from here.

ODPOWIEDZ