Wybieramy PROZĘ LIPCA!
Czas na oddanie głosu do 17 VIII - ankieta dostępna w TEMACIE

Zaszczuty

KRYMINAŁ, HORROR, THRILLER, SENSACJA
Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie. ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
hakuz
Posty: 81
Rejestracja: 07 czerwca 2012, 11:30
Lokalizacja: Bangkok
Kontaktowanie:

Zaszczuty

Post autor: hakuz » 08 października 2014, 10:58

Przyszło mi takie oto coś do głowy pewnej późnej nocy i chyba chciałbym to kontynuować. Póki co pomyślałem, że warto byłoby podzielić się swego rodzaju prologiem, rozpoczęciem historii, której pisanie sprawia mi całkiem sporo dobrej zabawy. Nie zapowiadam prędko nadchodzącego dalszego ciągu, aczkolwiek jestem bardzo ciekawy jak Wy widzicie, w jaki sposób historia powinna się dalej toczyć albo jakie macie do niej czy jej stylu sugestie. Ze względu na to, że jest to pierwszy, najpierwsiejszy szkic i nic nie jest jeszcze zabetonowane i niemożliwe do zedytowania, jestem otwarty na rady. Mam nadzieję, że się spodoba. Miłej lektury - z góry dziękuję za poświęcony czas. Zaznaczam raz jeszcze, że jest to wersja robocza od tytułu po treść czy fabułę. Enjoy.

Zaszczuty 1. Obudziło go nagłe szturchnięcie w okolicy karku. Uderzył głową w szerokie okno, za którym ciemny krajobraz sunął z taką prędkością, że nie dało się dostrzec, którędy właściwie jechał pociąg.
Wagon nie miał przedziałów, jedynie zniszczone podwójne siedzenia z chropowatego czerwonego plastiku. W chłodnym powietrzu unosił się niesmaczny zapach stęchlizny. Pod sufitem mrugały długie jarzeniówki, a o szyby raz po raz uderzały gałęzie drzew, zupełnie jak gdyby już od dawna kolejka nie jechała tą trasą, tylko przedzierała się przez zarośnięte już od dawien torowisko.
Kasper czuł się zdezorientowany. Nie miał pojęcia, skąd się tam wziął, ani dokąd zmierzał. Nie poznawał ciuchów, w które był ubrany. Pierwszy raz widział tę skórzaną ciemnobrązową torbę, od której pasek miał założony na ramieniu. To samo dotyczyło luźnej, białej koszuli, którą miał na sobie i kremowych bojówek mocno spiętych parcianym paskiem na jego biodrach.
Spojrzał na swoje dłonie i nie rozumiał, dlaczego były całe pokryte brudem, ziemią. Przyglądał się ze zdumieniem odbiciu w lustrze. Rozczochranym blond włosom, ciemnej plamie na policzku, zaschniętemu już skaleczeniu na czole. Czuł, jak serce zaczynało mu bić coraz szybciej, a gardło zasychać ze stresu. Może wcale się jeszcze nie obudził? Przełknął ślinę i rozejrzał się wokół.
Wyświetlacz nad drzwiami nie działał, więc Kasper nie miał, jak sprawdzić, jaka była stacja docelowa kolejki. Poszukując jakichkolwiek informacji, zauważył, że w wagonie wcale nie siedział sam. Kilka miejsc dalej, w rzędzie po przeciwnej stronie, zobaczył postać dość masywnych rozmiarów, na pewno wyższą od niego. Po fizycznej aparycji założył, że osobą ubraną w beżową kurtkę, granatowe jeansy i wędkarski jasny kapelusz musiał być wyjątkowo umięśniony mężczyzna. Z takimi nie ma żartów, pomyślał, rezygnując tym samym z pytania nieznajomego o pomoc. Na siedzeniu obok rybaka dostrzegł też długą wędkę, wiadro i zniszczone, metalowe pudełko z wieloma szufladkami i kanciastą rączką.
Kasper wzdrygnął się, słysząc głośny gwizd parowozu gdzieś na przodzie pociągu. Przed próbą kontaktu z mężczyzną siedzącym dalej, zdecydował się zajrzeć jeszcze do torby, która miał przy sobie. Odpiął złote zapięcie na pasku i otworzył klapę. W środku znajdowała się niewyobrażalna ilość idealnie poukładanych przedmiotów, które widział po raz pierwszy w życiu. To nie był jego szmaciany portfel, to nie był jego skórzany notes. Nie znał też tej latarki, ani kompasu. Nie znał firmy, która wyprodukowała plastry spięte gumką recepturką. To nie mogła być jego torba. Wtedy stwierdził, że na pewno wciąż śnił. Rzeczywistość nie płata takich figlów ot tak. Nie jemu.
W tej samej chwili Kasper spostrzegł też, że tak właściwie nie był w stanie sobie przypomnieć, skąd pochodził. Wiedział, jak ma na imię, wiedział, że ma trzydzieści jeden lat, wiedział, że wciąż jest sobą. Niepewność dotyczyła tylko tego, jak wyglądał jego dom, jego rodzice czy dzieci, czy miał kota, psa, czy inne zwierze. Czy częściej gotował sam w domu, a może raczej jadał w restauracjach w mieście - samemu czy z bliskimi. Pamiętał siebie, ale nie znał kontekstu swojej egzystencji. Wszystko zostało wymazane, spakowane i dokładnie ułożone w tym zakątku jego umysłu, do którego nie miał dostępu. Jedyne co siedziało mu w głowie to strach przed tym, że sunący ciemną nocą pociąg był zbyt realny, by móc okazać się zwykłym koszmarem.
Przyłożył twarz do okna i zasłonił oczy dłońmi, by spróbować zobaczyć, którędy przejeżdżał. Może jakieś znaki drogowe przy torach, tablice informacyjne. Może znajoma okolica. Nic. Niejednolita ciemność za szybą frunęła bezlitośnie, nie pozostawiając żadnej wątpliwości – gdziekolwiek Kasper się znajdował, na pewno było to daleko od domu, którego nie potrafił sobie nawet przypomnieć.
Nagle jarzeniówka pod sufitem zamrugała wariacko, a parowóz znów zagwizdał, zakrzyczał jakby przerażony. Na dachu rozległ się huk; zupełnie jak gdyby ktoś na niego zeskoczył, uderzył z całej siły, po czym zniknął gdzieś dalej, za torami. W pociągu można było usłyszeć stłumiony dźwięk szybkiej kreatury przedzierającego się pomiędzy gałęziami drzew i łamiącej je swoją siłą. A trwało to wszystko zaledwie kilka sekund.
Kasper poczuł, jak serce podskakuje mu wewnątrz klatki piersiowej, kiedy usłyszał głośne wycie na zewnątrz. Wbił się w fotel, czując, jak ciarki przechodzą mu po plecach. To właśnie wtedy dostrzegł rękę mężczyzny siedzącego dwa siedzenia przed nim, w rzędzie po prawej. Wydawała się dość szeroka, zupełnie nieprzeciętna. I jakby… cała pokryta gęstym włosiem.
Zmarszczył brwi i zmrużył oczy, próbując dostrzec coś więcej. Widział już w swoim życiu mężczyzn obdarzonych przez naturę dużą ilością włosów, jednak to zdawało się przesadą. Nie dało się dostrzec skóry.
Postać uniosła pogrążoną jeszcze chwilę wcześniej w błogiej drzemce głowę przykrytą rybackim kapeluszem. Westchnęła głęboko i, przytrzymując dłonie na stoliku przed sobą, wstała powoli, a Kasper usłyszał ze swojego miejsca strzykanie w jej kościach. W jej grubych i starych, silnych kościach.
Gdy zrobiła krok w bok w celu wyjścia z małej loży, Kasper od razu zwrócił uwagę na wielką, pokrytą brązową sierścią stopę, na której nie znajdowało się żadnego rodzaju obuwie. Przycisnął głowę do siedzenia. Poczuł, jak zjeżdżał na nim w dół. Nie wiedział, jak zareagować. Zgłupiał. Krzyczeć? Uciekać? Zacisnął trzęsące się dłonie na zmarzniętych kolanach.
Kreatura zaczęła obracać się w tym czasie w jego stronę. Granatowe jeansy opinały się na owłosionych dolnych kończynach, a kremowa kurtka ugniatała brunatną sierść wychodzącą też spod koszuli, którą stworzenie miało pod spodem. Z rękawów wystawały kończyny zupełnie podobne do tych ludzkich, jednak też włochate, zakończone długimi, czarnymi pazurami. Spod kapelusza wyłoniła się najbardziej przerażająca część z całego tego upiornego przedstawienia. Kasper ścisnął pięści w strachu i skrzywił nieco twarz w obrzydzeniu, widząc małe czarne ślepia, mokry nos tego samego koloru i lekko otwarty pysk, z którego wystawały pożółkłe kły uczłowieczonego zwierzęcia.
Zdrętwiał, widząc, jak niedźwiedziopodobne monstrum kierowało się w jego stronę ociężałymi krokami, trzymając w ręce wszystkie swoje bagaże. Wziął głęboki wdech, przygotowując się do ewentualnej ucieczki i miał tylko nadzieję, że pociąg albo miałby się za moment zatrzymać, albo był wyjątkowo długi, by można było uciec od potencjalnego napastnika, schować się w którymś z wagonów.
Kreatura ułożyła ze zrezygnowaniem dłoń na poręczy nad siedzeniem naprzeciwko Kaspra i powiedziała tylko głosem o bardzo niskim tonie:
- Zaraz powinniśmy dotrzeć na miejsce. – I obdarzyła go szerokim uśmiechem, jednocześnie pokazując mu wnętrze przeraźliwej paszczy.
Kasper wbił tylko wzrok w ziemię, próbując powstrzymać atak paniki. Potwora wcale to nie powstrzymało od mówienia dalej.
- Jeszcze tylko kilka minut. Czeka na ciebie ktoś na stacji?
Kasper zaprzeczył, kręcąc głową nerwowo.
- Mnie ma kumpel odebrać, taki Florian. Gdzie w ogóle moje maniery, zapomniałem się przedstawić – speszył się człekokształtny niedźwiedź i oświadczył: - Jestem Gilbert. – Wyciągnął też łapę w stronę nieznajomego, który zaś podniósł swą dłoń dosyć flegmatycznie, bojąc się fizycznego zetknięcia ze stworzeniem. Niecierpliwy Gilbert sam złapał go w końcu za rękę i żwawo począł nią potrząsać.
- Co to ma być? Ruchliwsze i żywsze ryby dziś samemu złapałem nad Mrówicznym niż ta cherlawa flądra. Siły więcej ci trzeba, siły, chłopie!
- Jestem Kasper – wykrztusił z siebie w końcu mężczyzna, ocierając jedną dłoń o drugą. – Gdzie jedziemy?
- Jak to gdzie? To ty nie wiesz? No do Wesołego Gaju.
- Do Wesołego Gaju?
- No do Wesołego Gaju. A kim ty jesteś? Co robisz?
Kasper zmarszczył znów brwi. Nie wiedząc, o co chodzi Gilbertowi, zaczął zapominać o poziomie abstrakcji całej tej sytuacji.
- No gdzie pracujesz, gdzie mieszkasz, te sprawy – tłumaczył mu.
Kasper nie wiedział, co odpowiedzieć. Przyznać się, że nie pamiętał?
- Długo by opowiadać – rzucił tylko, spostrzegając, że pociąg zaczynał zwalniać.
- No chyba że. To następnym razem w takim razie, bo teraz już nie ma czasu. Może przy kuflu jakiegoś smakowitego cydru.
Kolejka pomału zatrzymała się przy stacji kolejowej. Drzwi automatycznie otworzyły się. Do środka nikt nie wszedł, a wewnątrz też nikogo oprócz ich dwóch tam najwyraźniej nie było. Kasper pierwszy raz w życiu jechał pociągiem z tak małą ilością pasażerów.
Gilbert wziął do ręki swoją wędkę, skrzynkę i wiadro, po czym ruszył spokojnym krokiem w stronę wyjścia. W tym samym momencie zgasły światła w całym pociągu. Nie można było w takim razie pojechać nigdzie dalej. Kasper zrozumiał – również musiał wyjść. Wstał ociężale z wygrzanego już miejsca i ruszył ostrożnie za pozornie przyjaznym stworzeniem.
Kasper aż podskoczył, kiedy na peronie Gilbert rzucił metalową skrzynkę na ziemię, rozpostarł szeroko ręce i krzyknął głośno, widząc znajomego:
- Florian, ty dziadu! – I objął przyjacielsko wielkiego bobra w skórzanej kurtce, ciemnych spodniach i srebrnym łańcuchu na szyi. W ręce stwór trzymał też okulary przeciwsłoneczne. Kolegę obdarzył szerokim uśmiechem okraszonym dwoma podłużnymi i, cóż, bobrzymi zębami.
Kasper odszedł o kilka kroków od witających się i rozejrzał wokół. Stacja wyglądała dość standardowo. Nie rzucało mu się w oczy nic nietypowego, oprócz faktu, że ściany nie były pomazane graffiti, a i plakatów reklamowych, które kojarzyły mu się z tego typu miejscami, nie mógł nigdzie dostrzec. Betonowy peron był pusty i cichy, nie licząc głośnych śmiechów Gilberta i Floriana, więc mężczyzna ruszył w stronę schodów, które wydawały się jedynym wyjściem na zewnątrz. Mężczyzna nie wiedział, że Wesoły Gaj czekał na jego przyjazd od bardzo dawna.

Ciąg dalszy... pewnie nastąpi ;)
...

Awatar użytkownika
Dr Rupert

Re: Zaszczuty

Post autor: Dr Rupert » 12 października 2014, 10:55

Wybacz, ale nie podoba mi się za bardzo. Jak cała koncepcja i jej barwny opis jest dla mnie na plus. Świetna wyobraźnia. Pół wilk-pół niedźwiedź-pół człowiek wyszedł bardzo realnie. Taki pan Janusz. Nie wiem czemu, ale tak to sobie wymyśliłem. Ale coś nie pasowało z dialogami, jakieś takie nierealne. "Kim ty jesteś? co robisz?" jakoś mi nie pasuje tutaj kompletnie. Ja rozumiem fakt, dziwności świata, którego stworzyłeś, ale postacie są realnym tworem Twojej wyobraźni, a mówią tak jak nikt z normalnych ludzi. Nie wiem czy rozumiesz to wytłumaczenie, bo ja na przykład się pogubiłem sam. Po prostu ta rozmowa jest strasznie sztuczna. Do tego, a to jest coś co pewnie chciałeś wzbudzić, nie czułem dreszczyku. Ogólnie czytałem to tak luźno i przyjemnie. Patrząc na dział, to chyba nie tak miało być.
Podsumowując dialogi do poprawy i klimat. A tak to fantazja na plus i warsztat w jaki udało Ci się ją wygładzić. No i czekam na ciąg dalszy, więc to też raczej możesz odebrać na swoją korzyść.

Awatar użytkownika
Krul_Duch
Posty: 20
Rejestracja: 12 października 2014, 01:52

Re: Zaszczuty

Post autor: Krul_Duch » 12 października 2014, 15:08

Hm.... Fajna koncepcja, najpierw skojarzyło mi się z men-bear-pig z South Parku. Gościu nade mną dobrze napisał z tym Januszem, to jest tak jak kosmici w Kapitanie Bombie byli nazwani Andrzej, Marcin itd. No i w sumie chyba dość dobrze napisane, nie znam się na tym aż tak, żeby Ci zdania poprawiać.

Co do nastroju etc., to a) bohater wydał mi się strasznie ciotowaty - nie wiem, czy to nie podświadomy efekt patrzenia na Twój awatar; b ) całość chyba bardziej pasuje do konwencji beki. Też bym jakoś dialogi chyba inaczej zrobił, żeby to się lepiej kleiło i w ogóle wetknął w to więcej życia, bo momentami czułem się jak czołg jadący przez bagna. A może mogłeś pociągnąć to bardziej w jakiś taki dreszczyk, mocniejszy klimat itd? Początkowo tak sie chyba zapowiadalo, no nie ? Bo dalej, to Janusz, Bóbr, Wesoły Gaj... Też sobie często zjarany wyobrażam, jak by to było gdyby mój kumpel miał mordę żółwia itd :)
W jedną girlandę męki me uwiążę,
Jak człowiek, który za tysiące czuje,
I tą girlandą jako świata książę
Czoło uwieńczę i ukoronuję
Niechaj-że na mnie idą duchy węże!
Niech mię świat walczy otwarcie lub truje!
Niech mię ognistą otoczy otchłanią...
Choćby aż w piekło wiodła - pójdę za nią.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1804
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Zaszczuty

Post autor: Kruffachi » 12 października 2014, 15:17

Przeczytałam. I moja pierwsza myśl: ten dział to taki myląco duży worek. I z dreszczykiem, i kryminały, i przygodówki. A ja tymczasem mam wrażenie, jakbym skończyła wstęp do baśni, więc żadne z powyższych mi szczególnie nie pasuje. Ale też autor wie najlepiej, co pisze i co planuje. Więc na razie ograniczę się do zdziwienia ;)

O fabule wiele powiedzieć się nie da, o świecie takoż, bo wszak niewiele wrzuciłeś materiału. Natomiast mogę wyciągnąć pewne wnioski dotyczące stylu przynajmniej tego konkretnego tekstu. Pierwsze spostrzeżenie jest takie, że masz tendencję do dookreślania rzeczy określonych. Choćby fizyczna aparycja. Po prostu aparycja. Drugie spostrzeżenie dotyczy szczegółowości opisów. Przy czym to nie jest zarzut, sygnalizuję jedynie, że przyniosło to konkretne efekty. A efektem jest między innymi to uspokojenie tempa, taka baśniowa łagodność, która oczywiście świetnie pasuje i do niedźwiedzia, i do bobra, i do jadącej w nieznane kolejki. Natomiast sprawiło też, że scena spotkania z Gilbertem nie wywiera jakiegoś wielkiego wrażenia - ale taka też cena baśniowego trybu opowieści i możliwe, że w Twojej głowie nawet przez moment nie postała myśl, że ma ona robić wrażenie.

Widzę też, że wybierasz wariant z przybyszem do obcego świata - klucz znany i lubiany, powinien się sprawdzić przy takiej lekkiej opowieści, bo pozwala oprowadzać czytelnika po nieznanej rzeczywistości razem z oprowadzaniem bohatera.

Mało, trudno na razie napisać cokolwiek więcej, więc się wstrzymam do następnego razu, ale poczytałabym baśń :)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Zaszczuty

Post autor: Siemomysła » 12 października 2014, 15:57

Owszem przeczytałam od razu, ale zebrać się w sobie, by napisać komentarz było mi tym razem bardzo ciężko. Do tego stopnia dopadł mnie leń, że wrzucam linka do pliku na google docs, w którym na marginesach tworzyłam uwagi, bo nie mam sił formatować na forumowe. Wstyd mi i leń mi, ale nie dam rady :bag:

https://docs.google.com/document/d/12u4 ... sp=sharing

Z wrażeń ogólnych: najbardziej ogólne i zupełnie instynktowne wrażenie wrzuciłam już na SB - mianowicie Narnia. Skojarzenia proste - bo ciuchcia parowa, których u nas już nie ma odkąd wiosną zamknęli ostatnią parową trasę z Wolsztyna do Leszna, bo uczłowieczone zwierzęta.

Tak naprawdę ten fragment jest bardzo bardzo krótki i jedyne co mogę powiedzieć, to to, że jestem bardzo ciekawa w jaką grozę i dreszcz pójdziesz. Czy będzie baśń, czy coś jak Folwark Zwierzęcy? A może jednak to będzie "zwykły" kryminał? Tak. Po tak krótkim fragmencie najwięcej mam myśli dotyczących tego, w jaki sposób zamierzasz się wpisać w klimat gatunku, który wybrałeś.
Bo, że coś się wydarzyło jest raczej pewne, wszak brudne ręce i poraniona twarz bohatera nie wzięły się znikąd, latarka może świadczyć o tym, że próbował coś znaleźć - on lub ten, w którego skórze siedzi. Czym jest Wesoły Gaj? I na czym polega jego wesołość? Są pytania, znaczy jest ciekawość, od ocen natomiast się powstrzymuję bo za mało dla nich materiału.

Co do strony technicznej - często odnosiłam wrażenie, że budujesz zdania jakby nie po naszemu. Jakbyś je tłumaczył z obcego języka, którym rządzą nieco inne zasady gramatyczne, dialogi natomiast wypadają dość nienaturalnie. No i dość mocno rzucił się w oczy moment, gdy na jedno dosłownie zdanie (jeśli nie na pół) zmieniłeś położenie narratora. Szczegóły na marginesach w docsie.

Jeśli wrzucisz część dalszą, będę czytać dalej :)
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Dr Rupert

Re: Zaszczuty

Post autor: Dr Rupert » 13 października 2014, 15:32

Nie, nie, nie Krulu złoty. To bardziej half bear half man-pigXD Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Zaszczuty

Post autor: pierdoła saska » 27 października 2014, 17:07

Moje notatki mówią, że pierwsze skojarzenie miałam z osobówką do Wałbrzycha xD Tam też gałęzie wchodzą do okien. Potem moje myśli trochę jeszcze krążyły wokół "gdzie to jest" i "co to jest", próbowały dograć skojarzenia, aż odpuściły i łyknęły świat takim, jakim go dawano.
Czytało się dobrze, choć momentami jak dla mnie zbyt technicznie, zbyt szczegółów, odczuwałam nadmiar drobiazgów i nie wiem czy wynikał on z charakteru postaci przechodzącego na narratora, czy czegoś innego. Generalnie nieco gubił mi się klimat grozy, a chyba miał tu być. Tak mi się przynajmniej wydaje. Był z jeden moment, gzie dla mnie już coś było jasne, a bohater został w tyle... a nie jestem przesadnie błyskotliwą osobą w rozszyfrowywaniu fabuły xD
Jakby z tym jednak nie było, to w zakończeniu mnie kupiłeś. Były niby ta groza, poszedł w tle temat muzyczny ze Szczęk... a potem było jak z bajki xD Rozbroiło mnie to i zaciekawiło :)
Po fizycznej aparycji założył, że osobą ubraną w beżową kurtkę, granatowe jeansy i wędkarski jasny kapelusz musiał być wyjątkowo umięśniony mężczyzna.
coś mi tu nie gra i trzeszczy :/
Przyłożył twarz do okna i zasłonił oczy dłońmi, by spróbować zobaczyć, którędy przejeżdżał.
- osłonił?
gdziekolwiek Kasper się znajdował, na pewno było to daleko od domu, którego nie potrafił sobie nawet przypomnieć.
- czy tylko ja tu widze paradoks?
W pociągu można było usłyszeć stłumiony dźwięk szybkiej kreatury przedzierającego się pomiędzy gałęziami drzew i łamiącej je swoją siłą. A trwało to wszystko zaledwie kilka sekund.
- przedzierającej?
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

ODPOWIEDZ