Wybieramy PROZĘ LIPCA!
Czas na oddanie głosu do 17 VIII - ankieta dostępna w TEMACIE

Patrz, Milenko

KRYMINAŁ, HORROR, THRILLER, SENSACJA
Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie. ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Patrz, Milenko

Post autor: pierdoła saska » 28 czerwca 2017, 19:33

:facepalm:


Patrz, Milenko

Milenka patrzy na mnie. Tak bardzo patrzy, że nie mogę odwrócić wzroku od lustra, w którym odbija się jej twarz – taka ładna, gładka, pozbawiona zmarszczek i bez cieni pod oczami, czego o mojej powiedzieć się nie da.
Ile nie spałem?
Nie wiem… i niczego dobrego to nie wróży, ale jak mam spać? Tu, w tym pięknym mieszkaniu, w którym wszystko miało być jak ze snu? I w sumie jest ze snu, więc czemu ja w ogóle narzekam? Że mi się kategoria snu nie podoba? Wybredny się znalazł! A to przecież jak z prostokątami i kwadratami. Każdy koszmar jest snem, ale nie każdy sen koszmarem, prawda?
Litości.
Proszę.
Niech mnie ktoś zabije, bo jestem tchórzem i sam nie dam rady.
A Milenka patrzy.
Jej twarz nie wyraża niczego. Idealna maska pośmiertna i…
Nie! Wcale się nie zaśmiałem!
Może trochę, ale nie tak. Nie w ten sposób. To był przebłysk szaleństwa – niestety trwał tylko chwilę. Szkoda. Wielka szkoda, bo takie dobre szaleństwo i pokój bez klamek byłyby dla mnie błogosławieństwem.

Odwróciłem na chwilę wzrok i poszła. Pojęcia nie mam dokąd, bo w lustrze widać tylko kawałek łazienki i nie wiem, czy reszta mieszkania wygląda tam tak samo. Próbuję zajrzeć za krawędź. Bez sensu.

Milenka wraca wieczorem, gdy w końcu uspokajam się na tyle, aby myśleć o pójściu spać. Trochę jak przysłowiowy trup, co wypada z szafy w najgorszym możliwym momencie. Tylko że niedawno naprawdę wypadła z szafy i była tak martwa, jak tylko martwym być można. I gdybym jeszcze ja ją tam schował i mi by wypadła – ale tylko to drugie się zgadza, bo wejść, sama weszła. Policja dumała przez chwilę, czy może kto inny jej tam nie wsadził, bo samobójstwo w szafie brzmiało cokolwiek dziwnie, ale mnie chroniło potężne alibi, a nikogo innego na moje miejsce nie mieli.
Wszyscy Milenkę lubili. Wrogów w pobliżu nie odnotowano. W kondolencjach końca nie było żalom nad tym jak dobrą osobę straciliśmy, jak mi musi być ciężko, jakie to niesprawiedliwe i chwilami myślałem, że lepiej byłoby, gdybym to ja znajdował się w pięknej urnie, a ona została tutaj. Tego oczywiście nikt nie powiedział, ale przyjaciele Milenki są mądrzy, umieli się zachować i pewne myśli zachować dla siebie. Ja zaś nie jestem skończonym kretynem.
– Ty umiałaś znajdować właściwych ludzi, prawda Milenko?
Stoi w drzwiach. Niedbale opiera się o framugę, a ręce złożyła na piersi. Włosy ma rozpuszczone, na sobie żółty sweter, który kupiłem jej nim zachorowała. Kiwa głową.

Czasami myślę, że Milenka zrobiła mi to na złość. Chciała mieć ostatnie słowo i ma je w ustach wszystkich.
– Jak ty sobie poradzisz?
Dziękuję mamuniu za twą troskę. Za wiarę we mnie i za wbijanie gwoździ w trumnę. Milenka jest martwa, a wciąż wszystkimi manipuluje. Gdyby umarła tak jak powinna, po długiej walce z chorobą, to współczuliby mi inaczej, ale że się targnęła na własne życie, przytłoczona lekarskim wyrokiem, to współczują jej pośmiertnie, a mnie…? Czy żałowanie kogoś, to współczucie?
Ja wiem czemu to zrobiła, ale co z tego  – nie uwierzyliby mi, że wciąż tu jest i patrzy. Milenka była człowiekiem orkiestrą. Orkiestra nie tańczy. Orkiestra gra i Milenka zagrała.
– Myślę o sprzedaniu mieszkania.
Z ust mamy wydobywa się krótkie och, ale oburzenie na twarzy ma tak wyraźne, że milczę w oczekiwaniu na ciąg dalszy. No już, mamo droga, powiedz mi, żebym to przemyślał, że przecież Milenka tyle tu dobrego zrobiła, że to nasze marzenie było i że nie zdaję sobie sprawy jak bardzo zaboli mnie rozstanie się z tym miejscem. Czy mówiłem, że nasza blokowa zagroda jest na trzynastym piętrze? Nie mój wybór. Milenki. Tak dobrze mnie znała i tak bawiła ją moja przesądna natura.
Prawda, Milenko? Mówiłaś, że to urocze, zabawne, pocieszne. Że bez tego nie byłbym sobą, więc utwierdzałaś mnie w moich lękach. Pielęgnowałaś je, a ja czułem się dzięki tobie bezpiecznie!
Uśmiechasz się wyraźnie, odbita w maminym naszyjniku z lustrzanym okiem. Znów masz na sobie żółty sweter.
Już nie jestem przesądny, a paranoiczny, ale załóżmy że w tym przypadku to to samo. Przesądny byłem zanim poznałem Milenkę, ale łapanie się za guzik na widok kominiarza i nie przechodzenie pod drabinami to takie tam nic. Teraz…
Teraz, Milenko ma kochana i martwa, jestem taki, jakim mnie chciałaś. Wystraszony tak bardzo, że jak ja sobie poradzę bez twojej dłoni na ramieniu? Ale przecież ty tu jesteś.
Milenka w odbiciu przekrzywia głowę. Jak się odwrócę, to wiem, że jej tam nie zobaczę.
Och, Milenko.
Mamunia mówi. Leje słowa na stół wybrany przez moją zmarłą małżonkę, na dywan, też kupiony przez nią. Nie. Wróć. Na rok przed ślubem kupiłem go ja za własne zaoszczędzone pieniądze, ale wybrała ona, więc czyj on w sumie jest?
– Zastanów się jeszcze nad tym. To dobre mieszkanie. Tyle je wybieraliście.
Wybierała.
– Wiem, że tu Milenka umarła, ale…
Zabiła się. Bądźmy precyzyjni, mamo.
– To było w przerażeniu. Strachu. Te wyniki badań… Jej duch na pewno by tu nad tobą czuwał.
Nie parskam śmiechem, za to Milenka w odbiciu zgina się w pół.
Jakby to był dom, a nie mieszkanie w bloku, to w akcie szaleństwa puściłbym go z dymem, ale mogę najwyżej spalić tę piękną, zabytkową szafę. Prawdziwe wrota do Narni, tylko nasza Narnia nie ma lwów i pięknych rzek. Jest za to czarownica Milena i świat w lustrach.

W zasadzie to nie wiem, czy ona tam jest, czy może tu, ale jak wampir na opak ma tylko odbicie, a fizycznej formy jej brak? To taka piękna koncepcja.

– Nie oszukujmy się, Milena była psychopatką. Nie wariatką, nie świrem, a po prostu psychopatką.
Aneta nie zostawia mi pola do dyskusji. I jak to ładnie brzmi – była psychopatką a nie wariatką. Nawet się rymuje i śmieję się, i o Jezu co to za śmiech. Jak strasznie musi być go słuchać nie z wnętrza czaszki, a tak normalnie.
Próbuję spoważnieć. Zdławić go w gardle i nie udusić się nim, choć to nie byłoby takie złe. Kusi. Oj jak to kusi!
– Tak, wariatem jestem ja – odpowiadam w końcu. – Może się nim nie urodziłem, ale Milenka znalazła we mnie ziarno szaleństwa, podlewała je, pielęgnowała i ze swoją śmiercią doprowadziła dzieło do perfekcji. Czy uwierzyłabyś mi, Aneto, gdybym powiedział, że ona tu jest? Może nie tu konkretnie, choć…
Rozglądam się. Patrzę w lustro zawieszone pod sufitem. Nie ma jej tam, ale może stoi tak, że się w nim nie mieści? Słucha skumbria jedna, przyczajona w kątku. Patrzy, chichocze radośnie i bije sobie brawo.
– Czasami ją widzę w lustrach. Uśmiecha się stamtąd zadowolona. Ustawiła pionki na planszy i zeszła ze sceny na widownię, aby podziwiać efekty.
Po twarzy Anety widzę, że nie wie co o tym myśleć.
Błagam Aneto, ty jedna nie mów mi, że powinienem odpocząć, bo jeszcze nie poradziłem sobie z dotkliwą stratą. Jeśli powiesz, że mam się uspokoić, to tu i teraz wybuchnę płaczem jak dziecko i jak bóbr będę wylewał łzy na podłogę.
– Nie zapytam, po co miałaby to robić… – odzywa się w końcu – bo widzę aż nadto powodów. Choćby patrzenie jak sobie nie radzisz, czy jak inni płaczą po niej. Biedna Milena, taka zdolna, kochana, taka do rany przyłóż i takie nieszczęście ją spotkało i zmiażdżyło. – Wzrusza ramionami. – Inna rzecz czy w tę chorobę wierzę. Nie zapytam jak…
Nie słucham. Tracę głos i jak ryba wyciągnięta z wody łapię powietrze. Szukam słów, których nie ma, bo przecież jak mogłoby być inaczej? Gdzie jesteś, kochanie? Pomóż mi, bo sam nie dam rady. Że szafa, że samobójstwo, że lakoniczny list na stole i wszystko inne, to uwierzę. Chciałaś, Milenko, skończyć z przytupem, to jasne jak słońce, ale żeby aż tak?!
Nigdy o tym nie myślałem, a od pogrzebu upłynął przeszło miesiąc. Wyniki badań mówiły same za siebie, nie dawały nadziei, a żadne z nas nie wierzyło w cuda. Ale…
Zaczynam znowu oddychać. O Boże, Boże, bogowie, wybaczcie mi.
– Nie mówisz serio. Nie. Nie, Aneto!
Ale ona wygląda, jakby naprawdę rozważała taką możliwość, a ze wszystkich znanych mi osób jest tą najbardziej twardo stąpającą po ziemi. Gdyby przestano wydawać książki naukowe, to przestałaby odwiedzać księgarnie i biblioteki. Podejrzewam, że w dzieciństwie czytała tablice matematyczne, a teraz…
– Milenka miałaby sfałszować wyniki, kupić je na targu lub przekupić kogoś, a potem popełniłaby samobójstwo? – Nieudolnie próbuję pokazać jak irracjonalny to pomysł i to samo w sobie jest przerażające, bo powinno być na odwrót. To Aneta powinna mnie rugać za wybujałą wyobraźnię.
Rozglądam się, zerkam w to cholerne lustro.
Gdzie jesteś, Milenko?!
– Aneta! Duchy?! Życie po życiu? Coś takiego może zalęgnąć się w mojej głowie – biję się w pierś – bo tak się mówi, są takie przesądy, a ja jestem chodzącą encyklopedią przesądów i wierzeń, które większość ludzi wkłada między bajki, ale ty?!
Wiem, że się na nią gapię. Nie patrzę, a gapię się wybałuszając oczy i zaraz zacznie boleć mnie głowa, ale Aneta miała być moją ostoją. Kotwicą normalności w morzu szaleństwa, tymczasem…
– Twierdzę jedynie, że ona nie była normalna.
Wzrusza ramionami. Czerwony żakiet rozlewa mi się w wielką krwistą plamę na tle białej ściany kawiarni. Czy dałoby się dociec prawdziwości tej choroby? Milenka chciała zostać skremowana i tak też się stało, a nawet jeśli byłoby inaczej, to czy tak w ogóle można? Czy w ogóle coś dałoby się ustalić? A może coś ustalono? Może szukając przyczyny śmierci znaleźli…
Oddycham głęboko.
Niedostatecznie.

Siedzę na kanapie w salonie i patrzę na szafę. Próbuję sobie wmówić, że nigdy jej nie lubiłem, ale to nie prawda. Podobała mi się. Miała w sobie coś magicznego. Nadal ma i jednak nie mam serca się jej pozbyć.
Wiedziałaś o tym, prawda?
Spoglądam ku ścianie. W lustrzanej mozaice widzę Milenkę jak stoi przy meblu i patrzy na mnie z góry. Mrugam, a ona nadal tam jest tak wyraźna, że choćbym chciał, to nie wmówiłbym sobie, że jest mirażem. Wspomniałem mamie, że czasami czuję, że jest tu nadal. Nie odważyłem się powiedzieć, że widzę ją, że czasami mówię do niej, a ona milcząco reaguje.

– Myślałem nad wynajęciem komuś pokoju… aby nie mieszkać sam.
Mamusia blednie, a przecież zrezygnowałem ze sprzedaży i jeszcze chwilę temu chwaliła mnie za tę decyzję.
– Nie powinieneś, naprawdę. W twoim wieku współlokator? I to w pracowni Milenki?
– Sypialni nie da się przemeblować, a pracownię tak. Trochę rzeczy musiałbym wyrzucić, przestawić.
Za plecami mamy widzę Milenkę. Stoi za mną i odbija się w lustrzanej ramce zdjęcia na ścianie.
To ładna ramka, długo jej szukałaś, prawda?
– Naprawdę uważasz, że to rozsądne?
To smutne, że w oczach mamy widzę nie troskę, a wyrzut.
– Rozumiem, że jesteś samotny, ale nie powinieneś podejmować pochopnych decyzji. Chcesz zapomnieć, ale to nie jest dobra droga. Dać tak komuś wtargnąć w to, co tu razem stworzyliście… Poza tym jak dasz sobie radę z kimś obcym pod dachem?
Słucham jak ostrożnie tka wizję przyszłości, w której ten obcy człowiek zawłaszcza moją przestrzeń. Spycha mnie do kąta, czyni ze mnie gościa we własnym mieszkaniu. Pamiętam, że jako dziecko lubiłem jak opowiadała mi bajki. Teraz udowadnia mi, że nie zapomniała jak się to robi. Sieje strach i wykorzystuje wszystko co o mnie wie, a Milenka stoi i patrzy – dumna i spokojna, ale w jej oczach widzę sztorm.
– Jesteś zła?
– Nie! Martwię się tylko o ciebie, synku.
Nie tłumaczę, że nie ją pytałem, a jedynego widza naszego małego przedstawienia. Kusi mnie powiedzieć, że może w takim razie zaproszę tu Anetę. Jej imię wykręca mi język i grzęźnie w gardle, bo co byś wtedy powiedziała, mamo? Znasz przecież Anetę. Znasz ją dłużej, niż znałaś Milenkę i powinnaś jej ufać. Przyklasnąć mi! Tylko że nawet ani razu do niej nie zadzwoniłaś w mojej sprawie, a masz jej numer. Może zresztą ty o wszystkim wiesz? Może wiesz nawet to, czego ja nie wiem – czy Milenka faktycznie chorowała? Może wiesz, że jest tu z nami? Może zaplanowałyście to razem?
– Mam wrażenie, że ona nas obserwuje.
Wstaję. Odwracam się. Jeśli jest tu faktycznie, a nie tam, wewnątrz luster, to teraz stoimy twarzą w twarz, tylko że ja jej nie widzę. Między mną a oknem jest tylko pusta przestrzeń i parskam śmiechem, bo czego się spodziewałem?
– Synku…
Nie daję jej dokończyć.
– Może ona zabiła się właśnie tutaj, aby zrobić mi na złość? Mogła pójść na dowolny most, na dowolne tory, ale zrobiła to tu i w dodatku w szafie, a nie jak każdy inny człowiek na łóżku lub w fotelu. Nie w wannie, ale w szafie, żeby sama nietypowość tego nie pozwalała mi zapomnieć!
– Jak możesz być tak bez serca!

Staram się nie być w domu w ciągu dnia, a po zmroku nie zapalać światła. Nie rozglądam się. Unikam luster – to trudne. Lustra są wszędzie. W autobusie, w sklepie, w taksówce i na skrzyżowaniach.
– Witaj, Milenko.
Windy są najgorsze.
– Będziesz tylko patrzeć?
Ale jestem zbyt zmęczony, żeby wejść po schodach tyle pięter.
– Ten uśmiech znaczy, że tak? Czemu poważniejesz? Czemu nic nie powiesz? Możesz tylko patrzeć?! Nic więcej?! To takie…
Winda zatrzymuje się gwałtownie.

– Wyciągnęli mnie po dwóch godzinach. Twierdzili, że sam zatrzymałem windę, ale nie wiedzą, czemu nie chciała później ruszyć– tłumaczę, choć Aneta to wszystko wie, bo czekała na mnie pod drzwiami i była przy całym zamieszaniu. – Ale ja niczego nie dotykałem. To…
– Wystarczy, nie musi-
– Niczego nie dotykałem! Przepraszam. Nie chciałem krzyczeć. Jestem zmęczony.
– Rozumiem, naprawdę powinieneś-
– Nie!
Nie chcę słuchać dalej. Przerywam raz, drugi, trzeci. Nie chcę słyszeć końca tego zdania.

Mama przestała przychodzić, jesteśmy więc tylko we dwoje. Ja i ty, Milenko. Aneta posłałaby mnie do lekarza, ale po piętnastym „nie” poddała się najwyraźniej. Nikogo więcej nie ma i nie było. Przyjaciele, to duchy uwięzione w przeszłości. Ludzie z czasów przed tobą. Nie dość dobrzy dla mnie. Wredni i podstępni, a przede wszystkim fałszywi i dwulicowi. Należało się od nich uwolnić, bo tylko żerowali na mojej łatwowierności, na dobrym sercu. Dać im palec, a pożerali całą rękę, dlatego wbrew sentymentom musiałem zerwać te przyjaźnie i znajomości, przestać odpowiadać na smsy i zaczepki w Internecie. Tak było lepiej, prawda Milenko? Tak mi radziłaś.
Ten lokator pewnie też będzie sępem. Mama nie ma co do tego wątpliwości i na odchodnym powiedziała, że jeszcze będę tego żałował, bo teraz już nie ma ciebie, Milenko, abyś mnie ochroniła przed moją własną głupotą. Dlatego w końcu zadzwoniłem do Anety, żeby powiedzieć, że dobrze, mogę wziąć pod dach jej znajomego, który szuka lokum na krótko, bo robi remont. Nie odebrała. Raz, piąty, trzydziesty. Nie odpowiedziała na smsy. W końcu napisałem list i włożyłem do koperty klucze, potem poszedłem do niej i wrzuciłem to do skrzynki.
Jestem zdesperowany, prawda, Milenko?
Nie ma cię akurat teraz, kiedy potrzebuję cię najbardziej. A może czaisz się gdzieś, gdzie cię nie widzę i patrzysz jak się miotam?
– Cieszysz się?
Mam ochotę stłuc wszystkie lustra w domu, ale za każdym razem zamieram tuż przed zadaniem ciosu. Nie wiem już ile razy stchórzyłem w ostatniej chwili, bo widmo siedmiu lat nieszczęścia za każde z nich mnie sparaliżowało.
Ściągam z półki wazonik opasany lustrzaną mozaiką – małe dzieło sztuki – i uginam się pod ciężarem wspomnień. Szklarska Poręba trzy lata temu, pochmurny i deszczowy dzień.
– Widzisz, Milenko, pamiętam wszystko.
Oczywiście, że widzisz.
Odstawiam wazonik na miejsce i wzroku z niego nie spuszczam, bo stoisz za mną. Włosy masz upięte wysoko, usta wykrzywione w zadziornym uśmiechu, dłonie złożone za plecami. Tę sukienkę kupiłem ci na Boże Narodzenie dwa lata temu. Pewnikiem nadal jest gdzieś w mieszkaniu. Powinienem posprzątać, wyrzucić część rzeczy, co się da oddać, ale tego jest dużo, tak dużo, że boję się jak niewiele zostanie po wszystkim. Co tu jest tak naprawdę moje. Laptop. Trochę książek. Tyle rzeczy kupiliśmy razem, ale czy czuję z nimi związek?
Uśmiech nie schodzi ci z twarzy. Przekrzywiasz głowę, ty moja zmoro. Choć nie, zmory to chyba było coś innego. Idę do gabinetu, potykam się o próg, bo jestem przecież niezdarą, i z półki ściągam leksykon. Kartkuję go i bardzo staram się nie zwracać uwagi na wszystko co mnie otacza. Kalendarz, biurko, naklejki na monitorach, figurki na półce i zdjęcia na ścianie. Tu pracowałaś, Milenko.
Przysiadasz na blacie.
Powinien zaskrzypieć, ale oczywiście nie skrzypi. Nie ma cię tutaj i jesteś. Odkładam leksykon koło ciebie, bo tak naprawdę nie muszę wiedzieć czym takim była zmora, prawda? Ty nią nie jesteś. Jesteś sobą i istniejesz po to, aby mnie zniszczyć, prawda, Milenko?!
– Prawda?!
Leksykon z hukiem spada na podłogę i zapada cisza.

Dziś mam ze sobą wino i lustro, w którym widzę krzesło na wprost.
- Chodź, Milenko. Napijmy się i wyjaśnij mi dlaczego. Kupiłem twoje ulubione wino. Wiesz, że za nim nie przepadam, ale dla ciebie…
Jesteś tam. Masz na sobie zieloną sukienkę, która nadal wisi w szafie w sypialni. Stoisz w progu i uśmiechasz się czule, gdy rozlewam wino do dwóch kieliszków. Swój opróżniam duszkiem i napełniam po raz drugi.
– Wyjaśnij mi, czego ode mnie chcesz?
Rano budzę się z kacem gigantem.

Patrzysz na mnie z luster w salonie. Jestem tu pierwszy raz od kiedy zorientowałem się, że mnie obserwujesz, ale przecież to wiesz – nie odstępujesz mnie na krok.
Nie da się prowadzić salonu fryzjerskiego bez luster. To niemożliwe, dlatego na drzwiach ciągle wisi kartka, że chwilowo zamknięte, a ja przyszedłem tu tylko po pocztę, ale i to było błędem. Ten salon też był błędem, mówiłaś mi to wiele razy. Poznaliśmy się zaraz po tym jak go otworzyłem i byłaś zachwycona moim wyczuciem, talentem, stylem, ale potem coś się we mnie zepsuło. Przestałaś mówić, że wychodzi mi to pięknie, zaczęłaś się krzywić. Klientki były zadowolone, ale na pewno miałaś rację mówiąc, że się nie znają lub starają się uśmiechać, choć wcale nie podoba im się kolor, cięcie czy ułożenie. Że wracają, bo mają blisko i tanio. Za tanio. To był drugi problem, prawda?
– Zaproponuj coś.
Przewracasz oczami, ale zaraz potem uśmiechasz się. Rozglądasz.
Nożyczki, suszarki, lokówki.
– Nie, Milenko, nie dam rady.

Patrzę w lustro w łazience i ważę w dłoni garść tabletek. Ty stoisz za mną i oczy ci się śmieją. Masz mnie. Tego chciałaś, prawda? Tylko że nie wiem czy te tabletki dadzą radę. Nie sprawdziłem. Znowu udowodniłem, że bez ciebie niczego nie potrafię zrobić porządnie.
Spuszczam tabletki w toalecie.
– Masz rację. W ten sposób to nie ma sensu. Przepraszam, marnuję twój czas, ale czy czas w ogóle jeszcze dla ciebie coś znaczy? Możesz umrzeć po śmierci?
Mam wrażenie, że słyszę jak wzdychasz ciężko.

Gdy stoimy na przejściu dla pieszych i mijają nas auta, odbijamy się w lustrach w witrynie szklarza. Wiem o czym myślisz. Widzę to w twojej twarzy, ale przecież powinnaś zdawać sobie sprawę, że nie umiałbym tego zrobić. Nie wejdę pod pędzący samochód ani pociąg, bo kierowca będzie musiał żyć ze świadomością, że mnie zabił. Nie skoczę z naszego balkonu, bo co jeśli na kogoś spadnę? To brzmi nieprawdopodobnie, ale już się zdarzało. Powiesić się? To jest jakaś opcja. Kiwasz głową. Tak. To ma sens, będziemy tylko musieli pójść do sklepu.

Przepraszam. Znów nie wyszło. Za cienka gałąź, za blisko ścieżek biegaczy. Znów wszystko zepsułem. Może lepiej wrócić do tabletek?
Nie odpowiadasz. Nawet nie zostajesz ze mną, a ostentacyjnie wychodzisz, co widzę jak na dłoni w lustrze wiszącym na otwartym skrzydle drzwi twojej szafy.
– Rozumiem, mam sobie sam poradzić. Ty jesteś tylko widzem.
W pracowni coś spada z hukiem na podłogę, ale nie podrywam się sprawdzić co to takiego. Co zniszczyłaś, żeby przypomnieć mi, że możesz nie tylko patrzeć? Mogłabyś szarpnąć za kierownicę, gdy jedziemy samochodem, albo zepchnąć mnie z peronu, ale przecież nie o to chodzi.
Chowam głowę w dłoniach i wsłuchuję się w ciszę. Jestem sam – prawie w to wierzę.

Tabletki podejście drugie.
I wino.
Przepraszam, Milenko, że kupiłem nie to, które lubisz, a wytrawne, ale chyba ten jeden raz mogę sobie na to pozwolić, prawda? Nie krzyw się, wiem, że nie mam dobrego gustu do win. Uśmiechnij się, proszę. To wszystko dla ciebie. Popatrz!

Gdzie jesteś, Milenko? Gdzie ja jestem? Coś jest nie tak, jak być powinno.

Znów zawiodłem.
Aneta mnie znalazła.
Ona i jej znajomy i klucze, które zostawiłem w kopercie w skrzynce – przepraszam, Milenko, nie powinienem był tego robić. Mama miała rację, ty miałaś rację, a teraz w dodatku będą patrzyć mi na ręce.

Kazali mi powtarzać, że nie masz nade mną kontroli, wiesz?
Kazali mi nie zwracać uwagi, ale chyba nie umiem.
Kazali mi pogodzić się z przeszłością i żyć dalej, jak?
Kazali uwierzyć, że jestem panem sytuacji.
Nie wiem czy w to wierzę.
Chyba nie.
Milenko.
Jeszcze nie dziś.
Ale może już jutro.
Aneta mnie obserwuje.
Czasami mam wrażenie, że ciebie również widzą.
Dlaczego tak na mnie patrzysz, jakbym ci krzywdę zrobił?
Póki co ty jesteś tu zjawą, która rządzi mną i przestrasza, więc poczekaj.

Proszę.

Milenka patrzy na mnie. Tak bardzo patrzy i nie może odwrócić wzroku od lustra, w którym odbija się także moja twarz, opalona, z przystrzyżoną brodą i w końcu bez cieni pod oczami, czego o jej, wykrzywionej w zniecierpliwieniu, powiedzieć się nie da. To przecież takie nic, a jednak… Patrzę sobie w oczy. W kuchni Emil myje naczynia. Talerze, które wybrała, dźwięczą odkładane na suszarkę i na początku mi to przeszkadzało. Teraz już nie. Tak jest lepiej. Nie prościej, ale lepiej.
Trzy mocne uderzenia w drzwi sprowadzają mnie na ziemię.
Wzdragasz się. Nie lubisz go. Anety nie lubiłaś nigdy.
Próbuję się uśmiechnąć, ale wychodzi mi z tego paskudny grymas nijak do uśmiechu niepodobny. Parskam krótko. Emil mruczy coś pod nosem. Słyszę go, ale nie odpowiadam.
Patrz Milenko.
Patrz, bo przecież nie pozwolisz sobie przegapić chwili, gdy w końcu się załamię i nie wytrzymam presji, prawda? W końcu się poddam. Ja to wiem i ty to wiesz, a Aneta i Emil tylko odwlekają nieuniknione.
Uśmiecham się. Ona robi to szerzej. Zakręcam wodę i odkładam żyletkę – znowu. Nie, jednak nie, choć kusi i nie chwilami jest łatwo, ale jeszcze dziś dam radę. Który to już raz wygrywam z pokusą? Który to już raz cię zawodzę, Milenko?
Wychodzę. A ty ze mną.
Dziś będę tańczył, ale do innej melodii – Aneta i Emil wyciągają mnie na piwo. Może Milenka będzie tam z nami, może będą tam lustra. Znając Emila na pewno będą i powinno mnie to denerwować, ale już przywykłem. Znów będę aktorem w przedstawieniu, a Milenka będzie patrzeć, jak wierna fanka. Emil twierdzi, że powinno mnie to cieszyć. Nie rozumiem go i rozumiem zarazem.
Poprawiam kamizelkę i wychodzę – Milenka idzie za mną. Widzę ją kątem oka w lustrzanych zdobieniach w przedpokoju, w salonie, w kuchni, w tych małych fragmentach luster, które miały tworzyć magiczne wrażenie lub powiększać optycznie przestrzeń.
Tak mi to tłumaczyłaś, ale teraz jestem pewien, że chodziło ci o coś zupełnie innego. Przygotowywałaś sobie scenę, tak samo jak przygotowywałaś mnie do roli głównej, niestety zabrali mi scenariusz, kazali improwizować i chyba pomyliłem role.
Więc teraz patrz, Milenko.
Nie odwracaj wzroku.
























i to by było na tyle :|
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1801
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Patrz, Milenko

Post autor: Kruffachi » 29 czerwca 2017, 21:09

No, nic odkrywczego to ja tu nie napiszę, nie licz na to XD Ale OK. Zaczynam. No.

Gama dość nośnych w horrorze i historiach około horrorowych motywów - duch, lustro, samobójstwo raz, dążenie do samobójstwa dwa (jeżu, przestraszyłam się, że tym skończysz), pierwszoosobówka - ale to ładnie podany zestaw. Bardzo klimatycznie i miło mi się Ciebie czytało taką nieco inną, bardziej wieloznaczną, stawiającą w wielu miejscach na niedopowiedzenia. Co tylko świadczy, że jak chcesz, to doskonale panujesz nad słowotokami XD A tak bardziej serio - nie, naprawdę szacun, bo to jest kompletnie inne wydanie Twojego pisania. Tkwi w nim coś znajomego, zwłaszcza w początku i potem momentami, nie wiem, w sposobie składania słów, w ich doborze, w rytmie zdań, które czasem mają taką "doklejkę" - człowiek by już myślał, że kropka, że koniec akapitu, ale coś jeszcze na niego czeka.

Szalenie mi się podoba, że nie zakończyłaś samobójstwem, bo to jednak byłoby przestrzelenie, jeśli o ograne motywy chodzi, i dlatego się tej opcji bałam. To jest znacznie, znacznie lepsze i ciekawsze. Szalenie mi się podoba ten motyw odwrócenia na końcu. Tak, że człowiek zaczyna wątpić, kto tu jest właściwie odbiciem i co się stało, co się w istocie zmieniło. W ogóle to ten typ literatury, w którym kocham brak jednoznacznych odpowiedzi i mi o fundujesz. Ładnie też budujesz poczucie paranoi i osaczenia, ten motyw z salonem fryzjerskim mnie przygniótł, widziałam to bardzo dobrze. I to zagranie odwróconym stereotypem, że samobójca może być katem, a nie ofiarą - to też mi się szalenie podobało. Że nawet chory, nawet w takiej skrajnej sytuacji może być zwyczajnie zły. Jakkolwiek nie dajesz - znów - stuprocentowej gwarancji, że Milena była zła, że to zaplanowała, to sugestie są silne i ja mogę w to uwierzyć i taki rys psychologiczny mnie totalnie kupuje.

Kupuje mnie też sam narrator z tym swoim strachem, z tym, że wreszcie jest taki, jakiego chciała, przerażony i posłuszny, z tą bezwolą. Trafia mnie mocno. Identyfikacji zero, ale mimo to czuję go każdym nerwem i szalenie mi go żal. Ten typ trafiający z deszczu pod rynnę - jak nie matka, to żona. Jak w dobrym współczesnym horrorze, prócz dreszczyka, jest też sporo udanej, świetnie oddanej psychologii. Lubię.

Momentami język kulał. O przecinkach nie wspominam, ale przynajmniej raz zdarzyło Ci się błędne użycie imiesłowu. Warto zwracać na to uwagę, bo to akurat dość brzydki błąd, a czasem wynika po prostu z nieuwagi.

Tyleż. Dobroć. Lubię. I ma świetny tytuł.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Patrz, Milenko

Post autor: Siemomysła » 03 lipca 2017, 13:00

Komentarz podejście drugie, bo szlag mnie trafi na moją głupotę.
Będzie krótko, bo nie mam żadnych wielkich uwag. Podoba mi się i znacznie mniej pachnie Tobą niż to bywa. Potrafisz się kryć. Gdyby nie jedno „pewnikiem”… ;) Zgrabnieś tego narratora ogarnęła. Zgrabnie i wiarygodnie. Wszyscy tacy są. Wierzę w Milenkę – w każdą sugerowaną jej odsłonę. Wierzę w matkę – bosz, biedny człowiek (narrator). Tekst wzbudził emocje – i smutek, i żal, i złość.
Narnia i Kraina Czarów, ale wykrzywione, odarte ze wszystkiego oprócz grozy – ładnie, bardzo ładnie przetworzone. Dialogi matka-narrator-Milenka są świetne – podwójne dno, narastająca histeria. Aneta – ostoja realizmu, która pogrąża bohatera. Te niedopowiedzenia, urwania – dobra pierwszoosobówka. Lubię.
Nie praskam śmiechem, za to Milenka w odbiciu zgina się w pół.
(niezależnie od praskania, to moje ulubione zdanie tego tekstu)
– Aneta! Duchy?! Życie po życiu? Coś takiego może zalęgnąć się w mojej głowie – bije się w pierś – bo tak się mówi, są takie przesądy, a ja jestem chodzącą encyklopedią przesądów i wierzeń, które większość ludzi wkłada między bajki, ale ty?!
Kto się bije?
Dobra poranna lektura.
Dziękuję.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Patrz, Milenko

Post autor: Joa » 07 lipca 2017, 17:24

Ahoj, Marszo!


Przeczytałam inne komentarze zanim usiadłam do swojego, bo ciężko mi zebrać myśli. Ten tekst (może poza początkiem, a konkretnie tym fragmentem:
SpoilerShow
Nie wiem… i niczego dobrego to nie wróży, ale jak mam spać? Tu, w tym pięknym mieszkaniu, w którym wszystko miało być jak ze snu? I w sumie jest ze snu, więc czemu ja w ogóle narzekam? Że mi się kategoria snu nie podoba? Wybredny się znalazł! A to przecież jak z prostokątami i kwadratami. Każdy koszmar jest snem, ale nie każdy sen koszmarem, prawda?
) zupełnie wykracza poza to, co wydaje mi się "Marszowe". Nie poznałabym Cię.
Leciałam przez tekst w równym tempie, nie było niczego za dużo, niczego nie brakowało. A to dla mnie ważne w krótkich tekstach. W ogóle tytuł! I sama Milenka! Cholera, to zdrobnienie wzbudza we mnie dreszcz... Wydawać by się mogło, że to będzie jakiś obyczaj, a tu takie zaskoczenie (gdybyś Joa sprawdziła najpierw dział :facepalm:).
Tak jak i Kili cieszę się, że zakończyłaś w taki sposób, a nie najbardziej oczywisty. Inne motywy są dość znane - lustra, nawiedzający zmarły, samobójstwo, przywiązanie do miejsca (chociaż Milenka jest bardziej przywiązana do bohatera, bo z nim wychodzi na zewnątrz, hmm).
Językowo... Jest ok, nie powala, ale to raczej domena gatunku. Czytelnik chce się przestraszyć, przeczytać ciekawą historię, a nie zachwycać stylem, więc specjalnie nie biorę tego pod uwagę.
Dobry tekst do przeczytania wieczorem z herbatą (i może pod kocem dla wrażliwszych czytelników), ale wolę Ciebie w innych odsłonach.

Wybacz, że krótko i mało pomocnie :bag: Niemniej jednak daję chociaż znak, że przeczytałam. Smyram i czekam na inne teksty.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Patrz, Milenko

Post autor: Kanterial » 08 lipca 2017, 16:33

Będę zwięzła.

1) Nie zgadzam się z opinią, że tekst brzmi mniej "Marszowo" niż wszystko co do tej pory czytałam. Przeciwnie. Wiem, że ty bywasz na bakier z pierwszą osobą (choć chyba głównie podczas czytania?) i że też forma mogłaby mnie zaskoczyć albo długość, ale jakoś tak... Nie. To jesteś 100% ty i ja bym wskazała ciebie jako autora po przeczytaniu co drugiego zdania. A bohater może i nie monologuje, jak mają w zwyczaju twoje kluski, ale skutecznie jest to zastąpione samym wyborem narracyjnym. I ja akurat lubię tę manierę, czy to w dialogu i opisie ("Takk..." na przykład) czy jak tu, w ułożeniu myśli. Brzmi bardzo po twojemu. Bardzo.

2) Podoba mi się szalenie zwrócenie uwagi na ten aspekt samobójstwa tak ciężki do opisania - no, ten pod tytułem ATENCJA ATENCJA UWAGA UWAGA REFLEKTORY NA MNIE! bo to właśnie zrobiła Milena. Przygotowała wszystko i już nigdy nikt nie zapomni. To jest to takie gdybanie, które ludzie bardzo lubią uprawiać, to takie "hmmm a gdybym umarła, ciekawe co by w tedy zrobiła ta, ta, ta osoba, jak by zareagowały, czy by cierpiały, jak długo wszyscy by o tym gadali". Milena jest ohydna, bo decyduje się na tę kuszącą rzecz i uzyskuje miażdżący efekt (oczywiście jestem skłonna uwierzyć, że to było perfidne i zaplanowane, a nie nadinterpretowane i potęgowane przez bohatera) co widać po opisie sytuacji. Hm. No więc tak, lubię ten temat i uważam, że fajnie go ujęłaś. Milena tak wkurwia, choć nie żyje, że momentami czuję aż euforię (że nie żyje) bo dobrze jej tak, a z drugiej strony myślę że to okropne i najgorsze (że nie żyje) bo to jest spełnienie jej marzeń. Najmocniej jej życzę, czytając, by umarła na dnie oceanu nie widziana przez nikogo i nigdy nie wyłowiona. Więc działa, działa tekst mocno.

3) Ja tu nie widzę grozy i horroru, w sumie też żadna magiczność i nadprzyrodzoność do mnie nie przemawia. Dla mnie tekst jest jedynie smutny, w sumie dość rozpaczliwy w wydźwięku, a historia przytłaczająca i budząca wielki sprzeciw. Rzut kamery na złamanego, chorego człowieka. Przykre. Nie straszne, tylko przykre. Ale też nie wiem, czy straszyć miało.

Tak na koniec: zgodzę się z osobami wyżej, które dały sygnał o złej budowie zdań. Było tego dużo, nie wiem, nie decydowałam się cytować, ale wiadomo, jeśli zechcesz, to do usług. To niby prawo pierwszoosobówki, by bohater miał swoje niepoprawności językowe, ale te imiesłowy czasem mocno raziły i stopowały w trakcie czytania.
I jeszcze bardziej na koniec: w sumie nie do końca ogarniam, czy ten tekst w ogóle ma fabułę. Albo wręcz powiem wprost, dla mnie on nie ma fabuły. Nie opowiada nawet o niczym tak dosłownie. Dajesz znać, w czym problem i co jest na rzeczy. To tyle. To w sumie wynika z jednej czy dwóch scen. Reszta jest kręceniem się wciąż wokół tego samego schematu, nic nowego nie wnosi. I przez to sporo migawek wydaje mi się jakby zbędnych, bo skoro nie pchają fabuły na przód, tylko wciąż traktują o Milence w lustrze i autodestrukcji narratora, to... no. I dlatego doceniam, że tekst jest krótki. I że jakoś tam jednak w tle miga Aneta z Emilem i cień szansy na faktyczną zmianę scenariusza napisanego przez Milenę.

Dziękuję za lekturę. Podobała mi się. Mam uwagi, ale podobało mi się.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 116
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Patrz, Milenko

Post autor: Ag. » 17 lipca 2017, 14:31

Nie będzie to zbyt mądra uwaga, bo szczerze mówiąc nie potrafię palcem wskazać, co mi w języku tego opowiadania nie pasuje :bag: Parę osób wcześniej wspominało, że język kuleje, ale mam wrażenie, że to nie to. Nie wiem. :facepalm:

Ale żeby powiedzieć coś z sensem – ma ten tekst sporo subtelności w pokazywaniu stanu psychicznego głównego bohatera i za to chciałabym go pochwalić. Nie za te fragmenty, gdy bohater wprost mówi "jestem beznadziejny" – jak przy tabletkach i wieszaniu się – ale za fragment z dywanem, który nie wiadomo, kto kupił, fragment z podziałem rzeczy, co moje a co Milenki, przede wszystkim zaś za wizytę w salonie fryzjerskim. Ta najlepiej pokazuje jaka była Milenka i jak działał jej związek, ale właśnie nie mówi tego wprost jak wcześniej Aneta, tylko pokazuje mechanizm, którym się niszczy człowieka i robi mu siekę z mózgu. Bardzo dobry!

Dlatego dla mnie to w ogóle nie jest horror czy coś podobnego, bo to czy Milenka naprawdę w tym lustrze siedzi jako duch czy nie, nie ma znaczenia, na pierwszym planie są problemy i paranoje głównego bohatera, który nawet po śmierci partnerki nie jest w stanie wydostać się spod jej wpływu. Takie nietypowe podejście do tematu patologicznych związków.

Chciałam też powiedzieć, że szalenie podoba mi się ta idea:
W zasadzie to nie wiem, czy ona tam jest, czy może tu, ale jak wampir na opak ma tylko odbicie, a fizycznej formy jej brak? To taka piękna koncepcja.
Z jakichś tam drobiazgów, to chciałam powiedzieć:
– Aneta! Duchy?! Życie po życiu? Coś takiego może zalęgnąć się w mojej głowie – biję się w pierś – bo tak się mówi, są takie przesądy, a ja jestem chodzącą encyklopedią przesądów i wierzeń, które większość ludzi wkłada między bajki, ale ty?!
Yyyyy, rozumiem, że on nie dowierza Anecie, że wyniki badań miałyby być sfałszowane, ale jakoś nie wiem, z czego wynika, że Aneta wierzy w duchy? Jakoś mi to po prostu w tym dialogu umyka.
Trochę jeżozwierz, trochę być może Asperger, trochę pisarzyna.

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Patrz, Milenko

Post autor: Krin » 22 lipca 2017, 12:57

Żeby nie było wątpliwości - nie czytałam poprzednich komentarzy, bo przy tak krótkim tekście niezmiernie łatwo się zasugerować.

Mam mieszane uczucia wobec tego opowiadania. Momentami naprawdę płynie się czytając, jest klimat i widzę wszystko oczami wyobraźni, a przynajmniej to, co otacza bohatera, ale zaraz okazuje się, że jesteśmy zupełnie gdzieś indziej, a świat to płynie w ogóle obok i nie wiadomo, gdzie właściwie toczy się akcja. Było tak może ze dwa razy i nie był to duży zgrzyt, może po prostu mój brak koncentracji, ale tak jakoś... W ogóle czasem unosisz się w próżni, co jest w twoim przypadku raczej niespotykane, zazwyczaj mam wrażenie, że doskonale się odnajdujesz w przestrzeni.

Nie do końca przekonało mnie też zakończenie. Zabrakło jakiegoś takiego naprawdę mocnego tąpnięcia, bo nie dzieje się tam przecież nic poza tym, co działo się już wcześniej.

Nie ogarniam również zachowania Anety, która podobno taka rozsądna, a zaczyna gadać o duchach. Główny bohater też jakiś nijaki. Ma on w ogóle jakieś imię, czy nie zauważyłam?

Tak poza tym to przeważnie dobrze się czyta, ale jakoś tak bez sosu ten tekst. Ot, do szybkiego przeczytania i szybkiego zapomnienia.

Sorry za chaos, ale mam ostatnio problem z komentowaniem, więc to jest taki wylew myśli, bo po prostu inaczej nie umiem teraz. Ot, chciałam dać znak, że przeczytałam i tak mi się całkiem podobało, ale bez fajerwerków.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Dahaka
Posty: 9
Rejestracja: 04 lipca 2017, 15:08

Re: Patrz, Milenko

Post autor: Dahaka » 27 lipca 2017, 14:24

Podobało mi się. Dało się odczuć ciężar samobójstwa Mileny, pod którym znalazł się bohater. Okoliczności odebrania sobie przez nią życia też nadają tekstowi ciekawszego smaku. Nawet jeśli to tylko teorie spiskowe narratora, to działają dosyć przekonująco i cały czas nie jestem pewny, jaki był powód jej decyzji. Co jest oczywiście zaletą, bo pozwala to utożsamić się z nim trochę bardziej.

Jeśli miałbym jakieś ale, to byłby to próby samobójcze bohatera. Jak pisałem, dało się odczuć, że całe to wydarzenie mocno na niego wpływa, ale nigdy do poziomu, którym mógłbym uznać za bliski sfery samobójstwa. Ma to co prawda taki psychopatyczny posmak, jakby bohater stracił trochę kontakt z rzeczywistością przez wizje Milenki i nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi, ale też nie wydaje mi się, żeby osiągnął ten stan.

Zakończenie w porządku. Podobała mi się fragment ze scenariuszem/improwizacją i zaproszeniem Mileny do oglądania. Nic mocnego, ale fajnie wieńczy teksty. Ogólnie na +

Awatar użytkownika
kreSka
Posty: 10
Rejestracja: 01 marca 2018, 20:50

Re: Patrz, Milenko

Post autor: kreSka » 12 czerwca 2018, 20:35

pierdoła saska pisze:
28 czerwca 2017, 19:33
:facepalm:

Przepraszam. Znów nie wyszło. Za cienka gałąź, za blisko ścieżek biegaczy. Znów wszystko zepsułem. Może lepiej wrócić do tabletek?
Nie odpowiadasz. Nawet nie zostajesz ze mną, a ostentacyjnie wychodzisz, co widzę jak na dłoni w lustrze wiszącym na otwartym skrzydle drzwi twojej szafy.
– Rozumiem, mam sobie sam poradzić. Ty jesteś tylko widzem.
W pracowni coś spada z hukiem na podłogę, ale nie podrywam się sprawdzić co to takiego. Co zniszczyłaś, żeby przypomnieć mi, że możesz nie tylko patrzeć? Mogłabyś szarpnąć za kierownicę, gdy jedziemy samochodem, albo zepchnąć mnie z peronu, ale przecież nie o to chodzi.
Chowam głowę w dłoniach i wsłuchuję się w ciszę. Jestem sam – prawie w to wierzę.

Tabletki podejście drugie.
I wino.
Przepraszam, Milenko, że kupiłem nie to, które lubisz, a wytrawne, ale chyba ten jeden raz mogę sobie na to pozwolić, prawda? Nie krzyw się, wiem, że nie mam dobrego gustu do win. Uśmiechnij się, proszę. To wszystko dla ciebie. Popatrz!

Gdzie jesteś, Milenko? Gdzie ja jestem? Coś jest nie tak, jak być powinno.

Znów zawiodłem.
Aneta mnie znalazła.
Ona i jej znajomy i klucze, które zostawiłem w kopercie w skrzynce – przepraszam, Milenko, nie powinienem był tego robić. Mama miała rację, ty miałaś rację, a teraz w dodatku będą patrzyć mi na ręce.

Kazali mi powtarzać, że nie masz nade mną kontroli, wiesz?
Kazali mi nie zwracać uwagi, ale chyba nie umiem.
Kazali mi pogodzić się z przeszłością i żyć dalej, jak?
Kazali uwierzyć, że jestem panem sytuacji.
Nie wiem czy w to wierzę.
Chyba nie.
Milenko.
Jeszcze nie dziś.
Ale może już jutro.
Aneta mnie obserwuje.
Czasami mam wrażenie, że ciebie również widzą.
Dlaczego tak na mnie patrzysz, jakbym ci krzywdę zrobił?
Póki co ty jesteś tu zjawą, która rządzi mną i przestrasza, więc poczekaj.

Proszę.

Milenka patrzy na mnie. Tak bardzo patrzy i nie może odwrócić wzroku od lustra, w którym odbija się także moja twarz, opalona, z przystrzyżoną brodą i w końcu bez cieni pod oczami, czego o jej, wykrzywionej w zniecierpliwieniu, powiedzieć się nie da. To przecież takie nic, a jednak… Patrzę sobie w oczy. W kuchni Emil myje naczynia. Talerze, które wybrała, dźwięczą odkładane na suszarkę i na początku mi to przeszkadzało. Teraz już nie. Tak jest lepiej. Nie prościej, ale lepiej.
Trzy mocne uderzenia w drzwi sprowadzają mnie na ziemię.
Wzdragasz się. Nie lubisz go. Anety nie lubiłaś nigdy.
Próbuję się uśmiechnąć, ale wychodzi mi z tego paskudny grymas nijak do uśmiechu niepodobny. Parskam krótko. Emil mruczy coś pod nosem. Słyszę go, ale nie odpowiadam.
Patrz Milenko.
Patrz, bo przecież nie pozwolisz sobie przegapić chwili, gdy w końcu się załamię i nie wytrzymam presji, prawda? W końcu się poddam. Ja to wiem i ty to wiesz, a Aneta i Emil tylko odwlekają nieuniknione.
Uśmiecham się. Ona robi to szerzej. Zakręcam wodę i odkładam żyletkę – znowu. Nie, jednak nie, choć kusi i nie chwilami jest łatwo, ale jeszcze dziś dam radę. Który to już raz wygrywam z pokusą? Który to już raz cię zawodzę, Milenko?
Wychodzę. A ty ze mną.
Dziś będę tańczył, ale do innej melodii – Aneta i Emil wyciągają mnie na piwo. Może Milenka będzie tam z nami, może będą tam lustra. Znając Emila na pewno będą i powinno mnie to denerwować, ale już przywykłem. Znów będę aktorem w przedstawieniu, a Milenka będzie patrzeć, jak wierna fanka. Emil twierdzi, że powinno mnie to cieszyć. Nie rozumiem go i rozumiem zarazem.
Poprawiam kamizelkę i wychodzę – Milenka idzie za mną. Widzę ją kątem oka w lustrzanych zdobieniach w przedpokoju, w salonie, w kuchni, w tych małych fragmentach luster, które miały tworzyć magiczne wrażenie lub powiększać optycznie przestrzeń.
Tak mi to tłumaczyłaś, ale teraz jestem pewien, że chodziło ci o coś zupełnie innego. Przygotowywałaś sobie scenę, tak samo jak przygotowywałaś mnie do roli głównej, niestety zabrali mi scenariusz, kazali improwizować i chyba pomyliłem role.
Więc teraz patrz, Milenko.
Nie odwracaj wzroku.[/align][/interlina]























i to by było na tyle :|
Według powinno być " Litości...proszę. Bardziej emocjonalnie a nie tak sucho.
Następnie " widzę ją w salonie i kuchni " bez przecinka. po " roli głównej kropka i świeże zdanie. Po " melodii a przed "-" powinno być więc - bo to łącznik zdania. w zdaniu " patrzeć jak wierna fanka " po " patrzeć zlikwiduj przecinek.I masakryczny błąd . Powinno być " chwilami nie jest łatwo!! Po " paskudny grymas przecinek.Przed " Mogłabyś" dodaj może. Tyle zauważyłam w tym fragmencie

ODPOWIEDZ