Znamy zdobywcę tytułu Prozy Marca! To Heidenhainstraße 13 pierdoły saskiej. Serdecznie gratulujemy i zachęcamy do lektury!

Kroniki Ollnatium

FANTASTYKA
W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną. ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Toyer
Posty: 38
Rejestracja: 14 lutego 2017, 19:06

Kroniki Ollnatium

Post autor: Toyer » 01 czerwca 2017, 15:44

Prolog
Przepowiednia

***
Rok 630 ludzkiej ery, niewielka wioska orków Dar – Therm. To właśnie w tym miejscu, tej pamiętnej letniej nocy doszło do niesamowitego zdarzenia, które miało całkowicie zmienić świat zarówno zielonoskórych jak i wszystkich nacji, zamieszkujących ziemie Ollnatium. A wszystko było zapisane w przepowiedni, którą otrzymała jedna z najwyższych wieszczek ludzkich – Prea Augoria. Większość jej wizji odzwierciedlała przyszłe wydarzenia, dlatego ludzie nigdy ich nie bagatelizowali. W niekorzystnych warunkach starali się zmieniać los wydarzeń i czasami się to nawet udawało. Żadna przepowiednia nie niesie za sobą stuprocentowej sprawdzalności. Los wielu istnień można zawsze zmienić nawet jeżeli „oczy przyszłości” już o nim zdecydowały. Są to tylko sugestie tego co się stanie, jeżeli rzekę wydarzeń puści się jej własnym nurtem bez żadnej ingerencji.
Szczególnie to proroctwo zasiało niepokój w ludzkich sercach. Bo dotyczyło ich samych a dokładniej wielkich zmian jakie miały się wydarzyć w ich dotychczasowym życiu, do których nie chcieli dopuścić. Dlatego przekazali orkom przepowiednię wieszczki, jednak zmienioną na ich potrzeby. Zmieniona wizja brzmiała tak : „W noc wielce burzową, między grzmotem a błyskawicą narodzi się ork, co zagładę zwiastuje, biel swej skóry zmieni w czerwień krwi swoich braci, strzeżcie się zła wcielonego, jakie jego istnienie przyniesie i zagładę na was sprowadzi.”
Orkowie od razu uwierzyli w słowa kapłanki, którą przekazała im naczelna szamanka zielonoskórych Orda – Gai (po orkowemu: sługa boga), która cieszyła przez nich się o wiele większym uznaniem od jej ludzkiej odpowiedniczki. Słowa szamanki dotarły do wszystkich orkowych braci na całym kontynencie. Głęboko wierzący w swojego boga Sargotha, uznawali słowa szamanki za jego wolę, której należy się podporządkować. Dlatego gdy tylko przyszedł moment o którym mówiła przepowiednia, z trwogą zamierzali pozbyć się problemu jaki zwiastowała. .
W wiosce Dar – Therm której nazwa w języku orków oznacza owoc drzewa, mijał zwyczajny dzień. Orkowi mężczyźni pracowali w wielkich kopalniach, wydobywając dla ludzi cenne kruszce, kobiety zaś zajmowały się dziećmi oraz „domowymi obowiązkami”, chociaż ciężko nazwać domem niedbale sklecony szałas albo lepiankę, w których tylko przesypia się noce. Wszystkie klany żyły w prymitywnych warunkach. Tak samo prymitywnych jak oni sami. Orkowie posiadali nadludzką siłę, jednak kosztem rozumu. Idealnie nadawali się do ciężkich prac fizycznych do których zmuszali ich ludzie. Zajmowali się górnictwem, rąbaniem drzewa, załadunkiem i innymi pracami siłowymi. Nie mieli odwagi przeciwstawić się swoim „Panom”, którzy dysponowali od nich o wiele bardziej zaawansowaną technologią oraz tym czego orkowie obawiali się najbardziej, czyli magią.
Według orkowych wierzeń ludzie byli posłannikami boga Sargotha, którym bezwzględnie należy się podporządkować. To właśnie za sprawą magii górnicy byli wstanie pracować w ciemnych kopalniach. Światła dostarczała magiczna istota zwana Lumosem, która karmiła się ciemnością. Magowie więzili Lumosy za sprawą magii w szklanych kopułach i zawieszali na stropach tuneli kopalni. Światło wytwarzane przez te istoty było tak intensywne, że w najciemniejszych zakątkach, gdzie nie docierały promienie słoneczne, było wszystko widoczne tak jak za dnia.

***
Dzień powoli dobiegał końca, słońce zachodziło za horyzont z ognistą poświatą. Według wierzeń było ono jednym z oczu Sargotha, który obserwuje nim swoich wyznawców. Księżyc zaś to jego drugie oko, które jednak nie każdej nocy jest widoczne. Wierzący uważali, że nie należy się przemieszczać gdy, żadne z oczu nie jest widoczne, ponieważ bóstwo nie obserwuje wtedy poczynań swoich wiernych, a co za tym idzie nie obdarza ich swoją łaską i opieką.
Jasność dnia zmieniła się w ciemność nocy. Jedno z oczu Sargotha, oraz formacje gwiazd królowały na niebie. Jasne punkciki na czarnym niebie według wierzeń były oczami przodków obserwujących poczynania swoich dzieci. Wiatr delikatnie poruszał listkami drzew i chłodził czoła po upalnym dniu. Zmęczeni górnicy zdążyli już wrócić do swoich wiosek, by odpocząć przed kolejnym ciężkim dniem pracy. Usadowili się przed wcześniej rozpalonymi ogniskami i czekali, aż kobiety przygotują dla nich jadło. Jedną z tych kobiet była brzemienna Ur- Therm(liść drzewa).
Podczas przygotowywania jadła dla głodnych górników poczuła nagły ból. Zrozumiała, że to już czas rozwiązania. Natychmiast posłała po miejscową akuszerkę. Ta kazała jej udać się do szałasu i tam nadzorowała akcję porodową. To był ciężki i długi poród, podczas którego nocna pogoda bardzo szybko się zmieniła. Wiatr przybrał na sile, na niebie pojawiły się chmury zwiastujące burzę. Wraz z pierwszą błyskawicą przyszło na świat orcze dziecię, które po donośnym grzmocie pierwszy raz zapłakało.
Widok tego maleństwa przeraził akuszerkę. W szałasie w którym światła dostarczał Lumos, można było wyraźnie zauważyć, że posiada ono śnieżnobiałą skórę. Do tego wszystkie czynniki przemawiały za tym, iż jest to dziecko z przepowiedni. Spanikowana orczka, która przyjęła poród, natychmiast posłała po szamankę. Gdy ta się pojawiła, wraz z obstawą kilku orków, natychmiast przemówiła w rodzimym języku:
– A więc jesteś przegniłym liściem, rodzącym plugawe dziecię!
Ur – Therm coś majaczyła, zaraz po ciężkim porodzie nie miała sił, by odpowiedzieć. Do jej oczu napływały tylko łzy, trzymając przy piersiach swoje dzieciątko, zebrała się jednak na siły by wykrzyczeć:
— Ono nie jest niczemu winne! Zostawcie je w spokoju!
— Śmiesz przeciwstawiać się słowom najwyższej szamanki?! Sam Sargoth przekazał nam ostrzeżenie przed tym pomiotem. Jego przeznaczeniem jest śmierć tu i teraz! Chcesz, żeby jego żywot doprowadził do śmierci naszych braci! Nigdy na to nie pozwolę!
Matka histerycznie błagała o ocalenie swego syna. Kilku orków podeszło do niej i wyrwało dziecko z rąk, po czym przekazali je szamance. W tradycji zielonoskórych, to właśnie szamanki nadawały imiona wszystkim nowo narodzonym orkom . Tak też było w tym przypadku. Szamanka z obrzydzeniem podniosła malucha do góry i przemówiła:
— Jak głosi tradycja, nadaje ci imię. Brzmi ono Mor – Khar (biały demon). Twój żywot niedługo się zakończy.

Awatar użytkownika
Toyer
Posty: 38
Rejestracja: 14 lutego 2017, 19:06

Re: Kroniki Ollnatium

Post autor: Toyer » 06 czerwca 2017, 11:04

Nikogo tekst nie zainteresował?

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1767
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Kroniki Ollnatium

Post autor: Kruffachi » 06 czerwca 2017, 12:42

A Ciebie jakiś tekst zainteresował?
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Toyer
Posty: 38
Rejestracja: 14 lutego 2017, 19:06

Re: Kroniki Ollnatium

Post autor: Toyer » 06 czerwca 2017, 13:57

Chyba zapomniałem o podstawowej zasadzie: "komciaj a będziesz komciany" :D

Awatar użytkownika
Alrune
Posty: 105
Rejestracja: 29 czerwca 2013, 13:02

Re: Kroniki Ollnatium

Post autor: Alrune » 06 czerwca 2017, 15:39

Przeczytałam. Błędy i czepliwości masz w spoilerze poniżej. Być może to nie wszystkie, ale te akurat rzuciły mi się w oczy. Troszkę niedbały jest cały tekst, może lekko wygładzony przed publikacją, ale to tak "tylko przejechany dłonią i lekko wyprostowany". Ogólnie nie wciągnął mnie, bo nie miał czym wciągnąć. Zwykłe przedstawienie jakiejś przepowiedni, przeplatane wtrąceniami na temat świata i istot tam żyjących (podziału na "panów i sługi"). Być może coś ciekawego z tego wyjdzie, ale na razie nie widzę tego. Może w kolejnym poście.

I tak na koniec uszczypliwa uwaga:
Toyer pisze:Nikogo tekst nie zainteresował?
Jesteś pierwszą osobą, która domaga się uwagi do swojego tekstu. I to jeszcze pod swoim postem, którego nikt nie komentował. Gratuluję. Polecam poczytać i pokomentować (w miarę porządnie) innych, a wtedy oni przeczytają Twoje teksty (albo i nie koniecznie). Jak to się mawia "coś za coś, nic za nic".
SpoilerShow
(...)wszystkich nacji ,zamieszkujących ziemie Ollnatium(...)
Mogę się mylić, bo pewności na 100% nie mam, ale wydaję mi się, że przecinek jest tutaj zbędny, przynajmniej jak czytam zdanie na głos to jakoś mi on "nie leży". A jeśli już koniecznie musi być to spacja jest całkowicie zbędna.
Większość jej wizji odzwierciedlała przyszłe wydarzenia(...)
Tu mogę być nieco czepliwa, ale kiedy ktoś mówi o wizji to zazwyczaj odnosi się ona do przyszłości, do przyszłych wydarzeń. Te, co były kiedyś są znane i są faktami, znamy ich wynik. Te, co są obecnie nie mogą być uznane za wizje bo się dzieją w czasie rzeczywistym i ich wynik jest już znany, albo niemal znany.
Żadna przepowiednia nie niesie za sobą stuprocentowej sprawdzalności.
Jakoś słowo "sprawdzalność" mi nie pasuje do tego zdania. Może "Żadna przepowiednia nie niesie za sobą stuprocentowej pewności co do jej wyniku."?
(...)istnień można zawsze zmienić nawet jeżeli(...)
Przecinek przed "nawet" by tutaj dobrze pasował.
(...)tylko sugestie tego co się(...)
Przecinek przed "co".
(...)dotyczyło ich samych a dokładniej wielkich zmian jakie miały się wydarzyć(...)
Przecinki przed "a" i "jakie". Czytając na głos aż się o nie prosi.
(...)słowa kapłanki, którą przekazała im(...)
A nie "które"? Bo chodzi o słowa, przynajmniej tak wynika z kontekstu.
(...)która cieszyła przez nich się o wiele większym uznaniem od(...)
Ogólnie kontekst rozumiem zdania, o co w nim chodzi, ale jakoś nie brzmi za dobrze. Może lepiej ten fragment wyglądałby jako "cieszącą się wśród nich o wiele większym..."?
Słowa szamanki dotarły do wszystkich orkowych braci(...) uznawali słowa szamanki za jego wolę(...)
Powtórzenia.
Dlatego gdy tylko przyszedł moment o którym mówiła przepowiednia, z trwogą zamierzali pozbyć się problemu jaki zwiastowała. .
Bez słowa "tylko". Przed "o którym" - przecinek. I chyba lepiej brzmiałoby "z trwogą zamierzali pozbyć się zwiastowanego problemu". Jedna kropka na końcu.
W wiosce Dar – Therm której nazwa w języku(...)
Przecinek przed "której".
Orkowi mężczyźni pracowali w wielkich kopalniach, wydobywając dla ludzi cenne kruszce, kobiety zaś zajmowały się dziećmi oraz „domowymi obowiązkami”, chociaż ciężko nazwać domem niedbale sklecony szałas albo lepiankę, w których tylko przesypia się noce.
Dość długie zdanie i mocno rozbudowane. Podzieliłabym je na trzy krótsze. Od "kobiety" zaczęłaby nowe zdanie i zakończyła je po "domowymi obowiązkami" (bez cudzysłowia albo cudzysłowiu [niech ktoś mądrzejszy mnie poprawi, bo mam problem]). Kolejne zaczęłabym od "Jednak ciężko było..." i dodała resztę bez "chociaż".
(...)klany żyły w prymitywnych warunkach. Tak samo prymitywnych jak oni(...)
Powtórzenie.
Orkowie posiadali nadludzką siłę, jednak kosztem rozumu.
Bez przecinka i bez "jednak".
(...) było wszystko widoczne tak jak za dnia.
Przecinek przed "jak".
(...)się przemieszczać ,gdy żadne(...)
Zbędna spacja po "przemieszczać".
Jedno z oczu Sargotha, oraz formacje gwiazd królowały na niebie. Jasne punkciki na czarnym niebie według wierzeń były oczami przodków obserwujących poczynania(...)
Bez przecinka po "Sargotha", przecinek po drugim "niebie" przecinek i po "wierzeń" kolejny. Lepiej się wtedy czyta i ładniej wygląda.
Ta kazała jej udać się do szałasu i tam nadzorowała akcję porodową.
Może to moja czepliwość, ale słowo "poród" brzmi lepiej niż "akcję porodową". Jakoś momentalnie przed oczami stanęła mi scena pościgu, mnóstwa wybuchów, przeklinania, strzałów i jakiegoś łysego aktora albo niekoniecznie łysego, takiego typowego dla filmów akcji.
W szałasie w którym światła dostarczał Lumos, można(...)
Przecinek przed "w którym".
Spanikowana orczka, która przyjęła poród, natychmiast wezwała po szamankę
Nie lepiej zamiast "przyjęła" brzmiałoby "odebrała" i zamiast "wezwała" - "posłała"?
(...)przegniłym liściem, rodzącym(...)

Nie dawałabym przecinka po "liściem". Jakoś mi nie leży podczas czytania. Poprawcie mnie albo pokażcie jeśli się mylę.
Ur – Therm coś majaczyła, zaraz po ciężkim porodzie nie miała sił, by odpowiedzieć. Do jej oczu napływały tylko łzy, trzymając przy piersiach swoje dzieciątko, zebrała się jednak(...)
Pierwsze zdanie rozbiłabym na dwa:
1. Ur – Therm coś majaczyła. 2. Zaraz po ciężkim porodzie nie miała sił, by odpowiedzieć.
Tak samo jak i kolejne:
1. Do jej oczu napływały tylko łzy. 2. Trzymając przy piersiach swoje dzieciątko, zebrała się jednak(...)

Awatar użytkownika
Toyer
Posty: 38
Rejestracja: 14 lutego 2017, 19:06

Re: Kroniki Ollnatium

Post autor: Toyer » 07 czerwca 2017, 12:48

Alrune pisze:Jesteś pierwszą osobą, która domaga się uwagi do swojego tekstu. I to jeszcze pod swoim postem, którego nikt nie komentował. Gratuluję. Polecam poczytać i pokomentować (w miarę porządnie) innych, a wtedy oni przeczytają Twoje teksty (albo i nie koniecznie). Jak to się mawia "coś za coś, nic za nic".
Zawsze ktoś musi być tym pierwszym:D
Nie potrafię komentować prozy a w szczególności poprawiać błędy. Moje opinie ograniczały by się do słów: podoba mi się lub nie. Tutaj komentowałem głównie poezję której wątek jest dosyć martwy.
Niemniej jednak dziękuję za Twoją odpowiedz:)

Awatar użytkownika
Dahaka
Posty: 9
Rejestracja: 04 lipca 2017, 15:08

Re: Kroniki Ollnatium

Post autor: Dahaka » 04 lipca 2017, 18:28

Tekst nie przypadł mi do gustu. Płynność zdań trochę kuleje i gdzieniegdzie kryją się błędy, ale najgorsze są opisy tego, jak działa świat. Kiedy kolejny akapit znowu zaczynał się wyjaśnieniem co, jak i dlaczego, przewracałem tylko oczami. Akcji tutaj jest tak niewiele, że równie dobrze mogłeś wkleić zawartość dokumentu z pomysłami lub wypisać je od myślników i na jedno by wyszło. Ekspozycja jest lepsza, gdy jest pośrednia, to znaczy ukryta np. w dialogach lub czynach bohaterów, pokazana przy okazji, w tle. Zamiast pisać "Jasne punkciki na czarnym niebie według wierzeń były oczami przodków obserwujących poczynania swoich dzieci" wprowadź dialog dwóch postaci, które w pewnym momencie spojrzą w gwiazdy i wspomną o tym, że to oczy ich przodków, oczywiście w niewymuszony sposób.

Oczywiście można też walnąć suchy akapit, ale trzeba to odpowiedni dawkować. Ja po prologu mam już dosyć.

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 107
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Kroniki Ollnatium

Post autor: Ag. » 17 lipca 2017, 18:10

Fabularnie tekst sprawia wrażenie ledwo początku jakiejś historii. Bo jak się domyślam, przepowiednia tak naprawdę mówiła, że ten biały ork będzie mordował ludzi albo coś takiego. Ale w sumie ani kłamstwo ludzi nie wchodzi na jaw, ani w ogóle wiele z tego tekstu nie wynika. Ot, dostali przepowiednię, postanowili zabić dzieciaka, a gdy się urodził – zabili go. Tyle. Żadnych emocji, żadnego plot twistu. Chyba że to naprawdę sam wstęp.

Tekst czyta się źle ze względu na raczej kiepski warsztat językowy. Brakuje przecinków albo są nie tam, gdzie trzeba. Zdania są toporne, niezgrabne, całości brakuje płynności, to jest problem tak zdań, jak i całych akapitów, nic się tu ze sobą nie łączy, nie przechodzi jedno od drugiego.

Ogólnie więc do gruntownej poprawy i rozbudowy. A teraz łapanka:
Większość jej wizji odzwierciedlała przyszłe wydarzenia, dlatego ludzie nigdy ich nie bagatelizowali.


Um… na tym polegają wizje? Czy chodziło ci o to, że większość jej wizji się sprawdzała?
narodzi się ork, co zagładę zwiastuje, biel skóry zmieni w czerwień krwi swoich braci,
Wcześniej piszesz, że orkowie mają zielone skóry. Tu zaś mają białe?
posiada ono śnieżnobiałą skórę. Do tego wszystkie czynniki przemawiały za tym, iż jest to dziecko z przepowiedni.
Ach, czyli że ten, co się narodzi ma ("ma", nie "posiada" skórę. Posiadać można skórzaną kurtkę) śnieżnobiałą skórę. Do tego wszystkie czynniki przemawiały za tym, iż jest to dziecko z przepowiedni. Ale to nijak nie wynika z jej tekstu. Może lepiej przesunąć „swój” – biel swojej skóry zmieni (przykryje? zabarwi? Cokolwiek?) w czerwień krwi braci?
Orkowie od razu uwierzyli w słowa kapłanki, którą przekazała im naczelna szamanka zielonoskórych Orda – Gai (po orkowemu: sługa boga), która cieszyła przez nich się o wiele większym uznaniem od jej ludzkiej odpowiedniczki.
Która cieszyła się znacznie większym uznaniem.
Światła dostarczała magiczna istota zwana Lumosem, która karmiła się ciemnością. Magowie więzili Lumosy za sprawą magii w szklanych kopułach i zawieszali na suficie szybów kopalni. Światło wytwarzane przez te istoty było tak intensywne, że w najciemniejszych zakątkach, gdzie nie docierały promienie słoneczne, było wszystko widoczne tak jak za dnia.
A to dosyć ciekawe zwierzątka i mi się podobają, szkoda, że tak o nich mało.
Według wierzeń było ono jednym z oczu Sargotha, który obserwuje nim swoich wyznawców. Księżyc zaś to jego drugie oko, które jednak nie każdej nocy jest widoczne. Wierzący uważali, że nie należy się przemieszczać ,gdy żadne z oczu nie jest widoczne, ponieważ bóstwo nie obserwuje wtedy poczynań swoich wiernych, a co za tym idzie nie obdarza ich swoją łaską i opieką.
Również dosyć ładna idea, a prosta.
Ur- Therm(liść drzewa).
Niezgrabne te tłumaczenia w nawiasach. I to jeszcze bez spacji między nawiasem a słowem.
przemówiła w rodzimym języku
A czemu miałaby mówić w jakimkolwiek innym?
zaraz po ciężkim porodzie nie miała sił, by odpowiedzieć. Do jej oczu napływały tylko łzy, trzymając przy piersiach swoje dzieciątko, zebrała się jednak na siły by wykrzyczeć:
To miała siłę, żeby krzyknąć, czy jednak nie?
Instrukcja obsługi: http://9.asset.soup.io/asset/2745/0297_d5c7_500.jpeg

Piszę, czytam: http://agnieszkazak.com" onclick="window.open(this.href);return false;

Awatar użytkownika
Toyer
Posty: 38
Rejestracja: 14 lutego 2017, 19:06

Re: Kroniki Ollnatium

Post autor: Toyer » 24 lipca 2017, 12:35

Dahaka pisze:Tekst nie przypadł mi do gustu. Płynność zdań trochę kuleje i gdzieniegdzie kryją się błędy, ale najgorsze są opisy tego, jak działa świat. Kiedy kolejny akapit znowu zaczynał się wyjaśnieniem co, jak i dlaczego, przewracałem tylko oczami. Akcji tutaj jest tak niewiele, że równie dobrze mogłeś wkleić zawartość dokumentu z pomysłami lub wypisać je od myślników i na jedno by wyszło. Ekspozycja jest lepsza, gdy jest pośrednia, to znaczy ukryta np. w dialogach lub czynach bohaterów, pokazana przy okazji, w tle. Zamiast pisać "Jasne punkciki na czarnym niebie według wierzeń były oczami przodków obserwujących poczynania swoich dzieci" wprowadź dialog dwóch postaci, które w pewnym momencie spojrzą w gwiazdy i wspomną o tym, że to oczy ich przodków, oczywiście w niewymuszony sposób.

Oczywiście można też walnąć suchy akapit, ale trzeba to odpowiedni dawkować. Ja po prologu mam już dosyć.
dzięki za sugestie, będę pamiętał na przyszłość.
Ag. pisze:Fabularnie tekst sprawia wrażenie ledwo początku jakiejś historii. Bo jak się domyślam, przepowiednia tak naprawdę mówiła, że ten biały ork będzie mordował ludzi albo coś takiego. Ale w sumie ani kłamstwo ludzi nie wchodzi na jaw, ani w ogóle wiele z tego tekstu nie wynika. Ot, dostali przepowiednię, postanowili zabić dzieciaka, a gdy się urodził – zabili go. Tyle. Żadnych emocji, żadnego plot twistu. Chyba że to naprawdę sam wstęp.
To jest tylko wprowadzanie, reszta ma się skupiać na przygodach 7 osobowej grupy której będzie przewodził ten biały ork. Każda z postaci będzie innej rasy z różnego rodzaju ułomnościami.
Ag. pisze: Um… na tym polegają wizje? Czy chodziło ci o to, że większość jej wizji się sprawdzała?
Tak o to chodzi, nie wszystkie jej wizje były celne ale spora większość się sprawdzała.
Ag. pisze:Wcześniej piszesz, że orkowie mają zielone skóry. Tu zaś mają białe?
Orkowie mają zielone skóry tylko ten jeden jest odmieńcem. Jak zauważyłaś niżej, brakuje słowa "swój", lepiej brzmi zabarwi i racje że kolor skóry się ma a nie posiada.
Ag. pisze:A to dosyć ciekawe zwierzątka i mi się podobają, szkoda, że tak o nich mało.
Będzie o nich więcej. Pełnią rolę lamp, latarek, są powszechnie wykorzystywane i mają tez inne zastosowania.
Ag. pisze:Również dosyć ładna idea, a prosta.
Czyli chociaż 2 rzeczy Ci się podobały:D
Ag. pisze:A czemu miałaby mówić w jakimkolwiek innym?
Orkowie jako jedyna nacja posługują się dwoma językami. Nacji jest 8 i tylko oni mają swój odrębny dialekt ale muszą się też dogadywać z innymi. Częściej posługują się mowa powszechną niż własną.
Ag. pisze:To miała siłę, żeby krzyknąć, czy jednak nie?
Wydaję mi się, że zaraz po porodach nie ma się siły krzyczeć, jednak ona wykrzesała całą swoją energie, krzyk był stłumiony. Tego samego dnia zmarła.

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 107
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Kroniki Ollnatium

Post autor: Ag. » 24 lipca 2017, 16:38

Ponieważ odpowiedziałeś na różne moje wątpliwości, to teraz chciałabym dla jasności wytłumaczyć, że te pytania zadawałam nie dlatego, że chciałam uzyskać na nie od ciebie odpowiedź, ale dlatego, że te rzeczy nie wynikają bezpośrednio z tekstu albo dlatego, że nieprawidłowa gramatyka zdania sprawiła, że jest ono niezrozumiałe. Także, np.:
Ag. pisze:
A czemu miałaby mówić w jakimkolwiek innym?

Orkowie jako jedyna nacja posługują się dwoma językami. Nacji jest 8 i tylko oni mają swój odrębny dialekt ale muszą się też dogadywać z innymi. Częściej posługują się mowa powszechną niż własną.
Nie pisz mi w komentarzu, kto posługuje się jakimi językami i w jakiej jest nacji, bo ta informacja musi znaleźć się w tekście. Ja tylko zwróciłam uwagę, że w tym konkretnym miejscu wtrącenie "przemówiła w rodzimym języku" brzmi dla czytelnika dziwnie, bo czytelnik nie posiada żadnej wiedzy na temat jakichkolwiek języków czy nacji. Jest więc dla mnie logiczne, że orczyca mówi to swojemu, bo nic nie sugeruje, że miałaby mówić w jakikolwiek inny sposób. Wspomnienie o rodzimym języku wygląda więc na zbędne.

Tak samo zdanie
Większość jej wizji odzwierciedlała przyszłe wydarzenia, dlatego ludzie nigdy ich nie bagatelizowali.
jest po prostu źle napisane, więc zamiast mi je tłumaczyć, powinieneś tak je poprawić, by lepiej oddawało to, co chciałeś powiedzieć.

Ale jak widzisz, pewne rzeczy mi się w tym tekście podobały, więc może warto nad nim trochę popracować. :)
Instrukcja obsługi: http://9.asset.soup.io/asset/2745/0297_d5c7_500.jpeg

Piszę, czytam: http://agnieszkazak.com" onclick="window.open(this.href);return false;

Awatar użytkownika
Toyer
Posty: 38
Rejestracja: 14 lutego 2017, 19:06

Re: Kroniki Ollnatium

Post autor: Toyer » 04 maja 2018, 13:04

Rozdział I
Dar z nieba
***

Alba obudził się w małej lepiance, którą zamieszkiwał z dwoma goblinami Skipperem i Jaspperem. Sen który mu się przyśnił był bardzo realistyczny, chociaż sam nie brał w nim udziału. Tak jakby patrzył na wszystko z boku, nie mogąc ingerować w to co się wydarzy. To nie był pierwszy sen tego typu. Uważał jednak, że sny są wytworem wyobraźni, nie wiedząc, że posiada dar jasnowidzenia oraz zaglądania w przeszłość. Wstał, rozprostował się potężnie ziewając i wyszedł na zewnątrz, myśląc o tym, co mu się przyśniło oraz o swoich przybranych "rodzicach", którzy byli uczestnikami jego sennego wydarzenia. Budynek mieścił się na leśnej polanie w ogromnym dzikim lesie.
Gobliny zazwyczaj mieszkają w większych grupach w założonych przez siebie wioskach, jednak ta nietypowa para osiedliła się na kompletnym odludziu. Spowodowane było to ich przypadłością, która polegała na przywłaszczaniu sobie cudzych rzeczy. Ich rasa słynęła z chęci posiadania przeróżnych rodzajów przedmiotów: błyskotek, skarbów, narzędzi, wszystkiego co zostało wytworzone przez inne nacje, jednak panowała tam jedna ważna zasada: Nigdy nie zabieraj tego co posiadają inni mieszkańcy wioski. Skipper i jego przyrodni brat Jassper nie byli wstanie podporządkować temu prawu. Okradali swoich własnych rodaków z chęci gromadzenia coraz większej ilości przedmiotów. Posiadali oni magiczny worek zwany Vanish, który nie miał dna i właśnie do niego wkładali wszystko to co kradli. Worek ten rozszerzał się w zależności od potrzeb i można było w nim ukryć nawet o wiele większe od niego przedmioty, którymi bracia mogli dysponować według własnego uznania. Mieszkańcy wioski polegali na własnych skrytkach, jednak nie byli wstanie dorównać mocy tego artefaktu pod względem bezpieczeństwa swoich skarbów. Wszystko co starali się ukryć lądowało w magicznym worku dwóch goblinów. Społeczność plemienna nie chciała tolerować ich zachowania, dlatego zostali skazani na banicję. I tak o to zamieszkali we dwójkę z dala od rodzinnej wioski.
Pewnego wieczora wybrali sie na poszukiwanie nowych artefaktów, które mogłyby zasilić ich kolekcję. Jak zwykle mieli przy sobie swój magiczny worek, który jeden nich nosił na szyi, drugi zaś miał identyczny mieszek wypełniony kamieniami. Często wymieniali się tymi woreczkami, aby nikt nie wiedział, który z braci ma ten o magicznej mocy a który tylko atrapę. Miało to za zadania zmniejszyć ryzyko kradzieży tego prawdziwego. Po dłuższej drodze dotarli do jaskini u podnóża wysokiego wzniesienia. Na niebie zaczęły się zbierać czarne chmury zwiastujące załamanie pogody, wiatr lekko zaczął wzbierać na sile. Ruszyli na przód do wnętrza groty, oświetlając sobie drogę Lumosami, których zapas zawsze posiadali w worku. Im dalej zagłębiali się tunelem tym głośniej było słychać chrapanie. Niejeden goblin pewnie by zawrócił, czując strach przed tymi odgłosami, rasa nie należała do najodważniejszych, a dźwięki były z tych bardziej przerażających. Jednak chęć zdobywania skarbów była silniejsza niż strach. Brodząc w błocie które stawało się coraz większe, nie przerywając powolnego kroku bracia zaczęli rozmowę.
— Słyszałeś to Skipper? Jak myślisz co to za odgłosy?
Nasłuchując uważniej Jaspper odpowiedział:
— To brzmi jak chrapanie jakiegoś ogromnego stwora.
— Ta jaskinia jest naprawdę duża, ciekawe do jakiej istoty należą te odgłosy...
Skipper drapiąc się po swojej malutkiej brodzie odrzekł:
— O tak duża jaskinia i duży stwór zapewne...
Obaj bracia zamyślili się, powoli kojarząc fakty.
— Duża jaskinia... duży stwór... — naprzemiennie myśleli.
— To musi być smok! Nagle obydwaj wykrzyknęli a echo poniosło ten krzyk po całej jaskini.
— O tak! a jak smok to zapewne pilnuje góry skarbów!
Goblińscy bracia przyspieszyli kroku i nabrali większego entuzjazmu. Smoki to mityczne istoty lubujące się w gromadzeniu bogactw. Zazwyczaj znajdują sobie odludne miejsca, w których gromadzą skarby, by potem całymi dniami na nich leżeć oraz pilnie strzec przed intruzami. Są bardzo niebezpieczne oraz trudne do pokonania. Ich metalicznych łusek nie przebija żadna broń, wykazują dużą odporność na magię oraz potrafią ziać piekielnym ogniem, do tego posiadają ostre pazury i dzięki swoim skrzydłom potrafią latać. Jednak od setek lat nikt w całej krainie Ollnatium nie spotkał żadnego przedstawiciela tego gatunku.
Dwa gobliny w końcu dotarły do źródła hałasu. Chociaż początkowo myśleli że jest to koniec groty, ponieważ nie było przejścia dalej, a odgłosy chrapania to po prostu efekt przeciągu i wiatru. Tak właśnie stwierdzili i mieli już zawracać, gdy nagle ściana się poruszyła.
To co bracia uznali za koniec tunelu, było w rzeczywistości ubłoconymi plecami olbrzyma, który w tej chwili zaczął przewracać się na drugi bok. Ogromna ręka ruszyła w ich kierunku. Z wielką zwinności i gracją odskoczyli na bok, unikając miażdżącego uderzenia. Jednak było na tyle błotniście, że nie utrzymali równowagi po skoku i obaj wylądowali na plecach ochlapując się szlamem. Brudna fala po uderzeniu przykryła ich warstwą mułu. Ze stoickim spokojem powoli wstali lepiąc się od mokrej ziemi. Oczyścili twarze z błota i popatrzyli na ogromną żywą istotę.
— Patrz to olbrzym. Spokojnie stwierdził jeden z goblinów pokazując go palcem.
— Tak olbrzym. Potwierdził drugi z wyraźną nutą rozczarowania.
Obaj nabrali powietrza do płuc i je wypuścili głośno wzdychając.
—To co zbieramy się. Ze znudzeniem powiedział Skipper i ruszył w kierunku wyjścia
— Olbrzymy nie doceniają wartości bogactw i pewnie ten nie jest wyjątkiem. Nie widzę też tu niż błyszczącego i godnego uwagi.
— Strata czasu a tak liczyłem na smoka i jego skarb.
Jaspper jeszcze przez chwilę patrzył na śpiącego giganta, teraz można było zobaczyć jego twarz a odgłos chrapania nasilił się. To nie był dorosły przedstawiciel tego gatunku ale dla goblinów, które były ponad połowę mniejsze od przeciętnego człowieka jego rozmiar był znaczny.
Bracia wspólnie opuścili grotę, na zewnątrz było burzowo, wiał silny wiatr i padał ulewny deszcz. Obaj spojrzeli na niebo w momencie gdy pojawiła się błyskawica. Zauważyli że coś nie wielkiego z duża prędkością spada ze szczytu zbocza.
—Jaspper otwieraj worek coś tu leci! Może to dar od samego Goldena!
Goblin błyskawicznie ściągnął woreczek z szyi po czym przy pomocy brata rozszerzyli go na powierzchnią kilku metrów kwadratowych. Chwilę później coś wpadło do worka, a następnie rozbrzmiał donośny odgłos gromu.
—Widziałeś co to było? Wydawało dziwne dźwięki.
— Sprawdzimy po powrocie, strasznie się rozpadało, chciałbym doczyścić się z tego błota, wysuszyć i porządnie najeść.
Przemoczone gobliny stały jeszcze chwilę nad workiem który powoli przywracali do wyjściowych rozmiarów.
—Teraz ja go niosę. Bez protestu Jaspper przekazał swój woreczek bratu, sam otrzymując fałszywkę. Obaj zawiesili je sobie na szyi i wyruszyli w drogę powrotną do domu.

ODPOWIEDZ