Drodzy Literkowicze!

Trwa głosowanie na PROZĘ MAJA! Zapraszamy do udziału w ankiecie.

Zaklęta w mieczu - Dusza bohatera

FANTASTYKA
W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną. ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Toyer
Posty: 38
Rejestracja: 14 lutego 2017, 19:06

Zaklęta w mieczu - Dusza bohatera

Post autor: Toyer » 16 lutego 2017, 17:33

Rozdział I
Królestwo marzeń

***
Królestwo Somnium , było sielankowym miejscem, znajdującym się w centrum kontynentu. Bogate w malownicze lasy pełne zwierzyny, rzeki i jeziora z krystalicznie czystą wodą oraz majestatyczne góry pokryte grubą warstwą śniegu. Mieszkańcy wiedli spokojne i szczęśliwe życie, w zgodzie z naturą i sumieniem. Wszystkiego było pod dostatkiem, sklepy przepełnione najróżniejszego rodzaju towarami, kusiły zarówno mieszkańców jak i przyjezdnych.Targi zawsze pełne jadła i serdecznych kupców , tętniły życiem. Na polach pracowali rolnicy, corocznie zbierając bogate plony. Rybacy dostarczali świeżych ryb, a myśliwi dziczyzny. Spichlerze były zawsze wypełnione ziarnem a zimy łagodne. Nikt nie głodował, toteż nie było osób parających się fachem złodziejskim. Strażnicy w swoich paradnych zbrojach byli ozdobami miast. Nigdy nie używali miecza. Chociaż nie byli do niczego potrzebni, budzili ogromny szacunek mieszkańców. Z dumą na swym rynsztunku nosili herb królestwa – białego feniksa.
Król Iustus był wspaniałym władcą, uwielbianym przez swój lud. W pozbawionej waśni krainie nie miał żadnych wrogów. Czasami zdarzały się drobne spory, które potrafił zawsze rozwiązać tak, aby obie strony były zadowolone. Jego twarz miała w sobie coś dostojnego a zarazem wesołego. Błękitne niczym niebo oczy budziły zaufanie. Czarne jak węgiel, lekko kręcone włosy opadały aż do ramion, falując przy każdym jego sprężystym kroku. Nosił dumnie kruczoczarną brodę, która dodawała mu powagi i uroku. Szczery uśmiech, którym obdarowywał wszystkich naokoło wywoływał ciepło w sercu. A swym śmiechem potrafił zarazić nawet najsmutniejszego mieszkańca królestwa. Około trzydziestoletni władca miał u swego boku obdarzoną nadzwyczajną urodą żonę o imieniu Mitis, starszą od niego o kilka lat. Jej łagodne a głębokie spojrzenie, potrafiło oczarować każdego mężczyznę i każdą kobietę. Szmaragdowe oczy miały w sobie coś tajemniczego a zarazem bliskiego. Złote niczym łan zboża włosy spinała zawsze rubinowa spinka w kształcie ognistego ptaka. Iustus był niezwykle żywiołowa osobą, wszędzie było go pełno. Spokojna Mitis, nie emanowała emocjami, żyła w cieniu swojego ukochanego. Owoc miłości tej pary, to trójka pociech- dwójka bliźniaków o imionach Aqua i Ignis oraz ich młodsza siostra Lilium.
***
Trzynastoletni Ignis, zawsze w gorącej wodzie kąpany, przypominał ojca. Tak jak on miał czarne jak noc włosy oraz błyszczące błękitne oczy. Nie potrafił usiedzieć w miejscu. Całymi dniami przebywał poza pałacem, szukając jak on to mówił przygód. Sprawiał wiele problemów. Okradał miejscowych kupców, tylko po to żeby zwrócić na siebie uwagę strażników, którzy od zawsze go fascynowali. Jednak Ci nigdy go nie gonili, w mieście gdzie ludzie żyli szczęśliwe, nikt nie przywiązywał zbytniej wagi do pieniędzy. A że dodatkowo był synem króla, wszystkie jego niecne sprawki pozostawały bez odgłosu. Pewnego razu wywołał nawet bójkę ze swoim rówieśnikiem. Kiedy okładał leżącego pięściami, ku jego radości strażnicy zareagowali. Natychmiast ruszyli na pomoc i rozdzielili napastnika od bezbronnego chłopca. Chwycili go i zanieśli do pałacu. Nie stawiał żadnego oporu. Posłusznie pozwolił się nieść strażnikowi, wyobrażając sobie że jest niebezpiecznym przestępcą prowadzonym do więzienia. Król zdenerwował się bardzo tym incydentem.
– Coś ty najlepszego zrobił, wiesz że mogłeś zrobić mu krzywdę! – Co ci strzeliło do głowy?! Drobne kradzieże to jedno ale napaść na bezbronnego chłopca?! Do tego pobić go do nieprzytomności! – grzmiał ojciec
– Jak dorosnę, zostanę rycerzem! – Nie przejmując się gniewem ojca, oznajmił chłopiec.
– I będziesz napadał bezbronnych ludzi? – Zaśmiał się król, rozbawiony wyznaniem syna. – W dzisiejszych czasach rycerze są pozbawieni zajęcia. Jeśli chcesz możesz zostać gwardzistą i pilnować mieszkańców przed takimi łobuzami jak ty.
– Bardzo podobają mi się zbroje gwardzistów, ale ja nie będę bezczynnie siedzieć w mieście. Wyruszę w podróż po świecie! – Z ekscytacją i płomieniem w oczach powiedział Ignis. – Będę przemierzał krainy i walczył z potworami!
– Potworami? Wiesz, na świecie nie ma żadnych potworów. Co najwyżej możesz walczyć z pająkami których tak się obawiasz – powiedział rozbawiony Istus
– Bo one są straszne! Mają ohydne nogi i wstrętne oczy!
– Chyba odnóża? - poprawił go ojciec. – I myślisz, że te potwory będą mniej straszne? A co zrobisz jak napotkasz olbrzymiego pająka?
Chłopiec nie odpowiedział. Po dłuższej chwili dodał:
- I tak będę łowcą potworów!

Awatar użytkownika
Jokerowski
Posty: 17
Rejestracja: 14 stycznia 2017, 12:24
Lokalizacja: Piekło

Re: Zaklęta w mieczu - Dusza bohatera

Post autor: Jokerowski » 16 lutego 2017, 18:56

Cóż, opisy mnie zaintrygowały, podziwiam ludzi opisujących lepiej niż ja :D

"Strażnicy w swoich paradnych zbrojach byli ozdobami miast. Nigdy nie używali miecza. Chociaż nie byli do niczego potrzebni, budzili ogromny szacunek mieszkańców." - Nie pasuje mi tu powtórzenie "byli"

"Kiedy okładał leżącego pięściami, ku jego radości strażnicy zareagowali ." - Nie stawia się spacji przed kropką


"– Coś ty najlepszego zrobił, wiesz że mogłeś zrobić mu krzywdę! – Co ci strzeliło do głowy?!
Drobne kradzieże to jedno ale napaść na bezbronnego chłopca?! Do tego pobić go do nieprzytomności! – grzmiał ojciec" - Zły zapis dialogu, dlaczego oddzieliłeś dalszy ciąg wypowiedzi myślnikiem? Poza tym, dialog piszesz dopóki samo Ci nie przeskocz. Nie powinno być tu tego enteru. Przecinek przed "ale".


"– I będziesz napadał bezbronnych ludzi? – Zaśmiał się król, rozbawiony wyznaniem syna. – W dzisiejszych czasach rycerze są pozbawieni zajęcia. " - Przed chwilą "grzmiał" na syna, ten powiedział coś i nagle król już zapomniał o gniewie i się śmieje? Dziwne...


"– Bardzo podobają mi się zbroje gwardzistów, ale ja nie będę bezczynnie siedzieć w mieście. Wyruszę w podróż po świecie! – Z ekscytacją i płomieniem w oczach powiedział Ignis. Będę przemierzał krainy i walczył z potworami!." - Teraz brakuje myślnika przed "będę". Myślnikiem oddzielasz, kiedy chcesz napisać w jaki sposób ktoś coś powiedział, albo co zrobił, a zaraz po tym (jeśli to nie jest koniec wypowiedzi) zamykasz znowu myślnikiem i kontynuujesz. A i końcówka na końcu niepotrzebna, bo wypowiedź zamyka wykrzyknik.

"– Potworami?. – Wiesz, na świecie nie ma żadnych potworów. Co najwyżej możesz walczyć z pająkami których tak się obawiasz – powiedział rozbawiony Istus" - Znowu niepotrzebna kropka po znaku zapytania i znowu zły myślnik przed "Wiesz"

Jako tako fabuły jeszcze nie widzę, chyba że jestem ślepy :D Według mnie król i jego żona zostali dobrze opisani, ale ten syn pozostał zaniedbany, taki... pusty. Na koniec dodam, że zaciekawiło mnie, taka kraina, gdzie nic złego nie ma prawa się stać, z chęcią zobaczę jak się to rozwinie.
Obrazek

Awatar użytkownika
Toyer
Posty: 38
Rejestracja: 14 lutego 2017, 19:06

Re: Zaklęta w mieczu - Dusza bohatera

Post autor: Toyer » 19 lutego 2017, 11:29

Dzięki za wskazówki. Nigdy wcześniej nie pisałem czegoś podobnego. Cały czas się uczę:D
Jokerowski pisze:Przed chwilą "grzmiał" na syna, ten powiedział coś i nagle król już zapomniał o gniewie i się śmieje? Dziwne...
. Król jest bardzo wesołym człowiekiem, nie potrafiącym się długo gniewać. A stwierdzenie syna na prawdę go rozbawiło, tak że zapomniał o złości.

Fabuła rozwija się powoli:D

Awatar użytkownika
Toyer
Posty: 38
Rejestracja: 14 lutego 2017, 19:06

Zaklęta w mieczu

Post autor: Toyer » 19 lutego 2017, 11:44

Off Topic
Nota Admina: na forum stosujemy zasadę: jeden tekst = jeden temat.
Brat Ignisa, Aqua różnił się od niego pod każdym względem. Z wyglądu i charakteru przypominał matkę. Nosił krótkie lekko kręcone złote włosy i posiadał zielone oczy. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zawsze spokojny i niezwykle inteligentny, był dumą swych rodziców. W przeciwieństwie do swego brata, nie sprawiał żadnych problemów. Większość czasu spędzał w pałacowej bibliotece. Bardzo lubił kwiaty, od czasu do czasu odwiedzał królewskie ogrody. Jednak jego prawdziwą miłością były książki, z którymi prawie się nie rozstawał.


Tego dnia jak zwykle przebywał w bibliotece. Była to ogromna komnata na planie koła, zapełniona wzdłuż ścian eliptycznymi regałami na których można było znaleźć przeróżne księgi. Sklepienie budynku wieńczyła rozeta przedstawiająca dwa feniksy. Białego z czerwonym dziobem, oraz odwrotnie „farbowanego” drugiego ptaka. Ich skrzydła rozpostarte w około rotundy stykały się swoimi końcami. Podobnie jak dzioby. Feniksy takie znajdowały się na herbach dwóch królestw. Biały symbol rodu króla, natomiast czerwony krainy z której pochodziła królowa. W przestrzeniach między regałami znajdowały się duże kolorowe witraże o kompozycji takiej jak malowidło na suficie. Na środku sali umieszczona była fontanna, również z motywem ognistego ptaka. Skrzydła stanowiły obudowę basenu, woda natomiast wypływała z dziobu skierowanego ku górze. Wokół umieszczono bogato zdobione, wygodne fotele, na przemian czerwone i białe, skierowane tak aby podczas czytania za plecami można było słyszeć cichy, uspakajający szum wody.

***
Aqua zanurzony w świecie powieści: „Serce ognistego smoka”, łakomie pochłaniał kolejne strony. Towarzyszyła mu matka, która też podzielała jego zamiłowanie do książki. W trakcie czytania poczuł, że jego ciało zostało wprawione w wibracje, które coraz bardziej się nasilały. Słyszał też odległy głos, ale nie potrafił zrozumieć słów. Dopiero po kilku minutach zorientował się, że jest szarpany. Wybudzony z transu, powoli podniósł głowę z nad książki i spojrzał przed siebie. Naprzeciw niego stanął jego brat Ignis, machający mu przed twarzą rękami.
– Halo Aquś, słyszysz mnie?! – Żywiołowo wołał chłopiec – Chyba w końcu mnie zauważyłeś…
– Słucham cie braciszku, czego ode mnie chcesz ? – Spokojnie odparł Aqua
– Dzisiaj jest wspaniały dzień na przygodę! – Pomyślałem, że może wybrałbyś się ze mną poza miasto! Zamiast wpatrywać się w te atramentowy znaczki, to musi być strasznie nudne!
– Wybacz Igniś, ale pozostanę tutaj. – I to nie są znaczki a litery. – Odpowiedni połączone tworzą słowa, które dalej można przekształcić w zdania. – To nie jest nudne, wręcz przeciwnie. – Czytając można również przeżywać wspaniałe przygody.
– Przeżywać przygody na siedząco? – Przecież to jest bez sensu. – Prawdziwe przygody czekają poza murami pałacu! – Chodź ze mną uwierz mi, będzie fajnie!
– Kolejny raz muszę ci odmówić. – a może sam spróbowałbyś coś poczytać? Skoro lubisz tak przygody na pewno by ci się to spodobało. Zapewniam cie, że nigdzie nie przeżyjesz takich przygód jak podczas czytania.
– W ogóle cie nie rozumiem… – To tak jakby, zamiast zjeść ciasteczko patrzeć jak kto inny zjada je za ciebie!
Mitis przysłuchiwała się rozmowie swoich synów, uśmiechając się pod nosem. W końcu odezwała się łagodnym głosem:
– A może tak pójdziecie na kompromis? – Jednego dnia, wybierzecie się na przygodę poza pałac a innego przeżyjecie przygody czytając książkę. – Żaden z was nigdy nie próbował sposobu przeżywania przygód drugiego. – Nie możecie stwierdzić, że coś się wam niepodobna jeżeli tego nie spróbujecie.
Chłopcy spojrzeli na matkę.
– Takie przygody nie są dla mnie… – Równocześnie odpowiedzieli bracia
– W końcu się w czymś zgadzacie – Odparła z uśmiechem

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1785
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Zaklęta w mieczu - Dusza bohatera

Post autor: Kruffachi » 20 lutego 2017, 14:52

To jeden z tych tekstów, które komentowałoby mi się o wiele lepiej, gdybym wiedziała dokładniej, do kogo kieruję uwagi, ale jeśli wierzyć informacjom z tematu powitalnego, nie piszę do nastolatka, zatem wybieram opcję szerszą i ciut mniej dyplomatyczną ;) Tym bardziej, że piszesz, że to Twoja pierwsza powieść i - moim zdaniem - pewne sprawy należy warto rozważyć już na początku drogi. Nie będę ukrywać, że podstawowa diagnoza brzmi: piszesz nie najlepiej i przed Tobą sporo pracy. Ale jeśli pisanie Ci się podoba, taka perspektywa nie powinna przerażać ;)

Czytając, zastanawiałam się, od czego zacząłeś konstruować swój utwór. Są różne sposoby - jedni zaczynają od świata, inni od bohaterów, jeszcze inni od problemu, o którym chcą odpowiedzieć. Istnieją także wielorakie sposoby podchodzenia do stopnia zaawansowania planów w momencie kreślenia pierwszych zdań. Tutaj - przyznaję - miałam wrażenie, że pierwsze było "Napiszę powieść fantasy". Przy czym "powieść fantasy" potraktowałeś jako jednolity i nierozerwalny twór, tymczasem może najlepsze w wypadku pierwszego podejścia byłoby rozdzielenie wszystkich tych trzech wyrazów. Najpierw "napiszę" - zobaczę, jak mi jest z prozą, z tekstem narracyjnym w ogóle, opowiem coś o czymś i o kimś. Potem - "napiszę powieść", więc zakładam, że tekst będzie długi, bo w wyniku rozważań nad punktem pierwszym wyszło mi, że do powiedzenia mam bardzo dużo, za dużo, żeby zamknąć to w opowiadaniu czy nawet kilku opowiadaniach. I wreszcie jako ostatnie powinno pojawić się "napiszę powieść fantasy", bo to, co mam do powiedzenia, jest nie tylko spore objętościowo, ale też fantastyka będzie najlepszym językiem, żeby to opisać. To oczywiście nie jedyna możliwa droga, ale pozwalająca uniknąć wielu pułapek czyhających na rozpoczynających przygodę z pisaniem prozy. Po pierwsze - miałbyś uniwersalny temat, po drugie - wiedziałbyś, dokąd zmierzasz, i po trzecie wreszcie - miałbyś pełną świadomość tego, po co Ci właściwie sztafaż fantastyczny. Ba! - nawet nie fantastyczny ogólnie, a konkretnie wskazujący na fantasy. Tymczasem strzelam, że było zupełnie na odwrót: lubię powieści fantasy, napiszę jedną.

Przy czym chcę jeszcze zaznaczyć, że wybrałeś na pierwszy raz naprawdę trudny zestaw. Owszem, powieści fantasy jest dużo na rynku, owszem, zwykle bezproblemowo się je łyka w tramwaju, ale żeby napisać w tej konwencji coś naprawdę dobrego, potrzeba doświadczenia i obeznania na wielu płaszczyznach. Piszę o tym z perspektywy człowieka, który także popełnił ten błąd i - co prawda nieco wówczas młodszy od Ciebie - postanowił, że napisze swój pierwszy długi tekst (no bo przecież, pfff! opka się nigdzie nie liczą!) i będzie to powieść fantasy. A potem obserwowałam to wielokrotnie i to nigdy, naprawdę nigdy nie były dobre teksty. Piszę o błędzie, ale tak naprawdę nie jestem pewna, czy to błąd, czy jakaś naturalna konsekwencja wynikająca z czegoś tam, skoro tyle osób to robi. W każdym razie zaznaczam, że to się po prostu nie może udać - nie ma w tym nawet Twojej winy - ale mimo to zachęcam do kontynuowania, bawienia się tym tekstem i stopniowego pogłębiania refleksji nad tym co i dlaczego robisz. Ze sporą dozą przekonania zakładam, że porównanie rozdziału trzydziestego piątego i pierwszego wprawi Cię kiedyś tam w zdumienie - i innych czytających pewnie też. Z tą myślą w głowie polecam czytać moje dalsze, bardziej już szczegółowe czepialstwo ;) Nawet się nie łudzę, że napiszę wszystko, co powinnam, ale chociaż garść na dobry początek.

Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy - może dlatego, że zacząłeś od tego drugą wrzutkę - to sposób przedstawiania bohaterów. Rzucanie w czytelnika czymś w rodzaju dossier to najsłabsza z możliwych strategii, zwłaszcza w momencie, gdy mieszasz informacje z różnych przegródek i kategorii, a wprowadzasz w ten sposób, o ile się nie mylę, dokładnie wszystkich. Punktuję Aquę (?), bo najłatwiej mi znaleźć fragment.
Brat Ignisa, Aqua różnił się od niego pod każdym względem. Z wyglądu i charakteru przypominał matkę. Nosił krótkie lekko kręcone złote włosy i posiadał zielone oczy. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zawsze spokojny i niezwykle inteligentny, był dumą swych rodziców. W przeciwieństwie do swego brata, nie sprawiał żadnych problemów. Większość czasu spędzał w pałacowej bibliotece. Bardzo lubił kwiaty, od czasu do czasu odwiedzał królewskie ogrody. Jednak jego prawdziwą miłością były książki, z którymi prawie się nie rozstawał.
Tu jest wszystko - porównanie do bohatera przedstawionego wcześniej, wygląd, charakter, sposób bycia, zainteresowania, sprawiane wrażenie. Informacje ze wszystkich możliwych pól skondensowane w jednym akapicie i podane na tacy jeszcze zanim biedak zdążył choćby mrugnąć. To sprawia, że widzę kukłę, sztuczny konstrukt, a nie człowieka z krwi i kości. Naprawdę zabrakło jeszcze podania wzrostu i wagi ;) Wiesz, to trochę tak, jakbyś rzucał kartą bohatera i wychodził z założenia, że teraz czytelnik wie o nim wszystko, jest wprowadzony, punkt z planu odhaczony. Ale nie, to trochę nie tak działa. Wolałabym go poznać, zobaczyć sposób zachowania, niż wierzyć Ci na słowo, że jest spokojny oraz inteligentny, bo - powiedzmy sobie szczerze - możesz zakładać, że taki będzie, ale jeśli tego nie zobaczę, to i tak Ci nie uwierzę.

Oczywiście nie wszystko (pozornie) da się pokazać w działaniu, ale myślałeś kiedyś nad tym, dlaczego, kiedy opisujemy bohaterów, czujemy przemożną potrzebę podania koloru ich włosów i oczu (swoją drogą, oczu nie można posiadać), a zapominamy o tylu innych kwestiach? O sylwetce, która przecież często zwraca uwagę jako pierwsza choćby. Pomyśl, jak łatwo jest Ci podzielić znajome osoby pod względem sylwetki, a w przypadku ilu z nich jesteś w stanie z pamięci określić kolor oczu. No bo włosy, OK, choć podejrzewam, że połowa zasługuje na miano "ogólnie brązowe", "jakieś takie bure" tudzież "mysie". To są odruchy, których nabieramy nieświadomie i - prawdę powiedziawszy - nie wiem nawet skąd, bo od dawna się tak nie pisze. Nie na wysokim poziomie w każdym razie. To są fakty, które podajemy we wniosku o dowód osobisty albo w karcie bohatera RPG. Tak po prawdzie kolor oczu zaczyna mieć znaczenie wówczas, gdy jest z jakiegoś powodu charakterystyczny i od razu zwraca uwagę, lub wówczas, gdy dochodzi do długich spojrzeń i ktoś ma okazję to zauważyć. Tak na ogół wystarczy "jasne" bądź "ciemne".

Swoją drogą, rozumiem, że chcesz braci kontrastować, ale robisz to bardzo czytelnie i nieco nachalnie. Już same ich imiona... Bardzo lubię symbolikę żywiołów, ale dlatego właśnie, że przez swoje zakorzenienie w kulturze jest łatwa do wychwycenia i zinterpretowania przez odbiorców, a więc nie wymaga mówienia wprost. Ogień kojarzy się z pewnymi cechami i woda też. Nierozerwalnie właściwie. Naprawdę nie ma potrzeby za każdym razem, gdy nadarza się okazja, rzucać na to światła reflektorów, a wybór imion był - moim zdaniem - przekroczeniem granicy między dosadnością i dosłownością. Tylko jak mam traktować książęta dosłownie jako ogień i wodę, skoro jednocześnie odwołujesz się do metafor związanych z tymi żywiołami? Trochę, jakbyś pisał ogień był jak ogień, a woda był(a) jak woda ;) W dodatku na ich niekorzyść działa sposób opisu przez system zero-jedynkowy. To ich spłaszcza. Odejmuje im jeszcze więcej człowieczeństwa niż sposób prezentacji i dotyczy to tak pary braci, jak i pary królewskiej zbudowanej wszak na takiej samej zasadzie (którą jeszcze podkreślasz przypominającym w mojej głowie jin i jang godłem z feniksami), tworzy z nich figury. Gdyby całość miała być opowiadaniem, pomyślałabym, że to alegoryzacja, która prowadzi do kondensacji treści na małej przestrzeni, ale nie - zapowiadasz przecież powieść. Powieść! Mnóstwo miejsca, by zagłębiać się nie tylko w świat i wydarzenia, ale też psychikę bohaterów. Na ten moment widzę ten aspekt raczej słabo.

Podobnie jak bohaterów opisujesz też świat. Bach, bach, tu zamek, tam las, król ma na imię tak i jest lekkomyślnym trzpiotem, królowa tak i może jako jedyna trzyma to w ryzach, dwoje dzieci, wszyscy się kochają, kurtyna. Tylko ja nadal zaskakująco mało o tym świecie wiem. Nie zrozum mnie źle. Żadną miarą nie chcę wiedzieć wszystkiego teraz, przecież historia ledwie się zaczyna, ale ten wstęp nie spełnia swojej funkcji. To kolejne rzucone dossier bez pokazania, jak to działa w praktyce. Jakbyś opisał taki sam jak setki sąsiednich dom z zewnątrz, a zapomniał zupełnie o tym, co jest w środku i że np. wielki dinozaur w salonie świadczy o zamiłowaniach pana X do diplodoków. Głupi przykład, ale próbuję wytłumaczyć, o co mi chodzi. Nic nie mówi o społeczeństwach tyle, ile ich tradycje, sposób bycia, struktura społeczna. Tu wiemy jedynie, że wszyscy się cieszą i niczego im nie brakuje. Ale jak to postrzegają? Czym jest dla nich szczęście? Czym błogosławieństwo? I co - wreszcie - oznacza owo wszyscy? Zatem jest równość społeczna? Chłop równy panom? A może wręcz przeciwnie i tylko owi panowie nie uznają chłopów za część "wszystkich"? Jak wygląda edukacja książąt, skoro Ignis nie wie najwyraźniej, czym są litery?

I tu dochodzimy do dialogów. Ich największym problemem jest hiperpoprawność wywołująca wrażenie sztuczności i nachalny humor. No, nie wyglądają dobrze. Nie płyną. Didaskalia niewiele do nich wnoszą, a jedynie mają charakter porządkujący. Spróbuj czytać je sobie na głos. Spróbuj też słuchać ludzi - prawdziwych dialogów - pod innym kątem, szukać cech charakterystycznych dla języka mówionego, obserwować, jak skaczą i przenikają się wątki w żywych rozmowach. Wzoruj się nie na tym, co przeczytałeś, a na tym, co możesz usłyszeć.

Na koniec jeszcze napiszę, że wybrałeś sobie naprawdę trudny temat - nastolatków. Bardzo kłopotliwe przy konstruowaniu postaci w dodatku w przededniu poważnych rewolucji ustrojowych i światopoglądowych. Pozostaje mi życzyć powodzenia.

*dyg*
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Toyer
Posty: 38
Rejestracja: 14 lutego 2017, 19:06

Re: Zaklęta w mieczu - Dusza bohatera

Post autor: Toyer » 09 maja 2017, 13:59

Następnego dnia w bibliotece bracia pochłonięci byli czytaniem. A raczej jedne z nich. Drugi był do tego przymuszany. Ponieważ Aqua przerobił już wszystkie zaplanowane lekcje, mógł dla rozrywki zająć się beletrystką. Mitis nadzorowała buntowniczego syna, który ze znużeniem i mozołem przewracał kolejne strony, demonstracyjnie przy tym ziewając. Ignis z grymasem na twarzy burknął coś pod nosem.
– Masz coś do powiedzenia? – spytała łagodnie matka – to nie grzecznie tak sobie pomrukiwać. – Jej głos działał na ludzi niczym balsam łagodzący każdy gniew, a słowa spływały z melodyjną lekkością. Jednak na jej syna nie miały takiego magicznego wpływu.
– Dlaczego zmuszacie mnie to tej bezsensownej czynności jaką jest to całe czytanie. Po co mi wiedzieć co działo się niegdyś?! Kto rządził, kim był jakiś staruch , czym się zajmował! Liczy się tylko co jest teraz!. Osoby które znam a nie jacyś dawno nie żyjący ludzie! Aqua lubi siedzieć i gapić się w te księgi, nawet całymi godzinami ale dla mnie to jest męczarnia!
– Drogi synu to jest nauka, bez wiedzy człowiek jest pusty w środku. To jest też szacunek do naszych przodków. Chyba nie chciałbyś, gdy przeminą wieki nikt o tobie nie będzie pamiętał. O księciu albo być może nawet królu. O twoich sukcesach i porażkach.
– Co mnie to obchodzi czy będą o mnie pamiętać czy nie jak już mnie nie będzie! Jeżeli mają o mnie pamiętali to niech wybudują mi pomniki, namalują obrazy, śpiewają pieśni!
Mitis otworzyła usta, jednak w tym momencie ujrzała zbliżającego się męża wraz z czteroletnią córeczką . Uśmiechnęła się do nich delikatnie. Odwzajemnili się jej szczerym uśmiechem. Lilly pomachała mamie. Ignis pochłonięty swoimi wynurzeniami nawet nie zauważył że ojciec pojawił się w bibliotece. Iustus podszedł do rozgniewanego syna, kładąc mu z impetem rękę na ramieniu tak że młody chłopak lekko podskoczył w miejscu.
– Co tam synu, marzą ci się pieśni i pomniki. – śmiał się król klepiąc syna po plecach. – Przyjdzie i na to pora ale najpierw musisz na to zasłużyć.
Wesoła dziewczynka zaczęła biegać wokoło fontanny śpiewając wymyśloną piosenkę o swoim braciszku.
– I na to zasłużę! Swoimi bohaterskimi czynami a nie wiedzą, która jest do niczego nie przydatna.
– Wiedza to skarb. – Odezwała się matka. – Mam nadzieję że kiedyś to zrozumiesz.
– Skalb, skalb, skalb – nuciła wesoła Lilly.
– Po co komu skarb którego nawet nie można dotknąć! – Idę szukać prawdziwych skarbów! – chłopiec zamierzał opuścić bibliotekę lecz został chwycony przez ojca. – Szukanie skarbu musi poczekać aż poszukiwacz odrobi lekcje. – Wesoło odparł ojciec.
Aqua zamknął głośno księgę tak że echo potoczyło się po całej sali.– Wstał, podszedł bez słowa do regałów, sięgnął po kolejny tom powieści i wrócił na swoje miejsce zanurzając głowę między stronice.
***
I tak mijały kolejne dni i miesiące. Nauka była dla Ignisa katorgą. Spędzał w bibliotece tylko tyle czasu ile było to konieczne do celów edukacyjnych. Zaraz po lekcjach opuszczał budynek i wyruszał na spotkanie z przygodą. Posiadał bardzo bogatą wyobraźnię. W swoich marzeniach pokonał nie jednego smoka, uratował kilka wiosek prze najazdami przeróżnych monstrów , odnajdywał skarby i przemierzał krainy. Na wyprawy zawsze wyruszał z drewnianym mieczem, tnąc nim niewidzialne potwory. Drugi z braci jak zwykle przesiadywał z księgą w rękach, również przeżywając przygody po swojemu.
Bracia nie mieli ze sobą z zbyt dobrego kontaktu. Ścianą którą stawiał Aqua była dla Ignisa nie do pokonania. Mimo że starał się nawiązać ze swoim bratem więź, mury z książek mu to uniemożliwiały. Jednak nigdy się nie poddawał. Każdego dnia po lekcjach czy to w dni wolne od nauki usiłował zwerbować go do swojej bohaterskiej drużyny. Jednak wszystkie jego próby kończyły się fiaskiem . Z czasem zaczął zabierać ze sobą swoja młodszą siostrę Lilly, lecz nigdy nie przestał starać się powiększyć grona poszukiwaczy przygód o jeszcze jedna osobę.
Niebawem ich życie miało się diametralnie zmienić. Nad królestwo nadciągała ogromna katastrofa z którą mieszkańcom nigdy nie było dane stawić czoła. Nikt nawet w najgorszych koszmarach nie śnił o tym co miało się wydarzyć. A wszystko zaczętego się tego jednego feralnego dnia…

Awatar użytkownika
Dahaka
Posty: 9
Rejestracja: 04 lipca 2017, 15:08

Re: Zaklęta w mieczu - Dusza bohatera

Post autor: Dahaka » 22 lipca 2017, 15:36

Z tym tekstem mam taki sam problem jak w przypadku innego twojego autorstwa, który jakiś czas temu skomentowałem. Ciskasz w czytelnika opisami, których za pięć stron nie będzie już pamiętał, a jedyny efekt jaki uzyskasz, to znużenie od startu. Skup się na jednym punkcie i zbuduj wokół niego scenę, nie skacz z kwiatka na kwiatek, sypiąc toną szczegółów. Zaangażuj czytelnika akcją czy dialogiem, pokaż bohatera(nie opisuj), żeby był jakiś punkt zaczepienia. W innym wypadku ludzie przestaną czytać zanim w ogóle dojdą do jakiejś akcji.

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 108
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Zaklęta w mieczu - Dusza bohatera

Post autor: Ag. » 23 lipca 2017, 21:26

Ajajajajaj...

Ja nie będę tak delikatna jak Kruffa. Widać wyraźnie, że porywasz się na wielkie fale, choć nie umiesz pływać nawet w brodziku. Chcesz napisać powieść, ale wyraźnie brakuje ci warsztatu. Przede wszystkim problemem jest interpunkcja i budowa zdań. Stawiasz przecinki nie tam, gdzie potrzeba. W innych miejscach o nich zapominasz. Zwłaszcza w paru pierwszych akapitach jest z tym tak źle, że zupełnie nie potrafię się skupić na treści, bo co chwila następuje niespodziewana pauza, przerwa w rytmie tam, gdzie nie powinno jej być. Nie tylko za sprawą przecinków, ale też kropek. Piszesz krótkimi, prostymi zdaniami. Nie zawsze, bo zdarzają ci się lepsze momenty, ogólnie jednak sceny mają bardzo szarpany charakter. Jeśli nie jesteś pewien, o czym mówię, przeczytaj swój tekst na głos, robiąc przerwę na każdym przecinku i kropce. Szybko zauważysz, jakie jest to męczące i nienaturalne. Tekstowi brakuje płynności, rytmu, który sprawiałby, że dobrze się go czyta. Zamiast tego jest toporny – to jest idealnie opisujące go słowo.

Problem polega też na tym, że przez konstrukcję tych zdań nie czuć zależności między nimi. Rzeczy dzieją się jedna po drugiej, ale nie jedna przez drugą. Po raz kolejny brakuje płynności. Musisz zdać sobie sprawę, że zdania nie istnieją w pustce. Muszą jakoś się do siebie odnosić, łączyć. Z tego też względu opisy nie wychodzą ci za dobrze. Zwłaszcza ten początkowy, w którym próbujesz przedstawić królestwo. Spójrz na ten akapit:
Królestwo Somnium , było sielankowym miejscem, znajdującym się w centrum kontynentu. Bogate w malownicze lasy pełne zwierzyny, rzeki i jeziora z krystalicznie czystą wodą oraz majestatyczne góry pokryte grubą warstwą śniegu. Mieszkańcy wiedli spokojne i szczęśliwe życie, w zgodzie z naturą i sumieniem. Wszystkiego było pod dostatkiem, sklepy przepełnione najróżniejszego rodzaju towarami, kusiły zarówno mieszkańców jak i przyjezdnych.Targi zawsze pełne jadła i serdecznych kupców , tętniły życiem. Na polach pracowali rolnicy, corocznie zbierając bogate plony. Rybacy dostarczali świeżych ryb, a myśliwi dziczyzny. Spichlerze były zawsze wypełnione ziarnem a zimy łagodne. Nikt nie głodował, toteż nie było osób parających się fachem złodziejskim. Strażnicy w swoich paradnych zbrojach byli ozdobami miast. Nigdy nie używali miecza. Chociaż nie byli do niczego potrzebni, budzili ogromny szacunek mieszkańców. Z dumą na swym rynsztunku nosili herb królestwa – białego feniksa.
Wszystko tu jest potraktowane po macoszemu, ledwo wspomniane. I błyskawicznie przeskakujesz z tematu na temat. Najpierw dostajemy królestwo w centrum kontynentu – co to w ogóle znaczy? Jakiego kontynentu? Jaka to strefa klimatyczna? Są tam jakieś inne królestwa? Co mi daje informacja o tym, że to centrum kontynentu? Bo na razie nie daje mi nic, to puste, bezużyteczne zdanie.

A potem dostajemy właśnie te krótkie, identyczne zdania zupełnie ze sobą nie powiązane. Tu stoi to, ci pracują tam, tu spichlerz, a tu strażnicy. Mieszkasz geografię z opisami codziennego życia z warunkami społecznymi z symbolem władzy. Za dużo informacji jest w tym jednym akapicie, a wszystkie one w sumie mało dla mnie w tym momencie ważne, bo niezbyt ciekawie opisane.

Przede wszystkim zaś piszesz, że nie było tam złodziei, a kawałek dalej dostajemy informację o księciu:
Okradał miejscowych kupców, tylko po to żeby zwrócić na siebie uwagę strażników, którzy od zawsze go fascynowali. Jednak Ci nigdy go nie gonili, w mieście gdzie ludzie żyli szczęśliwe, nikt nie przywiązywał zbytniej wagi do pieniędzy. A że dodatkowo był synem króla, wszystkie jego niecne sprawki pozostawały bez odgłosu.
Czyli jednak ktoś kradł. Poza tym, wszyscy byli tak szczęśliwi, że nie przejmowali się kradzieżami? Naprawdę w żaden sposób nie wpływało to na ich samopoczucie? Tak samo nie przeszkadzało im, że syn króla może robić co chce bez konsekwencji? Do dziś ludzie wkurzają się na nierówności społeczne i oburzają, że bogatym wolno więcej. Mam wrażenie, że znalazłby się zawsze ktoś, kto doszedłby do wniosku, że skoro komuś innemu można bezkarnie kraść, a strażnicy to wołki zbożowe, którym się nie chce łapać złodzieja, to i jemu wolno, co dusza zapragnie. Albo ktoś, kto by stwierdził, że król jest złym władcą, skoro pozwala własnemu synowi łamać zasady, a tym samym zaburzać ogólne szczęście.

W ogóle mam z tym dzieciakiem problem, bo sprawia wrażenie, jakby przed początkiem tego tekstu nie istniał. Jakby nagle wyłonił się z próżni, a wcześniej nie robił rzeczy typowych dla księcia. Bo pomyślmy:
– Jak dorosnę, zostanę rycerzem! – Nie przejmując się gniewem ojca, oznajmił chłopiec.
– I będziesz napadał bezbronnych ludzi? – Zaśmiał się król, rozbawiony wyznaniem syna. – W dzisiejszych czasach rycerze są pozbawieni zajęcia.
Dlaczego nie uczono go walki mieczem/szpadą/czymkolwiek tak dla sportu albo dlatego, że księciu wypada znać takie rzeczy? Nie urządza się tam jakichś turniejów? Walk pokazowych? Czy mam rozumieć, że on naprawdę do tej pory wyłącznie biegał sobie po mieście, kradł i rozrabiał, a wszyscy patrzyli na to pobłażliwie? Potem jest ten fragment z biblioteką – do tej pory nie miał żadnych nauczycieli, którzy dbaliby o jego wykształcenie? Nic a nic? To syn króla czy chłopa?

Wracając znów do kwestii technicznych, bo naprawdę błędy całkowicie przytłaczają treść:
– Wybacz Igniś, ale pozostanę tutaj. – I to nie są znaczki a litery. – Odpowiedni połączone tworzą słowa, które dalej można przekształcić w zdania. – To nie jest nudne, wręcz przeciwnie. – Czytając można również przeżywać wspaniałe przygody.
Nie mam pojęcia, co tu się dzieje. Co kto mówi? Co jest dialogiem, co komentarzem do dialogu? Zapis jest całkowicie niezrozumiały i nieczytelny. Proszę zajrzyj do dowolnej książki z dialogami i zobacz, jak to prawidłowo napisać.
– Takie przygody nie są dla mnie… – Równocześnie odpowiedzieli bracia
– W końcu się w czymś zgadzacie – Odparła z uśmiechem
Nawet w kwestii kropek już się poddałeś… Ogólnie polecam ci nie tylko porządnie nauczyć się zasad stawiania przecinków, ale też kropek, średników i myślników (których w ogóle nie używasz, a mógłbyś, żeby nadać tekstowi jakiś rytm), zapisu dialogów... wszystkich tych nudnych technicznych spraw, które osoba pisząca musi znać. Bo na tym w końcu polega pisanie.

Z innych drobiazgów:
Odwzajemnili się jej szczerym uśmiechem.
Jednym wspólnym na dwie osoby?


Ogólnie radziłabym ci nie rozpędzać się od razu z powieścią. Zacznij od opowiadań, a najlepiej opisów pojedynczych scen. Ćwicz warsztat. Dużo siedź nad słownikiem. Dużo czytaj dobrych powieści i chłoń ich język. Przed tobą ciężka praca, ale jeśli lubisz pisanie, powinna sprawiać ci przyjemność.
Instrukcja obsługi: http://9.asset.soup.io/asset/2745/0297_d5c7_500.jpeg

Piszę, czytam: http://agnieszkazak.com" onclick="window.open(this.href);return false;

Awatar użytkownika
Toyer
Posty: 38
Rejestracja: 14 lutego 2017, 19:06

Re: Zaklęta w mieczu - Dusza bohatera

Post autor: Toyer » 24 lipca 2017, 12:10

Dahaka pisze:Z tym tekstem mam taki sam problem jak w przypadku innego twojego autorstwa, który jakiś czas temu skomentowałem. Ciskasz w czytelnika opisami, których za pięć stron nie będzie już pamiętał, a jedyny efekt jaki uzyskasz, to znużenie od startu. Skup się na jednym punkcie i zbuduj wokół niego scenę, nie skacz z kwiatka na kwiatek, sypiąc toną szczegółów. Zaangażuj czytelnika akcją czy dialogiem, pokaż bohatera(nie opisuj), żeby był jakiś punkt zaczepienia. W innym wypadku ludzie przestaną czytać zanim w ogóle dojdą do jakiejś akcji.
dzięki za opnie

Ktoś kiedyś mi powiedział, że pierwsze 100 stron prozy to jest taka wprawka dla pisarza. Nie nauczę się, jeśli nie będę próbował.
Ag. pisze:Czyli jednak ktoś kradł. Poza tym, wszyscy byli tak szczęśliwi, że nie przejmowali się kradzieżami? Naprawdę w żaden sposób nie wpływało to na ich samopoczucie? Tak samo nie przeszkadzało im, że syn króla może robić co chce bez konsekwencji? Do dziś ludzie wkurzają się na nierówności społeczne i oburzają, że bogatym wolno więcej. Mam wrażenie, że znalazłby się zawsze ktoś, kto doszedłby do wniosku, że skoro komuś innemu można bezkarnie kraść, a strażnicy to wołki zbożowe, którym się nie chce łapać złodzieja, to i jemu wolno, co dusza zapragnie. Albo ktoś, kto by stwierdził, że król jest złym władcą, skoro pozwala własnemu synowi łamać zasady, a tym samym zaburzać ogólne szczęście.
To były nie winne kradzieże i tak wszystko wracało z powrotem na miejsce. W tej krainie nikomu niczego nie brakuje dlatego nikt nie ma potrzeby kradzieży. A wybryki syna króla to tylko chęć zwrócenia na siebie uwagi.
Ag. pisze:Dlaczego nie uczono go walki mieczem/szpadą/czymkolwiek tak dla sportu albo dlatego, że księciu wypada znać takie rzeczy? Nie urządza się tam jakichś turniejów? Walk pokazowych? Czy mam rozumieć, że on naprawdę do tej pory wyłącznie biegał sobie po mieście, kradł i rozrabiał, a wszyscy patrzyli na to pobłażliwie? Potem jest ten fragment z biblioteką – do tej pory nie miał żadnych nauczycieli, którzy dbaliby o jego wykształcenie? Nic a nic? To syn króla czy chłopa?
Z tymi turniejami to byłby dobry pomysł. Cały czas był kształcony ale nie przykładał do tego większej uwagi i wolał zajmować się tym co go bardziej pociągało.
Ag. pisze:Jednym wspólnym na dwie osoby?
rzeczywiście powinno być w liczbie mnogiej
Ag. pisze:Ogólnie radziłabym ci nie rozpędzać się od razu z powieścią. Zacznij od opowiadań, a najlepiej opisów pojedynczych scen. Ćwicz warsztat. Dużo siedź nad słownikiem. Dużo czytaj dobrych powieści i chłoń ich język. Przed tobą ciężka praca, ale jeśli lubisz pisanie, powinna sprawiać ci przyjemność.
Może rzeczywiście powinienem te "100 stron" przeznaczyć na opowiadania zamknięte niż na powieści. Dzięki za rady.

Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 108
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Zaklęta w mieczu - Dusza bohatera

Post autor: Ag. » 24 lipca 2017, 16:28

To były nie winne kradzieże i tak wszystko wracało z powrotem na miejsce. W tej krainie nikomu niczego nie brakuje dlatego nikt nie ma potrzeby kradzieży. A wybryki syna króla to tylko chęć zwrócenia na siebie uwagi.
"Niewinne" razem.

Mówisz mi w tym momencie dokładnie to samo co tekst – i dalej mnie to nie przekonuje. Wydaje mi się po prostu psychologicznie mało prawdopodobne, by ludzie zupełnie nie przejmowali się takimi głupimi zabawami ich potencjalnego przyszłego władcy. Co oni tam wszyscy tacy zjarani, że się niczym nie przejmują? :D Rozumiem, że taka jest idea tego świata, że wszyscy są szczęśliwi, beztroscy i łagodni, ale jednak dla mnie istnieje wyraźna różnica pomiędzy synem sąsiada, który ukradł mi jabłko ze straganu, by zrobić na złość ojcu a synem króla, księciem, przyszłym władcą, który ukradł to samo jabłko, bo chce zwrócić na siebie uwagę. Co to w ogóle znaczy, że chce zwrócić na siebie uwagę? A co jak dorośnie i postanowi ukraść cały stragan albo podpalić miasto, bo uzna, że tatuś/poddani/straż nie zwracają na niego wystarczającej uwagi? To jest człowiek u władzy. Czy raczej będzie człowiekiem u władzy, bo na razie to rozpuszczony gówniarz, któremu nikt nie stawia granic, nikt nie tłumaczy, że nie wolno kraść nawet "niewinnie" – cokolwiek by to miało oznaczać.

Moim zdaniem takie zachowanie u tak ważnej osoby nawet w tym idealnym szczęśliwym świecie musiałoby wzbudzić czyjeś niezadowolenie, bo tak po prostu działa rzeczywistość.

Swoją drogą, to czy ta opowieść miała mieć taki bajkowo-baśniowy charakter? Bo i świat przedstawiony, i język wskazują, że to właśnie taki rodzaj tekstu ma być.
Instrukcja obsługi: http://9.asset.soup.io/asset/2745/0297_d5c7_500.jpeg

Piszę, czytam: http://agnieszkazak.com" onclick="window.open(this.href);return false;

ODPOWIEDZ