Wybieramy PROZĘ LIPCA!
Czas na oddanie głosu do 17 VIII - ankieta dostępna w TEMACIE

Komar i sito

FANTASTYKA
W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną. ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1804
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Komar i sito

Post autor: Kruffachi » 05 lutego 2017, 15:58

Komar i sito


Wiecie, po prostu istnieją tacy ludzie, którzy noszą w sobie historie. Są w nie brzemienni, są nimi opuchnięci i obrzmiali jak w przenoszonej ciąży. Mijasz takiego na ulicy i coś cię strzela, jakaś niewidzialna ręka. Bezceremonialnie, po tyle łba, jak pierwszego lepszego gnojka wypalającego dziewiczego papierosa w bramie. Stajesz i nie masz pojęcia, co ze sobą zrobić – czy lepiej uciekać, czy gonić za płodem opowieści, jej refleksem w spojrzeniu, odbiciem w nieświadomym grymasie.
Ale są też inni ludzie – ludzie cierpiący na niedobory, ludzie czarne dziury albo raczej ludzie sita przepuszczający przez siebie piaski historii.
Krzysiek należy do tej drugiej kategorii. Ile razy rozmawiamy, mam wrażenie, że oglądam przez jego oczy ścianę za nim. Zresztą rozmawiamy rzadko, bo on zawsze ma coś do zrobienia.
Długo szukałam klucza do jego duszy, ale w końcu doszłam do wniosku, że nie ma ani klucza, ani zamka, ani nawet duszy, tylko to przeklęte sito. Gdybym chociaż była kamieniem wystarczająco dużym, żeby zatrzymać się na okach. Ale nie. Przelatuję przez nie, przelatuję przez puste, pozbawione opowieści źrenice i rozbijam się na tej pieprzonej ścianie za nim jak komar.
Może ja jestem komarem i tylko Krzysiek mnie jeszcze nie rozsmarował kapciem, bo ciągle ma coś ważniejszego do roboty. A to w warsztacie, a to na strychu, a to znowu w warsztacie. Gdyby nie był taki przeźroczysty, pomyślałabym, że ma kochankę, ale w tej sytuacji stawiam raczej na postępujący pracoholizm i ucieczkoholizm.
Czasem, gdy mi się nudzi, wymyślam ją sobie – tę kochankę. I ona jest właśnie taka nabrzmiała, chodzi z ciążowym brzuchem. Ludzie gratulują jej i pytają, czy będzie miała dziecko z Krzysiem, a ona odpowiada, że nie, że będzie miała z nim historię. Wtedy ludzie patrzą na nią oburzeni, plują jej pod nogi i mówią, że wstydu nie ma.
Nie wiem, jak powinna mieć na imię. Może Zofia, żeby mogła chodzić w kwiecistych sukienkach, bo Zofie tak mi się kojarzą. I kapelusz. Musi być kapelusz. Przesadzona szminka, trochę rozmazana w lewym kąciku ust.
– Chcesz kawy? – pytam ściany za oczami Krzyśka.
– Nie – odpowiada pustka przed nią. – Zaraz idę do warsztatu.

*

Stoję przed lustrem i przebieram się za Zofię. Mam sukienkę, kapelusz, a z braku szminki – korale.
Mówiąc między nami, Zofia wygląda jak wsiurna baba z jarmarku. Ma paskudne, krzywe nogi, których nie goliła od tygodnia, bo nie ma po co. I wcale nie jest taka młoda.
Historia, która ją nadyma, jest nieznośna. Bolą od niej stawy. Gdyby Zofia była komarem tak jak ja, po jej rozkwaszeniu na ścianie zostałby ślad wielkości dłoni, taka jest pełna. To, co ją wypełnia, to opowieść o oszczepniczce Łucji, która nienawidzi swego imienia i w ogóle sportu. Marzy o tym, żeby jakaś kontuzja przekreśliła jej karierę. Łucja nienawidzi też swoich ramion, tych wszystkich mięśni, przez które głupio czuje się w kobiecych ciuchach i naga. Nienawidzi tabletek z hormonami i spóźniającego się okresu, a także gumy owocowej.
Zofia nosi Łucję pod prawym łokciem i Łucja niekiedy boli ją tak, że myśli o odcięciu sobie ręki.
Zdejmuję kapelusz i znów jestem komarem, tyle że w kiecce i koralach, ale wtedy moją uwagę zwraca refleks na końcu oszczepu. Łucja rozpędza się, dyszy, rzuca nim i upada twarzą w piasek rozbiegu. Nikt nie wie, co się stało, poza Zofią.
Zofia nie ma ręki. Krew kapie na podłogę i kwiecistą sukienkę. Jej dłoń ciągle trzyma kapelusz, ale ona nie trzyma dłoni. Przez dziurę w ciele wycieka nadmiar opowieści.

*

Leżę i patrzę w sufit. Pachnie strychem i wiem, że jesteśmy na strychu.
– Zrób mnie dużą – mówię do Krzyśka.
– Słucham? – pyta głupio, jakby nie dosłyszał.
– Zrób mnie dużą – powtarzam więc. – Chcę się zatrzymywać na sicie.
Niczym mnie nie znieczulił, ale ponieważ jestem martwa, nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Czekam cierpliwie, aż wszystko znajdzie się na swoim miejscu – każda śruba, każdy kawałek drutu, każde złącze i zbiornik na historie.
– Wszystko będzie dobrze – mówi do mnie ściana. – Coś ci wyciekło z kanistra do głowy.
– Zofia – mówię ja do pustki przed ścianą.
– Kim jest Zofia?
– Wymyśliłam ją.
– Nie powinnaś wymyślać.
– Wymyśliłam ją dla ciebie. Była pełna. Macie razem historię.
Krzysiek dokręca kolejne śrubki i nie mówi już niczego.

*

– Napisz o Łucji – podsuwam, kiedy siedzimy razem na ganku w ponury, deszczowy dzień i woda z oberwanej rynny leje nam się na głowy. – Łucja jest oszczepniczką i pewnego dnia...
– Nie chcę być pisarzem – przerywa mi Krzysiek.
– To po co nas naprawiasz? – dziwię się.
– Bo ojciec mi kazał.
Ojciec Krzysia był wielkim pisarzem. Mieliśmy wtedy dobrze. Zbieraliśmy historie do pojemników, a on opróżniał je regularnie, dbał o naszą higienę, nie tylko o śruby, druty i złącza.
– Łucja jest oszczepniczką – zaczynam znów, chcąc wyrzucić z siebie to, co Krzysiek przyszył mi wraz z ramieniem Zofii – i pewnego dnia spełnia się jej największe marzenie. Okazuje się, że ma wadę serca i nie może uprawiać sportu.
– Proszę, zamilcz.
– Ale kiedy to się okazuje, to ona jest już martwa, bo ta wada ją zabiła. Miała tam dziurę.
Krzysiek patrzy na mnie, a deszczówka kapie mu z twarzy.
– Po co mi to mówisz? – pyta.
– Bo to historia, a ty jesteś pisarzem.
Jęczy żałośnie, wstaje i idzie do warsztatu.

*

Spełnił swoją prośbę, uczynił mnie dużym kamieniem i zatrzymałam się na sicie. Nie jestem już komarem, nie mam komarzego ciała, wątłych skrzydeł i niegolonych od tygodnia cienkich jak druty nóg.
W efekcie Zofia stoi przed lustrem. Ma kwiecistą sukienkę, kapelusz i korale, a na ramieniu wieniec z chirurgicznej nici. Pod kolanem rośnie jej kolejny pasożyt, boleśnie podważa rzepkę i Zofia zastanawia się, czy będzie musiała uciąć nogę, tak jak ucięła Łucję, żeby ją zabić.
Pasożyt ma na imię Krzysztof i jest niespełnionym pisarzem, który nigdy niczego nie napisze, bo jego ojciec napisał już wszystko i zostawił go z niedoborem historii.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Nazareth
Posty: 65
Rejestracja: 20 stycznia 2017, 13:06

Re: Komar i sito

Post autor: Nazareth » 05 lutego 2017, 23:17

Jeśli pozwolisz to najpierw trochę po marudzę. Zbyt metaforyczny jest dla mnie ten tekst, mam przez to poczucie chaosu i czasem ciężko mi się odnaleźć w wydarzeniach. Rozumiem, że to taki styl i ostatnimi czasy jest popularny, ale mnie osobiście nie leży, "wot wsio".
Z drugiej jednak strony patrząc na historię, którą przedstawiasz (jeżeli ją pojąłem) piszesz o sprawach, z którymi łatwo jest mi się identyfikować. Moje historie też mnie czasem bolą rosnąc wrzodem w niewygodnych miejscach i chciałbym je uciąć. To uczucie do mnie przemawia, opisałaś je bardzo plastycznie. Również postać Krzyśka, podobieństwo jest zaskakujące, mimo że mój ojciec nie był pisarzem, to ja długo od pisania uciekałem w pracę fizyczną i byłem między innymi... mechanikiem. Pragnąłem tylko tego, by być normalny zwyczajny i nie mieć historii. Teraz uciekam znowu nie wiem gdzie ale kierunek się znajdzie. Mogę się więc też utożsamić z tą postacią. A to dla mnie jest ważne w historii, którą czytam, by móc znaleźć nić porozumienia, kawałek siebie.
Reasumując: jeśli chodzi o treść jestem jak najbardziej na tak, forma zaś nie do końca odpowiada moim prywatnym gustom ale przecież nie jest to do końca zarzut pod adresem autorki, po prostu każdemu podoba się coś innego.
Z mroku zabobonu wyszliście i w mrok zabobonu powrócicie, ażeby tarzać się w grzechu i bujnie obrastać diabelstwem!

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1804
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Komar i sito

Post autor: Kruffachi » 06 lutego 2017, 11:39

Dziękuję za komentarz :) Lubię sobie czasem zrobić wycieczkę w abstrakcję i metafory, bo one wywlekają na wierzch tworzywo, a ze mnie trochę językowy fetyszysta. Ale oczywiście to się nie musi podobać ;) Byłoby coś nie tak, gdyby się wszystkim podobało.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Nazareth
Posty: 65
Rejestracja: 20 stycznia 2017, 13:06

Re: Komar i sito

Post autor: Nazareth » 06 lutego 2017, 12:50

Cieszę się, że tak to odbierasz. Jak mówi stare powiedzenie: jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził ;)
Z mroku zabobonu wyszliście i w mrok zabobonu powrócicie, ażeby tarzać się w grzechu i bujnie obrastać diabelstwem!

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Komar i sito

Post autor: Siemomysła » 09 lutego 2017, 11:02

Ja z kolei fangirluję formę. Co w sumie nie jest jakieś zaskakujące, znamy się już trochę czasu i wiesz, co mnie kupuje. Narracja z punktu widzenia opowieści, z punktu widzenia błysku natchnienia, pomysłu, tego pół-tworu nienarodzonego i cierpiącego na niemożność zaistnienia, bo twórca porzucił projekt, bo blokada, bo i tak nie potrafię. CUDOWNE! To jest piękne! Te łaty z innych pomysłów, te widoczne nici... To pragnienie tworu, by się stać. I jednocześnie Ty tak pięknie grasz szczegółem, że to wszystko, oni wszyscy są żywi, żywsi niż żywi ludzie. Ta szminka rozmazana lekko w kąciku ust. Oszczepniczka z bólem niekobiecości. Mach, mach, tu kreska, tam kleks i już jest postać w którą Siem wierzy, którą Siem widzi - by Kruff :)

I gdzieś tam na końcu powrót do Krzyśka, do twórcy z tym jego jakże dla mnie zrozumiałym poczuciem, że nie, nie, nie dam rady, to i tak nie ma sensu, nie, nie potrafię, po co, jak?

Taka zupełnie pełna identyfikacja. Z nim. Z nimi. Z twórcą i tworzywem ;)

I teraz to już powinnam pójść do nagryzionych opowieści, do rozbabranych plików, opuszczonych postaci i światów.

Dziękuję za ten tekst.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Komar i sito

Post autor: Kanterial » 17 lutego 2017, 08:08

Nie ciśnij beki z moich rozkmin, c'nie. Bo pewnie nie wyłapałam długości fali i jednak nadaję na innych.

Pierwsza rzecz - tak jako ciekawostka - pierwszy akapit jest ohydny. Jest ohydny i uderzyło mnie to podczas czytania konkursowego. To nawiązanie do ciąży i płodu. Dla mnie nie do opisania, jak złe i paskudne skojarzenia wywołało i niesmak. Druga rzecz - też ciekawostka - poznałam, że ty albo Siem, bo jest sformułowanie "strzelać po łbie". Potem interpunkcja, szata graficzna i schemat przechodzenia z jednej myśli w drugą przesunęły mnie w kierunku twojego autorstwa. Do końca jednak bez pewności i z częstymi zmianami.
Komentarzy nie czytałam i zrobię to, gdy skończę pisać swój.

Jak dla mnie milion przemyśleń w jednym tekście. I to chyba twoich przemyśleń, bo męczyła mnie bez przerwy myśl, że im bardziej metaforycznie i w przenośni, tym bardziej osobiście, intymnie. To jakoś tak wychodzi. Niby tekst to tekst, kto wie, czy się wylewasz na papier, czy układasz słowa bez emocji? Ale ja czułam. Może mylnie. Czułam, że kilka zdań to po prostu osobiste wyznanie bólu. Nie powiem o które chodzi, może poza jednym - tym, że ojciec Krzyśka napisał już wszystko.

Bo to tutaj widzę - że wszystko już było. Że nieistniejący tekst (komar) dręczy nas i wkurwia tym cholernym dźwiękiem nie dającym spać, ale jest za mały na nasze sito, a nasze sito jest jak siatka ogrodowa, a nie sitko do przesiewania mąki. Że taki komar żyje sobie z nami i w nas.
Poza tym klasyczny schemat szukania zajęć. Jasne, że zawsze jest coś do zrobienia, a do pisania nie usiądziesz, bo przecież wiesz jak będzie, więc nawet nie idziesz zalać kawy - nie ma po co.

Coś nad czym nie panujemy tworzy te historie, których nie możemy zapisać, a nad najbardziej bolesnymi tekstami siedzimy bezlitośnie i dokręcamy durne śrubki, zmieniamy szyk, dodajemy przecinki.

Wszystko bardzo subtelne i tak przemieszane, połączone. Mimo wytężonej pracy mózgu widzę rzeczy, które mnie ruszają najbardziej, szczegóły w zdaniach - to, że rynna jest urwana i leje im się woda na głowę, to, że nogi nieogolone, bo nie ma powodu i to, że Łucja nienawidzi gumy owocowej.

Wybacz chaos. Dla mnie najlepszy tekst z twoich "krótkich" (takie mam grupowanie, tak). Może i mój ulubiony. Takie lubię najbardziej - takie można czytać co miesiąc i widzieć coś nowego zależnie od nastroju. Dzięki.

i nie, nie napisałam o 3/4 swoich skojarzeń i interpretacji, bo one są z kolei za osobiste na komentarz. Raczej tę płytszą część wyłożyłam.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Komar i sito

Post autor: Joa » 26 lutego 2017, 16:27

SpoilerShow
Krzysiek należy do tej drugiej kategorii. Ile razy rozmawiamy, mam wrażenie, że oglądam przez jego oczy ścianę za nim. Zresztą rozmawiamy rzadko, bo on zawsze ma coś do zrobienia.
Ludzie gratulują jej i pytają, czy będzie miała dziecko z Krzysiem, a ona odpowiada, że nie, że będzie miała z nim historię. Wtedy ludzie patrzą na nią oburzeni, plują jej pod nogi i mówią, że wstydu nie ma.
Nie wiem, jak powinna mieć na imię. Może Zofia, żeby mogła chodzić w kwiecistych sukienkach, bo Zofie tak mi się kojarzą. I kapelusz. Musi być kapelusz. Przesadzona szminka, trochę rozmazana w lewym kąciku ust.
– Chcesz kawy? – pytam ściany za oczami Krzyśka.
– Nie – odpowiada pustka przed nią. – Zaraz idę do warsztatu.
Mówiąc między nami, Zofia wygląda jak wsiurna baba z jarmarku. Ma paskudne, krzywe nogi, których nie goliła od tygodnia, bo nie ma po co. I wcale nie jest taka młoda
Marzy o tym, żeby jakaś kontuzja przekreśliła jej karierę. Łucja nienawidzi też swoich ramion, tych wszystkich mięśni, przez które głupio czuje się w kobiecych ciuchach i naga. Nienawidzi tabletek z hormonami i spóźniającego się okresu, a także gumy owocowej.
W spoilerze zawarłam najlepsze momenty. Takie fragmenty-ciosy. Bolały, za każdym razem bolą, choć niektóre chyba nie powinny. Ale bolą. Bardzo. Bolą bardzo, Kruffachi, ale są na swój sposób piękne i przede wszystkim Twoje.
Nie będę próbowała interpretować, bo nie jestem do końca pewna, a poza tym, jeśli chodzi o takie teksty, jak już wspomniała Kanterial, dobrze jest zachować to dla siebie, bo jest niekiedy zbyt intymne.
Urzekłaś mnie, naprawdę. To ciężki dla mnie tekst, głównie ze względu na to, że poszłaś w metaforę, ale też przez zdania, które stworzyłaś. Za każdym razem składam ten tekst jak puzzle, jak elementy układanki w cały, nieco pogmatwany obraz. Pięknie wtłoczyłaś w ten tekst słowa-klucze, nie mam wrażenia, że są tam, bo musiały być. Są spójne, nieodłączne i idealnie się wtapiają.
Skaczę z tematu na temat, wybacz, ale ciężko mi myślom nadać jakiś szyk.
Lubię te postacie, mimo że jest ich tak mało, że niewiele się dzieje, że nadajesz im cechy oszczędnie. Lubię. Rozczulają mnie, trochę smucą, wzbudzają nieco złość i frustrację. To aż dziwne, że tak mnie poruszyło to wszystko (i nie pierwszy raz, bo przeczytałam ten tekst co najmniej sześć razy).
Nie jestem merytoryczna, niczego się nie dowiesz z tego komentarza. Jest pusty, słaby i nieodpowiedni, ale piszę go, by dać znać, że przeczytałam, że cieszę się, że wstawiłaś, cieszę się, że go napisałaś, że piszesz, że jesteś, że możesz mnie ruszać.
Dziękuję i przepraszam za ten komentarz.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

ODPOWIEDZ