Wybieramy PROZĘ LIPCA!
Czas na oddanie głosu do 17 VIII - ankieta dostępna w TEMACIE

Mae heart Burns [eng]

FANTASTYKA
W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną. ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Martys
Posty: 61
Rejestracja: 22 lipca 2015, 12:02
Kontaktowanie:

Re: Mae heart Burns [eng]

Post autor: Martys » 29 sierpnia 2016, 08:54

Dzięki, Kruff :)

Ale to nie oznacza, że umiem w akcję, nie? ;) Akcja jest dla słabych!

Uspokoję, że główna oś fabularna gdzieś tam jest, ukryta - ale jest. Do czegoś jednak zmierzałam z tym tekstem, nawet jeśli było to naprawdę radosne walenie w klawiaturę na odstresowanie i udowodnienie sobie, że jednak umiem. O strukturze wiele tam nie myślałam, przyznaję. Wyszło jak wyszło, chociaż potem chyba próbowałam nadać temu większy sens. Albo po prostu akcja zaczęła zmierzać ku końcowi ;)

Mae i Agent - no cóż. Relacje spod znaku firmowego Martysa ;) A "Oczy" czekają na skończenie i brakuje im tylko jednego rozdziału i redakcji, i znów mi przypomniałaś, jak wielka porażka dla mnie to jest, że ten tekst tak sobie leży, chociaż jest boski *wtorb*

Cieszę się, że czytasz :)
"He never sleeps, the judge. He is dancing, dancing. He says that he will never die."
Cormac McCarthy, Blood Meridian, or the Evening Redness in the West
"What on earth is less reprehensible than the life of the Levovs?"
Philip Roth, American pastoral

Awatar użytkownika
kari
Posty: 21
Rejestracja: 10 sierpnia 2016, 17:53

Re: Mae heart Burns [eng]

Post autor: kari » 29 sierpnia 2016, 19:02

Tak, jak zwierzałam się na krzykpudle, przeczytałam całość za jednym zamachem. A miał być jeden rozdział, bo zachęcił mnie tytuł. (I podtrzymuję - jest intrygujący, mówi coś o bohaterce, ale muszę to sobie jeszcze później zinterpretować. Super.) Ale wciągnęło. Padło w sumie na korzystny grunt, bo z zapartym tchem oglądałam superbohaterskie produkcje - im bardziej subwersywne, tym lepiej. Możesz rzucać we mnie tropami i kliszami, nie zabolą ;)

Zachwycił mnie język: swobodny, barwny, rysujący Mae od pierwszych zdań tak wyraziście, że mogłam bez trudu sobie wyobrazić, że siedzi obok i mi to wszystko opowiada tym swoim zblazowanym tonem, bujając się na krześle i udając, że nic jej to nie obchodzi. Bez trudu uwierzyłam w jej niechęć do superbohaterowania, w chimeryczność i dość głęboko schowany, ale cały czas obecny, autokrytycyzm. Miłość od pierwszego wejrzenia. Agent potrzebował trochę więcej czasu, bym go doceniła, i wciąż nie obraziłabym się, gdyby dostał trochę więcej miejsca na swój rozwój.

Zdecydowanie umiesz w akcję. Tekst ani na chwilę nie traci dynamiki, na nowo zaskakuje, grasz zarówno na stereotypach czy tropach, jak i oczekiwaniach czytelnika, pozostając przez cały czas wierna gatunkowi. Dopiero po lekturze i trochę głębszej analizie dostrzegłam, jak to jest pięknie zbudowane, jak konflikty wewnętrzne i zewnętrzne się przeplatają.

Generalnie - zachwyt. Ale i z odrobiną dziegciu.

Miałam wrażenie, że końcówka mogłaby być trochę dłuższa, że plany X trochę zbyt szybko i łatwo wyszły na jaw, że porozumienie Mae z innymi superpowered wydawało się trochę naciągane. Wynika to chyba z zabiegu fabularnego, jaki stosujesz jak dla mnie trochę zbyt często - zaczynania rozdziału od in media res, z tym, że za każdym razem to są jakieś nowe elementy, a duża i głęboka zmiana zaszła poza kadrem. To działa fajnie raz czy dwa, ale w takim natężeniu zmuszało mnie do coraz większego zawieszania niewiary; musiałam sobie symulować w głowie dużo wcześniejszych wydarzeń i nabierałam poczucia, że piszesz nie tyle o rzeczach, co wokół rzeczy, trochę ich... unikając, I guess? I chyba przede wszystkim to sprawiło, że końcówka straciła na impecie, bo byłam znużona dopowiadaniem sobie.

Ale mimo wszystko, ogromnie dziękuję za popkulturową ucztę. Nie było epifanii, ale świetnie się bawiłam (i te nawiązania! I Mae czytająca Blood Meridian!). Raz jeszcze - dzięki. :)

Awatar użytkownika
Martys
Posty: 61
Rejestracja: 22 lipca 2015, 12:02
Kontaktowanie:

Re: Mae heart Burns [eng]

Post autor: Martys » 30 sierpnia 2016, 09:56

Ojej, coś czuję, że sama będę musiała sobie przypomnieć ten tekst, by móc odpowiadać na komentarze :D

Bardzo dziękuję! Każde dobre i każde złe słowo się liczy. Miło słyszeć, że tekst wciąga i że jest dynamiczny, gdyż tego chyba jednak wymaga gatunek, nawet jeśli w ogóle w nim nie siedzę. Tropy i klisze, no cóż - ja z kolei nie jestem wielką fanką DC i Marvela chociażby, więc jeśli coś stosuję, to by to wykpić w taki czy inny sposób. Chociaż webcomiksy superbohaterskie to i owszem, ludzie mają czasem fajne pomysły :)

Końcówka - masz mnie ;) Przyznaję się bez bicia, że spojrzałam na zegarek, stwierdziłam, że za tydzień rozpoczyna się Camp, a ja z Mae siedzę. Wiec wyszło jak wyszło. Poza tym pisanie jest fajne, póki nie trzeba tekstów kończyć, nie?

Jeśli zaś chodzi o pomijanie wydarzeń, rozpoczynanie od środka, itd. - będę musiała to jednak sobie jeszcze raz przeczytać, bo szczerze powiem, że nie pamiętam, co tam zrobiłam. Wydawało mi się, że w miarę płynnie przechodzę między wydarzeniami, ale jak widać, co mi się wydaje, nie musi być prawdziwe. Przez chwilę myślałam, że chodzi Ci o przechodzenie między rozdziałami, zwłaszcza, gdy Mae się teleportuje, ale teraz widzę, że to nie to.

I tak. Mae is a Blood Meridian girl :)

Jeszcze raz serdecznie dziękuję za komentarz :)
"He never sleeps, the judge. He is dancing, dancing. He says that he will never die."
Cormac McCarthy, Blood Meridian, or the Evening Redness in the West
"What on earth is less reprehensible than the life of the Levovs?"
Philip Roth, American pastoral

Awatar użytkownika
kari
Posty: 21
Rejestracja: 10 sierpnia 2016, 17:53

Re: Mae heart Burns [eng]

Post autor: kari » 30 sierpnia 2016, 10:11

To ja dziekuje za tekst! :)

A w trakcie lektury moje mysli szly raczej w strone Straznikow niz Avengers. ;) No i w strone Jessiki Jones, bo mysle, ze by sie z Mae dogadaly. Widze je, jak pija w jakiejs spelunie w downtown NY czy cos.

Awatar użytkownika
Martys
Posty: 61
Rejestracja: 22 lipca 2015, 12:02
Kontaktowanie:

Re: Mae heart Burns [eng]

Post autor: Martys » 30 sierpnia 2016, 10:13

O, z tym się prędzej zgodzę :D Strażnicy mi się podobali, Jessikę bym obejrzała, gdyby to nie był serial (a ja z zasady nie oglądam seriali, bo nie mam cierpliwości, że o możliwości nie wspomnę :/)
"He never sleeps, the judge. He is dancing, dancing. He says that he will never die."
Cormac McCarthy, Blood Meridian, or the Evening Redness in the West
"What on earth is less reprehensible than the life of the Levovs?"
Philip Roth, American pastoral

Awatar użytkownika
kari
Posty: 21
Rejestracja: 10 sierpnia 2016, 17:53

Re: Mae heart Burns [eng]

Post autor: kari » 30 sierpnia 2016, 10:17

Serialowa Jessica prawie polozyla mi NaNo :D bo mniej-wiecej wtedy Netflix to wypuscil i codziennie odbywalam walke z soba. Teraz przymierzam sie do komiksu, "Alias" znaczy, bo wszyscy chwala.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1801
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Mae heart Burns [eng]

Post autor: Kruffachi » 02 września 2016, 17:06

Skończyłam czytać o trzeciej w nocy. I nadal nie umiem się poukładać z tym komentarzem. W tym tekście tak wiele się dzieje, że po prostu nie wiem, od czego zacząć.

Może od tego, że w okolicach ósmego rozdziału zniknęło to wrażenie poszatkowania i faktycznie zaczęłam widzieć zalążki większego planu, a potem główną oś fabularną. Może trochę wcześniej. W każdym razie momentem przełomowym podczas czytania była dla mnie akcja w Meksyku - to taki dobry, klasyczny punkt przełamania, osadzony w bardzo dobrym miejscu historii, akurat, żeby przyszpilić. Trochę się czegoś podobnego spodziewałam, ale to zupełnie nie leży w granicach zarzutu - po prostu to było właśnie naturalne miejsce na wywrócenie stołu i na kontrast do akcji z Pragi. Przecież nie mogłaś opisać drugiego udanego przejęcia pod rząd, prawda? Powiałoby nudą. I łatwizną. A jednocześnie zagrałaś mi na uczuciach bardzo, bo Jose, choć właściwie go nie ma, wzbudził we mnie dużą sympatię. Nie tyle nawet swoją historią, bo tę opisałaś dużo później, a sposobem, w jaki został skonstruowany. Coś było w samych słowach. Coś, co kazało mi na tego chłopca patrzeć z dużym ciepłem. Może też cień przeczucia. Może taka ludzka, ale kryjąca coś więcej niż tylko ocenę sytuacji irytacja Mae.

W ogóle właśnie - Mae. Pisałam wcześniej, że jej oczyma oglądam Agenta i dlatego od początku na jakimś poziomie mu zaufałam. To dotyczy także innych postaci. Jej narracja jest szalenie sugestywna, teraz już to wiem. Ja po prostu kupuję jej punkt widzenia, jej oceny, jej zmienne nastroje i kolejne teorie. To nie jest dziewczyna, która będzie rozkminiać, a taka, która będzie reagować, działać, i to się udziela, to nadaje pędu kolejnym scenom. No i też pamiętam, jak na początku zachowywałam wobec niej nieco dystansu - taki los pyskatych postaci. Ale, tak jak podejrzewałam, miała mi do zaoferowania znacznie więcej i teraz mogę stwierdzić także, że jest świetna. Nie chciałabym wejść jej w drogę, może też nie potrafiłabym się z nią dogadać, to nie ten rodzaj sympatii, ale był taki moment - bardzo ważny w odbiorze - kiedy uświadomiłam sobie, że to nie jest takie proste, jak ona sama by chciała. Że to nie jest tak, że pokaże wszystkim środkowy palec i nie będzie działać, bo nie, bo nikt jej za to nie płaci. Przecież w czasie, gdy wierzyła, że pomaga innym w podobnej sytuacji, nie zająknęła się nawet o zapłacie. I zrozumiałam, że jej potrzeba celu. Czegoś, w co by wierzyła, czegoś więcej niż zwykłej marchewki. I w tym momencie byłam dla niej stracona <3

No i jej relacja z Agentem - WTF! <3 To nie jest taka słodkopierdząca tęcza, nie ma cukru, są konkrety. Widać, że on naprawdę dobrze ją zna i że potrafi tę wiedzę wykorzystać, nie rozczulając się, a dając jej to, czego takiemu ognikowi trzeba. Całe ciepło umieszczasz w szczegółach. W pojedynczych wypowiedziach. W ich działaniach i - to może zwłaszcza w wypadku Agenta - sposobie myślenia o całej sytuacji. To sprawia, że ja im tak bardzo, bardzo wierzę. Rainbow Dash <3 <3 <3

No i OK, może zakończenie nieco skrótowe, nie znam się, ale czytałam w sporym tempie i przyznam, że nie rzuciło mi się to w oczy. Natomiast ostatnie zdanie jest przekozackie i tak wiele, wiele mówiące.

Jak ja się cieszę, że Mae przeczytałam :D
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Martys
Posty: 61
Rejestracja: 22 lipca 2015, 12:02
Kontaktowanie:

Re: Mae heart Burns [eng]

Post autor: Martys » 09 września 2016, 08:49

Kruffo!

Długo mi zajęło zasiąście do odpisania, ale odpisuję!

Serdeczne dzięki za komentarz. Prawie się popłakałam ze wzruszenia jak go pierwszy raz czytałam (na komórce, w środku wyjazdu, etc.). W zasadzie napisałaś, co chciałam usłyszeć, co każe mi sądzić, że osiągnęłam co chciałam, jaki miałam zamiar, i tak dalej. Mogę pisać dalej bez strachu, że będę się jarać własnymi tekstami, a potem każdy podejdzie i da mi w łeb, bym się uspokoiła.

Cieszę się, że jednak przekonałaś się do Mae :) Nie powiem, żebym się nad nią gimnastykowała, gdyż - jak już wcześniej wspominałam - tekst w zasadzie powstał w szale pisania, bez planu i w ogóle, czyli jak wyszło tak jest, ale cieszę się, że jednak nie tworzę totalnie sztampowych, nierozwojowych postaci, których nie da się lubić.

Agent-Mae - znasz mnie chyba trochę, ja i lukier? ;) Poza tym nie słowa tworzą relacje, a czyny, jak wszystko inne.

Bardzo bardzo dziękuję, że przeczytałaś, że skomentowałaś i cieszę się, że się podobało :D
"He never sleeps, the judge. He is dancing, dancing. He says that he will never die."
Cormac McCarthy, Blood Meridian, or the Evening Redness in the West
"What on earth is less reprehensible than the life of the Levovs?"
Philip Roth, American pastoral

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1801
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Mae heart Burns [eng]

Post autor: Kruffachi » 10 września 2016, 20:19

Och, ojej, cieszę się bardzo ^^ I jaraj się, jaraj nieugaszalnie i pisz dużo, a ja będę czytać :3 Wiesz, kiedy tekst pisany dla czystej frajdy sprawia tyle radości innym, to jest naprawdę dobry znak.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Mae heart Burns [eng]

Post autor: pierdoła saska » 08 grudnia 2016, 10:59

Mam strasznie niepoukładane myśli po tym tekście, a ponadto muszę przyznać, że chcąc nie chcąc czytając robiłam sobie X-manowe odniesienia. Nie porównania, ot gdybajki i rozważania, jak to tam było. I to nie ułatwia zebrania myśli.
Pierwsze co mi się spodobało, to poruszenie tematu: hej, masz super moce? no to powinnaś ratować ludzi i w ogóle. Dobry motyw, ważny motwy, zacieszałam, a że był w dobrym miejscu, to zrobił za pierwszy czytelniczy haczyk. Potem były kolejne tu i tam. Przejście od mam wszystkich w dupie, do chcę być z takimi jak ja, do ni cholery nie chce być z nimi - ładnie się to zmieniało.

W ogóle mam wrażenie, że lepiej by mi się całość komentowało jakbym czytała to rozdział po rozdziale z przerwami na refleksję, a nie ciurkiem w trzy dni xD A to dlatego, że miałam jakieś takie serialowe wrażenie i chwilami na początku kolejnego rozdziału byłam totalnie, radośnie pogubiona, że nie złapałam jakiegoś przejścia. Zupełnie jak przy niektórych serialach. Był więc skok na głębszą wodę i szukanie się, odkrywanie i tak dalej. Ale wracając do fabuły. Podobało mi się w niej też to, że była kiszeniem się we własnym sosie. Tak, byli ci źli z zewnątrz, agencje i wogóle, ale odebrałam ich raczej jako takie poboczne osy. Pobzyczeli, spróbowali użądlić, ale w ogólnym rozrachunku nie o nich szło, a o to, że jeśli nawet jesteśmy tacy sami i niby mamy pretensje do tych samych, to jeszcze nie znaczy, że jesteśmy po tej samej stronie barykady. I barykady niekoniecznie mają dwie strony. Like it :)
I w sumie w tych barykadach, ulach itd. jednej refleksji mi zabrakło, a może przeoczyłam, niewyłapałam (jak tak, to posypuję łeb popiołem). Przy Mae cała reszta jawi się cokolwiek, ummmm, no wygrali los na loterii, ale jakiś trefny, jak patrzeć po palecie umiejętności, a jak świat światem, na tych co mają lepiej ci co mają gorzej patrzą wilkiem. I teraz sobie pogdybię, bo ja lubię rozmawiać z tekstami.

Może tego nie było, bo nie, a może - i tę interpretację sobie wybrałam - nic o tym nie ma, bo Mae to do głowy nie przyszło. Nie przyszło, bo jej bogaty wachlarz był dla niej oczywista oczywistością, a pozostałych traktowała długi czas jak swoich. Znaczy jako tych ze zdolnościami i nie rozgraniczała na to, że ten ma jedną ten w diabły. A skoro tak i skoro część życia spędziła jako szczur laboratoryjny, a nie w zdorwym, rywalizującym, segregującym i och jakże cudownym środowisku młodzieży szkolnej, to faktycznie mogło jej przez myśl nie przejść przez długi, długi czas, że swoi nie są swoi, ba swoi tez mają ją za obcą.
Ufff, tyle gdybania ode mnie.
Back on track.

Co mi się gdzieś pogubiło przy czytaniu, to taki jeden kawałek, gdy Mae już odławiała te i inne jednostki dla ich dobra i w ogóle i tam coś było o tym, że nie chciała, aby przechodzili przez to, co ona, przy czym niby brzmiało to tak strasznie, a niby część eksperymentalna w jej narracji była czymś opisanym bardzo szybko i siłą rzeczy pierwsze co się wtedy kojarzyło, to była szkoła, dziennikarze etc. Niekoniecznie przyjemne, ale też niekoniecznie dramatyczne. A może to mnie się po prostu tak skojarzenia poukładały.

A jak o narracji Mae, to w sumie zastanawiam się, czy nie powinna sobie dopisać odmiennego postrzegania czasu, bo ilość jej przemyśleń czasami wydawała się nie do zmieszczenia w krótkim czasie. ;) Znaczy taki też bywa urok pierwszoosobówek i generalnie to jak to się równo i dla mnie jednak wolniej niż szybciej toczyło było fajne, ale miałam wrażenie, że przez większośc czasu ona patrzy na świat zanurzony w kisielu i tylko ona porusza się w normalnym, mniej gęstym powietrzu :) Co było ciekawe, nie wiem czy zamierzone.

I już przy Mae zostając: ukłony za stworzenie postaci, która jest totalnie prze jeśli chodzi o zdolności (serio, overpowered lvl nieskończoność) i jednocześnie nadal ma sens, problemy i całą resztę normalnych ludzkich rzeczy, a w dodatku wtapia. Tu wtapia, tam wtapia. Zdolnaś, Lisku. :)

Jak pisze o Mae, to może by trzeba też coś o Agencie (wcale nie dostał u mnie ksywki Phil, nope, ni du du, ni cholery, skądże znowu). Agent to dobra postać do pierwszoosobówki - taka refleksja mnie naszła. Bo nie ma wrażenia, że jakaś postać pozostaje przez narratora pierwszoosobowego niedomówiona, bo on po prostu jest. Jest pewnym pewnikiem, coś wie, coś tam myśli, ma jakąś przeszłość, ale bez niej nadal pozostaje spójny a zarazem ma charakter. Nie jest kartonową figurą.

Inne postaci są. Tak bym to ujęła. I dobrze. To pierwszoosobówka, ona ma swoje prawa i zasdy.

Komentarz też ma zasady. Powinien mieć jakieś podsumowanie. Ponoć.

A zatem podsumowując: podobało mi się. Czytałam z przyjemnością, a nie “no bo zaczęłam, to wypadałoby skończyć”. Przy fladze równości spłakałam się autentycznie (co wyłączyło mnie też z konwersacji o posiadaniu ogona na twitterze wczoraj xD rechotałam, nie ogarniałam tt i w ogóle). Przy Rainbow dash tyż. Małe a cieszy, a pokazało coś agenta, a że zostało na dłużej, to też pokazało coś o Mae i relacji. Blah, miałam podsumowywać.
Dobra.
Zacne to było, Lisie. o! :)
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Coffee
Posty: 178
Rejestracja: 28 marca 2013, 12:45

Re: Mae heart Burns [eng]

Post autor: Coffee » 12 października 2017, 20:25

Puk puk, dzień dobry, przeczytałam ten tekst dwa miesiące temu i do tej pory nie napisałam komcia, bo w zasadzie możnaby go streścić w jednym zdaniu: "bardzo Ci dziękuję za ten tekst, czytało się go znakomicie".
Rozwijając nieco tę myśl: udało Ci się napisać wspaniały tekst rozrywkowy. Często gdy czytam teksty znajomych blokuje mi się bieg na takim "analizującym" trybie, gdy już podczas lektury obmyślam, co zapamiętać i na co zwrócić uwagę w komentarzu. Tutaj w ogóle nie miałam tego problemu, bo tekst płynął, Mae robiła kolejne nadprzyrodzone rzeczy, a ja zacieszałam z przyjemności. To przede wszystkim dobra, wartka akcja odbijana od bardzo interesujących postaci. Były bójki, były pościgi, był eskapizm w ponadprzyrodzonym. 10/10, poleciłabym znajomym.
Dołączam do oklasków na cześć Mae. Stworzyłaś bardzo silną, wręcz przepakowaną bohaterkę i jednocześnie oplotłaś wokół niej taką fabułę, taki konflikt, że to przepakowanie nie tylko nie jest forami, ale jest uzasadnione fabularnie. Ba! Bez tego w ogóle nie byłoby fabuły. Niby jest super mocna, ale wyzwania są dla niej skrojone na miarę. Akcja zachodzi ją z flanki, dokładnie tam, gdzie znajdują się jej słabości. Świetny balans. Podpisuję się też pod wszystkimi głosami o tym, jak dobrym wyborem była tutaj pierwszoosobowa narracja. Łatwiej poznajemy świat, łatwiej ufamy Agentowi, łatwiej lubimy Mae, łatwiej orientujemy się w jej wyborach, idziemy z fabułą w tym samym tempie co główna bohaterka.
Pamiętam, że zaraz po przeczytaniu miałam kilka zarzutów, rzeczy, które mi nie grały, ale chyba musiałabym się cofnąć w czasie do połowy sierpnia, żeby sobie przypomnieć, o co chodziło. Coś z Afryką chyba...? Nie pamiętam niestety. Po takim czasie zostały już tylko dobre skojarzenia, co też świadczy o poziomie.

No więc bardzo Ci dziękuję za ten tekst, czytało się go znakomicie <3
It's not the end of the world, but you can see it from here.

ODPOWIEDZ