Wybieramy PROZĘ LIPCA!
Czas na oddanie głosu do 17 VIII - ankieta dostępna w TEMACIE

Jaskółki

FANTASTYKA
W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną. ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Prophet
Straż! Straż!
Posty: 151
Rejestracja: 28 czerwca 2013, 18:30
Lokalizacja: Wrocław

Jaskółki

Post autor: Prophet » 06 lutego 2016, 22:05

Nie wiem, czy właściwy dział, nie wiem czy to ma sens, nie wiem czy... ale wrzucam, może ktoś pokieruje :)
_______________________________________________________________________________________________

"Jeśli jaskółce uchrony nie dacie, odejdzie od was - smętny - bóg domowy, wiatr wam zawyje grobowymi usty tę smętną klątwę: otóż dom wasz pusty!"
Juliusz Słowacki, Król Duch



Jaskółki były pod ich dachem odkąd pamiętała.
Dziadek nazywał je dobrymi duchami. Opowiadał o nich niesamowite historie. Zresztą nie tylko o nich, znał wiele starych bajań, którymi chętnie się z nimi dzielił. Pamiętała wiele z nich, a niektóre mogła cytować słowo w słowo. Tata śmiał się z tych jaskółczych opowiastek, ale i on uśmiechał się patrząc na ich podniebne piruety. I tak sobie żyli w jednym domu, bez problemów, oni i jaskółki.
Dopóki Dziadek nie umarł.

***


Niebo zasnute ciemnoszarymi chmurami było już gotowe podobnie jak ona. Chciała założyć czarną sukienkę, jak nakazywało dobre wychowanie, ale rodzice uparli się przy białej, do tego w drobne, czerwone kwiatki. Wprawdzie wiedziała, że to sukienka kupiona przez dziadka i będzie mu miło, kiedy ją w niej znów zobaczy, ale czuła się nieswojo. Mama mówiła, że dziadek i babcia będą patrzeć na nich, więc może to po to, żeby dziadek mógł ją łatwiej odnaleźć w tłumie? To by wszystko wyjaśniało. Nie pytała więc o to, gdy szli wszyscy razem na cmentarz.
Nie płakała, kiedy ksiądz mówił o życiu wiecznym. Wiedziała o jego istnieniu, widziała jego dowody na każdym kroku. Nie płakała, gdy trumna zjeżdżała w dół, ani gdy grabarze zasypywali grób. Dziadek cały ten czas stał przy niej i zapewniał, że nie zostawi jej samej. W końcu i on widział to, co ona. Oboje za życia widzieli drugą stronę. Tę, o której Kościół mógł jedynie snuć przypuszczenia.
Gdy tylko wyszli poza mury cmentarza, z chmur zaczęły spadać pierwsze krople, w niedługim czasie przeistoczone w smutną ścianę wody, jak gdyby ktoś tam, na górze, zapomniał zakręcić kran. Najwyraźniej chmury były niepocieszone, że dziadek został z nimi.

***


Dwa tygodnie po pogrzebie do domu wróciła Natalia, jej starsza siostra. Zdziwiło ją to, bo przecież miała już swoje mieszkanie w mieście, a w nim męża i synka. Po co więc miałaby wracać, sama przecież twierdziła, że nic jej tu nie trzyma.
Mamie tłumaczyła, że chce żeby jej dziecko wychowało się w zdrowym środowisku, a nie wśród miejskich spalin. Jej mąż, Sławek, skwapliwie jej przytakiwał. Nie rozumiała, dlaczego rodzice im uwierzyli, dla niej zwyczajnie kłamali. Wiedziała, że szukają sposobu, by zagarnąć ziemię i dom, a rodziców przenieść do miasta. Ale nie mogła powiedzieć o tym nikomu, dziadek uznał, że to nie do niej należy decyzja. Ale to jej przecież także dotyczyło. Gdzie podzieje się, kiedy rodziców tu zabraknie? A dziadek, jak on wytrzyma w jednym domu z ludźmi, których jeszcze za życia nie darzył sympatią? Zwłaszcza Sławka, gdyż kiedyś pokłócili się, oczywiście, o jaskółki. Szwagier uważał, że to "zwykłe obsrajmurki, jazgocące bez sensu i bez przerwy". Dziadek szczerze go wtedy znielubił, gdyż dla niego jaskółki stanowiły świętość. Szczególnie jedna z nich. Zjawiała się rzadko nad domem i nigdy nie budowała u nich gniazda. Od innych jaskółek odróżniał ją tylko jeden szczegół - miała czerwone oczy, które w słońcu wydawały się świecić, co sprawiało, że wyglądała nieco upiornie. Dziadek zawsze wychodził wtedy przed dom i, z zadartą głową, gwizdał w jej kierunku twierdząc, iż w ten sposób z nią rozmawia. Nigdy jej tego jaskółczego trelu nie nauczył, choć o to prosiła. Powtarzał, że dla niej jest jeszcze za wcześnie.

***


Co roku, wiosną, we wsi obok odbywał się festyn, organizowany przez Gminę. Pojechali tam, wszyscy oprócz szwagra. Twierdził, że się źle czuje, mimo iż dzień wcześniej tryskał wręcz nadmiarem zdrowia. Gdy wrócili, zobaczyli istne pobojowisko. Szwagier, korzystając z okazji zniszczył wszystkie, w pocie dziobków lepione, gniazda. Jaskółki latały nad dachem, głośnymi piskami rozgłaszając straszną nowinę. W niektórych miejscach tynk odpadł razem z gniazdem, tak bardzo sprawca wczuł się w swoje dzieło zniszczenia. W miejscach, gdzie wcześniej były gniazda szwagier polał mury czymś, co śmierdziało niesamowicie jeszcze przez kolejny tydzień. W tym czasie ptaki, po otrząśnięciu się z szoku, założyły nowe osiedle. Na stodole, tuż pod strzechą, czyli tam, gdzie szwagier nie mógł dosięgnąć.
Wtedy ten zaczął przebąkiwać coś o wyburzeniu stodoły. Zapewniał, że i tak nie ma z niej pożytku, bo to pustostan i może by w tym miejscu postawić coś innego. Ojciec ostudził jego zapały informując, iż w żadnym wypadku wyburzać jej nie wolno.
Pół roku później, wstali rano i zobaczyli na podwórku buldożer. Okazało się, że szwagier ma znajomości w wydziale architektury i udało mu się uzyskać pozwolenie na „renowację” budynku. W praktyce byłoby to wyburzenie starej stodoły i postawienie nowej. Przy czym nowa pewnie nigdy by nie powstała. Nigdy wcześniej nie widziała Ojca tak wściekłego. Wyklinając na wszystko, co znał, a przede wszystkim Zięcia, przegonił wszystkich robotników.
Kilka tygodni później stodoła spłonęła. Wiadomo było, kto podłożył ogień, ale za rękę go nie złapali, więc nic nie mogli z tym zrobić. Szwagier osiągnął swój cel. Jaskółki uciekły i do tej pory nie wróciły. Czasem jakaś zapędzi się nad ich dom i popiskując pomstuje nad Szwagrową głową.

***


Kubek roztrzaskał się tuż koło jej głowy. Spojrzała na kredens. Siedział tam, wesoło wymachując nogami i szczerzył ząbki w szerokim uśmiechu. Cieszył się, bo zwróciła na niego uwagę. Wcześniej nie reagowała na lekkie pociąganie za kosmyki włosów i skubanie spódnicy. Lubiła go. Był prawie oswojony, a gdy dać mu motek włóczki, bawił się nim w kącie, by potem, zmęczony zmaganiami, zasnąć jej na kolanach lub w mysiej dziurze, dzięki czemu nikomu nie przeszkadzał. Siedziała wtedy nieruchomo, głaszcząc z przyjemnością miękkie, czarne futerko. Oprócz tego licha dom odwiedzały jeszcze dwa inne. Jeden z nich rozrabiał na zewnątrz - a to powietrze z opon wypuścił, a to pranie pobrudził, ale większych szkód nie robił. Nie wiedzieć czemu nie chciał nigdy wejść do domu, mimo wielokrotnego zapraszania. Drugi zaś był kompletnie nieznośny. Prztykał, drapał, szarpał za włosy, spychał koty ze schodów. Na tego trzeba było szczególnie uważać.
Ale żaden z tej trójki nie był tak pomysłowy, jak ich nocni kuzyni.

***


Lekkie skrzypienie podłogi obudziło ją. Licho spało spokojnie na szafie albo tylko udawało, żeby nie przeszkadzać w nocnym życiu domu. Powolne, skrzypiące kroki odezwały się znowu. Schodziły ze strychu, by następnie ucichnąć. Przyczaiły się, zajęły swoje zwyczajowe miejsca czekając, aż ktoś, nie mogąc zasnąć, zacznie kręcić się po domu. Dzisiaj wszyscy mocno spali, więc, po kilkudziesięciu minutach nieskutecznych prób zaśnięcia, wstała. Na ten widok strach ukryty za zasłoną ożywił się i jął ruszać połami materiału, jak gdyby robił to wiatr mimo zamkniętego okna. By tradycji stało się zadość, podeszła tam i, rozsunąwszy zasłony, sprawdziła czy okno jest zamknięte. Strach w tym czasie zsunął się po firance i wymknął z pokoju, cicho chichocząc. Była pewna, że właśnie mknie od jednej kryjówki do drugiej, informując wszystkie znudzone czekaniem stwory, że pora się przygotować do psot. Wyszła na korytarz. Idąc słuchała odgłosów domu tworzonych przez dwa strachy, dla których była to ulubiona psota. Skierowała swoje kroki do łazienki. Tam, za lustrem, skrył się jeden z najciekawszych jej zdaniem Strach.
Patrzyła na swoje odbicie, przyglądała się jak obraz jest zniekształcany, zmieniany. Włosy z barwy blond ściemniały do kruczoczarnych i wydłużyły się, zakrywając prawie całą jej sylwetkę. Oczy zapłonęły intensywną czerwienią, zaś usta stały się sine. Skóra przybrała barwę popiołu. Uśmiechnęła się, a jej odbicie zachichotało w odpowiedzi. Ze słyszalnym, nieprzyjemnym odgłosem, podobnym do chrzęstu łamanych kości, na jej plecach wyrosły czarne skrzydła, przez swoje rozmiary ledwie mieszczące się w malutkiej łazience. Przyglądała się temu z zainteresowaniem, póki drzwi się nie otworzyły, a w progu stanął ojciec. Widocznie jednemu ze Strachów udało się go wyrwać ze snu. Wyminęła go i wyszła, w progu jeszcze raz zerknąwszy na lustro. Odbicie znów wyglądało normalnie.
Spojrzała na stary zegar stojący w drugim końcu korytarza. Była wpół do czwartej. Oznaczało to koniec psot i Strachy, powłócząc kończynami i wzdychając bezgłośnie, wracały na strych, by tam wśród zakurzonych pudeł i misternie splecionych pajęczyn, odespać swój nocny trud. I ona także poszła spać. W końcu czekał ją kolejny dzień pełen zajęć.

***


Dziś nad domem krążyła jaskółka. To znaczy, że dziś ani Strachy, ani licha, nie przyjdą. Dziś będą mogli spać spokojnie. Parkiety nie zaskrzypią ani nikt nie będzie kołysać się na krokwiach. Strachy nie będą ściągać prześcieradeł ani malować obrazów na lustrach. Nie będą szeptać ani śpiewać kołysanek. I żaden przedmiot nie zaatakuje domownika. Jaskółka, dobry duch, przepłoszyła dziś złe. Ale nie przyleciała tu po to. Miała inny cel i ona doskonale go znała.
Dziadek czekał na nią przy furtce prowadzącej na łąkę za domem. Łąka ta porastała łagodne zbocze, u dołu którego płynął wartki strumień. Strumień pełen ostrych kamieni i wodników chcących wciągnąć pod wodę nieostrożną osobę. Pamiętała dokładnie jak silne są ich małe rączki.
Dotarli wreszcie do starego dębu rosnącego w połowie zbocza. Powykręcane gałęzie tworzyły zwartą kopułę, pod którą często się bawiła. Nie weszli w jego cień, za to przystanęli nieopodal, czekając. Po kilku chwilach nadleciała ich czerwonooka przewodniczka i zakwiliła głośno i przeciągle.
Przymknęła oczy i poczuła, że jej ciało się zmienia. Otworzyła oczka i spojrzała na dziadka, który, młócąc skrzydłami trawę, próbował poderwać się do lotu. W końcu mu się udało.
Zawahała się, nie chciała zostawiać rodziców. Ale w tym domu nie było już miejsca dla niej. Nie odkąd usłyszała, że rodzice zgodzili się na zamianę domu na mieszkanie w mieście. Wzbiła się w powietrze i podążyła za pozostałą dwójką.
Obrazek

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

KLIK

Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 195
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

Re: Jaskółki

Post autor: Kimchee » 08 lutego 2016, 21:30

Jak obiecałam, tak piszę.


Nie mam zbyt wielu mądrych rzeczy do napisania, poza tym, że mi się podobało.
Bardzo mi się podobało. W ogóle strasznie lubię, kiedy autor nadaje jakiś nowy fantastyczny wymiar zjawiskom i rzeczom swojskim, znajomym. A jaskółki to już w ogóle lubię.
Dodatkowo narracja ze strony bohaterki nadaje wszystkiemu pozory baśni. Udało ci się uchwycić istotę i magię zjawisk, a jednocześnie widać taką pewną naiwności prostotę młodej dziewczyny. Bohaterka jest takim dzieckiem natury. z jednej strony prosta i naiwna (co ją stawia w opozycji do siostry i męża), ale przez to jest w stanie dostrzec to, co innym umyka.
Nawet mi nie przeszkadzała ubogość dialogów. Tylko kilka razy zauważyłam, że chyba próbowałaś lekkiej stylizacji i w kilku miejscach składnia mi się nie podoba - zupełnie dobrze byłoby bez tego.

A ten fragment:
Dziś nad domem krążyła jaskółka. To znaczy, że dziś ani Strachy, ani Licha, nie przyjdą. Dziś będą mogli spać spokojnie. Parkiety nie zaskrzypią ani nikt nie będzie kołysać się na krokwiach. Strachy nie będą ściągać prześcieradeł ani malować obrazów na lustrach. Nie będą szeptać ani śpiewać kołysanek. I żaden przedmiot nie zaatakuje domownika. Jaskółka, dobry duch, przepłoszyła dziś złe. Ale nie przyleciała tu po to. Miała inny cel i ona doskonale go znała.
To już wisienka na trocie.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Jaskółki

Post autor: Siemomysła » 09 lutego 2016, 08:18

I ja chcę zostawić ślad po sobie!
Byłam, przeczytałam!
I dla mnie też to jest baśń. I kiedy pisałam na szałcie, że coś złego mogłoby spotkać szwagra to nie był do końca tylko i jedynie żart :) Bo wtedy już zupełnie byłoby jak u braci Grimm, tych prawdziwych, pierwotnych, nie uładzonych cywilizacją i "nie straszmy dzieci na dobranoc". Baśnie straszyły bo miały być ostrzeżeniem, mocną nauczką.
Klimat mnie kupił od początku - od cytatu właściwie :) Bardzo, bardzo mi się podoba!
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Arebell
Posty: 12
Rejestracja: 06 grudnia 2015, 22:18

Re: Jaskółki

Post autor: Arebell » 10 lutego 2016, 21:23

Jest krótko, ale klimatycznie i ciekawie; bardzo podobał mi się cały pomysł, a już szczególnie scena ze strachami. Troszkę mi przeszkadzało jak bardzo złaaa była rodzina siostry, ale okej, kupuję jako element konwencji ^^ Fajnie były wprowadzane po kolei coraz dziwniejsze elementy nadnaturalnego świata widzianego przez bohaterkę.

Kilka uwag szczegółowych:

„Zresztą nie tylko o nich, znał wiele starych bajań i chętnie się z nami owymi dzielił.” – może to dlatego że mam uczulenie na „owe” we wszystkich odmianach, ale brzmi mi w tym miejscu nieco niezdarnie. „znał wiele starych badań, którymi chętnie się z nami dzielił? Taka tam sugestia.

„Wiedziała o jego istnieniu, widziała jego dowody na każdym kroku. I nie tylko ono.” – „do czego ma się odnosić to „ono”…?

„Okazało się, że Szwagier ma znajomości w wydziale architektury” – może ogólniej, „ma znajomości w urzędzie miasta/gminy/cokolwiek”, wydaje mi się, że brzmiałoby naturalniej (i nie kojarzyło z uczelnią), ale znowu, taka tam sugestia.

Awatar użytkownika
Martys
Posty: 61
Rejestracja: 22 lipca 2015, 12:02
Kontaktowanie:

Re: Jaskółki

Post autor: Martys » 11 lutego 2016, 11:00

I ja przeczytałam :)

Mam ostatnio alergię na fantastykę, ale to opowiadanie bardzo mi się podobało. Może dlatego, że ta cała fantastyka nie jest nachalna - jest naturalna. Pojawianie się kolejnych stworków przechodzi bez echa, nie tworzysz z tego nie wiadomo jakiego wydarzenia. Do tego cała ta baśniowa osnowa, narracja z perspektywy dziecka - dla mnie super. Wszystko trzyma się kupy i ja to kupuję.
Rzeczywiście, brak jakiejś nauczki dla złej rodzinki, no ale ;) Człowiek tego oczekuje, ale nie jest to element obowiązkowy. Jak nie ma nauczki, to nie ma. Tekst nic na tym nie traci.

Z technicznych spraw, które mnie odrywały od czytania (nie powtarzam za tymi, co już coś wskazali):
"Pamiętała wiele z nich, a niektóre słowo w słowo cytować mogła" - Yoda ;) Zaburza rytm zdania, imo. Później nie masz takiej stylizacji, więc to bardzo widać.
"Gdy tylko wyszli, poza mury cmentarza z chmur zaczęły spadać pierwsze krople" - przecinek w złym miejscu.
"jak gdyby ktoś, tam na górze" - j.w.
"Mamie tłumaczyła się" - bez "się"
"szukają sposobu by zagarnąć " - przecinek przed "by"
"gdyż kiedyś pokłócili się o, oczywiście, jaskółki" - przecinek w złym miejscu (pokłócili się, oczywiście, o jaskółki)
"Co roku, wiosną, we wsi obok odbywał się festyn, organizowany przez Gminę. Pojechali tam, wszyscy oprócz szwagra" - nie widzę tutaj następstwa czasu. Festyn odbywa się co roku, ale pojechali tam bez szwagra akurat teraz. Jak co roku, wiosną, we wsi odbywał się festyn - może?
"Ten twierdził" - bez "ten", gdyż wiadomo, że chodzi o szwagra
"Gdy wrócili zobaczyli istne pobojowisko" - przecinek
"Szwagier. Korzystając z okazji zniszczył wszystkie, w pocie dziobków lepione, gniazda" - Szwagier. Zaiste ;) I kropka
"Przy czym nowej pewnie nigdy by nie powstała" - nowa
"i jął ruszać połami materiału jak gdyby robił to wiatr mimo zamkniętego okna. By tradycji stało się zadość podeszła tam i" - przecinek przed "jak gdyby" i "podeszła"

Ostatnia uwaga - nie widzę sensu w Tym, kiedy piszesz coś z wielkiej litery, a kiedy z małej. Czasem szwagier jest Szwagrem, a czasem szwagrem. Odbicie odbiciem lub Odbiciem. I tak dalej. Mam wrażenie, że nie mogłaś się zdecydować, czy coś jest nazwą potoczną czy własną.

I wsjo. Jeszcze bym pomarudziła, ale byłyby to już uwagi typu "napisałabym to inaczej" albo "dajcie więcej przecinków!" Więc sobie daruję ;)
Ogólnie gratuluję tekstu.
"He never sleeps, the judge. He is dancing, dancing. He says that he will never die."
Cormac McCarthy, Blood Meridian, or the Evening Redness in the West
"What on earth is less reprehensible than the life of the Levovs?"
Philip Roth, American pastoral

Awatar użytkownika
Karevos
Posty: 13
Rejestracja: 24 stycznia 2016, 12:14

Re: Jaskółki

Post autor: Karevos » 15 lutego 2016, 12:29

Przeczytałem i muszę przyznać rację innym, że tekst ma charakter baśni. Do tego klimatyczny, choć nie w moim guście. Jednak podczas lektury naszły mnie dwa wnioski.
1. Dom był nawiedzony! Dziadek wiedział o tym doskonale. Możliwe, że ojciec również chociażby poprzez zakazanie wyburzania stodoły. Drogi szwagier głównej bohaterki albo był po prostu miejskim ignorantem (do tego w poprzednim życiu musiał być glizdą albo owadem, którego jaskółka zjadła) albo agentem złych sił!
2. Postępowanie rodziców mnie dziwi. Ja wiem, że każda matka i każdy ojciec kocha swoje dzieci (w tym przypadku starszą córkę), ale widząc co jej mąż wyprawia (a ona sama pewnie też święta nie była) już po pierwszym numerze czyli zniszczeniu gniazd jaskółek na domu powinni wyrzucić albo dać ostrzeżenie, a po próbie "renowacji" stodoły przepędzić jak najdalej. Zwłaszcza, że pewnie wciąż mieli to mieszkanie w mieście więc dach nad głową by mieli. Są różne rodziny, ale np. w mojej za taki numer to ojciec nie miałby skrupułów.

Awatar użytkownika
MałaCzarna
Posty: 5
Rejestracja: 16 lutego 2016, 03:36
Lokalizacja: ostatnie piętro na szarym blokowisku wielkiego miasta
Kontaktowanie:

Re: Jaskółki

Post autor: MałaCzarna » 18 lutego 2016, 01:02

Witam, jestem tutaj nowa, więc "wymądrzać" się nie będę, a moja krytyka nie będzie za pewne specjalnie konstruktywna, ale chciałam napisać że podobało mi się :) .
Opowiadanie ma swój klimat, jak już ktoś napisał, troszkę przypomina baśń. Mnie z kolei oczarowały wszystkie nawiązania (na ktorych z resztą opiera się akcja) do polskich, ludowych wierzeń- to coś nowego, rzadko w dzisiejszych czasach sięga się w tę strone, a potencjał jest spory. Właśnie te polskie przesądy, wszelkie istoty nadprzyrodzone nadają klimat opowieści, a klimat ma świetny. Dziewczyna, ktora godzi się ze strachami, głaszcze licho- tego jeszcze nie czytałam. (Właściwie chyba tylko O.Tokarczuk czasami sięga po takie podobne srodki- nie czytałam wiele książek tej Autorki, ale jakoś mi się skojarzyło).
Myślę, że tę opowieść możnaby rozwinąć dalej, tak, żeby powoli wprowadzić akcję do opisu (nie musi to być zaraz coś dziwnego, ale czytelnik lubi byc zaskakiwany). Ale to Twoja historia, więc mogę jedynie zasugerować i napisać, że podoba mi się Twój styl pisania.
Warsztat według mnie jest bez zarzutu, bardzo sprawnie operujesz piórem i dzięki temu czyta się gładko, bez zacięć, które powodują np błędy interpunkcyjne czy gramatyczne.
Mam tylko małą uwagę co do treści:
Przymknęła oczy i poczuła, że jej ciało się zmienia. Otworzyła oczka i spojrzała na Dziadka, który, młócąc skrzydłami trawę, próbował poderwać się do lotu. W końcu mu się udało.
Zawahała się, nie chciała zostawiać rodziców. Ale w tym domu nie było już miejsca dla niej. Wzbiła się w powietrze i podążyła za pozostałą dwójką.
Dlaczego "w tym domu juz nie było dla niej miejsca"? Z początku dziewczyna sprawiała wrażenie, że czuje się dobrze wśród znajomych sobie strachów, ale kontakty z rodziną (tą żyjącą) faktycznie nie wyglądają ciekawie, a przynajmniej za duzo o nich nie wiemy (wiemy ze tęskniła za rodzicami i że ze szwagrem jest "coś nie tak"). Podejrzewam jednak, że tutaj kryje się coś więcej, i nie mogę się doczekać, aż dowiem się, kim jest Dziewczyna. To taki punkt zwrotny, gdzie fabuła może łagodnie przejść w akcję, o ile takie jest Twoje zamierzenie.

Jest to mój pierwszy komentarz na Forum, więc wybacz proszę jakieś niedociągnięcia.

Życzę także weny twórczej, bo historia mnie zainteresowwała, chętnie przeczytam dalszą jej część.


Na koniec pozwolę sobie dodać mały OffTopic (skierowany do Siemomysły):
Off Topic
Bo wtedy już zupełnie byłoby jak u braci Grimm, tych prawdziwych, pierwotnych, nie uładzonych cywilizacją i "nie straszmy dzieci na dobranoc". Baśnie straszyły bo miały być ostrzeżeniem, mocną nauczką.
Jakiś czas temu wyszły "Baśnie Braci Grimm dla doroslych i młodziezy. Bez cenzury." Polecam, historie różnia się od znanych nam z dzieciństwa bajek w szczegółach, ale jakze istotnych ;) .

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Jaskółki

Post autor: Krin » 23 lutego 2016, 21:04

Przeczytałam i też przyłączę się do głosów, że szwagra powinno spotkać coś złego. Byłam niemal pewna, że zostanie ukarany, to zasugerował mi cytat.
Strasznie ładnie. Jednocześnie poczułam się zupełnie jakby mi to opowiadała jakaś mała dziewczynka, choć napisane w taki sposób, że żadna mała dziewczynka nie dałaby rady zrobić tego tak pięknie. ;) Ostatnio mam uczulenie na wszelkie zbędne słowa, a ty to wszystko ujęłaś tak prosto, aż się poczułam w pewien dziwny sposób wzruszona całą opowieścią, całą tą niezwykłą relacją między dziewczynką a dziadkiem.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Prophet
Straż! Straż!
Posty: 151
Rejestracja: 28 czerwca 2013, 18:30
Lokalizacja: Wrocław

Re: Jaskółki

Post autor: Prophet » 27 lutego 2016, 17:01

Ojejku, ile Was tutaj... ^^"
Chcę tylko powiedzieć, że przeczytałam komentarze i cieszę się, że coś z tego jednak wyszło, bo tekst prawie spisałam na straty...
SpoilerShow
Miał być horror, wyszła baśń, ale "I'm not even mad"

Tulam Was wszystkich serdecznie i mocno :tul:
A poniżej parę słówek do każdego z osobna, no bo przecież :D :

@Kass - jaka stylizacja? Ja nie stosuję stylizacji. A jeśli już, to nieświadomie. Jakbyś mogła mi to rozjaśnić na pw, byłabym bardzo wdzięczna :)
@Siem - nie będę mu nic robić, sam radzi sobie całkiem nieźle ;)
@Arebell i @Martys - dzięki dziewczyny, poprawiłam co umiałam. Mam nadzieję, że teraz nie bije aż tak po oczach :bag: Ale jakby coś zostało, to krzyczcie :)
@Karevos - licentia poetica. A na poważnie - bohaterkę też to dziwi, ale może jest coś, co nie pozwala rodzicom na zdecydowaną reakcję, może nie chcą "stracić" przez to kontaktu z córką i wnukiem?
@MałaCzarna - nie, nie mam zamiaru pisać dalej, dla mnie ta historia jest zakończona. A dlaczego nie było dla niej miejsca? Wydaje mi się, że dałam parę wskazówek w tekście, ale chyba powinnam to mocniej nakreślić... Cóż. Kiedyś się nauczę, na razie czeka mnie główkowanie ^^"
@Krin - :heart: po prostu :heart:
Obrazek

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

KLIK

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1804
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Jaskółki

Post autor: Kruffachi » 27 lutego 2016, 20:14

To jeszcze ja, bo przeczytałam dzisiaj w pociągu ;)

Podobało mi się. Owszem, jest raczej baśniowo niż strasznie, ale - jak sama zauważyłaś - to nie wada, ot, tekst wiedział lepiej, w jakim kolorze będzie mu dobrze. W dodatku jest to baśń bardzo nostalgiczna na wielu płaszczyznach: i obrazem wsi, i portretem dziadka, i konfliktem starego świata duchów z nowoczesnością (w postaci szwagra głównie). Bardzo przejmujący jest w ogóle obrazek bohaterki w białej sukience w kwiatki na pogrzebie. Widzę to, widzę to bardzo, jako piękną, słodko-gorzką scenę. Niezwykle plastyczna wizja, świetna także pod względem doboru barw, za którymi kryją się emocje.

Rytm opowieści także mi się podoba, ten spokojny nurt, to, w jaki sposób - lakoniczny, zdystansowany, subtelny - pokazujesz dramatyczne przecież wydarzenia. To, jak lawirujesz pomiędzy światami, operując nie młotkiem, a sugestią, również.

Właściwie jedyny zarzut, jaki mam, dotyczy języka. Było nierówno. Raz całkiem nieźle, płynnie, rytmicznie, a za chwilę sadziłaś jakimś błędem albo dziwną składnią. Ten aspekt wymaga jeszcze pewnych szlifów.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Jaskółki

Post autor: Joa » 28 czerwca 2016, 12:33

Jest ładnie. Powinnaś pisać, dlaczego piszesz tak mało, Mały Leniu?
Nie silisz się na coś, czego nie umiesz, piszesz tak, jak potrafisz i dzięki temu cały ten tekst zyskuje. Jest naturalny. Nie ma w nim przymusu - to może być tylko złudzenie, mogłaś poprawiać miliony razy, a czytelnik i tak będzie "płynąć" przez tekst. I za to wielkie brawa.
Czuję, że to nie jest skończona opowieść. Za bardzo przypomina szkic - jest pomysł, są słowa, ale brakuje dopracowania. Czasami wskakuje jakieś nierówne zdanie, dziwne, pokraczne, ale nie zdarza się to często.
Postacie mogłabyś jeszcze bardziej zarysować. Głównie opisujesz to, co się zdarzyło, z jakiejś perspektywy czasowej, przez to, mam wrażenie, że postacie nieco tracą charakteru. Na niekorzyść działa też długość całości. CHYBA ŻE BĘDZIESZ KONTYNUOWAĆ. To wtedy nic nie mówię - czekam.
Halo, halo. Było przyjemnie. Pomysł, baśniowość, prostota. Obrazowość.
Czekam na rozwinięcie postaci Dziadka - czuję, że to moja pokrewna dusza.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Jaskółki

Post autor: Kanterial » 03 lipca 2016, 19:45

Eheheheh egh, człowiek zaciesz, przepraszam z góry za ten komentarz.

Zaczęłabym od tego, że WOW JAKIŚ TWÓJ TEKST WISI NA FORUM CO SIĘ STAŁO WOW EWOLUCJA WOW PROGRES no ale że mnie nie było dwa lata, to nic nie powiem. Kiedyś bym nie uwierzyła, że wrzucisz prozę wykraczającą poza wpis do Ozeta. Ogromnie mnie to cieszy.
Btw - wspomniałaś, żeby nie komentować, jak spytałam na SB, także jestem, nie ma za co, no kto jak nie ja, wiem, że mnie kochasz, wcale nie uważasz że jestem ohydnym heretykiem i tak dalej...


Niestety są błędy (których jednak postanowiłam nie wypisywać, bo nie wiem, czy faktycznie masz plan przenieść wątek do kosza i o nim zapomnieć) ((jeśli nie, to daj znać, chętnie wrzucę spoiler)) ((wiem że wcale nie chcesz spoilera z błędami ode mnie, heh XD)))
I przez te błędy czyta się trochę, cóż, wolno. Głównie wskazałabym zaimki, skaczące podmioty i zdania jakby po edycji, albo niezrozumiałe dla mnie ze względu na zapis. To chyba tyle z technicznych, jak mówiłam - polecam się, spoiler itd.

A poza tym jest tak, powiedziałabym, spokojnie. Nie, że tekst się powoli czyta, przeciwnie, akcja jest konsekwentnie prowadzona bardzo szybko. Może sama atmosfera sprawia, że można się rozluźnić. Lubię ten typ opowiadań, gdzie właściwie nie ma warstw emocji, budowania napięcia, dialogów i wchodzenia bohaterowi w głowę. Rzadko takie czytam, ale lubię. U ciebie właśnie mamy konstrukcję prostą, fabuła jest nakreślona grubą kreską, bez zagłębiania się w szczegóły.
Przyjemnie było znaleźć kilka nazw z demonologii słowiańskiej :D (choć za zdanie w którym "licho śpi" powinno ci się łeb ukręcić, przecież licho nigdy nie śpi). znam się jestem po seminarium
Sam pomysł bardzo mi się podoba, mimo wszystko do końca nie było dla mnie jasne, jak poprowadzisz akcję i co wyniknie z tych tytułowych jaskółek. Więc ogromny plus za zaskoczenie czytelnika. Może mogłam na to wpaść, ale jednak wow, ten motyw reinkarnacji jakoś tak nie przyszedł mi do głowy. Wyszło cholernie przyjaźnie. Weź, sam ten dziadek - ja kocham starych ludzi, on mnie od razu złapał za serce :facepalm:

Trudno ten tekst do końca określić, dla mnie, jak dla Rolfa, on wydaje się być "pomysłem" przeniesionym na tekst, ale jakby jeszcze nie do końca gotowym. Nie umiem określić, w czym rzecz, czy zbyt nagle się kończy, czy może brak mi opisów, alb jakiegoś tła, no po prostu... Jakby coś umknęło. Mimo to czyta się dobrze, Masz specyficzne pisanie, chyba bym poznała (zaskoczenie, bo zwykle czytałam raczej zabawne zdania i humorystyczne akcje w twoim wykonaniu) co mnie samą szokuje. No, jakby nie patrzeć, długo ci zajęło podzielenie się z forumowiczami swoją pisarską twórczością oficjalnie. Jestem szczęśliwa, że coś poważniejszego dostałam do przeczytania.
Powinnaś dużo pisać, dużo i więcej, żeby uniknąć błędów. Cała reszta jest git. Pisz!
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

ODPOWIEDZ