Wybieramy PROZĘ LIPCA!
Czas na oddanie głosu do 17 VIII - ankieta dostępna w TEMACIE

Upadek [skończone]

FANTASTYKA
W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną. ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 195
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

Re: Upadek [skończone]

Post autor: Kimchee » 01 marca 2015, 10:27

Zawsze trudno pisać mi komentarz do tekstu, którzy dzieje się ileś-lat-po, kiedy nie znam tego pierwszego. Moim zdaniem w „Upadku” poradziłaś sobie bardzo dobrze. Nawiązujesz do przeszłych wydarzeń, uczuć u powiązań między bohaterami, ale robisz to na tyle zmyślnie, subtelnie i przemyślne, że jako czytelnik nie miałam ani poczucia zagubienia (przeciwnie, tajemnica, która nadal otacza tamtą fabułę i bohaterów jeszcze bardziej zachęca to czytania NaNo), ani nie kładziesz mu łopatologicznie do głowy pewnych informacji. NaNo nadal pozostaje testem atrakcyjnym, bo wciąż mam w głowie wiele pytań.

Pisałam już wielokrotnie, ale napisze jeszcze raz: masz fenomenalną zdolność łączenia wątków rzeczywistych z nadprzyrodzonymi. To wychodzi tak naturalnie, jakby rzeczywistość naprawdę była taka. Dodatkowo bardzo dobrze poruszasz się w obrębie powieści historycznej. Ok., jeśli idzie o Niemcy to jestem trochę laik, ale coś tam z historii i literatury pamiętam i „Upadek” z tym koresponduje. Umiesz w klimat, umiesz w emocje. Słowem, umiesz pisać świetnie.

Bohaterowie są autentyczni i pełnokrwiści. Jak już pisałam ta powracająca przeszłość czyni ich atrakcyjnymi. Widać, że kiedyś byli młodymi ludźmi z ideałami, które niekoniecznie przetrwały próbę czasu (szczególnie Johann, który idealnie wpasowuje się w mój obraz człowieka idei ;) ). Są dobrze osadzeni w rzeczywistości, podporządkowani wymogom i konwenansom epoki, a zaklęcie tylko dodaje temu wszystkiemu atrakcyjności. Podobała mi się rozmowa Johanny z matką (ach, to jest ta słynna 17-latka, która ciągle stoi nad grobem, ale nie umiera?) – nie wiem, jaka była jako wiecznie umierająca, ale w tym tekście jest silną, kobieta, która nie boi się ryzykować dla bliskich i generalnie ma w sobie wiele zdecydowania. Narzekać nie będę, ale o dwóch osobach: Frederike i Lambercie, które mnie zaintrygowały szczególnie było nieco mało.

Na koniec zostawiłam sobie pana Adama, bo wprowadzenie go jako postaci było błyskotliwe i odważne. Przyznam bez bicia, że czytanie Mickiewicza to dla mnie katorga. Nie lubię i już. I charakterna pana Adama w tym tekście był takim trochę miodem na moje wredne serduszko. Żeby nie było, ja rozumiem jego tęsknotę za ojczyzną i frustrację, nawet mogę postarać się zrozumieć poglądy, ale te cechy które mu nadałaś (nie jest może czarnym bohaterem, ale takim trochę szarawym) spowodowały, że z czystym sumieniem mogłam go nie lubić dalej.

Przez większość czytani dumałam nad przepowiednią i podobało mi się pod koniec wszystko ładnie się spełniło. Nie wiem, czy słusznie, ale w takim razie ja upatruję sens przepowiedni i to odrodzenie, które zmieni świat dopiero w upadku komunizmu. Zamieszanie w to wszystko „Dziadów” koncepcji mesjanizmu (mnie także nie przypadła do gustu) sprawia, że „Upadek” nabiera dodatkowych walory. Nie jest tylko historią osób, w którą zamieszana jest magia, ale ma też walory dydaktyczne.

Co mi się podobało, jaki bohaterowie, którzy żyją bardzo długo mają do wydarzeń przeszłych (epilog).

Na co mogłabym narzekać? Punkt kulminacyjny – eksperyment na panu Adamie i jego późniejsza rozmowa z Johanną, przeszły tak troszkę bez echa. Może się czepiam, ale spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego. Nie wpływa to jednak za bardzo na odbiór „Upadku” jako całości.

Cóż rzec, gdyby to było wydane w formie książkowej, kupiłabym nawet w Epiku ;)

Awatar użytkownika
MononokeGirl
Posty: 213
Rejestracja: 07 stycznia 2017, 17:46
Lokalizacja: Światełko w ciemnościach
Kontaktowanie:

Re: Upadek [skończone]

Post autor: MononokeGirl » 05 lutego 2017, 10:49

Tekst z polecanki of Kruff i faktycznie trafił w me gusta ^^ Widzę, że jest już sprzed kilku lat, więc pewnie mój komentarz na niewiele się przyda, ale skoro przeczytałam to głupio nie pozostawić żadnego.

Także od poczatku... Trochę trudno mi było wczuć się w twój sposób narracji - chaotyczny list Johanna pełen nazwisk, które nic mi nie mówiły, takie szybkie wrzucenie w realia historyczne i to z mniej znanej zwykłemu zjadaczowi chleba saksońskiej perspektywy - trochę czasu minęło, zanim pojęłam co i jak. Potem powolne tempo rozwoju wypadków, bez żadnych fajerwerków, ale z dokładnym przyjrzeniem się każdemu z bohaterów bardzo mi się podobało. Mogłam okrzepnąć i ułożyć sobie, w jakiej epoce się znajdujemy, bardzo delikatna i nienachalna powtórka z historii :) Rzucanie uwagą tu, wspomnieniem tam, trochę o powstaniu, trochę o przepowiedni. Bardzo fajne. Chociaż całość skończyła się stanowczo za szybko i zbyt... nie wiem jak to ujać - bez fajerwerków? Każda z sugestii dotyczących przeszłości czwórki - bliźniąt (?) Wärznerów, Sebastiana i Almericha ułożyła się w znacznie bardziej emocjonującą przygodę niż ta, która rozegrała się w posiadłości i okolicach Wärzendurffu. Wcześniejszy spisek, w którym brali udział a także sposób, w jaki osiągnęli swoją nieśmiertelność o wiele bardziej pobudził moją wyobraźnię i ten wątek chętnie bym zgłębiła :) Chociaż nie wiem do końca nawet teraz - Johann był za tym, aby Napoleona unieśmiertelnić, czy też w drugą stronę? Bo przez cały tekst pojawiają się jego wspomnienia i ochy i achy, a potem w jednej rozmowie stwierdzenie całkiem przeciwne:
Nie muszę do tego dodawać kogoś, kto wie o spisku mającym na celu uczynienie Napoleona nieśmiertelnym i naszej małej, ale jednak znaczącej roli w udaremnieniu go.
Te wspomnienia spisku najbardziej mi się podobały, bo nadawały nadzieję, na jakiś nagły zwrot akcji. Że po tym jak już oswoimy się z epoką i mnogością polityczno-prywatnych koligacji (były dwa momenty, gdzie czytając jedynie nazwisko miałam delikatny mind blow ---> czytałam coś takiego Eliza Fryderyka Luiza Marta Radziwiłłówna lub coś takiego Marią z domu Sachsen-Weimar-Esienach, żoną księcia Karola syna Fryderyka Wilhelma III, bo aż tak nigdy nie interesowała mnie historia, ale podziwiam, bo opisy wyszły ci bardzo naturalnie :yellowstar:) dostaniemy zwrot ku czemuś może nie awanturniczemu, ale może bardziej mistycznemu? Zatem rozwiązanie trochę mnie zawiodło, ale nie dlatego że było złe, a dlatego że narobiłaś mi zbyt dużego smaka.
Chciał fuknąć, oburzyć się i wytknąć, że nie jest już tym samym naiwnym osiemnastolatkiem, który dał się uwikłać w cudzy spisek i śnił sen o swym wielkim znaczeniu, w istocie będąc tylko małym trybikiem, którego nie zawahano się poświęcić.
Zamknął oczy. Spróbował sobie przypomnieć jak to było być trybikiem w machinie planu. Szeptać miłe słówka spragnionej afektów matronie, aby otworzyła dla niego drzwi swego domu, z którego potem wyniósł dokument z cennym podpisem. Nie było czasu na dumanie, snucie przypuszczeń i wątpliwości, bo cel był jasny.
Wprowadzenie postaci Adama bardzo mi się podobało, chociaż szkoda mi tego naszego wieszcza, że zaostał przez ciebie aż tak surowo oceniony. Ja tam go nawet lubiłam, nawet jeśli Dziady czy Pan Tadeusz były licealnym koszmarem XD Wytłumaczenie sensu rozbiorów, połączenie z przepowiednią z Tolkemit i mesjanizmem polskim - pomysł super. Szkoda, że epilog nie był dłuższy i nie dowiedziałam się o wpływie przepowiedni etc na nasz swiat a jedynie mogę domyślać. Brak mi większego impaktu tych wydarzeń.
Co do postaci... Najbardziej polubiłam Americha Lammerta. Wyróżniał się na tle innych, a jego przekomarzanki (zwłaszcza z Sebastianem) stanowiły miłą przeciwwagę dla całej reszty ugrzecznionego towarzystwa.
– Po pierwsze – powiedział powoli i wyraźnie – wyrażaj się. Cnotka w zagrodzie, co to za określenie?
– Specjalnie dla ciebie ugrzecznione, Hansel.
Nie skomentował zdrobnienia. Już dawno nauczył się nie zwracać na nie uwagi.
– Ugrzecznij bardziej.
– Po co? Żeby mnie zapraszali na swoje tajne spotkania? Podziękuję!
Zdobył mnie bezczelnością, nie potrzebowałam wyjaśnień narratora, aby wiedzieć, kiedy dokładnie pada jego kwestia. A przy jego "starciach" z Sebastianem nie mogłam się nie uśmiechnąć :)
– Tobie za to pomaga stanie na twardym gruncie, a nie tonięcie w przypuszczeniach, więc podziękowałbyś może, że ci zdejmuję z karku ciężar twojej wybujałej wyobraźni, która zdaje się zamarła w bezczasie w takim samym stopniu co ciało. Ja wam na przykład podziękuję.
Zeskoczył na podłogę i zgiął się w pół teatralnie. Stojący nieopodal Sebastian westchnął i trzepnął go w plecy otwarta dłonią tak mocno, że Almerich omal się nie wywrócił.
– Niedźwiedzia gracja – mruknął. – Ktoś by pomyślał, że obcując na co dzień z kobietą nieco wyczucia nabierzesz czy coś.
– Bez obaw, przy kobietach umiem się powstrzymać.
– Czyli zaszczyt mnie kopnął, że na raz próbowałeś mi odbić płuca i roztrzaskać nos o parkiet? Wielkie dzięki, Sebastianie.
– Owszem, choć w mniej enigmatycznych słowach niż te, w których się ją zwykle podaje. (...) Hans, może pomożesz mi poopowiadać, jesteś lepszy ode mnie w gadaniu trzy po trzy o dupie Maryni.
Dłoń Sebastiana zderzyła się z barkiem Almericha przy akompaniamencie donośnego huku. Prusak aż przeszedł kilka kroków do przodu i omal nie wpadł na Johannę Amalię.
– Zabić chce! – jęknął i wyprostował się.
Spojrzał na Sebastiana z wyrzutem, ale ten tylko złożył ramiona na piersi, przekrzywił głowę i patrzył dając do zrozumienia, że jeśli Almerich nie wie za co mu się dostało, to lepiej będzie jeśli się mocniej zastanowi, a nie pyta. Więc nie zapytał. Skrzywił się tylko jeszcze paskudniej i nieudolnie próbował rozmasować bolące ramię.
Co do reszty... Bardzo mi się myliły zwłaszcza panie, bo było ich tam wiele i nie bardzo mogłam zaczepić z jakimiś cechami szczególnymi. Jednak w stosunku do wszystkich bohaterów bardzo brak mi było opisów wyglądu i trochę męczyło mnie, gdy opis taki pojawiał się zbyt późno. Wygląd Sebastiana zmieniał mi się w głowie aż 3 razy... Jednak zaczynając od Johanna i Americha, bo ich mamy na samym początku... Opis jakikolwiek wyglądu Johanna dostaję dopiero po scenie jego pierwszej rozmowy z Mickiewiczem, a Americha jeszcze później, bo podczas jego przybycia na bal w Warzendurff. To bardzo późno. Tak naprawdę tylko Eliza jest opisana, wtedy kiedy tylko się pojawia. Opisy reszty postaci są mocno spóźnione, albo jest ich całkowity brak. Z brakiem moja wyobraźnia sobie radziła, ale spóźnione robiły mi mętlik w głowie, który idąc w parze z trudnymi imionami, nie pozwalał się w pełni skupić na historii.
I to chyba tyle :) Bardzo mi się podobało i chętnie sięgnę po więcej opowieści twojego autorstwa ^^ :jupi:
:fire: :fire: :fire: PŁOŃ I PISZ! :fire: :fire: :fire:

Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.
Victor Hugo :heart2:

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Upadek [skończone]

Post autor: pierdoła saska » 05 lutego 2017, 14:31

Każda z sugestii dotyczących przeszłości czwórki - bliźniąt (?) Wärznerów, Sebastiana i Almericha ułożyła się w znacznie bardziej emocjonującą przygodę niż ta, która rozegrała się w posiadłości i okolicach Wärzendurffu. Wcześniejszy spisek, w którym brali udział a także sposób, w jaki osiągnęli swoją nieśmiertelność o wiele bardziej pobudził moją wyobraźnię i ten wątek chętnie bym zgłębiła
to jest to nieskończone 100k słów, którego nie mogę ruszyć i skończyć :bag: więc może z tym być jakiś problem, tak ten tego... choć od roku obiecuje sobie, ze ogarnę chociaż te 100k które już mam. W sumie jakąś 1/3 ogarnęłam... potem był jakiś konkurs, drugi, trzeci, wyjazd, praca, emmmm i motywacja mi się skończyła. (mojej motywacji na imię: złota rybka...)

Zarzut o wyglądzie biorę na klatę. Ja mam zerową pamięć do lidzkich twarzy itd. i przez to często sama mam bardzo mętne wyobrażenie o tym, jak moje ludziki wyglądają, przez co tego nie opisuję... ale staram się poprawiać. Staram. Tu dodatkowo pewnie wypłynęło to, że większość z nich jest z tego tekstu wymienionego wcześniej, gdzie wiele słów im poświęcono i pisząc side story trochę poleciałam po łebkach. Przyznaję się i wyciągam lekcje na przyszłość.

I wielki :tul: za komentarz. Taaaka motywacja do zrobienia czegoś twórczego w ten szary dzień.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
MononokeGirl
Posty: 213
Rejestracja: 07 stycznia 2017, 17:46
Lokalizacja: Światełko w ciemnościach
Kontaktowanie:

Re: Upadek [skończone]

Post autor: MononokeGirl » 05 lutego 2017, 16:00

:yaaay: :yaaay: :yaaay: :yaaay: :yaaay: :yaaay: :yaaay: :yaaay:
Trzeba się było nie przyznawać, bo teraz co jakiś czas (codziennie? co tydzień?) będę spamować i upominać się o tą historię xD <dopinguje i macha pomponami> A jak chcesz złotą rybkę to akurat jestem w kraju złotych rybek - pójdę, złowię i przemycę w walizce ^^
Co do ludzkich twarzy to dobre są albo fancasty, albo programy do tworzenia postaci. Fancastów kompletnie nie potrafię robić, ale programami lubię się bawić ^^ Zawsze mam mordki moich postaci - wiszą sobie przed laptopem i patrzą z wyrzutem, że znowu o nich nie piszę xD
:fire: :fire: :fire: PŁOŃ I PISZ! :fire: :fire: :fire:

Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.
Victor Hugo :heart2:

ODPOWIEDZ