Wybieramy PROZĘ LIPCA!
Czas na oddanie głosu do 17 VIII - ankieta dostępna w TEMACIE

A czytając najbardziej zachwycam się...

Wszystko o dobrych, lub nie, książkach, komiksach i wszelkim innym słowie pisanym.

Dobra książka to przede wszystkim:

Wartkie dialogi
23
13%
Bogata metaforyka
12
7%
Rozbudowane opisy
8
4%
Pierwszorzędnie nakreśleni bohaterowie
43
24%
Przesłanie
17
9%
Podróż do miejsc, których nie znam
6
3%
Nowe spojrzenie na miejsca mi znane
7
4%
Wielotorowość toczonej opowieści
21
12%
Wyjątkowość przedstawianej historii
37
20%
Twarda oprawa przez lata utrzymująca niestabilne półki
8
4%
 
Liczba głosów: 182

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: wołszebnik » 05 lutego 2013, 11:21

No więc, które z wymienionych elementów przyciągają Was do czytadła najbardziej?

Co by nie utrudniać, są trzy opcje do wybrania, zaś raz dokonany wybór można w dowolnym czasie zmienić ;)

Zachęcam do zabawy, rozmowy, przemyśleń.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: pierdoła saska » 15 lutego 2013, 08:22

Brakuje mi odpowiedzi: całokształt. :bag:

Wartkie dialogi
— lepsze takie niż nudne, ale brak dialogów mi nie przeszkadza.

Bogata metaforyka
— Byle nie za bogata. Trochę ok, choć bardziej zwracam uwagę ogólnie na słownictwo.

Rozbudowane opisy
— Dobry opis nie jest zły :D Jeżeli jest płynny i ciekawy, to bardzo je lubię. Gorzej, jak mi ktoś przez trzy strony opisuje dość nieciekawą szafę z dokładnością do ilości pęknięć drewna. :/ Wtedy zdarza mi się przeskakiwać linijki.

Pierwszorzędnie nakreśleni bohaterowie
— o ile nie zaliczam książki w poczet moich "guilty pleasure" to owszem xD

Przesłanie
— książki, które czytam, rzadko mają jakieś większe przesłanie ^^" trzymam się głównie literatury popularnej.

Podróż do miejsc, których nie znam
— hymmmm a to mi nie robi.

Nowe spojrzenie na miejsca mi znane
— to za to już tak :) lubie konfrontować świat z książek z moimi wspomnieniami. Taką "Matkę wszystkich lalek" łyknęłam szalenie szybko, bo raz, że to ogólnie fajna książka, dwa, że głównie rozgrywa się w miejscach mi częściowo znanych i tak, jak znów pojadę do Zachełmia, to pewnie będę konfrontowała tamtejszy krajobraz z książkowym i zobaczę kupę nowych rzeczy :)

Wielotorowość toczonej opowieści
— Niekoniecznie. Jednowątkowość mi nie wadzi.

Wyjątkowość przedstawianej historii
— To na pewno w jakimś stopniu. Ileż razy można czytać to samo :)

Twarda oprawa przez lata utrzymująca niestabilne półki
— póki książki nie da się tasować, to dla mnie ok. Nieważne jak wygląda :) choć Dukaja zbieram w twardych, ummm, ładne są. :bag:
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Ookami

Re: A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: Ookami » 15 lutego 2013, 16:10

Pierwsze co od razu zaznaczyłam to wyjątkowość przedstawianej historii, bo jeśli fabuła nie jest ani trochę ciekawa, a przygody polegają na siedzeniu w fotelu, to ja natychmiast dziękuję bardzo za takie opowiadanie. Historia jest dla mnie najważniejszym elementem i to nie tylko w książkach, ale także i grach. Szczególnie uwielbiam momenty, kiedy przez jakieś wydarzenie całość opowiadania/gry zmienia się o 180 stopni. Historia musi być po prostu wyjątkowa oraz niepowtarzalna, bo nudne jest czytanie tego samego motywu w nieco zmienionej formie! :)

Ważną rolę odgrywają też pierwszorzędnie nakreśleni bohaterowie, których głównie rozważam na płaszczyźnie charakteru. Lubię, kiedy (zwłaszcza główny) bohater jest charyzmatyczny i ma jakieś psychodeliczne pragnienia. Chciałabym powiedzieć, że podobają mi się postacie z charakterystycznym dla siebie wnętrzem, ale jakby nie patrzyć to chyba każda taka jest :roll: . Muszą mieć po prostu własną wolę i zachowywać się stosownie do sytuacji, momentu. Mniej więcej z tego też powodu jakoś nie trawię jednak, gdy bohaterowie są aż do cna praworządni i wydaje im się, że robią wszystko (poświęcają nawet siebie) w imieniu wyższego dobra. Mam nadzieję, że dobrze zinterpretowałam ten punkt ankiety.

Początkowo chciałam zaznaczyć dwie opcje, ale ostatecznie zdecydowałam się jeszcze na - nowe spojrzenie na miejsca mi znane, ponieważ spojrzałam na to nie tylko przez pryzmat miejsc, ale też zjawisk itd. Najbardziej podoba mi się to, jak pewne zjawiska lub teorie tłumaczone są w np. fantastyce, które my naturalnie możemy wytłumaczyć dzięki matematyce albo jakieś innej dziedzinie. I to chyba najbardziej przekonało mnie do zaznaczenia tego punkcika. Gdybym miała jednak patrzyć na niego, takim jakim jest, to chyba bym go nie zaznaczyła. Dlaczego? Z kilku powodów. Po pierwsze większość przeczytanych opowiadań/książek rozgrywa się w miastach lub państwach, w których nigdy nie byłam (i raczej nie będę), dlatego ciężko by było mi powiedzieć o jakimkolwiek "nowym spojrzeniu", gdy tak naprawdę nigdy takowego nie miałam. Oczywiście z tej reguły wyłączam miejsca w Polsce, bo bywało się tu i tam :). Ten punkt mogłabym odwołać również do fan ficków. Przykładowo. Miejscem doskonale mi znanym, w niedosłownym tego słowa znaczeniu, jest Hogwart, zaś fan ficki dają mi możliwość nowego spojrzenia na to miejsce. Ale czy ja to lubię? Raczej nie, bo często spotykałam się z takimi wypaczeniami przykładowego Hogwartu, że po prostu wolę jego klasyczną formę, bez żadnych udziwnień. Teraz to już w ogóle zaczęłam się zastanawiać, dlaczego w ogóle zaznaczyłam ten punkt...

Jeśli chodzi o resztę. Rozbudowanych opisów tak naprawdę nie lubię i to bardzo, ponieważ przeważnie dotyczą one rzeczy, myśli, które są zupełnie nieistotne. Moim zdaniem ilość opisów powinna być zrównoważona z dialogami, jednak często te pierwsze dominują nad drugimi albo odwrotnie. Czasami wolę po prostu, żeby było mniej opisów niż miały przedłużać akcję. Na przesłanie i bogatą metaforykę może trochę zwracam uwagę, ale nie raz trafia mi się o tym po prostu zapomnieć, nie zauważyć albo zwyczajnie nie zrozumieć, tak jak autor chciał. Podobnie sprawa się do twardej okładki, za którą nie przepadam z dwóch powodów. Po pierwsze książka jest wtedy ciężka i mało "elastyczna", bo głównie nadaje się wtedy tylko na półkę. Po drugie za twardszą okładkę trzeba zapłacić więcej, może nie aż tak strasznie dużo, ale dla mnie to po prostu zbędny dodatek :). Wartkie dialogi są ważne i to nawet bardzo, bo bardzo mnie irytuje, kiedy bohaterowie przez kilka stron lub rozdziałów dyskutują na temat taktyki oraz tego, co mają zrobić. Mój mózg krzyczy wtedy: nuda! Dlatego też może to i owszem istotny punkt, ale nie aż tak ważny dla mnie, żebym go zaznaczyła.

Awatar użytkownika
fable

Re: A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: fable » 19 lutego 2013, 13:20

Cóż, jestem pierwszą osobą, która zaznaczyła podróż do miejsc, których nie znam, dlatego spróbuję wyjaśnić swój wybór. Kilka lat temu zaczytywałam się w powieściach, których akcja toczyła się na Kubie podczas rewolucji. Jakiś czas temu napisałam opowiadanie w podobnym klimacie - Hawana, skrajna bieda, powszechny rozkład, cygara, salsa i rum, a w tle Guajira Guantanamera. Gdy zwyciężyło ono w wojewódzkim konkursie literackim,
a profesor miejscowego uniwersytetu był szczerze zdziwiony, kiedy dowiedział się, że nigdy w życiu nie byłam
na tej wyspie, a tak szczegółowo opisałam jej historię i charakter, byłam bardzo zadowolona, że wtedy wpadły
mi w ręce te książki. Biorąc również pod uwagę fakt, że uwielbiam podróżować, odkrywać nowe, piękne miejsca,
a czasem ze względów wiekowych, finansowych lub czasowych póki co nie mam możliwości spełnienia swych marzeń, dobrym substytutem jest literatura.

Wyjątkowość przedstawianej historii, bo nikt nie lubi czytać wielokrotnie o takiej samej sytuacji,
dostrzegając jedynie zmianę imion bohaterów. Uwielbiam nietypowe powieści, które siedzą w głowie
niemal całe życie, wpływają na otaczającą rzeczywistość, oddziałując na psychikę.

Wybrałam bogatą metaforykę, ponieważ interesuję się językiem, uwielbiam niebanalne wyrażenia,
wyszukane, niespotykane związki pomiędzy słowami. Poza tym rozbudowanych, często absurdalnych zwrotów
jest pełno w poezji lingwistycznej, którą kocham i o której notabene szykuję prezentację maturalną. ;)

Awatar użytkownika
filia croesi

Re: A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: filia croesi » 25 września 2013, 13:51

Wartkie dialogi - nie wiem, jak zinterpretować ową "wartkość", ale zakładam, że dowcip i wrażenie naturalności czy swobody mówiącego są tu jak najbardziej uwzględnione. :] Dobre dialogi nie są, co prawda, najważniejszą dla mnie cechą przyzwoitej książki, zdarzyło mi się jednak trafić na takie pozycje, przy których cieszyłam się jak głupi do sera na sam widok tych małych kreseczek oznaczających wymianę zdań na następnej stronie. xP'
Cenię w powieści takie dialogi, które sugerują mi, że sam autor musiał się przy układaniu ich świetnie bawić. Z reguły nie przekonują mnie monologi ciągnące się przez stronę czy dwie, nieprzetykane ani jednym wtrąceniem rozmówcy bohatera. Podobają mi się kłótnie, "odbijanie piłeczki", wszelka polemika. Zwracam też uwagę na to, czy słowa wieśniaka pasują do wieśniaka, a inteligent wykazuje się wystarczającą elokwencyją. x]

Pierwszorzędnie nakreśleni bohaterowie - lubię protagonistów ekscentrycznych, dziwacznych, posiadających raczej nieszkodliwe obsesje i wiecznego, nieodstępującego ich pecha. xP Ci najzwyczajniejsi, nie wadzący nikomu i nie próbujący podbić świata też mnie przyciągają, gdy już się nadmiernie ekscentryzmem i szaleństwem zmęczę. Lubię też tych pakujących się w różne niedorzeczności, takich, którzy mają wiecznie pod górkę z powodów od siebie niezależnych... Zapewne podobnie jak większość tu się udzielających, nie znoszę wszelkich Mary Sue w wydaniu żeńskim czy męskim, zarówno tych dzielnych, mądrych, wygrywających życie, jak i tych dramatycznie doświadczonych, ociekających sarkazmem, ironią, opanowujących pozycję dystansu (Np. całkiem nieźle czyta się powieści Marininy, ale jej major Kamieńska już mi taką Marysią zalatuje x3 ).

Nowe spojrzenie na miejsca mi znane - bądź i nieznane, lecz nie egzotyczne, a zwyczajne, w których przebywa się codziennie. Akcja rozgrywająca się w pociągu, mieszkaniu, biurze, przestrzeni miejskiej itd. zazwyczaj na starcie już interesuje mnie bardziej niż podróże do odległych krain czy nieodkrytych wcześniej zakątków. Oczywiście nie jest to reguła. xP

Z grubsza to zazwyczaj jest mi potrzebne w książce.... Tak bardzo z grubsza xP

Awatar użytkownika
Stella R. Pellet
Posty: 27
Rejestracja: 09 grudnia 2013, 10:32
Lokalizacja: Vroclove

Re: A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: Stella R. Pellet » 09 grudnia 2013, 11:39

Kiedy coś czytam, to zwracam uwagę na "świat przedstawiony". Potrafię z rumieńcami czytać naprawdę paskudną powieść, tylko dlatego, że ma ciekawie skonstruowany świat ;3 Szczególnie lubię rozbudowane światy fantastyczne, jak nie szukając daleko u Andre Norton. Tak, kobita pisze ckliwe i mdłe romanse, tak, właściwie wymieniając imiona i kilka słów wszystkie trzydzieścicoś książek ze Świata Czarownic jest klepane wedle jednego motywu... ALE, ten świaaaat, ten świaaaaaaaaaaaaat. Dwa wielkie kontynenty, magia gryząca się z technologią i wiele, wiele drobiazgów fabularnych, które cieszą oko i tworzą wspaniałą, kolosalną i działającą sprawnie maszynę *____*
Obrazek

Awatar użytkownika
Plagiat

Re: A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: Plagiat » 03 lutego 2014, 00:45

W kwestii "świata przedstawionego" zgadzam się w 100% z Balinem. Wiem, że może przykład jaki podam będzie z innej półki, ale tam widać ten sam mechanizm jeszcze wyraźniej i ktoś kto zna ten świat z pewnością się ze mną zgodzi :) A mowa o Morrowind. Samo to słowo przywołuje mi wspomnienia burz piaskowych na Popielnych Pustkowiach i w obozach Popielnych, ten charakterystyczny pomruk Łazika przy Balmorze czy strażników w złotych maskach, chodzących po Vivec, ogromne domy-grzyby telvańskich magów. Unikatowa kultura, architektura, widok wpływów Cyrodill czy nawet samo zjawisko niewolnictwa na Tamriel. Ach, ach mogłabym jeszcze wymieniać i wymieniać :) Sam świat ma bardzo wiele do powiedzenia. Oczywiście jeśli gatunek książki pozwala na to ;)

Dalej, Bohaterowie. Moim zdaniem sprawa najważniejsza, bo dotycząca wszystkich rodzajów powieści. Podam kolejny przykład (również z innej półki), ale warto o nim wspomnieć, ponieważ według mnie, tam bohaterowie nawet drugoplanowi mają niesamowitą siłę :) Anime Naruto (można już na mnie krzyczeć, że to nie forum o anime ^ ^). Tam to bohaterowie prowadzą fabułę, nie odwrotnie dzięki czemu można ich lepiej poznać, przekonać się do nich, a nawet podzielać ich działanie/sposób widzenia. Bohaterowie zmuszający do refleksji, zmuszający do odczuwania czegokolwiek są najlepszymi bohaterami jacy istnieją. Mogą mieć formę człowieka/zwierzęcia/przedmiotu/dodaj-co-chcesz, ale jeśli bohaterowie mają "to coś" (historia, zachowanie, przekonania, cel, cokolwiek innego) to można nawet przymknąć oko na inne niedociągnięcia. W drugą stronę to nie działa, bo nawet jak jest fabuła fantastyczna, ale bez bohaterów z "tym czymś" to ostatecznie wychodzi klapa. A przynajmniej ja tak uważam.

Wyjątkowość sytuacji. Nic oryginalnego nie powiem, ale dodam jeszcze, że sama wyjątkowość nie polega tylko na szukaniu innych rozwiązań tej samej sytuacji. Moim zdaniem można "odgrzewać kotlety" do woli, ale pod warunkiem, że zrobi się to w sposób umiejętny i przekonujący.

Awatar użytkownika
al-Kahinat

Re: A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: al-Kahinat » 11 września 2014, 09:50

Najważniejsi są dla mnie zawsze i wszędzie dobrze nakreśleni bohaterowie. Przeboleję styl, byleby tylko postacie były nakreślone ciekawie i ze swadą :) Choć zwykle udaje mi się czytać książki napisane świetnym stylem i z ciekawymi bohaterami. Mogę nienawidzić bohatera, ale kiedy jest intrygujący, mogę go jednocześnie kochać - za wielowymiarowość i złożoną osobowość.

Kocham też dobrze przedstawiony świat. Jak w czytanym przeze mnie teraz Xancie, świat powinien mienić się barwami, przykuwać, nie dać wyobraźni odpocząć.

Dialogi, te błyskotliwe, z humorem, ironią, jak u Sapka, też są dla mnie ważne.

Awatar użytkownika
Izzy
Posty: 19
Rejestracja: 05 października 2014, 07:58
Lokalizacja: Pomiędzy stronami 2 i 3

Re: A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: Izzy » 06 października 2014, 22:48

Bohaterowie - im lepiej nakreśleni na przełonie całej historii tym czuję się lepiej. Najbardziej cieszę się, jeśli z biegiem historii odkrywam wciąż nowe szczegóły dotyczące poszczególnych bohaterów. Lubię poznawać ludzi w realnym świecie i to samo dotyczy książek.
Przesłanie - nie znoszę, kiedy książka jest płytka i nic nie wnosi do mojego życia. Historia musi nieść ze sobą przesłanie, skłaniać do kreatywnego myślenia, rozwoju wyobraźni, zadawanie pytań.
Wyjątkowość historii - wiadomo, że jak wszędzie tak i w literaturze historia zatacza koło i w końcu pewne typy pisania będą się powtarzać, ale... Lubię czytać ksiązki, gdzie można lawirować wśród historii już wcześniej opisanych, podobych, a jednak innych i wnoszących coś nowego, coś nieoczekiwanego.

Awatar użytkownika
Preludia

Re: A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: Preludia » 08 października 2014, 21:46

Wielotorowość - uwielbiam, gdy wątki przeplatają się ze sobą w najmniej oczekiwanych momentach, nawet delikatnie i niezauważenie.
Bohaterowie - to chyba jest proste; bohaterowie muszą być z krwi i kości, niewytłumaczalne odchylenia w którąś ze stron mnie odpychają.
Opisy - uwielbiam rozbudowane, Tolkienowskie opisy. One mogą czasem męczyć, tu się nie ma co czarować, ale na dłuższą metę mogą nas zabierać w podróż do bardzo odległych miejsc. :)

Awatar użytkownika
Soplicum

Re: A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: Soplicum » 11 listopada 2014, 15:39

Dlaczego w ankiecie pominięto przyjemną i "zjadliwą" narrację (prosty styl pisania)? Cóż, każdy kto czytał i lubił książki Philipa Dicka wie, o czym mówię :). U niego nawet opisy przyjemnie się czyta. Nie są nudne, lecz dynamiczne, pełne energii. Nawiązując do powiedzenia - mowa srebrem a milczenie złotem - Dick znalazł złoty środek między wodolejstwem a samymi dialogami. Pamiętam, że kiedy czytałem Blade Runnera, nie wstałem z kanapy dopóki nie skończyłem. Czterogodzinna sesyjka czytania :). Jeśli dobrze pamiętam, Glen Cook też w taki sposób pisze, tylko że u niego dochodzi sporo metaforyki do narracji.
Kolejna rzecz, której zabrakło, to zachęta do wczytania się. Posłużę się przykładem jednej z moich ulubionych książek. Już pierwszy akapit "Kronik Czarnej Kompanii" jest taki jakby magiczny, wyjątkowy. "Znaków i cudów było pod dostatkiem, powiada Jednooki. Pretensje możemy mieć sami do siebie, że źle je zinterpretowaliśmy. Ułomność Jednookiego nie wpływa zupełnie na jego cudowną zdolność przewidywania wszystkiego po fakcie." Jakich cudów? Kto to jest Jednooki? Źle zinterpretowaliśmy, czyli coś poszło źle - i komu? Przewidywanie po fakcie - czyli mądry Polak po szkodzie - w takim razie co się stało? Kilka prostych zdań, a czytelnikowi nasuwa się tyle pytań i ani się spostrzega, jak mija druga nad ranem i trzeba iść spać ;)

Awatar użytkownika
Joande

Re: A czytając najbardziej zachwycam się...

Post autor: Joande » 13 listopada 2014, 18:43

Wybór był dosyć trudny, ale ostatecznie wybrałam:
Wyjątkowość danej historii - ciężko napisać wyjątkową historię. Bardzo ciężko. Nie dość, że najpierw musi wpaść ten pomysł do głowy, to jeszcze go dobrze rozbuduj i tak dalej... koszmar. Np. ja sama sądziłam, że moja powieść ma całkiem nieoklepaną fabułę, ale z każdą czytaną książką znajduję wątek podobny do któregoś z moich...
Gdyż już niemal wszystko wymyślono! To znaczy, nie wszystko, ale mnóstwo fajnych rzeczy.
(Przypomniało mi się, jak wkurzające są ładne imiona w niektórych książkach, i jak strasznie mnie korci, żeby właśnie tak nazwać swoją postać, ale już w sumie lepiej będzie zakończyć tę dygresję).
Wielotorowość toczonej powieści. Dlaczego? Bo lubię, po prostu. Jak jeden wątek mi się nie spodoba, to zawsze można liczyć na drugi, i książka, mimo wszystko, może okazać się ciekawa.
A po trzecie przesłanie, szczególnie takie mądre i w ogóle niesamowite. Wtedy książka ma taką większą wartość, no wiecie, jest uważana za coś więcej niż taką zwykłą, niewiele wnoszącą, poza tym wcale nie łatwo takie przesłanie umieścić, by nie było przeciętne i naciągane. Gdyż od takich przesłań zęby mi zgrzytaj (tu chciałam umieścić ikonę ze zgrzytającymi zębami ale znalazłam tylko coś takiego: ;x .

ODPOWIEDZ