Drodzy Literkowicze!

Trwa głosowanie na PROZĘ MAJA! Zapraszamy do udziału w ankiecie.

Vandarothowe śmietnisko.

Dział dla pracowitych ;)
Awatar użytkownika
Vandaroth
Posty: 56
Rejestracja: 29 maja 2015, 17:13

Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Vandaroth » 03 stycznia 2016, 22:17

Ostatnio zacząłem znowu pisać. Miałem chwilowy kryzys pisarski, ale powolutku aż do skutku, może coś będę dodawał.
Oto fragment najnowszego tekstu, jaki napisałem.
Wolly wrócił po chwili z dwoma kubkami, wypełnionymi zielonkawą cieczą. Napój wydzielał dziwny aromat.
Roger zerknął podejrzliwie...
- To najlepsza herbata, jaką tutaj mamy - uspokoił.
Napił się trochę. Smakowała lepiej niż wyglądała, Wolly to dostrzegł i odetchnął z ulgą. Poszedł w ślad za Rogerem i skręcił papierosa. Nie żałował tytoniu. Z jego żółtych zębów i końcówek wąsów, można było wywnioskować, że jest nałogowym palaczem.
- Kim jesteś ? W tych czasach ciężko o takie armaty, w dodatku w takim świetnym stanie.
- A uwierzył byś mi na słowo? - po chwili dodał. - Wiele osób mnie wyśmiało.
Wolly flegmatycznym tempem podszedł do okna. Grupa żołnierzy robiła poranny obchód po wiosce. Standardowa czynność, sprawdzająca czy nie doszło do jakiś zawaleń, ataków, zgonów. Zdziwił go fakt, jakim była obecność głównego naczelnika straży. Na co dzień, żołnierze maszerowali w mniejszych grupkach, ale teraz... Przechodził tędy prawie cały garnizon, co wydawało się Wollyemu niepokojącym zjawiskiem.
- A któż to?
- Naczelnik Armidas.
- Musi być wspaniałym wojownikiem, skoro jest waszym naczelnikiem...
- Wojownikiem i dowódcą... W każdym razie - odwrócił się w stronę Rogera. - Zapytałeś mnie wcześniej, czy uwierzył bym ci na słowo.
- I do jakich wniosków doszedłeś staruszku?
- Rodzice zawsze mi powtarzali, że prawdziwego kłamcę, da się wyczuć na kilometr - Wolly podniósł pięść na wysokość klatki piersiowej, następnie uniósł po kolei palce do góry i zaczął wyliczać - Źrenice, pot, tiki nerwowe, przedłużanie odpowiedzi, bądź unikanie jej.... Oczywiście... Możesz być jeszcze znakomitym aktorem - odetchnął głęboko. - Próbuję tylko powiedzieć, że musiał bym najpierw usłyszeć twoją historię . Ale... - uśmiechnął się lekko, zaciągając przy tym skrętem i puszczając gigantyczną chmurę kurzu. - Znam tylko jedną osobę poza tobą, będącą w stanie samemu przetrwać za tą klatką dla ptaków. Jest nią właśnie Naczelnik Armidas. Z twoich oczów, nie potrafię wyczytać kłamstwa... Więc albo jesteś genialnym aktorem, albo twoja historia będzie ciekawsza niż sądziłem.
Roger przeciągnął ręką po swojej bujnej fryzurze. Polubił Wollyego, już na samym początku, kiedy ujrzał go w stodole. Chociaż, to starzec ucieszył się bardziej. Roger dostrzegł w jego oczach ból... Ogromny ból samotności, wbity w jego duszę, niczym gigantyczny gwóźdź, którego od bardzo dawna, nikt nie potrafił wyciągnąć. Teraz dokonywał tego Roger. Wolly potrzebował rozmowy jak nikt inny. Obserwując tą ogarniającą strachem i ciemnością wioskę, Roger wcale mu się nie dziwił. Podziwiał Wollyego za wytrwałość i za to, że nie postradał do końca zmysłów.
- I jeszcze jedno synku. Nie mów do mnie staruszku, mam dopiero sześćdziesiąt sześć lat. Jestem, jak wy to mówicie... W kwiecie wieku.
Roger uśmiał się, a Wolly poszedł w ślad za nim.
- Dobrze Wolly. Chyba ciebie polubię.
- Wzajemnie kolego.
- Usiądź więc i słuchaj.
Wolly się nie sprzeczał.
- Słyszałeś kiedyś o Wiosce Amanor? Leżącej w Zachodniej Baronii?
Brak jakichkolwiek zmian w zachowaniu, dał Rogerowi do zrozumienia, że nie.
- Może inaczej nakieruję ciebie na trop - wyjął rewolwer, następnie upewniając się, że nie jest nabity, wręczył go w powykręcane przez artretyzm dłonie Wollyego. - Poznajesz ten znak?
Staruszek przez moment nie odpowiadał. Pod wpływem ekscytacji, ręce zaczęły trząść mu się jeszcze bardziej, natomiast jego myśli pochłonął zachwyt owej broni. Wielki i zarazem dobrze wyważony. Rękojeść była obita dębowym drewnem. Bębenek błyszczał, pomimo braku dobrego oświetlenia w pomieszczeniu.
- Człowieku... Tym się głowy urywa - stwierdził.
Roger nie zaprzeczył, lecz zauważył, że rozmowa schodzi z właściwego toru. Puknął trzy razy pięścią o blat stołu, zwracając tym samym na siebie uwagę.
- Znak... Pytam raz jeszcze, poznajesz go ?
Wolly tym razem spojrzał na kolbę rewolweru i dostrzegł wygrawerowaną, niewielkich rozmiarów tabliczkę. Przedstawiała ona wronę, trzymającą w pysku zakrwawiony sztylet. Oczy ptaka, pomimo niewielkich rozmiarów, pełne były rządzy krwi. W końcu pojął do kogo należał ten znak, a raczej herb. Spojrzał wielkimi z niedowierzenia oczami, na siedzącego przed nim mężczyznę, najwyraźniej dumnego z faktu, iż Wolly rozszyfrował zagadkę.
- Łowcy - powiedział cicho.
- Otóż to - zgodził się Roger.
- Należałeś do klanu łowców?
- Mówiłem ci... Nie każdy w to uwierzy.

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Krin » 08 stycznia 2016, 18:59

- A któż to?
- Naczelnik Armidas.
Najpierw piszesz, że to naczelnik, a potem bohater pyta o to samo.
- Musi być wspaniałym wojownikiem, skoro jest waszym naczelnikiem...

Zrymowało się.

Z uwag technicznych wspomnę jeszcze, że masz czasem problemy z interpunkcją między innymi z zapisem dialogów. A przed wołaczem nie stawiasz przecinków.
- I jeszcze jedno, synku.
Próbuję sobie przypomnieć twoje poprzednie teksty. Zapamiętałam je jako dosłownie zapchane opisami i retrospekcjami. Pod tym względem podoba mi się zmiana. :) Taki fragment do dopracowania, jest parę miejsc, w których moim zdaniem zbyt dokładnie próbujesz opisać ruch postaci. Może nawet nie zbyt dokładnie, a z użyciem niepotrzebnie dużej liczby słów.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Coffee
Posty: 177
Rejestracja: 28 marca 2013, 12:45

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Coffee » 11 stycznia 2016, 11:32

Jak na powrót z niepisania, to bardzo długi fajk jest, więc to taki powrót z przytupem ;)
It's not the end of the world, but you can see it from here.

Awatar użytkownika
Vandaroth
Posty: 56
Rejestracja: 29 maja 2015, 17:13

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Vandaroth » 15 stycznia 2016, 08:56

@ Coff - Dosyć szybko z tym się uwinąłem :D
@ Krin - Na twojego komcia zawszę mogę liczyć :D
Makros nie należał do tchórzy. W wiosce, znany był z dobrej organizacji grupą. Cechę tą ukazywał między innymi wtedy, kiedy trzeba było walczyć z odmieńcami. Teraz sytuacja go przerosła. Miał do pomocy jednego strażnika, a zdawał sobię sprawę, że i to nie wystarczy. Czuł totalny bezwład, jakby ktoś nafaszerował go lekami zwiotczającymi mięśnie. W tym wypadku, tymi lekami była jego wyobraźnia, pąpująca strach, który następnie rozprzestrzeniał się po całym organiźmie, niczym zabójcza trucizna. Czas dla niego nie istniał. Miał wrażenie, że stoi w miejscu.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Siemomysła » 15 stycznia 2016, 10:17

Fajne. Bo przecież nie bycie tchórzem nie równa się nie odczuwaniu strachu, tylko radzeniu sobie z nim. Tak myślę.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Vandaroth
Posty: 56
Rejestracja: 29 maja 2015, 17:13

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Vandaroth » 28 lipca 2016, 21:27

A coś wrzucę od siebie, po tak długim czasie.
Od pięciu lat budzą go koszmary. Każdy jest o tym samym. Siedzi w pokoju sam jak palec. Za oknem panuje noc. Księżyc bije krwistą czerwienią , odbijając diabelskie światło od ścian pokoju. Chwilę później słyszy szepty. Są to głosy ludzi których znał, a których już nie ma na tym świecie. Nie rozumie co chcą mu przekazać, mimo wszystko rozpoznaje każdego z osobna. Począwszy od swojego ojca, handlarza boba, po panią Wendy, mieszkającą ze swoim schorowanym mężem dwie ulice dalej.
Według niego są to głosy umarłych. Nękają go I będą go nękały do końca życia.
W każdym razie. Kiedy głosy zaczynały się nasilać, sceneria ulegała diametralnej zmianie. Znajdował się nie w swoim pokoju, lecz w głównym salonie. Jego zmysły zaczynały wariować. Podłoga zalana krwią, wypełniona była poćwiartowanym, niczym szaszłyki truchłem jego rodziców. W przegniłych już od rozkładu oczodołów czaszek, wiły się białe robaki. Usta natomiast uśmiechnięte w nienaturalnie, szerokim uśmiechu, wypowiadały w tym samym czasie słowo " Abrados".
Za każdym razem po usłyszeniu tych słów, budzi się spocony i rozpalony niczym pochodnia. Ten sen występuje już rzadko, ale mimo wszystko dalej mu się przytrafia. Od pięciu lat taki sam. Historia, jakby zapętlona pokazuje te same scenerie. Wydaje mu się, że nawet trwa taką samą ilość czasu. Jest jak klątwa, która została rzucona na niego za bierne przyglądanie się.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1784
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Kruffachi » 29 lipca 2016, 16:20

O, całkiem moje klimaty jakby :]
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Siemomysła » 29 lipca 2016, 16:40

Krew, przemoc, trauma... Brzmi jak Kruffo-klimaty zaiste!

Pisz Vandaroth! :nano:
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Vandaroth
Posty: 56
Rejestracja: 29 maja 2015, 17:13

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Vandaroth » 29 lipca 2016, 23:06

Fragmencik na poczekaniu. Mniej mroczny, jednak ukazujący trochę obraz okolicy :)
Kiedy zbliżał się do ogromnych wrót posiadłości, ostatni raz spojrzał na niszczejące przez bieg czasu budowle. Niektóre elewacje zawalały się od własnego ciężaru, bądź od dokonanych przez bitwy zniszczeń, inne były jeszcze zamieszkane przez ludzi, którzy poszukiwali schronienia. Zastanawiał się, czy ktoś zamieszka jego posiadłość, kiedy on sam opuści to miejsce. Zapewne tak. Wątpił, że kiedykolwiek tutaj powróci, więc na dobrą sprawę, było mu wszystko jedno. Może w taki sposób komuś się przysłuży - pomyślał. Zanim jednak to nastąpi, wszystko co dla niego najważniejsze, będzie musiał wziąć ze sobą.
Przechodząc przez ogromne, niszczejące wrota posiadłości, ostatni raz rzucił na nią spojrzenie. Drewniana weranda, na której matka Rogera niegdyś piła popołudniową herbatę, teraz w umyśle młodzieńca krzyczała z bólu i samotności. Fontanna, przedstawiająca dwa skrzyżowane ze sobą rewolwery, niegdyś strzelająca wodą w kolorze indygo, teraz niszczejąca i porośnięta zielonym bluszczem, czeka na moment, kiedy znowu będzie mogła oddać kolejny strzał.
Nawałnicę nostalgicznych wspomnień, zaburza jedno złowieszcze słowo, które przeszywa Rogera od karku w dół. A brzmi ono " Abrados".
Sam do końca nie wiedział co oznacza to słowo. Uznał je za coś złego, zakazanego. Klątwę, a może pieczęć? To było najtrafniejsze określenie w jego wypadku.
Wyciągnął z kieszeni długi klucz, następnie przekręcając go w zamku drzwi wejściowych, usłyszał odpowiedź w postaci metalicznego szczęku.
BTW: Sam jeszcze nie wiem co słowo Abrados ma oznaczać. Może kiedyś się dowiem, o ile dotrwam do końca :D

Awatar użytkownika
Vandaroth
Posty: 56
Rejestracja: 29 maja 2015, 17:13

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Vandaroth » 04 sierpnia 2016, 19:35

Trochę długie, ale wrzucam :D

Dwóch mężczyzn. Jeden szczupły, ubrany w szare szorty, drugi z brodą na Wikinga i wystającym brzuchem, niczym kobieta w dwunastym miesiącu ciąży, dyskutowali o czymś przed wejściem do wieży. Jeden z nich, ten szczupły zauważył Rogera, machając w jego kierunku ręką na znak, żeby do nich podszedł.
Wyraźnie byli czymś poruszeni, Roger miał tylko nadzieję nie usłyszeć tragicznych wieści - na przykład, że za dziesięć minut wioska zostanie zaatakowana. Czy coś w tym stylu...
Kiedy zbliżył się do nich, ten szczupły krzyknął na kolegę z brodą Wikinga.
- Uspokój się do cholery! Paniką niczego nie wskórasz!
Spojrzał w stronę Rogera. Ten dostrzegł w oczach szczupłego iskrę nadziei.
- A cóż to za poruszenie Treworze? - zapytał Roger chudszego, zdecydowanie trzeźwego na umyśle.
Spojrzał w stronę drugiego, z brodą niczym Wiking. Miał na imię Rolf. Wraz z Treworem, przybyli do tej wioski trzy lata temu. Z początku mieli wrogie zamiary, jednak Roger potrafił rozróżnić aktora od bandyty.
- Jest źle! Jest źle Roger! - przemówił Rolf, głosem na skraju histerii.
- Uspokój się Rolf! - ostrzegł stanowczo Trewor.
- Słuchaj Roger. Problem polega na tym, że przy północnej bramie, wydarzyło się coś złego -- przemówił Trewor.
Roger uniósł pytająco brwi .
- A mianowicie? Co masz dokładnie na myśli.
- Ekipa udająca się na zwiad powróciła dwadzieścia minut temu - mówił szybko, jakby każde jego słowo było na wagę złota.
- To chyba dobrze? - zapytał Roger, dobrze wiedząc, że wcale tak nie jest. Chciał tylko przyśpieszyć tempo rozmowy.
Rolf wyskoczy pomiędzy Rogerem a Treworem, następnie odepchnął swoim otyłym ciałem Trewora, przewracając go prawie przez to. Zwrócił się w stronę Rogera.
- Wcale nie jest dobrze! Połowa nie żyje! Mój brrrat... - ledwo wypowiedział te słowo. Jego oczy zapełniły się łzami, spływającymi po policzkach.
- Mój brat zniknął! - przemówił w końcu. - A oni oskarżają go za ich śmierć!
- Rolf! - krzyknął Trewor, idąc w jego stronę z zaciśniętą pięścią, jednak Roger pokazał mu dłoń na znak, że wszystko jest pod kontrolą. Trewor się momentalnie uspokoił.
- Uspokój oddech i opowiedzcie mi o wszystkim co wiecie.
Rolf tak też uczynił. Próbował zebrać myśli i opanować emocje, w tym czasie, Trewor skrócił mu historię. Opowiedział o tym, że grupą pięcioosobową udali się na zwiad wschodnich terenów. Ponoć dziesięć kilometrów stąd, u podnórza gór Aralskich, dawniej znajdowały się gigantyczne baraki, gdzie wydobywający w tamtejszych sztolniach górnicy, spędzali noc. Ekipa zwiadowców liczyła na cokolwiek, nawet kilofy, mogące przydać się chociażby jako broń. Powiedział też o Renim - bracie Rolfa- zaczął dziwnie się zachowywać. Skarżył się na bóle głowy, krzyczał na swoich sojuszników, ostatecznie zranił jednego z nich, po czym reszta związała go sznurem i opatrzyła rannego.
Roger spojrzał na Rolfa, który siedział ze spuszczoną głową przy wejściu do wieży zegarowej. Każde następne słowo Trewora sprawiało, że załamywał się coraz bardziej.
- I co dalej? - spojrzał na Trewora.
Ten wziął głęboki oddech, następnie zmienił wyraz twarzy, jakby chciał przypomnieć sobie każdy szczegół, nie pomijając przypadkiem niczego ważnego.
- Ekipa zarządziła postój. Dwóch pilnowało Reniego, dwóch poszła kawałek się rozejrzeć. Chcieli znaleźć jakieś drewno, żeby rozpalić ognisko i zregenerować siły. Nie wiedzieli co mieli zrobić z Renim, na dodatek ten co ucierpiał potrzebował odpoczynku. Ekipa miała przedyskutować temat dalszej podróży. Czy to ma w ogóle jakikolwiek sens. Iść tam z jednym zranionym i drugim oszalałym?
- Słusznie - zgodził się Roger.
- Też tak uważam. Problem powstał gdzieś indziej. Kiedy dwóch zwiadowców wróciło do miejsca, gdzie pozostała dwójka pilnowała Reniego, zastali tam rzeź.
Rogera poczuł nagły napływ ekscytacji, wypełniający każdą komórkę jego ciała.
- Po Renim ani śladu - rzekł Trewor, po czym dodał - Natomiast pozostała dwójka...
- Nie żyją - dokończył Roger.
- To mało powiedziane... Zostali bestialsko rozerwani. Głowy odcięte od reszty ciała, które zresztą były rozszarpane, jakby ktoś na nich wypuścił stado dzikich psów.
- Zwłok Reniego tam nie było? - upewnił się Roger. Trewor pokręcił przecząco głową.
- Nie było. Tak samo jak sznura. Po prostu rozpłynął się w powietrzu.
- Pozostała dwójka wróciła do wioski tak?
Trewor skinął głową. Rolf natomiast energicznie się podniósł. Wzburzony niczym sztorm. Ziarenka piasku, pruszyły się z jego spodni. Podszedł do Trewora złapał go za koszulę mocno zaciśniętą, stalową gardą i spojrzał mu w oczy z pełną pogardą, kipiącą z jego oczów.
- To nie był on! - wywrzeszczał mu w twarz.
- To nie był mój brat dupku!
Roger stanowczo złapał Rolfa za ramię. Ten odwrócił się w stronę Rogera z szaleństwem w oczach.
- Ty też tak myślisz ?! - krzyknął po raz kolejny, tym razem w stronę Rogera.
- Ty też myślisz, że to mój brat ich zabił?!
Roger ze spokojem próbował odnaleźć trzeźwo myślącego Rolfa. Ciężko mu to szło, nie chciał jednak używać przemocy wobec niego. Wiedział, że spuszczone ze smyczy psy myśliwskie, kierują się emocjami nie rozumem. Spróbował jednak przemówić mu do rozumu słownie.
- Nikt w tym towarzystwie niczego takiego nie powiedział Rolf - uspokoił Roger.
- Musimy jednak wziąć pod uwagę wszystkie ewentualności. Jeżeli to nie był twój brat, w takim razie kto to mógł zrobić?
Trewor zrozumiał taktykę Rogera, żeby spotęgować efekt, postanowił pomóc łowcy.
- Właśnie Rolf, uspokój się. Jeżeli to nie był twój brat, to znaczy, że ktoś czyha na nasze życia. Czaisz? Nie możemy tutaj stać i dyskutować, musimy działać.
Z Rolfa zeszły nakłady emocji, Roger dostrzegając to, chciał spotęgować efekt.
- Jeżeli są to wrogowie, musimy powiadomić innych. Zebrać ludzi i poszukać twojego brata.
W tym momencie Rolf odzyskał spokój. Puścił z niedźwiedziego uścisku Trewora, następnie w jego oczach dostrzec można było starego Rolfa (Racjonalnie myślącego grubaska.)
- Macie rację - powiedział.
- Od początku chcieliśmy ci to powiedzieć, ale ty wypaliłeś jak z procy - dodał Trewor.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1784
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Kruffachi » 06 sierpnia 2016, 13:29

Rolf z brodą Wikinga, powiadasz? :3
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Vandaroth
Posty: 56
Rejestracja: 29 maja 2015, 17:13

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Vandaroth » 06 sierpnia 2016, 18:06

Taki paradoks xd

ODPOWIEDZ