TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Fabuła – czym powinnna być?

Miejsce dla wszelkich poradników i pytań związanych z procesem twórczym, pogaduch o pisaniu, czytaniu i komentowaniu.

Awatar użytkownika
Zaimek
Posty: 40
Rejestracja: 11 sierpnia 2016, 17:59
Lokalizacja: Olsztyn

Fabuła – czym powinnna być?

Post autor: Zaimek » 17 kwietnia 2017, 15:48

Chciałbym zainicjować dyskusję nad sensem twórczości fabularnej. Popełniłem dzisiaj taki wpis na blogu:
Trudno nie przyznać Cioranowi racji, kiedy pisze, że twory samego tylko intelektu są jałowe. Twierdzenie to ujawnia swoją prawdziwość zwłaszcza w odniesieniu do literatury pięknej, a w szczególności do utworów fabularnych. Fabuła, która pozostaje bez związku z najrdzenniejszymi przeżyciami swojego twórcy, z konieczności musi być nudna i pozbawiona życia. Antoni Lange tak oto pisał o powinności poety: Poeta rzuca okiem wstecz
I własne czyny swoje waży —
Czy jeszcze ogień w nim się żarzy,
Czy nie pordzewiał jego miecz?
Czyli wykonał swoją rzecz,
Czy sięgnął w rdzeń swoich miraży?
Miraże nie biorą się znikąd. Mają w sobie wiele z satelity. I właśnie dlatego naprawdę dobra literatura obiera je sobie nie tylko za punkt wyjścia, ale również za osnowę. Fikcja literacka o tyle tylko ma sens i o tyle tylko przemawia do serca i wyobraźni, o ile pulsuje żywym doświadczeniem swojego autora. I nie chodzi tu o czysty weryzm, o wąsko rozumianą mimesis. Można z powodzeniem pisać o samym sobie, umieszczając akcję powieści dziesiątki tysięcy lat świetlnych od miejsca swojego zamieszkania, w scenografii zgoła egzotycznej, która niewiele będzie miała wspólnego z empiryczną rzeczywistością. Nie chodzi bowiem o wierność rzeczywistości fizykalnej ani nawet o respektowanie prawidłowości rządzących ludzką psychiką. Postępowanie fikcyjnej postaci może stać w jawnej sprzeczności nie tylko z aktualną wiedzą psychologiczną, ale również z potoczną intuicją, a mimo to będzie posiadało, jako składnik pewnej konstelacji w obrębie świata przedstawionego, walory poznawcze. Chciałoby się zapytać: na jakiej zasadzie?

To, co w pisarzu najrdzenniejsze, jest również najmniej indywidualne. Właśnie dlatego największe wrażenie robią na nas książki egotystów, których spojrzenie zwrócone jest cały czas w głąb samego siebie. Nie ma w tym nic dziwnego, jeśli uznać za wiarygodną tezę Junga o istnieniu nieświadomości zbiorowej, w której zmagazynowane są właściwe całemu gatunkowi dyspozycje, archetypy, wypromieniowujące z siebie nieprzebraną mnogość barwnych wizji i obrazów, służących nie tylko literatom, ale również reprezentantom innych sztuk przedstawieniowych za tworzywo. Jeśli więc z rozmysłem każę swojemu bohaterowi zrobić coś, co narusza życiowe prawdopodobieństwo, bądź jeśli inicjuję wydarzenia, które w sposób oczywisty przeciwstawiają się potocznym wyobrażeniom o świecie, to — o ile pozostaję posłuszny swoistej logice przemawiających językiem mojej wyobraźni archetypów — komunikuję tym samym pewne istotne treści poznawcze dotyczące uwarunkowań ludzkiej psychiki.

Zdaje się jednak, że literatura byłaby zbyt uboga, gdyby bazowała wyłącznie na archetypach. To, co w człowieku najrdzenniejsze, obejmuje swoim zakresem również ślady, echa, pozostałości minionych doświadczeń indywidualnych, a także zdeterminowane genetycznie i uzależnione od cech konstytucjonalnych predyspozycje. I to również powinno znaleźć wyraz w twórczości. Nie dlatego, żeby epatować czytelników swoim ja — efekciarstwo niewiele ma wspólnego z prawdziwą literaturą. Najważniejsze, aby odbiorca dzieła literackiego rozpoznał w nim swoją własną egzystencję. Otworzył szeroko oczy i z zajęciem wpatrywał się w to, co być może wcześniej już w sobie przeczuwał, lecz co dotychczas pozostawało jedynie domeną słabo uświadomionych doznań. Takie rozpoznawanie siebie w dziele literackim byłoby niemożliwe, gdybyśmy wszyscy byli przedstawicielami odrębnych gatunków i nie mieli ze sobą nic wspólnego.

Literatura tzw. zeszytowa, której jedyną ambicją jest dostarczyć czytelnikowi rozrywki (bardzo zresztą wątpliwej), i która operuje ujęciami stereotypowymi, pozbawionymi istotnej wartości poznawczej, zawsze wydawała mi się czymś wymuszonym, czymś tłumaczącym się jedynie dążnością autora do zaistnienia na półkach księgarnianych. Utwory wyalienowane ze sfery archetypowej oraz z żywego doświadczenia pisarza, schlebiające skostniałym rozwiązaniom narracyjnym bądź też wchodzące w konflikt z usankcjonowanymi tradycją konwencjami dla samej tylko igraszki formalnej — nie mogą wzbudzić w nikim żywego zainteresowania, jako że interesujące jest tylko to, co ma możliwie najściślejszy związek z potrzebami.
[/align]

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1863
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Fabuła – czym powinnna być?

Post autor: Kruffachi » 23 kwietnia 2017, 15:12

Podyskutowałabym, ale - prawdę powiedziawszy - nie wiem jak, bo piszesz cały czas twierdząco, autorytatywnie i używasz zaimka "nas", czyli masz na myśli także mnie i każdego innego czytelnika. To nie otwiera pola do dyskusji.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Zaimek
Posty: 40
Rejestracja: 11 sierpnia 2016, 17:59
Lokalizacja: Olsztyn

Re: Fabuła – czym powinnna być?

Post autor: Zaimek » 29 kwietnia 2017, 20:19

To jest notka blogowa, a nie forumowy post. Zwracasz uwagę na rzeczy drugorzędne, nieistotne :) Zresztą od momentu opublikowania tego tekstu trochę się już w moich poglądach pozmieniało, ale nie na tyle, bym literaturę czysto rozrywkową uważał za godną uwagi.

Awatar użytkownika
nuklearna_wiosna
Posty: 134
Rejestracja: 21 stycznia 2014, 01:44
Lokalizacja: w czarnej dupie
Kontaktowanie:

Re: Fabuła – czym powinnna być?

Post autor: nuklearna_wiosna » 07 maja 2017, 20:04

Myślę, że mimo wszystko Kruffachi dotknęła jednak ważnej kwestii. Wypowiedziałeś się bardzo jasno na temat utworów fabularnych, na temat tego, czego od nich oczekujesz, oraz co sądzisz o literaturze rozrywkowej i właściwie jedyną sensowną reakcją jest przyjęcie do wiadomości Twojego punktu widzenia. Nawet, jeśli ktoś ma odmienny, to Twoja wypowiedź nie brzmi, jakby Cię to szczególnie interesowało. A już na pewno nie ma większego sensu przekonywanie Cię do innych poglądów, dlatego też wcale nie zamierzam.

Nawet, jeśli przyjąć tezę o archetypach właściwych całej ludzkości, nie daje nam to wcale żadnej podpowiedzi odnośnie do fabuły. Bo twórca odnosi się do określonego motywu zawsze w kontekście. Zatem choćby sam motyw był odbiorcy znany i bliski na dowolnie głębokim poziomie, nie ma żadnej gwarancji, że „opakowany” w taką, nie inną treść dotrze do niego w sposób, jaki sobie autor założył. Przy całej swojej pierwotności, archetypy są plastyczne i podatne na różne interpretacje, dlatego poleganie na nich w celu wywołania konkretnej reakcji, może być zdradliwe.

Co do doświadczeń indywidualnych, myślę, że one w pisaniu zawsze gdzieś wychodzą. Już same wybory odnośnie do formy i stylistycznego kształtu tekstu z nich się właśnie biorą, że o tematyce nie wspomnę. Autor jest w swoim tekście obecny. Każdy autor w każdym tekście. Dla mnie to nie ulega wątpliwości. Nawet jeśli nie pisze o sobie, zawsze w jakimś stopniu pisze siebie. Ale to się dzieje naturalnie, czytelnik o tym na co dzień nie myśli i nie sądzę, że powinien.
Nie bardzo potrafię sobie wyobrazić metodę, dzięki której mielibyśmy poznawać, czy twórca w danym momencie opisał własne głębokie doświadczenie, czy też nie. I na diabła mi właściwie ta wiedza? Jeśli znajdę gdzieś coś, co do mnie przemawia, nie zastanawiam się, czy autor osobiście miał może podobne doświadczenie, czy wszystko od A do Z zmyślił i sklecił na wyczucie, w nadziei, że ludzie jakimś cudem to łykną. Po prostu cieszę się tym i przeżywam. Sama, czytając komentarze do własnych tekstów, widzę ogromne rozbieżności w emocjonalnym podejściu czytelników do poszczególnych wątków. Nie dostrzegam żadnej prawidłowości wskazującej na to, że to, co pochodzi z moich osobistych doświadczeń, działa lepiej niż to, co się do nich zupełnie nie odwołuje.

Niestety, żeby rozmawiać dalej, musiałabym wiedzieć, czym jest dla Ciebie choćby „istotna wartość poznawcza”, bo to bardzo nieprecyzyjne określenie. Istotna dla kogo i w jakim względzie? Dla mnie literatura rozrywkowa może nieść ze sobą wartość poznawczą, tym bardziej zastanawiam się, dlaczego, Twoim zdaniem, nie może.

No i kolejna sprawa. Czym jest literatura czysto rozrywkowa i jak ją odróżnić od, nie wiem... „nieczysto” rozrywkowej? Skąd pomysł, że literatura rozrywkowa nie może czytelnika dogłębnie poruszyć, czegoś mu uświadomić, wywołać refleksji? To dość kategoryczny pogląd. W życiu znajdowałam już olśnienia i wzruszenia w takich miejscach, że chyba nic mnie nie zdziwi, więc tym ciężej słuchać, że ktoś nie chce dać sobie szansy eksplorowania literatury rozrywkowej przy jednoczesnym otworzeniu umysłu na tyle, by podejść do niej bez kija i znaleźć coś dla siebie.

Awatar użytkownika
Zaimek
Posty: 40
Rejestracja: 11 sierpnia 2016, 17:59
Lokalizacja: Olsztyn

Re: Fabuła – czym powinnna być?

Post autor: Zaimek » 27 maja 2017, 21:29

"Opakowanie" archetypu jest oczywiście bardzo ważne i zależy od talentu oraz warsztatowych umiejętności autora. Nie twierdzę, że wystarczy się odwołać do archetypów, by osiągnąć sukces. Zresztą wyraźnie napisałem, że literatura nie karmi się samymi tylko archetypami. Moje deliberacje wymierzone były przeciwko takiej twórczości literackiej, która pozostaje bez związku z nieświadomością, z tym, co w autorze idiomatyczne, indywidualne, najżywsze. Bardzo bliska jest mi metoda stosowana m. in. przez Joannę Bator; metoda polegająca po prostu na subtelnym wsłuchiwaniu się w samego siebie. Nie trzeba nic na siłę wymyślać, wystarczy być otwartym na to, co przychodzi. Opowieść sama się ułoży.

Literatura rozrywkowa - takie mam przynajmniej wrażenie, być może mylne - polega nie na obiektywizowaniu swojego życia wewnętrznego, ale na suchym, pozbawionym wigoru łączeniu wątków i obrazów, słowem: na czysto intelektualnym zawiązywaniu intrygi. Nie mam nic przeciwko intrydze, jeśli pozostaje ona na usługach czegoś ważniejszego, co Ingarden nazywał jakościami metafizycznymi (patrz: roz. 2 rozprawy znajdującej się pod tym linkiem: http://www.cejsh.icm.edu.pl/cejsh/eleme ... 25-144.pdf).

ODPOWIEDZ