Drodzy Literkowicze!

Trwa głosowanie na PROZĘ MAJA! Zapraszamy do udziału w ankiecie.

Pod naporem weny czy na akord?

Piszesz wtedy, gdy:

czujesz, że przepełnia cie bliżej nieokreślona siła stwórcza
4
31%
sobie zaplanujesz, że będziesz to robił i tyle
9
69%
 
Liczba głosów: 13

Awatar użytkownika
DDelside
Posty: 101
Rejestracja: 25 maja 2015, 19:23

Re: Pod naporem weny czy na akord?

Post autor: DDelside » 01 czerwca 2015, 20:46

U mnie akurat pojawia się nagle pomysł, pierwsze dwa wersy piosenki, potem analiza tematu, tworzenie gier słownych, zabawa z frazeologizmami i aluzjami i tak powstaje cała strofa.
Obrazek

Awatar użytkownika
katedra
Posty: 18
Rejestracja: 03 stycznia 2016, 12:29
Kontaktowanie:

Re: Pod naporem weny czy na akord?

Post autor: katedra » 03 stycznia 2016, 14:13

Wena! Nie ma nic gorszego niż pisanie na zawołanie. Jasne, są ludzie, którzy to potrafią i wychodzi im to całkiem nieźle, ale te teksty są niczym w porównaniu z petardami jakie rodzą się w głowie pod wpływem impulsu.

Awatar użytkownika
MałaCzarna
Posty: 5
Rejestracja: 16 lutego 2016, 03:36
Lokalizacja: ostatnie piętro na szarym blokowisku wielkiego miasta
Kontaktowanie:

Re: Pod naporem weny czy na akord?

Post autor: MałaCzarna » 17 lutego 2016, 01:13

Ja przeznaczam od jakiegoś czasu na pisanie przynajmniej godzinę dziennie, z reguły wieczorem (jako urodzona "sowa", jestem wtedy u szczytu swoich możliwości twórczych). Jasne, są dni, że słowa ledwo mi się sklejają w zdania, wtedy ćwiczę warsztat, piszę scenki np rozpisując zasłyszane dialogi, opisując różne osoby- ćwiczenia są różne, gdyż uczę się z kilku źródeł, jeśli chodzi o technikę. Są też dni, kiedy zupełnie niespodziewanie, z obowiązkowej godzinki robią się cztery- pięć, a nawet świt potrafi mnie zastać nad zeszytem (piszę odręcznie, i to jest wybór świadomy). Dzieje się tak wtedy, gdy historia zaczyna "żyć" a ja, nie chcąc zapomnieć tego, co mi się w głowie "ułożyło", jeżeli nie zdążę tego zapisać normalnie, robię przynajmmniej coś w rodzaju "planu" z najważniejszymi wydarzeniami. Później to rozpisuję. Niestety, z praktyki przekonałam się, że przerywając taką wenę, ciężko później dokończyć pomysł tak, jak się zamierzało, bo pojawiają się nowe rozwiązania- ale to chyba dobrze? Przynajmniej teraz tak myślę, jeżeli nawet siebie udaje mi się zaskoczyć (rzadko, to fakt, ale jednak).

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Pod naporem weny czy na akord?

Post autor: Siemomysła » 19 lutego 2016, 10:10

Podziwiam pisanie w zeszycie. Ja nie jestem w stanie ostatnio nawet notatek porządnych prowadzić w zeszytach - za wolno piszę i myśli uciekają nim zdążę ująć je w słowa. I myślę, że rozumiem ból nie kończenia tak jak się zamierzało. Bo nawet jeśli kolejny pomysł, który wypączkuje na starym jest lepszy, to i tak żal tego pierwszego niezapisanego błysku.
A w ogóle to postaram się wziąć z Ciebie przykład - z tą godziną dziennie - od dawna już sobie to obiecuję i wciąż nie potrafię. Głównie chyba dlatego, że ja nie jestem sową i wieczorem już nie myślę tak twórczo, jak do południa. A do południa jestem po prostu w pracy. Tym niemniej, oświadczam: godzina dla tekstu dziennie.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Kandara
Posty: 238
Rejestracja: 25 lipca 2012, 00:51

Re: Pod naporem weny czy na akord?

Post autor: Kandara » 21 lutego 2016, 02:58

A ja powiem, że od jakiegoś czasu pisanie mnie po prostu boli i dlatego ciągle odkładam moment, w którym się za nie wezmę. Nawet jeśli mam coś, co można nazwać weną (chociaż takiej prawdziwej to dawno nie miałam, no ale zdarzają się jakieś przebłyski), to i tak postawienie tego pierwszego znaku, napisanie słowa, a potem zdania okropnie boli, zwłaszcza, jeśli ma się świadomość tego ile jeszcze takich znaków trzeba postawić, żeby stworzyć fragment zdatny do czytania. Biel nowej strony w wordzie, licznik wyrazów, który niby jest ukryty, ale tak, mam do niego łatwy dostęp, obawa o to, czy wyjdzie dobrze oraz świadomość tego, że to początek drogi, niedobory warsztatowe przez które nie mogę przekazać czegoś tak jak widzę i muszę zmieniać w trakcie, jakoś specjalnie nie zachęcają... No i tyle. Tylko czasem jest tak, że trafi mi się faza i wtedy mogę się nawet troszkę rozpędzić. Niestety, zwykle gdzieś tak po północy, więc jestem zmuszona przerwać pisanie w trakcie i iść w końcu spać... A potem tak ciężko jest wrócić, zwłaszcza jeśli przypadkiem lub z wyboru przeczytam to co już napisałam. O tak, zwykle to najskuteczniejszy hamulec, chociaż nie zawsze... Czasem czytam poprzednie części czegoś swojego, żeby "wbić się w nastrój" i nastawić na odpowiednią stylistykę.
No to chyba tyle. Ot, pisanie to taki jakiś dziwny przymus, jakbym jednocześnie chciała i nie. Dziwne to. Serio.
Obrazek Księżycowa weno, działaj!

ODPOWIEDZ