Znamy zdobywcę tytułu Prozy Marca! To Heidenhainstraße 13 pierdoły saskiej. Serdecznie gratulujemy i zachęcamy do lektury!

Plan wydarzeń?

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 899
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Plan wydarzeń?

Post autor: Siemomysła » 18 grudnia 2013, 18:43

Hm... Jeszcze nigdy nie popełniłam planu wydarzeń w ścisłym rozumieniu tego słowa. Owszem są teksty, do których podchodzę mając tak zwane punkty kluczowe. W tegorocznym NaNo chociażby były cztery włącznie z początkiem i końcem (który to koniec zresztą zmieniłam w trakcie pisania wielce szczęśliwa, że się da ^^), lecz nigdy nie miałam konspektu, poukładanych kolejno scen mniejszych.
Owszem jeśli już piszę i zdarzy się, że rozwiązanie fabularne przyjdzie do mnie w warunkach niesprzyjających natychmiastowemu przelewaniu myśli i pomysłów na kartkę worda, to wtedy spisuję na szybko, to co powinnam dalej napisać. Ale i to się często zmienia w trakcie.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Stella R. Pellet
Posty: 27
Rejestracja: 09 grudnia 2013, 10:32
Lokalizacja: Vroclove

Re: Plan wydarzeń?

Post autor: Stella R. Pellet » 18 grudnia 2013, 22:44

Ja zwykle idę na żywioł, wszystkie plany pozostają w mojej głowie, chociaż z okazji tegorocznego NaNoWriMo poplanowałem trochę wprzódy, tworząc oddzielny plik z pointerkami.
Obrazek

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1769
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Plan wydarzeń?

Post autor: Kruffachi » 19 grudnia 2013, 11:00

Plany wydarzeń próbowałam robić dwa razy:
- raz do całkiem nowego tekstu, ale już przy trzecim bodajże punkcie całkowicie się z nim rozminęłam i wyrzuciłam do kosza,
- drugi raz do tekstu już istniejącego, co miało stanowić pomoc w porządnej redakcji, ale bardzo szybko pogubiłam się w strzałkach, nawiasach i odsyłaczach.

Nigdy potem nie próbowałam i stosuję raczej metodę haków, która wyewoluowała z pisania na Frankensteina (czyli fragmentami, bez oglądania się na chronologię) - nadal piszę, co mi się zwidzi i na co mam ochotę, całkiem świadomie zostawiając sobie niedopowiedzenia, symbole i słowa klucze, z których potem powstaje spójna w większości wypadków tkanka. O dziwo mój najmniej spójny tekst z ostatniego czasu to taki, który napisałam w większości w zgodzie z chronologią.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Plan wydarzeń?

Post autor: Joa » 19 grudnia 2013, 14:57

Plan wydarzeń mam skonstruowany w głowie, w dłuższych tekstach jest on ważny, ale musi być tak skonstruowany, by móc coś jeszcze wymyślić. To, co wiem teraz na temat przyszłości w moim tekście odnosi się do niewielkiego obszaru czasowego, więc mam tę zabawę, że mogę mieć pole do popisu - nie jest to wtedy tylko przerzucanie pomysłów na papier, ale też jakiś sposób odkrywania, wymyślania tego, co mam w głowie.
Przy krótkich tekstach, miniaturkach zazwyczaj wszystko powstaje w przypływie chwili.
Plan wydarzeń lubię mieć więc w dłuższych tekstach odnoszący się do najbliższych wydarzeń i tylko w głowie. Nie lubię go zapisywać.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 193
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

Re: Plan wydarzeń?

Post autor: Kimchee » 05 lutego 2014, 17:51

Nie wiem, czy to do końca dobry temat, najwyżej...
Zaprojektowałam swój pierwszy tekst metodą płatka śniegu. Co prawda to tylko opowiadanie, więc z premedytacją ominęłam dwa punkty (zrezygnowałam z rozszerzonego kwestionariusza postaci i rozpisywania fabuły w kroku 7.). Jestem póki co zadowolona. Raz, że mam szkielet (nie wykluczam, że podczas samego pisania jeszcze coś mnie olśni i lekko zmodyfikuję plan), dwa - poszło nadzwyczaj sprawnie i dobrze się bawiłam. Wen został postawiony pod ścianą z nożem na gardle i zmuszony do kreatywności - z mglistego pomysłu mam teraz historię, która wyszła dość spójna, i bohaterów. Bardzo mi się podobał punkt opisania fabuły z perspektywy każdej postaci osobno; możliwe że nie uda mi się zawrzeć w tekście wszystkiego z tego kroku, ale to mi dało szersze spojrzenie na bohaterów, są pełnowymiarowi.
Nie mogę się doczekać, aż wypróbuję płatek śniegu na powieści, z zachowaniem stosownych okresów na przemyślenie - wiem, że tam będzie gorzej z pierwszymi krokami, bo trzeba być bardzo precyzyjnym na początku.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Plan wydarzeń?

Post autor: pierdoła saska » 10 lutego 2014, 08:04

Ja mam i nie mam planów, co oznacza tylko tyle, że bardzo często rozrysowuje sobie co i jak, ale podlega to tylu modyfikacjom, że... no pierwszy i ostatni miewają niewiele wspólnego ze sobą, a kilku ze środka prawdopodobnie nie umiałabym odczytać w chwili kończenia tekstu. Zwykle powstają, gdy na tu i teraz muszę sobie ułożyć wizję, bo w głowie wygląda ona jak kłębek włóczki zakatowany przez kota. Konieczność rozrysowania jej lub opowiedzenia jej komuś wprowadza nico ładu. Na jakiś czas...
Podziwiam osoby, które umieją sobie tekst klarownie rozpisać. U mnie niestety wygląda to tak, a i to przy tych lepszych wiatrach:
Obrazek
I to jest plan pod połowę rozdziału, a nie nawet cały, czy cały tekst... (i w piątek pewnikiem będzie nieaktualny i nie będę umiała połowy tych gryzmołów przeczytać, zwłaszcza, że tworzyłam go w porywie chwili (czyli jak zwykle) i H oraz M wyglądają identycznie >.>)
Tamte do dłuższych kawałków błagają o kolorowe flamastry, ale lubię pisać piórem i mam jedno, więc zmienianie kolorów wkładu nastręcza problemów xD
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
akirla

Re: Plan wydarzeń?

Post autor: akirla » 10 lutego 2014, 22:51

Bilbo, nie mogę tak prowadzić notatek. Szybko zapomnę o co mi chodziło i wszystkie pomysły trafi... Myślę, że wersja troszkę bardziej sprecyzowana miałaby u mnie sens; taki prosty opis, do późniejszego poszerzenia.

Na razie mam zeszyt do opisów, planów oraz do tego samego brudnopis. I co będzie...

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1769
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Plan wydarzeń?

Post autor: Kruffachi » 19 marca 2017, 12:32

To chyba będzie ten temat? I widzę, że już się wypowiadałam, chociaż krótko, kilka postów wcześniej:
SpoilerShow
Plany wydarzeń próbowałam robić dwa razy:
- raz do całkiem nowego tekstu, ale już przy trzecim bodajże punkcie całkowicie się z nim rozminęłam i wyrzuciłam do kosza,
- drugi raz do tekstu już istniejącego, co miało stanowić pomoc w porządnej redakcji, ale bardzo szybko pogubiłam się w strzałkach, nawiasach i odsyłaczach.

Nigdy potem nie próbowałam i stosuję raczej metodę haków, która wyewoluowała z pisania na Frankensteina (czyli fragmentami, bez oglądania się na chronologię) - nadal piszę, co mi się zwidzi i na co mam ochotę, całkiem świadomie zostawiając sobie niedopowiedzenia, symbole i słowa klucze, z których potem powstaje spójna w większości wypadków tkanka. O dziwo mój najmniej spójny tekst z ostatniego czasu to taki, który napisałam w większości w zgodzie z chronologią.
No to rozwinę, jak obiecałam.

Zwykle, kiedy siadam do pisania, mam już bohaterów, ale też nie dopracowanych w szczegółach. Ot, kilka kluczowych cech albo raczej ogólny typ (tu lubię się posługiwać systemami pseudo psychologicznymi, bo zapewniają niezłe szufladki na start np. główną siłę napędową [gniew, strach, poczucie winy itp.] często dla mnie ważniejszą niż cechy charakteru). Zaczynam sobie skrobać, szkicować, obracać teorię w praktyce i okładać ją jakimiś szczegółami, które pozwalają mi się z bohaterami zżyć (ot, że słodzi herbatę pięcioma łyżeczkami albo ma awersję do gaci w kratę, bzdety) i w miarę tego skrobania pojawia się coś, do czego chcę doprowadzić. Jakaś scena, sekwencja zdarzeń, sytuacja, wizja - różnie. Tym jest to większe i ważniejsze - potencjalnie - dla fabuły, im lepiej znam świat i bohaterów, więc początkowo to są jakieś nieznaczące drobiazgi, nawet pojedyncze zdania czy kwestie dialogowe, aż wreszcie pojawia się TO. TO w mojej głowie najczęściej jest finałem, a potem w praniu okazuje się, że nie, że tylko pierwszym czy drugim punktem przełomowym. Nie jest też bardzo sztywnym celem - modyfikuje się wraz z narastaniem reszty, ale cały czas stanowi taki punkt, do którego dążę. Zwykle podczas tego dążenia zaczyna majaczyć kolejny punkt wyrosły już na bazie tego, co się ukleiło po drodze. Dlatego mówię o warstwach. Bo jakby tekst mi się rozrasta niechronologicznie, tylko z różnych punktów i w różnych kierunkach - czasem też wstecz, bo jeśli wiem, co planuję, ba, niekiedy mam to nawet naszkicowane, wiem też, w jaki sposób mogę przygotować grunt tak fabularnie, jak i w kwestii nawiązań i metafor, na jakie motywy położyć akcent, z czego zrobić powtarzające się refreny, które sceny mogą odbijać to większe i jak zapowiadać nadchodzące wydarzenia. Więc w efekcie większość tzw. foreshadowingu i hintów dotyczy właśnie tych kamieni milowych. A tekst narasta na nich warstwami. Narasta też między nimi, bo ja sama klecę sobie tych bohaterów i świat z coraz większej ilości szczegółów, które np. uruchamiają jakieś konsekwencje. Dlatego nie ma sensu tego spisywać - wszystko jest za bardzo dynamiczne i cały czas kipi. Do jednych pomysłów jestem przywiązana bardziej, do innych mniej, na kamienie milowe autentycznie czekam, aż dadzą się wreszcie osadzić w kontekście na tyle, by przestać być szkicami, ale nic nie jest do końca bezpieczne i wszystko może się zmienić dziesięć razy. Dlatego też ten sposób wymaga przyjaźni z klawiszem Delete.

Z hakami chodzi z kolei o to, że czasem te narastające szczegóły aż się proszą o to, żeby zebrać je w jakiś motyw, jakieś skojarzenie albo metaforę, ale niekoniecznie widzę tego odzwierciedlenie w kamieniach milowych. Niemniej zostawiam sobie otwarte furtki, sama dla siebie rzucam hasła, które mogą - ale nie muszą - odbić się echem później. Kluczem tu jest ciągła obecność w całym tekście na wszystkich trzech jego poziomach: tym, co czeka na napisanie, tym, co aktualnie pisane, ale też tym, co już skończone. Czyli czytanie. Niekoniecznie od deski do deski, ot, na wyrywki, konkretne wątki albo fragmenty z konkretnym bohaterem. Tak, żeby stale mieć to w pamięci i żeby się tam mieliło.

(dlatego między innymi nie wypaliły Mosty, bo nie było tam scen, na które czekałam naprawdę, ot)

No i tyle. Jak ostrzegałam, żadna metoda.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
MononokeGirl
Posty: 202
Rejestracja: 07 stycznia 2017, 17:46
Lokalizacja: Światełko w ciemnościach
Kontaktowanie:

Re: Plan wydarzeń?

Post autor: MononokeGirl » 18 kwietnia 2017, 20:12

U mnie taśma chronologiczna jest. Jednak wszystko zaczyna się od TEJ SCENY.
To taka scena, która pojawia się w głowie i jest jak film, na który się czeka i ogląda będąc zajaranym. Często jest to filmik jak z YT - masz dziwną ścieżkę muzyczną, która podkręca cię jeszcze bardziej, nie znasz fabuły, ani bohaterów. Później szukasz kto, co i jak, aby obejrzeć całość. U mnie jest tak samo. Np. ostatnie opowiadanie, które pisałam zaczęło się od trupa ukrytego w kukle. Do tego doszło milion pytań: kim jest trup? jak się tam znalazł? dlaczego? kto go znalazł? co się stało po tym jak został znaleziony? itd. Zanim zdołałam sobie odpowiedzieć na wszystkie minął tydzień. Pojawiały mi się różne wersje zdarzeń. Aż doszło do olśnienia i nagle wszystkie kawałki układanki powskakiwały na swoje miejsce.
Dopiero po olśnieniu spisuję ramy taśmy chronologicznej, czyli te luźne pomysły układam w całość. Kilkoma zdaniami opisuję wizję, która mnie zachwyciła. To słowa-klucze, które nie pozwalają mi zapomnieć "filmu-olśnienia". Zresztą odtwarzam go sobie fragmentami wciąż na nowo, aż do znudzenia podczas pisania. Kiedy okazuje się, że fabuła poszła w "złą" stronę tzn. wbrew scenom z "olśnienia" i nagle nie mam pomysłu co dalej to... czekam na kolejne. I cała zabawa zaczyna się trochę "od nowa". Np. utknęłam kiedyś w scenie, bo zabiłam Xa, który był bardzo ważny dla dalszego rozwoju fabuły. U mnie rzecz raz zapisana w scenie jest rzeczą dokonaną - trupy nie zostają wskrzeszone. W notatkach mogą ginąć, a potem nie ginąć i odwrotnie, ale nie jest to wiążące. Jednak scena zapisana jest później bez ważkich zmian. Nie potrafię ich całkowicie przemodelowywać, dlatego tak bardzo potrzebuję planów. Aby później nie obudzić się w martwym punkcie.
Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.
Victor Hugo :heart2:

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 72
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Plan wydarzeń?

Post autor: Xanttis » 08 listopada 2017, 01:04

To i ja się wypowiem :D

Słynną "książkę, o której pisałem w innym wątku" (w sumie jako jedyny z moich pomysłów nie ma ona tytułu) tworzę w swojej głowie od 7-8 lat. Pierwszą wersję pisałem na żywca latem 2010 pod wpływem weny. Napisałem około 20 stron w zeszycie a5. Potem wena zaczęła ulatywać, akcja stanęła w miejscu, zacząłem cofać bieg zdarzeń, wykreślać, korygować... . W końcu postanowiłem zacząć od nowa. Znowu mi się nie spodobało. Później jeszcze raz. I jeszcze raz. Dwukrotnie wena łapała mnie w okolicach sylwestra. Spontan, na żywioł, lecimy tutaj! Efekt? Max 20 kilka stron w a4 w Wordzie. I stop.

Obok pisanej historii mam jeszcze więcej pomysłów, wątków, rzeczy, które budowały świat jaki wykreowałem dla tej książki. Od chronologii dziejowej, przez zdawkowe opisy technologii, genezy danych cywilizacji, kilka charakterystyk bohaterów, aż po próby ogarnięcia politycznych systemów opisywanych cywilizacji. Często ich jedyną dziś wartością jest to, że są. Większość z tych rzeczy mi się nie przydaje w ogóle, albo tworzę je i tak od nowa (jak charakterystyki bohaterów). Odkąd usiadłem do tego w tym roku, bardziej poważnie niż dotychczas, zacząłem - za poradami internetowymi lub książkami o pisaniu itp. - planować. Powieść jest od punktu A do punktu B. Jest droga, są bohaterowie, jest tło, jest przekaz. Na tym etapie jestem teraz. I właśnie dopiero teraz widzę, że ma to ręce i nogi (choć w poprzednich latach za każdym razem mówiłem sobie "tak, teraz to już na pewno to jest to" tyle, że nie miało to żadnych podstaw). Na razie przelewam z głowy na mapę myśli, działam też metodą płatka śniegu. Jestem w trakcie, ale myślę, że to działa.

Choć jest to dla mnie strasznie żmudne to wiem, że straciłem już dużo czasu na tą książkę. Z jednej strony to dobrze, bo gdy widzę te bazgroły z poprzednich wersji i że miałbym się nimi dzielić to :facepalm: , z drugiej myślę, że gdybym nadal działał tak jak działałem, ciągle zjadałbym własny ogon stojąc w miejscu. Zamysł w mojej głowie jest z grubsza podobny, zmienia się u mnie "tylko" metoda jego zobrazowania i doszedł "przystanek w podróży", którego wcześniej nie miałem w żadnym aspekcie i historia wykolejała się na pierwszym zakręcie.

Ale koniec końców - mam wrażenie, że każdy ma inne predyspozycje także w zdolnościach pisarskich. Taki Lem siadał i pisał, wszystko układało się dopiero w trakcie. Jak ze wszystkim - jest talent i jest trening. Najgorzej kiedy zabierasz się za to w niewłaściwym momencie... a może właśnie podświadomie we właściwym?
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 421
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Plan wydarzeń?

Post autor: Kompot » 09 listopada 2017, 16:29

Z tym planowaniem nie wiem jak dokładnie jest. Za każdym razem, gdy zaczynałam pisać coś dłuższego, to następował moment, w którym traciłam poczucie logicznego ciągu zdarzeń, albo wpadałam na pomysł, który powinien znaleźć się wcześniej w opublikowanym tekście. W takich chwilach zaczynałam na szybko konstruować plan/zarys historii/scena i zazwyczaj szybko traciłam zapał do kontynuowania.
Przy okazji tegorocznego nano (pewnie większość ludzi wie, bo ciągle o tym gadałam) zaczęłam od planowania. To podejście było mi całkiem obce, zazwyczaj nie zawracałam sobie głowy fabułą, bo tworzyłam ją na żywca.
Muszę przyznać rację tym, dla których planowanie to podstawa, że szkielet scen dużo ułatwia. To co jest najważniejsze, to wiedza o czym chcę napisać, o kim, jakie poszczególne sceny są kluczowe żeby fabuła się zlepiała. Jasne, że plan nie gwarantuje płynnego pisania i jasne, że się go nie trzymam w stu procentach, ale mam rdzeń, którego się trzymam i na którego podstawie buduję dodatkowe sceny.
Tyle mogę dodać do tego tematu od siebie, a ewentualnymi efektami końcowymi pracy z planem będę mogła się podzielić, jeśli skończę pisać nano. :D
Obrazek

ODPOWIEDZ