Wybieramy PROZĘ LIPCA!
Czas na oddanie głosu do 17 VIII - ankieta dostępna w TEMACIE

Jak budować klimat opowieści?

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Jak budować klimat opowieści?

Post autor: Krin » 31 marca 2018, 15:22

Wiem, że to temat-bumerang, wiem że pewnie pytałam o to wielu z was wiele razy, ale wciąż czuję niedosyt i wciąż błądzę niczym to dziecko we mgle. Ponadto dokładna treść tych odpowiedzi dawno już rozpłynęła się w odmętach forum (głównie pudła), toteż może niech znajdzie się ta mądrość w jednym miejscu.

Mówi się, że klimat budują szczegóły. Tylko jakie szczegóły? Na pewno nie opis skarpet, które bohater ma na sobie. Jakiś czas wierzyłam też, że klimat tworzą odpowiednie słowa, ale dziś mam raczej wrażenie, że prędzej zamienią się one w pretensjonalny bełkot niż zbudują klimat. Opisy również nie działają, ich nadmierne rozbudowanie przypomina mi raczej traumę "Krzyżaków" Sienkiewicza ("Nad Niemnem" mnie ominęło). No chyba nic nie działa. Tylko jakaś magia, która sprawia, że nie wiadomo dlaczego nagle opowieść ma klimat.

Jeśli ktoś nie ma pomysłu, o co może chodzić, a przypadkiem zajdzie do tego tematu, to proponuję mu wstawić tutaj jakiś fragment dowolnej prozy, który uważa za klimatyczny. Przynajmniej spróbujemy uchwycić nieuchwytne, a potem może uda nam się je pojąć.

I proszę nie odpowiadać zdjęciami jedzenia. Na Ciebie patrze, Kompocie.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1801
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Jak budować klimat opowieści?

Post autor: Kruffachi » 31 marca 2018, 17:11

Przyznam się na wstępie, że nigdy tak naprawdę nie mam pewności, czy kiedy piszę o klimacie, to jest to ten sam klimat, o jakim piszą i myślą inni. Ale z drugiej strony to jest czynnik tak trudny do zdefiniowania, że nie jestem pewna, czy da się ustalić jedno rozumienie, więc istnieje pewna szansa, że odpowiedź poniżej jest o kant poślada.

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się wydaje, że największa dawka klimatu tkwi nie gdzie indziej, jak w głowie czytelnika i to tak naprawdę on go tworzy. Myślę o tym, bo często słyszę, że ta czy tamta powieść jest klimatyczna, a ja totalnie nie wiem, nie czuję, w czym rzecz, bo np. jest o morzu albo jest steampunkiem. W dziewięciu na dziesięć przypadków sam sztafaż zabija we mnie całe poczucie klimatu, zwłaszcza gdy autor wyraźnie się nim jara, opisuje każdą pierdołę, każdą spinkę i kolor fali, a także dokładny rynsztunek poszczególnych bohaterów i zdaje się mieć w nosie, że ktoś nie podziela jego pasji. Więc moim zdaniem sedno zagadnienia tkwi w tym, jak ten "wbudowany" klimat z głowy czytelnika wyciągnąć. Bo przecież to nie jest tak, że zobaczy np. widoczek, który mu napiszemy. Możemy go jedynie nakierować na to, jak mniej więcej ma wyglądać kolaż, który stworzy w swojej głowie z tego, co już widział i co poznał. Dlatego wydaje mi się, że dobrą taktyką mogą być delikatne niedopowiedzenia (choć też nie każdy je lubi, ale też nie każdy przedkłada klimat nad solidny kawał literackiego wykładu) oraz gra skojarzeniami - nie tyle więc wtłaczanie do głowy odbiorcy zupełnie nowych treści, co szczucie go i zachęcanie, żeby współtworzył opowieść.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 78
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Jak budować klimat opowieści?

Post autor: Xanttis » 03 kwietnia 2018, 17:13

No dobra, coś mi się przewidziało jednak w tej książce o której wspominałem ci wtedy i nie ma nic o klimacie, a przynajmniej nie bezpośrednio, więc ciężko mi to znaleźć.

W każdym razie, wg mnie klimat to "żyjące" wokół otoczenie, które współoddziałuje z bohaterem, nośnikiem narracji. Takie operowanie słowami, pokazywanie, które sprawia, że wierzymy, iż nasz bohater którego oczami widzimy świat naprawdę w nim żyje.
I zgodzę się z przedmówczynią - niedopowiedzenia i kreowanie własną wyobraźnią, zamiast siermiężnych opisów, które w XXI wieku już nie są niczym pożądanym.
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 195
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

Re: Jak budować klimat opowieści?

Post autor: Kimchee » 04 kwietnia 2018, 10:54

Kruffachi pisze:
31 marca 2018, 17:11
W dziewięciu na dziesięć przypadków sam sztafaż zabija we mnie całe poczucie klimatu, zwłaszcza gdy autor wyraźnie się nim jara, opisuje każdą pierdołę, każdą spinkę i kolor fali, a także dokładny rynsztunek poszczególnych bohaterów i zdaje się mieć w nosie, że ktoś nie podziela jego pasji. Więc moim zdaniem sedno zagadnienia tkwi w tym, jak ten "wbudowany" klimat z głowy czytelnika wyciągnąć. Bo przecież to nie jest tak, że zobaczy np. widoczek, który mu napiszemy. Możemy go jedynie nakierować na to, jak mniej więcej ma wyglądać kolaż, który stworzy w swojej głowie z tego, co już widział i co poznał. Dlatego wydaje mi się, że dobrą taktyką mogą być delikatne niedopowiedzenia (choć też nie każdy je lubi, ale też nie każdy przedkłada klimat nad solidny kawał literackiego wykładu) oraz gra skojarzeniami - nie tyle więc wtłaczanie do głowy odbiorcy zupełnie nowych treści, co szczucie go i zachęcanie, żeby współtworzył opowieść.
Ok, to chyba ja z takich XD

Ok, ale to teraz na poważnie, bo temat mis się podoba, chociaż nie wiem, czy coś wniosę do tematu.

Też nie za bardzo wiem, jak wyjaśnić definicję słowa klimat, ale wiem, że czasem go czuję i czasem nie. Łatwiej wymienić konkretne przykłady. Ja akurat czytam sporo książek rozgrywających się w XIX wieku. Z książkami powstałymi w tamtych czasach nie ma problemu. Można uważać narrację Dickensa za toporną, ale nie da się jej nie docenić. A ze współczesnymi książkami jest tak, że jest sobie np. "Jonathan Strange i pan Norell", o którym mogłabym nawet powiedzieć, że napisał go ktoś żyjący w epoce wiktoriańskiej - nawet magia wydaje się tam integralną częścią życia i jest szereg książek, które niby się rozgrywają w Anglii w XIX, ale równie dobrze mogłyby się rozgrywać na Marsie kiedykolwiek. Podobnie jest z powieściami historycznymi. Myślę, że tu trzeba rozumieć hmmm ducha czasów o których się pisze, a nie tylko zaludnić kartkę zamkami i królami. Sorry, ale nie ma dla mnie klimatu w powieści historycznej, w której ktoś nie rozumiałby idei rycerstwa czy coś. Sama mam teraz problem z oddaniem klimatu i mentalności było nie było średniowiecznych Chin, to piekielnie trudna sprawa. A wiem, że bez tego powieść - nawet jeśli jest powieścią fantasy - nie będzie wiarygodna i klimatyczna.
Po części zgadzam się przedmówcami. Bardzo lubię, kiedy świat w książce "żyje" tzn. ja czuję, że poza daną sceną i bohaterem, gdzieś indziej też coś się dzieje, a nie tylko czeka martwe aż autor przeskoczy do kolejnej sceny.



Ale przecież to nie jedyny rodzaj klimatu. Jet też IMO klimat grozy w horrorze, atmosfera tajemnicy w kryminale itp.
Xanttis pisze:
03 kwietnia 2018, 17:13
I zgodzę się z przedmówczynią - niedopowiedzenia i kreowanie własną wyobraźnią, zamiast siermiężnych opisów, które w XXI wieku już nie są niczym pożądanym.

Tu się nie zgodzę. Moim zdaniem rodzaj narracji buduje klimat, tylko musi być prowadzona wprawną ręką. No wiecie, jeden pisze zdaniami wielokrotnie złożonymi i wychodzi pięknie, innemu - bełkot.

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Jak budować klimat opowieści?

Post autor: Krin » 06 kwietnia 2018, 15:44

@ Kruff
W dziewięciu na dziesięć przypadków sam sztafaż zabija we mnie całe poczucie klimatu, zwłaszcza gdy autor wyraźnie się nim jara, opisuje każdą pierdołę, każdą spinkę i kolor fali, a także dokładny rynsztunek poszczególnych bohaterów i zdaje się mieć w nosie, że ktoś nie podziela jego pasji.
I jeszcze operuje samymi niezrozumiałymi dla przeciętnego czytelnika słowami... Chyba nic tak nie zabija klimatu jak potrzeba sięgnięcia do encyklopedii. Kiedy jest klimat, to po prostu widzisz i czujesz opowieść, i nawet jeśli nie rozumiesz pojedynczych słów, potrafisz się domyśleć ich znaczenia.
Dlatego wydaje mi się, że dobrą taktyką mogą być delikatne niedopowiedzenia (choć też nie każdy je lubi, ale też nie każdy przedkłada klimat nad solidny kawał literackiego wykładu) oraz gra skojarzeniami - nie tyle więc wtłaczanie do głowy odbiorcy zupełnie nowych treści, co szczucie go i zachęcanie, żeby współtworzył opowieść.
Co masz na myśl przez "delikatne niedopowiedzenia" i co masz na myśli przez grę skojarzeniami? Bo widzisz, dochodzimy do momentu, w którym mamy bardzo mądre rady, ale trudno nam je przełożyć na praktykę.

Osobiście niedopowiedzenia kojarzą mi się z czymś nieskończenie irytującym, z dziurą nie do obejścia, która psuje całą przyjemność czytania. Miałam kiedyś przy czytaniu jednego tekstu z forum taki problem, że czułam się, jakby ktoś powycinał z tekstu randomowe zdania, co sprawiało, że w ogóle nie mogłam zrozumieć, co się dzieje. Podobnie mam z niedopowiedzeniami w dialogach - czasem autor tak stara się, żeby rozmowa bohaterów wypadła naturalnie, że dostaję szału, bo znów nie wiem w ogóle, na jaki temat ta dyskusja i wszystkie zagadkowe wzmianki wpadają mi do głowy jednym uchem, a wypadają drugim - tak jak nie zapamiętuję tekstów anglojęzycznych piosenek, których znaczenia nie rozumiem.
Inną moją definicją niedopowiedzeń jest sytuacja, kiedy jest Coś i wszyscy o Tym wiedzą, bo jest to istotna część świata przedstawionego i cały czas to Coś się pojawia, ale nigdy (albo po prostu bardzo długo) nam wprost nie tłumaczą, czym to Coś jest. I tu są dwie opcje:
a) Dostaję szału, jak w wypadku pierwszym, bo mam wrażenie, że musiałam przegapić kilka stron i szukam ich, i nie wiem, o co chodzi, bo nie mogę znaleźć, zaczynam się denerwować, że np. kopiując tekst z forum przegapiłam kilka wrzutek albo jeśli to książka papierowa, że mi gdzieś zakładkę się włożyło nie tam, gdzie trzeba. Ewentualnie zaczynam się wkurzać, że jestem za głupia na czytanie (albo autor jest za głupi na pisanie) i męczę jeden fragment, próbując ogarnąć, a potem rzucam książkę w kąt z uczuciem niesmaku i przez nawet kilka tygodni nic nie mogę czytać, a potem wracam do tej pozycji i męczę ją do końca, jakbym czytała za karę.
b) Niedopowiedzenie jest na tyle dobrze skonstruowane, że mogę z kontekstu domyślić się mniej więcej, o co chodzi, a z czasem z tego, co mówią i myślą bohaterowie jestem w stanie wywnioskować coraz więcej. Tu wchodzi też gra skojarzeniami, bo Coś może nam się kojarzyć w pierwszym momencie np. z jakimś Wielkim Złem, które terroryzuje wszystkich, ale potem ten czarno-biały obraz zaczyna stopniowo szarzeć, a świat przedstawiony wydaje się coraz głębszy.

Jeśli zaś chodzi o "szczucie go i zachęcanie, żeby współtworzył opowieść ", zupełnie nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jakiś przykład?

@Xanttis
W każdym razie, wg mnie klimat to "żyjące" wokół otoczenie, które współoddziałuje z bohaterem, nośnikiem narracji. Takie operowanie słowami, pokazywanie, które sprawia, że wierzymy, iż nasz bohater którego oczami widzimy świat naprawdę w nim żyje.
Czy masz na myśli to, że czytelnik powinien mieć wrażenie, że ten bohater istnieje w świecie, a nie świat istnieje dla bohatera? W sensie, że jest coś więcej, że świat ma "własne sprawy" i nawet, gdyby bohatera nie było, życie toczyłoby się dalej? Bo czasem mam wrażenie, że świat to tylko taka atrapa na planie filmowym np. (teraz pewnie komuś podpadnę) przy czytaniu "Kronik Amberu" Zelaznego cały czas mi się tak wydawało i choć lubię tę serię (zwłaszcza dwa zdania, które poruszyły mnie mocniej niż zdolne są mnie poruszyć długie opisy cierpień), ale nie powiedziałabym, że ma klimat. Ma tylko bohaterów.


Właściwie padły tu na razie tylko uwagi na temat kreowania klimatu w historiach fantasy i podobnych, gdzie ważna jest kreacja świata. A co z resztą? Mało czytałam literatury niefantastycznej, głównie w szkole, ale kiedy Borowski w opowiadaniach z tomu "Pożegnanie z Marią" (to właśnie jedna z lektur szkolnych, moja ulubiona) pisze o letnim słońcu, dusznym powietrzu i zapachu rozkładających się zwłok, to mi też chce się pić, też chcę jak bohaterowie schować się w cieniu i odpocząć. To mi się wydaje zupełnie innym obliczem klimatu niż wrażenie, że coś dzieje się jeszcze obok - po prostu wierzę autorowi, że to dzieje się naprawdę. Przynajmniej w chwili, w której czytam.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 78
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Jak budować klimat opowieści?

Post autor: Xanttis » 06 kwietnia 2018, 20:42

@Krin - tak. Znaczy, to trochę moje zboczenie jest przy czytaniu, tak samo przy tworzeniu książki. Hiperrealizm u mnie działa i bohaterowi świat nie może ustępować drogi tylko dlatego, że jest bohaterem. Jeśli ma ustępować mu miejsca, to tylko przez jego determinację, albo szczęście, tak jak w życiu, a nie, że wszystko jest zaplanowane jak w scenariuszach naszych bliskich na nasz temat. Sami wiemy, że to w życiu tak nie działa, więc dlaczego ma być tak w książce, nawet fantasy. No, ale mówię, to tylko moje zboczenie, taki fan high fantasy albo romansów powie, że książka ma właśnie odrywać od naszej rzeczywistości i są jacyś wybrańcy, przeznaczenie itp. Właśnie dlatego, jest różna literatura, bo są różne oczekiwania.

Mam wrażenie, że to zależy od targetu, od grupy czytelniczej. W sumie to co napisała Kruff o zabijaniu klimatu przez rozbudowane szczegóły... hard SF często na tym się opiera i albo uzna się to za intelektualne wyzwanie, albo uzna się to za bajdurzenie autora i sądzę, że nawet jeśli autor będzie umiał przekazać to z sensem i to co będzie pisał, będzie prawdziwe - albo chociaż intrygujące, to jeśli czytelnik nie jest targetem autora, to po prostu do niego nie trafi.
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Jak budować klimat opowieści?

Post autor: Kanterial » 10 kwietnia 2018, 17:47

Czytam tę dyskusję i pomyślałam, że jednak się wypowiem, choć moje ostatnie wnioski na temat klimatu są dość... ja wiem, no, mało pomocne?

Zaczęłam pisanie (jak większość chyba) z fantastyką, ale szybko odkryłam, że nie jestem mistrzem tworzenia środowiska, otoczenia. Nie umiałam robić tła, tak po prawdzie sama średnio widziałam tło własnych tekstów. Takie graficzne tło, nazwijmy, miejsca, kolory, ubrania, pogoda. Długo sądziłam, że to mój największy problem, a potem jeszcze dotarło do mnie, że moje tło nie tylko "nie wygląda" ale i nie istnieje, nie jest uzasadnione. Warto wspomnieć, że to było w trakcie pisania powieści, bo opowiadania jeszcze jakoś się bronią bez tych elementów zwykle. No więc okazało się, że nie ma u mnie świata, polityki, geografii, historii ogólnie i czegoś, w czym powinna pływać akcja. Jakbym miała w garnku ugotowane warzywa i mięso, ale brakowało rosołu.

I już wtedy, a było to ładne parę lat temu, miałam taką myśl, że hej - przecież ja sama nie lubię tego rosołu u innych. Ja nie widzę miejsc, gdy czytam, nie wyobrażam sobie map i praw rządzących światem, niepotrzebne mi są opisy przyrody, pogody, budynków, pokoi, ubrań. Nic. Jasne, czasem coś warto odnotować, szczegół jakiś, zapach, kolor, może krótkie zdanie o tym, że deszcz pada albo mgła wisi, albo las jest obok. Ale od kiedy pamiętam pomijałam całe akapity opisów w książkach, bo miałam gdzieś, jak co wygląda i jak co działa, albo jakie są nastroje społeczne. Chodziło tylko o postacie. Charaktery, relacje, motywacje, działanie. Czytam dla postaci i wydarzeń fabularnych. I to jest dla mnie ważne tak naprawdę. Gdy się wkręcę, sama dorabiam resztę, to nie jest do końca sprecyzowane, co dorabiam, co widzę, ale mój mózg odczuwa przyjemność i ja wiem, że tego właśnie chcę, czytając.
Zaznaczę, żeby nie było niedomówień, że oczywiście jakieś minimum opisów istnieje. Wiadomo. Ale u mnie jest niskie. Minimalne minimum. Hasła, sugestie, wskazówki.

Doszłam do tego i co było dalej? Problemy się nie rozwiązały. Nawet jeśli moja powieść była dokładnie taka, jaką ja chciałabym czytać, pozbawiona opisów i szczegółów, oparta wyłącznie na przeżyciach bohaterów, to nie znaczyło, że inni tak mają i będą zadowoleni. Tu w ogóle rodzi się problem definiowania klimatu, ale uznajmy, że to jest "poczucie tekstu". Dla jednych to poczucie musi uderzać w wyobraźnię, dla innych (jak u mnie) w uczucia. I tyle wystarczy. Rozumiem więc, że tekst może być klimatyczny na wiele różnych sposobów - albo czujesz, że jesteś w ciemnym dusznym bunkrze razem z bohaterem, albo czujesz, że boisz się strachem bohatera i tak jak on tworzysz widmo emocji (przy czym fakt, że jest ciemno albo duszno, masz totalnie gdzieś).

I teraz pointa, bo się rozpisałam i jak zawsze zero sensu, sam bełkot.
Myślę, że klimat nie jest możliwy do zbudowania. Klimatu nie da się zrobić. Klimat można trafić. Albo trafisz w to, co czytelnik umie i chce zobaczyć, albo masz pecha. Jak ktoś nie lubi osiemnastowiecznego Londynu i nie oglądał filmów o nim, to możesz się przekręcić, a i tak nie pokażesz mu tych brukowanych, cuchnących ulic. Znaczy jasne, pokażesz, ale on nie poczuje klimatu, bo w jego głowie nie ma podłoża, nie ma punktów i skojarzeń, które uruchomią proces. Jak ktoś nie lubi steampunku albo cyberpunku, to nie będzie czuł klimatu mechanizmów na parę albo neonów w deszczowej metropolii. Tak po prostu. Z kolei jeśli ktoś kocha grać na gitarze, to wystarczy kilka haseł, by dowolną gitarę zobaczył i usłyszał i wyobraził sobie i poczuł, choćby zdania były tylko dwa, o tym, że bohater jest na koncercie. To jest dla mnie jasne po czasie i naprawdę myślę, że (chociaż fatalnie to opisałam i wiem, że brzmi jak brednie) mam sporo racji w takim toku rozumowania. To jak z badaniami na skojarzenia. Mamy w głowie własne połączenia między wyrazami, sieci skojarzeń dźwięków, zapachów, widoków, odczuć, więc to, jak dobierzesz słowa i jak zagrasz melodią zdania nie może być nijak określone z góry, bo po prostu niektórzy ludzie się na to uruchomią, a niektórzy nie. Rzućcie dowolnym wyrazem przy dziesięciu znajomych i sprawdźcie, ile razy powtórzy się pierwsze instynktowne skojarzenie. A przecież liczą się milisekundy. Czytamy jedno zdanie na sekundę. Złożone. Nie śpiesząc się. Nie sposób zapanować nad mózgiem.

I jeszcze małe podsumowanie: skoro nie da się przewidzieć, co poczuje twój czytelnik i jaki jest trigger na klimat w jego głowie, możesz wyłącznie usunąć mu wszelkie przeszkody. To znaczy: nie robić błędów. Pisać tak, by nie zatrzymywać, nie irytować, nie spowalniać osoby czytającej. Jeśli tylko nauczymy się pisać bezpretensjonalnie i czytelnie, to pozostaje wierzyć, że jakaś grupa czytelnicza się załapie do puli gotowych na nasz klimat.

I pewnie, że cały mój wywód jest mocno przerysowany, ale jest tak celowo. Pewnie, że są bezpieczne rewiry i skojarzenia masowe, jakieś sposoby na oczarowanie tysięcy ludzi, zamiast dziesiątek, ale to już inna rzecz.

~pozdrawiam serdecznie człowiek kompromitacja
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1801
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Jak budować klimat opowieści?

Post autor: Kruffachi » 10 kwietnia 2018, 18:46

O to mi mniej więcej właśnie chodzi w odwoływaniu się do skojarzeń i niedopowiedzeniach. To znaczy każdy z nas ma swego rodzaju słownik w głowie, z tym, że hasłami są nie tylko wyrazy, ale też właśnie zapamiętane obrazy, które kojarzymy np. z daną epoką albo danym gatunkiem literackim. Coś jak - opuszczony dom w środku lasu = horror, biuściasta blondynka = idiotka, smok i rycerz = fantasy, nekromanta = czarny płaszcz. Można by to roboczo nazwać stereotypami. To takie kategorie, którymi porządkujemy sobie rzeczywistość - także tę wykreowaną w tekstach. Często można usłyszeć/przeczytać wypowiedzi w stylu: Nie lubię takich postaci, bo często okazuje się, że... A skąd się biorą takie przewidywania? No właśnie stąd, że gdzieś już mamy zaszczepiony model danego rozwiązania i czasem nawet widząc coś innego, zostaniemy oszukani przez mózg, który wmówi nam, że dane są zgodne z przewidywaniami. To mechanizm obronny służący wzmacnianiu spójności tworzonego modelu świata.

W filozofii (nauki) operuje się takim pojęciem, jak przedwiedza. To jest właśnie ten zbiór stereotypów i informacji pozornie zupełnie niezwiązanych z tekstem, do którego siadamy, prawd, które mamy wpojone, paradygmatów i aksjomatów. I podczas lektury okazuje się, że dwie osoby mogą odczuwać ten sam fragment kompletnie inaczej, bo właśnie siadają do niego z inną przedwiedzą, więc inne szczegóły będą im uruchamiać jakieś skojarzenia i mogą w skrajnie różny sposób interpretować dane opisy czy zachowania bohaterów. To jak z kolorami. Są języki, w których zielony i niebieski mają tę samą nazwę, i ludzie wychowani w tych językach autentycznie nie widzą różnicy miedzy kolorami - dla nich to tylko odcienie tej samej barwy. I podobnie jest z nami. Jeśli ktoś się interesuje ichtiologią, to będzie się jarał opisem ryb w stawku, więc wystarczy mu nawet łacińska nazwa gatunku, a jeśli ktoś po prostu lubi łazić po parkach, zleje najdokładniejszy opis ryby i zobaczy w tym samym miejscu najpewniej wypadkową parkowych stawków, nad jakimi spędził czas. Jeśli komuś od dziecka powtarzano, że czekolada miętowa zabija, to, czytając o bohaterze jedzącym takową, będzie się spodziewał jego śmierci, chociaż autorowi nawet na sekundę w głowie to nie postało.

Ale istnieje też pewna wspólnota kulturowa i skojarzenia powszechniejsze. I, moim zdaniem, do nich warto się czasem odwołać przy kreowaniu klimatu. Jeśli np. tworzymy w jakimś gatunku z ustaloną stylistyką, to nie ma potrzeby umieszczać opisów na trzy strony, bo można założyć, że nie jest to pierwsze spotkanie czytelnika z taką stylówką i gdzieś tam kojarzy, jak wygląda steampunk, postapo albo cyberpunk (chociaż oczywiście wizje te będą się różniły w szczegółach, w zależności od tego, jakie "próbki" zostały wcześniej zebrane), a zamiast tego skupić się na znaczących szczegółach. Na tym, co właśnie jest inne, niż wskazywałby na to sztafaż. A w odtwarzaniu tego, co jest osadzone w zbiorowej wyobraźni, zaufać nieco czytelnikowi. Owszem, tu występuje ryzyko, że trafimy na czytelnika kompletnie kulturowo nieobytego, który nie będzie w stanie wypełnić podstawowego tła, zarzuci nam dziury i w ogóle, ale chyba wolę to ryzyko niż przegięcie w stronę drugą. Bo, jak próbuję wykazać, tak naprawdę na to, co czytelnik sobie wyobrazi, nie mamy zbyt wielkiego wpływu. Sądzę jednak, że można go stymulować bez zmuszania do podążenia konkretną, sztywną ścieżką - i to miałam na myśli, pisząc o szczuciu. To odwoływać się własnie do ogólnego modelu zakorzenionego kulturowo (niekoniecznie go powielać, można też z nim polemizować) bez zamykania szerokich ścieżek skojarzeniowych. Z ostatnich lektur - zrobiła to np. właśnie Kasia Rupiewicz. Tam opisów świata praktycznie nie ma, bo wszyscy wiedzą, jak wygląda świat po zagładzie. Ale klimat tworzą właśnie elementy nowe, pojawiające się znikąd Kukiełki chociażby. Nie ma żadnego szczegółowego opisu zrujnowanego miasta, a mimo to w głowie mam bardzo wyraźny obraz odpowiedniej scenerii, w której znikąd pojawia się nagle mała dziewczynka, a spokojni dotąd ludzie rzucają się, żeby ją rozszarpać. I tu działa właśnie to, że obraz miasta postapo jest ogólnie zakorzeniony, to, że Kukiełkę widzę trochę jak dziewczynkę z The Ring, to wreszcie, że sama scena ataku nieodmiennie kojarzy mi się z finałową sceną The Backwater Gospel. Żaden z tych elementów nie jest szczegółowo opisany i to właśnie pozwala mi na ciąg skojarzeń i stworzenie sobie klimatu.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Jak budować klimat opowieści?

Post autor: Krin » 22 kwietnia 2018, 12:54

@ Kanterial

Nie zgodzę się z Tobą. Nie da się może budować klimatu poszczególnymi zdaniami, tak jak pojedyncze cegły jeszcze nie tworzą muru, ale myślę, że można go budować na przestrzeni scen, rozdziałów itd. Choćby właśnie unikając błędów. Bo na przykład opis świata nijak klimatu nie zbuduje, nie taki zwyczajny w każdym razie. Potrzeba... tego czegoś. Tego, co sprawia, że opowieść o świecie to nie opowieść z podręcznika, opowieść obcego o obcym, ale opowieść miejscowego o okolicy. Elementy muszą pasować do bohaterów i do siebie. Wszystko musi do siebie pasować. Tylko właśnie problem leży w tym chyba, że często mamy cały zestaw cegieł do zbudowania muru, stoją one na swoich miejscach nawet, tylko jakoś zaprawy brak. Czytałam ostatnio "Necrosis. Przebudzenie" Jacka Piekary i niby są tam wszystkie elementy, które powinny tworzyć klimat, ale klimatu brak. Tak sobie myślę, że przy tworzeniu go za bardzo skupiał się na odbiorze czytelników i na czytelniczym świecie, próbując przerażać go krwią na ścianach, zamiast na zanurzeniu bohaterów w świecie. Ale to taka teoria tylko.

@ Kruff

Z tobą też się nie zgodzę. :P Książki, w których autor uznaje np. że nie musi budować klimatu steampunku, bo przecież wszyscy wiedzą, jak on wygląda są straszne. Puste. Jakby cegły w murze nie tylko nie były połączone zaprawą, ale jeszcze lewitowały w powietrzu. W ogóle założenie, że ktoś musi znać jakiś gatunek, żeby go czytać jest... słabe. Myślę, że dużo w takich sytuacjach może zrobić odwoływanie się do skojarzeń bardziej podstawowych, do szumu pracującej maszynerii zamiast do mechów, bo jednak jeśli odwołujesz się do czegoś, co odwołuje się do czegoś innego, co odwołuje się do jeszcze czegoś innego, to przy każdym odwołaniu tracisz jakiś kawałek i ci niewiele zostaje. No i jesteś w jakimś sensie jednak wtórny, powielasz pewne określone spojrzenie na temat. (Mam nadzieję, że moje metafory są zrozumiałe, bo dzisiaj jakoś w ogóle w metafory nie umiem. :facepalm: )


A tak ogólnie to mam ostatnio przemyślenie, że tworzenie klimatu jest trochę jak tworzenie snu. Przede wszystkim nie zbuduje się go samym obrazem, przynajmniej w moich snach obraz jest owszem ważny, ale byłby niczym gdyby nie inne wrażenia. Obraz cały czas się zmienia, z sekundy na sekundę, jest takimi ruchomymi plamami, które się mniej więcej zgadzają, ale raczej mniej niż więcej. Ważniejsze są kolory, które mam wrażenie bardzo silnie łączą się u mnie z poczuciem klimatu zarówno snów jak i powieści. Reprezentują jakby nie kolor sam w sobie, ale takie ogólne poczucie Czegoś - nieokreśloną pulę skojarzeń.
Ważniejsze są też przekonania, bo w snach niektóre rzeczy po porostu się wie, choć nikt ich nie powiedział. I sny robią się nielogiczne dopiero po przebudzeniu, gdy śnimy porządek snu jest dla nas naturalny. Dlatego moim zdaniem, źle działa próba szokowania czytelnika odmiennością świata i ogólne skłanianie go do porównywania ich, bo wtedy musi się wynurzyć z tej rzeczywistości, która ma być przecież w pełni naturalna i logiczna.

Sorry, że tak długo mi się zbierało na odpowiedź. Do takich odpowiedzi wenę trzeba mieć.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Tal Shiar
Posty: 10
Rejestracja: 20 maja 2018, 13:58

Re: Jak budować klimat opowieści?

Post autor: Tal Shiar » 20 maja 2018, 15:31

Nie wiem, jakie sposoby stosują inni ale z pewnością mogę opisać swój. Staram się abym był jednym z bohaterów opowieści. Tak aby oczyma wyobraźni widzieć co się dzieje, czuć zapachy, słyszeć dźwięki. Jeżeli ktoś umie relacjonować otaczającą go przestrzeń i umie wczuć się w opisywaną historię, z pewnością uda mu się stworzyć klimat opowieści dla czytelnika, które ma podobne odczucia. Ja na przykład w ogóle nie trawię fantasy z zawartością magii bądź superbohaterów ale za to zaczytuję się w science fiction.

ODPOWIEDZ