Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twórca

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1791
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twórca

Post autor: Kruffachi » 28 października 2014, 15:39

W sumie trochę się dziwię, że takiego tematu nie znalazłam, bo to chyba jeden z ulubionych tematów wielu piszących, z którymi zdarzało mi się rozmawiać ;)

Jak to u Was wygląda? Jak mają się Wasze postaci do Was samych? Ile z siebie im dajecie? Na ile świadomie? A może wręcz przeciwnie - szukacie przeciwieństw i z premedytacją wyposażacie bohaterów w cechy, których sami nie posiadacie. I pytanie najważniejsze - dlaczego? Jak to się właściwie ma do Waszych poglądów na temat tworzenia postaci?
SpoilerShow
Wiem, że wiele osób nie lubi, kiedy na początku tematu rzuca się tylko pytaniami, a własne zdanie zostawia na koniec, wybaczcie, naprawdę tak wolę :bag:
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twó

Post autor: Krin » 01 listopada 2014, 09:53

Ja chyba najczęściej robię to pierwsze. Naturalnie, nie daje im wszystkich cech w ten sposób. Tylko niektóre. Często są to te najbardziej rzucające się w oczy i tak akurat wychodzi, że często robię to, dlatego że mnie one śmieszą. Dla przykładu powiem, iż ostatnio stworzyłam postać, która ciągle zadaje pytania. :D Inna z kolei wygłasza uwagi typu - "mówię do siebie, bo chcę porozmawiać z kimś inteligentnym" (nie pamiętam, jak to było dokładnie), ponieważ w czasie przeróżnych wygłupów zdarzają mi się takie rzeczy.
Niestety, z postaciami posiadającymi cechy, których nie mam jest pewien problem. W sumie to bardziej o umiejętności chodzi. Chcąc raz stworzyć postać z serii "cięta riposta to moje drugie imię" poległam zupełnie. Trudno mi również stworzyć zabawnego bohatera. Niewielu ludzi rozumie mój humor. Większość obraża się, kiedy żartuje, albo bierze mnie za... jakby to elegancko powiedzieć... mało inteligentną.
Duży wpływ na bohaterów ma też to w jakim środowisku żyje twórca. Czasem biorę pomysły, myśląc o znanych mi ludziach.

Uważam, że dawanie cech znanych na przykładzie własnym może bardzo ułatwić zadanie, ponieważ je rozumiemy, wiemy skąd się wzięły, co wywołuje w takich ludziach określone emocje.
Nienawidzę natomiast, gdy ktoś (niestety przeważnie osobnik płci żeńskiej) utożsamia się ze swoim bohaterem. Jeszcze gorzej, kiedy zaczyna dawać mu tylko te cechy, które chciałby mieć. Raczej nie wychodzi to dobrze... Myślę, że wiecie, o czym mówię.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Joande

Re: Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twó

Post autor: Joande » 10 listopada 2014, 13:20

Ooo tak, bardzo ciężko mi pisać o bohaterach, którzy są zupełnie innymi typami ludzi niż ja sama. Każda z moich postaci ma choć połowę cech, prościej mi się również pisze kobiety, bo... nie wiem po prostu jak mężczyźni reagują na większość spraw! (a chyba powinnam wiedzieć, biorąc pod uwagę, iż mam trójkę braci, ale pomińmy to). Ciężko mi tworzyć kogoś obdarzonego dużym poczuciem humoru, gdyż, niestety, raczej nie rzucam żartami na lewo i prawo, o humorze cynicznym już nie wspominając! Płaskie wychodzą postacie tragiczne, więc ustanowiłam sobie, by czegoś takiego nie tworzyć. Moja koleżanka, przy jednym z dawnych opowiadań stwierdziła, że dobrze kreuję bohaterów z... kłopotami w psychice. Mam nadzieję, że, jeśli to oczywiście prawda, to nie jest to efekt grzebania w bebechach.
I zgodzę się co do utożsamiania się z postaciami z moją poprzedniczką. I dodawaniu im pożądanych cech tym bardziej. Nie nawidzę Mary Sue, i oby nigdy żaden taki potwór spod mojego pióra nie wyszedł. Sama nią nie jestem, więc może mi się uda? Oby...

Awatar użytkownika
Soplicum

Re: Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twó

Post autor: Soplicum » 11 listopada 2014, 15:27

Tutaj ma szczególne zastosowanie hasło "nie ma psychologii, jest tylko autobiografia". Och, ileż razy kreowałem głównego bohatera na wzór samego siebie. Narcyzm? Może. Przez to miałem więcej ochoty na pisanie i łatwiej było to zrobić. No przecież wiem, co bym zrobił w takiej a takiej sytuacji. Czasami pisanie z sobą w roli głównej może być ucieczką od problemów... Z resztą każdy pisarz daje postaciom coś z siebie. Lub rodziny. Inaczej pisanie nie byłoby procesem twórczym, prawda?

Awatar użytkownika
Owca InFlames

Re: Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twó

Post autor: Owca InFlames » 21 listopada 2014, 14:35

Podobno każde działo jest jakąś opowieścią o jego twórcy. Ja to w wierzę, a więc wierzę też, że choćbym stanęła na głowie, to w każdej z moich postaci będzie coś ze mnie. Dlatego bardzo często robię to świadomie. Dorzucam jakąś jedną (lub więcej) cechę, którą znam z autopsji.
Z drugiej strony - najlepiej pisze mi się te postacie, które znam. A więc te wzorowane np. na sobie również piszą się bardzo sprawnie.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twó

Post autor: Siemomysła » 11 lutego 2015, 08:13

Odpowiedź Siemomysły podejście drugie.
Najbardziej nie lubię jak mi wyskakuje błąd, po tym jak piszę pół godziny dwa akapity, by dobrze wyrazić to, co chcę wyrazić :C Jednak jeszcze bardziej nie lubię, że się nie uczę na tym błędzie i nie zapisuję zanim dam "Wyślij". *wzdych*

A teraz odpowiedź właściwa:

Pisanie o rzeczach znanych jest łatwiejsze. To fakt niezaprzeczalny. Łatwiejsze, bo nie wymaga tyle skupienia, myślenia i wychodzi naturalniej - jest znacznie prostsze do uwiarygodnienia. Gdy zaczynałam przygodę z pisaniem nadawałam bohaterom moje cechy. Nie robiłam tego świadomie. Prawdę mówiąc w ogóle się nad tym nie zastanawiałam, nie zadawałam sobie żadnych pytań: "co bym zrobiła w takiej sytuacji? co bym czuła? jaka byłaby moja reakcja?" Gdybym to robiła, to by znaczyło, że w ogóle brałam pod uwagę inną opcję, a ja nie brałam. Po prostu w pewien sposób uznawałam, że to jedyna możliwa reakcja, choć bynajmniej nie zdawałam sobie z tego sprawy. Wychodziło później, bo odleżeniu i czytaniu, że bohaterowie, choćby nawet sprawiali wrażenie, że są inni, to jednak są podobni gdzieś na dnie. Na szczęście ten etap trwał krótko. Na szczęście, bo moim zdaniem to blokuje rozwój, nie pozwala się uczyć i tak naprawdę mocno ogranicza. Jak pisać w takim momencie powieści wielowątkowe? Powieści z wielością bohaterów? Dużo Siemomysł. Brr. Nawet jeśli udających na zewnątrz, że są kimś innym.

Teraz robię inaczej. Działam świadomie i wybiórczo. Nadal łatwiej mi bazować na rzeczach znanych najlepiej, czyli na sobie. Lecz jeśli bohater reaguje jak ja, to dlatego, że ja tego chcę. Jeśli czasem - bo wciąż się zdarza - pojawi się coś nieświadomie, to najczęściej znika w pierwszej redakcji. Bywa - działam odwrotnie: staram się nakreślić bohatera, który "nie zrobiłby tak jak ja", którego reakcje emocjonalne nigdy nie wydostałyby się ze mnie. Ale także dzięki pisaniu zaczęłam uważniej obserwować ludzi dookoła mnie. Nie znaczy to, że wcześniej nie zwracałam na nich uwagi. Po prostu kiedyś przyjmowałam reakcje. Łączyłam je z konkretnymi sytuacjami na zasadzie nieco zero-jedynkowej. Sytuacja --> reakcja. Teraz dostrzegam kombinacje przyczyn. To pomaga. Nie tylko w pisaniu. W życiu także. Wydaje mi się, że obserwowanie ludzi pozwala czynić postaci wiarygodnymi. A wiarygodna postać w choćby najbardziej absurdalnym świecie, zawsze się obroni. Tak myślę.

Oczywiście wszystko co powyżej dotyczy cech wewnętrznych. Jakoś mnie to grzebanie w bebechach mocno ukierunkowało. Co do cech fizycznych - przyznaję, spora większość moich bohaterek jest niedużego wzrostu, jak i ja. Po prostu wiem jak świat wygląda z tej perspektywy ;) No i dopiero od niedawna próbuję się świadomie z bohaterami męskimi, bo pierwsze próby - cóż Siemomysły w spodniach ;)
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Unni
Posty: 66
Rejestracja: 26 lipca 2015, 16:54
Lokalizacja: Miasto Fabryk i Magazynów
Kontaktowanie:

Re: Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twó

Post autor: Unni » 03 sierpnia 2015, 21:59

Bohaterki Iwony, to jest taki oddzielny gatunek ;)
A tak na poważnie, zauważam u siebie tendencję do samotniczek - może i jest w tym coś ze mnie, bo ja raczej cicha i spokojna. Nie potrafię sobie jednak przypomnieć nic szczególnego. Zapewne pewne reakcje tych wszystkich pań i kilku panów mogą odzwierciedlać moje reakcje - tego się chyba tak do końca nie da przeskoczyć, to jednak staram się kierować nimi tak, by nie byli mną.
A co za tym idzie, świadomie nie utożsamiam się z moimi bohaterkami (byłoby to dziwne, bo np. walczę sobie z jedną samotną matka z rozbitej rodziny, czyli kimś o 180 stopni różnym). Pewnie to wynika z naczytania się masy Mary Sue w potterowskich fanfikach, które czytywałam namiętnie zanim zaczęłam pisać (takie małe guilty pleasures). Zwyczajnie wiem, że nie robi się bohaterek wzorowanych na sobie z super-mocami wszelakimi.

A że czasami ciężko się pisze, bo bohater taki obcy - ej, od tego mamy poprawki ;) Plusem dla mnie są Ci oryginalni ludzie z Miasta Fabryk i Magazynów - prawdziwe źródło inspiracji.

Za to zdarza mi się projektować wygląd moich heroin trochę na ulepszonej wersji mnie: wysoka, o zdrowych kobiecych kształtach - tylko z lepszą kondycją i ciekawszym włosami.
WEIRD is a side effect of being AWESOME - niepoprawny blog Iwony Mag. My professional aspirations were simple - I wanted to be an intergalactic princess. Janet Evanovich

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1791
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twó

Post autor: Kruffachi » 10 sierpnia 2015, 20:23

Taka jestem udana. Zarzuciłam tematem, niczego nie napisałam i zapomniałam :bag:

Osobiście mam nie najlepsze doświadczenia w pisaniu postaci będących moim odbiciem. No dobra, połowiczne. Bo zrobiłam to dwa razy. Raz bardziej na poważnie (Naye z "Niewinnych cywilnych ofiar działań wojennych niezdolnych do samodzielnej egzystencji", których tu nie ma, ale część osób kojarzy z NaNo) i wyszło dość niezdarnie i raczej ciężkostrawnie. Coś sknociłam i obawiam się, że wykazałam się dystansem na bardzo mizernym poziomie, co zresztą często jest problemem postaci zbyt mocno opartych na autorze tekstu. Fakt, że dałam bohaterce ponad sześćdziesiąt lat, nie wystarczył, żeby się od niej odseparować. Za dużo w tym było rozgrzebywania ran, a za mało konkretów. Drugi raz podeszłam do sprawy nieco inaczej i był Jeremiasz Żelazko z "Jeszcze nas kiedyś napiszą", które wisiało tu do niedawna, ale chwilowo nie wisi, bo znajduje się, ten, w obróbce, a potem ma wyfrunąć z gniazda. Tu poszło chyba nieco lepiej, więcej było tego dystansu, mniej identyfikowania z bohaterem, a za to garść obserwacji po przełomowym momencie w życiu. Więc raczej opis mechanizmów przy konkretnym układzie czynników wewnętrznych i zewnętrznych. Z tego drugiego jestem zadowolona, ale raczej tak szybko nie powtórzę.

A częściej, hm... Częściej mam tendencję do nadawania postaciom tych cech, których nie mam, a które mieć bym chciała. Łojejuś, jak tego było dużo w nastoletnim pisaniu i potem we wczesnej dwudziestce. Musiałam parę razy oberwać, zanim się ogarnęłam i uświadomiłam sobie sposób własnego działania. Potem był również niełatwy etap robienia wszystkiego tak, żeby było "po ludzku", z masą niedoskonałości i w ogóle - takoż ślepy zaułek. Teraz staram się miksować. Nadal mam ulubione cechy, które eksploatuję pewnie zbyt często, a które trochę biorą się z tego, co bym chciała, a nie mam (pewność siebie, ha! XD), ale przeplatane z czerpaniem z własnego zestawu, z tym, że raczej doświadczeń i drobiazgów utrudniających nadmierną identyfikację. Parę razy (trzy co najmniej) zdarzyło mi się pisanie o bohaterach, którzy są wiecznie głodni, niemało jest takich, którzy nie dosypiają i tak dalej. Ale uczę się też obserwować i ćwiczyć odtwarzanie wnętrza na podstawie zewnętrza, żeby poszerzyć wciąż za wąski wachlarz możliwości.

I tak, z własnych doświadczeń mogę wywnioskować tyle, że nadmierne czerpanie z siebie to pułapka, która wcale pisaniu nie służy. Bo następuje identyfikacja i portret postaci traci analityczność, bo za duża jest przedwiedza autora o bohaterze, co źle wpływa na jego prezentację w tekście, bo jeśli prezentacji jest za dużo, ma tendencję do przeradzania się w pamiętnik z osobistymi przeżyciami doklejanymi do postaci i sytuacji w tekście. Albo jest jej za mało, bo z punktu widzenia autora pewne rzeczy są oczywiste.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Heap
Posty: 27
Rejestracja: 18 października 2015, 15:55

Re: Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twó

Post autor: Heap » 02 listopada 2015, 18:51

Lubię bohatera kreować na bieżąco wraz z postępem pisania, zderzam go z różnymi sytuacjami. Równie często zbieram zespół cech mających go czynić takim i takim osobnikiem, a później coś do tego dodaję lub coś z tego zabieram.
Nie lubię czerpać z siebie czy z ideologii, religii, filozofii, przekonań etc. bo to jest cholernie tendencyjne. Wpada się w kozi róg i wszystko się sypie.
Lubię widzieć realność w danej postaci, gdy oddaje pod jakąś postacią swój stan lub odczucia. To go jakby polepsza w moich wypaczonych oczach.
Heap jest tylko jeden.

Awatar użytkownika
katedra
Posty: 18
Rejestracja: 03 stycznia 2016, 12:29
Kontaktowanie:

Re: Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twó

Post autor: katedra » 03 stycznia 2016, 13:31

Ulubiony motyw wykorzystywany przez nauczycieli do torturowania uczniów.
"Czy dostrzegasz jakieś analogie w biografii autora i losach bohatera stworzonego przez niego?".
Sam rzadko tak robię, chociaż najlepiej pisze się o swoich doświadczeniach, przeżyciach, marzeniach.
W naszej literaturze, szczególnie patriotyczno-martyrologicznej, motyw ten jest zbyt często eksponowany. Dochodzi potem do kuriozalnych analiz tekstu pod kątem biografii autora.
Kiedyś nawet czytałem tekst o tym, że orkowie z LOTRa to alegoria Niemców z okresu II Wojny Światowej.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twó

Post autor: Siemomysła » 03 stycznia 2016, 15:46

katedra pisze: Kiedyś nawet czytałem tekst o tym, że orkowie z LOTRa to alegoria Niemców z okresu II Wojny Światowej.
Ja czytałam o wpływie doświadczeń z I Wojny Światowej i z poprzedzającego ją okresu rewolucji przemysłowej na twórczość Tolkiena. Doświadczenia, poglądy, radości i żale przenikają do tego, co tworzymy. To naturalne, jak mi się wydaje.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
katedra
Posty: 18
Rejestracja: 03 stycznia 2016, 12:29
Kontaktowanie:

Re: Grzebiąc we własnych bebechach, czyli bohater a jego twó

Post autor: katedra » 03 stycznia 2016, 17:15

Wpływ to jedno, robienie z czegoś alegorie to drugie. Myślę, że to nadinterpretacja czytelników.

ODPOWIEDZ