Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

*** [gruntowna redakcja]

Tekstów nie ma, zostały same komentarze
Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1788
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Nie po drodze

Post autor: Kruffachi » 18 maja 2017, 15:16

Czuję, że to nie będzie turbo komć. Będzie znacznie słabszy, niż być powinien, ale jestem dziś nie w formie, a chcę napisać go przed wyjazdem - potem już długo nie będę miała czasu. Także przepraszam.

Odnoszę wrażenie, że co wstawka, tym intensywniejsza pod względem informacji, ale to może trochę wrażenie wynikające z faktu, że choć odrobinkę znam bohaterów, to jednak nadal wszystko jest nowe. I jestem chyba na granicy lekkiego przegrzania, bo wszystko, niemal każdy szczegół, wydaje mi się znaczące. Niekoniecznie jest to zarzut. Lubię takie teksty - za to między innymi tak cenię Palahniuka, bynajmniej nie za brutalność i taktykę szoku, a właśnie za to, że każda pierdoła znaczy, niekoniecznie nawet dla intrygi czy fabuły, ale dla obrazu rzeczywistości, bohaterów, ich relacji. Raczej myślę, że gdybym miała Nie po drodze w formie książkowej, czytałabym bardzo powoli. Z trochę innego względu niż Strugackich, bo oni walą po mózgu wizjami, którymi chcę się długo napawać, ale własnie tak Palahniukowo - żeby nie tracić szczegółów, nie zmęczyć się nimi, a czerpać pełną radość z ich śledzenia. Więc jeśli w pewnym momencie zacznę zwalniać z odpowiedziami i czytaniem, to właśnie dlatego i nie waż się interpretować tego inaczej (jeśli powód będzie inny, zwyczajnie dam znać, nie lubię, ale piąchy też potrafię użyć).

Babcia jest oczywiście ujmująca. I to jest tak inna relacja zupełnie: wnuk-babcia. Inna niż dziecko-rodzic. Jakby jednocześnie bez tych obciążeń, jakby dziura pokoleniowa zdejmowała jakiś ciężar, i z obciążeniem tajemnicy. W ogóle portrety rodziców są tu zimne i odległe - zarówno matki Wolfa, jego nieobecnego ojca, jak i Czachowskich. Babcia to taki kontrapunkt. Jedyne ciepło ze strony dorosłych, więc w sumie nie dziwne, że chłopaki szukali tego ciepła wśród rówieśników - i nie potrafią go nadal znaleźć, chociaż to poszukiwanie wepchnęło ich w tak pokręcony układ.

O tym układzie też piszesz teraz ogromnie dużo, o początkach, o za wcześnie podjętych decyzjach, o złych, ale jak się wydaje jedynych wyborach, o całym tym paskudnym ciągu zdarzeń, który wcale nie minął, ale jakby każdy z przystanków dokładał konsekwencji, które trzeba nieść dalej. Mogłabym pisać godzinami o wątku stróżowania, "psów obronnych" itp., wiesz o tym. Nie piszę z premedytacją, bo sama mam to teraz w głowie po same uszy. Napiszę kiedyś, jak już wyrzucę własne przemyślenia w tekst, nie chcę, żeby się nakładały. Ale to co piszesz, trafia mnie bardzo. Gorzko. Pod żebra. No bo to przecież nie jest takie łatwe, nie? Zawsze jest cena - po obu stronach. Zawsze jest coś nie tak.

I na koniec, łoboziu, Elwira XD Jakie paskudne dziecko, jaka parówa, naprawdę XD I dzieci rzucające w Wolfa klockami XD Znów czytałam na głos fragmenty.

Poprawię się, następny komentarz będzie lepszy, nie taki w biegu przed wyjściem do weta. Bo powinnam jeszcze napisać o trójkącie Wolf-Babcia-Adam chociażby albo o gitarach, a nie umiem się skupić.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
MononokeGirl
Posty: 210
Rejestracja: 07 stycznia 2017, 17:46
Lokalizacja: Światełko w ciemnościach
Kontaktowanie:

Re: Nie po drodze

Post autor: MononokeGirl » 19 maja 2017, 23:41

Podczas czytania skonsumowałam litr lodów (w jeden dzień!), moje ukochane chrupki z Japonii, które miały czekać na lepsze dni, ptasie mleczko sztuk jedna (bo więcej nie było), a teraz bardzo żałuję, że jest zamknięty sklep i nie mogę kupić drugiego litra lodów. I rozważam poważnie otwarcie dwulitrowego kartonu mojego ukochanego wina ze śliwki japońskiej. Chociaż z drugiej strony mam wrażenie, jakbym zaliczyła odlot i kaca jednocześnie, więc chyba lepiej nie nadwyrężać resztek szarych komórek,bo nigdy nie wyskrobię z siebie tego komcia (kasowałam i pisałam go kilkukrotnie już :bag: )

Ogólnie kupiłam obydwu bohaterów od razu. Nawet za bardzo nie rozpakowywałam opakowania i byli moi. Albo ja ich. Zależy od perspektywy.

(W międzyczasie pisania komentarza poszłam po chałkę z cukrem, bo nic słodkiego też kuźwa akurat w domu nie ma =.= Jutro będą lody. Dwa litry jak nic)

Szczerze mówiąc, przeczytałam Wilki w Karkonoszach jednym tchem i miałam wrażenie, że czegoś brak. Dużo czegoś. Jakbym zajrzała do pokoju przez dziurkę od klucza. Dopiero po tych fragmentach Nie po drodze nieco mi się rozjaśniło, a jednocześnie o ile Wilki nie dotykały historii tak głęboko i ledwie sygnalizowały te problemy to pomimo uczucia wybrakowania czytało się je łatwo i znacznie przyjemniej. Możliwe, że przez to zakończenie, gdzie Adam dostaje od Janusza te dokumenty i jest nadzieja, że on i Wolf się pogodzą i będzie dobrze. Bo widać od samego początku pomiędzy nimi jakąś chemię. Przyciąganie. Większą niż pomiędzy Adamem i jego rodziną. To całe dramatyzowanie Adama jakoś mnie wtedy nie ruszało. Wolf zły, Wolf niedobry i wrrr. I pedofil do tego. Im o gorsze rzeczy Wolfik był przez Czaszego podejrzewany i im normaniej się zachowywał (on+Monika, on i "załatwianie" dzieciarni, aby mieć z Czaszym wolną chatę = :heart: ) tym bardziej zastanawiała mnie kondycja psychiczna Adama. Tak samo jak przy jego "dialogach z Bogiem". Wtedy nie znając ich przeszłości pomyślałam jedynie, że Wolf pojawił się w odpowiedniej chwili, bo jego starego przyjaciela coś mocno zżera i będzie mu potrzebny. Kryzys wieku średniego czy coś?

No i potem jest Nie po drodze.
Nigdy nie sądziłam, że jakikolwiek bohater-alkoholik zdoła wzbudzić moją sympatię, ale pierwsze sceny z Wolfem są po prostu rozbrajające. Może przez te bokserki w pingwiny xD I bardzo się cieszę, że się pojawiły, bo jego późniejszy powrót do miasta i Czachowskich problemów... Za zostawienie dziesięciolatki bez opieki obojgu mam ochotę urwać łeb przy samej dupie. Dziwaczne położenie Wolfa-księdza w tym wszystkim. To jak jednak mimo wszystko znalazł się u Czachowskich w okładzie z dzieciaka i psa jest rozczulające.

Samobójstwo Adama wcale mnie nie zaskoczyło. Jakoś poprzednie sceny niosły wystarczająco wyraźne przesłanki. Ten optymizm, który zostawiłam sobie po Wilkach, do którego nie miałam żadnych powodów, bo już wtedy czuć było że coś jest mocno nie tak, wyparował.

Genialnym zabiegiem jest to, że zaczęłaś opowiadać z punktu widzenia Wolfa. Prawdopodobnie to jego podejście do życia jako tako trzymało to wszystko w kupie. Adam by mnie pewnie zaczadził tak pesymizmem, że tylko brać pętle i kończyć =.= Więc dzięki ci Kan za Wolfa! :c[]: :c[]: :c[]:

Wspomnienia jakoś zdominowali mi rodzice i babcia, chociaż ci pierwsi się nie pojawiają osobiście. Szczerze mówiąc to z tymi nastoletnimi Czaszym i Wolfem jestem w stanie się cholernie identyfikować. I to dość głęboko, więc tym bardziej później tekst wali po mózgu. Jak kijem bejsbolowym. I tym trudniej jest do niego podchodzić, bo coraz mniejszy dystans zostaje, aby popatrzeć na nich jak tylko na postacie literackie. A o uczuciach w ogóle nie da się pisać, bo są zbyt skołtunione i niejasne. A uścisk w piersi zostaje długo.

I ponownie dzięki ci Wolf, bo rozluźniasz te kołtuny i uściski. Gdy musztrujesz Adama. Gdy patrzysz jak ten debil nago objeżdża gosposię. Gdy idioto znęcasz się nad kotem (tragi- ale - komiczne). Gdy wpadasz do akademika i chcesz dokonać mordu książką. I gdy gonisz Elwirkę. Ta scena rozj**ła system :D Parskam za każdym razem, bo zawsze marzyłam, żeby coś takiego zrobić xD

I tyle. Mam wrażenie, że wyczerpałam resztki szarych komórek kilkukrotnie. A i pewnie rezerwę białych pewnie też.

Teraz czekam na happy end :heart2: I nekromantę? jak ty teraz ten happy end zrobisz to ja nie wiem
Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.
Victor Hugo :heart2:

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Nie po drodze

Post autor: Krin » 22 maja 2017, 23:33

Po pierwsze, muszę Cię zabić.

Zabić oczywiście w odwecie za Adama. W Wilkach wydał mi się bardzo antypatyczną postacią oskarżającą Wolfa o własne problemy. Na początku go nie żałowałam bardzo, choć scena uderzyła mocno, jednak szczególnie żal mi było Wolfa, ciekawiło mnie, jak on sobie z tym poradzi, z tą myślą, że gdyby nie był nawalony, może by powstrzymał Adama, może by przynajmniej dostał od niego jakiekolwiek wyjaśnienie.

Ale potem, kiedy zaczęłaś opowieść o przeszłości to... No ci dwaj są po prostu uroczy razem. Boleśni też, ale jacyś tacy... jaśni? Gdybyś zaczęła od tej przeszłości, mogłabym mieć nadzieję, że to wszystko się jakoś ułoży, a tak dajesz mi możliwość obserwacji, jak wszystko się rozpada i to strasznie bolesne jest. Ta świadomość, że ta dziura nigdy nie zostanie zapełniona ryje mózg, że oni się nigdy nie dogadają tak do końca. Widzę w tej historii staranie, żeby się porozumieć i zdzieranie kolejnych warstw, gdy pod każdą warstwą okazuje się być następna. Takie trwanie w zawieszeniu z jednoczesną chęcią, żeby się wreszcie dobrać do emocji drugiej osoby i je zrozumieć.
Czuję bardzo.

Ja strasznie lubię wchodzić bohaterom do mózgu tak głęboko, a to mam wrażenie, że się wcale tak często nie zdarza, bo ta głęboka psychika bohaterów jest najczęściej tylko pozorna, pozbawiona kontekstu, a ty tworzysz tutaj cały złożony obraz. Taki trochę bezlitosny, bo Adam nie porozmawia szczerze z Wolfem, lecz będzie kisił emocje jak prawdziwy człowiek.

Właśnie! Scena z krwią była piękna. Potrafisz u mnie, kobieto, wywołać opad szczeny przy czytaniu, bo nie spodziewałam się, że Adam będzie aż tak pokręcony. ( W czym się chyba zgadzamy z Wolfem.) I uważam, że bardzo wiarygodnie mimo wszystko wyszła ta scena, wiarygodniej niż wszyscy kanibale, psychopaci i nekromanci całej literatury XD Zresztą wszystko jest piękne, rozwałkowujesz mi mózg i gdybym to miała w formie książki, już dawno bym skończyła czytać, boi bym się nie mogła oderwać i pewnie, w którymś momencie zaczęłabym ryczeć. A potem pewnie przeczytałabym drugi raz, tylko wolniej, bo po szybkim czytaniu się zaciera w pamięci. (I za drugim razem też bym pewnie ryczała.) A! No i pewnie nie wytrzymałabym po 1/4 i zajrzała na koniec, by się upewnić, czy na pewno będzie ten obiecany happy end :P

A sposób w jaki piszesz... Ja bym ci Nobla już dała, ale tak jakoś nikt mnie nie chce słuchać. Widzę to, czuję. Widzę nawet te wygniecione majty w owce. (Swoją drogą, najlepsze jakie widziałam to chyba były w osy.) Nawet nie potrafię nazwać, co ty robisz, bo czyta mi się niesamowicie lekko, a ja mam problem z czytaniem z monitora. W ogóle często mam wrażenie, że teksty forumowe przykuły, by znacznie więcej mojej uwagi, gdyby były w papierze, jednak nie w twoim przypadku.

Co mi się też wyjątkowo podoba, potrafisz przedstawić lęki Wolfa, tak, że stają się naszymi lękami. Przynajmniej moimi. Potrafisz mnie przekonać, że naprawdę stanie się zaraz coś strasznego, a Wolf niechybnie pójdzie siedzieć na 10 lat za molestowanie nieletnich. Ma Wolfik obsesję... I wyraźnie, przynajmniej ja tak zrozumiałam, boi się, czy jest pedofilem. Tak sobie myślę, że najlepiej by dla niego było, gdyby się pozbył sutanny i znalazł miłość i w ogóle. Ale ja to się nie znam na księżach, to tak mówię XD

Ale hej, plotę zupełnie jak wszyscy, to napiszę, co mnie prywatnie najbardziej ciekawi w tej historii:
1. Dlaczego Wolf jest dla Michała taki ważny? Zastanawiam się cały czas, czy masz zamiar to wyjaśnić, czy to zbyt poboczny wątek.
2. Jak to się stało, że Adam z Moniką zostali małżeństwem? ( Wspominałam, że kiedyś mi się śnił ich rozwód?)
3. Skąd u matki Adama pewność, że sypia z Wolfem? XD Nie no śmieję się niby, ale serio... Mieli szesnaście lat i już takie podejrzenia? Tak mi się wydaje, że rodzice nie są wówczas tacy podejrzliwi, ale to Czachowscy. Nie napisałaś też, w jaki sposób doszło właściwie do banicji Wolfa, że go do domu nie wpuszczali. Tak z dnia na dzień, awantura czy co właściwie?
4. Co takiego jest z nazwiskiem Czachowskiego, że go prześladowali? Ja czegoś nie ogarnęłam, czy tego jeszcze nie napisałaś?
5. Jak ty zamierzasz teraz zrobić happy end, bo ja sobie nie wyobrażam? Chyba naprawdę muszę zadzwonić po znajomego nekromantę? (mogę wysłać Kruczarza, w końcu bratnia dusza Wolfa czy jakoś tak.)

I jeszcze jedno. :bag: Gdyby pisał to ktoś inny, miałabym absolutną pewność, że będzie miał miejsce homoseksualny romans. (Choć w sumie nie wiem, dlaczego mój mózg włączył cię do listy osób, które by tak nigdy nie zrobiły, może źle pomyślałam.) Oni mają obsesję nie tylko psychiczną, fizyczną też. Najbardziej mnie z gitarą ruszyło. Z wciąganiem zapachu z koszulki Adama też, ale jego zamiłowanie do zapachów innych ludzi pojawiło się już wcześniej. Zresztą ty sama co chwilę takie sugestie czynisz i ja już nie wiem, co mam myśleć. ;P
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 23 maja 2017, 10:39

***

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 23 maja 2017, 10:40

***
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
MononokeGirl
Posty: 210
Rejestracja: 07 stycznia 2017, 17:46
Lokalizacja: Światełko w ciemnościach
Kontaktowanie:

Re: Nie po drodze

Post autor: MononokeGirl » 23 maja 2017, 21:02

Pierwsze sceny pozwalają się odpręzyć i się bardzo cieszę, bo poprzednia wstawka skończyła się dość ponuro (no poza Elwirką i Zajebą, bo wtedy parskłam xD). Interakcje pomiędzy Wolfem a Albercikiem, czy resztą druzyny były takie normalne, ciepłe. Mozna się było uśmiechnąć :) Ta chwila oddechu nie tylko Wolfowi dobrze zrobiła, ale mi tez zwłaszcza, ze jak tylko ze sceny schodzi Remik, a Wolf idzie do klubu to robi się brudno i paskudnie.

Jednak najpierw Remik. We wcześniejszych wstawkach, gdy był wspominany to nie wiedziałam kto to. Jedynie, ze wisi Wolfowi kasę. Pomyślałam, ze tez moze jakiś diler? Albo kolega ze studiów, czy coś? :bag: A potem strasznie się zdziwiłam, jak okazało się, ze to policjant. Starszy i zaprzyjaźniony. Ich relacja tez wydaje się być bardzo normalna i ciepła. Ta rozmowa niby o dupie Marynie, ale sam fakt, ze Remik przyjechał choć na chwilę i ta obietnica spotkania po Sylwestrze - to ktoś na kim mozna polegać. Wydaje mi się, ze jak ojciec dla Wolfa :heart2: Bardzo mnie ta przyjaźń zadziwiła - diler z policjantem... (później po scenie w klubie zaczęłam się zastanawiać, jak to mozliwe, ze nie zostało to zauwazone przez Pastucha i Wolfowi kośturów nie poprzętrącał? bo przeciez skoro się spotyka z gliną to kapuś... A moze Remik tez w ten handel jakoś zaanagazowany i to wcale nie jest dobry glina? Mama nadzieję, ze jednak nie, bo Wolfowi potrzeba dobrego wzorca, kurde...)

Nie pamiętam, a moze nie było podane - czemu na Wolfika woła Zaręba? ????

Te sceny w klubie. Kurcze, brud i syf straszny :( Pokazała się w pełnej krasie ta morda Wolfowa, której się tak obawiał Czaszy w Wilkach. Ona juz wyłaziła podczas meczu koszykówki, kiedy walczył z własną brutalnością, agresją, która gdzieś czekała na swój moment w napięciu mięśni. I potem poszedł i przestał się kontrolować - wręcz przeciwnie, chyba zaczął nastawiać się na tryb bojowy i tylko to podsycać. Cała ta scena - zagrywki z dziwkami i karkami, kolczykowanie, Ukrainka-Diana - on wie, ze się tym wszystkim niszczy w jakiś sposób, a jednak nie potrafi odejść. I pomyślałam, ze jemu przydałby się ktoś, kto zwyczajnie wpadłby tam i wyciągnął go za pysk - dziewczyna, rodzice. Osoba, której by zalezało przede wszystkim na nim. Z tych, którzy są obok taką władzę chyba mieliby jego babcia, Czaszy albo Remik. Pierwsza jest za stara i czuje, ze jest coś na rzeczy, ale raczej nie podejrzewa, ze az tak, drugi sam pcha tam Wolfa spowrotem (moze nie do końca świadomie, ale tak mi to wygląda), a trzeci nie wie chyba, ze jest taki problem, bo potrafiłby zareagować odpowiednio. :( :( :(

Gdybym czytała w innej kolejności to po czymś takim pomyślałabym, ze to Wolf ma większe szanse na zostanie samobójcą. Niszczy się świadomie i upodla.
I on o tym wie i dlatego wybucha podczas rozmowy z Czaszym. Wolf sam się sobą brzydzi, ale usłyszeć coś takiego z ust bliskiej osoby to ból, bo prawda w oczy kole. Szkoda mi go strasznie. Ze względu na zje***ną rodzinę, za przyjaciela, który to widzi, ale nie potrafi mu pomóc. Obaj sobie nie potrafią. Okropnie. Paskudnie i smutno :(

I dalej czekam na mój happy-end!

Kilka babolów:
SpoilerShow
Tylko i wyłącznie dlatego Pakosik zgodził się, żebym pod koniec trzeciej klasy wziął w udział wzawodach międzyszkolnych.
– Zaręba! Ej, ty, zawołaj mi u Zarębę!
– To niemieckie, słodkie? Jaksię piszę.
Ja wątpię, aby w takiej sytuacji karka frapowało jak się pisze nazwę tego alkoholu xD
Teraz jest już za późno i itak się pokłócimy, i tak wysłucham kazania albo, co gorsza, zostanę nazwany „pijakiem”.
Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.
Victor Hugo :heart2:

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1788
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Nie po drodze

Post autor: Kruffachi » 27 maja 2017, 14:18

Obiecywałam sobie, że wreszcie napiszę taki komentarz, na jaki zasługujecie - Ty i ten tekst, ale nie byłabym sobą, gdyby coś się nie zrąbało, więc piszę paskudnie przeziębiona i ogólnie zamiast myśli mam makaron *wzdych* Chciałam też przeczytać tę wstawkę jeszcze raz, także ze względu na warunki, w jakich czytałam po raz pierwszy, ale literki skaczą mi do ócz, linijki mylą i nie udało się. Więc jest relacja, taka jaka jest.

Dominantą wstawki w mojej głowie nieodmiennie zostają sceny w klubie, więc od nich zacznę, chociaż niechronologicznie. Ale chyba muszę wyrzucić najpierw z siebie to, co mam na ich temat do napisania. Cholernie ciężkie były. Ciężkie w zupełnie inny sposób niż cokolwiek, co pojawiło się w „Nie po drodze” wcześniej. No bo wcześniej to była głównie ciężkość emocjonalna, ciężkość często bardziej sugestii niż czynów, a tu nagle poczułam się, jakbyś mnie złapała za włosy i walnęła nosem w mur – to znaczy ja tę brutalność namacalnie poczułam. Myślę, że trochę zagrała sceneria. Jakoś tak zupełnie inaczej odbiera się sceny przemocy w fantastyce, gdzie kostium i dekoracje powodują mimowolny dystans. Inaczej nawet odbiera się przemoc w thrillerach czy kryminałach, bo tam ona jest elementem konwencji. Tam zawsze można uciec w „to nie mój świat” albo „no, bo tak musi być”. A tutaj to jest obyczaj, w dodatku obyczaj umiejscowiony w tym momencie parę lat wstecz, ale jednak pod nosem, we Wrocławiu, w takim normalnym mieście normalnych - zdawałoby się – ludzi. I zdejmujesz mu maski. Wiem, że przeprowadziłaś dogłębny risercz, więc ufam w to, co piszesz, przynajmniej na zasadzie licentia poetica, a może nawet trochę bardziej. W każdym razie mocno podejrzewam, że to, co opisujesz, nie służy zaszokowaniu czytelnika – nie tylko. Po prostu oprowadzasz mnie, przeciętnego zjadacza chleba, po nieznanym mi świecie i robisz to tak namacalnie, jakbyś znała go od podszewki. I osiągasz to – sądzę – pokazując ten świat oczyma kogoś, kto właśnie zna go od podszewki. Na początku odebrałam zachowanie Wolfa jako dziwne, nienaturalne i wymuszone. Zrobiło się jakoś sztywno i nieswojo. Coś mi się nie zgadzało. Jakby cała ta akcja z dziwkami na schodach była przesadzona. A potem zaczęło do mnie docierać, że nie rozumiem, bo jestem obca, a w języku pięści to ma jakiś sens i układa się w komunikaty. Że to jakiś egzotyczny rytuał, w którym mimowolnie uczestniczę jako widz. I w sumie, cóż, nawet Wolf, żeby w to wejść, potrzebował takiej durnej symbolicznej przemiany i zmiany ubrania na specjalne, na jedyne, o które dba (jeszcze, bo mi się tu bardzo odbiło Lenorem, widzę analogię i to niepokojąca analogia).

Nie wiem, to trochę dziwne chyba, ale nawet wobec wszystkiego, co wydarzyło się potem, ta scena na schodach zabolała mnie właśnie najbardziej. To, jak wszystko w niej jest w gruncie rzeczy bezsensowne, prymitywne i zwierzęce. I jak w sumie zapowiada ciąg dalszy, gdzie Wolf zostanie i upodlony, potraktowany jak zwierzę i zakolczykowany, a potem sam się upodli upadlając Dianę. Właśnie, Diana. Najbardziej obrazową ze scen jest ta z kolczykowaniem, ale ruszyła mnie na jakimś takim w miarę bezpiecznym poziomie – to znaczy na tym poziomie, który jestem w stanie bezboleśnie przyjąć i który, prawdopodobnie, sama bez oporów wykorzystałabym, pisząc. Ale Diana to było coś innego. Okropna scena. Nie wiem, czy była potrzebna wobec tego, co stało się na schodach, czy jeszcze bardziej trzeba było podkreślać stosunek Wolfa do kobiet. Może tak. Może są czytelnicy, którym trzeba będzie wbić gwóźdź w stopę głębiej. A może bardziej chodziło o to samoupodlenie właśnie. Albo o grunt do późniejszej rozmowy z Adamem. W każdym razie, ja poczułam opór, a granice mam posunięte daleko. I długo nie mogłam przestać o tym myśleć. Jest coś porażającego w tym, że Wolf większą estymą darzy zdjęcie Maryli. Albo może inaczej – jak bardzo kojarzy seks z kobietą z brakiem szacunku. Przecież wprost w pewnym momencie to pada, że akt jest poniżający.

I w tym wszystkim relacja z Remikiem. Nie padło to chyba jednoznacznie, ale coś mi się widzi, że relacja odziedziczona, o czym może świadczyć choćby to „Zaręba”. Bo Zaręba to nazwisko ojca, tak? Skoro to matka jest Niemką. A może kwestia jest bardziej skomplikowana. Ale tak mi się wydało, że Remik był kumplem ojca Wolfika i tak mu poczucie odpowiedzialności zostało. To zabieranie bratanka na wakacje. Jest w tej relacji ogromne napięcie i mam bardzo złe przeczucia. W kwestii Remika. Nie będę zaskoczona, jeśli w pewnym momencie to jemu przyjdzie zapłacić niesprawiedliwą cenę. Zwłaszcza że Wolf został oznakowany, już wcześniej zniewolony przez układ, został teraz niejako fizycznie „zaklepany”, a to nigdy nie działa w jedną stronę. Dla jednych jest się swoim, dla drugich obcym. Już nie ma pośrodku.

W scenie gry w koszykówkę też pełna napięcia, ale innego. W ogóle ta scena tak mi wystaje z ciągu. Nie wiem, to dziwne wrażenie i nie potrafię go specjalnie umotywować. Jakbym nie została w nią odpowiednio wprowadzona, jakoś przygotowana. Dotąd miałam wrażenie, że sceny płynnie wynikają z siebie, nawet jeśli kompletnie zmienia się sceneria i bohaterowie. Tu znalazłam się tak nagle, że w pierwszej chwili nie zajarzyłam, co się dzieje i musiałam wrócić się na chwilę. I napisałabym, że może coś mnie rozproszyło, ale to wrażenie się powtórzyło także za drugim razem. I potem miałam też wrażenie nagłego końca, że to wszystko nagle zostaje z tyłu i tyle. Może przez ramę z Reimka, nie wiem. A może trochę za wyraźnie widzę podwójny cel umieszczenia tej sceny, a może zabrakło mi jakichś elementów konstrukcyjnych wcześniej lub później. Bo to jest dobra scena, Albercik jest świetny, wspominki z liceum są świetne, ale może właśnie o to chodzi, że pojawiają się głównie tu – gdy są potrzebne – a wcześniej niby tak, ale jednak niespecjalnie był czas na to, wszystko kręciło się wokół innych rzeczy. Może mi się to wrażenie z czasem zmieni albo obróci się na korzyść, bo dzięki temu zapamiętam scenę lepiej i wróci do mnie, kiedy będzie potrzebna, a czuję, że będzie potrzebna. Głównie przez Ewelinę. I w sumie o nią też się boję po scenie ze schodami i Dianą. No bo można sobie wyznaczać sztuczne rewiry, ale przekroczenie granic w jednym rzutuje na pozostałe, choćby się nie wiem, jak chciało.

Scena snu zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie już kiedy widziałam jej kawałek w Sztambuchu. Tym bardziej czapki z głów, bo teraz uderzyła ponownie i z równie wielką mocą. Jest po prostu doskonała. To, jak wykorzystujesz oniryczny absurd, jak wywlekasz w ten sposób dręczące Wolfa pytania i sprawy. Naświetlasz osie, wokół których kręci się cała jego pokręcona egzystencja. Kłótnia z babcią była bardzo przykra w taki ludzki, codzienny sposób. Zaczynam ją widzieć. Jako dobrą, pełną emocji osobę tłumiącą w sobie bolesne tajemnice, która jednak nie ma jak dać im ujść. Po „Wilkach…” wiadomo już, kim był dziadek Wolfa. Wiadomo, co to mogło oznaczać dla jego babci – parę różnych opcji od gwałtu przez ratowanie się ciałem po napiętnowany związek i odrzucenie przez swoich – a każda z nich wiąże się z ogromnym, choć różnym cierpieniem. Kocham to, że czynisz z niej postać pełnowymiarową. Starsi ludzie to z jakiegoś powodu często grupa w literaturze traktowana narzędziowo i kiedyś miałam odpał na punkcie walki z tym. Więc babcia mnie wzrusza. Tym, jak jest barwna i jak nie potrafię jej zrozumieć przez to, co w sobie skrywa. Uwielbiam ją. I tak do mnie trochę dociera, co ją może urzekać w Adamie. Bo on jest trochę jak wspomnienie minionych czasów – zupełnie inaczej niż Wolf. Ale też sądzę, że po takiej kłótni z Adamem nie byłoby tak łatwo odbudować więzi, jak z Wolfem. To ich przyciąganie – przyciąganie do tego stopnia, że Wolf wchodzi jej do łóżka jak przestraszony syn do matki – i odpychanie to piękny taniec trudnej, ale ogromnie silnej miłości. To jedna z tych rzeczy, które ratują Wolfa w oczach czytelnika.

Ach, no i choinki na koniec. To mogłaby być ładna scena oddechu, ale Ty to Ty, więc nici z tego XD Znaczy owszem, po klubie chociażby wszystko tu wydaje się łagodne i jakby przytłumione. Emocje z nocy są gdzieś daleko. Nawet kłótnia z babcią trochę się oddala. Ale jednak ten dialog ma moc, która dociera jeśli nie natychmiast, to po chwili zastanowienia. Zaczęłam kminić nad tym, ile właściwie Adam wie o drugim życiu Wolfa, bo ten wyraźnie nie chce wdawać się w szczegóły, nie mówi skąd kolczyk, nie zająknął się nawet o tym, co go spotkało. Jestem ciekawa, jak zareagowałby Adam, gdyby się dowiedział. Chociaż nie – w sumie chyba wiem, jak by zareagował. Odpowiedź dostałam w „Wilkach…” (mam coraz silniejszą potrzebę, żeby przeczytać je ponownie). I w sumie pośrednio to mówi, choć niby pijąc do czegoś trochę innego – strachem i obrzydzeniem. Ale to, co mnie uderzyło chyba najbardziej, to fakt, że Wolf używa ludzi trochę jak narkotyków. Tak to odebrałam. Wspomnienie o Hansie, perkusiście i basiście. To powtarzanie, że wszystkiego trzeba spróbować, to oburzenie charakterystyczne dla uzależnionych, nadreaktywność, obronę przez atak. Ale to nie tylko o seks chodzi. Bo Adama, odniosłam nagle takie wrażenie, też tak używa. Gdzieś padło, że jest uzależniony. Ano jest. Wolf ćpie po prostu wszystko – w ten sposób żyje.

(tu znów milion rzeczy, o których zapomniałam)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 29 maja 2017, 08:54

***

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 29 maja 2017, 08:57

***
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1788
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Nie po drodze

Post autor: Kruffachi » 02 czerwca 2017, 10:16

Jak już pisałam na SB, mimo tradycyjnie ciężkich tonów między wersami, ta wstawka sprawiła, że nieco odpoczęłam. Gdybyś po poprzedniej wrzutce jeszcze podkręciła atmosferę bez przerwy na oddech, byłoby ciężko. Dlatego dziękuję za to wyczucie, bo nie wiem co i jak. Pisałam Ci też, że żałowałam, że już przeczytałam, bo miałam ochotę przeczytać jeszcze raz po raz pierwszy. To świadczy o moim odbiorze, bo zwykle trudno mi wytrzymać napięcie, spodziewam się najgorszego i niekiedy uciekam wzrokiem parę linijek niżej, żeby się przekonać, że na pewno nic tragicznego się nie wydarzy. Dużo było w niej humoru, choć to tradycyjnie taki humor na krawędzi - człowiek się śmieje, a potem zaczyna się dopiero zastanawiać, z czego właściwie. No bo na przykład cała ta akcja z Horstem wcale nie jest zabawna, jak się jej przyjrzeć pod światło. Na pewno nie jest zabawne to, co mówi o Wolfie i jak chorą stronę jego osobowości pokazuje. Czuję się trochę tak, jak ci wszyscy, którzy widzieli scenę spoliczkowania go przez babcię i śmiali się, nie rozumiejąc, co się właściwie dzieje między tym dwojgiem. I ja tak samo w pewnych momentach - jakbym była intruzem, który rechocze, a nie powinien, bo sam Wolf by nie rechotał, gdyby spojrzał na to wszystko z dystansu i z rozumkiem.

No bo, kurde, pomijając wszystko, obserwowanie Wolfa w ciągu, uzależnionego tak, że bez prochów nie potrafi funkcjonować, jest przede wszystkim bolesne. Akurat amfetaminowe ciągi zdarzyło mi się riserczować do jednego zarzuconego projektu pod względem medycznym, więc po prostu widzę, o czym piszesz, a przypuszczam, że wiesz na ten temat więcej, że podeszłaś bliżej. I to jest najzwyczajniej w świecie przykre. I te wszystkie głupoty, które Wolf robi, przy drugim spojrzeniu tracą całkowicie wymiar komiczny. Jak wtedy, w willi Czachowskich.

Chciałam napisać, którą ze scen lubię najbardziej, ale ta wstawka była wręcz porażająco równa w moim odczuciu. Nie miałam tego wrażenia, co ostatnio, że jakaś scena mi wystaje z ciągu i wydaje się doszyta. Tu po prostu płynęło od zarąbistości w zarąbistość. I naszła mnie taka myśl, że ja może wcześniej nie doceniałam, ile pisanie tego tekstu może Cię kosztować i literacko, i psychicznie. Bo tu wszystkie śruby są tak dokręcone. Dowalasz czytelnikowi, ale dowalasz też sobie. Szacun, że to wytrzymujesz i przynajmniej na razie nie widać ani zmęczenia, ani wypalenia materiału, choć wróżę sporego kaca po skończeniu. Oby nie zbyt długotrwałego, bo jestem egoistycznym czytelnikiem i chcę więcej. W tej chwili już czegokolwiek, mam absolutne zaufanie i czytałabym nawet książkę kucharską albo podręcznik skręcania mebli.

No więc choinki. I tu dostałam odpowiedź na pytanie, które mnie dręczyło po poprzedniej wstawce - ile właściwie Adam wie o drugim życiu Wolfa. Otóż gówno wie. Znaczy, podejrzewam, że wyobraźnię ma szerszą niż ja, no bo w końcu półświatek dobrał mu się parę razy do skóry, ale nie wie dość, żeby docenić zagrożenie, może wcale nie chce tego widzieć, może to od siebie odsuwa, a może to depresyjna gruboskórność, ten moment, kiedy wszystko wydaje się za szybą i z waty, i właściwie trochę boli, ale jakby tego nie było. Kiedy można naprawdę, ale to naprawdę skrzywdzić przez obojętność. I się zastanawiałam, co Adam chce osiągnąć, wyciągając Wolfa na tę eskapadę. Czy naprawdę wyrwać go z tego stanu dla niego, czy może po prostu sprawić, żeby świat znowu był odpowiednio poukładany, a problemy znane. Bezradność, kiedy ktoś bliski, ktoś, kto zwykle nadaje rytm w tandemie, wypada z toru, na pewno zaburza poczucie bezpieczeństwa.

Uwielbiam całą akcję "Wigilia". Całą. Każe pojedyncze zdanie. Każdy element emocjonalnej gry między tą trójką. To, jak mi to wszystko strzela po mózgu, a jednocześnie jak ja bym chciała tę trójkę po prostu wziąć, zamknąć razem i odizolować od całego zła. I jak wiem, że to by nie zadziałało. I jak mnie to boli, jak mi gorzko, kiedy o tym myślę, że są właściwie dość blisko oddechu i szczęścia, a jednocześnie cholernie daleko i nie mają szans, żeby tam dotrzeć. I zastawiające jest to, jak wiele, mimo całej bliskości, jest wciąż niedopowiedzeń i nieporozumień między Wolfem i Adamem. Ale w sumie między Wolfem i babcią Krysią też. A z drugiej strony, zupełnie niezastanawiające, bo przecież tak żyjemy, a jak ktoś jest wilkiem i nie może okazać słabości, bo go wyrzucą, bo słabość nie istnieje tak w ogóle, to tym bardziej.

Powinnam napisać więcej. Ale po prostu tym razem odetchnęłam. I cholernie się boję, co mnie w związku z tym teraz czeka.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 06 czerwca 2017, 16:53

***

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 06 czerwca 2017, 16:54

***
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Zablokowany