Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

***

Tekstów nie ma, zostały same komentarze
Awatar użytkownika
Zakręcona
Posty: 2
Rejestracja: 25 lutego 2016, 19:21

Re: Chmury

Post autor: Zakręcona » 01 marca 2016, 21:20

Ehh... Napisałam taki długi, ambitny komentarz i mnie wylogowało...
Trudno.

Nie lubię romansów. Nie i już, po prostu n i e. Ale ostatnio dopadła mnie wena na coś z cukrem, lukrem i posypką, wiec szkolę sie, czytając oczywiście - niestety do romansów talentu nie mam, a to ostatnio jakieś rozchwytywane... Czyżby się nowy film o Grey'u zbliżał?

Podoba mi sie pomysł. Nie jest oklepany, wręcz przeciwnie - jak dla mnie, jest dość trudny do zrealizowania. Postać Doroty (pierwsza myśl:Jezu...Kolajna Bridget Jones, na szczęścię się pomyliłam) jest wyrazista, ciekawa. Niemal widzę ją, objadającą się kluskami na weselu, bo "skoro juz jest, to musi mieć z tego korzyść". Taka typowa jeszcze całkiem młoda kobietka, widać, że fajna babka, ale faceta nie ma, bo faceci boją się silnych kobiet (akurat to jest szczera prawda). A więc, droga rodzinka obgadać sprawę musi, a że wesele, to tym bardziej, bo jak to - kuzynka (pewnie młodsza, co?) bierze ślub, a ona nie wzięła do tej pory? I co z tego, że siedzi tuż obok? Ah... Typowy nawyk Polaków - specjalistów od wszystkiego, zwłaszcza w połowie "Finlandii".
Maciek mnie zaintrygwał, od początku czułam, że z nim coś nie tak... Kiedy przeczytałam o tym wyglądzie "jak z Harlequina", to miałam szczerą nadzieję, że Harlequin z tego nie wyjdzie... Chyba musiałabym wydrapać sobie oczy. Na szczęście są całe i zdrowe, a ja jestem zachwycona.

Błędów brak, widać, że wszystko dopięte na ostatni guzik.
No po prostu istna perełka, oby więcej było takich opowiadań!

Nie wiem, czy mój komentarz (drugi) cokolwiek wnosi, ale wyraziłam opinię i tyle. Głód romansów-inspiracji wciąż nie do końca zaspokojony, a po tym tekście mam spore wymagania...

Pozdrawiam, weny życzę :)

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Chmury

Post autor: Siemomysła » 02 marca 2016, 20:15

Bardzo dziękuję :D Dobre słowa zawsze takie potrzebne! Cieszy mnie ogromnie, iż nie spowodowałam u Ciebie chęci robienia sobie krzywdy ;)
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Chmury [lutowa Chwała]

Post autor: Kanterial » 13 lipca 2016, 17:23

To nie będzie jeden z tych fajnych komentarzy, do których się siada z herbatą, Siem :facepalm: i aż dziwnie mi taki pisać, bo ostatnio poszła fala takich, które mnie samą dziwią ogromem uwielbienia. Może jestem jakaś wrażliwsza, czy coś, ale w środku chyba niewiele się zmieniło. Dlatego, między innymi, piszę teraz tę odpowiedź. Dlatego doceń, proszę, że jest szczera, i że jest, bo mi cholernie ciężko. Może to nie powinien być komentarz, tylko wiadomość na PW, ta bardzo będzie personalne :facepalm: ale nieważne

To jest bardzo dobra praca pod względem technicznym i literackim, te twoje "Chmury". Zaznaczam.

Podchodzę do tekstu czasem jak do jeża - zwłaszcza kiedy znam autora i wiem, że go lubię, że na mnie umie zadziałać, a tekst zapowiada się wyjątkowo "odwrotnie". Ten problem nie występuje za często na Literce, w każdym razie "Chmury" były dla mnie wielkim wyzwaniem. Spasowałam najpierw dwa razy, raz zniechęcona klasycznością romansu, drugi raz zirytowana tym, że się zmuszam. Naprawdę ciężko. Naprawdę z wysiłkiem, zła jestem na siebie, bo ani nie chciałam tak po prostu zostawić niedoczytanej pracy (bo ja pierniczę, kogo mam czytać, jak nie ciebie? skoro już cię znalazłam i wypatrzyłam i znam twój poziom?) ani na siłę brnąć do przodu, bo to wręcz jakieś takie obraźliwe dla nas obydwu.
I nawet mój tryb wrednego Wolfa wyłapujacego przecinki, żeby się zmotywować do dalczego czytania, przestal być dobrym pomysłem, wywaliłam ten durny spoiler i nie mam zamiaru ci go robić. Bo sama poprawsz, albo ktoś to zrobi lepiej ode mnie, a jeśli jednak uznasz, że chciałabyś ode mnie poprawki, to mi po prostu powiesz i je wypiszę.
W każdym razie jakoś zmęczyłam tę pierwszą wstawkę, później początek drugiej. I potem jakoś się zrobiło lepiej i lepiej, szok i niedowierzanie. Co widzę w tym tekście po przeczytaniu całości? Rozwarstwienie.
Totalne rozwarstwienie, które mnie odrzuciło na początku, właśnie ono sprawiło, że nie mogłam się przełamać. Paradoksalnie tekst też jest o rozwarstwieniu, bo przecież Dorota, jak wszyscy ludzie, lawiruje między swoimi maskami i dobiera odpowiednią do sytuacji. Ja nie mogłam zdzierżyć tej pierwszej. Autentycznie.
Świetny tekst, pisany z twoją lekkością, zarąbisty, fajny literacko i wart docenienia, a ja - człowiek uprzedzenie - nie mogę znieść tej głównej bohaterki, jestem zniesmaczona, jestem zażenowana, jestem wściekła.
Ok, wspominałam, że szczery komentarz, jestem tylko człowiekiem, mam swoje upodobania. Czytanie Chmur było jak czytanie Tolkiena przez osobę, która nienawidzi fantasy. Jasne, że super. Jasne, że super, ale jestem na nie.
Od pierwszej chwili mnie babka irytuje, jest właśnie jak wyjęta z komedii romantycznej. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie głębia, którą jej nadajesz. Totalnie niepasująca, jakby wyrwana z innej postaci i wepchnięta Dorocie przez gardło. W momencie, gdy bohaterka zgadza się na seks z nieznajomym, jestem już wręcz roztrzęsiona. Odrzuca mnie to, denerwuje, ja nawet nie mówię, że taki brak szacunku do siebie, że gdybym znała taką osobę, która sie tak po prostu godzi na podobną propozycję, to bym nią gardziła. Jesteśmy tyko ludźmi, wiem, ona akurat miała podatny stan, wiem, Maciek jest niemal bogiem, wiem. Ale no - nie, aż mi się zaciskają zęby ze złości. Że ten wrażliwy, literacki charakter tkwi w tej kobiecie, idącej do łóżka z przystojnym młokosem (jak ona w ogóle mogła się dać nabrać na to?! akcja rodem z filmu, a świat tak nie działa, przystojni młodzi bogowie mają seksowne młode plastikowe modelki, nie rozglądają się za paniami Dorotami). Jestem okropna i jestem okrutna, czytając Chmury. Jestem tak bardzo nastawiona negatywnie do bohaterki, że sama się sobie dziwię.

I wiesz co - właśnie dlatego moment, w którym okazuje się, że chłopak jest do wynajęcia, zmienia wszystko. Nagle mogłam czytać. Nagle wow, nagle mi tak lekko. Jakbym odzyskała wiarę w to, że nie napisałaś tak klasycznie nierealnego romansu. I, jak mówiłam, pojawia się rozwarstwienie. Czy to zabieg? Czy to tak chcesz mi pokazać jak bardzo Dorota jest zmienna, jakim kameleonem nauczyła się być? Nagle czytam inną opowieść, piszesz o depresji, ruszasz mnie, piszesz głęboko, znika ta okropna aura, która mnie stopowała przez ponad pół tekstu. Nie wiem, czy to dobrze. Jak dla mnie to jest materiał na dwa lub trzy opowiadania - i nie mówię o fabule, tylko o umyśle bohaterki. Ona jest jak kilka kobiet. Piszesz o nich, w tym - o takiej, którą bym wyrzuciła przez balkon (początek) takiej, którą szanuję (rozmowa z Jagodą) i takiej, którą bym przytuliła i zabrała na piwo (depresja i wspomnienia o konwaliach, btw, udane jak milion innych scen w tym opowiadaniu). Nie mam słów, Siem, nie mam pomysłu, jak ci przedstawić to, co myślę.
Nie utożsamiłam się z Dorotą, z żadną z nich, z Maćkiem, w ogóle z nikim. Wydaje mi się jakby ta część, w której piszesz o smutku i depresji była długa, inna, osobna, może nawet przeciągnięta, przez to, że taka z innej parafii.

Tym, co mnie złości najmocniej, jest właśnie świetność tego tekstu. Jest świetny i napisany o czymś, co nie jest świetne, dlatego się denerwuję, dosłownie jakbym miała ciastka w słoiku i mogła trzymać słoik i patrzyć przez szkło, ale odkręcić już niekoniecznie. Niby dobrze mieć słoik w garści, racja? Ale jestem głodna.

Te ciastka to opis umierania, opis przyrody, szczegóły zwykłych sytuacji, przemyślenia jednej z Dorot (tej z depresją), scena z Jagodą, książka rozpakowywana z użyciem nożyczek, wiele, wiele innych. Przepraszam za chaos.

Może to wszystko dlatego, że planowałaś komedię, a wyszło jak zawsze. Może. A może to jest po prostu dobry tekst, nieprzeznaczony dla mnie. Raz jeszcze, na zakończenie powtórzę, piszesz świetnie. Ruszają mnie pojedyncze zdania, całość - w przypadku Chmur - osobiście zniechęca.

nigdy nie zarzucaj pisania, proszę. nawet to, co mi się u ciebie nie podoba, tak naprawdę mi się podoba. ~bardzo strapiony ksiądz
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1788
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Chmury [lutowa Chwała]

Post autor: Kruffachi » 07 sierpnia 2016, 14:41

Dziwna to była lektura. Nierówna. A przy tym bardzo osobista. Więc komentarz będzie nieskładnym potokiem myśli i słów. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to dobrze, pisać go publicznie, czy nie lepiej wysłać Ci parę zdań prywatnie, ale zrezygnowałam z tej koncepcji. Bo zawsze kręcę na to nosem i stoję na stanowisku, że jeśli ktoś umieszcza tekst na forum, to po to, by był na forum dyskutowany i jeśli coś osobistego ze mnie wypłynie, to mój problem, nie autora i nie tych, którzy - pisemnie czy tylko w myślach - będą z tym komentarzem dyskutować.

Zacznę od zarzutu, bo mam jeden bardzo ogólny, właściwie do sposobu poprowadzenia całości. Mimo wspaniałego stylu i świetnego studium psychologicznego, totalnie wymęczyła mnie druga część. Same retrospekcje były ciekawe, każda coś wnosiła do portretu Doroty, który ani przez moment nie był mi obojętny, ale jednak trwało to za długo. Było tego za dużo. Wszystko skondensowane w jednym miejscu, ujęte w ramy z oczywistych dość w kontekście prób samobójczych. Zostałam z bardzo ambiwalentnymi odczuciami po tej drugiej części. Przyszło mi do głowy, że opowiadanie zyskałoby na dynamice, gdybyś pokazała te retrospekcje wcześniej, ale może zaszkodziłoby to Twojemu zamysłowi. Może powiedziałoby za dużo o Dorocie - choć osobiście nie sądzę. A może w takiej kompozycji tkwi coś jeszcze, czego nie widzę. Trochę już Twój sposób myślenia o pisaniu znam i wiem, że nie podejmujesz decyzji, za którymi coś nie stoi. Niemniej cały czas zastanawiam się, czy korzyści nie są mniejsze od kosztów, jakie tekst poniósł przy takim podziale materiału. Bo, pisząc wprost, miałam w pewnym momencie taką myśl: "matko, ja nie chcę tego czytać!", przy czym nie wynikała ona z mocy obrazu, a z przytłoczenia, z rodzącej się niechęci do powtarzanych po raz kolejny - jedynie innymi słowami - stwierdzeń. Lubiłam tę Dorotę z pierwszej części. Kupowałam ją ze wszystkim, z każdą niejednoznaczną cechą, z jej pragnieniami i lękami. Nawet z tą odrobiną pretensjonalności. W drugiej części zaczęła mnie męczyć tak, jak zapewne zmęczyła Piotra. I może właśnie tu tkwi haczyk, może tego zniechęcenia właśnie chciałaś. Wszak depresja to nie jest choroba, która powoduje cierpienie jednej osoby. Zawsze rzutuje na otoczenie, bywa dla niego częściej uciążliwą zmorą, niż powodem do współczucia. Taka okrutna prawda. Jeśli tak, to udało się znakomicie, niemniej - dla dobra samego tekstu - przemyślałabym jeszcze tę kwestię. Bo też wiele z tego, o czym Dorota mówi, mówią też same opisane sytuacje.

Zaznaczę też, że od samego początku nie czytałam "Chmur" jako romansu. Dla mnie było to właśnie psychologiczne studium przypadku. Studium Doroty, która mówi, że nie chce być okazem do obserwacji (jakże ją tu rozumiem, naprawdę), a tym właśnie się staje dla mnie-czytelnika. Studium Doroty, którą, jak wspomniałam, kupiłam i polubiłam z całym dobrodziejstwem inwentarza. Przerażająco łatwo było mi wejść w jej skórę - ba, gorzej - wyobrazić sobie siebie na jej miejscu. Owszem, widziałam te momenty, w których zareagowałybyśmy kompletnie inaczej, ale jednak jej rozterki i motywacje, jej obserwacje i sposób patrzenia na własne położenie trafiały mnie celnie w żołądek raz za razem. Jest to o tyle dziwne, że zwykle nie lubię postaci, które za dobrze rozumiem - może to właśnie syndrom lustra, w którym ogląda się znienawidzone odbicie. Tu jednak stało się coś niezwykłego i zastanawiam się, czy w Dorocie nie dostrzegłam tego, co w gruncie rzeczy w sobie lubię, a czego odkrycie kosztowało mnie wiele lat i parę szalonych skoków na główkę. Oraz takie rzeczy, których nie lubię, których się boję, ale które z jakiegoś powodu są po prostu ważne.

Motyw z oblekaniem się w zbroję. Mistrzostwo. I coś, z czym jestem bardzo na świeżo - co zawsze we mnie było, ale co zauważyłam niedawno, kiedy było już za późno na zbieranie odłamków porcelany. To mnie chyba położyło na łopatki już totalnie. Jest tak pieruńsko prawdziwe i stanowi tak trafne porównanie, że pozostaje tylko chylić czoła. I opis mechanizmu poczucia winy. Tak! - pomyślałam - właśnie tak! I to stanowi główną siłę "Chmur" według mnie - podejrzewam, że nie ja jedyna, samotny grzybek na skałce, która piśnie przy tym i poczuje na moment, że istotnie, została zwyczajnie rozpracowana, rozłożona na części i zrozumiana. Z Dorotą można się identyfikować. Dorota jest w cholerę prawdziwa. W dodatku nigdzie jej szczególnie nie opisujesz, więc można jej nadać dowolną twarz - nadziei albo lęków. Można w niej zobaczyć to, co dostała, ale też to, co straciła. Choćby smak ulubionej kawy, teraz zatruty. To są drobiazgi, ale przecież właśnie te drobiazgi zmieniają się najboleśniej, przeformułowują oswojoną już jako tako rzeczywistość, zabierają bezpieczne miejsca, rytuały i skojarzenia. Trzeba wszystko układać od nowa, omijać wzrokiem wypalone kratery, żeby nie poczuć znowu ukłucia lęku i nie dać się zalać czczym pytaniom o popełnione błędy.

A jednak - mimo całej tej ponurej prawdziwości - jak to często u Ciebie bywa, podszywasz wszystko baśnią. Dorota sięga dna, ale też ostatecznie dostaje swego rodzaju nagrodę. Trochę ubłoconą i potarganą, trochę popękaną, ale jednak nagrodę, która być może znów jest tylko na chwilę, a być może wcale nie. Trudno zgadywać. Przecież wszystkim rządzą drobiazgi. Być może w "prawdziwym życiu" taka nagroda by się nie zdarzyła, ale - do cholery! - to tekst, nie życie, i cieszę się, i boję razem z Dorotą.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Chmury [lutowa Chwała]

Post autor: Joa » 11 sierpnia 2016, 11:25

Miała być początkowo komedia romantyczna, tak? Coś poszło nie tak, Siem.
SpoilerShow
Obrazek
To nie jest na pewno tekst, który do mnie tak trafił jak "Para idealna", ale zdecydowanie umocniłaś mnie w tezie, że umiesz pisać, wiesz, jak konstruować tekst i że zdajesz sobie sprawę z tego, co robisz. Nie ma przypadku w niczym, mam takie wrażenie. To nie jest pisanie forumowe, na odwal się, Ty piszesz dla siebie i dla Nas, ale w taki sposób, żebyśmy mieli wrażenie, że dopieszczasz wszystko, byśmy odczuwali komfort czytania czegoś dobrego. Bardzo to w Tobie cenię, dlatego Cię czytam, nieważne czy trafiasz do mnie w stopniu "Pary...", czy w takim jak tu. Tak się czyta ulubionych autorów.
Nie wiem, co czuję do Doroty. Z jednej strony jej depresja mnie ruszyła, z drugiej jako osoba do mnie nie trafia. Mam z nią problem, bo to nie tak, że jej nie lubię albo jest mi obojętna. Gdyby była prawdziwym człowiekiem, próbowałabym jej pomóc, bo ją rozumiem do pewnego stopnia, ale pewnie po pewnym czasie, tak jak i Piotr, poczułabym się zmęczona. Zrzucałabym popiół, schodząc na dół.
Nie czułam się źle (jedynie na początku, nie mogłam ruszyć z czytaniem poza początek wesela, dlatego tak długo zwlekałam z komentarzem) czytając jej myśli lub, jak to ujęła trafnie Kruffachi, studium. Wszystko od pewnego momentu płynnie mi przychodziło, nic mnie nie zatrzymało do końca tekstu.
Ja jestem w stanie zrozumieć jej zgodę na seks z Maćkiem, mimo że go nie znała - może to potrzeba bliskości, chęć udowodnienia Dorocie numer jeden, że halo, mogę być Dorotą numer dwa. Co z tego że wiąże się to z brakiem szacunku do samej siebie, swojego ciała - Dorocie zresztą tego brakuje. Ona siebie nie szanuje, nie kocha, więc pewnie tej zgody w takim kontekście nie rozpatrywała. Zresztą sama nie wiem. Może udaję, że ją rozumiem, może to Dorota sama siebie nie jest w stanie zrozumieć i pomóc? Może nie chce wyciągnąć do siebie dłoni, pomóc sobie, postarać się samą siebie pokochać i uszczęśliwić.
Reszta bohaterów to tylko rekwizyty, dlatego nie będę o nich rozmawiać. To Ona jest tutaj najważniejsza, zresztą tak jak w "Parze...", gdzie on był najważniejszy.
Rzeczywiście widać to rozwarstwienie, ale nie wiem, czy mi ono tak przeszkadzało. Podobała mi się ostatnia scena, ten człowiek, biło od niego ciepło; lubię wspomnienia, nie przeszkadza mi ich ogrom i uważam, że to mocna strona tego tekstu.
Sama historia czy mnie ruszyła bardzo? Nie tak jak w "Parze...", bo jednak jest dość schematycznie. Ale najważniejsze jest tu chyba studium Doroty i jej depresja, jej pragnienie bliskości i brak miłości do siebie.
Dobry tekst.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Chmury [lutowa Chwała]

Post autor: Siemomysła » 11 sierpnia 2016, 11:37

Wreszcie odpiszę, bo przecież każdej z Was chciałam odpisać i co? Trudno się ubiera cienie ulotnych myśli i wrażeń w słowa.

Natomiast muszę to napisać - ja tylko chciałam napisać komedię romantyczną. Siadłam któregoś dnia i pomyślałam: napiszę komedię romantyczną. Ale zamiast niej zobaczyłam historię Doroty. Gdy zaczynałam pisać, wiedziałam, że to nie będzie komedia romantyczna. To nie tak, że zmieniłam plan w trakcie. Piszę to tu, bo wydaje mi się bardzo ważne.

Dziękuję Wam wszystkim za komentarze.
Tobie, Kanterial za te emocje, za to, jak widzisz mocno osobno obie Doroty, za słowa o słoiku z ciastkami.
Tobie, Kruffo, za podzielenie się czymś intymnym. Dziękuję, dziękuję. To mnóstwo znaczy i powiedziało mnóstwo o tekście i o mnie.
Tobie, Joa, za to, że jesteś w stanie zrozumieć.

Wiem po co piszę i wiem to właśnie dzięki komentarzom. To mnie tylko utwierdza w myśli, iż powinnam się trzymać tego działu :)
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Re: Chmury [lutowa Chwała]

Post autor: szczepantrzeszcz » 11 sierpnia 2016, 21:43

Siemomysła pisze:...pomyślałam: napiszę komedię romantyczną. Ale zamiast niej zobaczyłam historię Doroty. Gdy zaczynałam pisać, wiedziałam, że to nie będzie komedia romantyczna. To nie tak, że zmieniłam plan w trakcie. Piszę to tu, bo wydaje mi się bardzo ważne.
To jest ważne. Szczepan jeszcze nigdy nie napisał tego, co zamierzał.

Zablokowany