Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

***

Tekstów nie ma, zostały same komentarze
Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

***

Post autor: Siemomysła » 29 września 2014, 21:19

[plany wydawnicze]
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Bofur
Fraa
Posty: 35
Rejestracja: 03 stycznia 2014, 17:42
Kontaktowanie:

Re: Para idealna

Post autor: Bofur » 30 września 2014, 08:07

Cóż, właściwie moje zdanie na temat tego tekstu już znasz, niemniej na każdym zebraniu ktoś musi zacząć pierwszy, więc ten...^^

Trzepie mnie to opowiadanie - tak po prostu. Wciąga, angażuje i zostawia w głowie ślad - a niewiele spotykam tekstów w internetach, które faktycznie potrafią zostawić po sobie cokolwiek w czytelniczej głowinie. Nawet jak są fajne, to zaraz po przeczytaniu gdzieś sobie wietrzeją. Ten nie wietrzeje. Ten każe się zastanowić, jak to się stało, że bohaterowie stali się sobie tak bardzo odlegli? Dlaczego ludzie się oddalają w ten sposób, dlaczego obecność dziecka tylko to pogłębia, zamiast być spoiwem dla jednej, szczęśliwej rodziny? Pewnie wielu zna takie domy, gdzie on ucieka do pracy, ona żyje dzieckiem i dla dziecka i tak naprawdę małżeństwo zmienia się w rzadko widujących się współlokatorów.

No, ale pomijając tę taką życiowo-obyczajową warstwę, tekst ma inne zalety - to zresztą lubię w Twoich obyczajówkach. Wiesz, ja nie jestem targetem dla opowieści o miłości. ;) Nie mam do nich serca i już. Ale u Ciebie to nie są tylko opowieści o miłości, ale zawsze jest coś więcej - wyprawa w głąb nieznanego lądu, piraci czy coś. Jak kogoś nie interesuje sam związek głównych bohaterów, ma mnóstwo innych rzeczy, żeby się zaczepić. To opowiadanie jest krótkie, ale i tak jest coś oprócz głównego wątku. To znaczy ja w ten sposób odbieram narratora i jego obsesję. Tak, obsesja silnie łączy się z sytuacją w jego domu, niemniej nie mam problemu z rozpatrywaniem jej oddzielnie: facet może nie jest psychopatą, ale ma na takiego zadatki. Jest creepy i człowiek w czasie czytania sam się łapie na myśli "ej, wy dwoje, serio odwróćcie się - on za wami idzie, dzwońcie po policję". Jakkolwiek z drugiej strony trudno nie poczuć do tego gościa sympatii. Czy może raczej współczucia. Nie jest złym człowiekiem - po prostu bardzo potrzebuje wierzyć, że istnieje szczęśliwa, trwała miłość. Świetnie wyszło Ci pokazanie tej plątaniny zazdrości i nadziei, którą budzi w nim obserwowana para. No i samo zakończenie, że może zamordował, a może to kolejna rzecz, którą tylko sobie wkręcił, tak samo jak wkręcał sobie, że tamta para jest taka idealna - rozwala system. No i ta powtórka tego, że gdyby był malarzem, mógłby ich namalować: przy tamtej parze też to mówił. A teraz nie żyją. Czy powinniśmy zacząć się niepokoić o Jagodę? Zresztą zarówno narrator jak i Jagoda są świetni jako tacy w gruncie rzeczy normalni, porządni ludzie, którzy jednak jakoś się po drodze pogubili i teraz żyją życiem, którego nigdy nie chcieli, ale żadne do końca chyba nie wie dlaczego tak się stało i jak to naprawić. Żadne nie jest winne, przecież na swój sposób się starają.

No i takie tam... podoba mi się ten tekst. Może są tam błędy. Cóż, czemu miałoby ich nie być, tekst nie odleżał szczególnie długo, jeśli się dobrze orientuję ;) Ale przy czytaniu jakoś mi wyleciało z głowy, żeby w ogóle je dostrzegać. Nie było sensu wybijać się z klimatu.
Obrazek

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Para idealna

Post autor: Gorgiasz » 30 września 2014, 08:52

choć przecież wzrok kogoś, jak ja patrzącego na wszystko
choć przecież wzrok kogoś, tak jak ja patrzącego na wszystko
by moje zbyt natarczywe spojrzenie, nie wywołało swędzenia
Ten przecinek chyba niepotrzebny.
gapiąc się bezmyślnie na szlaczki czarnych znaczków, słuchałem ich głosów. Nie rozmawiali o niczym szczególnym. Zdejmowali kolejne książeczki i pokazując sobie palcem warowne budynki,
szlaczki – znaczki – książeczki
Zbędne, nawarstwiające się zdrobnienia.
wyrzygując z siebie zimowy chłód i ten przykry stan wzajemnej irytacji,
„wyrzygując” - nie użyłbym takiego słowa
Zasypialiśmy w ciszy, a w poniedziałek rano stwierdziłem, że muszę dziś akurat koniecznie być w biurze
Zasypialiśmy w ciszy, a w poniedziałek rano stwierdziłem, że muszę akurat dziś koniecznie być w biurze
Zamówiłem piwo i papierosy, których wtedy na co dzień nie paliłem, traktując na skali używek identycznie jak alkohol.

Czegoś brakuje w ostatniej części tego zdania.
górale szukali ukojenia w objęciach śmierci,

Jakieś zbiorowe samobójstwo?
Karmiła, przewijała, kąpała, masowała brzuszek, oklepywała plecki i znajdywała w sobie jeszcze siłę na chwilę zabawy. Zamawiała przez Internet specjalne grzechotki stymulujące to albo tamto, puszczała płyty z dziecięcym gaworzeniem, huśtała dziecko, podrzucała je, turlała, mówiąc do niego z taką czułością jakiej nigdy nie słyszałem w jej głosie, gdy mówiła do mnie.
A skąd nagle o tym wiedział, skoro ciągle przesiadywał w biurze i na pracy koncentrował swoją uwagę? A dom go nie obchodził? I oczywiście w żadnym wypadku nie są to refleksje czynione przez mężczyznę.
Nie widziałem ich od półtora roku. Unikałem wszelkich miejsc, gdzie mogłem ich spotkać. I co mi z tego przyszło? Czy było lepiej?

Przez półtora roku myślał o nich? Nie interesował się własną rodziną? Jak by nie patrzeć, wymaga to leczenia specjalistycznego. W tym momencie czar (opowiadania) gdzieś znika i pojawia się prozaiczne współczucie dla chorego człowieka. Z punktu widzenia fabuły, to jednak zbyt nienaturalne i abstrakcyjne. Jeśli już - to należałoby to rozwinąć, opisać.
Nawet nie wyłączyłem palnika pod czajnikiem. Wypadłem w zimową noc i pognałem prosto do baru. Nie było ich. Gdy wróciłem do domu, Jagoda z trudem powstrzymała się od krzyku. To wtedy dowiedziałem się jaki to może mieć katastrofalny wpływ na naszą córkę.
No i zaczyna się, a raczej uwidacznia zwyczajny obłęd.
Wtedy byłem niczym Karusek szukający Anielki,
Nic mi to nie mówi. Sądząc z imion, nie jest klasyka literatury. Chyba nie najszczęśliwszy pomysł odwoływać się do tego rodzaju paraleli.
Otaczająca ich bańka, która robiła na mnie tak wielkie wrażenie – światło na końcu tunelu, w który wpełzłem na własne życzenie.
To zdanie jest jakby zawieszone w próżni. Nie wiąże się z poprzednim.
Jagoda bardzo wyszczuplała, jej twarz z zapadniętymi policzkami wyglądała mizernie, a w oczach, gdy na mnie patrzyła, widziałem uczucie niebezpiecznie zbliżające się do nienawiści.
To tylko przedstawienie oderwanego od całości faktu, który wyskakuje trochę jak diabeł z pudełka. Wydaje mi się, że brakuje opisów relacji między nimi. Czy Jagoda nie próbowała nic zrobić, aby odzyskać uwagę męża? Nie walczyła? Jest obojętna, przedstawiasz ją jako statystkę, która bezwolnie i praktycznie bez żadnej reakcji poddaje się biegowi wypadków. Podobnie zresztą jak bohater. To zbyt jednostronne, nierealne. Jakieś rozmowy między nimi, próby wyjaśnienia, poszukiwanie rozwiązania, a tu każdy zamknął się w swojej skorupce.
Zatrzymać ich w momencie, gdy jeszcze walczą,
Żadna ich wewnętrzna walka o własne szczęście nie została przedstawiona.
Nigdy nie dostałbym za nie żadnej nagrody,
To robił to dla nagrody? Literackiej może? Taka ważna? Jak można myśleć takimi kategoriami w sytuacji, której się znajdował? Chyba, że są to objawy daleko posuniętej choroby umysłowej; na tym już się nie znam.

Miało być obyczajowo, psychologicznie, a zamieniło się w w thriller.
Napisane prawie perfekcyjnie pod względem warsztatowym. Brakuje mi wprawdzie trochę opisów, otoczenia i bliższej charakterystyki żony bohatera, ale to przesuwa się na dalszy plan. Sam pomysł również interesujący.

Popełniłaś (IMHO oczywiście) jeden, podstawowy błąd, który zresztą zdarza się od czasu do czasu. Napisałaś tekst z punktu widzenia narratora – mężczyzny. To się czasem udaje, ale w trzeciej osobie i kiedy treść jest ważniejsza niż odczucia i reakcje bohatera, na przykład w fantastyce, fantasy, opowieści historycznej. Ale nie w tam, gdzie jego psychologia i reakcje na skomplikowane, jakby nie było wydarzenia, jest kwestią dominującą. To się nie mogło udać, to musiało być nienaturalne. Jesteś kobietą. I wrażenia, myśli, obserwacje etc. Twojego narratora - mężczyzny, nie są męskie, bo być nie mogą. Zdarzają się wprawdzie i tutaj wyjątki – jak wszędzie – ale wyjątki. A reguła jest prosta, jasna, logiczna i nie wymaga uzasadniania. Jeśli narratora przerobisz na kobietę, to będzie OK. Bo i tak jest kobietą (a może ściślej nie jest mężczyzną, przynajmniej nie całkowicie), tylko gramatyka się nie zgadza.
Na przykład:
„Ja potrafiłem, choć towarzyszył temu dziwnie słodki ból.”
albo:
„Nieporadnie tłumaczyłem, że zwyczajnie zapomniałem, że chciałem kupić, przepraszałem za kłopot i prosiłem, by nie brać mnie za złodzieja ani za kleptomana, że to tylko zwykłe roztargnienie.”
Wybacz, ale to nie może odnosić się do w miarę normalnego mężczyzny. Podobnie jak szereg jego dalszych myśli i zachowań.

Ja rozumiem, że mechanicznie przerobić się tego nie da, zmiany muszą sięgnąć dość głęboko, ale wydaje mi się (to tylko moja opinia), że są niezbędne. Bo w tej formie całość nie przekonuje. Jak zauważyłem powyżej, samo nasuwa się infantylne wyjaśnienie, że facet jest po prostu chory i nie ma o czym mówić, ale wtedy historia traci wszelki sens. I bardzo brakuje przedstawienia interakcji pomiędzy bohaterem i Jagodą. Ich miłość, małżeństwo, dziecko, jawią się jak niezbędna i potraktowana po macoszemu dekoracja, mająca powierzchownie uzasadnić śledzenie obcych ludzi (albo tło choroby), które i tak pozostaje nie do końca wytłumaczone. To nie jest realistyczne, to tylko naszkicowane powierzchowne uzasadnienie dla thrillera, dla jego efektownego zakończenia. Ważna jest tylko relacja on – oni, ale jawi się nieco wyalienowana z rzeczywistości.

Trafione jest ostatnie zdanie (ogólnie zakończenie jest niezłe), zapowiadające jakąś cykliczność wydarzeń, pewne podporządkowanie zewnętrznej sile, losowi czy przeznaczeniu. Ale jeśli miałoby tu znaleźć sobie miejsce jakieś fatum, to należałoby to zawrzeć wewnątrz tekstu, rozbudować trochę, wpleść w akcję (albo załomotać na wstępie, jak w V Symfonii Beethovena), a nie tylko delikatnie zasugerować na końcu.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Para idealna

Post autor: Siemomysła » 30 września 2014, 21:40

Oto przyszedł wieczór, a ja mam tyle do powiedzenia...

@Bofur
Pięknie dziękuję. Pięknie dziękuję za to, co piszesz o moim obyczaju. To jest ogromna motywacja i taka radość, że w jakiś sposób znajduję swoje miejsce jako grafoman ukierunkowany :D
Wyciągnęłaś z tego tekstu to, co ja przez tydzień, dzień po dniu starałam się w niego włożyć. Właściwie nie mam nic więcej do powiedzenia.
Natomiast w Twoim komentarzu jest takie zdanie, które mogłabym czytać w kółko:
Świetnie wyszło Ci pokazanie tej plątaniny zazdrości i nadziei, którą budzi w nim obserwowana para.
:jupi:
PS. Błędy poprawię :bag: Na pewno tam są, tylko jeszcze ich nie widzę...

@Gorgiasz
Po pierwsze to oczywiście raz jeszcze dziękuję za szybki odzew. Zawsze z niepokojem czekam na komentarze, ich brak bowiem dla mnie świadczy o tym, że tekst nie zrobił żadnego wrażenia. A to jest to, czego zawsze się najbardziej boję. Na Tobie chyba zrobił, bo naprawdę dużo o nim powiedziałeś :D

Po drugie, nie ukrywam, że miałam problem z zabraniem się za odpowiedź. Wahałam się między szczegółowym odpowiadaniem, luźną dyskusją a paroma więcej słowami podziękowania. Głównie dlatego, że czułam, że jak zacznę gadać, to trudno mi się będzie zatrzymać. Aż sobie wypunktowałam to, co wydało mi się najważniejsze :bag:

Zatem zacznę od tego, że bardzo mnie ucieszyły te momenty, gdy w komentarzu zdajesz się zwracać do mojego bohatera. Tak odbieram te miejsca, gdzie tłumaczysz, że tu widać zaczynającą się chorobę, gdzie pytasz kto w takim momencie myśli o nagrodzie. Gdzie piszesz, że to wymaga leczenia specjalistycznego. Tak je odbieram, bo mnie nie musisz tego tłumaczyć - ja o tym wiem, bo o tym właśnie opowiada ta historia. O tym właśnie - co Ty uznałeś za infantylną interpretację (być może źle Cię zrozumiałam, jeśli tak, to proszę krzycz i wyjaśniaj). Zresztą sam bohater zastanawia się przecież, czy nie potrzebuje leczenia. I decyduje, iż poradzi sobie sam.

Jeśli chodzi o problem męskiego - niemęskiego mężczyzny, to mam pełną świadomość tego, że nigdy w skórze żadnego z Was nie będę i że to, co piszę to tylko moja swoista interpretacja. W tym miejscu dziękuję za zwrócenie uwagi na te szczególnie kłujące miejsca - będę nad nimi myśleć, przerabiać, kombinować. Podobnie jak nad każdą inną Twoją uwagą techniczną, choć po całym dniu myślenia, wiem już, że nie ze wszystkimi bezwzględnie się zgadzam.

Natomiast moim zdaniem nie ma opcji, by ten tekst stał się tekstem trzecioosobowym, albo tekstem z narratorką, miast z narratorem. Po prostu dlatego, że on jest o tym (z założenia, nie przypadkiem, bo na przykład opowieść kierowała mną, czy wymyślałam ją w pośpiechu, albo małymi krokami już w trakcie pisania) co dzieje się w głowie mężczyzny, który stanął na granicy obsesji/obłędu/psychozy. Który tworzy sobie swoją rzeczywistość, odsuwa się od wszystkiego co do tej pory zdawało się być ważne w jego życiu i goni za wyobrażeniem. Jasne, że tam nie ma walki o szczęście tej śledzonej pary. To tylko on chce widzieć walkę, tak jak chce widzieć to, że oni są idealni. Nie thriller, ale tak, opowieść psychologiczna. To narracja pierwszoosobowa - pamiętnikarska. To spowiedź człowieka po latach, któremu coś nagle każe wyznać grzechy. Może spisać, a potem spalić? Coś - spotkanie z byłą żoną. Mówi tyle, ile chce, mówi, co jest dla niego ważne. Daje czytelnikowi swój opis historii. I daje go takim właśnie: z pominięciem opisów, wybiórczy, odbity w krzywym, a może i pękniętym zwierciadle jego umysłu.

I jeszcze - to miała być opowieść o zwykłych ludziach, którzy sobie nie radzą ze zwykłym życiem. Choć przecież próbują. Ona próbuje, on próbuje. Nie wychodzi. To nie fatum. Nic tak mocnego uważam. Nie ma co zwalać takich rzeczy na nieznaną siłę sprawczą. To są małe rzeczy, które sami sobie robimy, bo zbyt często jesteśmy zmęczeni, zniechęceni, znudzeni. A to z kolei prowadzi do irytacji, do czepiania się szczegółów, do ucieczki w agresję - tu akurat słowną (mam na myśli ich kłótnie). Czasem może prowadzić jeszcze dalej. Tak było u niego. Nigdy nie będzie wiedział, czy zabił, czy nie. Ale w to wierzy. A jeśli w to wierzy, wierzy też, że potrafi. I to chyba jest najgorsze.

Generalnie nieco mi dziwnie, bo jakby w tym momencie zinterpretowałam swój własny tekst. Zwykle staram się tego nie robić, ale tym razem bardzo mi zależało na pewnych konkretnych rzeczach. I w sumie mam wrażenie, że Ty zobaczyłeś je w tym tekście, tylko jak gdyby w jakiś sposób oczekiwałeś po nim czegoś innego. Czy mam rację, czy to moja mylna interpretacja?

I jeszcze jedno wyjaśnienie:

tutaj
gapiąc się bezmyślnie na szlaczki czarnych znaczków, słuchałem ich głosów. Nie rozmawiali o niczym szczególnym. Zdejmowali kolejne książeczki i pokazując sobie palcem warowne budynki,
użyłam słowa "książeczki", ze względu na kieszonkowy rozmiar przewodników. Natomiast szlaczki czarnych znaczków jako synonim druku jest chyba ogólnie przyjętym sformułowaniem? Szlaki czarnych znaków dla mnie brzmi nienaturalnie w pierwszej chwili. Po prostu tak bym nie napisała, myśląc o druku.

A na koniec: Anielka i Karusek.
Prawdę mówiąc, bardzo mnie zaskoczyło, że ich ktoś nie zna. "Anielka" Prusa to lektura szkolna - klasa zdaje się piąta, dawnego systemu. Ja ją po prostu bardzo dobrze pamiętam. Tak ja "Łyska z pokładu Idy", "Antka", "Kamienie na szaniec", a nawet "Rogasia z doliny Roztoki". Nie mam pojęcia, czy jest obecna w szkole w dzisiejszych czasach, a jeśli ją wycofali to kiedy. Grunt, że po bardzo wielu latach od przeczytania, nadal ją pamiętam. Z automatu założyłam, że bohater też ją zna, bo zwyczajnie jest mniej więcej w moim wieku. Dobrze, że mi to uświadomiłeś. Z drugiej strony - w dzisiejszych czasach, łatwo wynaleźć odpowiedzi na pytania i dowiedzieć się czegoś od wujka gugla, czy cioci wikipedii, więc może nie jest to aż tak bardzo nieudane porównanie?

Jeszcze raz: DZIĘKUJĘ.
:D
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
nuklearna_wiosna
Posty: 133
Rejestracja: 21 stycznia 2014, 01:44
Lokalizacja: w czarnej dupie
Kontaktowanie:

Re: Para idealna

Post autor: nuklearna_wiosna » 01 października 2014, 01:57

Zapowiedziałam, że przeczytam i oto przeczytane! I to, powiem Ci, przeczytane jednym tchem. Pochłaniałam tak łapczywie, jakby ktoś miał zaraz przyjść i mi zabrać :D

Nie jestem łapankowiczem, poza tym nie ma za bardzo czego łapankować, bo tekst napisany jest bardzo dobrze. Poniżej parę fragmentów, które mi z jakichś powodów nie zagrały, ale to nic wielkiego.
(...) wzrok ostry jak nóż (...)

Niby nic w tym złego, ale takie jakieś. No wiesz :D Oklepane trochę. Zazwyczaj po słowie "ostry" aż samo się ciśnie na klawiaturę "jak nóż", a nie zawsze jest to niezbędne. Myślę, że tutaj spokojnie by wystarczyło po prostu "ostry wzrok".
(...) by moje zbyt natarczywe spojrzenie, nie wywołało swędzenia, które mogłoby dać im do myślenia.

I znowu - w samym zdaniu nie ma nic złego, tylko to "myślenie" jakoś mi nie pasuje. Mam wrażenie, że nawet, gdyby poczuli na sobie czyjś wzrok - to się podobno zdarza - to raczej by nad tym nie myśleli za bardzo. Może byłoby im nieswojo, może by się zaniepokoili, ale to jest takie dość ulotne uczucie i nie wywołuje chyba refleksji jako takiej. Przynajmniej nie jeśli zdarzy się raz. Bo jeśli częściej, to już można zacząć się zastanawiać. Chociaż w sumie bohaterowi zależało na tym, by się ukrywać. Może wyolbrzymiał ich potencjalną reakcję i pomyślał, że jeśli tylko w jakiś sposób poczują na plecach spojrzenie, będą w stanie przejrzeć jego i jego obsesję. No nic. Taka luźna refleksja ;)
To jak się zaniosła kaszlem, gdy wybuch śmiechu, przeszkodził w przełknięciu wina, którym i tak bardziej się bawiła niż rzeczywiście go piła.

1. Przecinkologia to moja zmora i nie czuję się specjalistką, ale wydaje mi się, że ten po "śmiechu" jest niepotrzebny.
2. Co do wina, jest to to wino, więc "bardziej się bawiła, niż rzeczywiści je piła"
Drobne kropelki wypadające z ust (...)

"Wypadające" kojarzy mi się raczej z ciałem stałym. Mam wizję wypluwania małych, czerwonych koralików :D
(...) lecz komenda bierz! jeszcze nie padła.

"Bierz" napisałabym w cudzysłowie albo przynajmniej po dwukropku.
Stałem zesztywniały, z nogami których ciężar uniemożliwiał zrobienie kroku.

Zdanie trochę do wygładzenia, moim zdaniem. Jasne raczej, że stał z nogami :D A co do ciężaru, brzmi to tak jakoś strasznie dosłownie, a przecież ich masa się nie zwiększyła. Sugerowałabym podkreślenie subiektywności odczucia.

Ogólnie, tak, jak napisałam na początku, opowiadanie pochłonęłam i podobało mi się bardzo! Poruszyłaś temat ciekawy, a mimo to rzadko spotykany, co jest - jak tak się dobrze zastanowić - dość dziwne w dzisiejszych czasach, kiedy podglądanie innych stało się codziennością, choćby na portalach społecznościowych. Swoją drogą dziwię się, że bohater nie spróbował znaleźć "swojej" pary na Facebooku. Historia dzieje się współcześnie, bohater zna nazwisko obserwowanego małżeństwa, zapewne też imiona, ma w domu komputer podłączony do internetu (bo było o odbieraniu maili), więc wydawałoby się to naturalne. Nowiccy mogliby oczywiście kont na Facebooku nie mieć, ale jakoś przez cały czas towarzyszyła mi myśl, że bohater powinien to sprawdzić ;)

Odbieram ten tekst nie tylko jako opis rodzącego się szaleństwa jednostki, ale też jako unaocznienie pewnego psychologicznego zjawiska, pewnej tendencji myślowej. Sądzę, że znalazłoby się całkiem sporo osób podobnych do Twojego bohatera. Oczywiście nie do tego stopnia owładniętych obsesją, ale mimo tego przejętych życiem innych ludzi bardziej, niż swoim własnym i wykradających z niego coś dla siebie. Tak często chcemy być "jak ktoś", porównujemy się z innymi. I zwykle to nie prowadzi do niczego dobrego.
W Twojej historii mamy do czynienia z jednostką bardzo poważnie już zaburzoną, dzięki czemu widać dokładnie i wyraźnie to wszystko, co w przypadku ludzi tak zwanych "normalnych" też istnieje, ale jest ukryte głębiej - ładowanie własnych życiowych akumulatorów, poprzez oglądanie się na innych. Zaglądanie do czyjegoś życia, by udowodnić sobie, że można inaczej, można lepiej. Tylko że to, zamiast nieść zdrową motywację, niejednokrotnie paraliżuje. Daje nadzieję, ale nie daje instrukcji, jak ową nadzieję urzeczywistnić, pokazuje gotowy stan idealny z pominięciem narzędzi, dzięki którym można go osiągnąć. W tym miejscu mam skojarzenie z pierwszą częścią "Harry'ego Pottera" i zwierciadłem Ain Eingarp - można było do woli patrzeć na to, czego się pragnie i wyobrażać sobie, że się to ma, ale w rzeczywistości niczego się nie otrzymywało, można za to było zmarnować życie wpatrując się w lustro. "Idealna para" dla Twojego bohatera była takim zwierciadłem.

Bohater patrzy, jak komuś spełniają się jego marzenia, a skoro to jego marzenia, zdaje się podświadomie uważać, że coś mu się z tego należy, że Nowiccy powinni się z nim - choćby nieświadomie - podzielić. Więc czerpie energię z ich szczęścia i natychmiast pędzi do żony by tę energię spożytkować. To chyba najbardziej mnie ścisnęło za serce - że "małe cuda" zdarzały się tylko na fali euforii wywołanej podglądaniem obcej pary. Bohater tylko gdy był "naładowany" w ogóle zauważał swoją żonę. Mam wrażenie, że to były eksperymenty, że sprawdzał, czy uda się zatrzymać na dłużej uczucie "naładowania". Nie widzę w tym namiętności, raczej przedmiotowe traktowanie małżonki.
Gorgiasz stwierdził, że Jagoda jest bierna i słabo zarysowana. Może i tak, ale to dobrze, bo bohater tak ją właśnie postrzega. A właściwie to prawie w ogóle jej nie postrzega. Wiemy z jego relacji, że ona coś mówi, złości się, czasem cieszy, czasem smuci, ale on o tym tylko mimochodem napomyka, żadnej jej wypowiedzi nie przytacza dosłownie, pewnie nawet zbyt dokładnie nie słucha. Czy Jagoda próbowała ratować małżeństwo? Nie wiemy, bo pewnie sam bohater tego nie wie. Może miała jakieś pomysły, może coś proponowała, ale jego zaprzątało w tym czasie co innego.
On sam jest bardzo wiarygodny, mimo, że skala jego obsesji może wydawać się nieprawdopodobna. W istocie wcale nieprawdopodobna nie jest. Osób z zaburzeniami i niepokojącymi skłonnościami jest na świecie mnóstwo, nawet, jeśli wygodniej nam o nich na co dzień nie myśleć, więc w moim odczuciu taka historia mogłaby wydarzyć się naprawdę.

Jeśli chodzi o kulminację, to jasne było, że nic dobrego z tego wszystkiego nie wyniknie (nie że z Twojego pisania, tylko z obsesji bohatera i związanych z nią poczynań! :D). Twój pomysł był dobry, nie mam mu nic do zarzucenia. Tylko chyba to, co się wydarzyło nie zszokowało mnie tak, jak powinno. Nie spodziewałam się tego, ale też nie byłam zdziwiona. Więcej emocji wzbudzało we mnie wszystko to, co działo się wcześniej. Od początku było na tyle smutno, tragicznie i niepokojąco, że zdążyło mi to srogo przetrzepać łeb i gdy walnęłaś kulminacyjną "bombę", byłam już w takim stanie, że zdobyłam się tylko na takie: "O. Aha".
Cała końcówka wyszła bardzo zgrabnie. Pozostawienie czytelnika w niepewności, ładnie zatoczone koło, sugestia, że bohater wcale nie wyleczył się z obsesji i znajdzie sobie nową "idealną parę" - być może byłą żonę i jej nowego partnera... Nie wiem, normalnie byłabym chyba zachwycona, lubię takie końcówki, ale tym razem jakoś tak... wolę początek i środek. Narodziny i rozwój obsesji, oraz sam jej charakter tak mi się spodobały, że zakończyć mogłabyś w sumie jakkolwiek, i tak bym była zadowolona xD Co nie zmienia faktu, że zakończyłaś fajnie. Chyba po prostu smutłam, że to już wszystko i więcej nie będzie ;)

No właśnie. Mogłoby być więcej.Zawsze jestem ostrożna przy wydawaniu takich opinii, bo być może tekstowi wcale nie wyszłoby na dobre, gdyby był dłuższy, ale mam wrażenie, że momentami mogłabyś trochę zwolnić, rozwinąć jakąś myśl, wprowadzić więcej szczegółów, pozwolić czytelnikowi bardziej wsiąknąć w klimat, który jest fenomenalny, jak dla mnie. To nie jest typowy thriller, nie trzeba pędzić na złamanie karku. Akcja rozciąga się na parę lat, a ja niemal nie czułam upływu czasu. Nie mówię, żeby robić z tego powieść, ale tak trochę chociaż rozbudować. Możliwe, że to nie jest konstruktywna uwaga, że przemawia przeze mnie po prostu typowy niedosyt zadowolonego czytelnika, któremu MAŁO :D

Klimat, tak jak pisałam, bardzo mi się podobał. Plastyczne, a jednocześnie zwięzłe opisy pozwalały zobaczyć ulice, którymi podąża bohater, bary, do których wchodzi, mieszkanie, z czekającą w nim małżonką. To wszystko jest takie... namacalne. Prawie jakby się tam było razem z nim. Ten klimat i obrazy, które zrodziły się przed oczyma duszy mojej w trakcie czytania, na pewno będą do mnie wracać. Już się zaczęło zresztą. Znalazłam dzisiaj w odmętach internetu zdjęcie przysypanej śniegiem ulicy, oświetlonej latarniami i pierwsze, co pomyślałam, to było: "O, jak z opowiadania Siem!" :D

Rzadko się zdarza, by tekst - i to tak krótki - tak do mnie trafił i wrył się w mózg.

Ojej, ale się wczułam w ten komentarz! Jest chyba dłuższy, niż zwykle! :D
"Everything ic connected" ~Dirk Gently

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1788
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Para idealna

Post autor: Kruffachi » 01 października 2014, 09:47

Coś mi się wydaje, że mój komentarz - wobec powyższych - będzie się prezentował nader skromnie XD Ale cóż począć XD

Pierwsze, co mi przyszło do głowy, kiedy myślałam nad komentarzem dla Ciebie, to spostrzeżenie, że to chyba jeden z tych tekstów, w których czyta się nie tylko to, co jest, ale też to, czego nie ma. A tutaj nie ma średniej. Nie ma - wbrew pozorom - zwyczajności. Nie dlatego, że opisujesz niecodzienne sytuacje, a dlatego, że oglądamy wszystko oczyma tracącego poczytalność bohatera, który już wcześniej musiał posiadać zestaw cech sprzyjających rozwijaniu się obsesji. I wydaje mi się, że to właśnie widać w tym, co pominęłaś. Przecież on, mówiąc o Jagodzie i o swoim małżeństwie, mówi tylko o skrajnościach. Albo kłótnie i ciche dni, albo od razu namiętność i błogość. Gdzie codzienne życie? Na średnim poziomie emocjonalnego zaangażowania? Odniosłam wrażenie, że pojawia się raz - w opisie mokrych włosów. Tu dostałam zaczep, jakby urwaną nić z sieci. Trudno też tak naprawdę orzec, jak bohater widziałby swoje małżeńskie szczęście, prawda? Obserwuje swoją parę idealną trochę wyrwaną z kontekstu - podczas przesiadywania w barze, podczas wspólnej wyprawy do księgarni, podczas spaceru po parku. Nie w domu, nie nad garami, nie w pracy, nie ze skarpetkami rzuconymi obok a nie do kosza na bieliznę. A kiedy nagle widzi ich pod domem, zwyczajnych, iluzja tych wyrwanych z kontekstu scen pęka. Z tego wypłynął mi obraz człowieka, który najchętniej, cóż, usunąłby codzienność ze swojego życia. Który sobie z nią nie radzi. Który chciałby mocniej, dramatycznie, ze skrajności w skrajność, od razu w tę świetlistą bańkę. I tym przegrywa - tym, że od razu usiłuje skakać na główkę, że wyobraża sobie, że te gwałtowne chwile namiętności mogą być lekarstwem na nieudany związek. Jakby chciał być już na szczycie drabiny bez opierania jej o ziemię.

Ale bardzo jestem w stanie w to uwierzyć - w fakt, że dorosły człowiek żyjący już w ustabilizowanym związku, może żyć różową wizją szczęścia. I taką wizją kobiety. Bo to też ciekawe - jak on patrzy na Jagodę? Jak ją ocenia? Coś jest nie tak w tym podejściu, w tym jego przekonaniu, że szeroko rozumiane kwiatki i czekoladki na nowo wzbudzą jej zainteresowanie i zaangażowanie. Tu mi się mocno przypomina ten fragment o rozmowach i zaczynam się zastanawiać, czy on w ogóle zna Jagodę? I czy Jagoda zna jego? Chyba też nie za bardzo. Jest początkowo przerażona wizją jego utraty, ale trudno orzec, z jakich przyczyn, zwłaszcza wobec wszystkiego, co dzieje się później.

To trudny tekst pod tym właśnie względem, że, czytając, wiesz, że bohaterowie postępują źle, ale ich ocena jest trudna, o ile nie niemożliwa. Można mieć żal do bohatera-narratora, ale tak właściwie i do końca tylko o to, że wycofuje się przed proszeniem o pomoc. Ani nie jest tak, że tylko on niszczy swój związek, bo najwyraźniej żona zna go za mało, żeby zauważyć coś niecodziennego i dziwnego, nie dopytuje się, nie interesuje w ogóle, ani nie jest tak, że można się brzydzić obiektywnie tym jego szpiegostwem - przecież to choroba. Przegrał z nią w momencie, w którym stwierdził, że poradzi sobie sam. A był naprawdę sam, bo przecież nikt o jego obsesji nie wiedział. Dlatego też będę bronic stanowiska, że wprowadzenie wątku choroby psychicznej go nie infantylizuje, a komplikuje. Przecież to nie jest tanie i efekciarskie sięganie po podobny motyw, a wplatanie go w osnowę opowieści.

I jeszcze jedno - sposób, w jaki idealizacja prowadzi do uprzedmiotowienia. Bo przecież w pewnym momencie Nowiccy stają się przedmiotem, dziełem sztuki. Nie obrazem i nie powieścią, ale jednak swoistym dziełem sztuki - alternatywą dla tych pierwszych.

Koronkowy, subtelny tekst, w którym widać plan, premedytację i uważną pracę nad każdym zdaniem. Podziwiam i gratuluję.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Para idealna

Post autor: Siemomysła » 02 października 2014, 09:14

:D
Ponownie dziękuję wszystkim za komentarze, szczególnie oczywiście tym, którym jeszcze nie dziękowałam: Wiośnie i Kruff.
Troszkę w tekście pozmieniałam, skorzystałam z porad Gorgiasza, z Wiosnowych poprawek - jasne, że tego przecinka miało tam nie być. To jeden z moich specjalistycznych przecinków na wzięcie oddechu ::) Nad innymi muszę się jeszcze zastanowić, jeszcze poczekać, aż się poukładają w ładnych rozwiązaniach.

A indywidualnie:

@Wiosna
Ha! Fejs! o.O To tak bardzo oczywiste, że aż zaczęłam rozkminiać czemu w ogóle o tym nie pomyślałam. Rozkminiać i rozmawiać z Bofurem. I wyszło, że zapewne z racji faktu, iż Internet wkroczył w moje życie dopiero na studiach, wciąż jest on dla mnie ciałem obcym. Jest dodatkiem, nie częścią istnienia i po prostu wciąż nie mam we krwi myślenia o nim. Bo to faktycznie nie chodzi o to, czy ich znajdzie, czy nie, bo wciąż wielu ludzi kont poza mailowym nigdzie nie ma to raz, a dwa nawet jak ma to chronione i bez dostępu nikogo spoza znajomych, więc samo znanie nazwiska nic nie da, ale o to, że z pewnością owładnięty chęcią odnalezienia ich po przerwie szukałby każdej możliwości. Zakładam, że chodzenie za nimi jest tą ważniejszą i w pełni go satysfakcjonującą formą, zakładam nawet, że on uważa, że wtedy widzi ich prawdziwymi, bo na wybieranych na potrzeby fejsa zdjęciach wszyscy jesteśmy szczęśliwi i pewno bańki nie da się dostrzec na ekranie, ale jednak - tak człowiek w dzisiejszych czasach, człowiek pracujący zdalnie z pewnością, chcąc kogoś odnaleźć, szukałby w Internecie, bo może się wyprowadzili na przykład? Dziękuję!
Co do wydłużenia: ja czuję, że powiedziałam wszystko, co chciał powiedzieć narrator. Chciałam to pisać tak, jak człowiek, który powtarza, że nie jest pisarzem i jednocześnie opowiada coś, w jakiś sposób próbuje się z materią słowa. Owszem, zastanawiałam się nawet, czy nie zaznaczyć jakoś wyraźnie, że on to pisze. Minęły miesiące, a nawet lata, więc opowieść nie oddaje prawdy absolutnej (jak zresztą żadna opowieść jednego człowieka).
Kwestia kulminacji - doskonale rozumiem, że ona nie robiła takiego wrażenia, przygotowywałam pod nią grunt dość dokładnie i z premedytacją. No i jeszcze to, co jest po niej - starałam się tak to napisać, żeby ją nieco przygasić. Nie mam pewności, czy to wyszło, tak jak chciałam, ale dostałam znak poza komentarzami na forum, że zanim dojdzie się do końca opadnięta w pewnym momencie szczęka się podnosi.
Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, nie ma piękniejszego komplementu dla autora, niż ten, że ktoś myśli o jego tekście i do niego się odwołuje w porównaniach <3
Będę sobie pielęgnować tego komcia i się nim karmić w chwilach zwątpienia.
Na pewno nie na wszystko teraz odpowiedziałam - mam tak, że powoli trawię komentarze, czasem i po pół roku dociera do mnie w jaki sposób coś naprawić, zmienić, jak się odnieść. Nie omieszkam poinformować :)

@Kruff:
Dziękuję Ci bardzo za docenienie tego, czego nie ma, a co jest elementem opowieści o człowieku, który chciałby żyć w filmie i to w samych początkach i końcach. A jeśli już coś ma być po środku - to ma się zmieścić w góra 120 minutach. Czubek drabiny, bez oparcia jej na ziemi. To dobre, bardzo dobre porównanie <3
Nie wiem, co Ci jeszcze napisać. Chyba to, że Twoje słowa są dla mnie bardzo, bardzo ważne.
Dziękuję.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Coffee
Posty: 177
Rejestracja: 28 marca 2013, 12:45

Re: Para idealna

Post autor: Coffee » 02 października 2014, 14:35

Na dobry początek zaznaczę, że totalnie nie kumam zarzutu Gorgiasza - że główny bohater jest niemęski. Nie to przecież jest przedmiotem opowiadania, nie ma tu deliberacji o męskości. Facet ma charakter, jest w swoim szaleństwie wiarygodny (przerażająco wiarygodny, przez długą chwilę po przeczytaniu zastanawiałam się, czy ten tekst nie powinien wylądować w grozie), jest, chociaż bardzo skrzywiony, kompletny. Dla mnie to stanowi o dobrze zbudowanej postaci.

A skoro o dobrze zbudowanych postaciach mowa, to potwornie mi się podoba, co zrobiłaś z Jagodą. Wyszłaś z punktu, w którym nie jest niczym więcej jak tylko, co też się pojawiło w komentarzach, dekoracją. I to brzydką dekoracją, bardzo standardową; wiecznie niezadowolona żona, przedmiot potencjalnych żartów o "mojej starej", archetyp jęczącej zołzy w mieszkaniu. A później, stopniowo, odwróciłaś role, przerzuciłaś źródło zła na narratora, mimochodem pokazałaś drugą stronę. To też jest trudna sztuczka, bo w pierwszoosobówce narysowałaś egoizm, manię i, cóż, wszystkie krytyczne wady narratora. Ta transformacja na oczach czytelnika wyszła Ci bardzo zgrabnie, płynnie. Nowiccy byli katalizatorem, a Jagoda, między innymi, świetnym lustrem, które to pokazało.

Naprawdę nie wiem, co tu napisać. Nie chcę bawić się w interpretacje, bo, po pierwsze, wiem, że nic mądrego nie wymyślę, po drugie, inni to zrobili dogłębniej i lepiej. To nie jest mój teren, kwestie, które tu poruszyłaś, są trudne i skomplikowane, tak że ja się poczułam przytłoczona i w pewien sposób usadzona na miejscu. Także nie pcham palców między drzwi i framugę.

Podobało mi się, w taki sam sposób, w jaki podobało mi się Inland Empire. Nie jest to opowiadanie dla przyjemności, z całą pewnością to nie tekst, który się czyta dla rozrywki, ale po którym zostaje dziwne poczucie psychicznego dyskomfortu. Bo pstrykasz czytelnika w różne rejony mózgu i wytrącasz ze strefy komfortu. Mnie wytrąciłaś. Dobra robota.
It's not the end of the world, but you can see it from here.

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Para idealna

Post autor: Krin » 02 października 2014, 21:28

Żalisz się Siem, że nie napisałam ci żadnego komentarza, ale co ja tu jeszcze mogę dodać do tego wszystkiego. Muszę przyznać, iż nie przeczytałam do końca wszystkich wypowiedzi, bo są po prostu bardzo długie i dokładne.

Mogłabym mówić jaki twój tekst jest dobry i jak dobrze się go czyta, ale po co mówić coś, co już wiesz? :D

Powiem za to coś innego! Twój tekst to jeden z tych tekstów, które przynoszą mi natchnienie. Po prostu wczuwam się w to i zostaje mi jakiś taki nastrój, który pomaga w wymyślaniu. Skłania do refleksji nad ludzkim życiem. Pomaga mi to budować bohaterów - ich problemy, wątpliwości i wszystkie inne słabości. Zaczynam się zastanawiać nie tylko nad tym jacy są, ale również nad tym dlaczego tacy są. To sprawia, że nagle stają się prawdziwymi ludźmi a nie tylko płaskimi obrazami. Pozostaje to tylko napisać tak, by czytelnik to odczuł... :lalala:

I tyle.
Co ja rzec mogę?
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Para idealna

Post autor: Siemomysła » 05 października 2014, 18:31

Thorin! Krin!
Dałam po ciastku, ale i tak chciałam Wam napisać jeszcze i tu, jak bardzo dziękuję za Wasze słowa.
Z każdym kolejnym komentarzem pojawiają się nowe rzeczy. Każdy o czym innym mówi, a wszystkie razem zebrane w zgrabną wieżyczkę przekonują mnie, że to, co wkładałam między słowa po prostu z tekstu wychodzi.
Tobie, Thorin, szczególnie wdzięcznam za spostrzeżenie w temacie obrazu Jagody. Zależało mi na tej "sztuczce". Nie dlatego, że chciałam w tekście rzucać na szalę ciężar ich winy i ciężar ten porównywać. Nie chodziło mi o konflikt płci, o feminizowanie, czy rzucanie ludzi w szufladki. Nie. Chodziło o pokazanie tej sytuacji, gdy bohaterowie żyją obok siebie, ale nie z sobą i zrobienie tego oczami jednego z nich, który tak naprawdę tego nie widzi. Nie w trakcie, gdy to się dzieje.
Tobie zaś, Krin, za największy komplement dla autora - za jaki uważam, Twoje słowa o inspiracji <3
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Para idealna

Post autor: pierdoła saska » 27 października 2014, 17:05

Od końca nieco, ale… gdzieś jak Marek poszedł znów na piwo, to zaczęłam odczuwać niepokój. Takie przeczucie, że oł nołes on coś zrobi, coś wywinie i czytałam taka niepewna, nieco wystraszona i w pewnym stopniu zwalająca winę za to na fakt, że chwilę wcześniej spisywałam na kartce notatki do komentarza „A kiedy noc ta się skończy...”, ale po zastanowieniu się, doczytaniu, to chyba jednak nie było to. To było coś w tym tekście tutaj, coś co trudno mi nazwać, ale co wywoływało we mnie niepokój niemal od samego początku, ale w tym momencie tekstu się on zintensyfikował i nabrał bardziej realnych kształtów. W dodatku coś odrobinę znajomego, bo odlegle Marek skojarzył mi się z Irkiem. Ot tak, jak już przeczytałam i się zastanowiłam, to było w nich coś podobnego. W nich, albo w ich losie raczej.
A do spraw wcześniejszych, to w pamięć wryła mi się scena jak Marek wraca do domu i widzi Jagodę zmęczoną ponad pewną granicę, Jagodę-matkę nie kobietę. Dreszcz mnie przy tym przeszedł i jakaś taka beznadzieja. Tych scen mocnych, trzepiących było więcej. To jak szukał swojej „idealnej pary” niczym pies spuszczony ze smyczy, ta beznadzieja w stwierdzeniu, że poprosił szefa o biurko, uciekał. Bardzo ponury obrazek, czy raczej przygnębiający bardziej tu pasuje. I w dodatku na końcu jest tylko zimniej i szarzej.
Bardzo dobry tekst. Nie mój ulubiony, ale to dlatego, że ja lubię światełka nadziei, a tu go mało da Marka nawet w zakończeniu. I to nie wada. To taki tekst, taki ma być :)

Poniżej trochę favorków, w śród których powinien być jeszcze cały motyw zakoszenia przewodnika, ale to by strasznie rozciągnęło posta. :)
Jagoda nie próbowała mnie zatrzymywać, patrzyła tylko wzrokiem w którym kryła się gorycz i tłumiona rezygnacją złość. Uważała, że podniesiony ton źle wpływa na niemowlę, wykrzywiając jego miękką, plastyczną psychikę, ryjąc w niej dziury, które objawią się później, gdy dzieciak będzie starszy, a może dorosły.
Podoba mi się ten fragment jako całość. Jego wydźwięk, jego brzmienie, gdy się czyta na głos <3
Wchodzili do księgarni; tej niedużej podróżniczej księgarni na Jagiellońskiej.
- fajny akcent. pojecia nie mam, gdzie sie rozgrywa akcja, ale wzmiankowanie ulicy sprawiło, że bohater wydał mi się bardziej prawdziwy, mniej zawieszony w prózni, choć niby niczego się z tego doprecyzowania nie dowiedziałam :)
Nie zamierzałem przychodzić ponownie.
- to w kontekście całego poprzedzającego to kawałka, <3
Za nami postępowała ciemność. Ciemność miejska, pozbawiona kłów, niegroźna.
<3
To było późnym latem – wtedy już przebierałem się, śledząc ich, bo zaczęli mnie rozpoznawać w barze i nawet witali się ze mną specjalnym uśmiechem przeznaczonym dla przygodnych znajomych, widywanych stale w tym samym miejscu i prawdopodobnie nierozpoznawalnych w innym otoczeniu – poszedłem za nimi wzdłuż Wisły.
Uśmiech dla przygodnych znajomych, kupuję to. :D
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Re: Para idealna

Post autor: szczepantrzeszcz » 06 września 2015, 18:47

Warto niekiedy do rzeczy dawnych sięgnąć. Rozmiar dotychczasowych komentarzy adekwatny do satysfakcji z lektury. Mój będzie krótszy... tyle już napisano.

Świat byłby odrobinę uboższy, gdybym tego nie przeczytał.

Teraz mam dylemat, czy taka krótka forma jest właściwa (czytało się wspaniale), czy może jest to punkt wyjścia do dzieła, które świat poruszyć by mogło. Nie potrafię odpowiedzieć.

Gorgiaszowe uwagi w kwesti poziomu testosteronu narratora były słuszne, jednak zmiany, jakie wprowadziłaś wyszły na dobre. Cały czas dostrzgałem trochę infantylnego egocentryka, ale jednak faceta... takiego samego jak wielu, których spotykam na codzień... niestety. Dużo możnaby gadać, ale myślę, że nie tylko łatwość przeżycia w naszym świecie jest przyczyną owego stanu rzeczy.

Realistycznie wykreowane postacie uważam za wielki plus. On, ona i dziecko, które miast łączyć (najczęstszy przypadek) stanowi jeszcze jeden problem i koniec końców staje się jednym z wielu drobnych powodów do rozpadu małżeństwa.
Siem pisze:Nie ma co zwalać takich rzeczy na nieznaną siłę sprawczą. To są małe rzeczy, które sami sobie robimy, bo zbyt często jesteśmy zmęczeni, zniechęceni, znudzeni.
Nic dodać, nic ująć. Dałem punkta właśnie za to stwierdzenie.
A na koniec: Anielka i Karusek. Prawdę mówiąc, bardzo mnie zaskoczyło, że ich ktoś nie zna.
Czterdzieści lat temu pisałem wypracowanie o Karusku... wiedziałem o co chodzi... no niech mnie ktoś pochwali :)

Dzięki za poruszającą opowieść.

PS.
Siem pisze:Zawsze z niepokojem czekam na komentarze, ich brak bowiem dla mnie świadczy o tym, że tekst nie zrobił żadnego wrażenia.
Ech, jak tu napisać, żeby subtelnie było... ich brak najczęściej świadczy o tym, że tekst nie został przeczytany :)

Zablokowany