Drodzy Literkowicze!

Trwa głosowanie na PROZĘ MAJA! Zapraszamy do udziału w ankiecie.

Zwęglone tosty

"A kto powiedział, że publicystyka ma być nudna? Nudną robią ci, którzy nie potrafią robić interesującej." ~ Irena Dziedzic
Awatar użytkownika
Anthea

Zwęglone tosty

Post autor: Anthea » 08 grudnia 2015, 14:17

Na początek cóś takiego:

Czy zastanawialiście się kiedyś nad przyszłością człowieka we Wszechświecie? Otóż, za dwa miliardy lat „nasze” kochane, cieplutkie Słońce, pod którego parasolem uwielbiamy się opalać, grzebać w nosie, grać w siatkówkę, pić piwo, urośnie aż do granicy Marsa, bo rośnie każdego dnia. Jednak zanim do tego dojdzie, dużo wcześniej z homo sapiens zostaną tylko zwęglone „tosty”. Ale może do tej pory podróże międzyplanetarne będą tak powszechne, jak dzisiaj powszechne jest podróżowanie samochodem, samolotem czy motorem, albo, co bardziej prawdopodobne, nasz gatunek znajdzie swój nowy dom na innej planecie, co, wbrew pozorom, wcale nie jest takie proste. Chyba że nie zdążymy wymyślić czegoś, co zapobiegłoby uderzeniu w Ziemię meteorytu, który na 100 % pojawi się w przeciągu najbliższych stu milionów lat. Tak czy siak za cztery miliardy lat i tak Droga Mleczna zderzy się z galaktyką Andromedy.

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Zwęglone tosty

Post autor: R. Bates » 08 grudnia 2015, 14:57

Pod względem publicystycznym słabo się prezentuje Twój artykuł. Jest lakoniczny, nie wyczerpuje tematu i brzmi bardziej jak pogaducha przy piwie, niż publicystyka. No, ale w końcu to nie czasopismo naukowe ;).

Ale temat ciekawy.

Patrząc od strony wiary chrześcijańskiej. Ludzkość to jedyna inteligentna rasa we wszechświecie, a Ziemia jest miejscem wybranym przez Boga, więc nic nam nie grozi aż do sądu ostatecznego. Nawet jeśli Słońce wybuchnie, czy nadejdzie inny kataklizm, to jakoś nam się uda przetrwać albo znajdziemy wcześniej nową Ziemię. Bo znając umiejętności kościoła w adaptacji do nowinek techniki i rewolucji naukowych - jeśli uda nam się zasiedlić inne planety czy układy - powiedzą, że przez "Ziemia" Pismo rozumiało "Wszechświat".

Patrząc od strony nauki. Jeśli odrzucimy wiarę i uznamy, że życie (a przede wszystkim inteligencja i umiejętność tworzenia cywilizacji technologicznych) jest powszechne we wszechświecie, to należy się zastanowić nad tym, dlaczego ciągle nie obserwujemy śladów innych cywilizacji? (paradoks Fermiego). Przecież planet podobnych do Ziemi jest miliardy. Po 14 miliardach lat od wielkiego wybuchu powinniśmy obserwować wszędzie latające statki kosmiczne itp., a jeśli te cywilizacje już nie istnieją, to jakieś ślady po nich (fale, widma, odpadki itp). Może nie tak łatwo jest kolonizować kosmos i opuścić swoją macierzystą planetę (czy gwiazdę) jak się wydaje autorom sci-fi i nawet po dziesiątkach czy setkach tysięcy lat rozwoju stanowi to problem? A może po prostu łatwiej w trakcie rozwoju natknąć się na uderzenie meteorytu, wybuch superwulkanu (Yellowstone wybucha raz na 700 000 lat a ostatni wybuch był 640 000 lat temu), pandemię czy inny kataklizm. Wtedy marnie rysuje się nasza przyszłość.

Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Zwęglone tosty

Post autor: Siemomysła » 10 grudnia 2015, 08:57

Myślę, że to w ogóle nie jest artykuł, a jedynie przyczynek do dyskusji Bates ma rację, można przy piwie, ale można i na forum :)

Od siebie mogę powiedzieć, iż zupełnie nie spędza mi to snu z powiek. Nie spędza mi go prawdę mówiąc nawet to, co będzie za 50 lat... a co dopiero za dwa miliardy ;) Nie czuję się samotna we wszechświecie, bo nie poznałam do tej pory dobrze nawet własnej planety, acz wierzę w Ziemian rozpełzających się po kosmosach. Prędzej, czy później.
A jeśli o kontakcie z innym kosmicznym życiem, to odkąd przeczytałam "Fizykę rzeczy niemożliwych" Michio Kaku tkwi w mojej głowie zdanie, jakie tam pada - obcy się z nami nie kontaktują, bo nie odczuwają takiej potrzeby, jak my nie odczuwamy potrzeby kontaktowania się z mrówkami i obdarzania ich paciorkami. Kiedyś przestaniemy być mrówkami wszechświata i żal mi, że mam tak małe szanse, by tego doczekać. A z nieco innej, choć powiązanej, beczki - podziwiam ogromnie ludzi, którzy mają wizje. Jak człowiek, który przygotowywał misję sondy fotografujących Plutona. Czekał ogromnie dużo lat, by ujrzeć efekt swej pracy. Moim zdaniem to swoisty rodzaj bycia dzielnym.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 432
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Zwęglone tosty

Post autor: R. Bates » 10 grudnia 2015, 11:27

Tak, porównywanie ziemskiej cywilizacji do mrówek, którymi poważne kosmiczne cywilizacje nie zawracają sobie głowy jest tak długie, jak długa jest historia astrobiologii i Kaku nie był pierwszy, który to zauważył. Tak samo jak porównywano nas do tych plemion amazońskich, które nawet nie zdają sobie sprawy z istnienia cywilizacji, miast i kosmosu.
Być może istnieją jacyś obcy, którzy są na poziomie rozwoju np. cywilizacji typu III, IV lub wyżej w skali Kardaszewa/Asimova, ale przecież te cywilizacje kiedyś takie nie były. Musiały się rozwijać powoli, wymyślać technologie, rozsyłać roje sond (jak my to teraz robimy w układzie słonecznym) kolonizować planety, gwiazdy, przetwarzać materię wszechświata, jak my przetwarzamy Ziemię do swych potrzeb itp. I trudno przypuszczać, żeby całkowity ślad po nich zaginął. Mogły oczywiście wykształcić umiejętność zacierania za sobą śladów, tak by nikt słabiej nierozwinięty nie potrafił prześledzić historii ich rozwoju.
A może my ich widzimy na co dzień? Tylko nie dopuszczamy myśli o tym, że to mogą być obcy - nie mamy odpowiednio rozwiniętych mózgów, aby tych obcych zobaczyć. Być może to, co stworzyli jest tak bardzo odmienne od naszego sposobu myślenia, że tego nie rozumiemy? Niestety, z tego co wiemy, cały wszechświat jest zbudowany z tych samych pierwiastków i cząstek, z których zbudowana jest Ziemia, więc obcy nie powinni się znaczenie różnić od nas.
Mam nadzieję, że dożyję dnia, gdy to odkryjemy :).
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Anthea

Re: Zwęglone tosty

Post autor: Anthea » 11 grudnia 2015, 13:27

No pewnie, że tekstowi dość daleko do publicystyki, zdaje sobie z tego sprawę, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie, moi mili.
Jak dojdę do siebie, to dopiszę coś więcej.

Awatar użytkownika
Padraig
Posty: 38
Rejestracja: 18 października 2015, 22:33

Re: Zwęglone tosty

Post autor: Padraig » 12 grudnia 2015, 15:18

*wcześniej było napisane więcej i bardziej szczegółowo, ale coś wcisnąłem, strona się odświeżyła i mi znikło*
*szlag*

Osobiście mam bardzo pozytywną wizję naszej przyszłości. Zauważcie, jak "niewiele" czasu upłynęło w procesie naszej ewolucji, a jakie postępy, w porównaniu do innych gatunków, poczyniliśmy, na jakim szczeblu rozwoju obecnie jesteśmy. Trochę na przekór dużej ilości opinii, z którymi się stykam, że jakoby te czasy miałyby być czasami ostatecznymi, lub że już w tej chwili jesteśmy na takim poziomie rozwoju, który nas przerasta i doprowadzi nas do rychłej i szybkiej samozagłady, lubię myśleć, że tak naprawdę to wszystko jest dopiero początkiem. Że tak naprawdę my nadal żyjemy w początkach naszej historii, że to wszystko co się do tej pory wydarzyło to po prostu, z naszej perspektywy co prawda trochę długie, preludium, wstęp. Że tak naprawdę ciągle żyjemy na początku czasu, na początku naszej historii i że taki kiedyś odległe, przyszłe pokolenia będą o nas myśleć. Co prawda podobno wyliczono już mniej więcej dokładnie, ile wg różnych teorii sam wszechświat miałby istnieć (tzn. chodzi mi o to, że podobno wyliczono już prawdopodobny koniec całego kosmosu, Wielką Zapaść, czy coś w tym stylu).
W każdym razie, wierzę, że kolonizacja przez nas kosmosu, nie tylko Układu Słonecznego, czy nawet całej Drogi Mlecznej, ale pójście o wiele, wiele dalej, jest jak najbardziej możliwa. Czy będzie to szybki, czy długi proces to już inna sprawa. Wierzę jednak, że mogłoby nam się to udać, zanim szlag trafi nasz układ planetarny, czy całą galaktykę.
To o czym już pisałem - jeśli proces naszej ewolucji upłynął względnie szybko i uwzględniwszy obecną szybkość rozwoju technologii, to prognozowane kilka miliardów lat dla jakiegokolwiek kataklizmu kosmicznego (a niechby to nawet miałoby być "marne" kilka milionów czy tysięcy) jest czasem wystarczającym dla nas, byśmy mogli rozwinąć się do takiego stopnia, by mieć możliwość i dokonać zasiedlenia i wyjścia poza granicą całej galaktyki, hen, hen w odległe rubieże kosmosu.
Zdaję sobie sprawę, że to kosmicznie ("kosmicznie" he, he,) ogromne nadzieje i raczej dosyć duży niepoprawny optymizm, ale w sumie dlaczego nie? Dlaczego miałoby się nam nie udać? Wolę właśnie taką, optymistyczną i radosną wizję naszej przyszłości, od ponurych prognoz czarnowidzów mówiących o naszej zagładzie. Jeśli jest problem, rozwiążmy go. Nawet jeśli tym problemem jest wielki kosmiczny kamień nacierający na naszą planetę, "rychły" wybuch słońca, czy systematycznie zbliżająca się w naszą stronę galaktyka. :D

ODPOWIEDZ