TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Gorąca herbatka

"Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku." ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
aairria

Gorąca herbatka

Post autor: aairria » 17 lutego 2013, 21:28

Poniższy fragment pochodzi z dawno rozgrywanych, forumowych sesji gry rpg zwanej Lineage II.
Być może komuś się spodoba. Oczywiście wszelkie błędy, które udało mi się znaleźć, zostały poprawione.


-------------------------------------------------------------------------------------------------

Słonko świeciło sobie w najlepsze, jak to zwykło zwykle robić każdego dnia. Można by więc wysnuć wniosek, iż nie działo się nic ciekawego. No, przynajmniej nie na płaszczyźnie pojęciowej Słonka. Trochę niżej jednak...
W życiu każdej służącej - choć to przypuszczenie jedynie - zdarza się wreszcie dzień, w którym ustalony porządek burzy się z winy maleńkiego niedopatrzenia, czasami przypadku zaledwie. Problem z Neyalą polegał na fakcie, iż w trakcie jej służby taki pierwszy dzień zjawiał się bardzo prędko. Co więcej, zwykł być zaczątkiem całego ciągu niefortunnych zdarzeń.
Ów pierwszy dzień objawił się niedługo przed południem. Pora, jak na pobudkę dla naszej elfiej bohaterki, wiele dni zbyt wczesna. Kiedy więc beztrosko przyświecająca, żółtawa kula na niebie błysnęła przez okno na tyle mocno, by Mroczna się obudziła, nic nie zwiastowało kłopotów. Ot, jedna z wielu chwil, gdy to Neyala uchyla leniwie jedno oko, przypomina sobie - tak dla pewności - kim jest i gdzie się znajduje, by wrócić po chwili do błogiego stanu snu. Tym razem tak się nie stało.
Neyala otworzyła jedno oko. Pomrugała chwilę i przysłała do pomocy wsparcie - otworzyła drugie. Mrugając tak sekund parę uruchomiła skoncentrowany na zaletach mięciutkiej pościeli umysł i powoli, z chybioną beztroską, uświadomiła sobie która jest godzina.
Liczenie na palcach nie pomagało. Zbyt późna było jedyną możliwą odpowiedzią.
O dziwo, udało jej się nawet nie złoskotać z łóżka. Przybrała pozycję siedzącą nieco gwałtownie, przygryzła wargi, powstrzymując wrodzoną skłonność do chlipania nad krytycznymi życiowymi sytuacjami, i popatrzyła z ogromnym wyrzutem na ukochane Słonko. No jak ono mogło jej to zrobić!
Zerwała się wreszcie, zarzuciła na skromniutką nocną bieliznę pierwszy strój, jaki był pod ręką i z przepięknym, dźwięcznym TRACH zaliczyła zderzenie z drzwiami swojego pokoiku - jak to czasami się dzieje, gdy w pośpiechu zakładamy na nogi z gładkiego materiału uszyte skarpetki. Zderzenie, na całe szczęście, wykonane było plecami, tak więc jedyne kontuzje to ból kręgosłupa i pieczenie skóry poniżej kości ogonowej, gdyż grawitacja nie omieszkała posadzić jej z obowiązkowym plaśnięciem na podłodze. Po tych drobnych perypetiach Neyali udało się wydostać na korytarz i dalej, przed pawilon. Tam dopiero zaspany (i spanikowany do tego) umysł uznał, że warto powiadomić właścicielkę o konsekwencjach wstawania o tak późnej porze. Pan z pewnością obudził się, nie zjadł śniadania, które powinna była mu przynieść, nie wypił obowiązkowej herbatki, którą powinna była mu przynieść i zdenerwowany na swoją, do niczego pożytecznego zdatną, służącą poszedł szukać kogoś odpowiedniego, by poinformować o chęci pozbycia się elfiego nabytku. Przerażona taką perspektywą (i pewna jej prawdopodobieństwa przy okazji), z solidną sugestią łez w oczach, wróciła biegiem do pokoju po wiaderko z przyrządami do czyszczenia i z mocnym postanowieniem, iż swojemu właścicielowi winna jest na pożegnanie bardzo dokładne sprzątanie.
Wypełniona takim właśnie nastawieniem wkroczyła do komnaty Pana, zapominając nawet zapukać. Dobrze choć, że go w niej nie było. Lekko pociągając nosem, zabrała się do układania rzeczy na półkach, na których i tak rzadko coś zmieniało położenie, biurku, na którym wszystko zdawało się wyglądać inaczej każdego kolejnego dnia i łóżku, którego nikt przecież nie pościeli tak dobrze jak kobieta. To znany fakt zresztą. Przez paręnaście minut poszukiwała rzeczy do prania, by wreszcie przypomnieć sobie, iż załatwiła to już wczoraj. Z zacięciem godnym lepszej sprawy i brakiem litości, stosownym najstraszliwszym mordercom, pozbyła się kurzu oraz paru maleńkich owadów (musiały chyba wlecieć przez okno) z mebli i zakamarków. Wyszorowała nawet na błysk podłogę, podkreślając jeszcze efekt krasnoludzkiej roboty pastą do drewna.
Była już niemal pora obiadu, gdy skończyła. Powstrzymując chlipanie, popatrzyła zadowolona po efektach swojej pracy. Niech Pan zobaczy choć, że nadawała się do czegoś czasami.
Podeszła powolutku do okna z zamiarem sfinalizowania całej pracy. Trzymając w lewej ręce swoje wiaderko, prawą zamaszystym ruchem rozścieżyła jedno skrzydło. No i - a zadziałać tu musiała znana na całym kontynencie pomysłowość krasnoludzkich wynalazców - wtedy to się stało. Nachylając się, zbalansowała nieco nazbyt na jednej nodze. Wypastowanej podłodze najwyraźniej się pozowanie nie spodobało i postanowiła przypomnieć światu, że jest cała gładziutka i śliska. Efektem był efektowny piruet. Neyala okręciła się wokół swojej prywatnej osi, szaleńczym pędem obrotu powodowana podrzuciła wiaderko, które z precyzją godną pozazdroszczenia stuknęło ją w głowę dokładnie w momencie, gdy plecami lądowała na łóżku Pana.
Tak oto, w sam raz na porę obiadową, w komnacie wspomnianego, na jego prywatnym łóżku, zastać można było leżącą we wcale ponętnej pozycji młodziutką, dość niedbale i lekko ubraną, wcale ładną i całkowicie nieprzytomną, mroczną elfkę. Efekt psuły trochę rozrzucone wokół szczotki i wiaderko, ale... Kwestia to gustu zapewne.

Awatar użytkownika
AlpenGold

Re: Gorąca herbatka

Post autor: AlpenGold » 18 lutego 2013, 17:21

SpoilerShow
Słonko świeciło sobie w najlepsze, jak to zwykło zwykle (zwykło zwykle? trochę dziwnie to brzmi, może lepiej "zazwyczaj" lub jakiś odpowiednik?) robić każdego dnia. Można by więc wysnuć wniosek, iż nie działo się nic ciekawego. No, przynajmniej nie na płaszczyźnie pojęciowej Słonka. Trochę niżej jednak...
W życiu każdej służącej - choć to przypuszczenie jedynie - zdarza się wreszcie dzień, w którym ustalony porządek burzy się z winy maleńkiego niedopatrzenia, czasami przypadku zaledwie. Kłopot z Neyalą polegał na fakcie, iż w trakcie jej służby taki pierwszy dzień kłopotów zjawiał się bardzo prędko. Co więcej, zwykł być zaczątkiem całego ciągu niefortunnych zdarzeń.
Ów pierwszy dzień zaczął (w sumie nie jestem do końca pewna, czy można potraktować to jako błąd, ale jakoś mi zazgrzytało) się niewiele przed południem. Pora, jak na pobudkę dla naszej elfiej bohaterki, wiele dni (dni? a nie godzin czasem?) zbyt wczesna. Kiedy więc beztrosko przyświecająca, żółtawa kula na niebie błysnęła przez okno na tyle mocno, by mroczna (hmm... to pewnego rodzaju nazwa własna, a wiec czy nie powinno zapisać się jej dużą literą?) się obudziła, nic nie zwiastowało kłopotów. Ot, jedna z wielu chwil, gdy to Neyala uchyla leniwie jedno oko, przypomina sobie - tak dla pewności - kim jest i gdzie się znajduje, by wrócić po chwili do błogiego stanu snu. Tym razem tak się nie stało.
Neyala otworzyła jedno oko. Pomrugała chwilę i przysłała do pomocy wsparcie - otworzyła drugie. Mrugając tak sekund parę (przecinek) uruchomiła skoncentrowany na zaletach mięciutkiej pościeli umysł i powoli, z chybioną beztroską, uświadomiła sobie która jest godzina.
Liczenie na palcach nie pomagało. Zbyt późna (a to dałabym w jakimś cudzysłowu lub jakkolwiek zaznaczyła, że to odpowiedź czy cuś) było jedyną możliwą odpowiedzią.
O dziwo (przecinek) udało jej się nawet nie złoskotać z łóżka. Przybrała pozycję siedzącą nieco gwałtownie, przygryzła wargi, powstrzymując wrodzoną skłonność do chlipania nad krytycznymi życiowymi sytuacjami, i popatrzyła z ogromnym wyrzutem na ukochane Słonko. No jak ono mogło jej to zrobić!
Zerwała się wreszcie, zarzuciła na skromniutką nocną bieliznę pierwszy strój, jaki był pod ręką i z przepięknym, dźwięcznym TRACH zaliczyła zderzenie z drzwiami swojego pokoiku - jak to czasami się dzieje, gdy w pośpiechu zakładamy na nogi z gładkiego materiału uszyte skarpetki. Zderzenie, na całe szczęście, wykonane było plecami, tak więc jedyne kontuzje (brakuje mi jakiegoś czasownika) to ból kręgosłupa i pieczenie skóry poniżej kości ogonowej, gdyż grawitacja nie omieszkała posadzić jej z obowiązkowym plaśnięciem na podłodze. Po tych drobnych perypetiach Neyali udało się wydostać na korytarz i dalej, przed pawilon. Tam dopiero zaspany (i spanikowany do tego) umysł uznał, że warto powiadomić właścicielkę o konsekwencjach wstawania o tak późnej porze. Pan z pewnością obudził się, nie zjadł śniadania, które powinna była mu przynieść, nie wypił obowiązkowej herbatki, którą powinna była mu przynieść (chyba że jest to zabieg zamierzony, to cofam ;)) i zdenerwowany na swoją, do niczego pożytecznego zdatną, służącą poszedł szukać kogoś odpowiedniego, by poinformować o chęci pozbycia się elfiego nabytku. Przerażona taką perspektywą (i pewna jej prawdopodobieństwa przy okazji), z solidną sugestią łez w oczach, wróciła biegiem do pokoju po wiaderko z przyrządami do czyszczenia i z mocnym postanowieniem, iż swojemu właścicielowi winna jest na pożegnanie bardzo solidne sprzątanie.
Wypełniona takim właśnie nastawieniem wkroczyła do komnaty Pana, zapominając nawet zapukać. Dobrze choć, że go w niej nie było. Lekko pociągając nosem (przecinek) zabrała się do układania rzeczy na półkach, na których i tak rzadko coś zmieniało położenie, biurku, na którym wszystko zdawało się wyglądać inaczej każdego kolejnego dnia i łóżku, którego nikt przecież nie pościeli tak dobrze jak kobieta. To znany fakt zresztą. Przez paręnaście minut poszukiwała rzeczy do prania, by wreszcie przypomnieć sobie, iż załatwiła to już wczoraj. Z zacięciem godnym lepszej sprawy i brakiem litości, stosownym najstraszliwszym mordercom, pozbyła się kurzu oraz paru maleńkich owadów (musiały chyba wlecieć przez okno) z mebli i zakamarków. Wyszorowała nawet na błysk podłogę, podkreślając jeszcze efekt krasnoludzkiej roboty pastą do drewna.
Była już niemal pora obiadu, gdy skończyła. Powstrzymując chlipanie, popatrzyła zadowolona po efektach swojej pracy. Niech Pan zobaczy choć, że nadawała się do czegoś czasami.
Podeszła powolutku do okna z zamiarem sfinalizowania całej pracy. Trzymając w lewej ręce swoje wiaderko, prawą zamaszystym ruchem rozścieżyła jedno skrzydło. No i - a zadziałać tu musiała znana na całym kontynencie pomysłowość krasnoludzkich wynalazców - wtedy to się stało. Nachylając się, zbalansowała nieco nazbyt na jednej nodze. Wypastowanej podłodze najwyraźniej się to nie spodobało i postanowiła przypomnieć światu, że jest cała gładziutka i śliska. Efektem był efektowny piruet. Neyala okręciła się wokół swojej prywatnej osi, szaleńczym pędem obrotu powodowana podrzuciła wiaderko, które z precyzją godną pozazdroszczenia stuknęło ją w głowę dokładnie w momencie, gdy plecami lądowała na łóżku Pana.
Tak oto, w sam raz na porę obiadową, w komnacie wspomnianego, na jego prywatnym łóżku, zastać można było leżącą we wcale ponętnej pozycji młodziutką, dość niedbale i lekko ubraną, wcale ładną i całkowicie nieprzytomną, mroczną elfkę. Efekt psuły trochę rozrzucone wokół szczotki i wiaderko, ale... Kwestia to gustu zapewne.
Hehe. :D Jakbym widziała siebie. Byłabym do tego zdolna. *jest ofiarą losu podobno* :bag: No i pospać też lubię. ;3 Ale co ja tu o sobie gadam... :facepalm: Tekst naprawdę miły w odbiorze. Czytało się przyjemnie. Może trochę krótko, ale to przecież jedna scena zaledwie. Czytając Twoje teksty, mam wrażenie, że czytam bajkę i to wcale nie ze względu na treść. Może to też kwestia konstrukcji zdań, ale chyba chodzi tu przede wszystkim o zdrobnienia, a Ty używasz ich dość dużo. I nie myśl sobie, że mi się to nie podoba. :P Wręcz przeciwnie. Dzięki temu masz świetny, swój i tylko swój styl, który Cię wyróżnia. I to mi się baaardzo podoba. :D Będzie coś więcej czy to już koniec? :D I pamiętaj, za złą odpowiedź jest chłosta. :devil:

Awatar użytkownika
aairria

Re: Gorąca herbatka

Post autor: aairria » 18 lutego 2013, 22:29

Dziękuję ślicznie za pokrzepiającą opinię!
Nie chcę chłosty, więc przyznam się od razu: zapisków i historii przeróżnych mam naprawdę, naprawdę wiele. Niestety większość z nich nie nadaje się do druku, gdyż traci sens bez interakcji z innymi postaciami, a tekstów obcych osób publikować tu nie chcę. Jeśli o Neyalę zaś chodzi, to pojawiać się będzie jeszcze wieeele razy. To moja zdecydowanie ulubiona postać :calm: .

Tak przy okazji... Ciekawi mnie bardzo czemu chwalisz mnie za styl i jego specyfikę, a tymczasem w spoilerze wytykasz wiele z jego elementów jako błędy :D ? Oczywiście sporo też wskazałaś faktycznych niedopatrzeń, które z radością poprawię.

Awatar użytkownika
AlpenGold

Re: Gorąca herbatka

Post autor: AlpenGold » 18 lutego 2013, 23:37

aairria pisze:Tak przy okazji... Ciekawi mnie bardzo czemu chwalisz mnie za styl i jego specyfikę, a tymczasem w spoilerze wytykasz wiele z jego elementów jako błędy :D ? Oczywiście sporo też wskazałaś faktycznych niedopatrzeń, które z radością poprawię.
Bo Ty piszesz tym stylem, nie ja, a nie przeczytałam na tyle dużo, żeby wiedzieć jakimi prawami się rządzi. ;) A o które konkretnie zaznaczone przeze mnie błędy Ci chodzi?

Awatar użytkownika
aairria

Re: Gorąca herbatka

Post autor: aairria » 19 lutego 2013, 00:05

A o takie jak niżej. Ja się nie czepiam absolutnie, proszę tak sobie nie pomyśleć! :|
Tak to mnie zaciekawiło tylko, bo dość często moje cudaki stylistyczne wskazywane są jako błędy.
SpoilerShow
Słonko świeciło sobie w najlepsze, jak to zwykło zwykle robić każdego dnia.
Pora, jak na pobudkę dla naszej elfiej bohaterki, wiele dni zbyt wczesna.
Pan z pewnością obudził się, nie zjadł śniadania, które powinna była mu przynieść, nie wypił obowiązkowej herbatki, którą powinna była mu przynieść [...]
Efektem był efektowny piruet.

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Gorąca herbatka

Post autor: wołszebnik » 19 lutego 2013, 21:12

SpoilerShow
Kłopot z Neyalą polegał na fakcie
Nie podoba mi się to sformułowanie, no ale to tylko tyle, że mi się nie podoba, ot, takie osobiste moje 'ale'
Ów pierwszy dzień zaczął się niewiele przed południem. Pora, jak na pobudkę dla naszej elfiej bohaterki, wiele dni zbyt wczesna.
jesteś pewna, że pierwszego nie chcesz zamienić na 'niedługo'?
Kłopot z Neyalą polegał na fakcie, iż w trakcie jej służby taki pierwszy dzień kłopotów zjawiał się bardzo prędko. Co więcej, zwykł być zaczątkiem całego ciągu niefortunnych zdarzeń.
Ów pierwszy dzień zaczął się niewiele przed południem. Pora, jak na pobudkę dla naszej elfiej bohaterki, wiele dni zbyt wczesna. Kiedy więc beztrosko przyświecająca, żółtawa kula na niebie błysnęła przez okno na tyle mocno, by mroczna się obudziła, nic nie zwiastowało kłopotów
hmmm, może to zabieg...
Po tych drobnych perypetiach Neyali udało się wydostać na korytarz i dalej, przed pawilon.
cisnęłabym przecinka po 'perypetiach', bo wydaje się, że związek tworzą wyrazy 'perypetie Neyali', a Neyala powinna być podmiotem, nie dopełnieniem.
Efektem był efektowny piruet.
hmm, to też może być zabieg...
No cóż, ja jestem wielką fanką twojej świeżej składni, więc mnie urzekło i skłoniło do refleksji z gatunku: mało O.o
Noż to ledwie wstęp, który póki co do niczego nie prowadzi, acz przeuroczy.
Świetna postać z elfki. Wstaw proszę więcej, chętnie poczytam.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
AlpenGold

Re: Gorąca herbatka

Post autor: AlpenGold » 19 lutego 2013, 21:13

No, jak mówiłam, nie znam się na Twoim stylu. To były tylko sugestie, coś mi nie pasowało, więc zaznaczyłam. Jeśli taki masz styl, to okej. Szczerze mówiąc, o ile środkowe zdania jeszcze są w porządku, to mimo wszystko jakoś pierwszego i ostatniego nie mogę strawić w takim stanie. :P Ale to Twój wybór, oczywiście. :)

Awatar użytkownika
aairria

Re: Gorąca herbatka

Post autor: aairria » 24 lutego 2013, 14:07

Poprawione, co trzeba. Tym razem błędów było chyba sporo mniej, niż w przygodach Setrii. Ogromnie się z tego cieszę :calm: .
Nie wiem niestety, czy jakikolwiek dalszy ciąg tej scenki uda mi się zamieścić. Spróbuję.
Dziękuję za komentarze i pomoc!

Awatar użytkownika
Lafli

Re: Gorąca herbatka

Post autor: Lafli » 14 sierpnia 2013, 18:23

Tytułem zwróciłaś moją uwagę. Herbatka to Anglia, Anglia to piękne akcenty, piękne akcenty podczepiam po etykietkę Hugh Granta, a przecież Hugh jest czarujący (ale bez obaw, nie spodziewałam się poczytać tu o jego najładniejszym, kiczowato-romantycznym uśmiechu).
Pierwszy akapit przypomniał mi „Okruchy dnia” reżyserii Jamesa Ivory’ego (ze znakomitą rolą Hopkinsa). Ładnie powiedziane, że wszystko źle się kończy. A po „Okruchach dnia” trochę „Pierścień i Róża”, którego piętnaście minut oglądałam ostatniej niedzieli i chyba była tam służąca, która została królową (dlaczego tego nie znam?).
„Liczenie na palcach nie pomagało. Zbyt późna było jedyną możliwą odpowiedzią.” – świetnie ujęte.
Posprzątanie jako forma pożegnania? Hmmm… uśmiechnęłam się, wiesz?
Ładna lekkość w pisaniu, a sam tekst czyta się dość przyjemnie. Duży plus za fabułę. Mówiąc szczerze nie jestem wielką zwolenniczką elfów i reszty stworzeń o uszkach magicznych, kopytkach czarodziejskich i wszystkim co ma jakąś-tam zaklętą tajemniczość (oprócz uśmiechu Hugh Granta), ale przez to opowiadanie przebrnęłam z zadziwiającą (nawet dla siebie) łatwością.

Zablokowany