Drodzy Literkowicze!

Trwa głosowanie na PROZĘ MAJA! Zapraszamy do udziału w ankiecie.

Come And Save Me [16+]

"Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku." ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
Jane Weller
Posty: 16
Rejestracja: 22 lipca 2016, 20:42
Lokalizacja: Highway to Hell

Come And Save Me [16+]

Post autor: Jane Weller » 25 lipca 2016, 20:49

SpoilerShow
Słów kilka o samym tekście by się przydało.
Gatunek: Ciężko określić, bo właściwie jest tu wszystko, od obyczaju, poprzez komedię, po nieco angstu. Z pewnością jest tajemnica.
Pairing główny: Severus Snape/OC
Pairingi poboczne: OC/OC oraz fandomowe związki postaci kanonicznych.
Kanon: Brutalnie zamordowany i od czasu do czasu równie brutalnie pobudzany do życia. Wszystko zależy danego rozdziału, a nawet danego fragmentu. Niektóre uśmiercone przez autorkę Harry'ego Pottera postanowiłam ożywić. Tekst był pisany [ponad pięć lat temu] z pominięciem ostatniego tomu serii.
Czas akcji: Pięć lat po pokonaniu Voldemorta przez Pottera.
Ostrzeżenia: Będzie trochę przeklinania, także kilka scen przemocy, również opisy obrażeń. Zdecydowanie zaś odradzam spożywanie czegokolwiek w trakcie czytania ze względu na humorystyczne fragmenty.
Spis rozdziałów
SpoilerShow
Bohaterowie
SpoilerShow
Minerwa McGonagall (Dyrektorka Hogwartu)
Była zastępcą Albusa Dumbledore’a i pokonaniu Voldemorta objęła stanowisko Dyrektora Hogwartu. Nauczała też Transmutacji, aż do chwili, gdy zatrudniła na tym stanowisku Hermionę. Po śmierci Albusa stanęła na czele Zakonu Feniksa.

Hermiona Granger-Malfoy (Z-ca Dyrektorki Hogwartu/Transmutacja)
Członkini Zakonu Feniksa i Opiekunka Gryffindoru. Po zakończeniu wojny i zdaniu OWuTeMów, rozpoczęła studia z zakresu transmutacji i zaklęć. Od dwóch lat uczy Transmutacji w Hogwarcie. Początkowa fascynacja i wczesny etap zakochania się w Ronie Weasleyu zakończyły się wraz z wojną. Studia zbliżyły ją do Draco Malfoya. Dość szybko szkolna niechęć i nienawiść zmieniły się w głębokie uczucie. Od osiemnastu miesięcy jest szczęśliwą mężatką.

Margaret Peacock (Astronomia - OC)
Podobnie jak większość kadry nauczycielskiej jest członkinią Zakonu Feniksa. Wychowanka Domu Roweny Ravenclaw. Niezwykle inteligentna czarownica i utalentowana nauczycielka Astronomii (po odejściu Aurory Sinistry). Uczniów stara się traktować sprawiedliwie, choć zdarza jej się czasem faworyzować Krukonów. Jej rodzina była powiązana z Voldemortem, a Margaret jako jedyna trzymała się z daleka od wężowatego czarodzieja i jego zastępów. Co więcej, została aurorem, a później walczyła ze Śmierciożercami podczas Drugiej Bitwy o Hogwart. Od zawsze pociągało ją nocne niebo usiane gwiazdami i gdy otrzymała propozycję, by nauczać Astronomii w Hogwarcie, nie wahała się ani trochę. (Postać użyczona przez przyjaciółkę.)

Severus Snape (Eliksiry)
Członek Zakonu Feniksa, były Śmierciożerca i eks-szpieg w szeregach Voldemorta. Posiada tytuł Mistrza Eliksirów i naucza tego przedmiotu w Hogwarcie. Jest też Opiekunem Slytherinu. Znany jest powszechnie z mało przyjemnego charakteru i tendencji do gnębienia swoich uczniów. Po wygranej wojnie nie zmienił się specjalnie jego stosunek do świata, jednak przestał dręczyć bez wyraźnego powodu Gryfonów i mugolaków. Z ulgą pozbył się posady dyrektora i odmówił zostania zastępcą Minerwy, choć ona wyjątkowo mocno na to nalegała. Snape jednak wolał przeznaczyć wolny czas na eksperymenty z zakresu eliksirów.

Cuthbert Binns (Historia Magii)
Od lat naucza Historii Magii i nawet śmierć mu w tym nie przeszkodziła, więc robi to nadal już jako duch. Prowadzi wyjątkowo nudne wykłady, zwłaszcza o wojnach goblinów.

Rolanda Hooch (Latanie na miotle)
Pierwszorocznych uczy Latania na Miotle. Poza tym sędziuje mecze Quidditcha, a czasem nadzoruje treningi drużyn. Ma dość specyficzne poczucie humoru, ostry język i mnóstwo ciętych ripost na podorędziu. Uwielbia drażnić się ze Snape'em i robić z nim zakłady.

Warwick Jason "Jay" Mizrachi (Mugoloznastwo - OC)
Mąż Margaret Peacock, chociaż ich ślub odbył się na jakiejś egzotycznej wyspie i w świetle brytyjskiego prawa czarodziejów nie jest ważny. Wychowanek Hogwartu, spędził siedem lat wśród Gryfonów, co pozostawiło w nim dość spory ślad. Jest bardzo towarzyski, lubi też dużo wypić, jednak zazwyczaj zna umiar. Urodził się w całkowicie mugolskiej rodzinie jako starszy z bliźniaków. Jego młodszy o siedem minut brat przeżył zaledwie kilka dni i zmarł z powodu zaawansowanej wady serca i płuc. Pustka po bracie została w nim, choć nie pamięta by miał brata bliźniaka, a i rodzice nigdy o tym mu nie powiedzieli. Ma dziesięć lat od niego młodszą siostrę imieniem Annabel (nie ma w sobie nic magicznego). Po szkole studiował Mugoloznastwo oraz Eliksiry. To Margaret go wciągnęła do Zakonu Feniksa i w zwalczanie Śmierciożerców. Z początku nie chciał w tym uczestniczyć, lecz wtedy Peacock użyła argumentu o chronieniu rodziny i Jay dał się przekonać. Wspólne przeżycia zbliżyły ich do siebie na tyle, że później się pobrali pod wpływem chwili. Gdy skończył studia pracował głównie w aptekach lub wspierał ogrodniczy biznes rodziców. Po pokonaniu Voldermota podążył za swoją drugą połówką do Hogwartu. McGonagall zaproponowała mu posadę nauczyciela Mugoloznastwa, dzięki czemu nie został wakat po śmierci Charity Burbage.
Snape uczył go Eliksirów od drugiego roku w Hogwarcie i chociaż z początku ich relacje były bardzo poprawne (na ile to możliwe na linii profesor-uczeń), tak się pogorszyły aż do wrogości, kiedy grupka Ślizgonów postanowiła się zabawić kosztem Mizrachiego, a Snape uznał małych zbrodniarzy za kompletnie niewinnych, obarczając winą oczywiście Gryfona. Podczas wojny z Voldemortem i potem przez kilka lat pracy w Hogwarcie ich stosunki się poprawiły, ale Jay nadal lubi dopiec byłemu nauczycielowi. Używa tylko drugiego imienia z dwóch powodów. Pierwszym jest ten, że jego ojciec oraz dziadek Mizrachi mają tak samo na imię jak on. Drugim zaś, że skrót tego imienia czyli "Wick" oznacza knot lub - o zgrozo - tampon.

Alaric White (Numerologia - OC)
Opiekun Hufflepuffu. Wykłada Numerologię (Septima Vector zginęła w czasie Drugiej Bitwy o Hogwart). Uczył się w Durmstrangu, a potem studiował w Niemczech i Australii. Opanowany, cierpliwy, pełen szalonych pomysłów, które kocha wcielać natychmiast w życie. Przez uczniów oceniany jako najbardziej niesamowita osobowość wśród profesorskiej kadry. Opinia ta ma też poniekąd odzwierciedlenie w jego wyglądzie. Alaric ma bowiem ponad dwa metry wzrostu, smukłą, lecz umięśnioną sylwetkę i śnieżnobiałe włosy. Podobnie jak Mizrachi bywa oblegany przez tłumek uczennic, które się w nim podkochują. W klasie stosuje nietypowe i innowatorskie nauczanie bądź co bądź dość skomplikowanej i nudnej Numerologii. I te metody w jego przypadku skutkują. Odkąd objął profesorskie stanowisko, coraz więcej osób (głównie dziewcząt) wybiera jego przedmiot na SUMy i OWuTeMy. (Postać użyczona przez przyjaciela.)

Charlie Weasley (Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami)
Po wyjeździe Rubeusa Hagrida do Francji, przejął jego obowiązki gajowego i nauczyciela Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Wiele uczennic podkochuje się w nim, lecz Charlie trzyma je na dystans. Ma dobrą rękę do zwierząt i stara się nauczyć takiego podejścia swoich uczniów. Jest wyrozumiałym i łagodnym nauczycielem. Na jego zajęciach zawsze panuje przyjacielska atmosfera, co momentami wywołuje złudne wrażenia, że brakuje tam typowych relacji profesor-uczniowie.

Elena Blackraven (Obrona Przed Czarną Magią - OC)
Członkini Zakonu Feniksa i aktualnie nauczycielka Obrony przed Czarną Magią. Jej poprzednikiem był Remus Lupin, który nauczał tego przedmiotu od śmierci Voldemorta. Pochodzi z mugolskiej rodziny i przez pierwsze jedenaście lat życia nie miała pojęcia, że świat magii istnieje i znajduje się niemalże na wyciągnięcie ręki. Po ukończeniu Hogwartu przeszła szkolenie i została aurorem. Walczyła od tamtej chwili z poplecznikami Voldemorta, a także brała udział w Drugiej Bitwie o Hogwart. Jej życiorys zawiera kilka dość znaczących dziur, a największa z nich pojawia się po zakończeniu wojny. Gdy ceremonie pogrzebowe dobiegły końca zniknęła na pięć lat. W 2003 roku została odnaleziona w Australii przez Minerwę McGonagall, która zaoferowała jej posadę w Hogwarcie. Elena jest osobą skrytą i nie rozmawia z nikim o sobie i wojennych przeżyciach, ani swoich, ani cudzych. Podczas zajęć stara się wszystkich traktować równo, lecz potrafi dostrzec osoby wyróżniające się w klasie i dać im szansę wykazania się wiedzą. Wyznaje zasadę, że winy za grzechy ponoszą winowajcy, a nie osoby z nimi spokrewnione, więc nie odgrywa się między innymi na Ślizgonach za to, co ich rodzice czy starsze rodzeństwo robili podczas wojny.

Bathsheda Babbling (Starożytne Runy)
Naucza Starożytnych Runów. Wymagająca nauczycielka.

Sybilla Trelawney (Wróżbiarstwo)
Szalona Wróżbitka, jak się o niej mawia, nadal uczy w Hogwarcie Wróżbiarstwa. Po wojnie nieco się wyciszyła i już nie głosi każdemu ponurych przepowiedni zakończonych śmiercią. Odstawiła w sporej mierze kuchenną sherry i częściej pojawia się na posiłkach w Wielkiej Sali.

Draco Malfoy (Zaklęcia)
Po wydarzeniach na Wieży Astronomicznej postanowił dołączyć do zwolenników Zakonu Feniksa i został drugim szpiegiem w szeregach Voldemrota. Kilka miesięcy przed Drugą Bitwą o Hogwart oficjalnie przyjęto go w poczet członków Zakonu. W czasie bitwy wykazał się odwagą, męstwem i sprytem. Podobnie jak Hermiona wrócił do Hogwartu, by zdać OWuTeMy. Później studiował Zaklęcia i Obronę Przed Czarną Magią na tym samym uniwersytecie co Granger. Ponieważ mieli wiele takich samych zajęć, zaczęli przełamywać animozje z przeszłości. Spotykali się coraz częściej, a ich znajomość przerodziła się w przyjaźń. Stopniowo zbliżali się do siebie coraz bardziej, aż w końcu zrozumieli, że są w sobie zakochani. Po półrocznych zaręczynach pobrali się. Draco podobnie jak Severus potrafi bez problemu utrzymać dyscyplinę na zajęciach. Początkowo miał problemy z powodu swojej przeszłości, jednak dość szybko sobie z tym poradził. Nie terroryzuje uczniów i nie zakrada się za ich plecy, jak to praktykował Snape (zakradanie się praktykuje nadal). Wymaga uwagi, dokładności i staranności podczas ćwiczenia nowych i poznanych już zaklęć. Zdarza mu się faworyzować Ślizgonów i odejmować punkty Gryfonom (nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił).

Neville Longbottom (Zielarstwo)
Od roku nauczyciel Zielarstwa (Pomona Sprout przeszła na emeryturę). Członek Zakonu Feniksa. Inteligentny i oczytany. Ma rękę do roślin i Zielarstwo jest jego ukochanym przedmiotem. Odkąd Snape nie stoi mu nad głową, umiejętności Neville’a w zakresie Eliksirów nieco się podniosły, niewiele, ale jednak na tyle, że już nie wysadza kociołków. Neville jest najłagodniejszym z nauczycieli, choć na zajęciach wymaga uwagi i skupienia.

Irma Pince (Bibliotekarka)
Władcza i nieco przewrażliwiona jeśli chodzi o książki hogwarcka bibliotekarka. Zna wiele przydatnych czarów uzdrowicielskich o dużej mocy działania. Jej dość młody wygląd jest mylący, gdyż ma przeszło setkę na karku. Na sugestie o emeryturze i odpoczynku reaguje morderczym spojrzeniem i pogardliwym prychnięciem. W bibliotece wymaga zachowania ciszy oraz poszanowania znajdujących się na półkach woluminów. Naruszenie podstawowych zasad powoduje wyrzucenie za drzwi, a nawet zakaz wstępu do biblioteki przez pewien okres czasu.

Poppy Pomfrey (Pielęgniarka)
Szkolna pielęgniarka, sprawująca pieczę nad Skrzydłem Szpitalnym. Bardzo pilnuje swoich pacjentów, by stosowali się do zaleceń. Nadopiekuńcza, momentami aż do przesady. Kobieta o wielkim sercu i trosce o uczniów i nauczycieli.

Argus Filch (Woźny)
Zmora uczniów Hogwartu. Jest charłakiem i być może to powoduje, że bywa nieprzyjemny. Korytarze patroluje wraz ze swoją kotką, Panią Norris. Podczas Drugiej Bitwy o Hogwart pomagał w ewakuacji uczniów.
EDIT: Wersja poprawiona - 4 sierpnia 2016

Rozdział 1
Powrót


Gdzieś w Australii, przedpołudnie 13 lipca 2003 roku

Niewielka osada, złożona z zaledwie kilkunastu domów, mieściła się kilka mil od trasy międzystanowej. Miała tylko jedną asfaltową ulicę, wzdłuż której po obu stronach stały wszystkie budynki. Większość z nich pamiętała jeszcze czasy pionierskie i była zbudowana z drewna, z szerokimi, zadaszonymi werandami, na których często przesiadywali seniorzy, najczęściej dziergające na drutach lub haftujące serwetki staruszki.
Przy centralnej części drogi mieściły się po sąsiedzku dwa sklepy – spożywczy połączony z piekarnią oraz żelazny, a naprzeciwko nich niewielki zakład fryzjerski i poczta. Wioska była cicha i spokojna, głównie dlatego, że mieszkali tam starsi ludzie. Młodzi, przy pierwszej nadarzającej się okazji, przenieśli się do Melbourne, Canberry lub Sydney.
Tak więc widok starszej kobiety w letniej sukni z jasnego materiału w kapeluszu na upiętych w kok włosach i z dopasowaną torebką w ręce nikogo nie zaskoczył, chociaż niektórych zdziwił brak odgłosu nadjeżdżającego samochodu. Pomimo wyraźnie zaawansowanego wieku, kobieta poruszała się energicznie i szybko, jak ktoś, kogo interesuje wyłącznie obrany cel. Przemaszerowała przez całą długość ulicy, nie zwracając uwagi na ciekawskie spojrzenia mieszkańców i po minięciu ostatniego domu skręciła w prawo, by wąską drogą z ubitej ziemi po kilkunastu minutach znaleźć się przed parterowym domem, z którego niegdyś białych ścian łuszczyła się płatami farba. Weszła na wąski ganek i zapukała we frontowe drzwi.
* * * Elena spędzała tę niedzielę jak każdy inny dzień. Siódmy dzień tygodnia kojarzył jej się mgliście z odpoczynkiem, którego nie było dane jej zaznać. Od czasu Wielkiej Bitwy, gdy tylko przybyła na australijski kontynent, starała się być zajęta od wschodu do zachodu słońca, by wieczorem móc po prostu paść na łóżko i od razu zasnąć. Od czasu do czasu uciekała się do eliksiru Bezsennego Snu, lecz obawa przed uzależnieniem nie pozwalała jej go zbyt często zażywać. Zamiast tego doprowadziła niemalże do perfekcji mugolską metodę dotyczącą świadomych snów, a właściwie pozbawiania się ich. Gdy zmęczenie jednak było zbyt duże, nie zdawało to egzaminu i budziła się nad ranem z krzykiem przerażenia, mokra od potu.
Ucieczkę znajdowała w walce z niegościnnością ziemi w ogródku i niewielkiej szklarni oraz w czytaniu opasłych tomów dotyczących zaklęć i eliksirów. Często też zamykała się w piwnicy swojego domu, gdzie urządziła dość prowizoryczne laboratorium, na które składały się dwa duże stoły zastawione warzelniczym sprzętem oraz szafa i regał, gdzie trzymała składniki i książki. Wiele razy zdarzały się wybuchy, krzyki frustracji i trzask tłuczonego szkła. I chociaż była świadoma, że do osiągnięcia celu jest jej potrzebna pomoc Mistrza Eliksirów, którego umiejętności warzelnicze stoją na najwyższym poziomie, nie chciała prosić go o pomoc. Oznaczałoby to bowiem zdradzenie celu poszukiwań.
Elena powierzyła swoją tajemnicę tylko jednej osobie i właśnie ta osoba pojawiła się przed jej drzwiami. Wysoka i z włosami upiętymi w ciasny kok, w którym przebłyskiwały nitki siwizny, Minerwa McGonagall wyglądała niemalże śmiesznie, prezentując się jak stereotypowa mugolska staruszka w drodze do kościoła na mszę. Na widok ogłupienia na twarzy Blackraven, Minerwa cmoknęła ze zniecierpliwieniem i weszła do środka, wpychając swoją byłą uczennicę w głąb domu.
- Panno Blackraven – zaczęła tonem, który był przeznaczony dla krnąbrnych studentów Hogwartu. – Proszę przestać na mnie patrzeć, jakbym się zmieniła w goblina – dokończyła zdegustowana.
- Przepraszam, pani profesor. – Elena potrząsnęła głową, wracając do rzeczywistości. – Po prostu nigdy nie widziałam pani w mugolskim stroju.
Zaprowadziła starszą czarownicę do salonu i poprosiła, by ta usiadła na sofie. Sama zajęła miejsce w swoim ulubionym fotelu.
- Mogę wiedzieć, co panią sprowadza w moje skromne progi? – zapytała po kilku długich sekundach krępującej ciszy, w czasie której dyrektorka Hogwartu zdążyła przyjrzeć się niemalże spartańskiemu wyposażeniu, na które składały się,oprócz sofy i fotela, mały stolik między nimi i pusty regał pod jedną ze ścian pokrytych wyblakłą tapetą.
- Zwracaj się do mnie po imieniu, moja droga – poleciła jej McGonagall. – Chyba go nie zapomniałaś przez te pięć lat dobrowolnej banicji, prawda?
- Oczywiście, że nie, pa… Minerwo.
- Remus w tym roku zrezygnował z posady nauczyciela OPCM. - Dyrektorka nie owijała w bawełnę. - Oznacza to, że mamy, po raz pierwszy od pięciu lat, wakat na tej posadzie. I jak do tej pory nie możemy znaleźć nikogo odpowiedniego.
- A Potter? Z tego co słyszałam, udało mu się zostać aurorem – Elena podsunęła natychmiast, nie chcąc nawet myśleć o prośbie McGonagall, która wydawała się być bardziej niż oczywista.
- Odmówił.
- Więc dlatego mnie odwiedziłaś? – Pytanie było całkowicie retoryczne. – Pochlebia mi ta propozycja, ale nie zamierzam jej przyjąć. Zaczęłam tu nowe życie i zostawiłam przeszłość za sobą. Nie chcę do niej wracać.
Na palcach jednej ręki można było zliczyć momenty, w których na twarzy Minerwy gościło jawne zaskoczenie. Ta chwila wliczała się do owej puli. Było to o tyle dziwne, że dyrektorka spodziewała się takiej odpowiedzi. Ostatecznie znała powody, dla których Elena odseparowała się od wszystkich znanych sobie osób i uciekła na drugi koniec świata. Minerwa pozwoliła jej na pięć lat samotności i nie zamierzała ich przedłużać o kolejnych pięć. Skłamanie o tym, że Harry odmówił przyjęcia nauczycielskiego stanowiska przyszło jej dość łatwo. Młodsza czarownica była pierwszą osobą, której zaproponowała tę pracę, ale Elena miała się o tym nigdy nie dowiedzieć.
- Wiem równie dobrze, jak i ty, że pewnych rzeczy się nie zapomina. Są jednak takie, które można usunąć. – Wzrok dyrektorki zdawał się przenikać na wskroś przez wszystkie obronne mury, jakie młodsza kobieta ustawiła wokół siebie, zaglądając w głąb jej duszy i widząc spustoszenia uczynione przez horror, jaki ją dotknął.
- To, co się wydarzyło sześć lat temu, nie ma na mnie żadnego wpływu! – Chłodny ton głosu Eleny sugerował, że jej cierpliwość zaczyna się wyczerpywać.
McGonagall wiedziała, że ani prośbą, ani błaganiem nic nie wskóra. Ale nie byłaby sobą, gdyby nie miała asa w rękawie. To była jedna z rzeczy, jakie przejęła od pewnego czarodzieja – bądź zawsze co najmniej jeden ruch dalej niż przeciwnik.
- A gdyby oferta pracy obejmowała również dostęp do zbiorów bibliotecznych, których nigdzie indziej nie znajdziesz? Czy wtedy zgodziłabyś się przyjąć tę posadę?
Haczyk z przynętą został zarzucony i Minewrze pozostawało tylko czekać, aż rybka go łyknie. Dyrektorka nie miała fałszywej nadziei, że stanie się to od razu. Za dobrze znała swoją byłą uczennicę, więc postanowiła dać jej czas do namysłu.
- Oczekuję wiadomości lub twojego przybycia do dwudziestego czwartego sierpnia – powiedziała, wstając ze sofy i pozwoliła się odprowadzić do drzwi. Stojąc już na ganku, odwróciła się i uśmiechnęła do Eleny. – Czas wrócić z wygnania – dodała i udała się w drogę powrotną.
Blackraven zamknęła drzwi i zeszła do laboratorium w piwnicy. Usiadła przy stole, na którym stał nieduży cynowy kociołek. W środku lekko bulgotał brązowy jak czekolada, gęsty płyn. Wpatrywała się w bąble pojawiające się na jego powierzchni i rozmyślała o wizycie dyrektorki.
* * * Brama Hogwartu, późne popołudnie 24 sierpnia 2003 roku

Blackraven portowała się kilka metrów przed wysoką bramą, prowadzącą na hogwarckie błonia. Kiedy ją widziała ostatnim razem, była ona pogięta, osmalona i zwisała żałośnie na resztkach zawiasów. Powoli pchnęła jedno jej skrzydło i wkroczyła na teren szkoły. Drgnęła, gdy ciężka brama wyślizgnęła się z jej palców i zatrzasnęła z hukiem. Mogła przybyć tutaj przez sieć Fiuu, ale wolała nie wyskakiwać znienacka z czyjegoś kominka. Poprawiła torbę na ramieniu i ruszyła w kierunku zamku. Zatrzymała się na chwilę nieopodal chatki gajowego. Zawsze lubiła Hagrida, nawet pomimo tego, że uwielbiał wyjątkowo niebezpieczne stworzenia. Teraz jego domek zdawał się być inny, jakby opuszczony i bez życia. Wojna wszystko zmieniła. W wielu przypadkach na gorsze. Zginęło w niej tylu dobrych ludzi, a jeszcze więcej zostało przez nią okaleczonych, czasem fizycznie, czasem psychicznie. Nic już nie było takie jak wcześniej.
Aurorka westchnęła ciężko i ruszyła dalej w stronę zamku. Tęskniła za gajowym Hogwartu. Wydawał się być nim od zawsze. Setki uczniów przewiózł łódkami przez jezioro w ich pierwszym dniu szkoły. Skarciła się w myślach za swój egoizm. W końcu Hagrid był szczęśliwy. Mieszkał ze swoją żoną we Francji i miał się wyśmienicie, z tego co wiedziała. A jednak czuła, że bez niego Hogwart już nigdy nie będzie taki sam. Wojna zebrała też swoje żniwo wśród kadry nauczycielskiej. Najbardziej wstrząsnęła nią śmierć Filiusa Flitwicka. Niziutki profesor nauczający Zaklęć był bardzo lubiany i szanowany przez uczniów, chociaż wymagał wiele na swoich zajęciach. Popadła w takie zamyślenie, że niemalże wpadła na drzwi prowadzące do Sali Wejściowej. Potrząsnęła głową, wracając do rzeczywistości i pchnęła ciężkie skrzydło. Starannie wytarła buty, świadoma faktu, że Filch jest tutaj nadal woźnym i jeszcze pewnie by ją pogonił z którąś bardziej ‘rozczochraną’ miotłą w ręce. Im bliżej była dyrektorskiego gabinetu, tym bardziej traciła pewność, że podjęła słuszną decyzję. Mogła zostać w Australii i dalej pracować nad eliksirem. Nie bądź głupia! Sama nie dasz sobie z tym rady i doskonale o tym wiesz – cichy głosik w jej głowie dał o sobie znać stanowczym tonem. I miał rację. Potrzebowała pomocy, potrzebowała wiedzy z książek, które mogła znaleźć tylko i wyłącznie w Hogwarcie, a w ostateczności poprosić o poradę jedyną osobę, której nie chciała o nic prosić.
Znalazła się w końcu przed pomnikiem chimery i otworzyła usta, by wypowiedzieć hasło, gdy uświadomiła sobie, że nie ma zielonego pojęcia, jak może ono brzmieć. Za czasów Dumbledore’a wystarczyło znać na pamięć nazwy wszystkich słodyczy z Miodowego Królestwa i je wyrecytować. Zawsze któreś okazywało się trafne. Jednak profesor McGonagall na pewno nie poszłaby aż na taką łatwiznę. Tym bardziej, że nie jadała słodyczy. Przynajmniej tych z magicznego świata. Nagle posąg odsunął się, ukazując kamienne schody i Elena zaczęła się po nich wspinać na szczyt dyrektorskiej wieży. W otwartych drzwiach powitała ją Minerwa, uśmiechając się z cieniem ulgi w spojrzeniu.
- Pani dyrektor – dziewczyna przywitała się z należnym starszej czarownicy szacunkiem, pochylając przy tym lekko głowę.
- Lubisz trzymać wszystkich w niepewności, moja droga. – Dyrektorka wskazała jej fotel, stojący przed biurkiem.
Postacie na portretach wiszących na ścianach z ciekawością wodziły wzrokiem za Blackraven. Gdy spojrzała na ten przedstawiający Dumbledore’a, Albus uśmiechnął się ciepło i mrugnął do niej, wkładając do ust cytrynową landrynkę. Elena odwzajemniła uśmiech, walcząc z dławieniem w gardle. Podobnie jak Flitwicka brakowało jej poczciwego Dropsa, jak o byłym dyrektorze mówiła niemalże cała szkoła z kilkoma nauczycielami na czele.
- Nie chciałam podjąć pochopnej decyzji – powiedziała gwoli wyjaśnienia.
Tak naprawdę to próbowała prowadzić eksperymenty w swojej piwnicy i dopiero wczorajszy wybuch kociołka i wypalona dziura w stole skłoniły ją do przyjęcia oferty pracy.
- Rozumiem. – Minerwa wyciągnęła z prawej szuflady biurka zrolowany pergamin i położyła go przed Eleną. – To jest standardowa umowa. Zawiera zakres twoich obowiązków oraz kwotę wynagrodzenia.
Młodsza czarownica rozwinęła rulon i szybko przebiegła wzrokiem zapisany na nim tekst. Potem bez słowa sięgnęła po pióro i złożyła na dole arkusza podpis. Nie negocjowała, nie zgłaszała zastrzeżeń, po prostu podpisała bez słowa.
- Wspomniałaś o dostępie do ksiąg – zaczęła Elena dość ostrożnym tonem. – Jaki zakres by to obowiązywało?
McGonagall schowała umowę do szuflady i spojrzała na swoją byłą uczennicę z uwagą, gratulując sobie pomysłu z zarzuceniem przynęty.

- Możesz korzystać z całego księgozbioru szkolnej biblioteki. Także z książek, które znajdują się w Dziale Zakazanym. Myślę też, że pozostali nauczyciele udostępnią ci także swoje prywatne zbiory, jeśli ich o to poprosisz.
- Nawet profesor Snape? – zapytała nieco niepewnym tonem, który z łatwością mogłaby, w razie ewentualnych indagacji, zrzucić na wspomnienia o atmosferze strachu, panującej na zajęciach u Mistrza Eliksirów.
Minerwa obawiała się właśnie tego pytania. Wysłała Severusowi sowę, ale do tej pory nie otrzymała od niego odpowiedzi. Wiedziała tylko, że list został dostarczony.
- Gdyby odmówił bez uzasadnienia decyzji, to powiadom mnie o tym. Porozmawiam z nim. Jest rozsądnym człowiekiem i da się przekonać.
Ton głosu dyrektorki wraz z błyskiem w jej oczach wróżył Snape’owi mało przyjemną konwersację, jeśli będzie się stawiał Minerwie. Perspektywa bycia świadkiem tej rozmowy wydawała się Elenie niezwykle kusząca.
- Poprosiłam skrzaty, by przygotowały dla ciebie kwatery, które wcześniej zajmował Remus – ciągnęła dalej Minerwa. – Jak zapewne pamiętasz, znajdują się za gabinetem przy klasie OPCM.
- Wiem, gdzie to jest – odezwała się Elena. – Mam nadzieję, że wybaczysz mi dzisiejszą nieobecność w czasie kolacji. Chciałabym się rozpakować.
- Ależ oczywiście. – McGonagall wstała i obeszła biurko. – Naprawdę się cieszę, że spędzisz ten rok tutaj.
Gdy Blackraven podniosła się z krzesła, Minerwa na kilka sekund zrzuciła maskę niedostępnej, surowej pani profesor i objęła dziewczynę. Kiedy Elena opuściła jej gabinet, kobieta spojrzała na portret Albusa.
- To dopiero pierwszy krok – szepnęła, a Dumbledore uśmiechnął się.[/align]
To see a World in a Grain of Sand
And a Heaven in a Wild Flower
Hold Infinity in the palm of your hand
And Eternity in an hour

~William Blake~

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Come And Save Me [16+]

Post autor: Siemomysła » 26 lipca 2016, 08:05

Najpierw spoiler, bo czemu nie ;)
SpoilerShow
Co prawda do północy było jeszcze kilka godzin, ale intuicja podpowiadała jej, że przynęta chwyciła.
Tu mi coś nie pasuje, bo zarówno pierwsze zdanie, jak drugie są podtrzymujące nadzieję, że Elena przybędzie, a łączysz je za pomocą "ale", co sugeruje, że pierwsze zdanie jest negatywne.
Aportowała się kilka metrów przed wysoką bramą, prowadzącą na hogwarckie błonia. Kiedy ją widziała ostatnim razem, była pogięta, osmalona i zwisała żałośnie na resztkach zawiasów. Powoli pchnęła jedno skrzydło i wkroczyła na teren szkoły. Drgnęła, gdy ciężka brama wyślizgnęła się z jej palców i zatrzasnęła z hukiem. Mogła przybyć tutaj przez sieć Fiuu, ale wolała nie wyskakiwać znienacka z czyjegoś kominka. Poprawiła torbę na ramieniu i ruszyła w kierunku zamku. Zatrzymała się na chwilę nieopodal chatki gajowego. Zawsze lubiła Hagrida, nawet pomimo jego uwielbienia dla wyjątkowo niebezpiecznych stworzeń. Teraz jego domek zdawał się być inny, jakby opuszczony i bez życia. Wojna wszystko zmieniła. W wielu przypadkach na gorsze. Zginęło w niej tylu dobrych ludzi, a jeszcze więcej zostało przez nią okaleczonych, czasem fizycznie, czasem psychicznie. Nic już nie było takie jak wcześniej.

Minerwa od pory obiadowej nie wychodziła ze swojego dyrektorskiego gabinetu. Co kilka sekund jej spojrzenie biegło w stronę okna, z którego był doskonały widok na szkolne błonia. Do tej pory nie otrzymała od Eleny żadnej wiadomości. Co prawda do północy było jeszcze kilka godzin, ale intuicja podpowiadała jej, że przynęta chwyciła. Przeczucie jej nie myliło i gdy po raz tysięczny jej wzrok powędrował za okno, ujrzała ciemną postać, stojącą niedaleko domku Hagrida. Jej również brakowało Rubeusa i jego optymizmu oraz gigantycznej dobroci serca.

Aurorka westchnęła ciężko i ruszyła dalej w stronę zamku. Tęskniła za gajowym Hogwartu. Wydawał się być nim od zawsze. Setki uczniów przewiózł łódkami przez jezioro w ich pierwszym dniu szkoły. Skarciła się w myślach za swój egoizm. W końcu Hagrid był szczęśliwy. Mieszkał ze swoją żoną we Francji i miał się wyśmienicie, z tego co wiedziała. A jednak czuła, że bez niego Hogwart już nigdy nie będzie taki sam.

Wojna zebrała też swoje żniwo wśród kadry nauczycielskiej. Najbardziej wstrząsnęła nią śmierć Filiusa Flitwicka. Niziutki profesor nauczający Zaklęć był bardzo lubiany i szanowany przez uczniów, chociaż wymagał wiele na swoich zajęciach. Popadła w takie zamyślenie, że niemalże wpadła na drzwi prowadzące do Sali Wejściowej. Potrząsnęła głową, wracając do rzeczywistości i pchnęła ciężkie skrzydło. Starannie wytarła buty, świadoma faktu, że Filch jest tutaj nadal woźnym i jeszcze pewnie by ją pogonił z którąś bardziej ‘rozczochraną’ miotłą w ręce. Im bliżej była dyrektorskiego gabinetu, tym bardziej traciła pewność, że podjęła słuszną decyzję. Mogła zostać w Australii i dalej pracować nad eliksirem.
Zaczynasz po gwiazdkach bez imienia i nazwiska bohatera - owszem można się bez problemu domyślić, kto się aportował, ale tym bardziej nie widzę sensu z zachowaniu tajemnicy ;) A poniekąd temu właśnie zwykle służy ukrywanie imienia. Mocno mieszający jest też ten przeskok perspektywy ni z tego ni z owego na jeden akapit (zaznaczony fioletem). Zwłaszcza, że akapit Minerwy zaczyna się od jej imienia, a kolejny zaczyna się od funkcji i dla kogoś, kto nie jest biegły w Twoim Potterowym świecie może to być moment konsternacji. Dla mnie był. Ogólnie - owszem, tu się łatwo połapać, ale warto o takich rzeczach zawsze pamiętać.
Kiedy ta opuściła jej gabinet, kobieta spojrzała na portret Albusa z czułością.

- To dopiero pierwszy krok – szepnęła, a Dumbledore uśmiechnął się pocieszająco.
Nie widzę powodów do pocieszania ;) Minerwa nie wygląda na zaniepokojoną, ani zmartwioną, nie czuję tego od niej, ani nie powiedział mi tego narrator.
Przeczytałam sobie o poranku do kawy, bo zwyczajnie miałam ochotę. Na razie trudno cokolwiek powiedzieć tak ogólniej - wyraźnie ktoś tu ma plan, coś się dzieje i trzeba pozbierać pionki w jednym miejscu. To, że Elena się zgodzi jest oczywiste od początku, bo przecież bez głównej bohaterki nie byłoby opowieści. Ale to nie są z mojej strony zarzuty bynajmniej. Każda opowieść musi mieć punkt wyjścia i tyle, czekam, co dalej.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1785
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Come And Save Me [16+]

Post autor: Kruffachi » 26 lipca 2016, 11:26

Uprzedzam na wstępie, że nie mam jakiegoś wielkiego doświadczenia w czytaniu fanfików (w tym co najmniej jeden był bardzo specyficzny, choć też - uważam - przez to bezkonkurencyjny), ale łykając jeden czy drugi tekst zauważyłam pewną tendencję. To bez wątpienia pisanie specyficzne, o tyle specyficzne, że w swoim obrębie dorobiło się miliarda podgatunków - wystarczy właściwie spojrzeć na tagi i już wiadomo, czego dokładnie się spodziewać. Oczywiście ma to swoje uzasadnienie - to pisanie fanów dla fanów, chodzi o czystą przyjemność z czytania i tak dalej. A jednak ma pewne konsekwencje. Jedną z nich jest totalne pokawałkowanie tekstu. Monologi wewnętrzne - jeden podgatunek, wątki miłosne - inny (ba, nawet sceny łóżkowe jeszcze inny przecież), akcja - kolejny. Tymczasem w literaturze to wszystko bardziej się przenika. Piszę o tym dlatego, że - nie wiem na ile słusznie - dostrzegam u Ciebie powidoki tych podziałów. Podobnie jak zrzucenie z siebie ciężaru przedstawiania bohaterów na kanon i opisy wprowadzające. Co miałoby w sumie sens, wszak to fanfik. Ale dlaczego fanfik nie może być też lepszy literacko? Dlaczego nie ma porywać? ;)

No więc... Mam takie wrażenie, że ten tekst nie oddycha, że mu brakuje przestrzeni. W zarodku dusisz opisy i monologi wewnętrzne, a jedyne "wejścia" do głów bohaterów służą ekspozycji dotyczącej aktualnego stanu planszy. To mocno obcina klimat tekstu, a przecież cykl daje tę fajną możliwość ciągnięcia połączenia mroczności z groteskowością i odrobiną infantylności. Spore pole do popisu, wciąż jeszcze przez Ciebie niewykorzystane (może w następnych wstawkach?). Widywałam już taką skrótowość, a ja bym chciała tekst poczuć. Chciałabym, żeby autor nie tylko opowiadał mi o kolejnych wydarzeniach, ale też je przede mną odmalowywał.

Styl wymaga jeszcze nieco uwagi - zdarzają Ci się rozmaite potknięcia, zwłaszcza gubienie podmiotów, jak tu:
Haczyk z przynętą został zarzucony i pozostawało jej tylko czekać, aż rybka postanowi jej posmakować. Nie miała fałszywej nadziei, że stanie się to od razu.
Czy tu:
Kiedy ją widziała ostatnim razem, była pogięta, osmalona i zwisała żałośnie na resztkach zawiasów. Powoli pchnęła jedno skrzydło i wkroczyła na teren szkoły.
Na ten moment właśnie problemy z podmiotami to - moim skromnym zdaniem - pierwsza rzecz do opanowania i wyeliminowania. Potem zapewne przyjdzie czas na kolejne.

Czekam na następne rozdziały, wtedy postaram się napisać coś więcej poza ogólnikami z wrażeń :D
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Come And Save Me [16+]

Post autor: Joa » 26 lipca 2016, 14:33

Pierwszym problemem było dla mnie to, że nie do końca wiedziałam, czego oczekujesz po komentarzu. Czy szczegółowej krytyki, która może trochę zaboli, ale może coś zmienić w Twoim pisaniu, czy jednak mniej rozkładającej na łopatki opinii, ale wciąż pomocnej. Staram się, jakoś trafić w Twoje oczekiwania, mam nadzieję, że mi się uda.
SpoilerShow
Ucieczkę znajdowała w walce z niegościnnością ziemi w ogródku i niewielkiej szklarni oraz w czytaniu opasłych tomów dotyczących zaklęć i eliksirów. Często też zamykała się w piwnicy swojego niewielkiego domku, gdzie urządziła dość prowizoryczne laboratorium. Wiele razy zdarzały się wybuchy, krzyki frustracji i trzask tłuczonego szkła. I chociaż była świadoma, że do osiągnięcia celu jest jej potrzebna pomoc osoby, której umiejętności warzelnicze stoją na najwyższym poziomie, nie chciała nikogo prosić o pomoc (proponowałabym jednak zmienić albo na "pomoc osób" albo "nie chciała prosić jej" - wiadomo później, że chodzi o konkretną osobę, Snape'a). Oznaczałoby to bowiem zdradzenie celu poszukiwań. Sekrety pozostają sekretami tylko wtedy, gdy nikomu się o nich nie mówi. Zdarzają się jednak wyjątki, kiedy to można powierzyć tajemnicę jednej, jedynej osobie. Elena przed laty to zrobiła i właśnie ta osoba pojawiła się przed jej drzwiami. Wysoka i z włosami upiętymi w ciasny kok, w którym przebłyskiwały nitki siwizny. Minerwa McGonagall wyglądała niemalże śmiesznie w mugolskiej sukni z jasnego materiału, letnim kapeluszu i z torebką w dłoni. Prezentowała się niczym (nie gra mi zestawie "prezentować się" z "niczym". Po prostu brzmi nie po polsku) staruszka udająca się na niedzielną mszę. Blackraven musiała mieć naprawdę osłupiały i zaszokowany wyraz twarzy, bo Minerwa cmoknęła ze zniecierpliwieniem i weszła do środka, wpychając swoją byłą uczennicę w głąb domu.
Wyjaśniam podkreślony fragment - rozbiłabym w tym momencie akapit na dwie części. Pojawia się Minerwa i jakoś bardziej mi pasuje odseparowanie jej wizyty od opisu życia Eleny, niż sklecenie tego w jednym akapicie.
Elena potrząsnęła głową, wracając do rzeczywistości. – Po prostu nigdy pani nie widziałam w mugolskim stroju.
Przesunęłabym za "nie widziałam".
Ostatecznie znała powody, dla których Elena odseparowała się od wszystkich znanych jej (Elenie, Minerwie?) osób i uciekła na drugi koniec świata. Pozwoliła jej (komu, kto?) na pięć lat samotności i nie zamierzała ich przedłużać o kolejnych pięć.
Tego wszystkiego można się domyślić, ale właśnie... Czytelnik nie przepada za niedopowiedzeniami, nie lubi rozkładać zdań na czynniki pierwsze i się domyślać co, kto i jak. Nawet przez kilka sekund.
Przenikliwy wzrok dyrektorki zdawał się widzieć (gdy występuje "widzieć" to zazwyczaj w parze z osobą, rzeczą, którą widzi. Tutaj bardziej pasowałoby "przenikanie", ale występuje już jako określenie wzroku...) na wskroś przez wszystkie obronne mury, jakie młodsza kobieta ustawiła wokół siebie. Zaglądał w głąb jej duszy i widział spustoszenia uczynione przez horror, jaki ją dotknął.
Oczy Eleny zwęziły się, co sugerowało, że jej cierpliwość zaczyna się wyczerpywać.
Haczyk z przynętą został zarzucony i pozostawało jej tylko czekać, aż rybka postanowi jej posmakować. Nie miała fałszywej nadziei, że stanie się to od razu. Za dobrze znała swoją byłą uczennicę. Elena potrzebowała czasu do namysłu, do rozważenia wszystkich ‘za’ i wszystkich ‘przeciw’. Minerwa wstała z sofy.
Przynęta czy rybka nie miała nadziei? :D Niby wiadomo że Minerwa, w kolejnym zdaniu też niejako wchodzisz w rolę Minerwy, później jednak przeskakujesz do Eleny... I tak mamy kilka, jako czytelnicy, momentów w krótkim akapicie, nad którymi musimy się głowić.
Wpatrywała się zamyślona w bąble, pojawiające się na jego powierzchni i rozmyślała o wizycie dyrektorki.

Wydaje mi się, że zbędny przecinek.
Aportowała się kilka metrów przed wysoką bramą, prowadzącą na hogwarckie błonia. Kiedy ją widziała ostatnim razem, była pogięta, osmalona i zwisała żałośnie na resztkach zawiasów. Powoli pchnęła jedno skrzydło i wkroczyła na teren szkoły. Drgnęła, gdy ciężka brama wyślizgnęła się z jej palców i zatrzasnęła z hukiem. Mogła przybyć tutaj przez sieć Fiuu, ale wolała nie wyskakiwać znienacka z czyjegoś kominka. Poprawiła torbę na ramieniu i ruszyła w kierunku zamku. Zatrzymała się na chwilę nieopodal chatki gajowego. Zawsze lubiła Hagrida, nawet pomimo jego uwielbienia dla wyjątkowo niebezpiecznych stworzeń. Teraz jego domek zdawał się być inny, jakby opuszczony i bez życia. Wojna wszystko zmieniła. W wielu przypadkach na gorsze. Zginęło w niej tylu dobrych ludzi, a jeszcze więcej zostało przez nią okaleczonych, czasem fizycznie, czasem psychicznie. Nic już nie było takie jak wcześniej.
Minerwa od pory obiadowej nie wychodziła ze swojego dyrektorskiego gabinetu.  Co kilka sekund jej spojrzenie biegło w stronę okna, z którego był doskonały widok na szkolne błonia. Do tej pory nie otrzymała od Eleny żadnej wiadomości. Co prawda do północy było jeszcze kilka godzin, ale intuicja podpowiadała jej, że przynęta chwyciła. Przeczucie jej nie myliło i gdy po raz tysięczny jej wzrok powędrował za okno, ujrzała ciemną postać, stojącą niedaleko domku Hagrida. Jej również brakowało Rubeusa i jego optymizmu oraz gigantycznej dobroci serca.
Skaczesz bardzo - najpierw z perspektywy Eleny (chociaż tego się domyślamy), później na Minerwę. Łatwiej byłoby chyba skupić się na jednej postaci. Uniknęłabyś problemów z podmiotem i wielu niedomówień.
Z kolei podkreślony fragment - halo, czy Minerwa czyta w myślach Eleny? :D Troszkę śmieszkuję, przepraszam, ale spójrz: zaczynasz pisać o tym, jak Elena tęskni za gajowym, później, jakby od niechcenia wspominasz, że Minerwa również, tak jak i Elena, nie radzi sobie z jego nieobecnością i w kolejnym akapicie, znów prowadzonym z perspektywy nowej nauczycielki, wspominasz o Hagridzie. Nienaturalne. Mam nadzieję, że rozumiesz, co mam na myśli.
Dotarła w końcu pod pomnik chimery i otworzyła usta, by wypowiedzieć hasło, gdy uświadomiła sobie, że nie ma zielonego pojęcia, jak ono może brzmieć (jak może ono brzmieć - nie jest ładniej?).
I tu bym trochę pozmieniała. "Dotarła" wymaga według mnie użycia czegoś w rodzaju "ale", w miejscu "gdy" lub zmiany pierwszej części zdania, jeśli chcesz zostawić "gdy".
Za czasów Dumbledore’a wystarczyło znać na pamięć nazwy wszystkich słodyczy z Miodowego Królestwa i wyrecytować je.
Zamieniłabym miejscami.
- Pani dyrektor – dziewczyna przywitała się z należnym starszej czarownicy szacunkiem, pochylając przy tym głowę w lekkim ukłonie.
Myślę, że info o pochyleniu głowy jest wystarczające. Ukłon obejmuje też tułów, nie tylko czaszkę.

Dyrektorka wskazała jej wygodny fotel naprzeciwko swojego biurka.

Portrety wiszące na ścianach przyglądały jej się z ciekawością.


Elena wyobraziła sobie tę scenę i niemalże nie parsknęła głośnym śmiechem. Wiedziała, że zrobi wszystko, by być świadkiem tej rozmowy.

McGonagall wstała i obeszła biurko. – Naprawdę się cieszę, że spędzisz ten rok tutaj.
Gdy Blackraven wstała,
Ogółem - jak na tak krótki fragment, dość dużo zamieściłam uwag. Pomyśl nad nimi, nie jestem (na pewno :facepalm:) nieomylna. Jakieś powtórzenia, gubienie podmiotu, poprzestawiane miejscami słowa. Ładnie piszesz technicznie dialogi, chociaż raz mogę to komuś napisać :3 Wiesz kiedy mała literka, kiedy duża, a kiedy kropeczka.
Kursywą zaznaczyłam te momenty, w których widać "potterowskość" i pisanie fanficku. Nie uznaję to za błąd, jednak kiedyś czytałam fanficki, właśnie potterowskie i nagminnym było trzymanie się typowych dla tej sagi sformułowań. Wspominała już o tym Kruffachi, że fanfick rządzi się swoimi prawami. Ich twórcy niejako próbują dostosować swoje pisanie i upodobnić je do pisania autora oryginalnych książek. Nie wiem, czy nie warto byłoby iść w klimat, atmosferę (uwielbiam tę, którą stworzyła Rowling, to lektura mojego dzieciństwa) i spróbować pisać bardziej po swojemu, nadając temu tekstowi "swój sznyt".
Kolejne, co zauważyłam, a wspomniała też o tym Kruffachi, to Twoja oszczędność. Nie dajesz nam się zbliżyć ani do Eleny, ani do Minerwy. Są tak samo obce jak Snape, który występuje tylko jako podmiot rozmowy/myśli, a przecież one konwersują, są obecne, Elenę dodatkowo nakreślasz, ale jedynie kilkoma informacjami o wydarzeniach sprzed pięciu lat. Może powinnaś skupić się tylko na własnej postaci? Urealnić, uszczegółowić, wejść do głowy? Czytelnik wie o niej trochę - że coś wydarzyło się pięć lat wcześniej, że pozostawiło w niej zadry, rany, przez które budzi się z krzykiem, że próbuje coś wykombinować w tym swoim laboratorium ale nie chcę pomocy Snape'a (dlaczego?), że zniknęła na pięć lat, odseparowała się od dawnego życia.
Ale to dla mnie póki co za mało. Za mało tekstu, za mało wchodzenia w głowę bohaterce. Wszystko jest albo pisane "byle jak najszybciej", albo "byle jak najmniej i jak najwięcej tajemnicy". Oszczędne, a mogłabyś to rozbudować, wypełnić luki, uporządkować, ujednolicić (w kwestii perspektywy, z której piszesz). Byłoby lepiej.
Czytało się Ciebie dobrze, nie powiem, że było źle. Nie zmuszałam się, nie było takiego meh, tak mi się nie chce.
"Meh" pojawiło się, gdy skończyłam czytać. Zorientowałam się wtedy, ile mogłabyś z tym tekstem zrobić, bo da się Ciebie czytać. Ba, czyta się całkiem przyjemnie, w sam raz do herbaty z rana. "Meh" pojawiło się, bo nie do końca wiem, czego oczekujesz po komentarzu, a zdaję sobie sprawę, że pewnie tę opowieść masz już zapisaną i nie wiem, na ile moja opinia Ci się przyda. Z góry przepraszam za wygląd tego komentarza, naprawdę nie lubię takich pisać.
Może to po prostu problem pierwszej wstawki. Później będzie lepiej, pewniej, szczegółowiej. Ciekawiej. Na to liczę i naprawdę chcę Cię czytać.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Jane Weller
Posty: 16
Rejestracja: 22 lipca 2016, 20:42
Lokalizacja: Highway to Hell

Re: Come And Save Me [16+]

Post autor: Jane Weller » 04 sierpnia 2016, 12:12

Bardzo Wam dziękuję za wszystkie uwagi, zwłaszcza te dotyczące pożeranych przeze mnie podmiotów.
SpoilerShow
Co ja biedna poradzę, że są takie pyszne? ;)
Jedenaście rozdziałów, które zdarzyło mi się popełnić napisałam 5-6 lat temu mniej więcej i teraz widzę, że powinnam się wgryźć bardziej w ich poprawę przed ponownym ich wrzuceniem do sieci. Moja ówczesna beta niestety kompletnie na wymienione przez Was problemy nie zwróciła uwagi, ale nie mam już możliwości dać jej po palcach. Mam nadzieję, że poprawiony pierwszy rozdział będzie strawniejszy i przyjemniejszy w odbiorze. :)
To see a World in a Grain of Sand
And a Heaven in a Wild Flower
Hold Infinity in the palm of your hand
And Eternity in an hour

~William Blake~

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1785
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Come And Save Me [16+]

Post autor: Kruffachi » 04 sierpnia 2016, 16:11

Cieszę się, że na coś się przydaliśmy i czekam cierpliwie na ciąg dalszy ;)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Zablokowany