Znamy zdobywcę tytułu Prozy Marca! To Heidenhainstraße 13 pierdoły saskiej. Serdecznie gratulujemy i zachęcamy do lektury!

Gust [tytuł roboczy]

"Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie." ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
Johny
Posty: 22
Rejestracja: 26 maja 2015, 18:27

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Johny » 27 maja 2015, 15:46

Cześć.
Powiem tak: 8)
Tekst ma całkiem sympatyczny klimat, zupełnie dobrze mi się czytało. Podzielę też część opinii dotyczących strony technicznej, sam pisząc wspomagam się słownikiem synonimów. Oprócz wymienionych powtórzeń ja zauważyłem:
"Telefon zamilkł, a on sam zaklął szpetnie, zalegając twarzą w dół na dywanie. "
i parę zdań niżej:
"- Detektyw Gust? – zapytała kobieta, wyraźnie zmieszana widokiem mężczyzny w samych bokserkach zalegającego na środku salonu. "
Dalej:
"oprócz kapeli rozkładającej się na scenie. Ponoć około dwudziestej trzeciej kapela wyszła" zdanie niżej znów kapela.

Wydaje mi się, że możesz gdzie nie gdzie zrezygnować (chociaż to pewnie kwestia targetu) z jaskrawości np.
"...które, nie wiedzieć kiedy, spierdzieliły z klatki. "
Rozumiem styl całości ale spierdzieliły tutaj mi nie gra.
Albo:
"On potrzebuje chwili, co by zacząć jarzyć."

Nie jestem do końca pewien o co chodzi ale przez te: "rozpierniczył", "olał" itp
tekst przejawia nadmiernie, nazwę to młodzieżowy sznyt (moje ulubione ostatnio słowo :) ).
Trochę nie pasuje mi nagromadzenie slangu, w przeciwieństwie do wulgaryzmów te w mojej ocenie "współpracują" z formą, z resztą:
Krul_Duch pisze:Przeczytasz tekst szósty i szesnasty raz, porzeźbisz po tygodniu, miesiącu, dwoch i większość błędów i tarć sama się nagle zlikwiduje. Jak to powiedział jeden z moich kumpli, to jest właśnie 'rzeźbienie' w tekście.
Trzymam kciuki i pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Prophet
Straż! Straż!
Posty: 150
Rejestracja: 28 czerwca 2013, 18:30
Lokalizacja: Wrocław

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Prophet » 28 czerwca 2015, 18:25

Aww, dzięki za komentarze :3 Po pierwsze - błędy, wezmę pod uwagę, przyda się. Sheriff - "koleś z pędzelkiem" to określenie zapożyczone od mojego wujka, który tak właśnie określa techników. Cóż :bag:
Po drugie - cieszę się, że scena "przesłuchania" osiągnęła zamierzony efekt :jupi:
A poniżej dalszy mały kawałek. Mam nadzieję, że choć trochę lepszy niż wcześniejsze... chodź nadal krótki.
________________________________________________________________________________________________

Godzinę siedemnastą powitali jak gdyby objawił im się święty Mikołaj ze zwycięskim kuponem Lotto w ręku. Nadzwyczaj szybko zgarnęli dokumenty sprawy i, udając spokój, przemaszerowali na parking za Komendą. Niestety ich chytry plan się nie powiódł i Aneta zdołała ich dogonić. Na szczęście tylko po to, by się pożegnać i ostentacyjnie wsiąść do wychuchanego Smarta. Mihael szczerze wątpił w jej umiejętności w zakresie prowadzenia. Chwilę później jego założenia się potwierdziły. Szczęśliwie strażnikowi udało się podnieść szlaban zanim Nowak odjechała w chwale prawie nie mieszcząc się w wymiarach bramy.
- Darek?
- Tak?
- Kto wpadł na ten genialny pomysł żeby przydzielić nam stażystkę? - Gust był wyraźnie zirytowany. Zwykle byli ostatnią parą śledczych, do której przydzielano nowicjuszy.
- Chyba stary –odparł kowboj. - Przyprowadził ją osobiście i nawet nie dał mi czasu na reakcję. Podpytałem potem Kaśkę i podobno Nowak przylazła z awanturą do starego, bo nie pasował jej przydział do drogówki. Pewnie się wkurzył i dał do nas licząc, że jej się szybko odwidzi praca w kryminalnym.
- Więc jak - ściszył głos do szeptu. – Robimy powtórkę z Rakowieckiego?
- Jeśli to sprawi, że nigdy więcej jej nie zobaczymy, to jestem jak najbardziej za.
Terkowski wyglądał na tak samo zdeterminowanego jak on sam, nie ciągnął więc dalej tematu i dał się w milczeniu odwieźć. No, nie do końca w milczeniu, gdyż jego partner odpalił swoją ulubioną stację radiową „CountryFM”.
Po dojechaniu na miejsce czekała niespodzianka – karna naklejka na bocznej szybie samochodu kowboja. Nie wiedzieć czemu osoba naklejająca obrała sobie na cel właśnie boczne szyby rdzewiejącego autka, jakby chciała powiedzieć "ty jesteś dupkiem, ja jestem dupkiem, ale trochę kultury się przyda". Pierwszy ozdobę zauważył Miha.
- O, znów dostałeś karnego.
- To nie jest śmieszne. - Dariusz nie wyglądał na zachwyconego.
- Jest.
- Nie.
- Może gdybyś nie był policjantem byłoby mi cię szkoda, ale niestety... - Gusta wyraźnie bawiło, że jego kompan znów będzie musiał tłumaczyć się żonie z kolejnego nabytku do usunięcia.
- A idź ty w cholerę. - Terkowski tylko machnął ręką, wsiadając do auta. - Jutro też po ciebie podjechać?
- Nie, lepiej żeby choć jeden był punktualnie. Trzeba pilnować panny nadgorliwej.
- Tyż racja. Narka.
Silnik zaskoczył w akompaniamencie zgrzytów i partner odjechał pozostawiając detektywa zastanawiającego się, czy jego kompan nauczy się kiedyś zajmować tylko jedno miejsce parkingowe.
Nie bez powodu płacił dzieciakowi sąsiadów za naklejanie tych nalepek.
Wrócił do domu i pierwszym, co zrobił było odnalezienie szczurzycy, która, jak szybko zauważył, postanowiła zrobić sobie wycieczkę po mieszkaniu. Cudem znalazł ją śpiącą w zamkniętej szufladzie. Nie wnikał jak tam wlazła. Po raz kolejny podziękował losowi, że jednak nie zdecydował się na kota. Następnie pozbierał z grubsza rozrzucone ubrania i puste opakowania rozszarpane przez szczurki i je wyrzucił. Znaczy, śmieci wyrzucił do kosza na śmieci, ubrania wrzucił do kosza na pranie. Po raz nieliczny udało mu się nie pomylić koszy. Wrócił do salonu i uzupełnił racje żywnościowe zwierzaków, po czym zabezpieczył się przed ich nocnymi wycieczkami obkładając klatkę encyklopediami. Będąc już tylko na pół przytomnym opadł na łóżko i natychmiast zasnął.
Śnił mu się oszczep. Leciał i leciał, i leciał, i wirował w powietrzu, zataczał pętle, kluczył pomiędzy chmurami, gęgał... Zaraz, co? Oszczep porósł białym pierzem i rozwinąwszy skrzydła zniżył lot z zamiarem lądowania na pokrytym rzęsą stawie. Podszedł do niego ostrożnie. Staw okazał się być porośniętą mchem podmokłą łąką. Oszczep łypał na niego jednym czerwonym okiem, ale nie atakował. Pochylił kształtny łeb i zaczął skubać rośliny. Podszedł jeszcze bliżej. Nachylił się nad tym osobliwym stworzeniem. I właśnie wtedy zmieniło się ono w wielkiego wilka. Skoczyło w jego stronę i próbowało ugryźć. Zasłonił się ramieniem.
Obudził się boleśnie, spadając z łóżka. Zupełnie zapomniał, że powinien spać na kanapie. W wyrku zawsze miewał dziwne sny, kończące się lądowaniem na podłodze. Podejrzewał, że ma to związek ze współlokatorką, okupującą je w sposób cykliczny. Po prostu materac przesiąkł jej psychodeliczną osobowością. Tak bardzo, jak nie wierzył w magię i przesądy, tak bardzo był gotów uwierzyć w tę jedną rzecz. Mamrocząc przekleństwa powlókł się do salonu i uwalił na kanapie.

***


Pogoda była paskudna, ale jakimś cudem przezwyciężył chęć zniknięcia pod kocem na wieczność i przyjechał do pracy. Siedział teraz sam w klitce, czekając na wyniki sekcji. Obserwował bacznie telefon licząc, po części na upragnione wieści z prosektorium, po części na wieść, iż Nowak przejechał zabłąkany pociąg i „niestety” nie zjawi się w pracy. Terkowski zjawił się pół godziny później.
Około godziny dziewiątej zapytał z nosem w papierach:
- Wpuścimy ją?
- Kogo? - spytał Gust nieprzytomnie.
- Anetę. Nie ma karty, więc nie wejdzie od zaplecza, a nikt inny jej nie wpuści. Wczoraj na samym początku dała taki popis, że wszyscy tylko marzyli żeby wyszła.
Spojrzał za okno na siepiący deszcz. Było dość zimno, a panna wszystkowiedząca nie zniży się zapewne do tego, żeby wejść od frontu i ładnie poprosić o wpuszczenie.
- Za pół godziny.
Kiedy poszedł wspaniałomyślnie otworzyć drzwi stażystce, ta była całkowicie przemoczona. Ze złośliwą satysfakcją uświadomił jej, że jest poważnie spóźniona i ani on, ani Darek „nie będą tego tolerować”. Zestresowała się. O to właśnie chodziło. Jeśli będą mieli szansę, wykończą ją psychicznie w ciągu maksymalnie dwóch dni.
Aneta wkrótce zniknęła w łazience, gdzie zapewne próbowała doprowadzić swój wygląd do względnego porządku, zaś on sam wrócił do pokoju.
- Dzwonili z prosektorium – poinformował go kowboj. – Czekamy aż przyślą nam dokumenty?
- Nie chce mi się stąd ruszać – odparł. Po chwili namysłu dodał – Ale jednak tam pojadę. Ty zajmij się naszą podopieczną, niech się nie nudzi – uśmiechnął się złośliwie. Terkowski zaś udał, że tego nie zauważył.

***


Prosektorium na ul. Rzeźniczej. Zawsze zastanawiało go, kto był na tyle głupi lub szalony, żeby umiejscowić je właśnie pod tym adresem. Kiedyś w tym miejscu stała masarnia, co potęgowało uczucie groteskowości towarzyszące każdym odwiedzinom tego przybytku śmierci. Zaparkował tak blisko wejścia jak tylko się dało, ale i tak miał dobre dwadzieścia metrów do przebiegnięcia w ulewie. Parsknął. Nie znosił biegania.
Gdy wszedł do środka uderzył w niego zapach lizolu i i paru innych rzeczy, których nawet nie próbował zidentyfikować w trosce o swoją psychikę. Pokazał legitymację strażnikowi i, po podpisaniu listy, ruszył wymalowanym na biało korytarzem. Raporty do odbioru były zwykle w gabinecie na samym końcu. Należało przejść wzdłuż sal prosekcyjnych, często z trupami na stołach. Gust zastanawiał się po cholerę zamontowano tu przeszklone drzwi. „Zimni chirurdzy” byli, w mniemaniu Mihaela, jednymi z najbardziej pokręconych ludzi, jakich miał okazję spotkać.
Dotarł wreszcie na miejsce. Koordynatorka, kobieta o nieco pulchnej posturze i ujmującym uśmiechu dobrej cioci była jedną z niewielu osób jakie był w stanie umieścić na liście przez niego lubianych. Po prostu było w niej coś, co sprawiało, że człowiek cieszył się na sam jej widok.
- Co cię sprowadza kochaniutki? – zaświergotała i poczuł, że zaczyna się mimowolnie szczerzyć. Głos zdecydowanie nie pasował do jej metra osiemdziesiąt wzrostu.
- Przyjechałem po wyniki. Podobno już są gotowe. Sprawa z filharmonii.
- Ach, tak. Poczekaj chwilkę – rzuciła słodko i zaczęła przeszukiwać pokaźny stosik teczek leżących na szafce. Po chwili z triumfalną miną wyszarpnęła trzy teczki z samego dołu. – Proszę, kochaniutki. Podpisz się na kwitach.
Odebrał od niej dokumenty i, po podpisaniu w odpowiednich miejscach, oddał jej kwity przyczepione do okładek. Pożegnał się z nią i ponownie zmierzył z korytarzem. Za pierwszym razem, gdy tu przyjechał, nierozważnie zerknął do jednej z sal. Akurat wtedy jeden z lekarzy wyjmował resztki jelit z zagryzionego przez psy mężczyzny. To skutecznie wyleczyło go z nadmiernej ciekawości.
Już siedząc w samochodzie przejrzał pobieżnie dokumenty. Wynikało z nich, że kiedy denat był przebijany, już nie żył. Przyczyną śmierci była duża ilość oleandryny w osoczu. Nie wiadomo jak podano truciznę, utrudniał to fakt, iż denat miał ramiona całe w śladach wkłuć.
- No tak, narkoman – mruknął do siebie. - Mógł ktoś się w niego wkłuć jak leżał naćpany, można było podmienić mu prochy na truciznę, można było podać mu to w napoju, w jedzeniu... – westchnął. To wcale nie ułatwiało sprawy. Odpalił silnik i pojechał z powrotem na komendę. Liczył, że choć jedna rzecz dzisiaj pójdzie dobrze i gdy wejdzie do pokoju, Nowak już tam nie będzie.
Niestety ten dzień nie był jego szczęśliwym.

***
Obrazek

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

KLIK

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Krin » 03 lipca 2015, 19:37

Pochylił kształty łeb i zaczął skubać rośliny.
zidentyfikować w trosce o swoją psychikę. Pokazał swoją legitymację strażnikowi
To drugie "swoją" chyba zbędne.
Jej głos zdecydowanie nie pasował do jej metra osiemdziesiąt wzrostu.
Czo wy tak, Zehele? O.o
Pożegnał się z nią i zmierzył się ponownie z korytarzem.
Nie tylko sięjoza, ale też bym wyrzuciła "z nią", bo przecie wiadomo z kim.

Długo nam trzeba było czekać na dalszą odsłonę przygód Gusta oraz jego bandy (aż się musiałam męczyć przy przypominaniu sobie imion) i mam wrażenie, że ten twój brak pisania owocuje niekiedy pewnymi niedoróbkami np. wspomnianą sięjozą. Naprawdę mam wrażenie, że niektóre fragmenty wypadły bardzo niezgrabnie. Zdecydowanie za dużo jest zaimków.
Fajnie by też było, gdybyś dała nam poznać bohaterów w akcji, bo nadal rzucasz tylko jakimiś śmiesznymi scenami, a ja tu nawet nie bardzo obu panów znam. Taki to jest zbiór zabawnych scen. Ja wiem, że już drugi raz się na to uskarżam , ale się będę uskarżać. ;) Choć cieszę się i tak, że piszesz. :heart:
Co do bohaterów jeszcze... Na pewno nie są nijacy, ale ja się bardziej identyfikuje chyba z biedną Anetą, bo jednak trochę straszni są. Śmieszni i straszni. Niby lubię ich jako bohaterów literackich, ponieważ są zabawni, ale gdybym miała wydać bardziej przemyślaną opinię to daleko im do miłych gości. W sumie to pewnie dobrze.

Pisz dalej!Pisz więcej! Pisz Zehelowato!
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 899
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Siemomysła » 03 lipca 2015, 20:05

Podobał mi się kawałek ze snem Gusta. I ta wiadomość, że ma współlokatorkę. I w ogóle to jakoś przypasowało mi, że jest tak powoli. W sensie, że robisz miejsce na takie oderwane od głównej akcji wtręty (jak akcja z naklejkami) bo to jest miejsce na zbudowanie bohaterów właśnie. A ja lubię wiedzieć o bohaterach jak najwięcej i mi bardzo często brakuje tego w dzisiejszej literaturze. Jednocześnie wcale nie przestało mnie interesować co się stało z gościem z teatru i to, czy Nowak się ogarnie.

Ponadto tym razem widziałam tu mniej humoru, jakbyś nieco pod tym względem zeszła z tonu, choć nie odpuściła zupełnie i to pasuje do rozwinięcia akcji.

Chciałabym żebyś pisała częściej, wiesz?
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Prophet
Straż! Straż!
Posty: 150
Rejestracja: 28 czerwca 2013, 18:30
Lokalizacja: Wrocław

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Prophet » 25 sierpnia 2015, 19:11

SpoilerShow
Prezentuję Wam dziś pod katowski topór urywek tak krótki, tak beznadziejnie nie podchodzący pod kategorię "czytable", że aż boli. Niestety, chyba tylko wstawiając zauważam swoje babole, więc będziecie cierpieć razem ze mną. Dalej jest już tylko gorzej. *o borze :facepalm: *

Gdy tylko Aneta wreszcie dotarła do gabinetu, czekała na nią specjalnie przygotowana przez Terkowskiego niespodzianka.
– Kiedy już skończysz porządkować te akta, zanieś je do archiwum. – Wskazał na osiem pudeł stojących na biurku.
– Ale...
– Tu masz formularze – wszedł jej w słowo. – A tu nalepki. – Wskazał kolejne dwa pudełka, mniejsze niż poprzednie.
– Ale...
– Tylko się nie pomyl – znów jej przerwał – bo będziesz musiała zacząć od początku.
Wyszedł z pokoju, zanim znów się odezwała. Przemokła i na pewno dostała odpowiednią reprymendę od Gusta, powinna być nieco rozkojarzona. Jeśli nie pozwoli jej na pyskowanie, dziewczyna straci trochę pewności siebie, przynajmniej na ten dzień. Po kilku takich dniach albo wybuchnie i wyląduje u starego na dywaniku, albo zmięknie całkiem i może zdołają z niej uformować coś na kształt śledczego, a przynajmniej taką miał nadzieję.
Tymczasem doszedł do pokoju Kowalskiego i Wiśniaka. Gabinet był nie większy niż jego i Mihaela, ale znajdował się po drugiej stronie korytarza, było tu więc więcej światła i widok na parking – o wiele lepszy niż ceglany mur, czego szczerze im zazdrościł.
– Cześć chłopaki – rzucił wesoło stojąc jeszcze na progu.
– Czego? – Kowalski nie był zbyt wylewny. Sprawiał wrażenie jeszcze bardziej sztywnego niż zwykle. – Nie macie czasem sprawy do rozwiązania?
– Mamy. Ale na razie potrzeba mi akt zakończonych spraw.
– O, to coś... Zaraz, kocicie nową? – Młodszy z detektywów aż kipiał z ciekawości. Nic dziwnego, jeszcze niedawno kocili jego. Wprawdzie nie mogli sobie na zbyt wiele pozwolić, bo chronił go Kowalski, ale i tak dobrze się bawił.
– Owszem – uśmiechnął się, bardziej do siebie niż do młodego. – Macie jakieś do ogarnięcia do archiwum?
– Jasne – odparł, po czym wyciągnął spod biurka dwa pudła załadowane prawie do pełna. – Ile pokoi już odwiedziłeś?
– Dwunastkę, szesnastkę i was. Zaraz idę dalej.
– Dalej nie ma sensu, są wyrobieni – poinformował go. – Jesteście wredni – zaśmiał się.
– Wiem. – Wziął pudła i już miał wychodzić, ale coś mu się przypomniało. – Tomek, a to nie ty byłeś rozmawiać z kumplami mojego trupa?
– No ja, a co?
– A masz może już spisane któreś zeznania?
– Czekaj chwilkę… – przeszukał biurko. W końcu wygrzebał jedną z aktówek – Mam. Tu są wszystkie, łącznie z nagraniem w kopercie. – Rzucił mu teczkę na wierzch jednego z pudeł.
– Dzięki.
Zaniósł pudła do gabinetu i, postawiwszy je na biurku Nowak, zasiadł za swoim i zaczął czytać zeznania. Wiśniak, mimo swoich chęci, miał jeszcze nikłe doświadczenie i mógł przeoczyć coś ważnego.
Kilka minut później uznał, że samym czytaniem nic nie zdziała. Uznał za dobry pomysł jeszcze raz porozmawiać z muzykami. Napisał tylko krótką notkę do Gusta i poinformował Anetę, że wychodzi, a Miha powinien niedługo przyjechać. Na szczęście przestało padać.

***

Nadal tam siedziała. Wciąż wyglądała jak zmokła kwoka, wprawdzie wysuszona, ale tam siedziała. Z niemałą radością odnotował fakt, że była prawie niewidoczna zza kartonów. Terkowski najwyraźniej uznał za lepsze, by stopniowo „wdrażać” dziewczynę w pracę w wydziale.
Co do partnera, w pokoju go nie było. Za to na biurku znalazł notkę od niego, że pojechał jeszcze raz porozmawiać z pozostałymi muzykami. Logiczny ruch, zważywszy na fakt, że wcześniej rozmawiał z nimi Wiśniak. Nie miał nic do dzieciaka, mało kto miał tyle zapału co on, więc często pomagał starszym stażem przy pracy. Usiadł, jeszcze raz przejrzał raport z sekcji i zabrał z biurka kolegi teczkę z zeznaniami. Zmarły nie miał chyba żadnych przyjaciół. Wszyscy przesłuchani zgodnie twierdzili, że to kawał… dupka i pewnie mieli rację.
Nadal zastanawiało go jak podano ofierze truciznę. Przez cały czas był pod opieką menadżera, tak jak i reszta zespołu. Może to jeden z nich? Tylko jak by to przemycił? W Polsce tego nie kupił, ich plan podróży wykluczał zajechanie do miejsca, gdzie można to zdobyć. Przez granicę też tego nie przewiózł, celnicy sprawdzają takie rzeczy… Chyba, że był na tyle inteligentny, żeby dobrze zakamuflować pojemnik… Bo raczej żaden z nich nie kupił rośliny, ani też nie zniszczył kwiatka hotelowego żeby wycisnąć sok, ktoś by to zauważył. Nie ma co gdybać, Dariusz na pewno też o tym pomyślał i sprawdzi ich pod tym względem.
Kątem oka zarejestrował, że Aneta, przez ostatnie kilka minut wynosząca pudła, teraz siedziała cicho przy już pustym biurku i wlepiała w niego swoje ciekawskie ślepia.
Cholera, szybka jest.
– Już skończyłaś? – zapytał z nadzieją, że odpowie „nie”.
– Tak.
Westchnął. Musiał szybko coś wymyślić. Postanowił grać na zwłokę.
– Więc będziesz teraz siedzieć i wlepiać gały, tak?
– Tak.
Pyskata kwoka. Niech ją szlag.
Nagle doznał olśnienia. Wyciągnął z szuflady paczkę pinezek i kolorowe fiszki. Już od dawna ich nie używał, ale uznał, że dla młodej to będzie dobry trening.
– Masz – podał jej akcesoria.
Spojrzała na niego niepewnie.
– Po co mi to?
Wskazał na korkową tablicę na jednej ze ścian.
– Zrób mapę myśli. Zapisz każdy według ciebie ważny fakt na temat sprawy i przypnij tak, żebyś w każdej chwili mogła spojrzeć. Potem, gdybyś w jakiś sposób je ze sobą łączyła, przepnij tak, by ci o tym przypominały. Albo zrób kolejną notkę. Jak tam sobie chcesz.
– Acha – skwitowała krótko. Nie wyglądała na przekonaną. Raczej jakby uznała, że Gustowi zaginęła ta nieszczęsna ostatni klepka w rozklekotanym mózgu.
– Nie pokazywali wam tego w szkole?
– Tak, ale to było w gimnazjum i nie sądzę…
– A ja tak – przerwał jej. Miał nadzieję, że udało im się trwale pozbawić ją nadmiaru pewności siebie, bo do tej pory nie odpyskowała i chciał, by tak pozostało. – Zresztą szybciej ci będzie spojrzeć na fiszkę niż szukać konkretnego zdania gdzieś na pięćdziesięciu stronach akt.
– No okej.
Wciąż nie wyglądała na przekonaną, ale wzięła się za tworzenie tej nieszczęsnej mapy. Oczywiście nie było mowy, że nie będzie się w to wtrącał. Wręcz przeciwnie.
Dariusz wrócił z hotelu akurat w momencie, gdy chmury postanowiły nie odpuszczać i ponownie przypuściły wodny szturm na studzienki ściekowe.
– Jestem – oznajmił. – Gdzie Nowak?
– Poszła do magazynu po fiszki – mruknął Miha z nosem w gazecie.
– Fiszki?
– Fiszki. Kto by pomyślał, że coś tak prostego może być dla niej takie trudne. Zużyła mi wszystkie – uśmiechnął się złośliwie. – Dowiedziałeś się czegoś więcej?
– Nic a nic. Przejrzałem jeszcze nagrania z kamer w hotelu – Opadł na krzesło wraz z cichym jękiem amortyzatora. – Po przyjechaniu z próby żaden nie wychodził, więc szukamy kogoś spoza.
– Cholera.
– Dokładnie, cholera – mruknął Terkowski spod blatu biurka, jednocześnie szperając w dolnej szufladzie.
– Zostaje nam czekać aż Szwedzi odeślą protokoły z przesłuchania jego rodziny – westchnął Gust, odkładając gazetę. Czynność ta uświadomiła mu brak zarośniętej fizjonomii Dariusza na wysokości wzroku. Zanim zdążył być zaskoczony tym faktem spod blatu usłyszał pytanie partnera:
– Słuchaj… Nie widziałeś może mojego kisielu?

***


Ranek przyniósł upragniony koniec deszczu. Słońce wreszcie zdołało przebić warstwę chmur i radośnie oznajmiało ten fakt świecąc w okna. Zapewne w tej chwili wiele gospodyń domowych zakrzyknęło zgodnie „ojezusmaria, jakie my mamy brudne okna!”.
A co do Marii, to szkoda tego zniszczonego witraża, ale w końcu to nie jego wina, że ten wikary postanowił wyjść akurat przez niego. A że ze sznurem od kotary na szyi? Nie mógł przewidzieć, że taka odrobinka specyfiku może zadziałać tak silnie. Tego nikt by nie przewidział... No dobra, przewidziałby. Nikt chyba nie lubi, gdy obiekt testowy egzorcyzmuje krzyż wykrzykując modlitwy po łacinie. Musiał go uciszyć. Miał wprawdzie dla niego inne zastosowanie, ale i tak świetnie spełni swoją rolę.
Oby tylko wiadomość dotarła do właściwej osoby.
Obrazek

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

KLIK

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Krin » 31 sierpnia 2015, 13:43

– Cześć chłopaki – rzucił wesoło stojąc jeszcze na progu.
przecinek przed "stojąc"
Kilka minut później uznał, że samym czytaniem nic nie zdziała. Uznał za dobry pomysł jeszcze raz porozmawiać z muzykami.
Raczej jakby uznała, że Gustowi zaginęła ta nieszczęsna ostatni klepka w rozklekotanym mózgu.
Zresztą szybciej ci będzie spojrzeć na fiszkę niż szukać konkretnego zdania gdzieś na pięćdziesięciu stronach akt.
przecinek przed "niż"
– Nic a nic. Przejrzałem jeszcze nagrania z kamer w hotelu
A gdzie kropka?
– Słuchaj… Nie widziałeś może mojego kisielu?
:3
Nikt chyba nie lubi, gdy obiekt testowy egzorcyzmuje krzyż wykrzykując modlitwy po łacinie.
przecinek po "krzyż"

Bardzo łatwo i przyjemnie się to czyta, choć bardzo żałuję, że zupełnie już nie pamiętam, o co chodzi. Na wspomnienie o Szwedach miałam reakcję: "Co?! Jacy Szwedzi?!" Pamiętam na tyle, żeby się chociaż ucieszyć, że wracamy do śledztwa, bo tak mam już wyraźne wątpliwości, o czym będzie te opowiadanie, bo głównie widzę tutaj opowieść o codziennej pracy wydziału. Swoją drogą, przede wszystkim gubię się w ich nazwiskach, a nie w akcji ogólnie.
Zacieszam, że piszesz. :heart:
Weny!
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Johny
Posty: 22
Rejestracja: 26 maja 2015, 18:27

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Johny » 02 września 2015, 19:22

Gdy wyklikałem mojego wcześniejszego posta w tym temacie podejrzewałem, że podpadnie to pod nekroposting. Cieszę się więc, że kontynuujesz tą interesującą IMO koncepcję. Zarazem obiecuję lada dzień przyczepić się do czegoś wrednie ;). Zdrówko!

Awatar użytkownika
Johny
Posty: 22
Rejestracja: 26 maja 2015, 18:27

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Johny » 06 września 2015, 13:37

Więc się czepiam jak obiecałem. Najpierw do przedostatniego wpisu.
Terkowski wyglądał na tak samo zdeterminowanego jak on sam, nie ciągnął więc dalej tematu i dał się w milczeniu odwieźć. No, nie do końca w milczeniu, gdyż jego partner odpalił swoją ulubioną stację radiową „CountryFM”.
W sumie można milczeć przy muzyce. Może lepiej było by np. tak: W milczeniu ale niestety nie w ciszy, gdyż jego partner…


Zaraz pod tym nie widzi mi się też:
Po dojechaniu na miejsce czekała niespodzianka...
Może tak. Gdy dojechali na miejsce czekała ich niespodzianka. Chociaż czy to rzeczywiście niespodzianka, skoro później piszesz, że działo się tak często?

Po raz nieliczny udało mu się nie pomylić koszy.
Np. Był to jeden z tych incydentów gdy udało…

…powlókł się do salonu i uwalił na kanapie.
Chyba nie masz na myśli, że się upił, co?

Raporty do odbioru były zwykle w gabinecie na samym końcu.
Zamiast były może lepiej: czekały, leżały, znajdowały się.

...zaczęła przeszukiwać pokaźny stosik teczek leżących na szafce. Po chwili z triumfalną miną wyszarpnęła trzy teczki z samego dołu.
Drugie teczki bym usunął.

Tak czy inaczej przejawiasz pozazdroszczenia godną lekkość formy.

Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: szczepantrzeszcz » 06 września 2015, 19:53

Hej Prophet... nie to, żebym przeczytał i miał coś do powiedzenia, ale tak dlia pradałżania diskursa chciałem spytać: jak Ci się pisze i czy wiele jeszcze pracy do (jakiegoś) końca?

Awatar użytkownika
Prophet
Straż! Straż!
Posty: 150
Rejestracja: 28 czerwca 2013, 18:30
Lokalizacja: Wrocław

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Prophet » 09 września 2015, 18:54

Tak na szybciutko
Krin, Johny - dzięki za wskazówki, naniosłam już co uważałam na tekst w pliku. Kiedy odzyskam normalny net to poprawię też tutaj.
Szczepantrzezcz - nie mam pojęcia? Co do fabuły to tak szybko się nie skończy. Co do 'poprawiania' tekstu - tu do końca jeszcze dalej... ^^"
Tak więc tego :bag:
Obrazek

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

KLIK

Awatar użytkownika
Jane Weller
Posty: 16
Rejestracja: 22 lipca 2016, 20:42
Lokalizacja: Highway to Hell

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Jane Weller » 23 lipca 2016, 19:52

Przeczytałam wszystko i mam straszny niedosyt, a już zwłaszcza po zapowiedzi kolejnego trupa i to w dodatku na kościelnym gruncie. Kryminał połączony z humorem jest tym, co kocham najbardziej, a zakręcone sceny, jak ta z przesłuchaniem, czymś co wysoko cenię.
Zachowanie Nowak na miejscu zbrodni trochę zabiło mi ćwieka i się zastanawiałam jakim cudem ona ukończyła akademię. Mam nadzieję, że Gust i Terkowski skutecznie ściągną ją na ziemię i gorąco im w tym kibicuję, bo dziewczyna na ten moment jest raczej niestrawna w jakiejkolwiek ilości. Podziwiam ich za cierpliwość i za złośliwości. Od razu rzuca się w oczy jak bardzo są ze sobą zgrani, niemal jak dwie połówki tego samego owocu.

Przepraszam jeśli komentarz jest mało składny, dawno nie komentowałam cudzej twórczości.
To see a World in a Grain of Sand
And a Heaven in a Wild Flower
Hold Infinity in the palm of your hand
And Eternity in an hour

~William Blake~

Awatar użytkownika
Martys
Posty: 61
Rejestracja: 22 lipca 2015, 12:02
Kontaktowanie:

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Martys » 26 lipca 2016, 13:43

Nie ma elfów, więc martys może czytać. Przeczytał.

Ogólnie opo mi się nawet podobało, chociaż lukrem nie sypnę. Po pierwsze - nieskończone. Po drugie - sporo jest fajnych fragmentów, przez które przelatywałam bez bólu, ale więcej jest takich, od których mi ryj wykrzywiało. Nie byłam w stanie wyłączyć sobie analizy. Tak więc pomarudzę trochę.

Może zacznę od tego, co mi się podobało, a podobał mi się na przykład język, lekkość pisania. Podobało mi się, że każda z postaci jest faktycznie osobnym bytem, nie tylko imionami na kartce, odzywającymi się i zachowującymi podobnie. To trudne wbrew pozorom, mimo iż zdawałoby się, że oczywiste. Terkowski (który w pewnym momencie zmienia się w Terlikowskiego?) fajnie gada, ma własny styl i mimo iż na początku dość napastliwe wydawało mi się nazywanie go kowbojem, o tyle potem jakoś rzeczywiście kolorytu mu to nadało. Nawiązanie do Holmesa rozumiem, że celowe, choć dla mnie zbyt usilne. Jakbyś chciała wykorzystać schemat już zrobiony, więc naprowadzasz czytelnika tymi skrzypcami, żeby myślał o Guście jak o Holmesie, bo teoretycznie kto nie lubi Holmesa. No, ja nie lubię, dlatego dla mnie nie jest to hołd, a lekka kalka. Ale to kwestia gustu (!). A propos Gusta - paradoksalnie ma on dla mnie najmniej charakteru. Nowak jest trochę tępą dzidą, która próbuje przeżyć w świecie facetów, Terkowski to stary wyjadacz co to pewnie pracuje tam już kupę czasu, a Gust... to pijak. Który nikogo nie lubi.

"- Oparł głowę o szafkę i na autopilocie chwycił czajnik, wlał wrzątek do kubków, po czym odstawił czajnik do zlewu. Upił dwa łyki kawy. Wyjął czajnik ze zlewu i postawił na szafce. Kolejne kilka siorbnięć i powieki zaczęły współpracować. Zadowolony z efektu, poszedł się ubrać, bo, jak trafnie stwierdziła pojedyncza synapsa, nie wypada świecić bokserkami w czaszki przed obcym babsztylem. Bardziej podświadomie niż świadomie zgarnął ze stołu jednego ze szczurków, które, nie wiedzieć kiedy, spierdzieliły z klatki." - to jest bardzo fajny fragment. Śmieszny. Może nie kwiczałam, ale mnie trudno jest rozbawić tekstem tak, bym ryknęła śmiechem. Fragment naprawdę fajnie ukazujący gościa z rana. No i szczurki <3

"- Oj. Jużech nie marudźcie. Gust, nastąp się, ja prowadzę." - jak wspomniałam, Terkowski fajnie gada.

- KebageddonCafe - aż chce się kebsa :)


A teraz zupełnie bez lukru, z zakalcem:

"- Wyszedł z pokoju, przeciął salon i już w drzwiach rzucił:
- Ruszcie się, nie będę na was czekał.
Trzasnął drzwiami, pozostawiając pozostałą dwójkę z mieszanymi odczuciami. Dariusz zastanawiał się, czy Gust aby na pewno już się obudził. Nowak zastanawiała się, czy obaj mężczyźni posiadali choć jedną klepkę w mózgu." - żart jest fajny, ale opisywanie "mieszanych odczuć" pozostałych postaci w taki sposób to jak odczytywanie didaskaliów - kawa na ławę, żeby czytelnik wiedział o co chodzi i żeby autor odhaczył z listy, że wspomniał o wszystkich postaciach w każdym akapicie, żeby się nie pogubić, kto gdzie stoi i kto co myśli. Tak to jest jak się wchodzi do głowy wszystkim postaciom w opowiadaniu.

"- Zszedł na dół i, zanim Terkowski zaproponował przejazd swoim autem marki "to nie rdza, to szlachetna patyna", wsiadł do swojego wehikułu marki "prędzej się zesrasz niż mnie naprawisz" i odpalił silnik." - przesadziłaś. Miało być śmiesznie, a jest trochę żenująco. Wplatanie całych wielkich zdań w roli przydawki nie jest dobre, a już zwłaszcza jeśli wrzucasz kilka w małym fragmencie.

"- Dziewczyna z oporem i wyraźną pretensją wsiadła z tyłu. W oczy rzuciła jej się czarna tekturowa teczka i już miała ją w rękach z zamiarem zerknięcia do środka, gdy Gust odwrócił się i wyrwał jej ją z ręki.
- Sorki, to prywatne. - odparł z uśmiechem.
- Skoro już mamy pracować razem, to powinnam wiedzieć, co...
- Nie, nie powinnaś. I nie pracujemy razem, PRAKTYKANTKO." - Ten fragment wybił mnie absolutnie z rytmu i sprowokował lawinę pytań, na które na szczęście odpowiedzi były później. Przynajmniej na część. Ale: dziwi mnie, że babka tyka absolutnie wszystko (teczka, skrzypce) - może to moja paranoja, że nienawidzę, jak mi kto podchodzi i tyka moje rzeczy, ale przy tym fragmencie nie mogłam przestać o tym myśleć. No i tutaj nadal nie jest jasne, co to za laska. Praktykantka. Gust o niej wiedział? Znali się? Wcześniej nazwał ją "obcym babsztylem" to co - z nieba nagle spadła? Potem wyjaśniasz, skąd się wzięła, ale na tym etapie wygląda, jakby Terkowski ją z ulicy przyprowadził.

"- Droga na miejsce była trasą przez piekło. Nowak, nie dość, że cały czas paplała o sobie i sprawie tak, że nie był w stanie jej zrozumieć, to jeszcze miała czelność go pouczać." - trochę dziwne jak na to, że dotąd ledwo się odzywała, chociaż w świetle późniejszych wahań payskówka-reprymenda już nie aż tak dziwne.

"- …około piątej rano konserwator przyszedł tu zamieść i znalazł denata… || Następnego dnia [sprzątaczka] przyszła o szóstej na swoją zmianę i znalazła trupa na scenie. Natychmiast zaalarmowała stróża. Nic nie ruszała." - może to semantyka, ale konserwator przyszedł, sprzątaczka znalazła - to dwie osoby, czy jedna?

"- Wprawdzie było okno z widokiem na mur sąsiedniego budynku, ale nie dawało zbyt wiele światła" - mało logiczne zdanie - nie dawało światła BO widok był na mur, czyli nie wiem - Wprawdzie było okno, ale z widokiem na mur sąsiedniego budynku, przez co nie wpuszczało zbyt wiele światła (okno nie daje światła, nie jest sobie źródłem światła).

"- Kto wpadł na ten genialny pomysł żeby przydzielić nam stażystkę? - Gust był wyraźnie zirytowany." - na tyle wyraźnie, że jeszcze tłumaczenie/powtarzanie/zauważanie tego sprawia, że jest to masło maślane.

"- To nie jest śmieszne. - Dariusz nie wyglądał na zachwyconego." - to samo. Oczywiście, że nie jest zadowolony. Coś jak moje ulubione dotąd "- Nie - zaprzeczył."

"- Nadal tam siedziała. Wciąż wyglądała jak zmokła kwoka, wprawdzie wysuszona, ale tam siedziała." - miało być śmiesznie, a wyszło krzywo.

"- Co do partnera, w pokoju go nie było. Za to na biurku znalazł notkę od niego, że pojechał jeszcze raz porozmawiać z pozostałymi muzykami. Logiczny ruch, zważywszy na fakt, że wcześniej rozmawiał z nimi Wiśniak. Nie miał nic do dzieciaka, mało kto miał tyle zapału co on, więc często pomagał starszym stażem przy pracy" - ten fragment to powtórzenie tego, co było chwilę wcześniej. Gdyby te dwa fragmenty były od siebie naprawdę oddzielone - inną sceną, połową książki, czymkolwiek, co by tłumaczyło, czemu przypominasz czytelnikowi tak banalną rzecz, nie miałabym z nim problemu. Najprawdopodobniej chodziło Ci o ustalenie sceny, ale wyszła Ci bezczelna przypominajka.

- technicznie - zaznaczanie "myśli" kursywą po myślnikach, jak kawałek dialogu. Lepiej kursywą od akapitu, ale bez myślników.



Wiem, jestem okropna. Ojej.

Ale summa summarum tekst jest fajny. Gdybym go znalazła nie na forum, a gdzieś indziej, pewnie tak bym się nie skupiała na tym, jak został napisany. Bo napisany jest dobrze, póki się człowiek i nie przypatrzy i nie zacznie myśleć, co autor miał na myśli, co chciał osiągnąć. Bardzo fajny zabijacz czasu, tylko czemuż nie skończony? Żartuję. Powodów na nieskończenie może być milijon, albo i więcej. Pisz, nie pisz, zależy od Ciebie. Ja bym tam jeszcze nich przeczytała ;) (obiecuję, już bez czepiania się... chyba.)
"He never sleeps, the judge. He is dancing, dancing. He says that he will never die."
Cormac McCarthy, Blood Meridian, or the Evening Redness in the West
"What on earth is less reprehensible than the life of the Levovs?"
Philip Roth, American pastoral

Zablokowany