TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Cukiernik

"Nie ma psychologii. Jest tylko biografia i autobiografia." ~ Thomas Szasz
Awatar użytkownika
Voronwë
Posty: 124
Rejestracja: 01 sierpnia 2010, 17:15
Kontaktowanie:

Cukiernik

Post autor: Voronwë » 15 listopada 2011, 20:57

Problem z tym tekstem polega na tym, że był pisany w związku z pewną sytuacją, więc interpretacje będą na pewno trochę się różniły od tej zamierzonej. Zobaczymy czy wyjdzie to tekstowi na lepsze, czy na gorsze. A więc zapraszam do krytyki :) :

Cukiernik

Stary cukiernik stanął przed gmachem dworca. Na swoich barkach niósł właściwie wszystko, co posiadał, czyli głównie przeróżne wypieki. Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko słodkości, a jednak dla niego były czymś więcej, cząstką jego duszy.
Obrzucił krytycznym wzrokiem świeżo odnowiony budynek. Nigdy nie potrafił zrozumieć, jak można niszczyć w ten sposób dobytki narodowe. Przecież zabytek zabytkiem powinien pozostać, a po takiej operacji traci wszystko, co upoważnia go do tego miana. Poza świstkiem papieru udowadniającym, że stoi tam określoną liczbę lat, a przecież świstki papieru mają to do siebie, że nie posiadają tej samej magii, jaką ma stara, wznoszona rękoma naszych przodków budowla.
– Którą to mamy godzinę? – mruknął do siebie, skończywszy złorzeczyć na inicjatorów pomysłu zmiany dworca na „lepszy”.
Odruchowo spojrzał w miejsce gdzie powinien znajdować się zegar i owszem był tam, ale z pewnością nie wyglądał zwyczajnie. Koloru jego tarczy nie dało się odgadnąć, ponieważ wszędzie znajdowały się czarne wskazówki o różnych długościach oraz kształtach. Gdyby ktoś zechciał je policzyć zapewne szybko by zrezygnował. Jedne leżały na drugich, inne były co najmniej dwa razy za duże. Zakrywały dosłownie wszystko w promieniu dwóch metrów od miejsca skąd się zaczynały. Dociec, co symbolizowały było prawdziwym wyzwaniem.
Cukiernik pokręcił zrezygnowany głową, zastanawiając się „czego to ludzie jeszcze nie wymyślą” i pchnął drzwi wejściowe. Znalazł się w przestronnym holu, który zdawał się nigdy nie kończyć. Ku swemu zdziwieniu nie zobaczył rozgorączkowanych ludzi, ustawionych w długich rzędach w celu zakupienia biletu. W ogóle nie było tutaj kas. Jedynie ogromny korytarz zapełniony ludźmi. Jedni z nich leżeli na ziemi, inni płakali, jeszcze inni krzyczeli czerwoni z wściekłości. Nic nie wskazywało na to, że cukiernik znalazł się na dworcu, chociaż wydawałoby się, że właśnie wam wchodził. Zaciekawiony ruszył przed siebie rozglądając się uważnie dookoła.
Szedł długo, ale nawet nie czuł, że posuwa się naprzód. Drzwi już dawno zostawił daleko za plecami, a wszędzie wokoło były tylko suche ściany korytarza. Jedynie twarze mijanych ludzi zmieniały się co chwila, jak w jakiejś mozaice. Ten nieoczekiwany spacer z ciężarem na plecach, zmęczył go niemiłosiernie i cukiernik postanowił poprosić kogoś o pomoc. Jednak nikt nie zwracał na niego uwagi, każdy podążał w sobie tylko znanym kierunku. W końcu starzec postanowił zatrzymać kogoś siłą. Traf padł na jakiegoś nastolatka o długich ciemnych włosach i piorunującym spojrzeniu.
– Czy mógłbyś mi pomóc z niesieniem tego bagażu? – zapytał grzecznie.
Mina jego rozmówcy wyraźnie zdawała się mówić, żeby dać mu spokój, bo nie ma najmniejszej ochoty pomagać jakiemuś dziadkowi. Jednak z jego ust wyszły inne słowa.
– A dostanę coś w zamian? – mówiąc to wskazał na babeczkę wystającą z kieszeni marynarki cukiernika. Ten nie zdziwił się tym zbytnio. Jego słodycze nie miały sobie równych i nikt nie potrafił się im oprzeć. Co prawda miał je przygotowane na później, ale uznał, że oddanie jednego ciasteczka mu nie zaszkodzi, bo przecież miał ich jeszcze dużo.
Nie wiedział już, jak długo musiał iść. Każdy kolejny krok zdawał się być mordęgą. Coraz częściej musiał prosić o pomoc, a zapas różnorakich ciasteczek zaczynał mu się powoli kończyć. A jednak szedł wytrwale dalej. Zresztą, jakie miał inne wyjście skoro droga powrotna przedstawiała się tak samo beznadziejnie?
Oddał ostatnie ciasteczko i postanowił, że zrobi jeszcze jeden krok, a potem położy się na ziemi, zdając się na wolę niebios. I właśnie w tym momencie usłyszał turkot kół sunących po torach, a w oddali ukazało się coś na kształt peronu. Cukiernik w jednej chwili poczuł się o wiele lepiej i żwawo ruszył do przodu pogwizdując sobie wesołą melodię. Wreszcie doszedł do tak długo wyczekiwanego celu, przystanął i zaczął się przyglądać. Przed jego oczami zaczęły przejeżdżać przeróżne pociągi. Każdy miał inną ilość wagonów, inny kształt i inną kolorystykę. Łączyło je tylko jedno, w każdym z nich stał człowiek, który wskazywał ręką do środka, zachęcając do wejścia. Wyglądało to, jak raj na ziemi, a gospodarze zdawali się być najmilszymi osobami, jakie w życiu widział. On był jednak cukiernikiem i pod warstwą kiepskiego lukru, w człowieku potrafił dostrzec prawdziwą słodycz, ukrytą we wnętrzu. Dlatego wiedział, że osoby, które tak go kusiły, nie posiadały jej w ogóle. Zrobiło mu się smutno na myśl wszystkich tych, którzy nie byli świadomi tego, co on i beztrosko wchodzili do olśniewających swym pięknem pociągów.
W końcu przejechał ostatni z nich i nastała niczym nieprzerywana cisza. Cukiernik usiadł na podłodze i zapatrzył się w dal. Nie miał już nic, wszystko oddał, nie dostając w zamian tego czego pragnął. Niestety w tej grze nie było nagród pocieszenia. Załkał cicho, a po chwili wstał odwrócił się na pięcie i ruszył w drogę powrotną, zupełnie pustym już teraz korytarzem. W końcu gdzieś tam została jego ukochana cukiernia…

Awatar użytkownika
Cosinus
Posty: 241
Rejestracja: 26 września 2010, 11:15
Kontaktowanie:

RE: Cukiernik

Post autor: Cosinus » 16 listopada 2011, 22:26

Błędów nie będę wypisywał, bo nie czytałem to już i drugi raz mi się nie chciało. Nie chciało, ponieważ tekst do mnie nie przemówił. Mamy tu niby historię cukiernika, który chcąc dojść do jakiegoś celu oddał wszystkie słodycze jakie miał, a gdy doszedł, okazało się, że cel nie warty był podróży. Jak dla mnie nie mu tu jakiejś głębszej pointy, czegoś, dzięki czemu zapamiętałbym ten tekst na dłużej, ot takie przemyślenia na temat dążenia do celu, który tak naprawdę nie istnieję. Ale podobno ja nie dostrzegam tu jakichś motywów, które nadają temu tekstowi sens, chyba w takim razie te motywy są zbytnio ukryte dla przeciętnego czytelnika. Tyle ode mnie. Nie wiem, czy taki komentarz chciałeś Voro, ale taka jest prawda, przynajmniej z mej perspektywy.
Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.
— George Bernard Shaw

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

RE: Cukiernik

Post autor: pierdoła saska » 16 listopada 2011, 22:34

Podoba mi się koncepcja i do wykonania też nie mam jakiś większych "ale". Zaczęło się tak jakoś normalnie, a potem poszło w głębszą metaforę, ale bez prób przytłoczenia szarego czytacza jakim jestem. To było miłe. Wydaje mi się jednak, że mogłoby być trochę lepiej. Że dałoby się ten środek nieco bardziej rozciągnąć, wzbogacić o tych, których musiał prosić o pomoc. Nie ograniczyć się do jednego człowieka, a dać ich tam całą galerię. Takich, siakich i owakich, którzy do tych pociągów też chcieli dotrzeć, tak jak Cukiernik. W obecnej postaci chwilami wygląda mi to tak, jakbyś pisząc myślał o wymyślonym już zakończeniu i trochę się spieszył, aby je w końcu napisać. A szkoda. A samo zakończenie jest zgrabne. Lukier i wewnętrzna słodycz dają nieco do myślenia. Spodobało mi się to :)

Przy okazji:
Nic nie wskazywało na to, że cukiernik znalazł się na dworcu, chociaż wydawałoby się, że właśnie wam wchodził.
Literóweczka :)
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Liszka

RE: Cukiernik

Post autor: Liszka » 17 listopada 2011, 16:28

W tym momencie na scenę wkracza Liszka, kreatura mówiąca o sobie diabelnie niegramatycznie, pisak małomiasteczkowy, ale istota wredna. Pardonsik: wymagająca. Sakramencko wymagająca, bo prawdopodobnie z nieco skrzywdzoną przez system edukacji psychiką. A teraz przystępuje do powiedzenia, co sobie o tekście myśli.
Na swoich barkach niósł właściwie wszystko, co posiadał, czyli głównie przeróżne wypieki. Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko słodkości, a jednak dla niego były czymś więcej, cząstką jego duszy.
To drugie i trzecie zdanie, a już się przyczepiłam. I wcale nie dlatego, żeby się popisać. Bo dwie rzeczy mi tutaj nie pasują. Po pierwsze: co on na tych barkach, u diabła ciężkiego, miał? Koszyk, plecak, jarzmo? Wypadałoby wspomnieć, bo a nuż trafi się taki niedouczony czytelnik jak Liszka i będzie miał ubaw w obracaniu w głowie obrazka mężczyzny z kufrem posagowym na plecach. Następna rzecz: drugie zdanie sprawia, że Liszkę coś tam w środku boli, jak je widzi. Jak już było wspomniane, jestem małomiasteczkowa, czyli z tych, co nie mają za grosz wyobraźni, ale są za to czepliwi. Najgorszy gatunek człowieka. Nie lubię, jak mi Autor narzuca coś, do czego wolałabym sama dojść. Jest chyba tylko jedna osoba, której mogę wybaczyć podobne zagranie: Stephen King.
Przecież zabytek zabytkiem powinien pozostać, a po takiej operacji traci wszystko, co upoważnia go do tego miana.
Nie powiem nic o tym, co jest zabytkiem, co nie. To już można samemu sprawdzić. Aczkolwiek warto napomknąć o takim sprytnym przepisie, który zabrania renowacji starych budynków, jeżeli mają one przez to stracić swój kształt. Chciałam powiedzieć, że to zdanie strasznie źle brzmi. Jak kiepska parodia mistrza Yody.

Całego akapitu tu nie zacytuję, bo szkoda miejsca. Dość powiedzieć, że w co drugim zdaniu jest tam wepchnięty biedny czasownik "być". Nie jest to powtórzenie, ale obeszłoby się bez takiego nadużycia. Co jeszcze tam znalazłam? Brak poszanowania dla interpunkcji, której nieszczęsne dzieci - przecinki zostały w wielu miejscach olane.
„czego to ludzie jeszcze nie wymyślą”
Zakomunikuję jedynie, że użycie tego cudzysłowu zupełnie się nie mieści w mojej głowie. Mój ciasny umysł nie jest w stanie ogarnąć zamysłu Autora, bo logika podpowiada, że w takim razie powinno się cytować wszystkie wyrazy oprócz neologizmów.
zobaczył rozgorączkowanych ludzi, ustawionych w długich rzędach w celu zakupienia biletu. W ogóle nie było tutaj kas. Jedynie ogromny korytarz zapełniony ludźmi.
Nie podoba mi się to. Zwłaszcza, że wyraźnie widać, że wtrącenie o kasach jest tylko po to, żeby uniknąć powtórzenia.
W końcu starzec postanowił zatrzymać kogoś siłą.
Takie określenie się gryzie z tekstem. Starca kojarzymy raczej z takim Gandalfem niźli pradziadkiem Mietkiem, co aż do swoich dziewięćdziesiątych trzecich urodzin jeździł rowerem.
Jego słodycze nie miały sobie równych i nikt nie potrafił się im oprzeć. Co prawda miał je przygotowane na później, ale uznał, że oddanie jednego ciasteczka mu nie zaszkodzi, bo przecież miał ich jeszcze dużo.
Teraz to już jest powtórzenie. Już się, bratku, nie wybronisz jakąś wstawką.

Ja mam wrażenie, że brakuje paru słów o tym, czy dzieciak (to mówi osoba, której z butów jeszcze wysypuje się piach z placu zabaw) mu pomógł.

Zachwycam się akapitem, w którym jest tylko jeden błąd interpunkcyjny, ale za to bardzo dobry opis, zachwycam i zachwycam. Zachwycam i nagle zachwycać się przestaję, bo...
pod warstwą kiepskiego lukru,
Wywal ten lukier, dobrze? Bez lukru będzie lepiej niż jest w poprzedniej części tekstu.
Końcówka bez zarzutu. Bardzo zacny kawałek pisania, tyle rzeknę. Albo może nie, powiem coś więcej na jej temat: ratuje tekst. Bo byłam bliska podziękowania i przerwania lektury. Widzę moment "oddał ostatnie ciasteczko" i ręka sama mi idzie w kierunku myszki. Wyłączamy. Nie, czekaj, mówię sobie, przeczytaj do końca albo nie jesteś Liszka. I czytam. I słusznie. Jakkolwiek nie przemawiają do mnie "różne kształty pociągów", ale ja nie jeżdżę - nie wiem. Teraz to już na pewno koniec.

Awatar użytkownika
Voronwë
Posty: 124
Rejestracja: 01 sierpnia 2010, 17:15
Kontaktowanie:

RE: Cukiernik

Post autor: Voronwë » 17 listopada 2011, 17:23

@Cos Nie mówiłem, że nie dostrzegasz motywów, tylko, że nie znasz pewnych faktów przez co Twoja interpretacja trochę się różni (zaskoczyła mnie - to prawda, ale masz do niej pełne prawo).
Stwierdzałem tylko, że tekst, z Twojego punktu widzenia, faktycznie może tracić momentami sens. Takie bardziej mruczenie do siebie, ale jak widzę ty to odebrałeś, jak widzę trochę inaczej, dlatego warto sprostować. I dziękuję, że skomentowałeś :)

@Marsa Przez długi czas nawet nie wiedziałem, ja kto właściwie zakończyć, więc, chyba nie tu tkwi problem. Jednak nie wykluczam, że popchnąłem wszystko za szybko.

@Liszka
Zwłaszcza, że wyraźnie widać, że wtrącenie o kasach jest tylko po to, żeby uniknąć powtórzenia.

A to jest ciekawe, że wiesz lepiej ode mnie, bo było całkiem inaczej.

A tak poza tym, to dziękuję za dość obszerną krytykę :)

Awatar użytkownika
Eranor

RE: Cukiernik

Post autor: Eranor » 18 listopada 2011, 15:15

I kolejny koment, którego muszę pisać od nowa -,-'
Odruchowo spojrzał w miejsce(przecinek) gdzie powinien znajdować się zegar i owszem był tam, ale z pewnością nie wyglądał zwyczajnie.
Gdyby ktoś zechciał je policzyć(przecinek) zapewne szybko by zrezygnował.
Znalazł się w przestronnym holu, który zdawał się nigdy nie kończyć.
Zmieniłbym na coś w stylu: który zdawał się ciągnąć w nieskończoność. etc.
Ku swemu zdziwieniu nie zobaczył rozgorączkowanych ludzi, ustawionych w długich rzędach w celu zakupienia biletu. W ogóle nie było tutaj kas. Jedynie ogromny korytarz zapełniony ludźmi
W sumie za pierwszym razem nie zauważyłem tego powtórzenia. Możesz ludzi zastąpić tłumem i po sprawie.
Jedni z nich leżeli na ziemi, inni płakali, jeszcze inni krzyczeli czerwoni z wściekłości.
Jedno "inni" zastąp np. niektórzy, lub kolejni.

Nic nie wskazywało na to, że cukiernik znalazł się na dworcu, chociaż wydawałoby się, że właśnie wam wchodził.
Literówka. Poza tym trochę pokręcone zdanie. Innych form czasowników użyłbym.
Zaciekawiony(przecinek) ruszył przed siebie(przecinek) rozglądając się uważnie dookoła.
Traf padł na jakiegoś nastolatka o długich(przecinek) ciemnych włosach i piorunującym spojrzeniu.
A za to przecinka to normalnie facepalm

– A dostanę coś w zamian? – mówiąc to(przecinek) wskazał na babeczkę wystającą z kieszeni marynarki cukiernika.
Cukiernik w jednej chwili poczuł się o wiele lepiej i żwawo ruszył do przodu(przecinek) pogwizdując sobie wesołą melodię.
W sumie "sobie" można wywalić
Łączyło je tylko jedno, w każdym z nich stał człowiek, który wskazywał ręką do środka, zachęcając do wejścia.
"...tylko jedno: ..." Dwukropek lepiej pasuje, skoro chcesz coś wskazać, czy też podsumować.
Wyglądało to, jak raj na ziemi, a gospodarze zdawali się być najmilszymi osobami, jakie w życiu widział.
Pierwszy przecinek zbędny.
Załkał cicho, a po chwili wstał(przecinek) odwrócił się na pięcie i ruszył w drogę powrotną, zupełnie pustym już teraz korytarzem.

Słabo z tymi przecinkami. A nawet tragicznie było. Najprostsza rada: widzisz dwa czasowniki, lub czasownik z końcówką w stylu -ąc, to znaczy, że będziemy mieli przecinek między nimi, najczęściej przed drugim, lub przed przymiotnikiem opisującym. Nie jest to żadna zasada, tylko moja obserwacja i sklecona prosta definicja z niedużej wiedzy jaką posiadam. Ale zazwyczaj się sprawdza.
Jeśli chodzi o zdania, to czasem były dziwnie skonstruowane. Niby wszystko w porządku, ale dziwnie czytało się je, i w jednym jak wskazałem trochę pomieszałeś z formami czasowników. Przynajmniej mi psuło to odbiór. Nic więcej nie tykałem z nim, bo samo w sobie chyba jest poprawne.
Ogólnie - czytałem dużo lepiej zbudowane przez Ciebie teksty.

W kwestii merytorycznej...
Nie podobały mi się wtrącenia, akapity nic nie wnoszące do tekstu.
Wzmianka o odnowionych budynkach i zegarze... Nie mam pojęcia co też miały wnieść do tekstu. Niby coś tam mogą naświetlać jeśli chodzi o osobowość bohatera, ale tylko "coś tam" i nic więcej. Wyglądają raczej jak wstawki, żeby być.
Co do przesłania... No cóż. Można różnie zinterpretować. Z czego ta najbardziej prawdopodobna/ rzucająca się w oczy, nie jest wcale z gatunku tych... hmm... "dobrych".
Jak to cukiernik pod sam koniec zasugerował, zawsze została tam w tyle jego cukiernia. Czyli, że lepiej trzymać się tego, co znane, aniżeli uganiać się za odległymi fantasmagoriami.
Głównie tyle, jeśli się doszukiwać przesłania. Ogólnie brakuje jakiegoś skupienia, że tak się wyrażę: obraz jest rozmazany.
Jak wspomniała Marša, byłoby ciekawiej gdybyś opisał więcej tych ludzi z dworca i żeby każdy z nich przedstawiał sobą coś innego. Wówczas można by jako oś utworu użyć motywu, że najważniejsza w podróży jest sama podróż a nie dotarcie do celu, a po drodze ukazać osoby będące na różnych etapach swoich własnych podróży. Czy też nawet podróży życia.
Sama końcówka, co prawda jest lepsza niż reszta tekstu, jednak nadal brakuje jej czegoś. Prawdopodobnie otoczki, wprowadzenia jakim powinien być cały tekst. Były ciekawe próby dodania smaku, jak chociażby wzmianka o lukrze, czy też sam ostatni akapit, a nawet ostatnie zdanie/a.
Reasumując: swojego pomysłu nie udało Ci się ukazać w tym tekście za bardzo. Widnieje on tylko rozmazany jak na nieostrym zdjęciu. Występują zbędne elementy, które powinny zostać zastąpione przez informacje, takie chociaż jak powody wyprawy cukiernika, wzmianka jakaś większa i istotniejsza o nim. Następnie nadać jakiś metaforyczny wymiar całemu dworcu i jego "mieszkańcom". Wówczas końcówka, mogłaby nawet uciec większym poprawkom.
Obrazek

Zablokowany